Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Fjara

"Babe, I'm gonna leave you..."

Rekomendowane odpowiedzi

Pisałam już o tym w innym wątku, ale widzę, że tam na posty nikt nie reaguje od listopada (nie wiem tylko którego roku), a ja póki co muszę czekać do poniedziałku na skierowanie do psychologa i do wtorku lub środy na wizytę. Jak bogów kocham, nie dam sobie rady, bo świat mi się wali, bo pozwoliłam sobie na emocjonalne zaangażowanie, jak jakaś miękka psita życiowa. W sumie jestem nią, ale no.. do rzeczy. Post jest przekopiowany z wątku o rozstaniach, separacjach, rozwodach. Błagam, niech ktokolwiek coś powie. Odezwie się w jakimkolwiek innym tonie niż ten, który dostaję od swojej przyjaciółki, że "to jej do bólu przypomina jej związek [który zakończyła 1,5 miesiąca temu], tylko że w jej to jego matka była alkoholiczką i świruską, więc ja mam combo, bo mam to w swoim facecie" i słyszę tylko, żebym nie dawała się poniżać choremu człowiekowi i że nic na siłę.

 

Pisałam o sobie w wątku powitalnym, ale pozwolę sobie przypomnieć: jestem kobietą, mam 23 lata, zdiagnozowano u mnie depresję, lęki, fobię społeczną i od ok. 3 lat żrę na to leki. Dodatkowo do niedawna byłam po uszy w opiatowym bagnie, z którego wyszłam dzięki buprenorfinie i na gorącą, szczerą prośbę mojego partnera.

Wczoraj odbyłam ze swoim partnerem (tak określę tę relację) dziwną rozmowę. Dziwną, ponieważ wypadłam od kolegi S., u którego byłam wraz z koleżanką P. i pojechałam do niego -J., ponieważ zaczął kręcić awanturę przez telefon. Nakreślę całą sytuację, ale ostrzegam, że to długie i zawiłe.

 

Z typem (J.) poznałam się przypadkowo po śmierci mojego kolegi w czerwcu 2015 roku. Był wtedy radosny, wręcz podskakujący z radości, że żyje, a ptaki śpiewają i koniecznie chciał dostać mój numer. Dałam mu go dla świętego spokoju, jednak rzeczywiście spotkaliśmy się kilka dni później. W tym samym czasie kazałam koledze S. iść na wszelakie badania profilaktyczne. Poszedł. Wykonał. Okazało się, że ma chłoniaka. Walczył sobie z chorobą do kwietnia i jest już zdrowy. Natomiast z J., którego poznałam wtedy latem spotkałam się ze 2 razy i kontakt się urwał, bo wyjechał do swojej siostry, do Szczecina, później wrócił do rodzinnego miasta. Utrzymywaliśmy kontakt przez Facebooka i w końcu ok. stycznia 2016 spotkaliśmy się znowu. Spotkaliśmy się w barze wraz z dwójką jego kolegów - T. i D. Wypiliśmy jakieś "niegroźne" piwo i whiskey, a J. wpadł na pomysł, że nie będzie wydawał pieniędzy na alkohol w barze, tylko wynajmiemy pokój w hotelu i tak nakupimy hektolitry alkoholu. Faktycznie tak się stało. Jeden z kolegów (D.) musiał się zwijać, bo miał następnego dnia pracę, ale ja, on i jego kolega T. poszliśmy do hotelu. Tam faktycznie gazowaliśmy srogo przez dobre 4 czy 5 dni ciągle przedłużając dobę. W grę wszedł nawet w pewnym momencie jakiś mefedon czy klefedron, bo kolega T. wpadł na pomysł, że czymś by się odurzył. Nie ma z tym zwłaszcza za moim pośrednictwem wielkich problemów, więc wystarczyła odpowiednia suma pieniędzy, jeden telefon i podjechanie na odpowiednie osiedle. Po powrocie do hotelu z towarem chłopcy sobie zaprawili po nosach, ja dopiero w nocy, a że była to niewielka ilość to jak tylko przeszło to poszłam spać. Podczas tych dni, które spędziłam z J. stwierdziliśmy oboje, że jesteśmy sobą zainteresowani, ba! nawet doszło do jakichś "wstępnych" kontaktów płciowych, ale seksu nie uprawialiśmy. Od tej pory zaczęliśmy się widywać regularnie. On wrócił do swojego rodzinnego miasta po kilka rzeczy i po kilku dniach wrócił także wynajmując jakiś pokój, by przenocować kilka dni. Działo się tak za każdym razem do marca. Widywaliśmy się regularnie. Jeszcze w styczniu, będąc w tym hotelu coś było z nim nie tak- zaczął dostawać drgawek przy jednoczesnej pełnej świadomości, dostawał mimowolnych skurczy kończyn i całego tułowia. Porozmawialiśmy też na temat tego, co się dzieje w naszych głowach. Jego siostra jest studentką medycyny i powiedziała mu, że jego pierwotna euforia, a obecna depresja może być związana z ChAD. Ja natomiast opowiedziałam mu o sobie. Poprosił, bym została z nim wtedy w hotelu, ponieważ nie chciał być sam w takim stanie.

W marcu postanowił wynająć tutaj, w moim mieście kawalerkę. Pokój nie wchodzi w grę, bo oprócz tego cierpi także na nadwrażliwość na dźwięki. Nie ma dla niego niczego gorszego od chrapania, krzyków/płaczu dzieci, itp. Cały czas też mówił, że przez to jak matka znęcała się w dzieciństwie nad nim i siostrą on jest pokrzywiony psychicznie. Pod tym względem znów jesteśmy podobni, bo ja od ok. 4 roku życia przyglądałam się jak mój ojciec znęca się psychicznie i fizycznie nad moją matką, więc też na dobre mi to nie wyszło. Opowiadał o swojej byłej dziewczynie, z którą był prawie 3 lata, ale z którą rozstał się w pokoju, bez kłótni, po prostu stwierdzili, że to się wypaliło. Jednak z jego pijackich wywodów wynika, że on po prostu nie potrafi się z niej wyleczyć. Boli go gdzieś to, że zachowała się jak dziecko i zmieniła numer telefonu, zablokowała go na Facebooku i usunęła ze znajomych, nie mają ze sobą nic wspólnego, a gdy kilka tygodni po rozstaniu widział ją z innym typem to nerwowo wyrwała mu swoją rękę i uciekła. Mówi, że cały czas nie może sobie dać z tym rady, ponieważ nikt go tak nigdy nie potraktował. Ze swoimi pozostałymi byłymi dziewczynami ma stosunki koleżeńskie - widują się na piwie czy grillu u znajomych i rozmawiają jak ludzie. Tylko ta jedna (paskudna z resztą jak noc, ale to tylko wg. mnie) zrobiła mu taką skazę na psychice.

Trzymamy się razem. Przechodziliśmy już wiele, bardzo wiele. Wizyty u mnie w szpitalu, gdy znajdowałam się na SORze po przedawkowaniu, wożenie mnie na konsultacje psychiatryczne w sprawie odwyku, itd. Wyjeżdżaliśmy razem i ledwo za miasto, i w ponad 12 h podróż nad morze. Wszystko jest w najlepszym porządku, bo toleruje mnie taką jaką jestem i z nałogu wyszłam na jego prośbę i z jego pomocą. Różnimy się chyba tylko słuchaną muzyką (on woli klasyki rocka, ja uwielbiam sieknięcie metalem i industrialem oprócz tych klasyków) i tym, że ja nienawidzę lata i gorąca, a także Azji i azjatów, a on jest tym zafascynowany, bo "chciałby w życiu spróbować wszystkiego". Ja wybieram tutaj chłodną, surową Norwegię czy Islandię pasujące do mojego melancholijno-cholerycznego temperamentu.

Nie raz widziałam J. nawalonego, nie raz kładłam go spać z tego tytułu czy wysłuchiwałam jego wywodów po pijaku. Życie seksualne oceniam na 9/10 (w porównaniu do moich poprzednich partnerów seksualnych), on pewnie coś między 7 a 8/10, raczej nie niżej (nigdy co prawda nie mówił o ocenianiu, ale wiem, że jakoś to oceniać musi, nie wiem tylko czy porównawczo czy tak samo z siebie, ale zawsze mówił, że "w wyrze jestem zajebista"; nie jest kłamliwym typem). Dogadujemy się, uzupełniamy i próbujemy nowych rzeczy. Skłoniłam go do tego, by w końcu ruszył się do dentysty, bo boli go ząb. Ruszył się i chodzi regularnie na umówione wizyty. Teraz czas na psychiatrę i psychologa, by go zdiagnozować, bo autentycznie boję się, że to może wcale nie być ChAD, a jakaś nawet schizofrenia. Zachowuje się w ostatnim czasie jakby miał rozdwojenie jaźni. Nigdy nie deklarowaliśmy sobie niczego, tak miało zostać, ale emocje i uczucia podyktowały inaczej, więc żyjemy jak żyjemy. Zwierzył się kiedyś swojemu koledze, że mam problemy z opiatami. Kolega poradził mu zerwanie ze mną znajomości. Gdy J. mi o tym powiedział, zapytałam dlaczego tego nie zrobił. Odpowiedział "Czuję inaczej". Jeszcze wtedy w styczniu obiecaliśmy sobie, że sobie wzajemnie pomożemy, że się nie zostawimy, tymczasem on nie chce iść do tego psychiatry, bo "nie ma ochoty i nastroju na wywnętrzanie się obcej osobie". Gdy tylko przyłapie go pogłębienie depresji albo się dodatkowo nawali, błaga mnie i płacze, żebym poszła z nim do lekarza, bo sam nie da rady. Jestem dla niego zawsze, ponieważ chyba doszło do tego, że pozwoliłam sobie na jakąś słabość i zakochałam się. Jest śliczny - przystojny, z pięknymi oczyskami i bujnymi włosami oraz elegancką brodą. Pięknie pachnie perfumami od Bossa, Armaniego lub Paco Rabanne. Dodatkowo przepuści mnie w każdych drzwiach, otworzy drzwi od taksówki, niesie wszystkie zakupy, niesie moją torbę, gdy uzna, że jest za ciężka, itp. Nie jest egoistą w łóżku, wręcz przeciwnie. Nigdy w życiu nie miałam tak cudownego partnera. Ma cudowne poczucie humoru, cholernie ironiczne tak, jak ja.

Ale jednak coś się zwaliło. I dlatego rozpaczliwie, wyjąc nad klawiaturą, proszę o pomoc.

Ostatni tydzień, zaczynając od wtorku był jednak najgorszy. W zeszły piątek pojechał na jakąś wiochę pod swoim rodzinnym miastem na grilla/ognisko razem z kumplami. Prosiłam go, żeby nie przegiął. Obiecał, że wróci w sobotę. Nie każę mu się z niczego tłumaczyć, spowiadać, sam uznał, że zachowa się trochę jak pantofel i opowie mi o wszystkim. Miał wracać w sobotę, bo wtedy zakończyła się impreza. Ale doszło do kilku nieporozumień między nim a znajomymi i pobili się. Stwierdził, że wróci jak wytrzeźwieje. Problem w tym, że znajdowali się tylko coraz to nowsi znajomi, z którymi bardzo dawno się nie widział i chlali dalej. W poniedziałek wieczorem dostałam telefon, że nie wie już co ze sobą robić, ma takie paranoje, że aż stoi nad torami i czeka tylko na pociąg. Nie wiedziałam co zrobić z samą sobą. Na odległość ok. 300 km nic nie mogłam wskórać. Napisałam do jego kolegi T., z którym utrzymuje bardzo dobry kontakt i u którego razem z J. byliśmy w odwiedzinach w Warszawie, dokąd się przeprowadził. T. nie odczytał nawet wiadomości, ale powiedziałam o tym J. We wtorek rano, gdy już się uspokoił, dzwonił do mnie i pisał błagając, bym przyjechała do niego, bo ma takie lęki, że boi się wyjść do kibla, ma jakieś paranoje i boi się ruszyć z hotelu, a chce już wracać do domu. Pojechałam wioząc mu leki uspokajające (benzodiazepiny). Spotkaliśmy się na miejscu. Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy prosto do hotelu, by nie musiał spotykać po drodze ludzi. Wziął leki, zjadł pierwszy posiłek od soboty rano i przytulił się do mnie. Ponad godzinę leżeliśmy w jednego pozycji, przytuleni, a on ciągle dziękował mi za to, że jestem i za to, że przyjechałam. Po raz kolejny usłyszałam, że w tamtym mieście pali za sobą mosty, bo jego niegdyś znajomi zaczynają go traktować jak śmiecia. Pożyczają od niego pieniądze, bo wiedzą, że je ma, a później jakby specjalnie robią wszystko, by znajomość zakończyć lub ograniczyć nie oddając przy tym długu najlepiej. Powiedział, że nie ma nikogo oprócz mnie. Zasnęliśmy. Rano wstaliśmy, pojechaliśmy do domu. Po wyjściu z pociągu poszliśmy jeszcze na obiad do restauracji. Zjedliśmy i siedzieliśmy jeszcze chwilę na przeciwko siebie żartując o czymś. I nagle objawiła się ta jego "druga jaźń". W sekundę stał się agresywny i zaczął mi zarzucać, że "robię z niego świra w oczach znajomych i matki". Fakt, powiedziałam mamie, że wyjeżdżam, bo jednak z nią mieszkam i chciała wiedzieć co się stało. Powiedziałam, że J. źle się czuje pod względem psychicznym i że muszę jechać. Myślę, że bardziej poszło o to, że w akcie desperacji napisałam do T. Nie wiem co sobie wtedy myślałam, bo T. z tej Warszawy i tak nie mógłby nic zrobić, ale chciałam jakiegoś wsparcia w tym, że J. nic się nie stanie. Wyszliśmy z restauracji. Zapalił sobie. Siedliśmy na ławce i przestał się odzywać. W pewnym momencie zerwał się z ławki, zapytał w którą stronę idę i czy jadę z nim taksówką, chciał mnie podwieźć. Podziękowałam i od tej pory się nie odezwał. Poszedł w swoją stronę, ale dostałam jeszcze kilka SMSów z wyrzutami, że robię z niego świra. W czwartek, czyli wczoraj byłam umówiona z kolegą S., tym z początku opowieści, którego wyleczono z chłoniaka. J. dobrze wiedział, że idę do S. razem z koleżanką P. i że to nie żadna impreza, bo S. jeszcze nie bardzo może pić alkohol. Miałam się tam stawić na 18.30. Tego dnia ok. 7 rano dzwonił do mnie pijany J. Nie odebrałam, ponieważ spałam, ale później odczytałam jego wiadomości na Facebooku, które ewidentnie wskazywały na to, że jest nawalony. W którejś z kolei z resztą też się do tego przyznał. Prosił, żebym przyszła tego dnia później (po południu/wieczorem; wiadomość pisał ok. 5 rano), odpisałam, że przyjdę, ale nie odzywał się cały dzień, nie odpowiadał też na moje telefony i SMSy, w których pytałam jak się czuje. Dopiero po 16 napisał do mnie nazywając mnie osobą, "której tak źle w życiu, że tylko mnie może być źle w życiu, mam wszystko w dupie, jestem księżniczką, umrę przed 30-stką, bo tak sobie ubzdurałam", itp. Doszło do niezbyt miłej wymiany kilku SMSów, w których powiedział mi, że "nawet w SMSach nie potrafię kłamać" (to akurat prawda, a sprawa dotyczyła tego, że nazwałam go "bydlakiem"). On ma od jakiegoś czasu okropne paranoje na punkcie tego, że ja i wszyscy wokół o nim mówią. Że rozmawiają o nim i to w złym tonie. Poszłam do kolegi S. Oddałam mu telefon i powiedziałam, żeby nie pozwalał mi od J. odbierać ani odpisywać na SMSy, bo wiem, że sama mam zbyt słabą wolę, by tego nie robić mając telefon przy sobie. Siedzieliśmy u S. razem z P. i rozmawialiśmy. S. zaproponował, żeby przyjarać może jakieś zielsko. Ujaraliśmy się jak stare szmaciska. Dostałam jakichś lęków, więc zeżarłam Clonazepam i zaczęło się robić stabilniej. S. przepraszał i mówił, że nie sądził, że to aż takie silne będzie. Tymczasem J. dobijał się połączenie po połączeniu, łącznie ponad 12, wysłał chyba z 8 SMSów pod rząd. We wszystkich tytułował mnie "kłamliwą istotą, niegodną zaufania", itp. Gdy oddzwoniłam do niego okazało się, że chodzi o jakiś kretyński komentarz na Facebooku pod moim linkiem, który zamieściła moja koleżanka, która ma hm... dość specyficzne poczucie humoru, ale komentarz dotyczył mojej domniemanej ciąży, o której nikt z wyjątkiem J. i moich dwóch przyjaciółek A. i A. nikt nie wiedział. Problem w tym, że ktoś po mieście rozwalił taką plotkę, a dodatkowo rozmawiałam z tą koleżanką (D.) na temat tego, że obie podejrzewamy, że jesteśmy w ciąży. Obsępiłam S. i P. z pieniędzy na taksówkę, bo nie miałam nic przy sobie. Przyjechałam do J. Wpuścił mnie do chaty już spokojniejszy niż przez telefon i poprosił o wyjaśnienia. Przypominam, że cały czas jeszcze byłam ujarana i miałam lęki i zwidy. Siadł obok mnie i powiedział, że "chyba nie ma sensu się dłużej męczyć, nie pasujemy do siebie". Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nigdy nie dostałam takiego ciosu. Zaczęłam wyć. Powiedział, że jeśli chcę mogę zostać na noc. Całą noc przytulał mnie jak nigdy. Doszliśmy nawet do porozumienia, że pójdzie ze mną do psychiatry i że spróbujemy wyrzucić sobie swoje wady i coś z tym zrobić, ale "musimy ustalić podstawowe zasady". Zapytałam, czy ma pomysł na pierwszą. Odpowiedział, że ma to być "wzajemny szacunek i zaufanie". Ja, w przeciwieństwie do niego, nigdy nie powiedziałam do niego "Skończ p******ić" lub po prostu "Spi*****aj" w gniewie. Co prawda po takich słowach za którymś razem oberwał ode mnie szklanką w łeb i więcej tak nie mówił, ale i tak zdarzało mu się mnie poniżać, gdy był pijany lub po prostu wkurzony. Gdy budziliśmy się w nocy, przytulał mnie od nowa i całował po głowie. Gdy się obudziłam już rano, dzisiaj, zapytałam go która godzina. Powiedział mi która jest, więc uznałam, że muszę spadać, ale możemy zobaczyć się później. Związałam włosy, ogarnęłam twarz, umyłam zęby i chciałam zamienić z nim jeszcze dwa zdania. Ominął mnie, otworzył drzwi, gdy przy nich stałam i powiedział "Na razie". Wyszłam i wróciłam do domu. Później jeszcze napisałam mu, że naprawdę źle się z nim dzieje, że się martwię i że chcę, by już poszedł do tego psychiatry. Przyznał mi rację. A później naskoczył na mnie, żebym milczała, bo potrzebuje samotności, odpoczynku, odetchnąć, ma mętlik w głowie, itd. Powiedziałam, żeby pamiętał, że może na mnie liczyć, ale oczekuję szacunku. "To samo tyczy się Ciebie" to ostatnie, co odpisał.

Zakładam więc teraz tę przerwę, odpoczynek. Ale ja się boję. Boję się, że przez ten czas on będzie tylko pił i pił. A do tego myślał o tym, że to nie ma sensu i że zostało mu już tylko zapicie się (już tak bywało nie raz). Boję się, że dojdzie do wniosku, że faktycznie nasza znajomość to porażka, ale oczywiście "wszyscy w gównie, on na biało", jemu nie można zarzucić nic, bo on jest perfekcyjny. Najbardziej jednak boję się o to, że on naprawdę ma jakąś schizofrenię, a nie to, o co podejrzewała go siostra, przyszła lekarka, czyli ChAD. On naprawdę od jakiegoś czasu zachowuje się skrajnie. I najeżdża na mnie, bo jestem najbliższą mu osobą. I jedyną, która zrobi dla niego (chyba) wszystko. Jak ja sobie mogłam pozwolić na taką chwilę słabości i (zdaje się) zakochanie ?! Nie znoszę siebie za to i wyję dzisiaj cały dzień. Jestem rozhisteryzowana, nie jadłam nic, bo mogę przyjąć tylko płyny, nic innego nie przechodzi mi przez gardło. Błagam, ludzie, pomóżcie mi, co ja mam robić ? Chcę mu pomóc i chcę ratować tę relację. Naprawdę jestem wykończona, a to tylko pierwszy dzień po pierwszej takiej wymianie zdań, w której zasugerował, że to chyba nie ma sensu... Ja chcę, żeby miało, bo pamiętam go z czerwca 2015, gdy był pełen energii, zapału do pracy i podróży oraz cały radosny. Boję się, że za kilka dni odezwie się do mnie oschle prosząc o zwrot rzeczy i nic więcej nie będę mogła zrobić. Nie poradzę sobie z tym psychicznie. Śniło mi się coś podobnego, tylko, że we śnie on wrócił do tej swojej byłej (okropna wieśniara). Obudziłam się zachodząc się z płaczu i natychmiast sprawdziłam jaki dzień i jaki jest ostatni SMS od J. Nie dam sobie rady sama, nie dam... W poniedziałek idę po skierowanie do psychologa, bo ja już nie mogę sobie poradzić, a może być gorzej. Błagam o jakiekolwiek rady i wsparcie w sprawie tego "związku". : <

Jestem cholernie bezsilna i zrozpaczona, bo nie wiem, co mnie czeka. Co się wydarzy. On się odezwie na pewno. Odezwie się, tylko w jakim tonie ? Jeśli napisze do mnie uprzejmie nawet o zwrot swoich rzeczy to autentycznie nie wytrzymam i wy***wię je przez okno. Wjadę na 11 pietro i wyjebie to z tego piętra. Przyjaciółka, która go poznała, nie jedna z tych dwóch, które oceniają sytuację na podstawie moich zeznań, powiedziała, że nie wytrzyma, że zatęskni i się odezwie. Ale ja nie wiem co teraz się dzieje w jego głowie oprócz tego mętliku, o którym sam mówił. Chodzi mi o działanie alkoholu i postępujące zmiany ze względu na zaburzenia. CO JA MAM ROBIĆ ?!?!?!? : <<<<<<<<<<<<<<<<

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze nie da się tego czytać. Przeładowane całą masą nieistotnych szczegółów, drobiazgowa do bólu relacja, brak skrótów, syntezy. Moim zdaniem powinnaś się zdecydować: albo piszesz bloga i rozpisujesz się, jakiej muzyki słucha, jakich perfum używa Twój facet, kto pierwszy przyszedł, kto ostatni wyszedł, z kim melanżowałaś w hotelu, o tym, że Twój facet poszedł do dentysty itd, albo chcesz, żeby ktoś się odniósł do sytuacji - w tym drugim wypadku, trzeba napisać, to, co istotne i się streścić. Przyznaję, że nie przeczytałam w całości.

Co do Twojego (byłego) faceta: nie ma schizofrenii, tylko, jak sądzę, problem z alkoholem, skąd wynika rozchwianie jego osobowości, obwinianie innych, żeby zakryć przed sobą swój problem i odsunąć od siebie odpowiedzialność za swoje życie, stąd wynika jego czepianie się, myślenie lekko paranoiczne. Nie ma sensu analizować co mówi i myśli alkoholik, on powinien się leczyć. Piszesz, że wyszłaś z nałogu, czemu nie wymagałaś tego samego od partnera?

Idea "przetrwamy razem" może być zgubna i prowadzić Cię do współuzależnienia, czyli brania na siebie problemu Twojego faceta, chronienie go przed skutkami jego picia, zamartwiania się, podczas gdy on nie widzi potrzeby leczenia się i sprowadza problem do tego, że Ty "robisz z niego świra".

 

Boję się, że przez ten czas on będzie tylko pił i pił. A do tego myślał o tym, że to nie ma sensu i że zostało mu już tylko zapicie się (już tak bywało nie raz).

 

To jego problem!!! Nie masz na to wpływu! On Cię zresztą rzucił, martw się o siebie. Ma rodzinę, ma siostrę, która studiuje medycynę, niech kto inny się z nim użera. Tobie na pewno nie brakuje obciążeń, bez niego może być tylko lżej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A mi się podoba! :D Masz spore "walnięcia" jak ja zresztą (tylko o nieco innej "amplitudzie" - ale to akurat "kosmetyka"). Szkoda, że taka mała jesteś bo w innym przypadku już bym zaczął "marzyć" o poślubieniu Cię :D

Jednakże bez ślubów żadnych możesz sobie ukoić roztelepaną czachę na krótkich dystansach ze mną na gg (45439335) - wielu korzystało i wielu pomogłem (bez względu na płeć - poza tym jak Ci egal czy masz w dupie to też dla mnie całkowicie jasne więc noga z gazu :D ).

A tak szczerze mówiąc, to tak "pokopanej" osobowości (poza własną) jeszcze nie spotkałem w opisowej/autoopisowej formie, więc tym bardziej radzę se zanotować to gjegje :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Boję się, że za kilka dni odezwie się do mnie oschle prosząc o zwrot rzeczy i nic więcej nie będę mogła zrobić.

 

Nie możesz nic zrobić, nie masz wpływu na zachowanie i zdrowie tego faceta, jakbyś coś mogła zrobić, to byś już zrobiła. Nie uporządkujesz za niego jego życia. To myśl, że musisz coś zrobić, Cię wykańcza. Jeśli są szanse, żebyście byli razem, jeśli ta relacja ma sens, to Twój men powinien sam do tego dojść. Zdaj się na samoistny bieg wydarzeń. Nie możesz ratować relacji, którą niszczy druga osoba, wbrew jej woli. I nie sprawisz, że nagle ten men się cudownie odmieni i będzie taki "jak kiedyś". To że ma takie problemy jakie ma, ma swoje przyczyny, i to pewnie mocne, zbudowane na jego osobowości, doświadczeniach, dzieciństwie, strategiach radzenia sobie z problemami, może zaburzeniach psychicznych - to jest poza Twoim zasięgiem, żeby to wyprostować, to praca, którą on może wykonać tylko sam z pomocą terapeuty. Ty byś się tylko wyniszczyła w ciągłych huśtawkach Waszego związku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Co Ty Refrenuś chlejesz czy jak? :D Drugi raz odpowiadasz na to samo zdanie i nieco inaczej :D

Edytka: (sorki - ja chleję i zacząłem czytać zdanie od "boję się" nie czytając dalej :D - jednakże kontry czy odpowiedzi od założycielki (poza moją) nie było od Twojego ostatniego wpisu - więc chciał nie chciał - musisz mi wybaczyć Bejbi! :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Po pierwsze nie da się tego czytać. Przeładowane całą masą nieistotnych szczegółów, drobiazgowa do bólu relacja, brak skrótów, syntezy. Moim zdaniem powinnaś się zdecydować: albo piszesz bloga i rozpisujesz się, jakiej muzyki słucha, jakich perfum używa Twój facet, kto pierwszy przyszedł, kto ostatni wyszedł, z kim melanżowałaś w hotelu, o tym, że Twój facet poszedł do dentysty itd, albo chcesz, żeby ktoś się odniósł do sytuacji - w tym drugim wypadku, trzeba napisać, to, co istotne i się streścić. Przyznaję, że nie przeczytałam w całości.

Z tego samego powodu i ja tego nie przeczytałam. Rozumiem, że niektóre szczegóły są ważne, ale to jakich perfum on używa... Strasznie dużo w tym dramaturgii, jakby celowo budowanej :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Więc I Ty Słonko se zanotuj mój GG - nawet jak będziesz się miała zamiar załamać kiedyś - to przynajmniej będziesz wiedziała, że ktoś starał się pomagać :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Co Ty Refrenuś chlejesz czy jak? :D Drugi raz odpowiadasz na to samo zdanie i nieco inaczej :D

Edytka: (sorki - ja chleję i zacząłem czytać zdanie od "boję się" nie czytając dalej :D - jednakże kontry czy odpowiedzi od założycielki (poza moją) nie było od Twojego ostatniego wpisu - więc chciał nie chciał - musisz mi wybaczyć Bejbi! :D

 

Kontry nie było, ale myśl mi się rozwinęła, bejbi. Nie mogłam jej zatrzymywać.

;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Oki :D (jak zawsze "moja" pszecudna Refren! :) )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nocnik.

[videoyoutube=mdrAdcxFB9c][/videoyoutube]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nocnik IX :D

[videoyoutube=X3jLkyNNS_Q][/videoyoutube]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

A tak w ogole to ile Wy macie lat, srejsuki, jakies cpanie, nawalanie sie, imprezki, 15 lat? Czas wydoroslec, skonczyc z cpaniem, nawalaniem sie i szukac normalnego faceta, moze i chorego ale takiego co chce sie leczyc. Weszłas w ten zwiazek jako jego opiekunka, piszesz z perspektywy jego podejscia (Seks) ale zaraz dodajesz ze nie wiesz na ile on ocenia, pozniej jakies klotnie itd, wynajecie kawerki, w zwiazku sie nie powinno byc opiekuka tylko pełnoprawna partnerka. Poza tym odkrylas Ameryke ze jest agresywny, halo a WY w ogole sie dobrze znacie, mieszkajac na odleglosc i lazac na imprezki nawalankowe? Jasne, tlumacz to schiza, moj byly mial naprawde schize ale nigdy nie twierdziłam ze przez schize tylko taka byla jego natura ze byl toksycznym typem i lubil sie wyzywac na ludziach. Albo facet idzie na terapie, konczy z chlaniem, nawalaniem itd albo dalej prowadzi takie zycie jak ma, a Ty robisz za konia i ciagniesz ten wozek łudzac sie ze poprawi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

refren, wiem, że zabrzmię jak dziecko tupiące nogami, bo coś się nie podoba, ale JAK NIE DA SIĘ CZYTAĆ TO TEGO NIE RÓB! Pisząc to byłam cholernie rozhisteryzowana i rozgoryczona, więc nie wymawiaj mi stylu, w jakim to napisałam, bo ewidentnie wzbudza to we mnie agresję. Nie zarejestrowałam się na tym forum po to, żeby dostać mniej więcej to samo, co słyszę od przyjaciółki, która nie zna typa, a jakby celowo próbuje mi go obrzydzić (może po zerwaniu ze swoim 1,5 miesiąca temu uznała, że i mój związek jest gówno warty), tylko po wsparcie. Nie rozumiem przez to słodzenia mi i pisać tego, co chcę przeczytać, czyli jakichś bzdur w stylu "będzie dobrze", WSPARCIE. Kapish ? Zanim udam się do psychologa, do którego mogę się udać najwcześniej we wtorek, a Ty mnie wręcz atakujesz, z powodu czego jednocześnie wzbudzasz we mnie agresję i sprawiasz mi przykrość. Piszę emocjonalnie, bo taka jestem. Ze szczegółami, bo lubię, bo inaczej nie umiem. Amen.

W drugim poście, gdy już spuściłaś z tonu brzmi to jakby faktycznie było pisane w odniesieniu do tego, co napisałam i o co poprosiłam, za co dziękuję.

To mi daje jakąś nadzieję, a przede wszystkim pozwala na ułożenie w głowie myśli, a nie tylko przyswajanie tych histerycznych, że on się zachleje, że zaraz będzie dla mnie jeszcze gorszy, itd.

 

Powietrzny Kowal, dziękuję, zanotowawszy pewnie skorzystam z numeru.

 

agusiaww, a Ty to w ogóle z takim tonem jak na początku to się goń. Lepiej Ci, że zwyzywałaś mnie i przypisałaś wiek 15 lat ? Ale dla wyjaśnienia - znamy się, mieszkamy 15 minut drogi pieszo od siebie (po wynajęciu przez niego chaty w marcu czy tam nawet pod koniec lutego), to nie jest na odległość, to jest widywanie się codziennie albo prawie codziennie. Za wyrażenie zdania będące radą dot. potraktowania go odnośnie leczenia - dziękuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Fjara, być może wynika to z tego, że nie jesteś długo na forum, ale wierz mi, że refren Cię nie atakowała. Nasze komentarze odnośnie ilości szczegółów, które zawarłaś w swoim pierwszym poście nie były złośliwe. Chodziło o to, że nie sposób Ci pomóc, wesprzeć Cię. Niestety, ale taka jest prawidłowość na wszystkich forach - im krócej, tym więcej osób przeczyta i tym większa szansa, że ktoś skomentuje i poradzi.

 

Doczytałam Twój pierwszy post, ale możliwe, że coś mi umknęło, więc sorry, jak coś pomylę. Więc tak - Twój facet jest alkoholikiem, a Ty chyba zaczynasz wchodzić w rolę jego opiekunki. Chcesz go wyleczyć, pilnować, żeby mu się coś nie stało. To jest współuzależnienie. Niestety, ale jeżeli on nie będzie chciał się leczyć, to sytuacja się nie zmieni. Możesz go nawet przymusić, a on po pewnym czasie zrezygnuje. To musi być jego decyzja.

Jeśli chcesz sobie pomóc to niestety, ale musisz się zdystansować on niego i zadbać w tej chwili przede wszystkim o siebie. Nie możesz brać na siebie jego problemów, nie możesz za niego odpowiadać, on jest dorosły. Ja rozumiem, że go kochasz i się o niego martwisz, ale chyba widzisz, że Wasza relacja jest w pewien sposób toksyczna i to przede wszystkim dla Ciebie? Mówi się, że niektórzy muszą sięgnąć dna, żeby zdać sobie sprawę z tego, jak wielki mają problem. Może on swojego dna jeszcze nie sięgnął.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...agusiaww, a Ty to w ogóle z takim tonem jak na początku to się goń. Lepiej Ci, że zwyzywałaś mnie i przypisałaś wiek 15 lat ? ...

Ona zawsze wykazuje agresję wobec młodszych samic. Najpewniej jest to (ewolucyjnie uzasadniony) objaw walki o względy samców, którzy jednak wolą młodsze. Tak więc wybacz jej - to wina ewolucji. :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

NN4V, masz racje -kiedys bylam piekna i mloda, teraz tylko i zostało :why:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Fjara, po 1) to wygooglaj znacznie słowa wyzywac bo ja wulgaryzmow nie uzywam, po 2) srejsbuki to są dla małolat -widocznie masz 15 pod wzgledem dojrzałosci. Jak nie chcesz prawdy usłyszec to po co sie zalisz? W ogole co to za zwiazek z chlaniem, cpaniem i zyciem na fejsie? Patologia. Nic dziwnego ze to sie wali, widocznie umiecie tylko fukncjonowac w wirtualu, a zyc ze soba nie, bo jedno i drugie ma wielkie problemy ale ich rozwiazac nie chce, bo zaraz strzela agresja i fochem jak Ty, bo ktos napisał niemiła prawde. To tez swiadczy o braku dojrzałosci (patrz punkt 2).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Michellea, rozumiem, naprawdę rozumiem. Od 3 dni próbuję się do tego zdystansować i dopiero dzisiaj mi to wychodzi. Co prawda z ogromną pomocą znajomych, którzy po prostu odwracają moją uwagę od tego, ale jakoś idzie. Odezwał się, ale nie reaguję jakoś histerycznie i orgazmicznie. Zapytał jak się czuję. Odpowiedziałam. Wyznał, że siedzi sam i ogląda film za filmem. Nie zapytałam czy chla. Wszystko wyjdzie samo... Podobno. Dziękuję Ci.

 

NN4V, też mi to do głowy przyszło. Śmieszne i smutne jednocześnie.

 

agusiaww, sorry, Twoja nazwa na forum także nie wskazuje na wiek wyższy niż 13 lat, a jednak twierdzisz, że jesteś starsza ode mnie. Skończ mi tutaj z ocenianiem "bo jesteś starsza", bo autentycznie to jest, k***a, śmieszne. :D Nie przybyłam tutaj sprzeczać się o kwestie wieku i korzystania z konta na Facebooku (vel "srejsbuku"), ale to dodatkowo świadczy o Twoim zacofaniu. P.S. Dzisiaj bez posiadania tam konta nie da się obyć i dowiedzieć o sprawach związanych z uczelnią, do tego dochodzą inne plusy z posiadania tam konta, ale jako (zakładam) doświadczona życiem i Internetem 60-latka nie zrozumiesz tego. Bez odbioru. Peace.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

On powinien iść do psychiatry, bo nie dość, że ma problem z alkoholem, to jest DDD (matka się nad nim znęcała) i może ma jakąś depresję po tym poprzednim związku. On nie chce opowiadać obcej osobie o swoich problemach, a z Tobą do psychiatry chodził, więc dlaczego się przed tym broni? Myślę, że po prostu ucieka od swoich problemów. Jak jest naprawdę źle to mówi, że powinien iść do psychiatry, że sobie nie poradzi itd., a jak mu się polepszy to uważa, że problemu nie ma.

Ja bym go w niczym nie wyręczała, zostawiła samego sobie. Nie mówię o zerwaniu kontaktu, nie rozmawianiu w ogóle. Po prostu niech pożyje dłuższy czas sam, żeby zobaczył, że sobie nie radzi.

 

Dzisiaj bez posiadania tam konta nie da się obyć i dowiedzieć o sprawach związanych z uczelnią

To prawda, bez grup fejsbukowych praktycznie nic nie wiesz, a te informacje, które się pojawiają na stronach uczelni/wydziału na fejsie są z dużym wyprzedzeniem :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Pisałam już o tym w innym wątku, ale widzę, że tam na posty nikt nie reaguje od listopada (nie wiem tylko którego roku), a ja póki co muszę czekać do poniedziałku na skierowanie do psychologa i do wtorku lub środy na wizytę. Jak bogów kocham, nie dam sobie rady, bo świat mi się wali, bo pozwoliłam sobie na emocjonalne zaangażowanie, jak jakaś miękka psita życiowa. W sumie jestem nią, ale no.. do rzeczy. Post jest przekopiowany z wątku o rozstaniach, separacjach, rozwodach. Błagam, niech ktokolwiek coś powie. Odezwie się w jakimkolwiek innym tonie niż ten, który dostaję od swojej przyjaciółki, że "to jej do bólu przypomina jej związek [który zakończyła 1,5 miesiąca temu], tylko że w jej to jego matka była alkoholiczką i świruską, więc ja mam combo, bo mam to w swoim facecie" i słyszę tylko, żebym nie dawała się poniżać choremu człowiekowi i że nic na siłę.

 

 

Myślę że skopiowanie niewiele da. Tytuł słabo wyróżnia się z pozostałych i nic nie mówi, o czym jest wątek. Proponowałabym raczej "Problemy ludzi pierwszego świata" lub "Jak bawią się elyty". Poza tym ze względu na użyty dialekt tekst jest mało zrozumiały dla ludzi posługujących się językiem polskim. Dlatego pozwolę sobie przetłumaczyć ten tekst, ażeby więcej ludzi mogło się wypowiedzieć…

Na samym wstępie autorka prosi o wypowiedź, jednak zaznacza, że niezależnie od jej wypocin nie wolno wyciągać wniosku, że jej facet jest alkoholikiem i świrusem.

 

Pisałam o sobie w wątku powitalnym, ale pozwolę sobie przypomnieć: jestem kobietą, mam 23 lata, zdiagnozowano u mnie depresję, lęki, fobię społeczną i od ok. 3 lat żrę na to leki. Dodatkowo do niedawna byłam po uszy w opiatowym bagnie, z którego wyszłam dzięki buprenorfinie i na gorącą, szczerą prośbę mojego partnera.

 

Autorka wyznaje, że ma depresję, lęki i fobie społeczną. Lęki te jednak nie były na tyle silne by podziałać na jej wyobraźnię, więc beztrosko robiła sobie z mózgu pracownię młodego chemika. Partner jednak poprosił ją by odstawiła makowce. Siła miłości pozwoliła jej posłuchać prośby partnera.

 

Wczoraj odbyłam ze swoim partnerem (tak określę tę relację) dziwną rozmowę. Dziwną, ponieważ wypadłam od kolegi S., u którego byłam wraz z koleżanką P. i pojechałam do niego -J., ponieważ zaczął kręcić awanturę przez telefon. Nakreślę całą sytuację, ale ostrzegam, że to długie i zawiłe.

I w tym momencie 90 % mówi za długie, nie czytam i wychodzi. Tym, którzy jednak zostali i mozolą się by nadążyć za zawiłymi meandrami umysłu autorki, przedstawię osoby dramatu:

Sebastian- kolega autorki

Pamela- przyjaciółka autorki

Janusz- chłopak autorki

 

Z typem (J.) poznałam się przypadkowo po śmierci mojego kolegi w czerwcu 2015 roku. Był wtedy radosny, wręcz podskakujący z radości, że żyje, a ptaki śpiewają i koniecznie chciał dostać mój numer. Dałam mu go dla świętego spokoju, jednak rzeczywiście spotkaliśmy się kilka dni później. W tym samym czasie kazałam koledze S. iść na wszelakie badania profilaktyczne. Poszedł. Wykonał. Okazało się, że ma chłoniaka. Walczył sobie z chorobą do kwietnia i jest już zdrowy. Natomiast z J., którego poznałam wtedy latem spotkałam się ze 2 razy i kontakt się urwał, bo wyjechał do swojej siostry, do Szczecina, później wrócił do rodzinnego miasta. Utrzymywaliśmy kontakt przez Facebooka i w końcu ok. stycznia 2016 spotkaliśmy się znowu. Spotkaliśmy się w barze wraz z dwójką jego kolegów - T. i D. Wypiliśmy jakieś "niegroźne" piwo i whiskey, a J. wpadł na pomysł, że nie będzie wydawał pieniędzy na alkohol w barze, tylko wynajmiemy pokój w hotelu i tak nakupimy hektolitry alkoholu. Faktycznie tak się stało. Jeden z kolegów (D.) musiał się zwijać, bo miał następnego dnia pracę, ale ja, on i jego kolega T. poszliśmy do hotelu. Tam faktycznie gazowaliśmy srogo przez dobre 4 czy 5 dni ciągle przedłużając dobę. W grę wszedł nawet w pewnym momencie jakiś mefedon czy klefedron, bo kolega T. wpadł na pomysł, że czymś by się odurzył. Nie ma z tym zwłaszcza za moim pośrednictwem wielkich problemów, więc wystarczyła odpowiednia suma pieniędzy, jeden telefon i podjechanie na odpowiednie osiedle. Po powrocie do hotelu z towarem chłopcy sobie zaprawili po nosach, ja dopiero w nocy, a że była to niewielka ilość to jak tylko przeszło to poszłam spać.

 

Janusz, po śmierci kolegi cieszy się życiem i śpiewem ptaków. Poznaje się z autorką. W międzyczasie Sebastian pokonuje chłoniaka. Janusz wyjeżdża do siostry do Szczecina na dwa lata, ale utrzymuje kontakt z autorką na fejsie. W styczniu obecnego roku następuje przełom- Janusz spotyka się z autorką. Towarzyszą im dwaj koledzy Janusza, Tymoteusz i Dorian. Otrzymujemy jakże przebogaty wgląd w zabawy wyższych sfer. Możemy tylko pomarzyć i pozazdrościć pięciodniowego melanżu, suto zaprawionego alkoholem i narkotykami. Kto bogatemu zabroni? Jednakowoż zastanawiam się, skąd tak młodzi ludzie mają na to pieniądze oraz mogą poświęcić aż pięć dni w tygodniu.

 

Podczas tych dni, które spędziłam z J. stwierdziliśmy oboje, że jesteśmy sobą zainteresowani, ba! nawet doszło do jakichś "wstępnych" kontaktów płciowych, ale seksu nie uprawialiśmy. Od tej pory zaczęliśmy się widywać regularnie. On wrócił do swojego rodzinnego miasta po kilka rzeczy i po kilku dniach wrócił także wynajmując jakiś pokój, by przenocować kilka dni. Działo się tak za każdym razem do marca. Widywaliśmy się regularnie. Jeszcze w styczniu, będąc w tym hotelu coś było z nim nie tak- zaczął dostawać drgawek przy jednoczesnej pełnej świadomości, dostawał mimowolnych skurczy kończyn i całego tułowia. Porozmawialiśmy też na temat tego, co się dzieje w naszych głowach. Jego siostra jest studentką medycyny i powiedziała mu, że jego pierwotna euforia, a obecna depresja może być związana z ChAD. Ja natomiast opowiedziałam mu o sobie. Poprosił, bym została z nim wtedy w hotelu, ponieważ nie chciał być sam w takim stanie.

 

W hotelu młodzi ludzie oglądają sobie genitalia, jednak jak zaznacza autorka, do kopulacji nie dochodzi. Janusz tańczy świętego Wita w hotelu, jest to jego pierwotna euforia, jak wyjaśnia studentka medycyny i jego siostra. W tym momencie dostaję niemą odpowiedź na moje pytanie, a więc Janusz jest pewnie z rodziny dzianych lekarzy i dlatego jest dziany. Jak to mówią, "Za hajs matki baluj".

 

W marcu postanowił wynająć tutaj, w moim mieście kawalerkę. Pokój nie wchodzi w grę, bo oprócz tego cierpi także na nadwrażliwość na dźwięki. Nie ma dla niego niczego gorszego od chrapania, krzyków/płaczu dzieci, itp. Cały czas też mówił, że przez to jak matka znęcała się w dzieciństwie nad nim i siostrą on jest pokrzywiony psychicznie. Pod tym względem znów jesteśmy podobni, bo ja od ok. 4 roku życia przyglądałam się jak mój ojciec znęca się psychicznie i fizycznie nad moją matką, więc też na dobre mi to nie wyszło. Opowiadał o swojej byłej dziewczynie, z którą był prawie 3 lata, ale z którą rozstał się w pokoju, bez kłótni, po prostu stwierdzili, że to się wypaliło. Jednak z jego pijackich wywodów wynika, że on po prostu nie potrafi się z niej wyleczyć. Boli go gdzieś to, że zachowała się jak dziecko i zmieniła numer telefonu, zablokowała go na Facebooku i usunęła ze znajomych, nie mają ze sobą nic wspólnego, a gdy kilka tygodni po rozstaniu widział ją z innym typem to nerwowo wyrwała mu swoją rękę i uciekła. Mówi, że cały czas nie może sobie dać z tym rady, ponieważ nikt go tak nigdy nie potraktował. Ze swoimi pozostałymi byłymi dziewczynami ma stosunki koleżeńskie - widują się na piwie czy grillu u znajomych i rozmawiają jak ludzie. Tylko ta jedna (paskudna z resztą jak noc, ale to tylko wg. mnie) zrobiła mu taką skazę na psychice.

 

Janusz i autorka są delikatnymi osobami o niezwykłej wrażliwości, wynikającymi z ich trudnego dzieciństwa. Janusz doświadczył również zawodu miłosnego. Wciąż czuje coś do byłej dziewczyny i do niej tęskni, pomimo iż potraktowała go w nieludzki sposób, usuwając z grupy znajomych na fejsie. Autorka jest wierną powiernicą Janusza. Dowiadujemy się że Janusz posiada również inne byłe dziewczyny.

 

Trzymamy się razem. Przechodziliśmy już wiele, bardzo wiele. Wizyty u mnie w szpitalu, gdy znajdowałam się na SORze po przedawkowaniu, wożenie mnie na konsultacje psychiatryczne w sprawie odwyku, itd. Wyjeżdżaliśmy razem i ledwo za miasto, i w ponad 12 h podróż nad morze. Wszystko jest w najlepszym porządku, bo toleruje mnie taką jaką jestem i z nałogu wyszłam na jego prośbę i z jego pomocą. Różnimy się chyba tylko słuchaną muzyką (on woli klasyki rocka, ja uwielbiam sieknięcie metalem i industrialem oprócz tych klasyków) i tym, że ja nienawidzę lata i gorąca, a także Azji i azjatów, a on jest tym zafascynowany, bo "chciałby w życiu spróbować wszystkiego". Ja wybieram tutaj chłodną, surową Norwegię czy Islandię pasujące do mojego melancholijno-cholerycznego temperamentu.

 

Dowiadujemy się o niezwykłych i wyjątkowych wydarzeniach z życia autorki i Janusza. Są tacy wyjątkowi i nikt z nas na forum nerwica tyle nie przeszedł co oni. Janusz chciałby spróbować w życiu wszystkiego (czyli seksu z mężczyzną też). Jednak zaznaczają sie poważne różnice w charakterach bohaterów, gdyż jedno z nich woli ogień, a drugie wodę.

 

Nie raz widziałam J. nawalonego, nie raz kładłam go spać z tego tytułu czy wysłuchiwałam jego wywodów po pijaku. Życie seksualne oceniam na 9/10 (w porównaniu do moich poprzednich partnerów seksualnych), on pewnie coś między 7 a 8/10, raczej nie niżej (nigdy co prawda nie mówił o ocenianiu, ale wiem, że jakoś to oceniać musi, nie wiem tylko czy porównawczo czy tak samo z s iebie, ale zawsze mówił, że "w wyrze jestem zajebista"; nie jest kłamliwym typem). Dogadujemy się, uzupełniamy i próbujemy nowych rzeczy.

 

A teraz reklama. Panowie, chcecie zajebistą laskę w łożku to piszcie na pw autorki!

Opis dobry, zabrakło tylko informacji o parametrach penisa Janusza, prosimy o uzupełnienie.

Skłoniłam go do tego, by w końcu ruszył się do dentysty, bo boli go ząb. Ruszył się i chodzi regularnie na umówione wizyty. Teraz czas na psychiatrę i psychologa, by go zdiagnozować, bo autentycznie boję się, że to może wcale nie być ChAD, a jakaś nawet schizofrenia. Zachowuje się w ostatnim czasie jakby miał rozdwojenie jaźni. Nigdy nie deklarowaliśmy sobie niczego, tak miało zostać, ale emocje i uczucia podyktowały inaczej, więc żyjemy jak żyjemy. Zwierzył się kiedyś swojemu koledze, że mam problemy z opiatami. Kolega poradził mu zerwanie ze mną znajomości. Gdy J. mi o tym powiedział, zapytałam dlaczego tego nie zrobił. Odpowiedział "Czuję inaczej". Jeszcze wtedy w styczniu obiecaliśmy sobie, że sobie wzajemnie pomożemy, że się nie zostawimy, tymczasem on nie chce iść do tego psychiatry, bo "nie ma ochoty i nastroju na wywnętrzanie się obcej osobie". Gdy tylko przyłapie go pogłębienie depresji albo się dodatkowo nawali, błaga mnie i płacze, żebym poszła z nim do lekarza, bo sam nie da rady.

Autorka pisze o swoim pozytywnym wpływie na zęby Janusza. Teraz pragnie zadbać o jego mózg. Tutaj dowiadujemy się że Janusz wcale nie jest jej partnerem i nic jej nie obiecywał. W dodatku obgadał jej problemy z makowcami i dostał radę od kolegi by unikać ćpunki. Młodych wiąże jednak sentymentalna obietnica, że się nie zostawią.

Janusz nie wie czego chce i miota się miedy pójściem a niepójściem do psychiatry, w rezultacie nie robi nic. Na szczęście ma autorkę, która go pocieszy i przytuli.

 

Jestem dla niego zawsze, ponieważ chyba doszło do tego, że pozwoliłam sobie na jakąś słabość i zakochałam się. Jest śliczny - przystojny, z pięknymi oczyskami i bujnymi włosami oraz elegancką brodą. Pięknie pachnie perfumami od Bossa, Armaniego lub Paco Rabanne. Dodatkowo przepuści mnie w każdych drzwiach, otworzy drzwi od taksówki, niesie wszystkie zakupy, niesie moją torbę, gdy uzna, że jest za ciężka, itp. Nie jest egoistą w łóżku, wręcz przeciwnie. Nigdy w życiu nie miałam tak cudownego partnera. Ma cudowne poczucie humoru, cholernie ironiczne tak, jak ja.

 

Autorka opiewa urodę Janusza, unosi się nad jego bujnym owłosieniem. Janusz ma stylówę i używa tylko drogich perfum, chcesz pachnieć jak on użyj Armaniego. Jest jedynym mężczyzną na świecie, który wpadnie na to by przepuścić kobietę w drzwiach i nosić jej torebkę. W łóżku jest czułym kochankiem.

Ale jednak coś się zwaliło. I dlatego rozpaczliwie, wyjąc nad klawiaturą, proszę o pomoc.

 

Ostatni tydzień, zaczynając od wtorku był jednak najgorszy. W zeszły piątek pojechał na jakąś wiochę pod swoim rodzinnym miastem na grilla/ognisko razem z kumplami. Prosiłam go, żeby nie przegiął. Obiecał, że wróci w sobotę. Nie każę mu się z niczego tłumaczyć, spowiadać, sam uznał, że zachowa się trochę jak pantofel i opowie mi o wszystkim. Miał wracać w sobotę, bo wtedy zakończyła się impreza. Ale doszło do kilku nieporozumień między nim a znajomymi i pobili się. Stwierdził, że wróci jak wytrzeźwieje. Problem w tym, że znajdowali się tylko coraz to nowsi znajomi, z którymi bardzo dawno się nie widział i chlali dalej. W poniedziałek wieczorem dostałam telefon, że nie wie już co ze sobą robić, ma takie paranoje, że aż stoi nad torami i czeka tylko na pociąg. Nie wiedziałam co zrobić z samą sobą. Na odległość ok. 300 km nic nie mogłam wskórać. Napisałam do jego kolegi T., z którym utrzymuje bardzo dobry kontakt i u którego razem z J. byliśmy w odwiedzinach w Warszawie, dokąd się przeprowadził. T. nie odczytał nawet wiadomości, ale powiedziałam o tym J. We wtorek rano, gdy już się uspokoił, dzwonił do mnie i pisał błagając, bym przyjechała do niego, bo ma takie lęki, że boi się wyjść do kibla, ma jakieś paranoje i boi się ruszyć z hotelu, a chce już wracać do domu. Pojechałam wioząc mu leki uspokajające (benzodiazepiny). Spotkaliśmy się na miejscu. Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy prosto do hotelu, by nie musiał spotykać po drodze ludzi. Wziął leki, zjadł pierwszy posiłek od soboty rano i przytulił się do mnie. Ponad godzinę leżeliśmy w jednego pozycji, przytuleni, a on ciągle dziękował mi za to, że jestem i za to, że przyjechałam.

Janusz, spuszczony z łańcucha i niedopilnowany przez matkującą mu autorkę, wpada w tarapaty. Autorka musi przyjechać 300 km do niego, żeby nie zsiusiał się w majteczki. Chłopczyk na widok niani czuje się bezpiecznie.

 

Po raz kolejny usłyszałam, że w tamtym mieście pali za sobą mosty, bo jego niegdyś znajomi zaczynają go traktować jak śmiecia. Pożyczają od niego pieniądze, bo wiedzą, że je ma, a później jakby specjalnie robią wszystko, by znajomość zakończyć lub ograniczyć nie oddając przy tym długu najlepiej. Powiedział, że nie ma nikogo oprócz mnie. Zasnęliśmy. Rano wstaliśmy, pojechaliśmy do domu. Po wyjściu z pociągu poszliśmy jeszcze na obiad do restauracji. Zjedliśmy i siedzieliśmy jeszcze chwilę na przeciwko siebie żartując o czymś. I nagle objawiła się ta jego "druga jaźń". W sekundę stał się agresywny i zaczął mi zarzucać, że "robię z niego świra w oczach znajomych i matki". Fakt, powiedziałam mamie, że wyjeżdżam, bo jednak z nią mieszkam i chciała wiedzieć co się stało. Powiedziałam, że J. źle się czuje pod względem psychicznym i że muszę jechać. Myślę, że bardziej poszło o to, że w akcie desperacji napisałam do T. Nie wiem co sobie wtedy myślałam, bo T. z tej Warszawy i tak nie mógłby nic zrobić, ale chciałam jakiegoś wsparcia w tym, że J. nic się nie stanie. Wyszliśmy z restauracji. Zapalił sobie. Siedliśmy na ławce i przestał się odzywać. W pewnym momencie zerwał się z ławki, zapytał w którą stronę idę i czy jadę z nim taksówką, chciał mnie podwieźć. Podziękowałam i od tej pory się nie odezwał. Poszedł w swoją stronę, ale dostałam jeszcze kilka SMSów z wyrzutami, że robię z niego świra.

Jednak sielanka nie trwa długo. Janusz jak typowa osoba z borderline, wpada w dziki szał i najeżdża na autorkę, że robi z niego świra. Coś w tym jest, w końcu autorka zrzędzi mu by poszedł do psychiatry po diagnozę F20.

 

W czwartek, czyli wczoraj byłam umówiona z kolegą S., tym z początku opowieści, którego wyleczono z chłoniaka. J. dobrze wiedział, że idę do S. razem z koleżanką P. i że to nie żadna impreza, bo S. jeszcze nie bardzo może pić alkohol. Miałam się tam stawić na 18.30. Tego dnia ok. 7 rano dzwonił do mnie pijany J. Nie odebrałam, ponieważ spałam, ale później odczytałam jego wiadomości na Facebooku, które ewidentnie wskazywały na to, że jest nawalony. W którejś z kolei z resztą też się do tego przyznał. Prosił, żebym przyszła tego dnia później (po południu/wieczorem; wiadomość pisał ok. 5 rano), odpisałam, że przyjdę, ale nie odzywał się cały dzień, nie odpowiadał też na moje telefony i SMSy, w których pytałam jak się czuje. Dopiero po 16 napisał do mnie nazywając mnie osobą, "której tak źle w życiu, że tylko mnie może być źle w życiu, mam wszystko w dupie, jestem księżniczką, umrę przed 30-stką, bo tak sobie ubzdurałam", itp. Doszło do niezbyt miłej wymiany kilku SMSów, w których powiedział mi, że "nawet w SMSach nie potrafię kłamać" (to akurat prawda, a sprawa dotyczyła tego, że nazwałam go "bydlakiem"). On ma od jakiegoś czasu okropne paranoje na punkcie tego, że ja i wszyscy wokół o nim mówią. Że rozmawiają o nim i to w złym tonie. Poszłam do kolegi S. Oddałam mu telefon i powiedziałam, żeby nie pozwalał mi od J. odbierać ani odpisywać na SMSy, bo wiem, że sama mam zbyt słabą wolę, by tego nie robić mając telefon przy sobie.

 

Autorka poszła na imprezę do Sebastiana. Janusz pisze po pijaku smsy, w których widać jaką osobą jest autorka. Chce ona umrzeć przed 30, jak wielu sławnych muzyków, Kurt Cobain i Amy Whitehouse też. Jakie to awangardowe! Autorka, nie ufając sobie, niczym omdlewająca królewna prosi rycerskiego Sebastiana o odebranie jej smartfona, by nie kusiło jej czytanie smsów od Janusza.

 

Siedzieliśmy u S. razem z P. i rozmawialiśmy. S. zaproponował, żeby przyjarać może jakieś zielsko. Ujaraliśmy się jak stare szmaciska. Dostałam jakichś lęków, więc zeżarłam Clonazepam i zaczęło się robić stabilniej. S. przepraszał i mówił, że nie sądził, że to aż takie silne będzie. Tymczasem J. dobijał się połączenie po połączeniu, łącznie ponad 12, wysłał chyba z 8 SMSów pod rząd. We wszystkich tytułował mnie "kłamliwą istotą, niegodną zaufania", itp. Gdy oddzwoniłam do niego okazało się, że chodzi o jakiś kretyński komentarz na Facebooku pod moim linkiem, który zamieściła moja koleżanka, która ma hm... dość specyficzne poczucie humoru, ale komentarz dotyczył mojej domniemanej ciąży, o której nikt z wyjątkiem J. i moich dwóch przyjaciółek A. i A. nikt nie wiedział. Problem w tym, że ktoś po mieście rozwalił taką plotkę, a dodatkowo rozmawiałam z tą koleżanką (D.) na temat tego, że obie podejrzewamy, że jesteśmy w ciąży. Obsępiłam S. i P. z pieniędzy na taksówkę, bo nie miałam nic przy sobie.

 

Seba, ze względu na swój stan zdrowia nie pije alkoholu, może jednak jarać podejrzane zielska. Autorka, która cierpi podobno na lęki, również nie boi się jarać zielska nie wiedząc nawet co to za zielsko. Wściekły Janusz czuje się opuszczony i chce cyca. Dowiadujemy się też, że autorka uprawia niebezpieczny seks.

 

Przyjechałam do J. Wpuścił mnie do chaty już spokojniejszy niż przez telefon i poprosił o wyjaśnienia. Przypominam, że cały czas jeszcze byłam ujarana i miałam lęki i zwidy. Siadł obok mnie i powiedział, że "chyba nie ma sensu się dłużej męczyć, nie pasujemy do siebie". Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nigdy nie dostałam takiego ciosu. Zaczęłam wyć. Powiedział, że jeśli chcę mogę zostać na noc. Całą noc przytulał mnie jak nigdy. Doszliśmy nawet do porozumienia, że pójdzie ze mną do psychiatry i że spróbujemy wyrzucić sobie swoje wady i coś z tym zrobić, ale "musimy ustalić podstawowe zasady". Zapytałam, czy ma pomysł na pierwszą. Odpowiedział, że ma to być "wzajemny szacunek i zaufanie". Ja, w przeciwieństwie do niego, nigdy nie powiedziałam do niego "Skończ p******ić" lub po prostu "Spi*****aj" w gniewie. Co prawda po takich słowach za którymś razem oberwał ode mnie szklanką w łeb i więcej tak nie mówił, ale i tak zdarzało mu się mnie poniżać, gdy był pijany lub po prostu wkurzony. Gdy budziliśmy się w nocy, przytulał mnie od nowa i całował po głowie. Gdy się obudziłam już rano, dzisiaj, zapytałam go która godzina. Powiedział mi która jest, więc uznałam, że muszę spadać, ale możemy zobaczyć się później. Związałam włosy, ogarnęłam twarz, umyłam zęby i chciałam zamienić z nim jeszcze dwa zdania. Ominął mnie, otworzył drzwi, gdy przy nich stałam i powiedział "Na razie". Wyszłam i wróciłam do domu. Później jeszcze napisałam mu, że naprawdę źle się z nim dzieje, że się martwię i że chcę, by już poszedł do tego psychiatry. Przyznał mi rację. A później naskoczył na mnie, żebym milczała, bo potrzebuje samotności, odpoczynku, odetchnąć, ma mętlik w głowie, itd. Powiedziałam, żeby pamiętał, że może na mnie liczyć, ale oczekuję szacunku. "To samo tyczy się Ciebie" to ostatnie, co odpisał.

 

Janusz chce zakończyć znajomość z autorką, jednak ta szantażuje go płaczem. Wymięka i godzi się posłusznie iść do psychiatry. Pamiętajcie też, że bicie szklanką po głowie jest mniejszym złem niż powiedzenie komuś spier.dalaj!

 

Zakładam więc teraz tę przerwę, odpoczynek. Ale ja się boję. Boję się, że przez ten czas on będzie tylko pił i pił. A do tego myślał o tym, że to nie ma sensu i że zostało mu już tylko zapicie się (już tak bywało nie raz). Boję się, że dojdzie do wniosku, że faktycznie nasza znajomość to porażka, ale oczywiście "wszyscy w gównie, on na biało", jemu nie można zarzucić nic, bo on jest perfekcyjny. Najbardziej jednak boję się o to, że on naprawdę ma jakąś schizofrenię, a nie to, o co podejrzewała go siostra, przyszła lekarka, czyli ChAD. On naprawdę od jakiegoś czasu zachowuje się skrajnie. I najeżdża na mnie, bo jestem najbliższą mu osobą. I jedyną, która zrobi dla niego (chyba) wszystko. Jak ja sobie mogłam pozwolić na taką chwilę słabości i (zdaje się) zakochanie ?! Nie znoszę siebie za to i wyję dzisiaj cały dzień. Jestem rozhisteryzowana, nie jadłam nic, bo mogę przyjąć tylko płyny, nic innego nie przechodzi mi przez gardło. Błagam, ludzie, pomóżcie mi, co ja mam robić ? Chcę mu pomóc i chcę ratować tę relację. Naprawdę jestem wykończona, a to tylko pierwszy dzień po pierwszej takiej wymianie zdań, w której zasugerował, że to chyba nie ma sensu... Ja chcę, żeby miało, bo pamiętam go z czerwca 2015, gdy był pełen energii, zapału do pracy i podróży oraz cały radosny.

 

Autorka która ćpa, boi się, że Janusz będzie pił. Chce mu pomóc i może dla niego zrobić chyba wszystko. Żyje nadzieją, że Janusz cofnie się w rozwoju do czerwca 2015 jak był radosny.

 

Boję się, że za kilka dni odezwie się do mnie oschle prosząc o zwrot rzeczy i nic więcej nie będę mogła zrobić. Nie poradzę sobie z tym psychicznie. Śniło mi się coś podobnego, tylko, że we śnie on wrócił do tej swojej byłej (okropna wieśniara). Obudziłam się zachodząc się z płaczu i natychmiast sprawdziłam jaki dzień i jaki jest ostatni SMS od J. Nie dam sobie rady sama, nie dam... W poniedziałek idę po skierowanie do psychologa, bo ja już nie mogę sobie poradzić, a może być gorzej. Błagam o jakiekolwiek rady i wsparcie w sprawie tego "związku". : <

Jestem cholernie bezsilna i zrozpaczona, bo nie wiem, co mnie czeka. Co się wydarzy. On się odezwie na pewno. Odezwie się, tylko w jakim tonie ? Jeśli napisze do mnie uprzejmie nawet o zwrot swoich rzeczy to autentycznie nie wytrzymam i wy***wię je przez okno. Wjadę na 11 pietro i wyjebie to z tego piętra. Przyjaciółka, która go poznała, nie jedna z tych dwóch, które oceniają sytuację na podstawie moich zeznań, powiedziała, że nie wytrzyma, że zatęskni i się odezwie. Ale ja nie wiem co teraz się dzieje w jego głowie oprócz tego mętliku, o którym sam mówił. Chodzi mi o działanie alkoholu i postępujące zmiany ze względu na zaburzenia. CO JA MAM ROBIĆ ?!?!?!? : <<<<<<<<<<<<<<<<

 

Autorka obecnie zdaje sobie sprawę, że Janusz jak wijący się piskorz wyślizgnął się z pod jej kontroli. Jest w żałosnej pozycji, co widać zwłaszcza po tym, kiedy nie odpisała na smsy. Janusz wykorzystał to jako okazję by czmychnąć. Janusz poszedł w długą i pewnie się nie odezwie już.

Autorka histeryzuje i rozpacza, że bez tego fajtłapy nie da se rady i grozi samobójstwem. Czy mamy już dzwonić na policję?

 

 

Podsumowując, powyższa historia jest przestrogą dla mieszających narkotyki z alkoholem i psychotropami. Widzicie, dzieci jakimi uszkodzeniami to grozi.

Jedno mnie tylko rozpiera od środka: DLACZEGO tacy ludzie mają przyjaciół, full znajomych. Ale w sumie takich znajomych nie chciałabym mieć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Streszczenie nadal jest zbyt długie, żeby większość je przeczytała. No cóż, patrząc po temperamencie autorki zapowiada się niezła kontra.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
....Jedno mnie tylko rozpiera od środka: DLACZEGO tacy ludzie mają przyjaciół, full znajomych. Ale w sumie takich znajomych nie chciałabym mieć.

Bo nie są zabetonowanymi faszystami własnej jedyniesłuszności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czy istnieje mozliwosc zasubskrybowania uzytkownika bl tak by nie przegapic zadnego posta? tylko powazne odp

 

,,!" - zostawiam tu wykrzyknik zainteresowania bo kropki wyszly z mody a chce by ten topic sie wyswietlal w zsp

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×