Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
darek88

Świadome dążenie do porażki

Rekomendowane odpowiedzi

Dlaczego świadomie dążę do porażki pomimo jej niechęci oraz świadomie poniżam się na wszelkie możliwe sposoby?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może nie umiesz przeżywać sukcesów, ja mam podobnie. Czuję się tak 'bezpiecznie', jak jest źle, jak mi nic nie wychodzi. Jeśli zrobię coś dobrze, to automatycznie umniejszam to i obwiniam się, że mi się nie należy, że to wcale nie moja zasługa. Zdałam na prawo jazdy- bo egzaminator był przesadnie łagodny i wyrozumiały, no i były puste ulice. Dobrze zdana matura- bo trafiły mi się łatwe pytania. Itd, itd. Zawsze tak jest, czuję się wręcz nieswojo, jak coś się powiedzie, nie umiem zareagować.

Nie potrafię powiedzieć, dlaczego tak się dzieje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może boisz się ciężaru sukcesu. Jak ci coś wychodzi to ludzie mają większe oczekiwania. Ciągle czegoś chcą, a to porady, a to pożyczyć pieniądze (w przypadku sukcesu ekonomicznego).

 

Ja mam trochę niechęć do pozytywnych uczuć, tak bardzo przywykłem do negatywnych, że radość wydaje mi się uczuciem dla małych dzieci i mięczaków, może ty też tak masz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje całe życie to dążenie do porażki, już jako 10 latek przypuszczałem że będę w życiu nikim i to okazało się samospełniającym proroctwem, cud że jeszcze żyje bo myślałem że dawno popełnię samobójstwo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To od dzisiaj mysl ze bedziesz kims! skoro tyle lat zajmuje Ci myslenie ze jestes nikim i nic z tego nie masz to rownie dobrze zacznij myslec w 2 strone;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dlaczego świadomie dążę do porażki pomimo jej niechęci oraz świadomie poniżam się na wszelkie możliwe sposoby?

Ponieważ nieakceptujesz siebie samego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja mam trochę niechęć do pozytywnych uczuć, tak bardzo przywykłem do negatywnych, że radość wydaje mi się uczuciem dla małych dzieci i mięczaków, może ty też tak masz?

 

No właśnie, to już chyba przyzwyczajenie..tylko sztuką jest teraz wyrobienie na nowo dobrego nawyku. Tylko nie jestem pewna, czy tego tak naprawdę chcę, bo w sumie myślenie 'będzie źle' jest wygodne i przewidywalne. I zero rozczarowań.

"Trudno jest żyć bez nadziei, ale umierać bez złudzeń łatwiej", jako życiowe motto ;)

 

-- 21 cze 2013, 18:17 --

 

Ja mam trochę niechęć do pozytywnych uczuć, tak bardzo przywykłem do negatywnych, że radość wydaje mi się uczuciem dla małych dzieci i mięczaków, może ty też tak masz?

 

No właśnie, to już chyba przyzwyczajenie..tylko sztuką jest teraz wyrobienie na nowo dobrego nawyku. Tylko nie jestem pewna, czy tego tak naprawdę chcę, bo w sumie myślenie 'będzie źle' jest wygodne i przewidywalne. I zero rozczarowań.

"Trudno jest żyć bez nadziei, ale umierać bez złudzeń łatwiej", jako życiowe motto ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
To od dzisiaj mysl ze bedziesz kims! skoro tyle lat zajmuje Ci myslenie ze jestes nikim i nic z tego nie masz to rownie dobrze zacznij myslec w 2 strone;)

 

Wszystko ok, ale dajesz tylko sam cel a nie do końca sam proces jego wykonania. Osobie w depresji to nie pomoże, a nawet pewnie i zaszkodzi.

Jak dokonać czegoś takiego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czuję się tak 'bezpiecznie', jak jest źle, jak mi nic nie wychodzi. Jeśli zrobię coś dobrze, to automatycznie umniejszam to i obwiniam się, że mi się nie należy, że to wcale nie moja zasługa.

Ja nie umiem przeżywać ani sukcesów ani porażek. Jak mi coś dobrze wyjdzie, to mam wrażenie, że przez przypadek mi wyszło, że nie zasługuję na dobre ocenienie tego, że było zbyt proste, albo że powinno mi to wyjść jeszcze lepiej niż wyszło; a gdy wyjdzie źle, to że jestem do niczego. Najlepiej się czuję, gdy nic konkretnego nie robię, wtedy nie ma szans ani na porażkę ani na sukces.

 

Ja mam trochę niechęć do pozytywnych uczuć, tak bardzo przywykłem do negatywnych, że radość wydaje mi się uczuciem dla małych dzieci i mięczaków

Ja mam tak ze swobodnym śmiechem, wydaje mi się, że taki jest dziecinny.

 

Moje całe życie to dążenie do porażki, już jako 10 latek przypuszczałem że będę w życiu nikim i to okazało się samospełniającym proroctwem, cud że jeszcze żyje bo myślałem że dawno popełnię samobójstwo.

Ja się skapnąłem, że nic w życiu nie osiągnę, gdy miałem jakieś 16-17 lat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja nie dążę do porażki. To ona dąży do mnie. ;) A mi mimo robienia uników, nie udaje się od niej uciec. Z sukcesów ( o ile można to było nazwać sukcesami) potrafię się cieszyć, ale radość wyparowuje dość szybko, za to porażkami potrafię się "delektować" przez dłuuuugi czas.

Ja się skapnąłem, że nic w życiu nie osiągnę, gdy miałem jakieś 16-17 lat.

Ja natomiast zorientowałem się (również w tym wieku), że jestem inny niż większość rówieśników (chodź jeszcze nie potrafiłem sprecyzować w czym konkretnie) i że zawsze będę sam. Dobrego miałem "czuja" bo "proroctwo" sprawdza się jak dotąd :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja nie dążę do porażki. To ona dąży do mnie. ;) A mi mimo robienia uników, nie udaje się od niej uciec. Z sukcesów ( o ile można to było nazwać sukcesami) potrafię się cieszyć, ale radość wyparowuje dość szybko, za to porażkami potrafię się "delektować" przez dłuuuugi czas.

Ja z porażkami miałem problem od zawsze odkąd pamiętam, bałem się ich i raniły mnie, gdy mi się przytrafiały; natomiast sukcesy kiedyś mnie nawet cieszyły, dopiero z czasem zaczął się kształtować we mnie pogląd, że nie jestem godny sukcesów, a to co było, to nie były sukcesy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ja z porażkami miałem problem od zawsze odkąd pamiętam, bałem się ich i raniły mnie,

Wiesz, chyba jednak większość ludzi tak reaguje na porażki. Doznawać ich to nic przyjemnego, no i dlatego prawie każdy się boi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wiesz, chyba jednak większość ludzi tak reaguje na porażki. Doznawać ich to nic przyjemnego, no i dlatego prawie każdy się boi.

Moim zdaniem nikt nie lubi porażek, ale ranienie przez porażki dotyczy mniejszości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

mark123,

Też nie do końca chyba, bo czasami są takie sytuacje w życiu, w których odniesienie porażki jest pożądane. Opiszę na przykładzie. Kiedyś jak szukałem pracy i szedłem na rozmowę, która kończyła się porażką właśnie, to byłem zadowolony, że mnie nie przyjęli, bo tak naprawdę czułem lęk przed nowym miejscem pracy i ludźmi i nie chciało mi się pracować. Z jednej strony byłem wkurzony, że dalej muszę szukać, a z drugiej cieszyłem się, że nie muszę jeszcze zapieprzać do roboty i będę się dalej opitalał w domu.

Nie wiem też, czy aby rzeczywiście ranienie przez porażki dotyczy mniejszości. Moim zdaniem jest odwrotnie (raniona jest większość), tyle, że większość ludzi potrafi się szybciej po takowej otrząsnąć. Nam to zajmuje dużo więcej czasu, no i gorzej sobie z tym radzimy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mark123,

Też nie do końca chyba, bo czasami są takie sytuacje w życiu, w których odniesienie porażki jest pożądane. Opiszę na przykładzie. Kiedyś jak szukałem pracy i szedłem na rozmowę, która kończyła się porażką właśnie, to byłem zadowolony, że mnie nie przyjęli, bo tak naprawdę czułem lęk przed nowym miejscem pracy i ludźmi i nie chciało mi się pracować. Z jednej strony byłem wkurzony, że dalej muszę szukać, a z drugiej cieszyłem się, że nie muszę jeszcze zapieprzać do roboty i będę się dalej opitalał w domu.

Ja z porażek się nie cieszę. Przy porażkach towarzyszy mi silny wstyd i obawa, że będę pośmiewiskiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

mark123,

Ja też nie, tamto to była wyjątkowa sytuacja, odstająca od reguły, dlatego o niej napisałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dlaczego świadomie dążę do porażki pomimo jej niechęci oraz świadomie poniżam się na wszelkie możliwe sposoby?

Prawdopodobnie dlatego, że ktoś Cię poniżał, mówił, że sobie nie poradzisz. A Ty w to uwierzyłeś bo złamane zostało poczucie własnej warotości. Poza tym nie zbudowałeś w sobie w wystarczającym stopniu właśnie tego poczucia własnej warotości, w związku z tym nie akceptujesz się takim jaki jesteś, nie lubisz się i chcesz sobie "dokopać" bo przecież jasteś taki "do niczego" więc nie zasługujesz na nic dorego.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I tu historia jest jak wszędzie, zakotwiczona w dzieciństwie. Podświadomość przełożyła sobie na swoja modłę jakieś fakty, które kiedy ponosiliście porażkę uzupełniały jakiś deficyt emocjonalny. Jakaś potrzeba była zaspakajana kosztem porażki.

Teraz pytanie jaka?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
I tu historia jest jak wszędzie, zakotwiczona w dzieciństwie. Podświadomość przełożyła sobie na swoja modłę jakieś fakty, które kiedy ponosiliście porażkę uzupełniały jakiś deficyt emocjonalny. Jakaś potrzeba była zaspakajana kosztem porażki.

Teraz pytanie jaka?

U mnie zaczęło się to chyba od poglądu, że gdy jest sukces, to zaraz potem będzie porażka. Pogląd ten narodził się we mnie, gdy miałem jakieś 16 lat. A z tego poglądu powstał potem pogląd, że nie zasługuję i nigdy nie zasługiwałem na sukces.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie każdy sukces wiązał się z byciem podobnym do ojca, który odniósł ogromny sukces zawodowy. Matka zawsze tępiła u mnie wszelkie objawy bycia jak ojciec, czyli despotycznym, męskim samcem który wie czego chce, dominuje. Ja nie mogłem taki być. Mój ojciec wiele osiągnął, kosztem rodziny, ale jednak jest alfa samcem. Ja dostawałem opierdol od matki kiedy tylko przejawiałem odruchy samcze, dominujące. Dobrze widziane były uległość, poddanie, słabość. Pamiętam że najgorszą obelgą ze strony mamy było porównanie mnie do ojca.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

depas, To ze ona to robiła to jedno, ale jak ty się z tym czułeś?

 

mark123,

 

To o czym piszesz to skutek, to nie jest przyczyna. To tylko tak wygląda, przyczyna tkwi głębiej.

Tu nie ma racjonalizacji, a ty racjonalizujesz.

 

Obawiam się że w obu przypadkach nie to jest źródłem, aczkolwiek depast, u ciebie to może być przyczyna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
U mnie każdy sukces wiązał się z byciem podobnym do ojca, który odniósł ogromny sukces zawodowy. Matka zawsze tępiła u mnie wszelkie objawy bycia jak ojciec, czyli despotycznym, męskim samcem który wie czego chce, dominuje. Ja nie mogłem taki być. Mój ojciec wiele osiągnął, kosztem rodziny, ale jednak jest alfa samcem. Ja dostawałem opierdol od matki kiedy tylko przejawiałem odruchy samcze, dominujące. Dobrze widziane były uległość, poddanie, słabość. Pamiętam że najgorszą obelgą ze strony mamy było porównanie mnie do ojca.

Skąd ja to znam, no może z wyjątkiem tego sukcesu jaki ojciec odniósł, ale reszta dokładnie ta sama.

czyli porażka, poddanie się to zaskarbienie sobie względów mamy. Jest nagroda jest podświadome działanie w kierunku nagrody.

 

Poza tym, może ukształtował się mechanizm przegrywania. W świadomości tkwi to, że i tak przegramy i tak, tak jak to się działo z ojcem. A na przegraną sobie przyzwoliliśmy bo nagradzała Nas za to mama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mark123,

 

To o czym piszesz to skutek, to nie jest przyczyna. To tylko tak wygląda, przyczyna tkwi głębiej.

Co jest przyczyną powstania moich poglądów, to nie wiem. Mam dwie hipotezy, pierwsza jest taka, że przyczyną powstania poglądów było to, że nie lubiłem szkoły i jakoś to mózg tak przetworzył. Drugą hipotezę mam taką, że to jakiś "opóźniony zapłon" ze złych wydarzeń w domu w pierwszej połowie mojego dzieciństwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mark123, Tak to ta druga jest właściwa. I tu trzeba szukać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dlaczego świadomie dążę do porażki pomimo jej niechęci oraz świadomie poniżam się na wszelkie możliwe sposoby?

To tak zwane "samoutrudnianie". Boisz się ponieść porażkę, bo wtedy ucierpi na tym swoja samoocena, dlatego też robisz wszystko, żeby sobie to utrudnić, bo wtedy możesz powiedzieć, że się nie udało, bo się nie starałeś... Np. jeśli student zamiast się uczyć do egzaminu, idzie na imprezę, to kiedy obleje, to może sobie łatwo wytłumaczyć, że oblał, bo się nie uczył... Jego samoocena na tym nie ucierpi.

 

A z tym poniżaniem... też myślę, że to psychologiczny problem... osoby, które mają niską samoocenę nie potrafią przyjmować komplementów itp. pozytywnych myśli o sobie, bo nie zgadza się to z ich przekonaniem...

To są pewne wyuczone mechanizmy, błędy w schematach myślenia, które psycholog może pomóc Ci przełamać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×