Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

eurydyka1

Użytkownik
  • Zawartość

    656
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. eurydyka1

    [Kraków]

    chodzi o to, że znalazłam super pana doktora, ale chodzę jeszcze na tę nieszczęsną terapię, na której niby mnie długo znają, ale ja już nie chcę mieć z tą terapią nic wspólnego. I chodzi mi o to, żeby ten pan doktor nie wiedział, że jeszcze chodzę na terapię. Czy może się to wyświetlać gdzieś w bazie? Ale tu w ogóle nie chodzi o to, co się wyświetla, a co nie. Chodzi o to, że nie wiesz komu zaufać i zamiast powiedzieć na tej obecnej terapii na oddziale o swoich wątpliwościach, to szukasz innych rozwiązań gdzieś "na boku". No a w ogóle, jeśli nie chcesz mieć z tą terapią już nic wspólnego, to po co nadal na nią chodzisz i komplikujesz sprawę? Możesz po prostu przestać chodzić na oddział i nikt Cię za to nie zbije, ani nie będzie Cię szukał, bo to Twoja sprawa i Twoja decyzja. I wtedy będziesz mieć czystą sytuację z nowym psychiatrą. W innym wypadku będziesz oszukiwać ludzi na oddziale, że wszystko jest ok, a nowego psychiatrę - że nie chodzisz na żadną terapię. Nie wiem jaki w tym sens. Jednocześnie rozumiem Twoje "rozterki", bo sama miałam problem z tym, ze bardzo lubiłam komplikować sobie życie, co wynikało najczęściej ze strachu przed szczerością/zaufaniem/otworzeniem się na kogoś itd. Więc piszę to po prostu dlatego, że trochę ten temat już ogarnęłam u siebie, może to Ci jakoś pomoże w Twojej sytuacji. A co do spraw czysto technicznych - to tak, jeśli nowy psychiatra jest na nfz i ta terapia dzienna też na nfz, to wszystko jest widoczne w bazie (czy tam w "ewusiu"). Nie wiem natomiast czy chciałoby się mu to sprawdzać.
  2. eurydyka1

    Jak przestać gnębić faceta?

    Terapia jak najbardziej, ale niekoniecznie musisz się od razu odcinać (wg mnie) - będziesz miała okazję popracować na "żywym organizmie" i może w toku terapii sama dojdziesz do tego, czy lepiej dla Ciebie będzie się odciąć od tej relacji, czy spróbować ją zmienić (zmieniając najpierw siebie ofc, bo w innej kolejności się nie da). Jeśli postawisz sobie warunek "pójdę na terapię dopiero jak zakończę wszystkie toksyczne/problematyczne relacje", to ta decyzja może się przeciągać w nieskończoność, bo przecież Twoim problemem jest właśnie tkwienie w nich.
  3. eurydyka1

    [Kraków]

    A odbylo sie ostatnio to spotkanie planowane przez ( Dean )^2?
  4. eurydyka1

    [Kraków]

    Hohoho! Czyli ludzie z problemami psychicznymi rozmawiaja tylko o problemach psychicznych? =) Jakby cos sie wykroilo w rodzaju spotkania to moze bym sie wpisala, chociaz obecnie zdecydowanie za duzo lękow u mnie. Ale moze =)
  5. eurydyka1

    [KRAKÓW]

    przerazające khaleesi co jest w tym przerażającego wg Ciebie? Swoją drogą pisanie o tym na blogu chyba średnio pomaga potencjalnym pacjentom, niepotrzebnie wywołując lęk. Gdybym to przeczytała rok temu, to podejrzewam, że też bym się trochę nakręciła..choć jak czytam to dziś, to nie widzę w tym nic strasznego, bo jest to dla mnie oczywiste, oswojone i znane :) Jak każdy lęk, ten też jest do przełamania. Poza tym przyjście na terapię z nieświadomością tych wszystkich szczegółów funkcjonowania grupy (mówię tu o tych technicznych sprawach, które autor bloga opisuje) też pełni funkcję terapeutyczną, bo zmusza do pytania innych, do zainteresowania się, do stopniowego otwarcia się na nich i tak dalej. Mnie pierwszego dnia najbardziej przeraził właśnie ten "ogrom" zadań i funkcji, które trzeba tam ogarniać. Z miejsca stwierdziłam, że nie dam rady. Z czasem...wszystko okazało się możliwe do wykonania.
  6. eurydyka1

    [Kraków]

    ...a ja na lwyby! =)
  7. eurydyka1

    [Kraków]

    Temat milczy, #bosesja. W przyszłym tygodniu może bym się przeszła na spotkanie, choć ostatnio wszystkiego się boję (a nieznanych ludzi na pewno), ale jednocześnie doświadczenie w przełamywaniu lęków podpowiada mi, jaką to daje frajdę już "po", więc... =) A Wam jak idą egzaminy?
  8. eurydyka1

    [KRAKÓW]

    O, też bardzo polecam panią Stępień :) Nie chodziłam do niej długo, koło 4-5 miesięcy, bo przerwałam na rzecz Lenartowicza, ale bardzo dobrze ją wspominam i planuję do niej wrócić już na dłuższą terapię. Szczerze pisząc, była pierwszą terapeutką, której zaufałam i czułam się w pełni swobodnie, po kilku nieudanych próbach poszukiwania "tej odpowiedniej" osoby. Nie wiem jak obecnie z cenami, bo ja chodziłam w czasie, gdy pracowała jeszcze w Pro Bono.
  9. eurydyka1

    [Kraków]

    po urlopie, wiec na pierwszy semestr nie chodziłam, bo już go wcześniej zaliczyłam. Kurde, jaki miałam dziś dobry dzień na uczelni no! Przełamywanie lęków jest takie choleeernie trudne.. ale jak się to w końcu zrobi, to bardzo propsuje :) ejno, ale mam wskazanie do podjęcia następnej terapii, wyraźnie i oficjalnie wpisane w kartę wypisu ze szpitala! to nada się jako "wpisowe"? [ups, sorry za zgapienie podobnej konfiguracji u-śmieszków] to szkoda, że nie w ten weekend. jutro chętnie bym gdzieś wyszła.
  10. eurydyka1

    Izolacja-jak wrócić do życia w społeczeństwie?

    Moim zdaniem istnieją dwa rodzaje patologii: prawdziwa patologia oraz pseudo patologia. Prawdziwa patologia to ta' date=' którą każdy sobie wyobraża słysząc to słowo czyli ubóstwo, pijaństwo, rynsztok mentalny, przemoc fizyczna itp. Natomiast pseudo patologia to taka, w której rodzina wygląda na niby normalną ale to tylko pozory bo, np. ojciec w ogóle nie zajmuje się dziećmi tylko ciągle pije, a matka próbuje nadrobić zaległości ojcowskie nadopiekuńczością. Chodzi o to, że w tym pierwszym rodzaju patologii rodzice są tak jakby prawdziwi w tym co robią, oni są z natury zdegenerowani, jest to zgodne z ich naturą, natomiast w tym drugim rodzaju patologii jest na odwrót, nie wiem czy zostałem dobrze zrozumiany. Dlatego dzieci z pierwszego rodzaju patologii będą miały o wiele łatwiej w życiu niż dzieci z drugiego rodzaju patologii. Tam było wszystko jasne i naturalne, tutaj stoi się w rozkroku i czuje się fałsz. Tak to widzę.[/quote'] A to bardzo ciekawe rozdzielenie. I rozumiem o co Ci chodzi. Nigdy w ten sposób nie pomyślałam, ale faktycznie może w jakiś sposób "lepiej" jest w pierwszym przypadku. Bo przynajmniej się wie na czym się stoi, więc nie ma tego rozdwojenia. Ja "funkcjonuję" w tym drugim rodzaju rodziny i mam ogromny problem z rozdzieleniem tego co prawdziwe od fałszu. U mnie każda patologiczna sytuacja, kłótnie 'o nic', szantaże itd, są zawsze obracane w żart w taki sposób, żeby wyszło, że to ja sama sobie ubzdurałam i "wymyślam patologię". W sumie uświadomiłam sobie ten mechanizm dopiero na terapii. Ale nadal nie jestem konsekwentna w rozdzielaniu mojego życia jako odrębnego od ich patologii. Ale to niezbyt na temat. Co do głównego tematu - ciężko się wraca. Bardzo Ale wracam sobie krok po kroku.. ("sobie" to słowo klucz). Szczerze mówiąc, jestem już wykończona mimo tego, że mija dopiero drugi tydzień mojego 'wychodzenia z własnej głowy do realności' (czyli w praktyce - na uczelnię po roku przerwy i do nowych ludzi). I wcale nie jestem pewna, czy to tytułowe "społeczeństwo" jest w stanie mnie zaciekawić. Jak na razie wydaje się słabe.
  11. eurydyka1

    [Kraków]

    Również popieram pomysł i wstępnie zgłaszam swój udział. Przydałoby się odreagować stres, lęki, demotywację,wkurwy i całą resztę dupnych uczuć towarzyszących powrotowi na uczelnię..ughgh. Myślicie o tym najbliższym weekendzie?
  12. eurydyka1

    [Kraków]

    enie, nie w tym sensie. nazwałam się tak, żeby jakoś się określić/przedstawić, a o spotkaniu nawet czasem myślę. ..i dziękuję! :) nie wydaje mi się, żeby ośrodek się zmienił (chociaż nie mam porównania jak to było dawniej, więc tylko wysuwam przypuszczenia), tylko raczej to kwestia podejścia/nastawienia z jakim się idzie. Szczerze, przez połowę terapii nie mogłam pogodzić się z tym, że nie traktują mnie tak jakbym chciała, że czuję się jakby mnie lali po tyłku (nie chcę mi się wymyślać bardziej wyrafinowanego porównania, przepraszuję), zamiast głaskać po głowie - aż w końcu 'coś' się podziało i to 'coś' we mnie, nie na zewnątrz. Trochę takie "ćwiczenie charakteru", hm... wiem, że to może brzmieć odstraszająco, dla mnie tez nie było to miłe uczucie, ale tak naprawdę pokazało mój sposób reagowania i odnajdywania się w grupie, przyjmowania zawsze tej nieszczęsnej roli "sieroty" i tak dalej. W każdym razie trzeba dużo siły, to na pewno. I takiej.. otwartości, o! Otwartości na to, że ktoś inny może mieć inną perspektywę od naszej, inne zdanie na nasz temat, inny stosunek do naszego objawu - ja np. przyszłam z przekonaniem, że dla mnie dd jest całym moim życiem i oczekiwałam, że wszyscy to zrozumieją i zostawią mnie w spokoju, niczego ode mnie nie wymagając, bo w końcu "przecież mnie nie ma" [wiem że czytający mogą nie mieć pojęcia o dd, ale ten tekst to takie jedno z przekonań/uczuć, jakie się ma w tych stanach]. Realność okazała się zupełnie inna - i zupełnie niechciana (przeze mnie). Nikt nie wiedział o co mi chodzi, uważali że przesadzam, że coś sobie wmawiam - było bardzo ciężko zanim zaczęłam rozumieć, że może faktycznie zakrywam się 'moim' dd, żeby się nie otwierać i mieć na wszystko usprawiedliwienie. A dd nie jest wcale całą mną, tylko jest objawem...w ogóle nie pomyślałabym o tym w ten sposób przed terapią. A dla jasności - nie, objaw nie ustąpił. Mówię o głównym, o dd. Za silnie się zakorzenił we mnie, więc czeka mnie dalsza praca nad tym. Ale dd jest specyficzną dolegliwością, szybciej ustępują te 'popularne' objawy typu czysto nerwicowego - kołatanie serca, uczucie gorąca - to mi zeszło, a całe 5 tygodni uniemożliwiało mi w ogóle jakiekolwiek wypowiadanie się na grupie. Pozdrawiam poświątecznie
  13. eurydyka1

    [Kraków]

    tez mnie tam skierowano rok temu trafilem na same bardzo negatywne opinie o tym osrodku w necie i na zywo, wydaje mi sie, ze nawet pytalem tutaj na forum i mi odradzono leczenie tam Ech...jestem właśnie na końcówce terapii na Lenart (2 tyg mi zostało) i nie mogę nie zareagować na tak jednostronne komentarze.. Poszłam tam również z całym kompletem złych opinii wyczytanych w internecie, typu "wypiorą Ci mózg", "zrobią z Ciebie robota" i tym podobne. Bałam się tego, i to bardzo. Pierwszy dzień był dla mnie strasznym szokiem, uczucie jakby cię wrzucili na głęboką wodę, a ty nie umiesz pływać. Masa rzeczy do ogarnięcia, masa funkcji, obowiązków. Stwierdziłam, że rezygnuję, nie dam rady, za dużo tam życia, od którego ja już dawno się odcięłam. Na drugi dzień jednak poszłam, potem znowu...i tak do teraz. Po drodze wpadałam na przemian w doły, w mega otepienne dd (to mój główny problem, z którym tam przyszłam), doszły nawet rzeczy których wcześniej nie miałam - ataki paniki, stany lękowe i tak dalej. Ale bez tego wszystkiego teraz nadal siedziałabym zawinięta w kołdrę bez świadomości, że mam w ogóle jakąś siłę sprawczą, że to jednak ode mnie zależy co ze sobą zrobię. -"Duży rygor" - czyli trzymanie się godzin rozpoczęcia i zakończenia sesji. Unikanie spóźnień i nieobecności. Zasada poufności. To serio dla kogoś taki straszny rygor? -"Całkowita inwigilacja" - dzizas brzmi faktycznie strasznie. Coś takiego właśnie przeczytałam przed przyjęciem. W praktyce "inwigilacja" przyjmuje tam formę przestrzegania zasady całkowitej szczerości, szczególnie co do relacji z innymi pacjentami (żeby nie wynosić relacji poza ośrodek, to chyba jasne). Ale i tak przecież wybór należy do Ciebie, czy powiesz coś na grupach czy nie. Aha, pewnie chodzi tu głównie o mikrofon, który nagrywa każdą sesję. Ok, nagrywa - ale korzystają też z tego wszyscy pacjenci, którzy mogą sobie odsłuchać po paru dniach swoją pracę. -"Chłodne twarze terapeutów" - ...nie mogę się powstrzymać przed uśmiechem, mając tutaj przed oczami niektóre miny naszych terapeutów :) Co do leków, to u mnie w grupie dwie osoby biorą antydepy, więc nie wydaje mi się, żeby na siłę schodzili. Podczas terapii przepisali też komuś nasenne po nasileniu objawów. Ogólnie to rozumiem, bo sama też miałam dokładnie takie same obawy. W ogóle długo zajęło mi otwarcie się na ludzi z grupy właśnie głównie dlatego, że weszłam tam z silnym przekonaniem "że przecież regulamin, że rygor, pewnie nie wolno mi nawet nikogo polubić" blabla. Receptą okazało się...odpuszczenie, po prostu. Trochę luzu i tyle. Jeszcze trzy miesiące temu czułam się w grupie jak wyrzutek i po sesjach jak najszybciej uciekałam do domu. Teraz wkurza mnie to, że nie możemy siedzieć tam dłużej niż do 15.00.. Z tym robotem to u mnie sprawa wygląda zupełnie odwrotnie - przyszłam tam jako dd-robot, a wychodzę z przekonaniem, że jednak istnieją uczucia i nawet skłaniam się do opcji, że ja też jakieś mam... ;p Tylko nie dowiedziałabym się tego, gdyby nie ludzie..bo tak naprawdę najważniejsze rzeczy dzieją się 'między słowami', czyli w tej bliskości, która tworzy się pomiędzy członkami grupy. Pozdrawiam, dawna-bywalczyni-spotkań-forumowych-eurydyka Ps. Tak wiem, mój komentarz też jest jednostronny ;p
  14. eurydyka1

    [Kraków]

    Ech...jedna osoba odpadla i juz nie robimy spotkania? Moze uda sie zebrac jakas grupe osob? Pasuje Wam 17.30 pod tym muzeum?
  15. eurydyka1

    [Kraków]

    M.Gibson, ja bym sie nie sugerowala tymi slownymi deklaracjami, pamietam jak kiedys tez wiele osob zapewnialo o obecnosci, a przyszly cztery. To jak z ta godzina, o ktorej jutro? (Nie deklaruje sie na 100%, od paru dni mam bardzo niestabilny stan, wiec wszystko zalezy od 'tego')
×