Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

lukrowana

Użytkownik
  • Zawartość

    347
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. lukrowana

    Żałoba

    @New-Tenuis to dobrze, że weszłaś w inny etap i że powoli starasz się z tego otrząsnąć. Tak trzymać! On na zawsze pozostanie w Twojej pamięci, tylko właśnie po przeżyciu żałoby, już nie będzie to tak bolało, będzie to bardziej wspomnienie, pamięć o nim i szacunek. Oraz nadzieja, że nie wiem jak to jest, ale że kiedyś spotkamy się , za długi czas z naszymi bliskimi.
  2. @shira123 no fakt, cisza tu ostatnio w wątku. U mnie niewiele się zmieniło. Taka stara bida. Chodzę sobie dalej do tej pracy. Nie wiem na jak długo, nie wiem czy sami mnie nie zwolnią. Bo ogólnie jestem dość roztargniona, i mimo że coś wiem jak zrobić to się potrafię machnąć np. nie zmienić czegoś na fakturze, drukuję źle i musi iść do księgowych do korekty. Albo inne błedy też popełniam, nie celowo, nie dlatego, że mi się nie chce. A że tak wychodzi i skapnę się dopiero o tym po fakcie.. I wychodzę na debila. Nie wiem czy tak mam przez leki, być może, bo kiedyś taka nie byłam, teraz jestem taka non stop. Taka niezdarna na wielu płaszczyznach. Czuję się czasami jakbym była głupia no i na taką wychodzę. Parę dni temu jak się machnęłam kilka razy, to jak zobaczyła to kierowniczka, to była wkurzona, widać to było po niej, mimo że nie krzyczała czy nie opierniczyła mnie jakoś mocno, ale widziałam to. Potem wracając autobusem do domu poryczałam się, nawet miałam gdzieś, że ktoś to może widzieć. Ale poczułam się naprawdę jak debil. Jak ktoś kto nie nadaję się do żadnej pracy, tylko najlepiej już na rentę psychiatryczną... I to nie kwestia stresu, bo jak tam siedzę to nie stresuję się jakoś mocno, tylko takich właśnie problemów z koncentracją. Też z pamięcią, ktoś mi coś pokazywał a ja tego nie pamiętam 😕 i dołuje mnie to. Lekarzowi powiedziałam to, to powiedział tylko, że no nie mogę odstawić leków, więc muszę jakoś żyć z tym jak jest. Pocieszające. Ale też sam niewiele może zrobić, skoro muszę brać leki, a tak na nie reaguję. Potem jeden szczeniak, że tak powiem, bo młodszy parę lat ode mnie, taki tam trochę dresik, powiedział mi - słuchaj, musisz się ogarnąć, bo inaczej od listopada nie będziesz tu już pracować, bo wiesz, okres próbny teraz masz, a potem szef znajdzie kogoś innego na twoje miejsce. super... W ogóle najlepsze w tej robocie jest to, że współpracownicy, młodsi ode mnie i równi stanowiskiem mówią takie rzeczy. Że jestem słaba, nic nie umiem, że wylecę. No spoko, naprawdę. Tydzień temu on mi właśnie powiedział że no naprawdę nic nie umiem. Wyszłam wtedy z roboty taka trochę przybita No i to co najgorsze dla bordera, odrzucenie. We wtorek wszyscy poszli sobie na piwo, ja dowiedziałam się o tym od kogoś innego. I trochę zabolało, mimo że nie chciałabym z nimi pić, ale wiecie, poczucie, że znowu jakaś grupa ludzi mnie odrzuciła. No po tym jak mnie traktują i patrzą na mnie jak na idiotkę, to nie dziwię się, że nie chcą mnie w swoim kręgu.Ale same dobrze wiecie jak to boli. Kiedy przyszło się do nowego miejsca, chciało się zacząć od nowa, zaprzyjaźnić, poznać nowe osoby, starało się być miłą, otwartą, zagadywać. Być normalną. A nie wyszło, historia się powtarza, jak całe życie. Już od przedszkola ludzie mnie odrzucali. I tak na każdym etapie. Potem ja odrzucałam ich odruchowo, żeby oni tego nie zrobili potem - taki typowy mechanizm bordera. Ale najgorsze jest to, że to nie jest wyimaginowane, nie jest to tylko lęk, który się nie sprawdza. A coś co ma potwierdzenie. I nakręca dalej w lęku przed ludźmi. Poza tym nie lubię jesieni. I mimo że nie mam złego nastroju, nie mam ochoty od dawna na znajomości, na wychodzenie i spotykanie się z kimś. Wystarczy, że mieszkam z chłopakiem, więc mam kontakt z jakimś człowiekiem, a jak ktoś ze starych znajomych chce się spotkać i nawet się na to zdecyduję, to często robię to niechętnie. Shira - a jak ta nowa praca? Miałaś niedawno nową to teraz jeszcze inna? Super
  3. lukrowana

    Żałoba

    Zadziwiająco dobrze się trzymam. Nie wiem kiedy uznaje się etap żałoby za zakończony. Ale jeśli o to chodzi, to żyję normalnie. Choć co jest przerażające, wczoraj sobie myślałam, że boję się, że po czasie będę myślała jakby to nigdy się nie zdarzyło, jakby jej nigdy nie było. Mam od lat taki no nie wiem czy to mechanizm obronny? jak to nazwać, czy to wina słabej pamięci po lekach czy co. Ale wydarzenia z przeszłości zwykle słabiej pamiętam z czasem i też są one u mnie pozbawione emocji... Jedna psycholog stwierdziła że opowiadam o ciężkich wydarzeniach jakbym opisywała fabułę filmu. Tak jest z wieloma zdarzeniami, mówię i zero emocji. Nie chcę czuć tego ponownie. Więc opowiadam czy myślę o tym, bez większych emocji, ale też przez ten brak uczuć mam wrażenie, jakby to się nigdy mi nie wydarzyło. W tym przypadku, nie chciałabym o niej zapomnieć, na pewno nie da się tego zapomnieć. Ale też taka postawa na pewno mniej boli. Ostatni raz z jej powodu płakałam 11 wrzesnia. Jak obroniłam pracę, w kiblu w domu siedziałam i ryczałam strasznie. Bo ona powtarzała czesto, że jedynie chciałaby dożyć jeszcze momentu jak obronię magisterkę. Ale nie udało się A tak poza tym, to żyję normalnie. Tzn jakby to się nie wydarzyło, jakbym nie była w żałobie. Jak coś mnie martwi czy pochłania to teraźniejsze problemy. Choć myślę o niej często. Na zasadzie, co by powiedziała w takiej sytuacji. Cieszę się, że mimo swojej poszarpanej psychiki jakoś sobie poradziłam z tym wydarzeniem. Tydzień temu byłam na pogrzebie sąsiada zza ściany. Znałam go od dzieciaka. Nagła śmierć. Nie było mi specjalnie przykro. Choć myślałam, że naprawdę życie jest kruche, bez sensu i że dziwnie będzie go już nigdy nie zobaczyć. I dalej nie rozumiem sensu śmierci. Tego, że ona musi być i musi boleć nas i te osoby, które umierają. Nawet jak jest życie po śmierci i Bóg, to bez sensu, że każe nam cierpieć tak z powodu śmierci.
  4. @Heledore zazdroszczę tego, że umiesz mieć cięty język i odpowiedzieć takim. Mnie tego całe życie brakuje i nawet jak próbuję coś ripostować bardziej stanowczo, to kończy się tym, że takie osoby i tak mnie zgnoją równo... a ja zamknę się w sobie i zacznę bać się miejsca gdzie taka osoba się znajduje. @shira123 niestety nie jest lepiej z tym mobbingiem... W sobotę byłam sama na zmianie, było mega ciężko i coś mi nie poszło. Bo nie dałam sobie rady, i tak każdy się dziwił, że zostałam sama na tak ciężkiej zmianie jak jestem nowa. Ale nie było kogo dać innego. Ta koleżanka jak zobaczyła co zrobiłam zjechała mnie równo. Powiedziała, że nic nie umiem, co prawdą nie jest. Z każdym dniem umiem coraz więcej. A nawet szef broni mnie i mówi, że on jak zaczynał pracę, to popełniał te same błędy i tak ma każdy, tylko taka typiara nie powie tego głośno, że sama tak miała. Szef ma lada moment ją wywalić, zrobiłby to teraz gdyby nie poważne braki kadrowe. Powiem tak, że po tym co się zadziało teraz i jeszcze jak mnie tamta laska dobiła. Ona kazała mi zostać tu tyle godzin aż tego nie odkręce, mimo że byłam w pracy już 12 h, od 6 rano. Ja się zbuntowałam, wkurzyłam i powiedziałam, że siłą mnie nie zatrzyma i wyszłam. Byłam przekonana, nawet do niej powiedziałam, że ostatni raz mnie widzi. Byłam pewna, że się zwalniam. Już się jakoś tam powiedzmy pogodziłam z porażką. Napisałam smsa do szefa, ze jednak nie dałam rady i zwalniam się. On był zaskoczony. Zadzwonił potem do mnie. I naprawdę głupio się zachowałam. Bo nie wytryzmałam z emocji. I jak mu opowiadałam, to mówiąc o tej lasce, w momencie jak wypowiedizałam, że wg niej nic nie umiem, wybuchłam płaczem do słuchawki... na szczęście szybko się opanowałam, ale jednak. Ja mam naprawdę donośny płacz. Chłopak za drzwiami to słyszał i powiedział potem, że to było żałosne, że płaczę do szefa, jak dziecko się zachowuje które skarży że ''ona mnie wyzywa''. Ale cóż, nic nie poradzę, że nawet jak staram się być ''normalna'' to w bardziej emocjonalnych sytuacjach nie do końca mi wychodzi 😕 Szef mówił, żebym nie rezygnowała, bo nadaję się na to stanowisko, mówił że mam jego pełne poparcie, co jest naprawdę miłe. Dałam sobie ostatnią szansę. Jak powtórzy się znowu taki ciężki dzień i znowu dostanę zjebę od tej laski, to naprawdę nie dam rady dłuzej. Wiem, że będę popełniać dalej błędy, bo no co poradzę, że może nie jestem taka super bystra jak inni. Choć nigdy nikt mi nie zarzucał, że jestem jakaś głupia. Ale dopiero się uczę, staram się jak mogę. A popełniam głupie błędy, mam do tego słabą pamięć i nie pamiętam wielu rzeczy, co też mi utrudnia pracę. Ale głupio byłoby zrezygnować przez jedną laskę. Tym bardziej, że nigdy nie mam pewności że cos takiego nie spotka mnie w innej robocie. Co przy mojej psychice jest bardzo prawdopodobne. Nie przypuszczałam, że będzie AŻ tak ciężko.
  5. @Agnieszka_Kk miałam terapię dopóki terapeutka sama ze mnie zrezygnowała o czym pisałam parę postów wyżej. Nie mam na razie siły opowiadać n-tej osobie caly mój życiorys zeby potem słyszeć, że nie umie mi pomóc. Więc muszę się zdawać bardziej na chłopaka,kilka znajomych osób i forum. Cieszę się,że rozumiesz mnie. Bo ja też nie wyobrażam sobie żeby taka atmosfera miała pozostać albo nawet pogorszyć się. Napisałam do szefa, i mi napisal ze mam niczym się nie przejmować i przyjść jutro i pogadamy o niej i że to on jest od oceniania moich postępów. Naprawdę dla mnie to żałosne że ktoś na takim stanowisku jak ja gada mi że mam nie przyjść mimo że tak mam w grafiku. Żałosne ale i bolesne dla mnie. Liczę na to że coś się da dogadać, ewentualnie żebym mogła mieć jak najmniej zmian z nią. Jak nie da się to porozmawiam o przeniesieniu a w ostateczności jakbym miała ją często znosić i miałoby być jak dziś to wtedy zmienię robotę 😕 @Disappear również dzięki za słowa wsparcia:) no jutro się dowiem co się da dogadać i jaka będzie wobec mnie. I albo mi ulży albo zacznie być ciężarem każdy dzień tam 😕 a nie pracuję przecież dla niej.
  6. @Heledore owszem ;)) taka specyfika mojej pracy. Ale mi to tam lotto. Przynajmniej nie muszę cały weekend siedzieć i nudzić się u ''teściów'', a robię coś bardziej produktywnego. Przynajmniej nie zamulam też całymi dniami z nudów przed serialami. Dziś miałam próbkę tego jak wygląda mobbing w pracy. To było straszne. Zwykle przed mało mi znanymi osobami umiem w miarę ukryć emocje, ale nie wytrzymałam i rozpłakałam się przy tej dziewczynie. Ona nie rozumiała mojej reakcji. Wiedziałam od początku, że to ten typ dziewczyn, których nigdy nie lubiłam. Te przesadnie pewne siebie, które mają niesamowity tupet. Takie osoby gnębiły mnie w podstawówce i gimnazjum. Wyczuwały jakby z miejsca moją słabość. Dziś chciałam być silna, nie dać po sobie tego poznać, ale nie wytrzymałam, gdy któryś raz pod rzad usłyszałam - jesteś słaba, jesteś słaba, jesteś słaba, ja już po 4 dniach pracy tu wszystko ogarniałam, a ty po 7 masz dalej takie problemy, prawie nic nie umiesz, zastanów się czy to miejsce dla ciebie. Kazała mi się ogarnąć, ale nie byłam w stanie. Nie przeprosiła mnie, bo nie zrozumiała mojej reakcji. Fragmenty powiedzmy dialogów: - ja po 4 dniach wiedziałam więcej niz ty, radziłam sobie - ja: widocznie nie każdy wszystko tak łapie jak ty - nie rozumiem dziewczyno twojej reakcji, ile ty masz lat? bo zachowujesz się jakbyś miała 5. - ja: szef mówił, że mamy tu tworzyć zespół zgrany i serdeczny wobec siebie - ja nie jestem serdeczna, ja jestem rzeczowa - ja: nikt do tej pory nie narzekał na moją pracę, poza tobą. dlaczego nie możesz być bardziej wyrozumiała dla kogoś nowego? - bo ja po tylu dniach co ty już wszystko ogarniałam - ja: wywyższasz się bardziej jak sam szef - (wzruszenie ramionami) bo ja wiem wszystko co tu powinno się robić. - ja: nie wiem co ci zrobiłam, że tak mnie jedziesz, ja przecież byłam wobec ciebie miła - ty weź się sama zastanów nad swoim zachowaniem. Powiedziałam jej, że każdy ma swoje granice i że o ile ona jest twarda do złamania, o tyle ja widocznie nie jestem taka sama. Powiedziała coś co jeszcze bardziej było skandaliczne!! - Masz tu jutro najlepiej w ogóle nie przychodzić, bo tylko będziesz mi tu zawadzać (!) A to chyba szef bardziej decyduje kiedy ja mam przyjść a kiedy nie... Jest zwykłą pracownicą jak ja, choć mówiła, że chcieli ją wszyscy na kierownika awansować, ale ona nie chce póki co bo ma studia. Miałam ochotę wyjść i już tam nie wracać. Gdyby to był ktoś obcy, jakiś klient, to może bym bardziej przebolała, bo wiedziałabym, że on sobie pójdzie i tyle. A tu jest osoba, z którą mam pracować i się widywać. Ja na starcie jestem wobec każdego miła i nigdy nie rozumiałam co złego robię tego typu osobom, że potem mnie gnębią. Ma jutro ona pogadać powaznie z szefem... Nie chciałam mu głowy zawracać dziś, ale uznałam, że napiszę smsa krótko o tym. Kazał mi się nie przejmować niczym i przyjść jutro normalnie i pogadać o tym. Tylko, że boję się, że jak przyjdę normalnie, to ona się spyta czemu przyszłam. I boję się, że ona raczej i tak się dowie o tym, że ''poskarżyłam się'' dyrektorowi. A takie osoby nie lubią jak sie na nie ''konfi/donosi''. Wiem to z doświadczeń szkolnych. Że co z tego, że zgłosi się cos komuś wyżej, jak na co dzień masz przebywać z tą, która cię gnębi. A za ''donoszenie'' takie osoby się mszczą. I ona ma raczej dobre układy z innymi, mimo swej pewności siebie. Z jedną dziewczyną od nas mieszka nawet. więc boję się, że teraz będę przegrana wśród całego zespołu... że będą na mnie krzywo patrzeć. eh. Niby nie dla nich mam tam przychodzić, ale lepiej mieć dobre układy z ludźmi jak nie. Przepraszam za to wypracowanie, ale musiałam to wyrzucić z siebie. Dawałam sobie radę, byłam entuzjastycznie nastawiona. Ale tak łatwo mnie złamać, połamać na kawałki, pojechać po niskiej samoocenie. I sprawić, że będę mogła bać się tam chodzić, będę się bała być z nią na zmianie, będę bała się do niej odzywać. Ale nie mogę raczej przez jedną osobę rzucać robotę po tygodniu. W końcu szef jest super do mnie nastawiony i to nie jemu się naraziłam - kurde, nawet za nic. Oj, życie potrafi dać po tyłku takim jak nam. Spróbuję się nie poddawać i być silna. Ale nie chcę powtórek z przeszłości. Nie chcę w życiu dawać się tak łatwo łamać, ale nie umiem stać się silna wobec takich osób.
  7. @shira123 moja praca w dużej mierze jest związana z angielskim i niemieckim. Chciałam zacząć od obecnej pracy, bo na razie tak średnio ciągnie mnie do bycia korpo szczurem. Ale bądź co bądź tam dają zwykle dość dobrze zarobić. Korki dawalam w zeszłym roku. Chciałabym jeszcze kiedyś, ale obecnie ze względu na mój nasilony lęk społeczny mało sobie wyobrażam dawanie korków. Gratuluję zdania tego egzaminu sama wiem jaki on trudny jest, więc naprawdę szacun. @Agnieszka_Kk wiem co to wstanie wcześnie rano jak się późno zasypia. Ja zasypiam kolo 24, trochę po najwcześniej. Jutro (tak wiem że jutro niedziela 😄 ) muszę wstać chwilę przed 5... Już drugi raz w tym tygodniu. Na dworze o tej porze mnie samej, jako kobiecie jest okropnie. Boję się w nocy sama włóczyć po ulicach. Ale co zrobić jak karzą.
  8. @New-Tenuis dziękuję bardzo :)) @Makebelieve akurat o tym, że dbt jest dobre dla borderów to słyszałam, ale nie jest aż tak wielu terapeutów w tym nurcie w Polsce. Tu była mowa o behawioralno-poznawczej. Ale brzmi sensownie z tego co piszesz. Ja na terapiach raczej nie uczyłam się jak powstrzymywać ''ataki'' u mnie, wybuchy złości, czy agresję, autoagresję, zmienność nastrojów. Mimo że ciągle o tym mówiłam. @myszak mam osiągnięcia, ale mam też często słomiany zapał, wielkie plany, które w połowie zablokuje mój strach. Podniecam się jakimiś moimi nowymi pomysłami, jestem wtedy w euforii, szczęśliwa, potem jedna jakaś zła myśl, sytuacja i wszystko zmienia się całkowicie. Sama nie wiem co wolę... Z jednej strony jak jest stagnacja, to mam poczucie pustki, nudy, bezsensu życia. A dużo bodźców nakręca mnie, ale też potrafi na chwilę, za szybko. Dlatego od jakiegoś czasu staram się unikać takiego nadmiaru bodźców, nowych wrażeń, ale też i nowych znajomości. I jakoś udaje mi się żyć mniej skrajnie w górę i w dół.
  9. @shira123 pytasz o psychologa i terapię? zależy od przychodni i miasta. W dużym mieście jest wybór przychodni, można popytać tu i tam. Orientowałam się w różnych miejscach i czekało się naprawdę różnie - dwa lata, rok, 3 miesiące, a tam gdzie ostatnio chodziłam to czekałam z 2, 3 tygodnie. I terapię miałam co tydzień. Tylko, że teraz nie chodzę na terapię, no bo terapeutka była na tyle fajna, że po 8 miesiącach współpracy sama zrezygnowała ze mnie. Nie będę wracać i się prosić. A była to któraś moja terapia już. Ile razy mam siadać przed kolejną osobą i kurde cały mój życiorys opowiadać?! Mówiła mi, żebym nie odbierała tych miesięcy jako stracony czas. Owszem, coś wyniosłam, ale nie mam zapału do szukania znowu kogoś, opowiadania od dziecinstwa do teraźniejszości. I też przywiązywania się czy oswajania z nowym terapeutą, który potem znowu mnie wyrzuci z terapii 😕 masakra. Zwłaszcza osoby, takie jak my,dla nas to ciężkie jak przychodzą takie sytuacje. A kurde zabawne jest to, że ja jedno spotkanie czy dwa przed końcem mówiłam jej o tym moim lęku przed odrzuceniem i że chcę nad tym pracować. A sama mnie odrzuciła. Gadała, żebym tak tego nie odbierała, spoko, może ktoś normalny by się nie przejął, ale chyba po coś chodziłam na tą terapię 😕 Dlatego no znowu zostałam bez terapii. I do końca tego roku na pewno nie będę szukać nikogo nowego. Straciłam zapał do tego na ten moment. @Agnieszka_Kk słyszałam, że przy zaburzeniach osobowości terapia beh.-poznawcza to tak niekoniecznie odnosi efekty, nie żebym negowała, nadaje się ona do innych problemów i bywa naprawdę skuteczna. No ja ten typ terapii próbowałam dwa razy.
  10. lukrowana

    Myśli samobójcze

    @shira123 no ja również mam silny lęk związany z pracą. Ale jakoś udało mi się ją póki co znaleźć. Na szczęście szybko, bo szukanie długo potęgowałoby mój lęk i jakieś porażki z tym związane. A czego się najbardziej boisz? U mnie to kwestia niskiej samooceny = wszyscy inni są lepsi, bardziej doświadczeni, bardziej poradni, na pewno wybiorą kogoś innego jak mnie, jest taka konkurencja; jak również też lęku przed ludźmi i nowymi sytuacjami, muszę się adoptować do nowych miejsc długo.
  11. lukrowana

    WENLAFAKSYNA (Efectin,Efevelon,Velafax,Velaxin,Alventa)

    Ja jestem kobietą, a odkąd jestem na 225 to na początku w ogóle zero odczuć 😕 teraz jakoś po miesiącu no powiedzmy, że ujdzie, choć wciąż czuję się ''poszkodowana''. Ale wiem też, że z czasem jakoś organizm się przyzwyczaja i po paru tygodniach jest lepiej, jak np po pierwszym podbiciu dawki. Choć dla mnie to i tak nigdy nie jest tak jak było bez leków.
  12. lukrowana

    Kto rzucił palenie!?

    ja rzuciłam 2 miesiące temu, ale kurde do tej pory bywa, że mnie ciągnie jak np. ktoś w moim otoczeniu pali 😕 to kurde mam aż ochotę poprosić, żeby mnie poczęstował fajką. Ale już kilka razy rzucałam, na kilka miesięcy max. Poprzedni raz to jak zapaliłam raz to już potem wróciłam do tego, po jednej fajce już. Teraz powiem, że zdarzyło mi się od tego rzucenia kilka razy zapalić tak o fajkę od kogoś. Ale pierwsze moje myśli to były, że jak w ogóle mogłam palić a potem oczywiście, że no chciałoby się znowu, ale powstrzymywałam się. Najgorsze jest już jak kupię paczkę fajek. Nie umiem np. jej mieć i tak palić tylko okazyjnie, albo kupić jedną, wypalić i na tym koniec. Teraz w pracy mam ochotę w ramach przerwy wyjść i zapalić, ale nie mogę do tego wrócić znowu 😕 No i kasa też mnie motywuje. Że jednak trochę to kosztuje i po co wydawać na fajki kasę.
  13. @Heledore obroniłam się na 5, praca na 5 i ocena ze studiów również ale wiesz, mało kto z pracodawców patrzy na takie rzeczy w ogóle. Więc to, ze napisałam wręcz książkę, bo tak grubą pracę hehe, to nie bardzo się będzie liczyło na jakiejś rozmowie o pracę. Ja miałam wczoraj kryzys w pracy. Pracuję zmianowo, dwunastki, nocki też. O piatej rano wklepując do excela, którąś godzinę już dane, nie mając czasu, żeby zjeść normalnie no i oczywiście nie śpiąc, łzy same mi zaczęły lecieć. Zaraz potem poszłam do kibla się uspokoić, żeby koleżanka nie zauważyła. Ale mam nadzieję, że się przyzwyczaję i też jak nauczę, to szybciej mi będzie wszystko szło. Jak wróciłam po tej 6 do domu to nie mogłam zasnąć i drugą noc a w zasadzie ranek uraczyłam się Imovane. Bo ja znam siebie i wiem kiedy nie zasnę i muszę wziąć Imovane. Obudziłam się po 13, więc spałam z 6 godzin 2 dni pod rząd. Potem wieczorem oczywiscie nie mogłam zasnąć. Dawno tak nie spałam do popołudnia. Dziwne uczucie, jeść śniadanie o 14. Potem mało czasu na cokolwiek, dzień tak szybko mija. Dziś uznałam, że pośpię dłużej skoro mam wolne i trochę odeśpię. Wstając poszła mi mocno farba z nosa, wczoraj również 2 razy. Pewnie to trochę od kataru, który ostatnio jakoś od zimna mi się nasilił. Ale też zwykle tak mam jak jestem osłabiona, to wtedy mi ciagle krew z nosa leci. Pewnie to od niedospania i tego, że w pracy to ja ledwo mam czas na zjedzenie kanapki. Nie przypuszczałam, że będzie tak ciężko. Ale może się przyzwyczaję i jakoś ogarnę to wszystko, nauczę się takiej pracy zmianowej. Dobrze byłoby wytrzymać tu z 3 miesiące, żeby można było coś wpisać do CV, a nie że np tylko miesiąc i to brzmi podejrzanie i budzi pytania, dlaczego tak szybko się odeszło.
  14. Nawet nie zależy mi teraz na jakiejś super płacy. Nie mam doświadczenia, więc na początek mogę pracować za murzyńską pensję. Dla mnie priorytetem jest teraz, żeby psychicznie się oswoić z pracowaniem. Coś co tak długo odkładałam. Mogę być z siebie niejako dumna (o ile mi się nie pogorszy). Rok temu jeszcze, to jak dostałam się na staż, to przed pierwszym dniem stchórzyłam. Przeraziło mnie to, strasznie płakałam i napisałam w mailu, że jednak z pewnych powodów muszę zrezygnować. Czułam się wtedy jak przegryw życiowy. Ale przerażał mnie zwłaszcza pierwszy dzień. Miałam iść na oddział od października. Ale uznałam, że jak w 2 tygodnie znajdę pracę, to idę do niej. Przynajmniej jakieś pieniążki wpadną. Nie mówię tego nikomu głośno, ale jak miałam sie gorzej nerwowo, to wizja szukania i pracowania mnie tak przerażała, że chciałam iść do tego szpitala. Ba, ja bym się nawet zamknęła na tym oddziale, byleby tylko na jakiś czas odroczyć ten strach związany z szukaniem roboty. Jeśli nie zwariuję tu nerwowo, nie wylecę, to naprawdę będę z siebie dumna. Wrzuciłam się na dość głęboką wodę. Ale jak mi się uda, to będzie to dużo lepsza forma terapii, jak mówienie o tym terapeucie i wałkowanie tego i dalej przerażanie się. Będę wtedy dumna z siebie, że nie jestem już ''nierobem'' a wszyscy wokół znajomi pracują. A ja będę miała wreszcie swoje pieniążki, nawet nie jakieś super, ale swoje. I coś do wpisania w cv
  15. @Abigail_1Sm25 a to orzeczenie o niepełnosprawności dotyczy Twoich zaburzeń czy coś innego? widziałam, że zdarzają się ogłoszenia, w których piszą, że mile widziane orzeczenie. Ale ja sama jeśli to dotyczy zaburzeń, to bym się lepiej nie przyznawała jeśli chodzi o jakąś przyzwoitą pracę, bo to w wielu miejscach może skreślać na starcie. Nawet jak nie ma się jakiś poważnych zaburzeń. Nie czuj, ze Ci głupio, że się tu udzielasz wątek jest przecież otwarty dla wszystkich. Nie tworzymy tu ''wirtualnej sekty'', zamkniętej na konkretne zaburzenie Ja dla odmiany dostałam pracę. Przyszło naprawdę bardzo łatwo. 1 dzień jej szukałam. Choć jestem teraz na takim jakby tygodniu próbnym. Ale szef jest spoko człowiekiem, więc myślę, że będzie dobrze. spodziewałam się, że przy mojej nerwicy i też fobii społecznej praca, a zwłaszcza z ludźmi, to będzie kaplica. A nie jest najgorzej. Choć zwłaszcza z rana każdego dnia się denerwuję. Może nie tyle, że są tam ludzie, ale żeby wiadomo, dobrze wypaść.
×