Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
cheiloskopia

Nie potrafię się z nim rozstać....

Rekomendowane odpowiedzi

Od dwóch lat tkwie W Toksycznym Związku, Który Oparty Jest Głównie Na Strachu, Braku Szacunku I Chorobliwej Zazrosci. Czasami Czuję Się Jak Przysłowiowy śmieć... Staram Się, żeby Było Nam Dobrze, A W Zamian Za To Słyszę Tylko, że Jestem Beznadziejna, że Ciągle Kłamię, że Zdradzam.. Czuję, że Narzeczony Też Wolałby Się Rozstać, Ale Nie Potrafimy Od Siebie Odejść.

Kocham Go. Aż Do Bólu.

Pomóżcie, Proszę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cheiloskopia, pogadaj z nim szczerze i powiedz ze rozstanie to najlepsza opcja. Bedzie to dla was b bolesne, ale po jakims czasie sie z tego otrzasniecie. Natomiast bycie w takim zwiazku to cierpienie bez końca, cos bolacy ząb z którym boisz sie isc do dentysty. Hodowanie takiego zeba i czekanie az bedzie coraz gorzej to najgorszy wybór.

W dodatku bedąc w toksycznym zwiazku odbierasz sobie szanse na spotkanie kogos innego, z kim mogłabys stworzyć udana relację.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zauważam ogromne podobieństwo między Twoją sytuacją a moją - tylko ja jestem po tej drugiej stronie i jakiś rok wcześniej. Jeżeli Twój facet się rozsypał to jedyne co możesz zrobić to wspierać go. Przypomnij sobie czego oczekiwałaś od Niego, gdy sytuacja była odwrotna.

 

Jeżeli jesteś pewna, że nie ma już nadziei i nie ma o co walczyć to zakończ to jak najszybciej - zaoszczędzisz sobie i jemu cierpień.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

teoretycznie Wiem To, A W Praktyce...

Chciałbym, żeby Było Jak Dawniej; Chciałabym Czuć Się Kochana, Szanowana, Tylko że Powoli Tracę Nadzieje...

Na Chwilę Obecna Jesteśmy, że Tak Powiem, W Separacji; Tak Bardzo Tęsknię... Nie Mogę Sobie Znaleźć Miejsca, Nasiliły Się Moje Lęki. Znowu Zaczynają Mi Dokuczać Myśli Samobójcze.

Nie Wiem,.Jak Mam żyć Bez Niego...

 

-- 04 gru 2014, 11:44 --

 

kostek, Tylko Ze On Nie Chce Mojego Wsparcia. Chyba Juz W Ogole Mnie Nie Chce, Tylko Nie Potrafi Mnie Zostawic... Czasem Twierdzi Ze Mnie Bardzo Kocha, A Za Chwile, Ze Ma Mnie Dosc. Wyżywa Sie CiaglE Na Mnie. Nie Moge Powiedziec, Ze Czegos Nie Chcę Albo że Cos Mi Się Nie Podoba, Bo Od Razu Jest Awantura, Obraża Się I Mi Ubliża. Nie Wiem, Co Robic... Jestem Zalamana.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cheiloskopia, Ile masz lat i dlaczego każdy wyraz piszesz z dużej litery?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kostek, Tylko Ze On Nie Chce Mojego Wsparcia. Chyba Juz W Ogole Mnie Nie Chce, Tylko Nie Potrafi Mnie Zostawic... Czasem Twierdzi Ze Mnie Bardzo Kocha, A Za Chwile, Ze Ma Mnie Dosc. Wyżywa Sie CiaglE Na Mnie. Nie Moge Powiedziec, Ze Czegos Nie Chcę Albo że Cos Mi Się Nie Podoba, Bo Od Razu Jest Awantura, Obraża Się I Mi Ubliża. Nie Wiem, Co Robic... Jestem Zalamana.

 

Dokładnie taka sama sytuacja jest u mnie. Kilka razy w tygodniu słysze, że ma mnie dość. Na pytanie co mogę zrobic, żeby Jej pomóc słyszę że mam iść się powiesić. Wyzwiska jakie wysłuchuje starczyłyby na ksiązkę... Jednak cały czas to znoszę choć czasami bardzo boli.

Kilkukrotnie już groziła, że się wyprowadzi jednak nadal tego nie nie zrobiła... chyba nie potrafi. Może za rok skończę jak Twój facet.

 

Nie wiem jakim jestes typem osoby - ja raczej kłutliwy nie jestem. Ostatnio wyszedłem bez słowa w czasie, gdy obrzucała mnie mięsem - efekt był dobry :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie będzie jak dawniej,finito,im prędzej to zakończysz i się odetniesz tym lepiej,jak nidyrydy to won do specjalistów,domyślam się że musi jeszcze trochę wody w Wiśle upłynąć nim dojrzejesz do tej decyzji,ale niestety,innej drogi ni ma.

Trzymając w sobie coś popsutego i gnijącego,spowoduje tylko większe szkody,wadliwego elementu trzeba się pozbyć,odciąć go,nie trzymać ze złudną nadzieją że się "naprawi"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

KochajacyFacet, Mam 24 Lat. Duże Litery Robią Się Automatycznie, Niestety; Działam Na Starym Zlomowatym Telefonie - To I Tak Cud, że W Ogóle Da Się Na Nim Wejść Na Ten Portal :)

 

-- 04 gru 2014, 12:24 --

 

kostek, A Wierzysz Jeszcze, że Może Między Wami Być Dobrze?

Zdaje Sobie Sprawę, że Przyczynilam Się Do Obecnego Stanu Rzeczy, I To Mocno, Ale Staram Się; Skończyłam Terapię, Leczę Się, Staram Się Wyciszyć, Uspokoić, Być Lepsza Dziewczyna Dla Niego, A On Mi To Uniemożliwia... Ciągle Mnie Poniża I Odpycha, A Za Moment Znowu Bardzo Kocha. Jak Mam Dojsc Do Siebie, Skoro Ciągle Się Tak Dzieje?...

 

-- 04 gru 2014, 12:26 --

 

Arhol, Tego Właśnie Się Boję - że Nic Się Już Nie Da Zrobić I Stracę Kogoś, Kogo Tak Bardzo Kocham...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tego Właśnie Się Boję - że Nic Się Już Nie Da Zrobić I Stracę Kogoś, Kogo Tak Bardzo Kocham...
na pewno kochasz kogoś kto Cie poniza, wyzywa ? czy raczej kochasz wspomnienie tego co było kiedys, na poczatku zwiazku ? wiele osób tkwi w patologii bo pamieta dawne, szczesliwe czasy, i wydaje im sie ze moga wrócić.. najczesciej rzeczywistosc jest calkiem inna niz przeszłosc. Proponuje bys wzieła karte i wypisała plusy i minusy zwiazku w czasie teraxniejszym - co jest obecnie... bedziesz maiał stan faktyczny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kostek, A Wierzysz Jeszcze, że Może Między Wami Być Dobrze?

Zdaje Sobie Sprawę, że Przyczynilam Się Do Obecnego Stanu Rzeczy, I To Mocno, Ale Staram Się; Skończyłam Terapię, Leczę Się, Staram Się Wyciszyć, Uspokoić, Być Lepsza Dziewczyna Dla Niego, A On Mi To Uniemożliwia... Ciągle Mnie Poniża I Odpycha, A Za Moment Znowu Bardzo Kocha. Jak Mam Dojsc Do Siebie, Skoro Ciągle Się Tak Dzieje?...

 

Wierzę. Jakbym nie wierzył od razu bym to zakończył, wylizał rany i żył dalej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzisz, a ja już powoli przestaję wierzyć...

Męczą mnie okropne wyrzuty sumienia, że to ja zabiłam tę miłość... nie potrafię poradzić sobie z poczuciem winy.

 

On teraz powiedział, że chce ode mnie / od nas odpocząć. Czekam jak głupia, kiedy się odezwie... Strasznie tęsknię. Boję się. Nie mogę znaleźć sobie miejsca.

 

Nie mam pojęcia, co robić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj. Tkwiłam długo w bardzo podobnym związku. W końcu się rozpadł, było mi bardzo ciężko, przez parę miesięcy totalny dołek, potem poczułam ulgę. Uważam że jedynym lekiem jest czas i samozaparcie by nie dzwonić, nie błagać o powrót, myśleć jak najmniej o tej osobie. Wiem jakie to trudne ale wierz mi że możliwe.

To nie jest żadna miłość tylko chore przywiązanie i czym prędzej się to wszystko skończy tym lepiej dla Ciebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie mam pojęcia, co robić.

Wiać,gdzie pieprz (nie forumowy) rośnie,im dalej,tym lepiej i odcinać się od tej relacji jak najwięcej się da.

Resztę dopowiedziała Flora.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jak Cię korci żeby pisać czy dzwonić to usuń numer, albo zmień swój ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

cheiloskopia, sama napisalas ze tkwisz w toksycznym zwiazku wiec o jakiej milosci tu mowimy? To nie milosc tylko uzaleznienie od drugiej osoby i strach co sama zrobisz ze soba. Trzeba zdecydowanie przeciac i isc do przodu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cheiloskopia, , piszesz, że chciałabyś być szanowana, ale mam wrażenie, że sama siebie nie szanujesz, czekając na jakikolwiek znak od swojego chłopaka, w każdej chwili gotowa, by wracać do tej udręki i dalej z nim tkwić w toksycznym kręgu. Sama napisałaś, że ten związek jest oparty na braku szacunku, więc dlaczego na to pozwalasz?

 

To nie jest tak, że związki się rozpadają tylko dlatego, że ludzie się nie kochają. Nie każda miłość jest dobra i nie zawsze miłość wszystko zwycięża. Czasem ludzie się kochają na swój sposób, ale jest to sposób toksyczny. Chorobliwa zazdrość to poważny problem, nie rozwiążesz go za Twojego chłopaka, a tylko będziesz się czuła dalej winna bez powodu. On nie zmieni się dlatego, że tego potrzebujesz, nie masz na niego wpływu. To jest najtrudniejsze - pogodzić się z tym, że nie możesz go zmienić. Musiałby tego chcieć sam, zobaczyć problem w sobie. A piszesz, że nie chce Twojego wsparcia, prawdopodobnie uważa, że problem jest w Tobie i nie da się go przekonać, że jest inaczej. Chyba że chce sam z tym coś zrobić?

Jeśli czujesz się przy nim jak śmieć, to z pewnością coś poszło nie tak. W normalnym związku druga osoba na ciebie dobrze wpływa, podnosi raczej twoje poczucie wartości, wspiera cię. Nie wygląda na to, żebyś to miała dostać od obecnego chłopaka.

 

Nie jest tak, że jeśli będziesz lepszą dziewczyną, to on też będzie lepszy. Nie zmienisz go swoją miłością, a im bardziej będziesz uległa, tym mniej będzie Cię szanował.

 

Teraz jest najgorszy moment, jesteś na huśtawce skrajnych i sprzecznych uczuć, lęku. Jeśli się rozstaniecie, to może przyjść tylko ulga, stan przejściowy naprawdę jest najtrudniejszy. Myślisz, że bez niego będzie strasznie, ale się zdziwisz. Może być tylko lepiej bez kogoś, kto wysysa Twoją energię i z kim ciągle musisz się szarpać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na pewno macie rację... jednak boję się. Póki co strszanie tęsknię. Naprawdę nie wiem, co ze sobą zrobic.

 

refren, też to zauważyłam - im bardziej się staram, tym bardziej on traktuje mnie jak popychadło. Z drugiej jednak strony on ostatnio przeszedł terapię - mam odejsc czy poczekać, aż jego emocje trochę się uspokoją?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cheiloskopia, a z jakiego powodu przeszedł tą terapię? Coś się po niej zmieniło?

 

Jeśli nie ma w Tobie gotowości do rozstania, to nikt Cię do tego nie przekona. Być może musisz się jeszcze trochę pomęczyć w tym związku, żeby do tej gotowości dojść, a może jest jakaś szansa na zmianę. Ale nie możesz liczyć, że zmienisz chłopaka swoją miłością, możesz co najwyżej bardziej dbać o siebie, zachowywać się bardziej niezależnie. Bez względu na to czy to wpłynie na Twojego chłopaka czy nie, będziesz się czuła lepiej.

 

Nieraz się wydaje, że świat się kończy na jednej osobie i że z nikim się już nie będzie tak szczęśliwym jak z nią. Ale to nieprawda, bo z kimś innym może być lepiej albo po prostu inaczej. Człowiek się zakochuje wiele razy.

Lepiej być z kimś z wyboru niż z niewiary, że może być coś lepszego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

refren, Dziękuję Ci za te słowa.

W ogóle Wam wszystkim dziękuję; dodaliście mi otuchy i z upływem czasu sama stwierdzam, że macie rację.

Mój chłopak przeszedł terapię rzekomo przede wszystkim przeze mnie; kiedy borykałam się z nerwicą i silną depresją potrafiłam być dla niego okropna, przyznaję. Tylko że teraz widzę, że on wcale nie pomagał mi dojść do siebie, a czasami wręcz przeciwnie - np. przez pewien czas nie radziłam sobie z wybuchami agresji i kiedy zaczynałam się denerwować, on jakby celowo rozjuszał mnie jeszcze bardziej (śmiał się, gdy zaczynałam płakać; lekceważąco dmuchał mi dymem w twarz; mówił do mnie per "Zdzisiu" - tak ma na imię mój znęcający się nad rodziną ojciec alkoholik i porównanie do niego zawsze mnie boli, o czym mój chłopak wie; etc., etc...).

Czy coś się po terapii zmieniło? Owszem. Sęk w tym, że na gorsze... Moj narzeczony stał się strasznym egoistą. Co raz częściej powtarzał mi, że przy mnie każdy by zgłupiał. To co mówił i robił odbierałam jako znak, że on to by mógł mieć każdą, ale jest ze mną i powinnam być za to wdzięczna, nie mieć nigdy o nic pretensji, nie złościć się i ogólnie dać sobie wejść na głowę.

 

Kiedyś jedna z moich terapeutek powiedziała mi, że CZEKANIE to mój sposób na życie; 20 lat czekałam, aż rodzice się zmienią, przestaną pić i znęcać się nad nami. Teraz czekam, aż moj narzeczony znowu stanie się kochający, aż znowu zacznie mnie szanować, aż się zmieni...

 

Wiem już - nie zmieni się... i choć to boli, choć mamy kupione najladniejsze obrączki, jakie widziałam, choć mieliśmy plany i marzenia, wiem już, że toksyny z tego związku prędzej zabiją nas oboje niż pozwolą nam być szczęśliwymi...

 

-- 07 gru 2014, 10:12 --

 

W moim domu rodzinnym nigdy nie było szacunku i miłości. Poprzedni, trwający 6,5 roku związek z nadużywającym alkoholu samolubem, też się raczej na tych wartościach nie opierał. To dlatego, gdy związałam się z obecnym chłopakiem i zobaczyłam inne życie, normalną rodzinę, której chciałam stać się częścią, czułam się taka szczęśliwa.

I nagle narzeczony stwierdził z dnia na dzień, że zaplanowany ślub, o którym oboje przecież marzyliśmy, nie odbędzie się - że za wcześnie, że to, że tamto... Podał sto powodów, z których jeden był głupszy od drugiego. Przecież to on mi się oświadczył, to on zabrał mnie do księdza, żeby wypytać o kwestie formalne, to on chciał jeździć oglądać sale na przyjęcie weselne... Nie rozumiałam, co się stało i nie potrafiłam się z tym pogodzić.

Na domiar złego teść powiedział mi wprost, że wyboru syna odnośnie przyszłej żony (cyt.) "Nie neguje, ani nie pochwala". Dał mi do zrozumienia, że nowa rodzina niekoniecznie w pełni mnie akceptuje... Poza tym często słyszałam jak mówił, że alkoholizm ma się w genach - bardzo mnie to bolało, bo mam oboje rodziców alkoholików, a sama nie piję... Pytał kiedyś mojego chłopaka, czy wie, co robi, że bierze sobie dziewczynę z takiego domu...

 

To dlatego tak się załamałam. Moje marzenia rozsypały się jak domek z kart. Wylądowałam na zamkniętym oddziale psychiatrycznym, bo zaczęłam stwarzać zagrożenie dla samej siebie - obsesyjnie myślałam o samobójstwie, które wydawało mi się jedynym wyjściem z tej patowej, strasznie dla mnie poniżającej sytuacji.

 

Narzeczony był dla mnie dobry, gdy leżałam w szpitalu; dbał o mnie, codziennie mnie odwiedzał. Sam bardzo to wszystko przeżył - nie jadł, nie spał, wyglądał jak cień człowieka.

Byłam mu bardzo wdzięczna za wsparcie. Tylko że stopniowo zaczęło się ono zmieniać w... brak mi odpowiedniego słowa; sam przyznał mojej lekarce, że czasem świadomie i celowo wywołuje u mnie ataki agresji, płaczu... Co raz częściej do tego dochodziło. Stał się dla mnie okropny (zauważyłam zresztą, że nie tylko dla mnie, bo dla innych również, zwłaszcza dla swojego ojca).

 

Może jestem głupia i naiwna, ale bardzo bym chciała, żeby mój narzeczony był w życiu szczęśliwy. Wiem, że ze mną nie będzie. Dlatego przede wszystkim rozstanie będzie najlepszym rozwiązaniem...

 

-- 08 gru 2014, 20:59 --

 

dzisiaj Powiedział Mi, że Nie Chodził Na żadna Terapię... Kłamał, Tyle Tygodni Cały Czas Kłamał! Mało Tego; W Pewna środę Poprosiłam Go, żeby Zabrał Mnie Z MIasta, Gdy Popołudniu Będzie Wracał Od Terapeuty. Zgodził Się I Czekał W Umówionym Miejscu. DziS Okazało Się, że Przyjechał Specjalnie 30 Km Z Tego Naszego Wypizdowa, żeby Mnie Zabrać I żebym Nie Domyśliła Się Prawdy.

Opowiadał Mi O Terapii I Ludziac, Jakich Tam Spotyka. Opowiadał Mi O Psychodramie. Opowiadał Mi, Do Jakich Wniosków Doszedł Terapeuta.

opowiadał O Swoich Uczuciach, że Denerwuje Się Przed Wizyta. Gdy Był Dla Mnie NieMiły Argumentował To Huśtawka Emocji Spowodowana Terapia. Patrzył Mi W Oczy I Tak Bezczelnie Kłamał.

 

Okazuje Się, że W Ogóle Nie Znam Człowieka, Za Którego Omal Nie Wyszłam Za Mąż...

 

-- 08 gru 2014, 21:06 --

 

dzisiaj Powiedział Mi, że Nie Chodził Na żadna Terapię... Kłamał, Tyle Tygodni Cały Czas Kłamał! Mało Tego; W Pewna środę Poprosiłam Go, żeby Zabrał Mnie Z MIasta, Gdy Popołudniu Będzie Wracał Od Terapeuty. Zgodził Się I Czekał W Umówionym Miejscu. DziS Okazało Się, że Przyjechał Specjalnie 30 Km Z Tego Naszego Wypizdowa, żeby Mnie Zabrać I żebym Nie Domyśliła Się Prawdy.

Opowiadał Mi O Terapii I Ludziac, Jakich Tam Spotyka. Opowiadał Mi O Psychodramie. Opowiadał Mi, Do Jakich Wniosków Doszedł Terapeuta.

opowiadał O Swoich Uczuciach, że Denerwuje Się Przed Wizyta. Gdy Był Dla Mnie NieMiły Argumentował To Huśtawka Emocji Spowodowana Terapia. Patrzył Mi W Oczy I Tak Bezczelnie Kłamał.

 

Okazuje Się, że W Ogóle Nie Znam Człowieka, Za Którego Omal Nie Wyszłam Za Mąż...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Od dwóch lat tkwie W Toksycznym Związku, Który Oparty Jest Głównie Na Strachu, Braku Szacunku I Chorobliwej Zazrosci. Czasami Czuję Się Jak Przysłowiowy śmieć... Staram Się, żeby Było Nam Dobrze, A W Zamian Za To Słyszę Tylko, że Jestem Beznadziejna, że Ciągle Kłamię, że Zdradzam.. Czuję, że Narzeczony Też Wolałby Się Rozstać, Ale Nie Potrafimy Od Siebie Odejść.

Kocham Go. Aż Do Bólu.

Pomóżcie, Proszę...

 

Ja bylam w takim zwiazku z tym ze to ja bylam chorobliwie zazdrosna...rozstalismy sie juz prawie 2 tyg temu i teraz bym dala wiele by z nim byc:( nie moge sie pozbierac do tej pory choc wiem ze to byl chory zwiazek ja nadal go kocham i chce z nim byc a on juz totalnie mnie wymazal z zycia...nie mam zadnego wsparcia i nie daje sobie rady

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cheiloskopia, to dziwne co piszesz, też by mi się wydawało, że ciężko tak kłamać, zmyślać osoby z terapii i ich problemy. Niemniej albo Twój chłopak kłamał wcześniej albo kłamie teraz, więc nie jest godny zaufania i chyba wciąga Cię w jakąś grę, w której nie wiadomo o co chodzi.

Całę szczęście, że te problemy wynikły teraz, a nie po ślubie. Choć teraz bardzo boli, ale sytuacja w której tkwiłaś była dla Ciebie niszcząca, więc zmiany mogą być tylko na lepsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kostek, Masz zapedy masochistyczne? Czytam to co piszesz i im bardziej Cie szmaci tym bardziej do niej lgniesz...nie rozumiem tego :bezradny:

 

Skończyłam Terapię, Leczę Się, Staram Się Wyciszyć, Uspokoić, Być Lepsza Dziewczyna Dla Niego,

:shock: co to za terapia byla ze nie ruszylo ani Twoje poczucie wartosci ani instynkt samozachowawczy i zamiast kopnac faceta w dupe i zatrzasnac za nim drzwi to starasz sie byc dla niego lepsza dziewczyna? Oszalalas?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14, Masz rację, oszalałam. Na jego punkcie. Niemniej jednak ogarnęłam się, w dużej mierze dzięki Wam, drodzy Użytkownicy tego forum - dziękuję! :-)

Zakończyłam związek z człowiekiem, któremu nie wierzę już w ani jedno słowo.

Dziś rano dostałam od niego smsa o treści: "Ale bym ci zerżnął dupę". Zrobiło mi się niedobrze... Sama nie wiem, co mnie przy nim trzymało tyle czasu.

 

refren, Myślę, że kłamał nie tylko w kwestii terapii; może w tym momencie jestem troche przewrażliwiona, ale wydaje mi się, że gdybym się postarała, odkryłabym jeszcze mnóstwo innych, podobnych ściem. Wyimaginowana terapia miała służyć wzbudzeniu we mnie poczucia winy - wmówił mi, że zniszczyłam jego psychikę oraz system wartości i przeze mnie musi się leczyć. Udało się skubańcowi... Ale ostatni raz.

 

Gdy zakomunikowałam mu jasno i wyraźnie swoją decyzję o odejściu, kilka razy zmieniał taktykę "negocjacji"; najpierw wyśmiał mnie (prawdopodobnie mniemał, iż na jego puste HAHA zareaguję agresją i płaczem, jak wtedy, gdy nie radziłam sobie z ich wybuchami), potem zaczął płakać i stwierdził, że teraz już wie, jak czułam się, gdy myślałam o samobójstwie (czyżby brał mnie na litość?), w smsach zapewniał o miłości i przepraszał, a gdy i to nie przyniosło rezultatów - zaczął mi ubliżać i stwierdził, że jeszcze pożałuję.

 

Wydaje mi się, że do dnia dzisiejszego nie dotarło do niego, że tego pseudozwiązku już nie mam zamiaru ratować.

 

-- 14 gru 2014, 14:54 --

 

Dodam jeszcze, że najbardziej rozbawił mnie jego tekst: "Obiecałaś mi, że wytrzymasz, aż poczuję się lepiej, aż mi przejdzie".

Miał na myśli, oczywiście, swoją huśtawkę emocjonalną.

Owszem, obiecałam. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia, że narzeczony przeze mnie musiał zacząć się leczyć, bo przestał radzić sobie sam ze sobą.

Obiecałam, bo byłam pewna, że się naprawdę leczy.

 

Wiem, że macie już mnie w tym temacie dość :-) Ale przytoczę jeszcze jedną naszą rozmowę, która dokładnie rozbiła mi system (jedna z ostatnich przed ostatecznym rozstaniem):

 

JA: Próbowałam to wszystko ratować. Nie udało się. Trudno.

ON: Powiesić też się próbowałaś.

JA: No i momentami żałuję, że mi się nie udało.

ON: Ja też żałuję.

JA: Że nie udało mi się powiesić?

ON: Nie, uratować tego wszystkiego.

 

-.-

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tam nie mam dosc Twoich wpisów..:) po to jest to forum zeby sie wyzalic,pogadac z kims kto ma podobne albo nawet te same problemy i ja sie akurat bardzo ciesze ze tu dolaczylam..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

cheiloskopia, Próbuje właśnie znaleźć w sobie siłę, którą Ty znalazłaś w sobie żeby to skończyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×