Skocz do zawartości
Nerwica.com

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?


LINA

Rekomendowane odpowiedzi

:great: amandia nie martw sie ja tam sie nie obrazam masz racje wiem ze jestem gorszy w domu tez nie moga ze mna wytrzymac ale to wszystko przez ten strach dobrze ze mam was przynajmniej nie chcecie mnie sluchac ale za to mnie rozumiecie bo kto nerwicy nie ma ten tego nie zrozumie chyba nigdy :yeah:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niepotrzebnie się chwaliłem ostatnio, jak mi dobrze. Piski w uszach ostatnio doprowadzają mnie do szału. Dodatkowo mam tak spięty kark i mięśnie pleców, że oszleć idzie. Oczywiście doszły także uciski głowy. W poniedziałek poszedłem do neurologa, babeczka zbadała odruchy (wszystko w porządku), zleciła RTG odcinka szyjnego i USG Doppler tętnic szyjnych. RTG zrobione, mam umiarkowane zmiany zwyrodnieniowe i tworzące się zwapnienia. Ehhh kurde, dopiero 27 lat mi stuknęło w kwietniu, a kręgosłup zryty. Niby coś ćwiczę, ruszam się, ale jednak praca biurowa daje znać o sobie, siedzenie 8 godzin przed kompem nie sprzyja mojemu zdrowiu. USG mam dopiero 8 listopada, zatem wizytę kontrolną z wynikami za miesiąc, bo wcześniej miejsc nie było. Może się zwolnią jakimś cudem. Pisk w uchu najabrdziej uciążliwy jest, rzecz jasna, wieczorem. Poza tym zrobiłem się tak czuły na różne dźwięki, że właściwie momentami nie wiem czy piszczy mi w uchu, czy to pyrkająca lampka w pracy, bądź włączony stary telewizor kineskopwy. Nie wpadłem wszak w szajbę i nie wyobrażam sobie najgorszego, aczkolwiek jestem już zmęczony, tak bardzo zmęczony :(

 

Cześć Tukaszwili. "Miło" Cię znowu czytać. Dawno Cię tu nie było, choć wiem, że wizyta na tym forum nie oznacza niczego dobrego. Ja pisków w uszach też się nie pozbyłem. 5 grudnia mam TK głowy. Laryngolog twierdzi, że od laryngologicznie nic mi nie jest. Wróciłem więc do neurologa, a ten dał skierowanie na TK. Dopplera zrobiłem prywatnie przed wizytą. Ale oczywiście tętnice szyjne mam w porządku. Przepływy są niskooporowe. O kręgosłupie jeszcze nie myślałem i jest to jedna z niewielu części mojego ciała której jeszcze nie badałem. A chyba zacznę, bo też mam pracę siedzącą i też ślęczę przed kompem. W przyszłym tygodniu idę do endokrynologa, bo mimo brania euthyroxu TSH mam nadal za wysokie. No i planuję zrobić w listopadzie następne badania na wątrobę, bo ostatnio ALAT miałem sporo przekroczony. Jak więc widzicie nadal łażę po lekarzach i wydaję na nich sporo pieniędzy. Jak większość hipochondryków zresztą. Mimo diagnozy o nerwicy nadal nie mogę uwierzyć, że tylko ona jest źródłem moich kłopotów. Jak większość hipochondryków zresztą. Wiem że jestem chory na bardzo ciężką chorobę, tylko lekarze jej nie potrafią zdiagnozować i tracę cenny czas na leczenie nerwicy, kiedy powinienem leczyć np. SM. Jak większość hipochondryków zresztą. A jeszcze rok temu byłem wesołym, cieszącym się z życia facetem. . . . .

Od tygodnia boli mnie ręka w nadgarstku. Pewnie przeciążyłem. Ale już się boję, że to coś poważnego i już kombinuję że może RTG by się przydało. Też jestem zmęczony Tukaszwili. Pozdro dla wszystkich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A w ogóle, to od wczoraj napisaliście chyba z pięć stron w tym temacie. Nie czytam całego forum, a tylko kilka wątków, ale przypuszczam, że ten akurat wątek jest jednym z aktywniejszych. Co zresztą wcale powodem do radości nie jest.

Anyway, Nefretis - jesteś zdrowa. To znaczy fizycznie. Wiem doskonale że myślisz inaczej, ale to Twój mózg gra przeciw Tobie. Co do leków, to u mnie paroksetyna zadziałała po pięciu tygodniach. A o pierwszych dwóch tygodniach zażywania leku nie chcę pamiętać, bo myślałem że umieram. Ale potem było lepiej. Więc wiedz, że przyjdą lepsze dni i trzymaj się tej myśli. Wszyscy się trzymajcie. Do jutra.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

teksas ma rację - cierpliwość w przypadku ssri i podobnych to podstawa, a na początku nawet się człowiekowi pogarsza więc ma ochotę rzucić to wszystko w cholerę. Trzeba wytrzymać, najczęściej dochodzi jednak do poprawy, w różnym stopniu, ale dochodzi. Te ankiety na forum są obciążone błędem, bo na forum częściej głosują ci, którym leki nie pomagają i dlatego tu są. A mimo to ankiety są na korzyść leków, a taka Mirtazapina ma całkiem niezły wynik.

nefretis - bierz leki i czekaj minimum 4 tyg. a czasem trzeba dac lekowi i więcej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej Teksas bracie w niedoli. Dzięki za słowa otuchy. Dziś w nocy dwie pobudki, jedna po 3h snu - było mi gorąco jak cholera i pisk miałem wrażenie, że się zwiększył. Zacząłem więc spokojnie oddychać i starać się opanować skołatane nerwy. Pomogło. Druga pobudka jakieś 1,5 później, tym razem było mi zimno, pisk jakby lżejszy. Rano nawet mi sie jeść nie chciało, mimo że wczoraj przebiegłem 6 kilometrów, tak pod wieczór. W trakcie biegu czułem się doskonale, żadnego bólu głowy, żadnych pisków. Wróciłem, rozpocząłem rozciąganie i nagle zdałem sobie sprawę, że jednak w uchu mi coś piszczy. Zacząłem się nakręcać, rozważać wszystkie najgorsze choroby głowy. Mam świadomość faktu, że mój kręgosłup jest zryty, mięśnie karku spięte, zwyrodnienia na kręgach, ogólnie kicha, co niewątpliwie wpływa na funkcjonowanie organizmu. Mimo wszystko i tak wciąż doszukuję się najgorszego. Wiem, że psychikę mam w stanie opłakanym, że wystarczy mały bodziec, aby rozpętała się we łbie wojna, ale świadomość nie idzie w parze ze zdrowym rozsądkiem. Jak zawsze. Oczywiście tak jak w poprzednich rzutach nerwicy całą swoją uwagę skupiam na jednym problemie, czyli mam wrażenie, że moim życiem kieruje teraz ucho. Lewe ucho. Kiedy wkręcałem sobie raka jelita, to cały czas byłem sfokusowany na prawej, dolnej części mojego brzucha, bowiem nerwica przekonywała mnie, że tam umiejscowił się guz. Wiadomo, bo prawej są rzadziej spotykane i bardziej niebezpieczne. Siedzę teraz w robocie, przed kompem, czuję lekki ból głowy, radio jest włączone, lampy chodzą, okno otwarte, więc w nawet nie wiem, czy ten pisk teraz funkcjonuje. Natomiast, jeśli choć na chwilę robi się ciszej... od razu nasłuchuję. A czy Ty Teksasie piski masz non stop?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja zwariuje z tym przeziebieniem. kaszel mam juz mniejszy ale w nocy taka kluche w gardle mialam i rano jakas wydzieline odkrztuszalam. W tamtym tygodniu tak samo to wygladalo kaszel krtaniowy potem ta klucha i mi calkowicie przeszlo. A teraz od nowa. Nie wyjde z tego przeziebienia czy co.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tukaszwili ja mam bardzo cichutki pisk w prawym uchu . zauważyłem to w 2008, gdy miałem większy rzut nerwicy. Obecnie słyszę go tylko jak zatkam ucho. Są dni , że wydaje mi sie, że jest on glosniejszy, chyba jak jestem zmęczony lub w większym stresie, A może to mieć więc coś wspólnego z ciśnieniem, a może napięciem mięśni szyi i karku, które mam spięte jak cholera jasna. Nie wiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej Wam towarzysze niedoli

Piszecie o piskach w uszach i że sie tym denerwujecie. U mnie to stały objaw ale inne objawy go stłumiły, w sensie jest - ale olewam to.

To piszczenie z róznym nasileniem towarzyszy mi od wieluuu miesięcy, czasami jest szum. Ile to razy pytałam moich bliskich co tak piszczy. Porównuję do pisku w rurach, albo stare telewizory tak piszczały. Dość wysoka częstotliwość, ale nie zawsze...

Moja teoria jest następująca: (oczywiscie były lęki o nadcisnienie, ba nawet jakieś guzy i nie wiem co jeszcze) ale myslę, że to od spięcia. Wy może go tak bardzo nie odczuwacie? ja mam napiecie non stop. Szyja, barki, kark, podbródek, szczęki. I to od początku nerwicy, ten pieprzony ścisk i napiecie trzyma mnie tyle lat nawet gdy byłam niby zdrowa (np. wiosna tego roku - spięcie i piski były nadal).

Ja ten pisk mam codziennie, czasem muszę się wsłuchac ale jest...najbardziej wieczorem.

 

Teksas ja mysle tak jak Ty, co ja do cholery robię? Poszłam na łatwizne i leczę sobie nerwice, a powinnam leczyć (...) i tu pojawia się kilka chorób, których nazwy codziennie przeplatają się ze sobą, bo juz nie wiem co mam - ale na pewno coś.

Z drugiej str. wiem, że hipochondria wyzwala realne objawy chorób i jest typowe myslenie : mam tajemniczą, niezdiagnozowaną chorobę, która wkrótce się wyłoni!!! I ta myśl niszczy, zabiera całą energię, chęc zycia, działania, cieszenia się.

Poczekaj z tym RTG nadgarstka...nie chcę znowu mówić, ze ja też to miałam, bo wychodzi że miałam wszystko:)) ale naprawdę - miałam wiele tyg ból nadgarstka, w sumie nie boli 2 dni. Przeciążenie, psychika? nie wiem. W sumie to juz boję się mówić, ze coś mnie nie boli, bo to mści się na mnie w postaci nawrotu objawu;)

 

Pholler dla mnie najgorszym objawem obecnie jest suchośc w ustach i rzekomy brak śliny (ale jednak ją mam, moze mniej).

Niestety żadne techniki autoperswazji nie działają - dlatego Duże nadzieje pokładam w tym leku - no zobaczymy.

 

Tukaszkwili ooo, dolna prawa część brzucha to moje hobby, co prawda górna prawa też ale dolna...macanie tam, wyczuwalny guz (jelito?), czytanie o rakach tam (rzadkie więc straszne) no a potem Crohn bo tam sie umiejscawia. W 2014 i 2015 to był moj jedyny temat tu.

Ja tam bólami głowy sie dotąd nie przejmowałam, bo wiem, ze ogromny procent z nich to bóle napięciowe, nerwobóle, głowa moze bolec od wszystkiego i najczesciej to banalne sprawy itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesli chodzi o prawą dolną czesc brzucha, to ja sie zawsze boje wyrostka :( A ktoregos dni, bolalo mnie tam z godzine, i juz mialam wizje szpitala i operacji. Ale jakos przeszlo.

Za to czytalam, że tam jelito cienkie przechodzi w grube, i czesto po prostu cos zalega czy cos, i tworzą sie takie niegrozne bóle.

 

Ja dzisiaj postanowilam wczesniej wstac (ale niestety nie moglam w nocy zasnąć), efekt jest wiec taki że mam totalne zmeczenie i sennosc. Najgorsze, ze to zmeczenie jest takze fizyczne.

Mentalne jest chociaz zrozumiale (bo z niewyspania), ale jak cos zaczynam robic fizyczne, to zaraz czuje jakbym miala zadyszke. Ehhh, no i tak to wyglada.

Chcialabym w koncu normalnie spac. Klasc sie, zasypiac, i spac jak kamien do rana... :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nerwa ja też dziś spałam okropnie, 20 pobudek, przed zasnieciem kotłowanina, żadna pozycja nie była dobra. Czuję sie podobnie dlatego tak do 13:00 nie robię nic bo męczę się okropnie, kręci sie w łowie, zadyszka...odkurzanie konczy się waleniem serca i leżeniem w rozpaczy. Zwykle koło 13 mi mija.

Nerwa wyrostka bałam się jako wczesna nastolatka, ale to okropnie. Potem dowiedziałam sie że to przejscie jelita cienkiego w grube atakuje Crohn więc...masakra. Są w YT masaże tego miejsca i to bardzo pomaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nefretis, dobrze, że bierzesz lek. Też go kiedyś miałam przepisanego, ale nasilał mi mdłości (albo tak mi się wydawało) więc brałam go AŻ 3 dni i odstawiłam. Co do dochodzenia przyczyn - wiesz, mój terapeuta twierdził, że ok, są ważne bo cos wyzwoliły, ale to 10% problemu, a pozostałe 90% to nasze wyuczone reakcje. Ludzie wierzą, że jak latami będą chodzili na terapię i nagle zaskoczą co to wywołało to objawy im miną - ano nie miną, bo mamy zakodowany schemat reagowania. Dla mnie to ma sens, bo przeszłam kiedyś terapię, z hipnozą, doszłam do przyczyn - jak miałam 5 lat, byliśmy na wsi, złapaliśmy wirusa. Moja mama wymiotowała i zemdlała, a ja byłam pewna, że nie żyje. A wizja śmierci mojej mamy to mój najgorszy lęk. I tak mi się to połączyło. Brzmi logicznie, prawda? Ale czy pomogło mi to w zwalczeniu lęku? Wcale. Może to i teoria spiskowa, ale wiele nurtów psychoterapeutycznych jest nastawione na lata babrania się w przeszłości, uzależnieniu pacjenta od terapeuty itp, zamiast skupiać się na Tu i TERAZ. Ja wiem, że my wszyscy kochamy rozpamiętywać przeszłość, ale jak nie zmieni się codziennych schematów postępowania to choćbyś miała certyfikat co wywołało nerwicę to i tak będziesz ją mieć nadal. Mi dopiero terapia z takim podejściem pomogła i poprawiła mój komfort życia o dobrych 80%.

 

Też miałam ostatnio fazę na wyrostek :) a potem na zapalenie nerek :) wiecie, przy tym i przy tym można rzygać, więc choroby idealne dla mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lula30, a ja z kolei mialam wlasnie troche odwrotne doswiadczenia (z tą zmianą wyuczonych rekacji).

Tzn. np. takie podejscie poznawczo - behawioralne zaklada, że lęk (np. to byla agorafobia wtedy, w moim przypadku), jest w pewnym momencie reakcja wyuczona i nawet jak poznamy przyczyny, dlaczego to powstalo, to ten lęk i tak będzie, bo musimy się go behawioralnie oduczyc (bo reagujemy jak pies pawlowa - market = lęk i panika). I trzeba ćwiczyć, żeby sie oduczyc.

No i ja tak kiedys robilam, i bylo troche lepiej, ale nagle np. w ciagu 2 dni wszystko wrocilo. I od nowa tzw. "odwrazliwianie".

A z kolei dla odmiany, jak poszlam na psychodynamiczną, i w ogole nei skupialam sie na objawie i reakcji (ani na przelamywaniu jej) to z czasem (w sumie ze zdziwieniem) zauwazylam - hej, ja już nie odczuwam tego lęku, ja CHCE wsiasc do autobusu i jechac sama przez cale miasto. I tak tez zrobilam, i mialam spokoj - wlasnie z 8 lat.

Wiec w moim przypadku takie odkrycie przyczyn, emocji itd. wlsnie spowodowalo calkowity zanik objawow, bez koniecznosci przygladania się objawom samym w sobie i zmieniania samej sytuacji lękowej.

 

No chyba, ze chodzi Ci o zmiane reakcji - ale takich wewnetrznych. Tzn. juz lecąc nurtem psychodynamicznym - np. ktos odczuwa zlosc, ale sie jej boi, wiec tlumi ją i potem ma lęki i agorafobie. I teraz po pierwsze, trzeba sie dowiedziec, ze faktycznie ma takie tendencje (a to mozna zrobic wlasnie z omawiania dawnych doswiadczen - bo przewaznie takie schematy powstaja w dziecinstwie), a potem trzeba sie nauczyc, zeby odczuwac tą złość i sie jej nie bac. I faktycznie robic to - zwracac uwage na swoje emocje itd. (czy tam inne sprawy, w zaleznosci co komu dolega).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lula oczywiscie zgadzam się.

Moim zd. poznanie przyczyny jest bardzo wazne bo jakgdyby usprawiedliwia nerwicę i upraszcza sprawę. A wtedy łatwiej jest wyciągnąć wniosek zeby nad nim popracować. No może zamieszałam trochę ale znowu mój umysł dopadła kolejna chora myśl, zaraz napiszę jaka.

Lula no rzeczywiście to zdarzenie, którego doswiadczyłąś jako dziecko jest wręcz pewnikiem czemu masz swoja nerwice. To musiało byc przerażające. A potem były juz wyuczone schematy, nieuswiadomione ale zakodowane ten jeden raz. Wymiotowanie=omdlenie, utrata kontroli=śmierć.

 

Lula moze Ty mi podpowiesz cos. Od kilku dni coś dzieje sie podczas jedzenia. Jaby zatyka się gardło, uczucie jak moment przed zachłyśnięciem. Panika, nie mogę jeść. Boję sie uduszenia, zachłysnięcia. Gardło i tam trochę dalej jest wrażliwe na najmniejszy kęs jedzenia. jem nerwowo, mocno sapię przy tym, boje się jeść:((

Dodam, ze jem bardzo nerwowo, uroiłam sobie totalny brak sliny dlatego się duszę. Ale ta slina jest bo inaczej musiałabym popijać a w zasadzie nie muszę...

Boże to cos nowego, do tego flegma głeboko w gardle i uczucie jakby mięsnie gardła i na poczatku przełyku nie pracowały. Nie chcę znowu szukać, bo wiem, ze przy chorobach neurolog. jest kłop[ot z przłykaniem Jezu, znowu coś:((

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nefretis, a ja wlasnie teraz czuje TEN glod i taką słabość. I w sumie od rana zjadlam troche platkow owsianych i capuccino. I teraz zmierzylam az cukier, i mam 94... w sumie nie wiem czy nie za mało. Z drugiej strony, duzo nie jadlam, wiec trudno zeby mi skoczyl jakos bardziej w gore...

Tak czy inaczej, w sumie przy takiej wartosci moglabym byc glodna, ale nie powinnam miec tego oslabienia od niskiej glukozy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nefretis, ja sobie kiedys uroilam klopoty z przelykaniem, i przez tydzien przechodzilam pieklo! Zjedzenie obiadu zajmowalo mi czasem 2h (bo jadlam po malutkim kawaleczku). Gardlo mialam caly czas tak napiete, ze czesto autentycznie krztusilam sie tym jedzeniem. Jadlam juz jakies zupki dla dzieci i obiady ze sloiczkow :)

Bylo to ewidentnie urojone, bo jak budzilam sie w srodku nocy, i cos na szybko bralam do jedzenia, to (w takim pol snie) nie mialam problemow z polykaniem jedzenia, jeszcze nie wlaczyl mi sie strach i kontrola, i wszystko dzialalo automatycznie (i sprawnie).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nerwa, no w sumie whatever works, no nie? Ważne, żeby każdy znalazł coś dla siebie, coś co pomaga i szedł tą drogą. Super, że wiesz, co działa na Ciebie i ja się cieszę, że odkryłam co działa na mnie, patrz jakie mamy szczęście :)

 

nefretis, tak, to zdarzenie wydaje się być w 1000% trafione. Zapomniałam dodać - w czasie hipnozy cofasz się do życia płodowego wręcz i takie tam, a moja mama jak była w ciąży to w 7 miesiącu powiedzieli jej, że dziecko nie żyje. Leżała na patologii w takim przeświadczeniu aż 3 dni dopóki inny lekarz nie powtórzył badania i nie okazało się, że tamci się pomylili. Potem przy porodzie dusiłam się pępowiną - i tu mógł pojawić się stres, bo odrzucenie, niezauważenie, uduszenie - wszystko wiąże się z rzyganiem, a moja fobia sprawiała, że wszyscy poświęcali mi maximum uwagi (choć ja jak już wspominałam dzieciństwo miałam boskie i kontakty z rodzicami mam najlepsze na świecie). - jak widać dużo składa się na to, że dziś jestem rzygofobem. Ja zawsze najbardziej boję się nocy, że obudzi mnie rzyganie i nie zdążę zareagować (nigdy mnie to nie spotkało), albo że nie będę wiedziała jak rzygać (zawsze się zastanawiam czy to już? czy powinnam wyjść z domu/wejść do sklepu? czy poznam ten moment? czy nie będzie za późno?) - nie rzygałam od 18 lat i średnio pamiętam jak to jest.

 

Te objawy gardłowo-przełykowe to jest STANDARD. Nie połączyło się to z braniem Mirty? Mirta działa na receptory histaminowe, tak jak Hydroxyzyna czy Aviomarin, dlatego wysusza śluzówkę i potrafi wywołać taki ścisk. Ja już przerabiałam wszystko: ślinotok, brak śliny, zaciśnięte gardło, wypluwanie jedzenia bo twierdziłam, że dalej nie pójdzie, zapominanie odruchu przełykania - no wszystko. Nie szukajK proszę, bo to TAK TYPOWY objaw że szkoda gadać :)

 

do tego flegma głeboko w gardle i uczucie jakby mięsnie gardła i na poczatku przełyku nie pracowały.

glubus histericus ;) ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lula30, dokladnie! dlatego są te rozne nurty, rozne techniki itd. Wszystko pomaga, tylko trzeba znalezc cos odpowiedniego dla siebie :great:

 

A powiem wam, ze mi rzyganie nie przeszkadza w ogole :) Tzn. tez nie przepadam - wiadomo. Ale np jak mam mdlosci przed terapia, to tylko sie ciesze, ze tam obok jest lazienka, to w razie co zdarze dobiec ;)

Ale balam sie kiedys jeszcze uduszenia językiem, w czasie snu :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nerwa ja tez jem zupki ze słoiczków haha. Tak uczucie gardła zacisniętego i ma też ból w okolicy tarczyca chyba, po prostu nisko gardło zacisnięte.

Do tego płytki oddech i jakby ciało obce w miejscu gdzie połykam, Boze

Nerwa Twoj cukier jest idealny. uwierz mi, mowi Ci to osoba, któa miala cukrzyce ciązowe 2 razy i ma obsesje nt. cukru:) Ja zawsze sie boje mierzyc po płatkach bo one powodują skoki. Ale ost. miałam też tak jak Ty

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nefretis, z tym zacisnietym gardlem (przy tarczycy i nizej) to ja mialam wlasnie w wakacje. Tak czulam jakbym cos miala w tym gardle i to jeszcze powodowalo dusznosci (tzn jakby mi ciezej bylo nabierac powietrze). Ja to troche tak czulam jak np przyloze sobie palec do gardla/tarczycy i lekko nacisne - to tak wlasnie czulam, tylko bez dotykania!

No a potem przeszlo ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lula uff juz zaczełam myslec o chorobach neur.

 

To ja też cos opowiem o moim życiu płodowym. Mama opowiadała mi, że kiedyś za komuny aborcja była raczej na porzadku dziennym, niestety ona wpadła na studiach i postanowiła, ze z róznych wzgl. usunie ciąze, bardzo namawiały ja koleżanki z roku i wo gole, więc poszła, dostała od gin. bardzo silne tabletki, które miały załatwic sprawę. Jej kolezanki robiły to non stop i zawsze "działało". Więc mama wzięła...po kilku tyg. miała zgłosic sie na kontrole na ew. czyszczenie itp.

"Niestety" zabieg się nie udał i oto jestem. Wiesz jaką miałam złosc gdy powiedziała mi to...bardzo przepraszała, płakała...ale jakie to ma znaczenie. Byc moze tak bardzo boję sie o swoje życie i stąd mam nerwice. Moja mama wie o tym wszystkim i odprawia modły za mnie...

Zresztą aby dojść do tej bolesnej prawdy, która była ukrywana przez rodziców wydarzyło sie cos dziwnego.

Poszłam do spowiedzi, powiedziałam o tych lękach o zdrowie, życie...a ksiądz na to "jest wysoce prawdopodobne, że byłas zagrożona w zyciu płodowym. Porozmawiaj z mamą..." Ja jej to powiedziałam a ona w płacz, histerię...

Boli mnie to strasznie i jestem bardzo prolife. Chciałabym działać w jakiejs organizacji antyabor. nie wiem, czuję, ze mam taką misję ale moje objawy mnie tłumią w każdej dziedzinie zycia.

 

Tak więc każdy etap zycia jest wazny, nie ma wydarzen nie bez znaczenia. Ta pieprzona nerwica ma swoj powód, ja czasami jednak mysle, ze mogłabym tego nie wiedzieć...haha przynajmniej ciesze sie że zyje ale co to za zycie, nieustanny lęk o nie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×