Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Neurotica_Lostica

Nieodpowiednia osobowość na psychoterapię?

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie!

 

Chciałabym się z Wami podzielić moimi doświadczeniami z psychoterapią - ostatnia wizyta bardzo mnie zaniepokoiła i nie daje mi spokoju nocami...

Otóż uczęszczam na zajęcia do Pani Psycholog - jest to taka moja pierwsza terapia w życiu, więc zupełnie nie wiem, czego oczekiwać - oprócz wyników i poprawy w życiu, oczywiście... Chodzę już ponad pół roku i w ogóle nie czuję JAKIEKOLWIEK poprawy, ba, czasami nawet wracam bardzo przybita/zdenerwowana z zajęć...

 

Na ostatnim spotkaniu coś chyba pękło w Psycholożce, bo zaczęła zadawać mi jakieś dziwne pytania dot. samej terapii - w końcu wyszło, że ona uznała, iż ja nie chcę z nią współpracować, bo mało z nią rozmawiam/w kółko nie dzielę się z nią tymi samymi przeżyciami/jestem niechętna do opowiadania co u mnie/wolę spisywać swoje myśli i uczucia w samotności i jej nie pokazywać/wolę spędzać czas w swoim towarzystwie niż szukać znajomych... Poczułam się dziwnie z taką opinią, bo mi bardzo zależy na tym, by wyzdrowieć; nie opuściłam ani jednego spotkania, odpowiadam na jej pytania... a to wyszło, że coś ze mną jest nie tak tylko dlatego, że jestem introwertyczką i nie czuję głębokiej potrzeby wylewania na kogoś obcego całego kubła myśli, emocji i doświadczeń... ba, można by pomyśleć, że rozmawiam tak z kimś bliskim, ale nie - wszystko, co najbardziej mnie dotyczy, trzymam bardzo głęboko w środku... tak się nauczyłam w ciągu życia, zawsze czułam się świetnie jako samotnik, wolę słuchać, niż opowiadać... A babka stwierdziła, że mam gdzieś terapię! :roll:

 

Wytłumaczyłam jej swój punkt widzenia, nie wiem czy uwierzyła... pytała o nasz dialog, to jej od razu odparłam, że przecież żadnego dialogu między nami nie ma, ja tylko prowadzę te swoje monologi, a ona coś tam notuje na kartkach - powiedziałam jej, że dialog byłby wtedy, gdyby ona również się jakoś swoimi doświadczeniami, bo tak, to mam wrażenie, że wcale nie chodzę na terapię do żywej osoby, tylko do jakiegoś robota...

 

Zupełnie nie wiem o czym z nią rozmawiać. Na początku terapii poopowiadałam jej o tym, jak źle się czuję w domu, czego się boję, etc. ale ileż można w kółko wałkować ten sam temat? To były tematy na dwa miesiące, a nie na cały czas! A świadoma swoich stanów, swoich emocji jestem bardzo mocno, nie potrzebuję kogoś, by mi je pokazał palcem...

 

Psycholożka spytała się mnie, że skoro nie chcę z nią "rozmawiać", to w jaki sposób ona mogłaby się ze mną komunikować. Odpowiedziałam jej krótko, że rysunkiem. Ponarzekała, że to jest zły pomysł, bo jeden rysunek, a miliard interpretacji... jednak w końcu dała mi pod koniec zajęć jakąś kartę i długopis, a ja zaczęłam szkicować to, jak się aktualnie czułam w tej rozmowie... Stwierdziła, że za tydzień mi coś przyniesie na test. Z rysunkiem.

 

Trochę tego nie rozumiem, bo sądziłam, że to właśnie psycholog ma mi pomóc odnaleźć drogę do "uzewnętrznienia się", a nie, ona się mnie pyta, jak mam sobie pomóc... Wyprosiłam u niej testy psychologiczne... nie wiem, kiedy mi je odda.

 

Sama coraz bardziej sceptycznie podchodzę do swojej terapii - mam poczucie, że w ogóle na nią nie pasuję... że takie coś by podobało się komuś innemu. Filozof mówił, że na tym to polega, że idziesz do psychologa "się wyżyć" i uwolnić od tego, co cię dręczy, ale mnie to jakoś w ogóle nie kręci... Futrzak w ogóle stwierdził, że baba się nie zna na swoim fachu i jest do bani, skoro takie rzeczy mi mówi... Ja z tym wszystkim czuję się źle, po prostu źle i już nie wiem co robić... Terapia mnie nudzi, wolę sobie pracować indywidualnie w domu, sama... a na wizyty poszłam tylko dlatego, bo psychiatra chciał... ostatnio też się pytał o notkę od psycholożki z zapytaniem, jak tam nam idzie... Kurczę, już widzę jak mi nawypisuje jak bardzo oporna jestem!

 

Próbowałam grupowej terapii jak byłam w szpitalu, ale to jeszcze bardziej mnie odpychało...

 

Czy coś ze mną jest nie tak? Tak czytam i czytam, większość sobie chwali, większość się leczy, wszystko jest okey... A tylko ja jakaś taka niekompatybilna... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miałam podobnie. Zmieniłam t i teraz już się nadaję a nawet sporo korzystam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość pysiunia

Neurotica_Lostica, Czy chodzisz na psychoterapię do psychologa czy do certyfikowanego psychoterapeuty?

Może tu jest problem, że psycholożka nie jest certyfikowanym psychoterapeutą i dlatego nie potrafi Ci pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Początek wiadomości - psycholog. :D

 

Cóż, na psychoterapeutę mnie nie stać niestety, a dwóch lat czekać nie będę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Początek wiadomości - psycholog. :D

 

Cóż, na psychoterapeutę mnie nie stać niestety, a dwóch lat czekać nie będę...

Same zlecą bez czekania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Neurotica_Lostica,

Jeżeli nie chodzisz do psychoterpaeuty to dlaczego piszesz że chodzisz na psychoterapię?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Inga_beta, ponieważ psycholog, do którego chodzę, powiedział, że będzie ze mną prowadzić psychoterapię - a że ja taka młoda, głupia i niedoświadczona, to trochę to łyknęłam tego haczyka, nie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A to jesteś pól roku do tyłu.

Mój T twierdzi że jeżeli po poł roku nie ma żadnych zmian, to trzeba zmienić terapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A może jakieś pytania sobie przygotuj? Np co jest czynnikiem leczniczym w tej terapii. Albo w ogóle na czym ona ma polegać.

CZasami dobrze jest terapeutę wziąć trochę pod włos, żeby go lepiej poznać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Więc tak,

byłam wczoraj u psycholożki i powiedziałam jej, co myślę o tej terapii. Że mam wrażenie, że ona stoi w miejscu, nie mamy żadnego celu i w ogóle wszystko to takie chaotyczne jest; że mi nie pomaga... Powiedziałam jej wszystkie swoje uwagi, co w pierwszym poście; spytałam się jej, co ona zamierza robić, ile to będzie trwało, jaki mamy plan i cele... oraz kiedy w końcu odda mi testy psychologiczne.

Wyszło na to, że staram się wszystko nadmiernie kontrolować tylko dlatego, bo spytałam się jej konkretnie co robimy, jak robimy i jak długo to robimy...

Psycholożka mi tylko w kółko powtarzała, że jesteśmy na początku, a ja zła jestem, bo oczekuję natychmiast efektów.

Nie moja wina, że ta terapia okropnie mnie nudzi...

Psycholożka dała mi zadanie domowe na następny tydzień - mam sobie znaleźć jaki cel będę z nią robić na terapii...

Coś tam sugerowała, że jeśli mi się nie podoba u niej, to mogę poszukać gdzie indziej - ale ja tam wątpię, żeby gdzie indziej było lepiej. :v

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Więc ci nie powiedziała na czym polega ta terapia?

Mnie, w przypadku moim wątpliwości odnośnie terapii, terapeuta udzielał bardzo długich i wnikliwych wyjaśnień.

Przynajmniej wiesz w jakim nurcie jest ta terapia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Początek wiadomości - psycholog. :D

 

Cóż, na psychoterapeutę mnie nie stać niestety, a dwóch lat czekać nie będę...

Same zlecą bez czekania.

Tu są psycholodzy pierwszego kontaktu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Otóż uczęszczam na zajęcia do Pani Psycholog - jest to taka moja pierwsza terapia w życiu, więc zupełnie nie wiem, czego oczekiwać - oprócz wyników i poprawy w życiu, oczywiście... Chodzę już ponad pół roku i w ogóle nie czuję JAKIEKOLWIEK poprawy, ba, czasami nawet wracam bardzo przybita/zdenerwowana z zajęć...

 

Nie oczekuj niczego, poza rozczarowaniem :P

 

Na ostatnim spotkaniu coś chyba pękło w Psycholożce, bo zaczęła zadawać mi jakieś dziwne pytania dot. samej terapii - w końcu wyszło, że ona uznała, iż ja nie chcę z nią współpracować, bo mało z nią rozmawiam/w kółko nie dzielę się z nią tymi samymi przeżyciami/jestem niechętna do opowiadania co u mnie/wolę spisywać swoje myśli i uczucia w samotności i jej nie pokazywać/wolę spędzać czas w swoim towarzystwie niż szukać znajomych... Poczułam się dziwnie z taką opinią, bo mi bardzo zależy na tym, by wyzdrowieć; nie opuściłam ani jednego spotkania, odpowiadam na jej pytania... a to wyszło, że coś ze mną jest nie tak tylko dlatego, że jestem introwertyczką i nie czuję głębokiej potrzeby wylewania na kogoś obcego całego kubła myśli, emocji i doświadczeń... ba, można by pomyśleć, że rozmawiam tak z kimś bliskim, ale nie - wszystko, co najbardziej mnie dotyczy, trzymam bardzo głęboko w środku... tak się nauczyłam w ciągu życia, zawsze czułam się świetnie jako samotnik, wolę słuchać, niż opowiadać... A babka stwierdziła, że mam gdzieś terapię! :roll:

 

Jaka głupia ta psycholog :lol: Jak tak dłużej będzie to podkopie Twoje poczucie wartości. Jakby każdy musiał być ekstrawertykiem. No tak, bycie człowiekiem sukcesu, towarzyskim to wyznacznik zdrowia! Tylko takie osobowości należy wspierać, pozostałe tępić. Na poważne, polecam książkę "Siła introwersji".

Baba robi Ci wodę z mózgu, nie licz że Cię uzdrowi.

 

Wytłumaczyłam jej swój punkt widzenia, nie wiem czy uwierzyła... pytała o nasz dialog, to jej od razu odparłam, że przecież żadnego dialogu między nami nie ma, ja tylko prowadzę te swoje monologi, a ona coś tam notuje na kartkach - powiedziałam jej, że dialog byłby wtedy, gdyby ona również się jakoś swoimi doświadczeniami, bo tak, to mam wrażenie, że wcale nie chodzę na terapię do żywej osoby, tylko do jakiegoś robota...

 

A widzisz, masz za swoje. Kazałaś się jej zniżyć do swojego poziomu pacjenta psychiatrycznego, to Cię ukarała. Ta psycholog mi jedną moją przypomina (nie jest czasem bardzo młoda i nie ma długich ciemnych włosów?) też tylko notowała i nawet nie utrzymywała ze mną kontaktu wzrokowego. Polecam na następną terapię wziąć zeszyt i też wszystko zapisywać. W końcu ona Cię uczy prawidłowej komunikacji z człowiekiem ;) Albo zażądać pokazania tego, co zanotowała, przecież to informacje o Tobie, tak jak karta historii choroby :) jak się obruszy to powiedz jej że nagrywałaś całą rozmowę i wrzucisz na youtuba :PPP

 

Zupełnie nie wiem o czym z nią rozmawiać. Na początku terapii poopowiadałam jej o tym, jak źle się czuję w domu, czego się boję, etc. ale ileż można w kółko wałkować ten sam temat? To były tematy na dwa miesiące, a nie na cały czas! A świadoma swoich stanów, swoich emocji jestem bardzo mocno, nie potrzebuję kogoś, by mi je pokazał palcem...

 

Aż do końca terapii (terapia nie ma końca dopóki sama nie zrezygnujesz więc pewnie mozesz do niej chodzić jeszcze z 20 lat nawet). Pani ma krotką pamięć, a że notatek i tak nie czyta, to skąd ma wiedzieć, że już o czymś mówiłaś.

A jaki to nurt, jakaś nowa terapia znudzeniem- może liczy, że od wiecznego gadania o tym samym odechce Ci się mieć te problemy?

 

 

Psycholożka spytała się mnie, że skoro nie chcę z nią "rozmawiać", to w jaki sposób ona mogłaby się ze mną komunikować. Odpowiedziałam jej krótko, że rysunkiem. Ponarzekała, że to jest zły pomysł, bo jeden rysunek, a miliard interpretacji... jednak w końcu dała mi pod koniec zajęć jakąś kartę i długopis, a ja zaczęłam szkicować to, jak się aktualnie czułam w tej rozmowie... Stwierdziła, że za tydzień mi coś przyniesie na test. Z rysunkiem
.

 

AHAHAHahahahahaha skisłam XD co to za terapeuta? Narysuj jej fakersa i ciekawe jak zinterpretuje.

 

Trochę tego nie rozumiem, bo sądziłam, że to właśnie psycholog ma mi pomóc odnaleźć drogę do "uzewnętrznienia się", a nie, ona się mnie pyta, jak mam sobie pomóc... Wyprosiłam u niej testy psychologiczne... nie wiem, kiedy mi je odda.

No jakbyś wiedziała to byś chyba do niej nie chodziła, trzeba było powiedzieć. Widzisz, tej pani nikt nie kontroluje, jakie eksperymenty psychiczne na Tobie przeprowadza. Nie płacą jej za efekty. Mogłaby tam wtopić się w krzesło i nawet przez godzinę się nie odzywać, nazwać to terapią ciszą, a i tak by jej zapłacili za "godziny pracy" 8)

 

Terapia mnie nudzi, wolę sobie pracować indywidualnie w domu, sama... a na wizyty poszłam tylko dlatego, bo psychiatra chciał...

 

Głupie podejście.

Twój psychiatra w doopie ma czy chodzisz na terapię czy nie, a Ty sobie wyobrażasz nie wiadomo co.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Więc tak,

byłam wczoraj u psycholożki i powiedziałam jej, co myślę o tej terapii. Że mam wrażenie, że ona stoi w miejscu, nie mamy żadnego celu i w ogóle wszystko to takie chaotyczne jest; że mi nie pomaga... Powiedziałam jej wszystkie swoje uwagi, co w pierwszym poście; spytałam się jej, co ona zamierza robić, ile to będzie trwało, jaki mamy plan i cele... oraz kiedy w końcu odda mi testy psychologiczne.

Wyszło na to, że staram się wszystko nadmiernie kontrolować tylko dlatego, bo spytałam się jej konkretnie co robimy, jak robimy i jak długo to robimy...

Psycholożka mi tylko w kółko powtarzała, że jesteśmy na początku, a ja zła jestem, bo oczekuję natychmiast efektów.

Nie moja wina, że ta terapia okropnie mnie nudzi...

Psycholożka dała mi zadanie domowe na następny tydzień - mam sobie znaleźć jaki cel będę z nią robić na terapii...

Coś tam sugerowała, że jeśli mi się nie podoba u niej, to mogę poszukać gdzie indziej - ale ja tam wątpię, żeby gdzie indziej było lepiej. :v

 

Żałosne, też takie coś przerabiałam. Bierze Cię na przetrzymanie.

 

Proponuję cel: poszukamy razem dla mnie dobrego terapeuty, który jest pod kontrolą superwizora :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak można mieć nieodpowiednia osobowość na psychoterapię? Przecież po to się na tą terapię idzie by zrobić coś z ta osobowością. Dość mam już tych pseudoterapeutek które zachowują się jakby łaskę robiły ze robią terapię. A swój brak kompetencji przerzucaja na pacjenta a kroja stowke jak nie lepiej. Ten zawód w ogóle nie jest kontrolowany, można rok chodzić, zero efektów a płacić trzeba jak nie jest na fundusz. Na fundusz jak Ci nie pasuje to won. A taka kasjerka w biedronka zapieprza, odpowiada za kasę i uzera się z chamski klientami a nawet tej stowki dziennie nie ma. Niech pokaże taka co się na tych studiach nauczyła bo inaczej to tego magistra se może w ramkę oprawic i zawiesić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

To chyba nie tyle chodzi o nieodpowiednią osobowość na terapię, a bardziej nieodpowiednie nastawienie. Nieodpowiednie nie w tym sensie, że nie da się prowadzić terapii z takim pacjentem, bo można próbować terapeutyzować nawet kogoś pod przymusem, sęk w tym, że takie coś daje raczej marne szanse na pomyślne zakończenie. Nawet w teście mmpi-2 są wskaźniki niskiej motywacji oraz niezdolności do otwierania, gdzie wysoki wynik w ich zakresie, traktuje się jako zły prognostyk powodzenia terapii z danym pacjentem.

 

[

Psycholożka spytała się mnie, że skoro nie chcę z nią "rozmawiać", to w jaki sposób ona mogłaby się ze mną komunikować. Odpowiedziałam jej krótko, że rysunkiem. Ponarzekała, że to jest zły pomysł, bo jeden rysunek, a miliard interpretacji... j
No moim zdaniem tu akurat miała rację, testy projekcyjne mają bardzo niską wiarygodność, o ile jakąkolwiek mają, więc zgadywanie na ich co podstawie co pacjentowi siedzi w głowie, to droga donikąd..równie dobrze mogłaby Ci postawić horoskop, albo wróżyć z fusów ;)

 

Trochę tego nie rozumiem, bo sądziłam, że to właśnie psycholog ma mi pomóc odnaleźć drogę do "uzewnętrznienia się",
Pewnie są jakieś techniki, mające sprawić żeby zamknięty w sobie pacjent się otworzył, zaczął robić to na co, nie ma ochoty, ale czy naprawdę chciałabyś, żeby ktoś, zwłaszcza taki z kim najwyraźniej trudno Ci znaleźć nić porozumienia, kto przez tyle czasu nie wzbudził Twojego zaufania, do kogo poszłaś nie tyle bo sama chciałaś , ale bo psychiatra Ci kazał, wyciągał intymne, prywatne rzeczy z Twojego życia przy użyciu jakiś sztuczek?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Więc tak - bardzo dziękuję Wam wszystkim za odpowiedzi, każda z nich pozwoliła mi spojrzeć na problem z innej strony.

 

Na razie muszę sobie to wszystko przemyśleć. :) Dam znać, czy coś się zmieniło. Na razie i tak nie chodzę do niej, bo... ona wyjechała na wakacje, więc automatycznie zajęcia zostały anulowane.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich serdecznie,

 

odrobinę odkurzam wątek, bo wakacje się kończą, terapia ma niby wrócić z powrotem, a ja mam kilka przemyśleń na ten temat. :)

 

Z perspektywy czasu sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć, za to mam faktycznie ogromne poczucie zmarnowania czasu. Jeżeli terapia miała mnie czegoś nauczyć, to nadal mam taką samą pustkę w głowie jak wcześniej. :) Psycholożka mówi, że za bardzo wyczekuję efektów, że to dopiero początek, bla bla bla - ale mi się naprawdę wydaje, że jakby miało coś już być, to już by było. :) Ktoś wspomniał, czy chciałabym, by ktoś na siłę wyciągał ode mnie moje najmroczniejsze informacje - cóż, nie podchodzę tak do tego. Po prostu mało mówię, jestem osobą cichą i zamkniętą w sobie. Jak ona się mnie pyta, jak się czuję, to potrafię to wyrazić w jednym zdaniu i tyle, a psycholożka oczekuje czegoś dłuższego. Nie jestem zbytnio typem ekspresyjnym... tym bardziej, że od małego dziecka nauczyłam się, by wszystko zostawiać dla siebie. Bardzo chciałabym być bardziej otwarta na terapii, ale mam wrażenie, że babka mnie tylko ciężko ocenia spod tych swoich okularków, że mam chujowe nastawienie i tyle.

 

Aczkolwiek, na nowo czytając Wasze wypowiedzi i zastanawiając się nad nimi głębiej, dochodzę do wniosku, że dalsza współpraca z tą Panią nie ma sensu. Nie chce mi się wchodzić na jej kompetencje, ale po prostu pracuje mi się z nią źle. Wcześniej tego po prostu nie zauważałam. To była moja pierwsza terapia i nie wiedziałam, czego się spodziewać, ani oczekiwać. Poza tym, jako pacjent mam do niej dosyć... mieszane uczucia. Wiem, że na początku moich zajęć, rodzice wymusili na nią rozmowę sam na sam (ona + rodzice) - nie przeszkadzało mi to, problem w tym... iż wydaje mi się, że ona powiedziała im to samo, co ja powiedziałam jej. Wcześniej nie posądzałam jej o to, bo rodzice zachowywali się w miarę normalnie, ale od kiedy awantury u mnie są coraz częstsze, to czemu oni w złości cytują moje słowa skierowane do psycholożki? Śmierdzi mi tutaj całkowitym brakiem profesjonalizmu i dyskretności... szczególnie, że ostatnio zadzwoniła do mojej mamy, czemu na terapię nie chodzę w wakacje. I że ona się martwi, bo ona nie wie co się ze mną dzieje.

 

A czemu mnie nie było? Bo ona cały czas mi mówiła, że w sierpniu jej nie ma - więc nigdzie się nie wybierałam. :D

 

Ogólna konkluzja jest taka, że jestem skłonna zrezygnować z tego wszystkiego. I tak, psychiatra zwraca na to uwagę czy mam terapię; jak mi się z nią pracuje, bo przy każdej wizycie się mnie pyta, jak mi idzie i ciągle domaga się specjalnej notki od psycholożki z moimi postępami - tyle, że psycholożka wciąż o tym zapomina. :v

 

Czy będę szukać kogoś innego? Nie. Po pierwsze - nie będę miała czasu na jakąkolwiek terapię - zaczynam na nowo studia, pracę - nie wiem jak byłabym w stanie to ogarnąć. Aczkolwiek myślę, że jakbym chciała... ;) Problem jest inny, ten drugi - nie stać mnie na żadnego terapeutę. Po prostu mnie nie stać. Nawet jak sobie znalazłam zatrudnienie, to nie jestem w stanie wyłożyć 100-200 zł za godzinę raz w tygodniu, żeby ktoś ze mną porozmawiał.

 

Już wolę przeznaczyć te pieniądze na wyprowadzkę z toksycznego domu, który jest źródłem moich problemów i wtedy samemu zająć się samoleczeniem. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×