Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
michał24

Problemy z rodzicami (ogólnie)

Rekomendowane odpowiedzi

Koncentrując się na swoich przeżyciach i refleksjach nad nerwicą lękową, która zapanowała nad moim życiem

chciałbym zaproponować temat, który myślę nie będzie obcy wielu z nas a mianowicie:

,,Autorytaryzm ojca i nadopiekuńczość matki w kreowaniu osobowości neurotycznej i postawy

braku zaradności w życiu dorosłym".

Zapraszam do wypowiedzi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

co do autorytoryzmu ojca - to myślę , że oczywiście ma to ogromny wpływ na powstawanie nerwicy u dziecka, bo nikt nie lubi być kontrolowany na każdym kroku , bez słowa sprzeciwu - wykonywać polecenia odgórne, bez dyskusji jak ryba która głosu nie ma, i jeśli dzieciak jest ogólnie spokojny (spolegliwy) to jak najbardziej doprowadzi go takie wychowanie do nerwicy, jeśli jest z natury odważny - to zrodzić się może całkowite nieposłuszeństwo,ucieczki, pyskowanie,robienie na przekór czyli wszystko czego nie wolno,

co do nadopiekuńczej matki to myślę, że jeśli jest to nadopiekunczość wynikająca z lęku o dziecko( z kim idzie , po co , że ma podać adres , telefon, żeby uważało na wszystko i wszystkich) ale przy tym z rozsądnym wytłumaczeniem swego lęku (co mu grozi idlatego tak mu kadzimy, i prosimy żeby uważało ale to wynika z naszej miłości do niego)

to jest ok,

jeśli jest to natomiast nadopiekunczość typu -nie pójdziesz , nie możesz-bo coś ci się stanie - i koniec kropka-dodając jeszcze że tak cię kocham , wszystko dla ciebie robię i za ciebie, a ty tak sie odwdzięczasz-chcesz mnie do grobu wpędzić itp itd) jest okrutna po stokroć i nie wiem czy nie gorsza od wyżej wymienionego tatusia...pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
co do autorytoryzmu ojca - to myślę , że oczywiście ma to ogromny wpływ na powstawanie nerwicy u dziecka, bo nikt nie lubi być kontrolowany na każdym kroku , bez słowa sprzeciwu - wykonywać polecenia odgórne, bez dyskusji jak ryba która głosu nie ma, i jeśli dzieciak jest ogólnie spokojny (spolegliwy) to jak najbardziej doprowadzi go takie wychowanie do nerwicy, jeśli jest z natury odważny - to zrodzić się może całkowite nieposłuszeństwo,ucieczki, pyskowanie,robienie na przekór czyli wszystko czego nie wolno,

co do nadopiekuńczej matki to myślę, że jeśli jest to nadopiekunczość wynikająca z lęku o dziecko( z kim idzie , po co , że ma podać adres , telefon, żeby uważało na wszystko i wszystkich) ale przy tym z rozsądnym wytłumaczeniem swego lęku (co mu grozi idlatego tak mu kadzimy, i prosimy żeby uważało ale to wynika z naszej miłości do niego)

to jest ok,

czy ja wiem czy to jest ok? ja tak mialam i w sumie nadal mam, bno wciaz mieszkam z rodzicami. gdzie idziesz, o ktorej wrocisz, jak mnie nie ma w domu o godzinie o ktorej mowilam "mniej wiecej" to zaraz starsza dzwoni i sie pyta gdzie jestem i o ktorej wroce i ze powinnam sie odezwac. dlaczego nie masz juz kasy, a na co wydalas swoja pensje, a magda (zalozmy) zaoszczedzila w ciagu roku 6 tys. a ty nic - to mam na porzadku dziennym.

rodzice chcieli zebym sie z nimi przyjznila doprowadzilo to do tego, ze np. nie bylam nigdy na normalnych wagarach tylko jak nie chcialam isc do szkoly to szlam do mamy i jej mowilam normalnie. przez to, ze moja mam jest uznawana za idealna (przez roznych ludzi), nie umiem podejmowac sama decyzji, bo zawsze mysle co ona na to i czy ja dobrze robie itd. caly czas mam ta przekleta pepowine... dodatkowo moj ojciec byl alkoholikiem (teraz nie pije juz 10 lat), nie bylo bicia, ale pamietam jak ciagle gdzies wychodzil a my z mama w roznych miejscach znajdowalysmy flaszki i wylewalysmy wodke, pamietam jak wystawialam mu walizke za drzwi, a on obiecywal, ze przestanie. w koncu po odwyku w szpitalu psychiatrycznym (nie wiedzialam, ze to byl szpital) przestal. wszyscy mowili, ze dla mnie, bo mnie tak kocha - na terapii mi kiedys powiedzieli, ze mam syndrom bycia idealna zeby wszystkiego nie zepsuc (podswiadomie), wiec jei wiem czy to o czym piszesz to jest spox. mi takie zachowanie troche skrzywilo swiat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Inez co do twojej matki (patrząc na twój profil-ile masz lat) to faktycznie już powinna trochę dać luz i nie gnębić pytaniami kto z kim i za ile..

ale jeśli była taka przez lata twego dorastania-nawet normalnie mogłaś jej powiedzieć że nie chcesz iść do szkoły- to czy to tak żle było?

czy lepiej kręcić i kłamać np. co do wagarów lub innych spraw - czy też szczerze móc powiedzieć -zrobiłam tak i tak albo chcę zrobić to i tamto - bo np dziś się żle czuję - i ona to zrozumiała i przyzwoliła, i była spokojna że wie gdzie jesteś, co się z tobą dzieje,

a co do podejmowania decyzji- to myślę , że nie ma co zwalać winy na tak wyrozumiałą matkę, tylko po prostu zacząć je podejmować-a to że liczysz się z tym co ona powie to naturalne no bo rodzice też są od tego aby się z nimi liczyć i z ich zdaniem , no chyba że ona nie akceptuje twych decyzji i postanowień to inna sprawa -to już autorytaryzm i dyktatura, ale jeśli wyrazi swoje zdanie - każdy ma prawo do swego zdania- i nie sprzeciwstawia się twym decyzjom-to jest ok

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

widzisz tylko z decyzjami to zawsze jest tak, ze jak powiem "zrobie tak i tak" to zazwyczj slysze "zrobisz jak bedziesz uwazala, ale costam" po czym ja mam wrazenie, ze moze to on ma racje a nie ja? bo przeciez ona wie lepiej

co do wagarow, to w sumie to nie o to chodzi, ze moglam do niej przyjc, chodzimi o to, ze tak ona i ojciec mna manipuloali w jkims sensie, ze nie mialam nic swojego, zadnej tajemnicy, tak jakby zero prywatnosci... zawsze wszystko w jakis sposob wyciagneli badz tez dowiedzieli sie. na poczatku nie zauwazalam, ze to jest zle, ale w ktoryms momencie usiwadomilam sobie, ze to przywiazanie jest tak silne, ze ja nie potrafie inaczej funkcjonowac, ze nawet nie zauwazam czasem tego, ze robie dokladnie tak jak nie chce... niepotrafie...

oni o tym wszystkim wiedza, wiedza tez, ze popelnili bledy rozne trzymajac mnie pod kloszem...

ja bedac mala w sumie mialam ciagle kontakt z doroslymi (brak podworka) i od poczatku zawsze analizowalam wszystko co robie, jakpowinno sie postapic itd. taka stara malutka w sensie psychicznym...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a więc taki terror psychiczny, no tak to nie jest rozwijające , takie uzależnienie od matki, takie myślenie czy ona to zaakceptuje czy nie, czy palnie moralizatorską gadkę, która znowu obniży twój lot w samodzielność, rozumiem , ale widzę tylko jedno rozwiązanie aby odciąć się od tej pępowiny-wyprowadzka-bądż to wspólnie z koleżankami w jednym pokoju(małe koszty) , bądż z chłopakiem(jeśli jest) bądż sama(ale to już duże koszta) -jeśli pracujesz-to sprubój, jeśli to nie możliwe-to zostaje mi życzyć ci po prostu aby twoja psychika okrzepła na tyle, żeby się tym^ związkiem^ z matką nie przejmować, pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
widzisz tylko z decyzjami to zawsze jest tak, ze jak powiem "zrobie tak i tak" to zazwyczj slysze "zrobisz jak bedziesz uwazala, ale costam" po czym ja mam wrazenie, ze moze to on ma racje a nie ja? bo przeciez ona wie lepiej

Nie zabroni, bo nie może, nie wypada jej, ale skutecznie obrzydzi, zniechęci :?

 

Moja mama jest nadopiekuńcza, ale biorę poprawkę, że to ona ma ciężką nerwicę, i jeżeli ona się boi, że ja, albo tata nie wrócimy do domu, albo będziemy głodni i.t.d. to ja to zaczynam rozumieć...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

fendi wiem wlasnie, ze przeprowadzka to jedyne wyjscie, to samo uslyszalam na terapii. pracuje, ale na samodzielne mieszkanie mnie nie stac, moj chlopak jeszcze sie troche boi mieszkania razem, a co do kolezanek to albo mieszkaja w domach bo sie ucza dziennie albo juz z facetami. musze jednak to jakos rozwiazac, bo wiem, ze moja nerwica jest wynikiem wlasnie tego konfliktu wewnetrznego z rodzicami - z jednej strony chce po swojemu, z drugiej ich zdanie.

 

Amy Lee, ale czy twoja mama zdaje sobie sprawe, ze ma nerwice? i czy robi cos w tym kierunku zeby wyzdrowiec? bo ani dla ciebie ani dla niej jej stan nie jest dobry

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie zabroni, bo nie może, nie wypada jej, ale skutecznie obrzydzi, zniechęci

normalnie swiete slowa!!!! moja jest identyczna!! kurde jak dobrze z kims o tym pogadac kto mnie zrozumie bo wokolo wszyscy jak cos to mi maja za zle ze sie wyzywam na mamusi a ona jest taka wspaniala. dochodzi do tego ze czasami rzeczywiscie czuje sie winna. moja mama jest super i wogole bardzo ja kocham ale ona nie rozumie (mowi niby ze pewne rzeczy rozumie ale czasami nadal powtarza swoje zachowania) ze doprowadzila do tego ze nie mam wlasnego zdania, tak jak napisala inez3 zawsze sie zastanawialam co ona by zrobila, co na to powie itd. potem ona np. mowila ze po co ja to i tamto zrobilam, powiedzialam i wiercila mi dziure w brzuchu jak to ona by postapila z takim tonem wladczym w glosie ze ja rzeczywiscie do niedawna myslalam ze jestem beznadziejna. teraz powoli zaczynam rozumiec ze ja jestem soba i mam zupelnie inny charakter, nie jestem taka energiczna jak ona, nie jestem taka przebojowa. kiedys chcialam taka byc, zachowywalam sie sztucznie i jeszcze gorezj to wychodzilo. mam inny charakter, lubie inne rzezcy, inaczej podchodze do swiata, ale to nie znaczy ze gorzej. bylo tak zawsze np. gdy kupowalam ubrania. niby sama cos wybieralam ale jak jej sie nie spodobalo to robila skwaszona mine i mowila- no nie glupio bedziesz wygladala, ciezko to wyjasnic ale po prostu wprost nie mowila - nie mozesz ale skutecznie to sugerowala. kiedys mi psycholog powiedziala ze nie pozwolili mi rodzice wyksztalcic wlasnej pewnosci siebie i sie rozwinac. za m-c wyprowadzam sie i to jeszcze do innego kraju takze dopiero bede mogla rozwinac swoj wlasny charakter.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Amy Lee, ale czy twoja mama zdaje sobie sprawe, ze ma nerwice? i czy robi cos w tym kierunku zeby wyzdrowiec? bo ani dla ciebie ani dla niej jej stan nie jest dobry

Miała zespół jelita drażliwego, chodziła parę lat temu na psychoterapię, teraz na kontrole do pani psychiatry i jeszcze bierze Sulpiryd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie, to tak jest, ze kazdy chcialby to, czego nie mial, Moja mama dawala mi zawsze duzo swobody, nie intersowala sie za bardzo gdzie ja jestem i z kim i o ktorej wroce, wierzyla mi chyba, ze nie robie glupstw, a wiecie jak ja to odbieralam? Jako brak zaintersowania moja osoba, myslalam ze ma mnie prosto w nosie, marzylam zeby bylo tak jak u kolezanek< ze rodzice pytaja gdzie byla, co robila, daja szlaban na powroty do domu itp, zazdroscilam im ze sie nimi rodzice intersuja, czegos zabraniaja, odbieralam to jako gleboka troske o dziecko. Moja mama ciagle pracowala, nigdy jej w domu ni bylo, mijalysmy sie w drzwiach, jak prosilam zeby posiedziala w domu ze mna, to mowila ze pracuje zebym ja miala wszytko, dobre ciuchy, dobre zycie itd, ze nie mozna miec jednoczesnie mamy w domu i dobrego zycia, a ja wolalam nie miec nowych dzinsow, tylko mame w domu ktora pyta; co dzis robilas, z kim rozmawialas, jak spedzilas dzien?

Ja teraz jestem nadopiekuncza mama, taka, ktorej zazdroscilam swoim kolezankom. Jak myslicie: czy moje dzieci sa szczesliwe????

Pozdrawiam was serdecznie i czasem po prostu postawcie sie na miejscu rodzicow. Ja kontroluje moje dzieci, pytam o ktorej wroca, prosze zeby byly o przyzwoitej porze w domu, pytam o ich sparwy, dopytuje o kontakty kolezenskie...dlaczego??? bo je kocham!!!! bo nie sa mi obojetne!!!!! bo chce dla nich jak najlpiej :))) bo wiem jak boli brak zainersowania ze strony jedynej najblizszej osoby. A przeciez moja mama chciala dobrze, kochala mnie bardzo :))))) wszytko by mi oddala:)))

:lol::D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I znowu można to wszystko skwitować prostą prawdą, że najgorsze są skrajności :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piotrek tu chyba nie chodzi o skrajnosci lecz o ODBIOR, nasz subiektywny odbior, Inez troske rodzicow nazywa manipulacją, mnie to szokuje, ale wierze jej ze tak to odbiera....mnie cala rodzina dziwi sie ze mam nerwice, przeciez nie mam zadnych problemow materailnych, mama zadbala zebym miala mieszkanie, samchod, pieniadze, itd, czego ja chce??? czego sobie wymyslam?? takie pytania padaja....a ja cale dziecinswto bylam sama jak pies, tego nikt nie widzi :( a teraz za to place. Rodzice chca dla swoich dzieci dobrze, tylko nie zawsze im to wychodzi :))) Im sie wydaje ze sa super, nam odwrotnie, a potem sami zostajemy rodzicami i zycie weyfikuje nasze spojrzenie na rodzicielstwo :)))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim przypadku nie było autorytaryzmu zarówno ze strony matki jak i ojca, ale za to była nadopiekuńczość ze strony obu rodziców, to znaczy we wszystkim mnie wyręczali, wszystko za mnie robili, jedynym moim obowiązkiem była nauka. Najgorsze jednak jest to, że rodziców wogóle nie interesowało moje życie prywatne, nie zwracali uwagi na to, że za młodu po całych dniach siedziałem w domu, nie miałem kolegów, nie umawiałem się z dziewczynami. Efektem tego wszystkiego jest to, że mam 24 lata i nigdy nie miałem żadnej dziewczyny, jestem nieśmiały, niezaradny życiowo, jednym słowem jestem zerem, ale dyplom dostanę :roll: .

Gdyby moi rodzice prowadzili w domu autoryterne rządy, to pewnie też najlepiej by się to na mnie nie odbiło, ale gorzej niż teraz nie mogło by być. Dzieci bardzo surowych rodziców często wpadają w złe towarzystwo, biorą narkotyki, ale prawdę powiedziawszy już wolałbym tak skończyć niż być taką ciotą jaką jestem teraz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podając ten temat na forum nie wiedziałem, że tak szybko ktoś się odezwię i przedstawi swoje refleksje. Teraz wiem jedno - nie jestem sam. Moja historia jest podobna do historii Inez3. Kiedyś myślałem, że jestem tchórzem, wszystkiego się lękam, cały świat jest mi wrogi a tylko rodzice są moimi przyjaciólmi i dbają o moje dobro. Dziś wiem, że to tylko choroba albo aż choroba NERWICA lękowa. Gdy zacząłem drążyć temat nerwic i ich etiologii sięgając jednocześnie w głąb siebie doszedłem do wniosku, że to właśnie rodzice są przyczyną tego, że posiadam taką tożsamość jaką posiadam. Kocham ich bardzo, ale oni nie wiedzą jaką krzywdę wyrządzili swemu dziecku, które będąc na progu dorosłości tak naprawdę nie wie kim jest. Od małego byłem oczkiem w głowie rodziców. To ja się dobrze uczyłem, to ja odnosiłem sukcesy sportowe to ze mną były związane wszystkie nadzieje a nie z siostrą (stygmatyzacja, życie ze stygmatem, którego wartości trzeba dorównać). Od małego miałem być tylko grzeczny w szkole i w domu, posłuszny rodzicom nie sprawiający nikomu kłopotów i taki też byłem bo w innym przypadku dostałem lanie od ojca (gdy byłem jeszcze mały) więc każde inne wyrażenie własnej woli w domu, szkole czy na podwórku już wzbudzało we mnie dreszcze i wyrzuty sumienia, że rodzice mogą się gniewać. Ojciec, choć podświadomie chciałby być traktowany jak władza absolutna nie potrafił mnie nauczyć mieć swoje granice, których należy bronić więc z każdych trudnych sytuacji wolałem się od razu wyscofać niż narazić się na gniew ojca i karę. Ojciec bił mnie rzadko, ale jak już raz dostałem to więcej nie chciałem dostawać. I tak sobie rosłem nie sprawiając nikomu kłopotów. Cały świat miał mnie z głowy. Przeważnie się uczyłem a imprezy i dyskoteki omijałem z daleka co by na nich nie wynikła żadna przykra historia, która by rozgniewała rodziców (alkohol, narkotyki, bijatyki itp.) Co prawda w późniejszym etapie mojego życia był okres imprez i wszelakich uciech cielesnych, ale szybko się on skończył, bo wszyscy kumple się pożenili a i tak to ja byłem tym najgrzeczniejszym i najspokojniejszym wśród całej paczki. Alkohol dodawał mi odwagi, tłumił lęk, więc mało było imprez na których byłem trzeźwy, czułem się wtedy ,,panem świata". Za swą lojalność rodzice wyręczali mnie we wszystkim a gdy się czegoś podjąłem i zrobiłem to nie najlepiej zaraz byłem krytykowany więc szybko się nauczyłem ze wszystkiego rezygnować, chyba żę zostałem przyparty do muru. Ojciec często porównywał mnie i siostrę z innymi naszymi rówieśnikami przy których oczywiście wypadaliśmy blado a ja szczególnie (przynajmniej tak się czułem). Dziewczyna z, którą spędziłem blisko 5 lat też nie wytrzymała mojego neurotyzmu, gdyż swoimi zahamowaniami ograniczałem jej ekspansywność do której ni cholery nie potrafiłem się zmusić (oj, przeżyłem to bardzo). Dziś stojąc na progu dorosłości nie potrafię określić samego siebie - kim jestem, po co żyję. Mam niską samoocenę, świat jaki był wrogi taki pozostał (ale powoli dostrzegam to, że to ja powinienem się potrafić zaadaptować do świata z poczuciem własnej wartości i godności osobistej a nie świat do mnie). Nie potrafię podjąć asertywnie samodzielnej decyzji, która byłaby sprzeczna ze światopoglądem rodziców, gdyż zaraz mam wyrzuty sumienia, usprawiedliwiam się tym, że to pewnie oni mają znowu rację i warto by było ich posłuchać. Rodzice chcą mnie widzieć takim, jakiego modelowali przez ponad 20 lat a nie takiego jakim widzę się ja. Mam swe pragnienia, ale nie potrafię przeciąć pępowiny, nie potrafię powiedzieć ,,nie" rodzicom i całemu światu a to, że ,,źle syna wychowali" to mi nawet by przez gardło nie przeszło, bo mój ojcieć - neurotyczny perfekcjonista tego by nie przeżył. Chętnie bym się wyprowadził, ale nie mam gdzie, nie mam z kim, nie mam za co. Teraz wiem co to samotność w tłumie. Mimi wszystko i tak bardzo ich kocham, ale dobrze by było by w końcu się obudzili i przejrzeli na oczy, że ich syn jest już dorosły, choć pewnych rzeczy się już nie cofnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moze faktycznie ze slowem manipulacja troche przesadzilam, bo zdaje sobie sprawe z tego, ze czesto robili to i robia nieswiadomie. kocham ich, bo zawsze kiedy ich potrzebuje to sa. ciesze sie tez, ze chociaz moja mama zauwazyla i przyznala mi racje w tym, ze popelnili bledy. jest nauczycielka i miala jakies kursy z psychologii, po ktorych mi powiedziala, ze "szkoda, ze nie bralam udzialu w takich kursach dawno temu"

wiadomo, ze ich kocham i sa dla mnie bardzo wazni, ale uwazam, ze nie moze byc tak, ze staja sie jedyna rzecza w zyciu. niby mnie nie zmuszali do bycia najlepsza, ale w sposob jaki mowili np. o ocench w szkole czy o jakims moim zachowaniu powodowal u mnie jakis ped do doskonalosci, a ludzi doskonalych nie ma...

oczywiscie ciesze sie, ze sie mna interesowali, ze pytali czy czegos tam zabraniali, ale w pewnym momencie poczulam, ze przez to nie widze swiata swoimi oczami tylko ich.

wczoraj. poniewaz jestem poza domem, od tygodnia robie zakupy zeby wyrzywic siebie, ojego faceta i jego brata. staram sie zeby nie wydac za bardzo, bo potem znow sie mnie rodzice zapytaja ile wydalam przez ten czas i ze duzo. no i wlasnie jak wczoraj sobie wszystko przeliczylam to znow wpadlam w nastroj "no tak, znow tyle i tyle poszlo, a moja mama zawsze mi mowi, ze w tyg. wydaje tyle i tyle i zeby oszczedzac". ja sie na prawde staralam, nie kupowalam zadnych bzdur itd... i tu jest to bledne kolo... moj facet jak mu o tym powiedzialam to stwierdzil, ze przesadzam, przeciez nie mamy zyc o chlebie i wodzie, a skoro trzeba cos kupic to trzeba, kazdy inaczej prowadzi wydatki. w sumie ma racje, ale ja mam cos takiego, ze ciagle porownuje to co robie do tego co mama... pogmatwalam troche...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj jeszcze miałem kłótnię ze starym, ale tym razem nie dałem sobie sprzedać poczucia winy i wyrzutów sumienia i czuję się z tym dobrze. Warto stawiać na swoim, choć nieraz trzeba się liczyć z cierpieniem bliskich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Michal, Inez, znacie ksiazke " Toksyczni rodzice"? Przeczytajcie, polecam:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Toksyczni rodzice - toksyczne wychowanie - toksyczne dzieci.

A dla amatorów dobrego kina polecam ,,PRĘGI" z Żebrowskim i

Grochowską. To coś o toksycznym wychowaniu w wyniku którego

powstaje nerwica.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Toksyczni rodzice - toksyczne wychowanie - toksyczne dzieci.

:shock: ile w tym prawdy :shock:

 

Czytam Wasze posty i dech zapiera :shock:

 

Moi rodzice nie zauważali mojej nieobecności nawet jak mnie dwa tygodnie nie było. Ojciec? Cóż, gwałcił mnie jak byłam dzieckiem i w mojej głowie zrodziło się przekonanie, że tak powinno być i to normalne. Matka? Wiedziała o tym i sprawiła mi lanie jak kiedyś przyłapała "nas" na bara bara.

Chyba jednak wolę mój przypadek :?

Od 12 roku życia robię co chcę. Mój ojciec jedyny akcent jaki wniósł w moje życie to wybór szkoły po podstawówce i kierunków studiów. Pewnie dlatego, że nigdy nie miałam problemów z nauką w przeciwieństwie do mojej siostry, która ledwo ledwo ukończyła zawodówkę. Pomimo tego tatuś ją pocieszał, tulił, wspierał. Więc pomyślałam, że penie jestem brzydsza od siostry i zaczęłam się odchudzać. Tak przeżyłam 10 lat anoreksji. Tatuś przelał na mnie swoje niespełnione ambicje więc i z mojej pasji życiowej zrezygnowałam - zawodowo trenowałam siatkówkę. Nie ma sprawy. Tatuś miał ciężkie życie ze swoją matką - tyranem, ofiara drugiej wojny światowej więc tłukł mnie i wyzywał od najgorszych (debil, dziwka, kurwa, żałuję że żyjesz....). Nie ma sprawy. W końcu tatuś ma zawsze rację. Nie raz sugerował mi żebym się zabiła, więc pierwsza próba, druga, piata... Nie ma sprawy. Za każdym razem, gdy lądowałam w szpitalu (notabene setki razy) tatuś wypisywał mnie na żądanie na następny - góra - dzień. Nie ma sprawy. Tatuś ma rację. W końcu wylądowałam w szpitalu psychiatrycznym to się mnie wyparł, wydziedziczył. W psychiatrycznym zrobili mi pranie mózgu. Wracając, nie miałam pewności czy mam dokąd bo byłam przekonana, że zamki do drzwi będą wymienione. Ale nie były. Nie wiem do dzisiaj co się stało, ale właściwie nie chcę tego wiedzieć. Najważniejsze, że pokutują za te lata do dzisiaj. I jest tak, że czasem zastanawiam się, czy ja przypadkiem nie śnię...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

niesamowite, masz racje - dech zapiera :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie chodzi mi o porównywanie. Szczerze, ja jak czytałam o Was to pomyślałam dokładnie tak jak Ty: ja to miałam różowo. Bo co jak co, ale miałam mnóstwo swobody, do wszystkiego dochodziłam sama bez przeszkód, wszystkiego w życiu spróbowałam, nikt mi nie wybierał znajomych, chłopaków... Owszem, jest to również skrajność ale nie wyobrażam sobie, gdyby rodzice kontrolowali każdy mój krok czy ruch. Dla mnie TO wydaje się być koszmarem!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no wlasnie, kazdy kij ma dwa konce... ale powiem szczezre bethi, ze cie podziwiam. przezylas tyle nieprzyjemnosci, tyle cierpienia i bólu, ale jestes. silniejsza, madrzejsza i napewno piekniejsza niz ci sie wydaje (wewnetrznie i zewnetrznie).

masz wole walki, w koncu tyle prob samobojczych, ale wrocilas do zywych. mysle, ze chcec zycia w tobie jest i wlasnie to spowoduje, ze kiedys wyjdziesz zupelnie na prosta...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

fragment piosenki "opowiem wam jej historię" zespołu Łzy

Nie doszukuj się złych morałów w tej historii,

Na jej zakończenie jest wiele teorii.

Dostała nową szansę, choć chciała być w Niebie,

Co będzie dalej, zależy od ciebie.

Dla mnie zakończenie jest pełne nadziei,

Ona się zmieniła, jej ojciec się zmienił

I napisze ostatnie zdanie w swym zeszycie

"Mogło mnie tu nie być choć tak kocham życie!".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Takie skrajne traktowanie dziecka przez ojca moze doprowadzic do sytuacji jaka zdazyla sie mojemu przyjacielowi kilkansscie lat temu.

Otoz on mial ojca ktory karal go niemal za wszystko, w zasadzie "kochany" ojciec wychodzil z zasady ze mozliwosc unikniecia kary jest nagroda, przyjaciel ten zawsze sie bardzo dobrze uczyl (znaczy mial dobre oceny, ze strachu przed nieobliczlnym ojcem) raz zdazylo mu sie dostac dwuje (wtedy jesscze miernych nie bylo) to tak sie bal o tym powiedziec ze prawdopodobnie mial probe samobojcza, wyladowal tez z jakimis potwornymi tikami nerwowymi u psychiatry czy tez psychologa i taki byl konice skrajnie opresyjnego wychowania

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×