Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
PieceOfSoul

Czym jest szacunek? Konflikt z ojcem

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich serdecznie,

 

Jest to mój pierwszy post na tym forum. Już nie potrafię sam sobie dać rady z pewnymi sprawami i postanowiłem poprosić o radę ludzi którzy mają podobny problem lub znają się na temacie.

 

Zacznę od tego że mój ojciec jest niepijącym alkoholikiem. Zostałem poczęty jak pił ogromne ilości wódki, przestał po moim urodzeniu.

Odkąd pamiętam jest wobec mnie bardzo agresywny, chodząc do pierwszej klasy szkoły podstawowej dręczył mnie psychicznie prowadząc wielogodzinne rozmowy kiedy to ja słuchałem i nie odzywałem się. Krzyczał, bił, wyzywał od najgorszych. Za najmniejsze przewinienia. Wiadomo że jeśli zaczęło się to tak wcześnie to musiało zostawić duży ślad w mojej psychice.

 

Regularne awantury, krzyki, paniczny lęk przed ojcem miały miejsce przez wiele lat, pamiętam sytuację jak niszczył przedmioty w domu, rozwalał drzwi. Kiedyś nawet chwycił nóż i przyłożył sobie do szyi, cały się trząsł i krzyczał że się zabije. To wszystko powtarza się się praktycznie do dnia dzisiejszego. Z tym że mam 25 lat i pewnych rzeczy nie robi już tak często jak kiedyś. Wczoraj pamiętam jak zatrzasnął drzwi z mieszkania i powiedział że jak tam wejdziemy to już będzie wisiał. Ja już pogodziłem się z tym wszystkim, ale boję się o moją siostrę która teraz zaczyna gimnazjum oraz o matkę która musi na to wszystko patrzeć a jak się odezwie to ojciec "skupia" swoją agresje na niej.

 

Może teraz kilka słów o mnie, jestem bardzo wrażliwą osobą, od wielu lat borykam się z różnego rodzaju nerwicami, depresją, i czymś czego nie potrafię sprecyzować bo nie wiem czy moje zachowania można jakoś sklasyfikować.

 

Potrzebuję rady bo nie wiem co mam już o tym wszystkim myśleć. Kilka lat temu poprowadziłem z ojcem rozmowę w której wyrzuciłem z siebie swoje żale, powiedział wtedy że moja depresja jest spowodowana jego zachowaniem i obiecał mi że mnie z niej wyciągnie. Miałem wrażenie że wtedy coś w nim pękło, patrzył na mnie ze smutkiem, widziałem jak cierpi. Taka "przemiana" trwała kilka miesięcy, pomimo leczenia, pewne rzeczy się u mnie nie zmieniły. Zniknął smutek, zniknęły dziwne myśli, powoli odzyskiwałem jakąś sprawność psychiczną. Nie zmieniły się jednak zachowania, przyzwyczajenia, nie umiejętność w podejmowaniu decyzji, zawsze robiłem coś co mi szkodziło. Ale nigdy nie pakowałem się w alkohol, narkotyki, papierosy. Znajdowałem inne rzeczy które pozwalały mi żyć i dawały nadzieję.

 

Dzisiaj chciałbym Was zapytać, czym jest dla Was szacunek. Zawsze zarzucałem ojcu, że nie ma go w stosunku do mnie, że "menela" z ulicy jest w stanie lepiej potraktować niż własnego syna. Odpowiedzią było, że on mi nie będzie go okazywał, bo ja mu go nie okazuje ( ma na myśli to, że wielokrotnie trzeba mnie prosić abym coś zrobił, że ciężko mi się zabrać za pewne sprawy ) To jest dla niego definicja szacunku. Jak go pytam " a co kiedy miałem 12 lat ? " mówi że o przeszłości nie ma sensu rozmawiać jednocześnie wytykając mi błędy na przestrzeni mojego całego życia. Mój stosunek do pracy w domu jest taki a nie inny ze względu na to że ojciec zawsze robił awantury podczas pracy. Bo nie podobało mu się to, bo zrobiłem to źle, bo coś powiedział, a ja zrobiłem na odwrót. Nie mam chęci i motywacji do dalszej pracy jak przez lata nie zostawałem doceniony, mało tego, zawsze bardzo z tego powodu cierpiałem.

 

Powiem szczerze że mam już dość, zaczynam wracać do zdrowia a on swoim zachowaniem ciągle rzuca mi kłody pod nogi. Niestety podczas mojej choroby podjąłem kilka złych w skutkach decyzji i nie jestem w stanie się odciąć od tego. Mam spore długi, muszę najpierw je spłacił by myśleć co dalej. Od października wracam na studia, potem szkoła oficerska. Boje się że mimo ogromnej motywacji jaką w sobie mam by zrealizować marzenia przyjdzie moment kiedy psychicznie nie wytrzymam i znów moje życie straci sens, tego bym już ponownie nie przeżył.

 

Najmocniej Was przepraszam że piszę trochę chaotycznie, miejscami może i bez sensu ale jestem bardzo dzisiaj nerwowy i musiałem napisać to teraz. Jak bym odłożył na później to na pewno bym już tego nie zrobił.

 

Zapraszam do dyskusji, chętnie przeczytam wszystkie rady, opinie, nawet te dla mnie niekorzystne. Może rzeczywiście ja coś robię źle... a jeszcze o tym nie wiem. Jeśli chcecie o coś zapytać piszcie śmiało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

za co masz go szanować? za to że jest sku...lem który ci życie niszczy?

:evil:

 

pier...li stary dziad oby się twój i kój przekręcił na tamten świat

w cierpieniu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzisiaj usłyszałem że szacunek mam mu ukazywać za to że karmił mnie jak byłem mały, załatwiał szkołę, pomagał w różnych sytuacjach.

Że pomoc której u mnie nie ma jest brakiem dla niego szacunku i należy się mu jak "psu buda"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na szacunek trzeba sobie zapracować, nie dostaje się go tylko z tego powodu, że jest się ojcem. Trzeba być Tatą...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Na szacunek trzeba sobie zapracować, nie dostaje się go tylko z tego powodu, że jest się ojcem. Trzeba być Tatą...

Dokładnie. To samo myślę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

PieceOfSoul, mialam bardzo podobne dziecinstwo do Twojego. Ja do dzis nie okazuje szacunku ojcu. Powiedzialam mu kiedys, ze on mnie nie nauczyl jak okazywac szacunek, więc nie powinien miec do mnie o nic pretensji.

 

Dzisiaj usłyszałem że szacunek mam mu ukazywać za to że karmił mnie jak byłem mały, załatwiał szkołę, pomagał w różnych sytuacjach.

Że pomoc której u mnie nie ma jest brakiem dla niego szacunku i należy się mu jak "psu buda"...

 

u mnie to samo. Jednak jeśli zdecydował się na dziecko/czy tez nie, jest za nie ODPOWIEDZIALNY i jego zasranym obowiązkiem jest zapewnienie podstawowych potrzeb dziecka.

 

W ogole wydaje mi sie, ze w takich sytuacjach nie zostaje nam nic innego jak odciąc się od rodziny, ale to moje zdanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niektórym szacunek kojarzy się z posłuszeństwem. Zrób to, zrób tamto, myśl tak jak ci każę, nie okazuj sprzeciwu, podziwiaj mnie, nawet bój. To jest właśnie szacunek. Jeśli dziecko traktuje się jak psa, którego trzeba wytresować to się nie dziwię, że potem są zgrzyty. Spójrz za okno, myślisz że jest jakiś ratunek z tego świata gdzie jeden jest wrogiem dla drugiego? Ja nie miałem przemocy w domu, a i tak ten świat napawa mnie pewnym obrzydzeniem. Wystarczy mi, że skończyłem naukę w liceum na profilu historycznym, czyli ucząc się "jak zgnoić drugiego człowieka na 1001 sposobów".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jednak jeśli zdecydował się na dziecko/czy tez nie, jest za nie ODPOWIEDZIALNY i jego zasranym obowiązkiem jest zapewnienie podstawowych potrzeb dziecka

Czyli płacić cholerne alimenty z przymusu do czasu skończenia szkoły. :? Rzygać mi się chce jak myślę o moim ojcu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

siostrawiatru, :? mi jak mysle o calej mojej rodzinie... Az w głowie huczy "a gdzie była matka, czemu nie reagowała?!"

 

 

wykończony, wole nie myślec o tym, bo mogą sie urzeczywistnić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szacunek to chyba chętne bycie miłym dla drugiej osoby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

PieceOfSoul, sie ma.

 

chwycił nóż i przyłożył sobie do szyi, cały się trząsł i krzyczał że się zabije

zawsze tak mówią, lecz nigdy tego nie robią, dziś juz wiem ze właściwa odpowiedź to "dać ci sznurek ?"

obojetnie kto Ci to mowi. ktokolwiek by to nie był jest to manipulacja emocjonalna.

 

 

"menela" z ulicy jest w stanie lepiej potraktować niż własnego syna.

wiesz, zawsze mozna zewrzeć zwieracze i byc milym przez 5 min., ale jak z kims jestes na co dzien to juz niekoniecznie sie trzebaa kontolowac ( tzn. tak robią staroswieccy ludzie, bo niektorzy po prostu wszedzie są soba- zycie jest za krotkie by przegappic tyle mozliwosci nie bedac sobą).

 

 

on mi nie będzie go okazywał, bo ja mu go nie okazuje

odwraca kota ogonem. sciemnia.

 

 

jak dotkniesz rózy z kolcami, nie, to przyklad dla bab. jak dotkniesz drutu kolczastego...to co robisz? automatycznie cofasz dłoń czy macasz ochoczo coby poczuć jak sprawia Ci ból? Wiekszosc ludzi to nie bawi. Chcesz sie więc przedostać przez mur kolczasty stworzony przez Twego"ojca" by przekonać sie, ze jak to zrobisz to uda Ci się wniknąć do jego swiata intencji, mysli, przyczyn, powodow bla bla. A tu szok- po drugiej stronie wsciekle pitbulle, rotwaillery i tym podobne biegną w Twoją stronę zeby rozszarpać Cię na strzepy....biegniesz szybko w kierunku domostwa zamnkietego na kłódkę pociągając za sobą wielkiego psa z zębami w Twojej łydce. W końcu znajdujesz dziurę w dachu, wślizgujesz się i co widzisz? Miejscówa rodem z horroru The Butcher (rzeźnik). Trup gesto się sciele, po domu latają koszmarne widziadła i pokiereszowane postaci.

Czy chcesz zamieszkac w takim domu? Chcesz by przyjął Cię w swoje progi niczym długo wyczekiwanego zolnierza wracajacego z pola bitwy? Chcesz zyc w mroku i blasku zawsze dogasajacej swiecy i pianiu koguta zwiastujacego rychły koniec kogos z zyjacych?

 

Czy moze wolisz sam zapalać swiece, latarnie i inne? Chcesz władać swiatłem czy wolisz gdy niezaleznie od Ciebie w najmniej stosownym momencie tlaca się świeca gaśnie?

 

W swiecie Twojego ojca nie ma miłosci, nie ma nadziei, jest choroba i rozklad. Twoj ojciec niczym zombie tratuje ocalałych przy zyciu.

 

Emocje nie są przewodnikiem na drodze do prawdy ani nawet półprawdy. Widziałam oczy ktore były przeszyte głębokim smutkiem ktorym mozna było obdzielić kilku ludzi- tyle że potrafiły w ułamek sekundy rozjebać komuś głowę na pół. Do dzis staram sie pilnować by nie postrzegac kazdego smutku jako przejawu manipulacji.

Są emocje i są uczucia.

Nie obchodzą mnie pobudki i problemy wewnetrzne "kata", ani nawet to ze moze byl kiedys ofiarą i odreagowuje, nie musze tego rozumiec ani starac sie usprawiedliwic. Mogę natomiast skopać dupę i potargac psychicznie w ramach odwetu.

Kto Ci powiedział ze masz szanować kogos kto sprawia Ci ból? Kogos kto powołał do zycia Twojego Mrocznego Pasazera...Widziałes horror Hellaiser? Tam przybysze z innego wymiaru porywaja ludzi by przetransportowac ich na zawsze do swojego swiata gdzie uczą ze ból jest czyms pieknym torturujac go na rozne mozliwe sposoby. To jest wlasnie ta sytuacja. Nie pozwol sobie wmówić ze to, co Ci zrobił to było uzasadnione. Ze w ten sposob czegokolwiek Cię uczył.

 

Nie masz zadnego obowiazku by okazywac mu szacunek. Nie masz tez obowiazku utrzymywac kontakt. Jego zycie to jego zycie- on sobie poradzi, jest dorosły.

Tracisz swoją energię starajac sie przemienić wodę w wino albo sprawic by lód płonął. Zdejmujesz w ten sposob czesc odpowiedzialnosci za swoje zycie z siebie. To nie jest oskarzenie, ja po prostu mysle ze Ty uciekasz od siebie.

Od października wracam na studia, potem szkoła oficerska.

moge sie załozyc ze wiele w zyciu osiągniesz i nie bedziesz zadowolony. wiesz czemu? Bo nie myslisz o sobie. Przeglądasz się w czyichs oczach jak w lustrze, tylko nie zdajesz sobie sprawy ze to krzywe zwierciadło. Co z tego ze ktos Ci powie to czy tamto, on Ci to mowi podług siebie,to swiadczy o jego swiecie a Ty mozesz po prostu odwrócic sie na piecie i głośno piernąć...

 

Może teraz kilka słów o mnie, jestem bardzo wrażliwą osobą, od wielu lat borykam się z różnego rodzaju nerwicami, depresją, i czymś czego nie potrafię sprecyzować bo nie wiem czy moje zachowania można jakoś sklasyfikować

mozesz po prostu zaczac brać stosowne leki, ktore uregulują Twoją nademocjonalność.

Jak juz sie przyjmą mozesz zacząc terapię i pozmieniać schematy.

 

A przede wszystkim co Ty jeszcze robisz w tym patologicznym domu?

boję się o moją siostrę która teraz zaczyna gimnazjum oraz o matkę która musi na to wszystko patrzeć

i co one tam robią?

 

przeciez dla matki celem nadrzednym jest dobro dzieci a nie miłosierny egoizm. nie macie kasy/rodziny czy jak? są np. hostele dla matek z dziećmi.

 

Nie mam chęci i motywacji do dalszej pracy jak przez lata nie zostawałem doceniony, mało tego, zawsze bardzo z tego powodu cierpiałem

jesli dalej bedziesz poszukiwal i sie rozwijal to osiagniesz stan gdy sam siebie bedziesz docenial a pogardzal tymi, ktorzy tego nie robią i stosownie do sytuacji zwijal zagle gdy cos nie spelnia Twoich oczekiwań.

 

Jak go pytam " a co kiedy miałem 12 lat ? " mówi że o przeszłości nie ma sensu rozmawiać jednocześnie wytykając mi błędy na przestrzeni mojego całego życia.

skurwiel powinien starac sie o zadoscuczynienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Luktar, czasem zdarza mi sie powiedziec coś madrego ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja chyba nikogo z otoczenia nie szanuję i siebie chyba też nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mark123, no to zacznij się uczyć szacunku do siebie. a cała reszta świata do zsypu, bo tak naprawdę jak nabędziesz szacunek do siebie to przeleje się to na innych. zresztą są różne sytuacje- nie da się generalizować- mogę np szanowac siebie i innych ( wybiórczo ) oraz nie szanować tych, którzy mi cos zabrali albo komuś bliskiemu kogo szanuję cos zabrali. menel albo oprawca w rodzinie nie oznacza ze nalezy mu sie szacunek tylko dlatego ze to rodzina- nic bardziej mylnego. nalezy mu sie pogarda w pierwszym stadium rozwoju ofiary i obojetność w ostatnim (bez zadnych odniesień kata do siebie- po prostu gdy sie wyzwalamy to po prostu rzygamy na mysl o tej osobie ale nie nienawidzimy jej - poniewaz jak rzekl terryb pratchet nienawisc to milosc odwrocona plecami- nienawisc jest mocą przyciągającą- i uderza tylko w was). jak macie problem z nienawiscia to zdegradujcie kata a potem odwroccie sie plecami i zyjcie sobie bez niego - ignorancja to najgorsza psychologiczna bron, ale przychodzi w tym wypadku wowczas jak rozliczycie sie sami ze soba i oblaskawicie siebie- ze wszystkimi swoimi mrocznymi stronami i zaletami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mark123, no to zacznij się uczyć szacunku do siebie. a cała reszta świata do zsypu, bo tak naprawdę jak nabędziesz szacunek do siebie to przeleje się to na innych. zresztą są różne sytuacje- nie da się generalizować- mogę np szanowac siebie i innych ( wybiórczo ) oraz nie szanować tych, którzy mi cos zabrali albo komuś bliskiemu kogo szanuję cos zabrali. menel albo oprawca w rodzinie nie oznacza ze nalezy mu sie szacunek tylko dlatego ze to rodzina- nic bardziej mylnego. nalezy mu sie pogarda w pierwszym stadium rozwoju ofiary i obojetność w ostatnim (bez zadnych odniesień kata do siebie- po prostu gdy sie wyzwalamy to po prostu rzygamy na mysl o tej osobie ale nie nienawidzimy jej - poniewaz jak rzekl terryb pratchet nienawisc to milosc odwrocona plecami- nienawisc jest mocą przyciągającą- i uderza tylko w was). jak macie problem z nienawiscia to zdegradujcie kata a potem odwroccie sie plecami i zyjcie sobie bez niego - ignorancja to najgorsza psychologiczna bron, ale przychodzi w tym wypadku wowczas jak rozliczycie sie sami ze soba i oblaskawicie siebie- ze wszystkimi swoimi mrocznymi stronami i zaletami.

Myślę, że słusznie nie szanuję siebie, bo nie mam w sobie cech, za które powinienem siebie szanować. Inni są lepsi ode mnie i powinienem odczuwać do nich szanować, a nie odczuwam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×