Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
( Dean )^2

Hipernadwrażliwość na odrzucenie

Rekomendowane odpowiedzi

Hej;)

Dawno nie zatruwałem forum wyziewami z mojej toksycznej psychiki,więc już najwyższy czas....:P

 

 

Temat-pytanie bo jak widzę na tym forum jest dużo osób które w zdrowy sposób radzą sobie z relacjami,zwiazkami,etc. Licze mocno na wasze porady.

Mój problem,w telegraficznym skrócie,żeby dało się to czytać...

Mam mega-hiper-super problem z odrzuceniem,w relacjach z ludzmi w ogóle,z kobietami w szczególności.Czuję się BARDZOmocno zraniony każdą sytuacją w której np. dziewczyna która mi sie podoba nie jest dla mnie na wyłączność..np tańczy z kimś innym albo patrzy na innego faceta często.Strasznie boję się że mnie zrani,zrezygnuje ze mnie,co powoduje że staję się sztywny,naburmuszony i nie przystępny>.Nie umiem utrzymać dystansu,byś może za szybko i za mocno się angażuje,nie wiem.....Koniec końców psuje relacje nawet z dziewczynami którę są bardzo pozytywnie do mnie nastawione..

 

Szczególnie kieruje to pytanie do osób z doświadczeniem:P

 

Jak mam do tego podejsc?Do relacji z kobietami żeby nie czuć się tak odrzucony?Czy mam to akceptować z uśmiechem że dziewczyna z która tańcze i która daje mi wyraźne sygnały że się jej podobam,często zerka też na innego faceta,że dziewczyny dużo kombinują,grają na wiele frontów:P.

Jakie nastawienie mam przyjąć,jak mam podejść do tego wszystkiego,na ile to ja mam zryty beret a na ile moje zachowanie jest "zdrowe" tylko akurat dana dziewczyna lubi grać na kilka frontów?

Jak wy sobie z tym radzicie bo na pewno nie jestem jedyną osobą na świecie która ma taki problem,dużo osób musi sobie jakoś z tym radzić i radzą sobie.Potrafią albo zaakceptować to albo nie wiem,mają dużo opcji i grają na wielu frontach....

Poradzicie coś...co mógłbym zastosować w praktyce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

cześć to co piszesz to jest zazdrość

 

-- So mar 01, 2014 4:55 pm --

 

ja jestem bardzo zazdrosna o mojego męża a mimo to jesteśmy 26 lat razem .Z uczuciem zazdrości trzeba sobie radzić . przekonać sie to że druga osoba spojrzy sie na kogoś innego tonic sie nie dzieje strasznego .Zaborcza zazdrość jest uciązliwa ,ale niektórzy mają to w naturze .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo Ci dziekuję za odpowiedź:)

 

Wiem że to zazdrość tyle że ja trochę nie mam prawa być zazdrosny.Nie rozumiem jak inni faceci sobie z tym radzą że kobiety które ''podrywają'' dają szanse wielu facetom,zerkają w róznych kierunkach.Wiem,najlepiej sie ustawić i takie tam,ale mimo wszystko ma to dla mnie znamiona oszustwa.

 

Fajnie że jesteś zazdrosna o męża mimo że jesteście 26 lat razem,chciałbym żeby moja ewentualna żona kiedyś tez tak była ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dean trzeba umiec to rozgraniczyc. Jak napisales, czasami wyobraznia nam podsuwa rozne obrazy ktorych nie ma, ale nam sie wydaje.

Pierwsza sytuacja to taka jak spotykasz pierwszy raz dziewczyne, Ty jestes wolny ona jest wolna, wiec jezeli ona tanczy z Toba i strzela oczami na sale, itd to ma prawo. To jest Twoje zadanie zeby ją zainteresowac, na tym polega podryw. W takiej sutuacji coz, musisz zaplusowac, to normalne ze kobiety/dziewczyny szukaja facetow bo jak nie ten to inny ;) Takze dziewczyny lubia przewaznie czuc na sobie meskie spojrzenia niekoniecznie zaraz zeby sie wszystkimi zainteresowac ale na zasadzie puszenia: o ten sie gapi, tamten sie gapi jestem atrakcyjna... :mrgreen: Jak dopiero zawierasz znajomsoc z dziewczyna to Ty sie nie przejmuj ze ona strzela oczami itd. Zazwyczaj nie ma tak ze ktos na kogos spojrzy i juz milosc do konca zycia usłana rozami. Musisz to w sobie przelamac, powiedziec ona ma prawo tak robic bo jest WOLNA, ja tez - i dac na luz :) Nie podchodz do tego tak ze nie jestes atrakcyjny, bo nie kazdy musi sobie pasowac. Kobiety tez lubia "silnych facetow" w sensie, ze nie kontroluja ich i nie przylepiaja sie do nich na kazdym kroku (to juz w zwiazku). Jezeli osoba nie kocha dostatecznie itd, to predzej czy pozniej zdradzi, bedac w zwiazku na to nie masz wpływu. I tego nie przewidzisz, ale tez nie mozna tak myslec, ze jak juz dziewczyna patrzy, zamruga na kogos to juz podrywa. Ja jestem w dlugoletnim zwiazku i tez czasami popatrze a nawet powiem ze fajny facet i mojemu mezowi to nie przeszkadza, bo wie ze to tylko slowa tak samo jak widze, jakis przedmiot tez skomentuje ze fajny ale nie mam ochoty go kupic...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dean, powiem Ci ze mam to samo. Nie potrafie zapanowac nad tymi negatywnymi emocjami ktore sie we mnie budza. Ta sztywnosc i blokady wszystko psują .. zamiast czerpac radosc z czyjejs obecnosci zadreczam sie. Dotyczy to przede wszystkim osob na ktorych w jakis sposob mi zalezy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przede wszystkim musisz zacząć inaczej patrzeć NA SIEBIE. Tak, ja wiem, że to trudne, ale moje podejście zmieniło się w chwili kiedy na terapii zaczęliśmy pracować nad moją samooceną rozdrabniając na kawałki moje relacje ze wszystkimi dookoła. Okazało się, że moje wyuczone reakcje były pożal się boże reakcjami obronnymi na zasadzie agresji albo panicznej samoobrony opartej na chęci pokazania wszystkim dookoła, że goowno mnie to wszystko obchodzi, że macie mnie w doopie, podczas kiedy tak naprawdę się we mnie gotowało z bólu i wściekłości. Z takim też zamiarem poszłam na terapię, żeby gość zrobił mi odpowiednie pranie mózgu, wyprał z emocji, żeby każde kolejne odrzucenie było jak wylanie fusów z kawy do kibla i spuszczenie wody. Ale nie da się tego zrobić kiedy pozwala się sobie wmawiać, że to wszystko moja wina, to ja jestem zła, beznadziejna, to ja zawsze zawalam. Tak mnie nauczyła mamusia, siostra i ja taką postawę uznałam za naturalną. Nie wiem jaka jest przyczyna u Ciebie, bo za mało napisałeś. Ja też nie wiedziałam, nawet nie przypuszczałam, że samoocena może mieć tak gigantyczny wpływ na postrzeganie odrzucenia. Teraz nawet nie ma w moim słowniku słowa "odrzucenie", bo na zimno potrafię przyjrzeć się osobie, która postanowiła kopnąć mnie w tyłek wmawiając mi, że to moja wina. Jeżeli ktoś tak mówi, to to nie jest mój problem, to on ma problemy emocjonalne, nie ja, bo wina ZAWSZE jest obustronna. Co ciekawe dopóki nie zaczęłam pracować nad postrzeganiem siebie trafiałam właśnie na takich pustych baranów. Na terapii zastanawiałam się jak podejść do sprawy z moim kolegą z pracy, przerażona byłam tym, że kiedy wróci z kursu będę musiała nadal z nim pracować i ze strachem odliczałam dni do mojej kolejnej klęski, czyli stanięcia oko w oko z przeszłością. Bolało mnie jak diabli, że zostałam oceniona tak, a nie inaczej, całkowicie niezgodnie z prawdą. A co się stało? Wrócił, a po mnie to spłynęło i spływa dalej. Miałam chwile okropnej złości, że ktoś kto nie włożył minimalnego wysiłku w poznanie drugiego człowieka przypina mu jakąś tam łatkę, ale szybko doprowadziłam się pionu stwierdzając, że to koorva nie mój problem, że ktoś jest płytkim, pozbawionym emocji osłem (haha, a to ja miałam być tą aspołeczną socjopatką :mrgreen: ). Mam teraz mega satysfakcję kiedy męczy się niesamowicie widząc jak jego osoba nie robi na mnie żadnego wrażenia, pewnie myślał, że pogra sobie ze mną w kotka i myszkę metodą kija i marchewki. No nic z tego, dla mnie to tylko człowiek, z którym pracuję i to wszystko. Co ciekawe od momentu kiedy zaczęłam nad sobą pracować wszystko w tej sferze mojego życia, jak i wielu innych zaczęło się układać pomyślnie ;) Zamiast więc siedzieć na forum i gdybać nad magicznymi sposobami olewania odrzucenia migiem udaj się na dobrą terapię, bo kluczem nie jest brak emocji wobec odrzucenia, ale trafianie na właściwe osoby i brak odrzuceń. Nie twierdzę, że teraz w moim życiu wszystko będzie układać się jak z płatka, ale nawet jeśli coś pójdzie nie tak nie pozwolę sobie zrzucić na siebie poczucia winy. Będzie bolało na 100%, bo zawsze boli no nie ma bata, ale teraz przynajmniej widzę swoje realne błędy, z których wniosek będzie można wykorzystać, a nie pozwalam przyjąć na swoje barki ciężaru "to twoja wina, bo jesteś taka czy taka". To naturalne, że rozstanie boli zwłaszcza kiedy z tą osobą było nam dobrze. To jednak dobry ból, który zamyka za nami jakiś fajny rozdział, ale zawsze otwiera następny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MalaMi, wyglada na to, ze te same stany moga powodowac rozne przyczyny. Z tego co rozumiem, u Ciebie wszystko wywodzi sie z niskiej samooceny? U mnie jest wrecz przeciwnie, wszystko sie bierze ze zbyt wysokiej.. i ze swiadomosci ze wszystko co kocham kiedys strace, wiec nie warto kochac, lepiej na starcie odrzucić. Ale gdy juz jakims emocjom uda sie przebic i zdam sobie z nich sprawe, dopada mnie lęk, ze to sie skonczy bo komus nie zalezy .. i reszte rzeczy dopowiadam se w glowie dzielac wlos na czworo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

entliczekpentliczek, a nie zależy komuś bo? Bo masz za wysoką samoocenę? Przeczytaj co napisałeś jeszcze raz, a znajdziesz odpowiedź na swoje pytanie. Jeszcze nie spotkałam człowieka, który z powodu za wysokiej samooceny obawiał się odrzucenia. Może usiłujesz sam siebie przekonać, że jesteś zajefajny właśnie dlatego, że myślisz, że nie jesteś? Na Twoje dywagacje mam tylko jedną odpowiedź: gdyby człowiek wiedział, że się przewróci to by się zawczasu położył. Też kiedyś zakładałam, jeszcze całkiem niedawno, że przecież to wszystko nie ma sensu, bo i tak się skończy, po co próbować i potem znów się zbierać? Ale nie wiesz jak dana historia się skończy. Dokładnie robiłam jak Ty, sama doprowadzałam do końca żeby mieć to z głowy i zacząć się zbierać. Ale logiczne jest, że jeśli nie będziesz się starać i dbać o relację to ona się skończy, proste jak konstrukcja cepa :lol: Z takim podejściem nie masz co startować do kogokolwiek, bo faktycznie nie wróży to żadnej przyszłości. Żeby coś dostać trzeba coś z siebie dać, no chyba że wolisz zakompleksioną, do granic możliwości zazdrosną dziewczynę, która ze strachu i przerażenia będzie się kurczowo ciebie trzymać, robić wszystko żeby cię nie stracić. Ale taka relacja również nie da ci satysfakcji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Totalnie zle mnie odbierasz. Jest w tym dziale dluuuugi i nudny watek ktory zalozylem z pytaniem co zrobic aby czuc prawdziwie - jak znajdziesz czas i ochote to zerknij tam, bo nie potrafie tego strescic ;)

 

Lęk przed odrzuceniem miesza sie ze zbyt wysokim mniemaniem o sobie.. powstaje paradoks o ktorym piszesz. Terapeuta dosc dlugo walkowal mnie pod tym kątem i stwierdzil z cala pewnoscia (oczywiscie moze sie mylic, ale jak na razie wszystko sie zgadza), ze nie mam niskiej samooceny, a wrecz przeciwnie. Ludzie o takiej postawie z obawy przed tym ze swiat sie dowie ze moze nie sa najlepsi we wszystkim nie podejmuja prob i sie odcinaja. Niby niska samoocena, ale jednak wynika z czego innego .. chyba? ;)

 

-- 03 mar 2014, 10:48 --

 

Tzn mi sie tez wydawalo ze mam niska samoocene i z tym miedzy innymi sie zglosilem po pomoc do psycholga. Ale w efekcie spotkan zaczelo wychodzic cos zupelnie innego ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Od zawsze odkąd pamiętam, mam spory lęk przed odrzuceniem i dotyczy to wszystkich relacji międzyludzkich. Od zawsze odrzucam z góry, zanim zostanę odrzucony. Nigdy nie odzywałem się do rówieśników jeśli nie musiałem, a jeśli ktoś do mnie zagada, to staram się jak najszybciej przerwać rozmowę i odejść. Nawet boję się tylko podejść do kogoś lub usiąść w pobliżu kogoś bez odzywania się, że mi powie, że mnie nie chce i żebym sobie poszedł. Odrzucanie z góry jest jednym z elementów mojej dziwacznej osobowości, nie dokonuję tego na siłę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzę że jedyna opcja żeby przetrawać psychicznie takie zerkanie,to samemu zerkać w wielu kierunkach.Nie rozumiem czemu ja tak nie umiem i od razu koncentruje się tylko na jednej osobie.

 

Widzę nawet że dziewczyny ''lubią'' być zazdrosne i lubią facetów którzy podrywają wiele dziewczyn.Szkoda że ja taki nie jestem..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na krótką metę takie pogrywanie (w tym przypadku w zazdrość, jak piszesz) może i być zabawne, ale zastanów się, czy chciał byś prowadzić jakieś gierki i na nich budować związek? Bo jeśli jest szansa że Ty tego nie chcesz, to jest też szansa, że są osoby płci przeciwnej które myślą podobnie i też tego nie chcą.. ? ;)

 

Jak wspominałem mam podobny problem, zwłaszcza gdy mi zależy na kimś (a rzadko mi na kimś zależy). Tydzień temu otworzyłem się przed nią, powiedziałem że jej chcę .. i dostałem kosza, pomimo ze 3 tyg. wcześniej to ona mnie chciała. Powiedziałem więc wczoraj, że nie chcę tego kontynuować, bo nie radzę sobie z ta sytuacją. Efekt był taki że dziś sama zadzwoniła ... bo poczuła się odrzucona i niepewna moich uczuć, pomimo że wczoraj powiedziała, że nie czuje nic do mnie, poza przyjaźnią. Dla mnie są to właśnie takie gierki, których chyba nie chcę kontynuować... chyba ... bo wciąż nie potrafię pogodzić się z tym odrzuceniem i szukam okruchów dzięki którym będę miał nadzieję, że może nie wszystko stracone, pomimo że przecież jest stracone.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż masz racje ale jeśli kobiety tego chcą,jeśli lubią takich facetów to co poradzisz...?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

My se możemy dywagować, bo zaden z nas nie jest kobieta i ciezko sobie wyobrazic jak mysla kobiety ;) Z reszta kazda kobieta jest inna pomimo ze niby wszystkie sa takie same :roll: Jednak dzieki terapii i pracy nad soba (krotkiej bo krotkiej, ale jednak) wiem, ze to nie ma sensu i nie da sie na tym zbudowac niczego trwalego. Bo jesli wywolasz w kims zazdrosc i zasiejesz niepewnosc, to owszem, staniesz sie towarem duzo bardziej porzadanym, ale tylko na chwile - no bo co sie stanie gdy wszystko wroci do normy? Zastanowiles sie nad tym? Chyba ze chcial bys udawac caly czas - pytanie czy potrafisz i czy chcesz budowac cos na swojej nieszczerosci?

 

To jest proste - albo ktos Cie chce, albo nie. Nie zmusisz nikogo do zmiany uczuc. Ja to wiem, ale teraz staram sie tego nauczyc i to poczuc, jako ze sam mam wielki problem z zaakceptowaniem odrzucenia. Sam stosuje jakies dziwne wywieranie presji, szantaż czy inne glupoty nad ktorymi nie panuje, dopiero po krotkim czasie łapie sie na tym co robie. To bardzo niedojrzale ..

 

Trzeba przelknac strate i zyc dalej. Jeszcze nie wiem jak, ale stram sie ..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie zas lek przed odrzuceniem datuje sie od poczatku mojego istnienia.

Byc moze jest to prosta wypadkowa faktu, iz zaraz po urodzeniu porzucila mnie wlasna matka. I mam to wryte gleboko w podswiadomosc.

Niemowle instynktownie czuje, ze zostalo opuszczone - tym bardziej, iz jego przetrwanie zalezy od tej wlasnie najblizszej osoby.

Potem bylo odrzucenie w grupie rowiesniczej. Zepchniecie do pozycji outsidera gdzie wlasciwie czulam sie bezpiecznie bo z kims takim nikt sie nie zadaje wiec ani dobrego ani zlego nie doswiadczy.

Obawiam sie, ze tak mi juz zostanie i taka moja uroda. Terapie, swiadomosc tego co sie ze mna dzieje - moga zadzialac na zasadzie bufora ale nie beda w stanie usunac problemu calkowicie.

Na dzien dzisiejszy nie przejmuje sie juz wszystkimi osobami w moim zyciu - tylko tymi najwazniejszymi (kiedys obawialam sie odrzucenia, porzucenia i skrzywdzenia niemal z kazdej strony i od kazdej osoby z ktora sie zetknelam, bez wzgledu na jej znaczenie w moim zyciu).

Wlasnie w obecnym czasie mam okazje skonfrontowac sie ze swoimi lekami.

Jestem w czasowej rozlace z mom partnerem (tak, juz partnerem) i pomimo kontaktu (dzwoni do mnie kiedy tylko moze, jest na drugim koncu swiata wiec nie wymagam akrobacji) czuje ogromny psychiczny i fizyczny dyskomfort. Moze nawet lek, wkrecam sobie scenariusze (o ktorych z gory wiem, ze sa bez sensu). Boli mnie zoladek, odczuwam niepokoj.

Pisalam zreszta o tym na innym topiku.

Ale ogolnie - jak mi na czyms czy na kims zalezalo (moze to byc grupa ludzi, do ktorej chce przylaczyc) to mialam obawy ze gdy dostrzega moja omylnosc, moje slabosci - to mnie odrzuca.

Chyba wciaz gdzies w glebi duszy takie przekonanie mam. Mimo to od dawna juz bnie udaje kogos kim nie jestem, nie kokietuje, nie kryguje sie, nie probuje zdobyc przychylnosci. Ergo - nie manipuluje, bo i tak bywalo.

Zazdrosna nie jestem. Tzn moze odrobine ale musialoby mi bardzo zalezec na kims i ta osoba tez musialaby dac mi powody.

Moi obydwoje eks dawali mi cale mnostwo powodow do zazdrosci ale ja zazdrosna nie bylam wogole. Pewnie dlatego, ze mi naprawde nie zalezalo.

Natomiast ci, na ktorych mi bardzo zalezalo nie dali i nie daja mi powodow zadnych, byli i sa w porzadku. Raptem dwie osoby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×