Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Blue blue ribbon

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie!

Od razu przejdę do rzeczy: moim problemem jest to, że przez pewne fobie, lęki, skrajną nieśmiałość i inne dolegliwości natury psychicznej zmarnowałam kilka lat życia, porzuciłam studia, poszłam na następne, które też porzuciłam, pracowałam ok. roku, ale umowa skończyła mi się kilka miesięcy temu i teraz nie robię nic. Siedzę w domu i nie mam ani pracy, ani wykształcenia, ani przyjaciół. Pracy szukam, problemem jest to, że ciężko jest mi znaleźć cokolwiek, ponieważ mieszkam w takim miejscu, gdzie są problemy z dojazdem, poza tym, boję się, że sobie nie poradzę (już miałam takie sytuację, gdzie przestraszyłam się i uciekłam) i już od tygodnia nie wysłałam nigdzie CV.

 

Problem polega na tym, że nie wiem jak wytłumaczyć swój zmarnowany start w dorosłość przed potencjalnym pracodawcom, a co gorsza przed rodziną, która pyta co robię, czym się zajmuję, kim jestem, co planuję. A ja zwyczajnie NIE WIEM, nie mam bladego pojęcia co robić w życiu, jak zdobędę pieniądze oczywiście chciałabym się uczyć, ale nie mam pomysłu na siebie. Zawsze pokładano we mnie większe nadzieje, bo sprawiam wrażenie mądrej i ogarniętej, a wcale tak nie jest. Czuję się jak aktorka czasem, zachowuję jak zupełnie inna osoba. Nikomu by chyba do głowy nie przyszło co we mnie siedzi..

Nie będę się tłumaczyć lękami, bo nikt tego nie zrozumie, a już na pewno nie moja rodzina.

Potrafię nawiązać zażyłe znajomości i nawiązywałam tez sporo, ale zawsze kontakt się urywał z mojej winy, głównie dlatego, że wstydziłam się siebie, tego, że jestem nikim, do głosu dochodziły lęki i chęć ucieczki i wycofywania się. nie wiem teraz jak nawiązać nowe znajomości i wyjść z domu, bo co ja mogę o sobie powiedzieć, czuję się zagubiona i wyjęta poza nawias, ktoś może powiedzieć o sobie "jestem pielęgniarką" ktoś " jestem księgową", "jestem ratownikiem", "zajmuję się tym i tamtym" a ja nie wiem kim jestem, siedzę w domu i uciekam w marzenia, których mam już pomału dość, nie wystarcza mi to...

Życie i kontakty międzyludzkie.. to wszystko wydaje mi się teraz takie irracjonalne.. co ja mam robić? :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

eh, bałem się tu zajrzeć...nie mam żadnej rady, mam ten sam problem Samobojstwo.gif

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na początku musisz wybaczyć sobie to co w twoim życiu zaszło. Potem musisz przestać patrzeć do tyłu a zacząć do przodu. Czy musisz się komukolwiek tłumaczyć? Myślę że nie. Po prostu wcześniejsze studia i praca nie spełniły twoich oczekiwań - masz nadzieje że ta o którą się starasz je spełni. Rozmowa o pracę o to nie rozmowa z psychoterapeutą nie musisz się do wszystkiego przyznawać i wszystko tłumaczyć. Nie mówię żebyś specjalnie kłamała ale nie mów wszystkiego - nie skupiaj się na sobie tylko na pracy. Powiedz czemu chcesz tą pracę i czemu uważasz że będziesz dobrym pracownikiem a nie czemu wcześniej coś nie poszło tak jak powinno.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Masz ogromne poczucie winy,tkwisz w przeszlosci to Cie niszczy .Jak napisano powyzej wybaczyc sobie to bardzo trudne sama doskonale wiem pracuje nad tym na terapii.Nie obwiniaj siebie za chorobe to absurd stalo sie juz ,wazne ze chcesz z tym cos robic starasz sie ,przeszlosc istnieje tylko wtedy kiedy jej na to pozwolisz .Naucz sie zyc TU i TEraz doceniac siebie z pewnoscia jest mnostwo rzeczy ktore potrafisz zrobic i cechy charakteru pozytywne wypisz je na kartce wszystko co zauwazylas w sobie pozytywnego i co dnia dopisuj cos nowego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Blue blue ribbon, mam identyczny problem co Ty. Wstydzę się swojej przeszłości(i teraźniejszości) zarówno przed potencjalnymi pracodawcami jak i znajomymi i dalszą rodziną bo najlbliższa to jakoś zaakceptowała a przynajmniej tego nie okazuje że se to życie tak zmarnowałem. To jest jeden z głównych powodów tego że nie szukam pracy i olałem większość dawnych znajomych i dalsza rodzinę, wydaję mi się że przy większości ludzi jestem nikim i nie mam zamiaru z nimi utrzymywać relacji. Już samo spotkanie przypadkowe z kimś powiedzmy ze szkoły czy dalszej rodziny to dla mnie ogromny stres i poczucie wstydu i unikam tego jak ognia. Tylko z ludźmi poznanymi na forum się czasem spotykam bo jakoś mniej się wtedy wstydzę i myślę że są bardziej wyrozumiali.

 

Blue blue ribbon, Ty jeszcze jesteś pewnie młoda( i możesz sporo zmienić, a ja już grubo po 30-ce jestem i wymagania społeczne jak i pracodawców są wtedy większe, moje wieloletnie dziury na rynku pracy( i tak cv trochę podkoloryzowałem) też pewnie odstraszają.

Zawsze pokładano we mnie większe nadzieje, bo sprawiam wrażenie mądrej i ogarniętej, a wcale tak nie jest.

mam a może miałem identycznie, też wielu myślało kiedyś że będzie ze mnie "ktoś" a dziś ci którzy olewali szkołę i sprawiali ogromne problemy wychowawcze postawili własne domy i mają rodziny a ja nawet auta i dziewczyny nie mam.

 

A co masz robić, może psychoterapia by pomogła albo jakieś leki stymulujące, albo osoby które Cie dostymulują, musisz działać szybko póki nie będzie za późno tak jak w moim wypadku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
eh, bałem się tu zajrzeć...nie mam żadnej rady, mam ten sam problem Samobojstwo.gif

j/w

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, dziękuję Wam bardzo za odpowiedzi.

Teoretycznie wiem co może mi pomóc, ale gorzej wykonać ;)

Bardzo jest mi ciężko pozbyć się poczucia winy i wstydu, zwłaszcza, gdy pojawiają się komentarze bliskich pt. "myślałam, że jesteś bardziej ambitna" i ten zawód w głosie brrr

 

Mam 23 lata i ostatnie urodziny skończyły się na tym, że przygotowana niespodzianka (czyli przyjęcie z tortem i ogromnym "23") doprowadziły mnie do rezygnacji i smutku, bo poczułam się nikim, czas zleciał, a ja nie osiągnęłam nic do tej pory, to smutne...

 

Blue blue ribbonA co masz robić, może psychoterapia by pomogła albo jakieś leki stymulujące, albo osoby które Cie dostymulują, musisz działać szybko póki nie będzie za późno tak jak w moim wypadku.

Właśnie tego się obawiam, czas leci, będzie tylko gorzej, jeżeli dalej tak będę postępować. choć teoretycznie mówią, że nigdy nie jest za późno. ;)

 

Na ostatniej rozmowie o pracę poszło mi całkiem nieźle, oczywiście pytanie o pracę i lukę w CV (od lipca nie pracuję) się pojawiło, ale jakoś się wykręciłam, że niby wtedy studiowałam i nie byłam dyspozycyjna bla bla, jaaasne ;)

Mimo, że poszło mi dobrze i nawet udało mi się wykonać pewne zadanie, za które mnie pochwalono - do tej pory nikt nie zadzwonił, więc następna klapa z pracą, a byłam już tak zadowolona, że może coś się ruszy :-|

 

Na świątecznym spotkaniu z rodziną oczywiście padło pytanie, które zawsze jeży mi włos na głowie i którego wyczekiwałam jak ataku bombowego przez większość tego dnia, czyli "a jak tam poszukiwanie pracy, co ty teraz robisz, uczysz się ? bla bla?" Też nie było najgorzej, jakoś wyluzowałam i nie było tak źle (dobrze, że to bliska rodzina i w miarę wyrozumiała).

 

Najgorzej jest porównywać swoje życie z życiem koleżanek ze szkoły, albo nawet kuzynek. Aż dziw bierze, ja żyję jakbym nie żyła :shock:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Blue blue ribbon. Jak przeczytałam twój cytat "myślałam że jesteś bardziej ambitna" to przeszłam deja vu. Ja kiedyś usłyszałam od ojca coś bardzo podobnego, " twoja siostra to była ambitna a Ty".. To straszne usłyszeć coś takiego od rodzica... A tym czasem, ja starałam się właśnie robić tak jak rodzice sobie tego życzą. I takim oto sposobem skończyłam licencjat, mimo iż po pierwszym roku czułam, że to nie do końca to co chce robić w życiu. Nie rzuciłam studiów bo bałam się ich reakcji. Kończę magisterkę, a nawet nie wiem, czy będę pracować w tym zawodzie. Przestaję się przejmować opinią rodziców.. Jeśli rodzic ocenia wartość człowieka, własnego dziecka po tym, czy skończyło studia czy nie to do dupy z takimi rodzicami. Nie, przejmuj się tym, że rzuciłaś studia, jeśli tylko masz na to ochotę to zacznij i trzeci raz. Szukaj pracy, zmieniaj ją, doświadczaj, masz do tego prawo, bo jak inaczej można znaleźć coś co nam się podoba jeśli tego nie doświadczymy? Tak samo ze studiami, wybieramy je, bo myślimy, ze nam będą odpowiadać, ale nie zawsze tak się dzieje. Rodzice często próbują spełniać własne ambicje rękami dziecka, manipulują, często w ten sposób je unieszczęśliwiając. Grunt, żeby przystanąć, zastanowić się co nam sprawia radość, i spróbować zrobić z tego źródło swojego dochodu :) a Opinia ludzi nie jest ważna, grunt, żebyśmy my byli szczęśliwi, nawet jeśli szczęście w życiu da nam bycie gospodynią domową,dobrą mamą, czy panią w kiosku. Bo na przykład stworzymy dom, pełen ciepłego ogniska domowego, albo zamiast burczenia przy wydawaniu reszty w kiosku, damy komuś dobre słowo, i uśmiech na resztę dnia:) Dla mnie na pewno ta Pani w kiosku będzie bardziej wartościowa niż naburmuszony, i arogancki profesor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

He doskonale Cię rozumiem i sama walczę z tymi demonami :C Ciężko wygrzebać się z tego poczucia, że się jest bezwartościowym, że tylu ludzi się zawiodło itp. Może warto zatkać uczy i nie słuchać tych wszystkich "życzliwych" słów? Mi jest ciężko, więc wiem, że to męka okropna, jak budowanie od początku swojej wartości, ale z tych elementów, które my uważamy za pewne. Mój ojciec wierzył we mnie przez całe życie, co doprowadziło do tego, że robiłam wszystko pod niego, aby był zadowolony. Odhaczałam kolejne punkty w jego planie na moją przyszłość, ale kiedy przyszło do problemów to usłyszałam, że go zawiodłam i nie szanuje jego pracy (włożonej w moje wykształcenie). Boli jak cholera, ale wiem, że ważne jest co sama o sobie myślę, a nie inni. Wiara w siebie jest najważniejsza :c

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Teraz już nic nie ukrywam, mam na wszystko wywalone. Jak mnie jacyś dawni znajomi lub sąsiedzi pytają co robię w życiu, gdzie pracuję, blablabla to odpowiadam, że nic nie robię i nigdzie nie pracuję. Wtedy pojawia się pytanie dlaczego? Następnie pojawia się moja odpowiedź 'bo nie chcę'. Po chwili kolejne pytanie 'no to co takiego robisz całe dnie?' oraz kolejna moja odpowiedź 'nie twój interes' i po temacie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo chciałabym mieć gdzieś opinię innych. To mój problem, bardzo przejmuję się tym, co inni powiedzą, a nawet sobie o mnie pomyślą, a jak pomyślą źle to mi niedobrze. Bierze się to chyba z tego, że byłam wyśmiewana w dzieciństwie i jestem teraz bardzo przewrażliwiona na własnym punkcie :-| Często mam wrażenie, że ludzie się ze mnie śmieją, albo mnie obgadują, choć prawdopodobnie wcale tak nie jest. No i to całe wpajanie od małego, że trzeba się zachowywać tak i tak, bo co ludzie powiedzą :roll:

 

Teraz już nic nie ukrywam, mam na wszystko wywalone. Jak mnie jacyś dawni znajomi lub sąsiedzi pytają co robię w życiu, gdzie pracuję, blablabla to odpowiadam, że nic nie robię i nigdzie nie pracuję. Wtedy pojawia się pytanie dlaczego? Następnie pojawia się moja odpowiedź 'bo nie chcę'. Po chwili kolejne pytanie 'no to co takiego robisz całe dnie?' oraz kolejna moja odpowiedź 'nie twój interes' i po temacie.

Może kiedyś w końcu dojdę do takiego etapu, jak na razie pytania o moje życie doprowadzają do wewnętrznej paniki.

Grunt to się przełamać, mówić jak jest i nie koloryzować, tylko nie wiem jak

 

Moi rodzice i rodzina nie uważają, że moją wartość kształtuje to jakie mam wykształcenie itd. po prostu daje się odczuć zawód, a najbardziej to chyba ja się na sobie zawiodłam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Bardzo chciałabym mieć gdzieś opinię innych. To mój problem, bardzo przejmuję się tym, co inni powiedzą, a nawet sobie o mnie pomyślą, a jak pomyślą źle to mi niedobrze. Bierze się to chyba z tego, że byłam wyśmiewana w dzieciństwie i jestem teraz bardzo przewrażliwiona na własnym punkcie :-| Często mam wrażenie, że ludzie się ze mnie śmieją, albo mnie obgadują, choć prawdopodobnie wcale tak nie jest. No i to całe wpajanie od małego, że trzeba się zachowywać tak i tak, bo co ludzie powiedzą :roll:

Doskonale Cię rozumiem. Też przejmuję się tym co inni pomyślą bądź powiedzą na mój temat oraz jak zareagują. KAŻDY człowiek ma tak samo w pewnym stopniu, może Tobie opowiadać, że to po nim spływa ale wiesz mi, że tak nie jest. Problemem jest to, że my przeżywamy to w większym stopniu. Ja również byłem wyśmiewany bardzo często w dzieciństwie. To jest tylko wrażenie, to nie dzieje się na prawdę. Po prostu musisz zmienić swój sposób myślenia. Nie zrobisz tego od tak, na to potrzeba czasu, wielu przemyśleń, przetrawienia, prób. Dodam, że robię to od około roku, jest bardzo ciężko ale efekty widać.

 

Może kiedyś w końcu dojdę do takiego etapu, jak na razie pytania o moje życie doprowadzają do wewnętrznej paniki.

Grunt to się przełamać, mówić jak jest i nie koloryzować, tylko nie wiem jak

 

Moi rodzice i rodzina nie uważają, że moją wartość kształtuje to jakie mam wykształcenie itd. po prostu daje się odczuć zawód, a najbardziej to chyba ja się na sobie zawiodłam.

 

Wiele zależy od tego z jaką osobą rozmawiasz. Pytania o pracę nie są w gruncie rzeczy takie straszne ponieważ można z ich wybrnąć na parę sposobów. Gorzej jest jak ktoś zapyta o dziewczynę.

Olej swoich rodziców tak jak ja to zrobiłem. Jak osoby, które kompletnie nic nie osiągnęły w życiu, osoby, które w bardzo wielkim stopniu odpowiadają za to kim obecnie jestem, osoby, które całe życie mówiły, że jestem do niczego mogą czegoś teraz ode mnie wymagać? Niech mnie w dupę pocałują. Tak samo ci wszyscy sąsiedzi oraz dawni znajomi, którzy mają szczerze mnie gdzieś, a pytania zadają tylko aby samemu się dowartościować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

mysle ze albo zakladasz "było mineło" i idziesz do przodu by nie tracic nastepnych lat, albo siedzisz stoisz w jednym pukncie i nadal zyjesz przeszłoscia a latka leca 5-10-15 mi niedlugo rocznica 10 strzeli :D:D

 

[videoyoutube=I7Pl9vevoGc][/videoyoutube]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

hobbyturysta, Ja właśnie ciągle 'siedzę w tym samym miejscu' ale to wynika z wielu różnych powodów (m.in. moje ograniczenia, brak pracy, brak pieniędzy, brak celów, brak marzeń). Po prostu nie wiem gdzie miałbym się spieszyć, co miałbym robić, nie biorę udziału w żadnym wyścigu. Ja jestem tutaj, a świat pędzi obok. Paradoksalnie jest mi z tym nie najgorzej, chyba, że czasami najdzie mnie faza na użalanie. Możemy powiedzieć, że wegetuję. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja mam 27-28 lat (pocieszenie dla autorki tematu, mam 5 lat dłuzszy staz w tkwienia w martwym punkcie) tez brak studiow poza 3 probami , brak zawodu wykształcenia etc etc.

Mnóstwo czasu mi zleciało na medytacji w łóżku :) i chlaniu melanżowaniu ( bardziej melinowaniu, zulowaniu :) ), teraz nie pije od stycznia i nie uwazam ze wielce jest lepiej czy tez bardziej ogarniety jestem, jedynie co to otworzyłem oczy mam swiadomosc tego ( dlatego nadal uwazam ze chlanie jest lepsze bo przynajmniej czas miło i wesoło leci, no i wiem dlaczego tyle pilem) i wiem ze nie mam szans na konkurowanie z rówiesnikami czyli posiadanie znajomych pracy zakladaniu rodziny etc etc, wiec odpuszczam , poddaje sie , akceptuje swoj los, w rok nie nadrobie 10 lat czy tam całego zycia, co ma byc to bedzie choć nie mam zamiaru sie jeszcze bardziej cofac w rozwoju i znowu uchlewac jak niedopita swinia, mysle ze trzeba małymi kroczkami do przodu i przestac myslec o rowiesnikach (choc zalu zawisci i zazdrosci mam bardzo duzo w serduszku).

Zawsze mozna probowac , pomyslcie o osobach co wychodza z kryminalu i maja 40-50 lat :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

hobbyturysta, Ja mam 21 lat. Powiedz mi co rozumiesz przez określenie 'trwanie w martwym punkcie'? Co takiego musiałoby się wydarzyć abyś w nim nie tkwił? Co takiego chciałbyś robić, a nie możesz? Jeżeli nie możesz to dlaczego, a jeżeli możesz to dlaczego tego nie robisz? Czy chodzi tylko o takie 3 kwestie jak: dziewczyna, praca, znajomi? Czy to jest Twoim punktem odniesienia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

monooso, martwy punkt to chyba ciagle myslenie o przeszlosci , niemozliwosc niechec pogodzenia sie z tym, zaczecie nowego zycia i nowego pozytywnego trybu myslenia :)

Zeby w nim przestac tkwic musze zaczac zyc, czyli odmienic swoj tok myslenia zaczac wychodzic do ludzi, zaakceptowac sam siebie !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Też przejmuję się tym co inni pomyślą bądź powiedzą na mój temat oraz jak zareagują. KAŻDY człowiek ma tak samo w pewnym stopniu, może Tobie opowiadać, że to po nim spływa ale wiesz mi, że tak nie jest. Problemem jest to, że my przeżywamy to w większym stopniu.

Właśnie wszystko zależy od podejścia do tego. Pracowałam z dziewczyną, która na serio miała gdzieś co pomyślą sobie inni i w gruncie rzeczy przejęłam wtedy od niej taki sposób reagowania na 'przesympatycznych' klientów i ludzi w pracy, szkoda, że już z nią nie przebywam :-|

Pogodna i wesoła, nawet jeżeli się wewnątrz przejmowała to po minucie od zdarzenia i tak już zajmowała się czymś innym, żartowała i śmiała się z tego wszystkiego. To też metoda.

 

Wiele zależy od tego z jaką osobą rozmawiasz. Pytania o pracę nie są w gruncie rzeczy takie straszne ponieważ można z ich wybrnąć na parę sposobów. Gorzej jest jak ktoś zapyta o dziewczynę.

Dla mnie pytania o prace są gorsze. Zawsze miałam gdzieś relacje z facetami, bo się mną nie interesowali, zresztą ja i moje ucieczkowe podejście bardzo w tym pomagały, zawsze myślałam raczej o zajęciu dla siebie, pracy, o tym, co będę robić w przyszłości, a jeżeli chodzi o sprawy związkowe to totalna hibernacja. Od dawna powtarzałam rodzinie, że nie chce nikogo, a moją ulubioną kwestią było "nigdy nie wyjdę za mąż :P " I bardzo dobrze mi z tym było, czułam się dumnie :mrgreen: Teraz mi to powiewa, niby chciałabym mieć kogoś, ale nie byle kogo, byle mieć, raczej przeżyć coś fajnego, jak się nie zakocham i nie stracę dla nikogo głowy to nie mam zamiaru się tym przejmować i na siłę szukać. Zwłaszcza, że nie potrafię postępować z facetami a teraz, kiedy wzięłam się za siebie i zrobiłam trochę atrakcyjna ich spojrzenia i zaczepki tylko wprawiają mnie w zakłopotanie...nie wiem co oni sobie wyobrażają w tych główkach, ale dziwne to dla mnie. Jak się było pasztetem w szkole to teraz ciężko ogarnąć jakieś głupie zaloty

 

 

Ja jestem tutaj, a świat pędzi obok. Paradoksalnie jest mi z tym nie najgorzej, chyba, że czasami najdzie mnie faza na użalanie. Możemy powiedzieć, że wegetuję. :D

Mi czasem też jest niby dobrze tak wegetować, ale tak na prawdę, w głębi wiem, że marnuję życie

 

Zawsze mozna probowac , pomyslcie o osobach co wychodza z kryminalu i maja 40-50 lat :)

Też czasem pocieszam się tym, że ktoś ma gorzej

 

Mam nadzieję, że za 5 lat będę gdzie indziej

w sumie jak patrzę na siebie sprzed pięciu lat to po prostu żałosna byłam :lol:

I tak duży postęp

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Postep najwazniejszy :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
a ostatniej rozmowie o pracę poszło mi całkiem nieźle, oczywiście pytanie o pracę i lukę w CV (od lipca nie pracuję) się pojawiło, ale jakoś się wykręciłam, że niby wtedy studiowałam i nie byłam dyspozycyjna bla bla, jaaasne ;)
ale mi luka ;) pół roku to nic zwłaszcza w tak młodym wieku, przecież w Polsce w wieku 20-25 pracuje wg statystyk 20 parę procent osób. Ja mam dużo większe luki( i tak poskracane z 2,5 roku na 1,5 n.p ) a w ciągu ostatnich 3 lat, nieco ponad pół roku przepracowałem, no ale nie ma się czym chwalić.

Najgorzej jest porównywać swoje życie z życiem koleżanek ze szkoły, albo nawet kuzynek. Aż dziw bierze, ja żyję jakbym nie żyła :shock:

dlatego nie warto porównywać, ja zerwałem z nimi wszystkimi kontakty dawno temu, nie jeżdżę na żadne uroczystości rodzinne, a znajomych ze szkoły omijam szerokim łukiem.

 

A co do tego że zawiodłem rodziców to wiem że tak jest, ale oni mi tego nie powiedzą ojciec jest zbyt skryty a matka wszystko zwala na fatalną sytuację społeczno- ekonomiczną w Polsce. A jak mieszkałem za granicą to na to że wykorzystują tam Polaków jako tanią siłę roboczą, zawsze potrafiła obronić swojego synka, chociaż czasem mi wstyd że musi takie rzeczy wymyślać i sama w nie wierzy zamiast spojrzeć prawdzie w oczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

hobbyturysta, W takim razie wychodzi na to, że dla ciebie martwy punkt to brak kontaktów z innymi osobami. Przecież od kontaktów z innymi ludźmi nie jest uzależnione Twoje wyjście z domu. Ja sam codziennie wychodzę na samotne spacery i bardzo miło spędzam ten czas. Również jestem w martwym punkcie ale dodam, że wcale nie myślę o przeszłości. OK, dopiero niedawno zacząłem nad nią rozmyślać ale całkowicie umyślnie w celu jej analizy. Wcześniej o niej kompletnie nie myślałem i też byłem w tym martwym punkcie. Martwy punkt jest nie podejmowaniem jakichkolwiek działań z powodu swoich ograniczeń oraz braku celów życiowych. Głównym powodem jest to, że sam nie wiesz czego chcesz, przynajmniej w moim przypadku. Wcale nie musisz budować swojego życia na związkach, wypadach na miasto ze znajomymi lub wielkiej karierze.

 

Właśnie wszystko zależy od podejścia do tego. Pracowałam z dziewczyną, która na serio miała gdzieś co pomyślą sobie inni i w gruncie rzeczy przejęłam wtedy od niej taki sposób reagowania na 'przesympatycznych' klientów i ludzi w pracy, szkoda, że już z nią nie przebywam :-|

Pogodna i wesoła, nawet jeżeli się wewnątrz przejmowała to po minucie od zdarzenia i tak już zajmowała się czymś innym, żartowała i śmiała się z tego wszystkiego. To też metoda.

To tylko tak wygląda z zewnątrz. Niektórzy potrafią po prostu cholernie dobrze grać. Poza tym aby coś Ciebie dotknęło to musisz mieć jakiś kompleks. Musisz czegoś się wstydzić. Jeżeli nic nie ukrywasz to nic Cię nie dotknie. Może akurat tamtą dziewczynę inne kwestie dotykają, ma inne słabe punkty, które stara się ukryć.

 

Dla mnie pytania o prace są gorsze. Zawsze miałam gdzieś relacje z facetami, bo się mną nie interesowali, zresztą ja i moje ucieczkowe podejście bardzo w tym pomagały, zawsze myślałam raczej o zajęciu dla siebie, pracy, o tym, co będę robić w przyszłości, a jeżeli chodzi o sprawy związkowe to totalna hibernacja.

Co takiego dla Ciebie jest wstydliwego w braku tymczasowo pracy?

 

Mi czasem też jest niby dobrze tak wegetować, ale tak na prawdę, w głębi wiem, że marnuję życie

Jeżeli KOMPLETNIE nic nie robisz to owszem, marnujesz. Życie to ciągły rozwój.

 

Mam nadzieję, że za 5 lat będę gdzie indziej

w sumie jak patrzę na siebie sprzed pięciu lat to po prostu żałosna byłam :lol:

I tak duży postęp

Życzę tego Tobie jak i sobie chociaż 5 lat to trochę za długo, dla siebie daję maksymalnie 2 lata na zmianę pewnych reakcji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja nie ogarniam jak osoba dwudziestokilkoletnia moze twierdzic ze przegrala zycie... przeciez w tym wieku mozna jeszcze wszystko zmienic i nie widze nic zlego w rzucieniu studiow czy pracy - to zaden krok w tyl a czasami wrecz przeciwnie! jesli obecny stan komus nie odpowiada to trwaniem w nim jest najzwyczajniej bezcelowe

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ja nie ogarniam jak osoba dwudziestokilkoletnia moze twierdzic ze przegrala zycie... przeciez w tym wieku mozna jeszcze wszystko zmienic i nie widze nic zlego w rzucieniu studiow czy pracy - to zaden krok w tyl a czasami wrecz przeciwnie! jesli obecny stan komus nie odpowiada to trwaniem w nim jest najzwyczajniej bezcelowe

niby tak, ale ja w wieku dwudziestukilku lat myślałem tak jak autorka tego wątku i stało się to samospełniającym się proroctwem dziś jestem sporo po 30-ce i rzeczywiście przegrałem życie choć pewnie jeszcze coś można by było zmienić ale już się nie chcę bo za późno- tak przynajmniej myślę. Im szybciej się zacznie zmiany tym lepiej, tym większa szansa na sukces i mniejszy żal za straconym czasem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Co takiego dla Ciebie jest wstydliwego w braku tymczasowo pracy?

To, że jestem bezużyteczna. Czuję się jak pasożyt, rodzice mnie utrzymują i w ogóle głupio mi z tego powodu. Nie wiem kim ja w sumie jestem.

Wiem, że niby pomagam i coś robię, ale nie założyłam rodziny, więc nie ma, że zajmuję się domem i opiekuję dziećmi (chociaż się opiekuję, bo mam rodzeństwo dużo młodsze) Co z tego, że sprzątam, gotuję, remontuję, odbieram ze szkoły... przecież w tych czasach to jest nic, poza tym takie życie mnie nie satysfakcjonuje, mimo to, boje się zmian.

 

Jeżeli KOMPLETNIE nic się nie robisz to owszem, marnujesz. Życie to ciągły rozwój.

Dużo osób tego nie rozumie, ja "zmarnowałam 4 lata" taaaa, gdybym wiedziała te kilka lat temu to, co wiem teraz

 

ale mi luka ;) pół roku to nic zwłaszcza w tak młodym wieku, przecież w Polsce w wieku 20-25 pracuje wg statystyk 20 parę procent osób. Ja mam dużo większe luki( i tak poskracane z 2,5 roku na 1,5 n.p ) a w ciągu ostatnich 3 lat, nieco ponad pół roku przepracowałem, no ale nie ma się czym chwalić.

No luka jest i zawsze mnie o nią pytają, jak mówię, że szukałam pracy od tego czasu, to sama słyszę jak to brzmi. wychodzę na nieudacznika.

 

ja nie ogarniam jak osoba dwudziestokilkoletnia moze twierdzic ze przegrala zycie...

nie twierdze, że je przegrałam, tylko po prostu zagmatwałam swój start w dorosłość

 

 

 

A co do tego że zawiodłem rodziców to wiem że tak jest, ale oni mi tego nie powiedzą ojciec jest zbyt skryty a matka wszystko zwala na fatalną sytuację społeczno- ekonomiczną w Polsce. A jak mieszkałem za granicą to na to że wykorzystują tam Polaków jako tanią siłę roboczą, zawsze potrafiła obronić swojego synka, chociaż czasem mi wstyd że musi takie rzeczy wymyślać i sama w nie wierzy zamiast spojrzeć prawdzie w oczy.

Mój tato tak mnie tłumaczy :lol: "ach ta p*** Polska" "w tym chorym kraju to nic nie ma" bla bla

Mama jest delikatna, pyta tylko czasem czy nikt nie dzwonił z zaproszeniem na rozmowę i jak tam.

Najbardziej ta cała sytuacja dotyka mnie, bo jak już pisałam głupio mi i wstyd, poza tym bez kasy nic nie mogę robić, a mam pewne plany i chciałabym parę rzeczy zrobić :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

serio nie chce mi sie przekonywac ale wydajesz sie calkiem ogarnietym typem i wielu watkach widac jak na dloni ze costam wiesz masz poglady ktore potrafisz poprzec argumentami itd. a to ze tam z kasa nie jakos super nie znaczy ze przegrales

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×