Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Neurotica_Lostica

Moi bliscy uważają moją chorobę za wymysł i fanaberię

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie drodzy forumowicze!

 

Jak niektórzy z Was wiedzą, od kilku lat cierpię na depresję, jednak dopiero od pół roku faktycznie się leczę z pomocą lekarzy.

Dzisiaj miałam okropną awanturę z bliskimi. Nie ważne już o co poszło, ale bardzo boli mnie fakt, że oni po prostu mnie nie rozumieją. Uważają moją chorobę za fantazję i urojenia, coś, co sobie sama wymyśliłam. Moje gorsze stany i samopoczucie uważają za moje fanaberie; kiedy próbuję z nimi rozmawiać, wyśmiewają mnie, a moje problemy uważają za pierdoły. Poniżają mnie i niezmiernie dołują, w dodatku ciągle krzyczą na mnie, że jestem nienormalna.

 

Jest mi niezmiernie przykro, bardzo jest mi ciężko zapanować nad ogarniającym mnie smutkiem z tego powodu, który aż mnie dusi. Chcę się leczć i walczyć, ale w domu nie mam żadnego wsparcia. Przez te docinki sama zaczynam wierzyć, że sobie wszystko ubzdurałam, a moja choroba jest moją winą...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Generalnie łwia część normalsów,zwłaszcza starszego pochodzenia ma najebane we łbie i zaburzenia psychiczne dla nich=fanaberia/przeziębienie,ignorancji,debilizmu czy zwał jak zwał - nie przeskoczysz,najprawdopodobniej będziesz musiała nauczyć się żyć z chorobą zamiecioną pod dywan w obecności trupy cyrkowej zwanej rodziną...a przynajmniej sam bym niczego nie oczekiwał.

Niestety często to tak wygląda i nic się nie poradzi,najlepiej tego typu tematów nie poruszać,z "spierdoleniem" nie wygrasz...oczywiście można próbować,ale sukcesów bym się nie spodziewał.

Choróbsko nie jest niczyim wyborem i winą,ale o tym musisz samą siebie przekonać,"normalsy" nie ogarno.

 

TL;DR - normalsy to debile,choróbsko to nie twoja wina i go sobie nie wkręcasz,szukaj wsparcia gdzie indziej,nie w familii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, superowy awatar masz, ale to już chyba podkreślałem.

 

Starsi rzeczywiście w innych czasach wychowani. Czytelnictwo jako takie było, ale to jednak czasy bardziej siermiężne. "Teraz ludziom poodbijało od tych azjatyckich bajek, komputerów i rockowej muzyki." :P

 

Chociaż przed jedną pułapką ostrzegam, można chorobie/zaburzeniu nadać zbyt dużą rangę i samemu się nakręcać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Neurotica_Lostica to bardzo przykre i dołujące, że rodzice nie rozumieją (nie przyjmują do wiadomości), że jesteś chora. Jednak wielu z nas (jeśli nie większość) ma podobnie. Wiem jak to bardzo boli, bo sama też wiele razy usłyszałam od najbliższych, że wymyśliłam sobie chorobę. A było to na początku choroby, kiedy rozpaczliwie szukałam u nich pomocy, wsparcia, zrozumienia a dostawałam tylko kolejne "mobilizujące kopniaki". Oni nie zdawali sobie sprawy jak bardzo mnie ranią, krzywdzą i tak na prawdę szkodzą - dla nich to był sposób na to by mnie wyleczyć ze smutku/lenia. Twoi rodzice też nie chcą zrobić Ci krzywdy, chcą Ci pomóc lecz robią to niezmiernie nieudolnie i efekt jest odwrotny. Nie sądzę, by jakiekolwiek tłumaczenia zmieniły ich sposób myślenia. Ja już dawno przestałam tłumaczyć zdrowym co znaczy chorować na depresję i dlaczego zachowuję się tak, a nie inaczej - dla mnie to nie ma sensu, bo zdrowy mózg nie pojmie chorego, a nie chcę wiecznie wysłuchiwać tych samych porad i sloganów. Dlatego gdy chcę sobie pogadać wchodzę TU, bo tu są ludzie rozumiejący o czym mówię.

Nie obwiniaj się za chorobę, bo to bzdura ale walcz o siebie. Lecz się i szukaj pomocy i wsparcia tam, gdzie rozumieją Twój problem i nie skupiaj się na przekonywaniu "betonów" - szkoda energii i nerwów.

 

Czytałaś wątek "Czy warto przyznawać się do choroby"? Sporo tam ciekawych spostrzeżeń na ten temat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

klasyka gatunku, strasznie mnie boli to, że społeczeństwo jest tak znieczulone na depresję. Uważają, że to wymysł, usprawiedliwienie dla lenistwa, że kiedyś ludzie na to nie cierpieli itd. Nie potrafią traktować jej jak choroby, tylko osoby z depresją są dla nich hipochondrykami i leniami...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Januszom i Grażynom nie mówi się o takich rzeczach bo wiadomo co z tego wyniknie :lol:

 

Zaiście. ;) Gorzej tylko, jak Twój problem ma już tak ogromne zębiska, że je widać bez mówienia. ;) Poza tym... to moi własni rodzice - zupełnie inna kategoria. ;)

 

Stracona - Czytałam wątek o przyznawaniu się do choroby, tyle, że ja nic takiego im nie mówiłam. :) To... samo wyszło. Ja sama w życiu nigdy bym nie poszła do żadnego lekarza, rodzice zaprowadzili mnie siłą do psychiatry, a tam wyszła moja depresyjna diagnoza, z którą się pewnie lekarz pomylił. Ojciec najzwyczajniej w świecie ma mnie dosyć i mnie nienawidzi - nawet jeśli jest inaczej, to nawet nie chcę myśleć inaczej, bo wtedy wszystko boli podwójnie - a tak można się od toksycznej relacji choć trochę odciąć, nabrać dystansu... nie mieć tego mindfucka, że czemu mnie poniża i bije, skoro mnie kocha...?

 

Staram się walczyć o siebie, ale chyba każdego by w końcu dopadły wątpliwości, słuchając w kółko tego samego, że choroba to ściema.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A "najlepszy" tekst to weź się do roboty to ci depresja minie..

ale czy tak jest?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja swoim rodzicom ani rodzinie nic nie gadam że psycholog że psychiatra; / to znaczy nie przyznaje się że chodzę tu i tu bo potem są docinki z ich strony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie jest przekonanie, że na depresję chorują źli, egoistyczni ludzie, mający w dupie potrzeby innych. Na stos z takimi. Przynajmniej o jeden problem mniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie ten mój, jak już kiedyś źle się czułam (pewnie się zaczynało lub trwało), że coś sobie wymyślam, weź się do roboty; że nie można być z osobą, której się czegoś nie chce

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
że czemu mnie poniża i bije, skoro mnie kocha...?.

 

Zapytaj go. Może się zreflektuje. Jeśli nie, to uświadom na spokojnie matkę, że jej obowiązkiem jest zapewnić Ci bezpieczeństwo, że naruszanie nietykalności cielesnej to przestępstwo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dlaczego ich stosunek taki jest? :why:

 

Obawiam się, że niestety nigdy nie otrzymamy odpowiedzi na to pytanie. Żeby ją uzyskać, trzeba by było szczerze i otwarcie porozmawiać na ten temat - każda ze stron musiałaby przedstawić swój punkt widzenia i odczucia związane z chorobą jednostki w rodzinie. Problem w tym, że w tym przypadku obie strony musiałyby mieć otwarty umysł - to znaczy, rodzice i rodzina nie mogliby od razu z góry, bez zastanowienia, założyć, że nasze słowa są fałszem. A jak wiadomo... to jest prawie niemożliwe do osiągnięcia. Nie wiem jak w innych przypadkach, ale u mnie szczególnie.

 

Czasami próbuję jakoś poprowadzić logiczną dyskusję z moim ojcem, ale prędzej czy później dochodzimy do takiego punktu, że on nie ma argumentów, tylko jakieś wrzaski na emocjach, więc zaczyna krzyczeć i mnie poniżać jeszcze głośniej, bo on ma rację. Wszelka rozmowa to jak rzucanie grochu o ścianę. :blabla: To jak... rozmawianie z kimś upośledzonym umysłowo! Z drugiej strony nie powinnam się tym za bardzo martwić, bo w końcu od wielu lat znany jest w psychologii problem odrzucania przez umysł faktów, bo nie zgadzają się z subiektywnymi osądami.

 

Chciałabym się kiedyś nauczyć umiejętności "olewania" - to znaczy, żeby słowa rodziny nie bolały mnie ani trochę. Chciałabym być... zimna. Spokojna. Żebym nie musiała co chwilę przeżywać tego samego na nowo, dopóki się nie wyprowadzę.

 

I tak... na stos takich ludzi... na stos!

 

że czemu mnie poniża i bije, skoro mnie kocha...?.

 

Zapytaj go. Może się zreflektuje. Jeśli nie, to uświadom na spokojnie matkę, że jej obowiązkiem jest zapewnić Ci bezpieczeństwo, że naruszanie nietykalności cielesnej to przestępstwo.

 

Spytałam się go kiedyś. Stwierdził, że to po to, bym "się lepiej zachowywała", ale dalej tego nie rozwinął.

 

Moja matka jest na swój sposób trochę chora i toksyczna jak ojciec - niby to wszystko widzi, niby też bardzo cierpi, bo ojciec też się na niej wyżywa, ale nic z tym nie zrobi. Ja na jej miejscu na pewno już dawno bym wystąpiła o rozwód, a ona uważa, że cała ta sytuacja jest normalna. Albo, że po po prostu trzeba zacisnąć zęby, żeby był spokój.

 

Pamiętam, że kiedyś uczelniany psycholog polecił mi, żebym wyprowadziła się z domu, a potem wystąpiła sądownie o alimenty dla mnie ze wzgld. na naukę. I żebym zgłosiła to gdzieś, na policję... Tylko nie wiem jak. I nie wiem, czy potrafiłabym, bo oczywiście ta głupia wiara "że to moja rodzina" wszystko psuje. I nie wiem, czy miałabym wystarczające dowody, bo matka na pewno się wszystkiego wyprze.

 

Muszę się jak najszybciej wyprowadzić z domu. I teraz sesję dobrze zaliczyć, to wszystko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×