Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Ja niedawno zaczęłam nową pracę. Moim postanowieniem było i jest "nie wyjść na nienormalną". jest zdecydowanie lepiej niż w poprzedniej firmie, w której dopiero po 2,5 roku zdecydowałam się na "podróż" do kuchni i zrobienie sobie kawy, a po 3 latach zaczęłam odzywać się do osób z mojego działu/pokoju...

Cieszę się z sukcesów, że w obecnej firmie mimo wstydu, zażenowania, skrępowania itd idę po tą kawę, że gdy mam sprawę w której trzeba gdzieś zadzwonić, to nie odkładam jej na "jutro" tylko zajmuję się od razu. Nawet jem z koleżanką w porze lunchu, mimo że codziennie modlę się aby jej lub mi coś w tym czasie pilnego wypadło i żebyśmy nie musiały jeść. Męczy mnie to że nie czuję się tam dobrze i nie pokazuję siebie do końca jako normalna osoba... i znowu udaję. Na rekrutacji przedstawiłam siebie jako ambitną i chcącą się rozwijać, pracowitą profesjonalistkę. I teraz pod płaszczykiem profesjonalizmu ukrywam swoje lęki... dziewczyny w dziale żartują ( czasem nawet i ze mnie ) a ja nic, bo "jestem skupiona na pracy" albo "nie mam czasu na takie pierdoły". Na początku miałam prawo być zawstydzona, nieśmiała, ale pracuję już tam od kilku tygodni i powoli wychodze na nienormalna.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

 

moj problem przedstawia sie jak w temacie. Od kilku lat nie pracuje, oprocz trudnej sytuacji na rynku pracy wytworzyl mi sie w umysle jakis dziwny lek przed praca. Po studiach latalam jak skowronek na rozmowy kwalifikacyjne - wierzylam jeszcze, ze moze bede cos warta w dziedzinie zawodowej. Pomylilam sie, nikt mnie nie przyjal. Poddalam sie i odczuwam takie zniechecenie na mysl o rozmowach/pracy, ze normalnie wariuje.

 

Po jakims czasie znalazlam prace. Pomimo, ze lek mnie zzeral od srodka i robilam tam co moglam i jak najlepiej potrafilam to zwolinili mnie :smile: Oczywiscie, wmowilam sobie, ze to moja wina. I to byl gwozdz do mojej trumny :smile:

 

Teraz juz tylko siedze, chociaz staram sie jakos na boku zarabiac. Mysle, zeby isc chocby do pracy w sklepie, ale od razu mam milion watpliwosci, bo tego i tego nie umiem... Poza tym jak mam przekonac pracodawce na rozmowie, ze jestem/bede wartosciowym pracownikiem skoro sama uwazam siebie za kompeletnie nic nie warta???

 

Jeszcze kilka lat temu biegalam po ulicach irlandzkiego miasta z CV, pracowalam po kilkanascie godzin, czasami dwadziescia i musialam zmierzyc sie z o wiele wiekszymi problemami. Teraz nie mam na nic sily, jestem kompletnie bierna. Co ja mam zrobic ? Wiem, ze praca to pierwszy krok do normalnego funkcjonowania, ale ja nie potrafie sie przelamac.

 

Nie chce isc do psychiatry/psychologa, bo rozmowa z obcym czlowiekiem o tym wszystkim wprawia mnie w nie mniejszy lek niz ten przed rozmowa kwalifikacyjna. [Nawet pisanie tu jest dla mnie bardzo niekomfortowe]. Jestem pewna, ze mam depresje ale nauczylam sie z tym zyc - wstaje z lozka zawsze (jesli rozumiecie jak ciezko czasami sie podniesc) ... Dla mnie ratunkiem moze byc tylko praca, kontakt z ludzmi, a nie psychotropy czy jakas terapia. No i finansowo tez sobie na to nie moge pozwolic, bo jak pisalam jestem bezrobotna. Kolo sie zamyka.

 

I co jak mam/moge zrobic?

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem, przeczytałem całość, no to wygląda na jakieś początki depresji, (ale nie jestem psychiatrą). Moim zdaniem, właśnie ta rozmowa z psychologiem ci pomoże, a kontakt z ludźmi swoją drogą, nie czekaj tylko rób coś bo potem się pogorszyć może.

 

Pozdro od nerwosola :<img src=:'>

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie wiem, przeczytałem całość, no to wygląda na jakieś początki depresji, (ale nie jestem psychiatrą). Moim zdaniem, właśnie ta rozmowa z psychologiem ci pomoże, a kontakt z ludźmi swoją drogą, nie czekaj tylko rób coś bo potem się pogorszyć może.

 

Pozdro od nerwosola :<img src=:'>

 

To nie poczatki; wiem, że mam depresję, ale moja awersja do lekarzy i zwierzenia sie komukolwiek skutecznie mnie blokuje. Od kilka lat mysle sobie moze lekarz by pomogl, ale nie mam odwagi sie zapisac i raczej to sie nie zmieni. Chociaz raz bylam w takim stanie, ze juz wszystko bylo mi jedno ...

 

Nie chce, ze ta "depresja" brzmiala jak blahe usprawiedliwanie sczy begatelizowanie problemu czy cos w tym stylu- dotychczas nawet slowem nie wspomnialam nikomu o tym jak podle sie czuje - to wszystko co doswiadczylam nagromadzilo sie we mnie i uparcie mi mowi zebym sobie dala spokoj z tym wszystkim [najlepiej podcinajac sobie zyly, ale tego nie zrobie, bo jestem niestety zbyt wielkim tchorzem].

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale poczekaj wiesz na pewno, że masz depresję a do lekarza poszłaś chociaż raz? brałaś leki, chodziłaś na terapię jakąś? Idź z kimś znajomym po prostu do kliniki to będzie ci łatwiej dotrzeć. Ty myślisz, że mi było łatwo pójść i innym ludziom, zawsze się miałem za silnego i odważnego a tu nagle nerwica mnie rozkłada na obie łopatki , i muszę iść do jakiejś babki i jej mówić intymne rzeczy z życia, pierwszy krok robisz potem jest tylko lepiej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie nerwica złapała w lutym 2012 roku po latach uśpienia... Siedząc w pracy zaczyńal boleć mńie brzuch , ale tak strasznie za musiałem iść na zaplecze ... Pózniej pojawił sie strach przed bólem i co będzie jak wejdzie klient a mńie właśnie złapie "atak". Z dnia na dzień było coraz gorzej ... Długi urlop, zwolńienia lekarskie i nic lepiej. W końcu nerwica tak sie nawarstwila ze bałem sie wszystkiego. Kluczem do wygranej było zrozumienie ze to tylko nerwica i leki które dalej mi odpocząć od wojny jaka toczylem. Dzisiaj chodzę do pracy, robię wszystko to co robiłem prze lutym 2012r. różnica taka ze jestem świadomy swojej choroby i wiem jak z nią walczyć. Co jakiś czas mam nerwicowy epizod, ale podchodzę do niego na spokojńie, wiem kiedy pójść na wolne i odpocząć, wiem tez kiedy zrobić sobie jakaś przyjemność która oderwie mńie od życia codziennego. Poza tym pamiętaj to co cię nie zabije to cię wzmocni- coś czego sie obawiasz zrobić , jak to zrobisz aby da ci duża satysfakcję i poczucie siły, utwierdzisz sie w tym ze nie taki diabeł straszny. Rok temu balem sie sam zostać w pracy , teraz jestem tylko zły ze muszę za kogoś odwołać robotę bo go nie ma. Ńie zastanawiam sie czy coś mi sie stanie itp. Rok temu zaliczałem 5 wizyt lekarskich dziennie żeby sie upewnić ze jestem zdrowy, a teraz nie chodzę do lekarza przez miesiąc dwa ... Wtedy kiedy muszę , a nawet wtedy przekładam wizyty po kilka razy.

Weź życie w swoje ręce bo czas leci a ty nie korzystasz z niego w pełni. Lekarze sa dla ludzi tak jak restauracje, sklepy i inne rzeczy. Dobry lekarz potrafi szybko zdziałać cuda. Ja czułem sie jak 80 latek który umiera ... Dzisiaj jak 40 latek który walczy ale żyje :)

 

-- 04 lis 2013, 21:31 --

 

Ale poczekaj wiesz na pewno, że masz depresję a do lekarza poszłaś chociaż raz? brałaś leki, chodziłaś na terapię jakąś? Idź z kimś znajomym po prostu do kliniki to będzie ci łatwiej dotrzeć. Ty myślisz, że mi było łatwo pójść i innym ludziom, zawsze się miałem za silnego i odważnego a tu nagle nerwica mnie rozkłada na obie łopatki , i muszę iść do jakiejś babki i jej mówić intymne rzeczy z życia, pierwszy krok robisz potem jest tylko lepiej

 

Polacy maja chyba to do siebie ze wogole wstydzą sie iść do lekarza bo trzeba coś intymnego powiedzieć , pokazać ,itp. A przecież to zawód jak każdy inny ... Nie jedno słyszeli i niejedno widzieli ... Sa od tego by pomoc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja juz od roku szukam , chodze na spotkania , wysylam cv i placze , mnie to nawet do sklepu nie chcca przyjac :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz rację JKB, w stanach to jest tak powszechne chodzenie na terapię, u nas to jeszcze to się rozwija dopiero. Sami dobrze wiemy, różnie choroba przebiega czasami jest dramat, ale tak jak mówisz nie wolno panikować, też się nauczyłem już, że grunt to świadomość tego co się dzieje, łatwiej to strawić jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

predicament, Nie mysl o tym zeby pracowac tylko zeby zarabiac. Jak masz jakies prace, to po prostu zwieksz ich ilość.

Nie masz zadnej depresi tylko typowego dola spowodowanego tym, że nie możesz znależć pracy. Nie mysl o tym, że czegoś nie umiesz bo

w nowej pracy wszystkigo Cie naucza, trzeba tylko rozumiec podstawy. Nawet i jakby zwolnili cie z Twojej winy to co z tego,

czlowkiek przeciez moze popełniać błedy. Mysle, ze nie ma co sie bać bo i tak boisz sie tylko swoich wyobrażeń. Jak będzie tego przecież nie wiesz.

Jedno jest pewne - na pewno będzie inaczej niż sobie wyobrażasz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Masz rację JKB, w stanach to jest tak powszechne chodzenie na terapię, u nas to jeszcze to się rozwija dopiero. Sami dobrze wiemy, różnie choroba przebiega czasami jest dramat, ale tak jak mówisz nie wolno panikować, też się nauczyłem już, że grunt to świadomość tego co się dzieje, łatwiej to strawić jest.

 

Jesteśmy zasciankiem swiata ... Stereotypy krążą non stop i ludzie przypisuja od razu do sytuacji potocznie wyobrażenie zaistanialej sytuacji. Kiedyś moja koleżanka bardzo fajna dziewczyna, która poznałem na tym forum majac nerwice brała ze sobą wodę mineralną. Pól litrowa butelkę zwyklej wody mineralnej. Stojąc w kolejce popijając wodę wszyscy patrzyli na nią jakby wróciła z niezłej imprezy i miała KACA. Hmmm o było na Śląsku , robotnicze miasto, wiec wmentalńosci tych ludzi pewnie ostro pila. Nikt nie pomyślał ze może zdrowo sie odżywia, może uprawia sport, a może lubi wodę. U mnie w pracy wszyscy piją wodę, a na ulicy widzę setki ludzi z pól litrowymi butelkami. Ważne jest otoczenie i jak interpretuje to co sie dzieje wokół ńiego. Jak ja miałem nawrót nerwicy to niektórzy mówili ze sobie jaja robię. A mój dyrektor mówił żebym brał melise i sie nie dawał. Rok pózniej to ja sie wziąłem za jego leczenie bo sam miał załamanie nerwowe i straszne leki. 2 miesiące od wizyty u mojego lekarza wraca do pracy pełen sił.

Ostatnio w dzień dobry TVN pani psycholog powiedziała ze 8 milionów Polaków ma nerwice, 30% pracujących Niemców ma depresję. Nerwica to jest taka sama choroba jak grypa. Dłużej sie ja leczy, lubi nawracac, ale można z nią żyć. Ja pracuje w banku i ńigdy nie ukrywalem przed światem ze sie lecze ze jestem chory. To od swojej klientki dostałem namiar na lekarke która mnie postawiła na nogi. To ja teraz przekazuje namiary swoim klientom na ta pańia. Nawet jeżdżąc taksówką spotkałem taksówkarza który tez sie leczy i zawsze rozmawiamy o zdrowiu, lekach , lekarzach. My sami kreujemy wizerunek naszej choroby - możemy być albo mega chorzy i siedzieć w domu i uzalac sie jak jest zle, albo możemy walczyć i żyć w miarę normalnie. I nie załatwimy tematu pod dywan , ze ńie ma choroby bo to wstyd iść do psychiatry. A co to za różnica czy porozmawiasz z koleżanka czy lekarzem. Taka ze lekarz jest profesjonalista i może ci pomoc, poza tym jego obowiązuje tajemńica lekarska i nic nie powie nikomu o Tobie.

 

-- 05 lis 2013, 06:57 --

 

Witam,

 

moj problem przedstawia sie jak w temacie. Od kilku lat nie pracuje, oprocz trudnej sytuacji na rynku pracy wytworzyl mi sie w umysle jakis dziwny lek przed praca. Po studiach latalam jak skowronek na rozmowy kwalifikacyjne - wierzylam jeszcze, ze moze bede cos warta w dziedzinie zawodowej. Pomylilam sie, nikt mnie nie przyjal. Poddalam sie i odczuwam takie zniechecenie na mysl o rozmowach/pracy, ze normalnie wariuje.

 

Po jakims czasie znalazlam prace. Pomimo, ze lek mnie zzeral od srodka i robilam tam co moglam i jak najlepiej potrafilam to zwolinili mnie :smile: Oczywiscie, wmowilam sobie, ze to moja wina. I to byl gwozdz do mojej trumny :smile:

 

Teraz juz tylko siedze, chociaz staram sie jakos na boku zarabiac. Mysle, zeby isc chocby do pracy w sklepie, ale od razu mam milion watpliwosci, bo tego i tego nie umiem... Poza tym jak mam przekonac pracodawce na rozmowie, ze jestem/bede wartosciowym pracownikiem skoro sama uwazam siebie za kompeletnie nic nie warta???

 

Jeszcze kilka lat temu biegalam po ulicach irlandzkiego miasta z CV, pracowalam po kilkanascie godzin, czasami dwadziescia i musialam zmierzyc sie z o wiele wiekszymi problemami. Teraz nie mam na nic sily, jestem kompletnie bierna. Co ja mam zrobic ? Wiem, ze praca to pierwszy krok do normalnego funkcjonowania, ale ja nie potrafie sie przelamac.

 

Nie chce isc do psychiatry/psychologa, bo rozmowa z obcym czlowiekiem o tym wszystkim wprawia mnie w nie mniejszy lek niz ten przed rozmowa kwalifikacyjna. [Nawet pisanie tu jest dla mnie bardzo niekomfortowe]. Jestem pewna, ze mam depresje ale nauczylam sie z tym zyc - wstaje z lozka zawsze (jesli rozumiecie jak ciezko czasami sie podniesc) ... Dla mnie ratunkiem moze byc tylko praca, kontakt z ludzmi, a nie psychotropy czy jakas terapia. No i finansowo tez sobie na to nie moge pozwolic, bo jak pisalam jestem bezrobotna. Kolo sie zamyka.

 

I co jak mam/moge zrobic?

 

Mam pytanie czemu ty sie stresujesz pisaniem na tym forum ??? Nikt cię ńie zna ńikt cię nie ocenia każdy chce dla ciebie jak najlepiej. Myśle ze sa tutaj ludzie którzy mieli cięższa nerwice/depresję ńiz ty i żyją. Piszesz ze byłaś w Irlandii i tam pracowalas ... Ja bym sie ńie odważył - obcy kraj, 0 przyjaciół, "życzliwi" Polacy, itd. A ty byłaś , pracowalas i dalas radę. To ze cię zwolnili to spójrz na to tez tak ze jest kryzys i pracodawcy tną koszty i zwalniają jak chcą pod hasłem mamy kryzys ...

Co sie wydarzyło takiego w Twoim życiu, ze widzisz siebie jako osobę niezaradna??? Rynek pracy w Polsce jest ciężki i ludzi szukających pracy jest tysiące a jak już znajda to ta waruńki pracy sa jakie sa. Za dużo rozmyslasz i te myśli nakrecaja błędne koło. Zajmij czymś swój umysł , daj mu odpocząć a wtedy podejmij walkę :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

 

niedawno straciłam prace, w której pracowałam bardzo długo. Na nerwicę leczę się od około 8 lat. Przez cały czas walki z chorobą miałam pracę i myślę, że pomimo tego że czasem lęk paraliżował mnie okropnie i za nic nie chciałam wstać do roboty to właśnie ona trzymała mnie w kupie tak naprawdę.

W dniu otrzymania wypowiedzenia przeżyłam oczywiście szok ale nerwica nie dala jakoś szczególnie znać o sobie. Tak samo 3 mies wypowiedzenia ,które prawie cale przepracowałam. Wiadomo im bliżej końca tym robiło się dołująco...Myślałam ,że pracę uda mi się znaleźć szybko...myliłam się. Mnóstwo wysłanych ofert i zero odpowiedzi.

No i zaczyna się....lęki wracają...budzę się w nocy roztrzęsiona, zasypiam z lękiem, śpię płytko, budzę się wyczerpana. Nie ma noża na gardle z brakiem pracy. Mąż pracuje i uspokaja mnie że bez problemu poradzimy sobie. Niestety chyba nie o to chodzi bo wiadomo ,moja samoocena poszla ostro w dół...a to nakręca kolejne myśli które wywołują lęki.Najbardziej dobija mnie ,że świat idzie dalej a ja stoję na bocznym torze i jak na złość musiało trafić na mnie. Już prawie udało mi się całkowicie odstawić leki.Nie chce wracać do nich znowu...mam poczucie wielkiej beznadziei nie znosze tego uczucia użalania się nad sobą ale nie mogę sobie z tym poradzić.Psychoterapia mnie nie interesuje. Wiem czym to smakuje i nie pomogło. Jedynym rozwiązaniem musi być praca a wiadomo ,że im więcej czasu upływa od ostatniej tym obawy co do nowego miejsca rosną...błędne koło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

JKB,

Ostatnio w dzień dobry TVN pani psycholog powiedziała ze 8 milionów Polaków ma nerwice

:lol: Nic dziwnego, że wzięli ją do tego programu. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
JKB,
Ostatnio w dzień dobry TVN pani psycholog powiedziała ze 8 milionów Polaków ma nerwice

:lol: Nic dziwnego, że wzięli ją do tego programu. :D

Jestem skłonny zgodzić sie z ta wypowiedzią u mnie w pracy na 7 osób 3 ma nerwice mniejsza lub większa. Poza tym widzę kolejki do psychiatrow i psychologów to widać ze coś jest na rzeczy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Jestem skłonny zgodzić sie z ta wypowiedzią u mnie w pracy na

Jestem skłonny się z nią nie zgodzić, bo u mnie w pracy takich nie stwierdziłem wśród ok 35. na zmianie, chyba, że świetnie maskują, bo rzecz jasna nie pytałem ich o to, ale z tego co mówią i jak się zachowują to żadnych nerwic, depresji czy innych zaburzeń psychicznych się w nich nie dopatrzyłem. Wśród znajomych mi osób też miałbym duże trudności, by kogoś do nerwicowców zaklasyfikować.

 

Poza tym widzę kolejki do psychiatrow i psychologów to widać ze coś jest na rzeczy

Tego nie wiem, bo sam nie chodzę. A kolejki to chyba do każdych lekarzy są w bezpłatnych przychodniach. Przynajmniej w moim mieście to zjawisko pospolite.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jestem skłonny zgodzić sie z ta wypowiedzią u mnie w pracy na

Jestem skłonny się z nią nie zgodzić, bo u mnie w pracy takich nie stwierdziłem wśród ok 35. na zmianie, chyba, że świetnie maskują, bo rzecz jasna nie pytałem ich o to, ale z tego co mówią i jak się zachowują to żadnych nerwic, depresji czy innych zaburzeń psychicznych się w nich nie dopatrzyłem. Wśród znajomych mi osób też miałbym duże trudności, by kogoś do nerwicowców zaklasyfikować.

 

Poza tym widzę kolejki do psychiatrow i psychologów to widać ze coś jest na rzeczy

Tego nie wiem, bo sam nie chodzę. A kolejki to chyba do każdych lekarzy są w bezpłatnych przychodniach. Przynajmniej w moim mieście to zjawisko pospolite.

A kto ci sie przyzna ze chodzi do psychiatry ??? Od razu byłby czubkiem w oczach kolegów. A moje 2 koleżanki które maja nerwice w życiu byś nie powiedział ze ja maja. A ja ??? Ostoja spokoju i dowcipu ???

Co do lekarzy psychiatrow i psychologów za $ sa mega kolejki i wizyta kosztuje minimum 100 zł. Wiem bo chodziłem. A za darmo w przychodni to Olga ci dać benzodiaziny i spier... Takie to jest podejście

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

JKB,

A kto ci sie przyzna ze chodzi do psychiatry ??? Od razu byłby czubkiem w oczach kolegów.

Skoro niby co trzeci Polak ma problemy psychiczne, to czego tu się wstydzić skoro to takie powszechne? ;) Ale spoko, wiem co jest pięć, choć i tak nie wierzę w te statystyki.

 

A moje 2 koleżanki które maja nerwice w życiu byś nie powiedział ze ja maja

Dlatego napisałem to.

chyba, że świetnie maskują

Bo mnie też nikt by nie powiedział, że ten kolo ma w planach samobója.

 

Co do lekarzy psychiatrow i psychologów za $ sa mega kolejki i wizyta kosztuje minimum 100 zł.

Ja byłem tylko 2 razy i wszystkich umawiano na konkretną godzinę, więc żadnych kolejek nie było.

 

A za darmo w przychodni to Olga ci dać benzodiaziny i spier..

Co za Olga? :shock: Za kasę też Ci mogą to dać. To, że bulisz za wizytę, to nie oznacza zaraz, że Cię wyleczą, albo, że w ogóle robią to dobrze.

 

-- 5 lis 2013, o 11:11 --

 

JKB,

Od razu byłby czubkiem w oczach kolegów

To sporo mówi o tym jakich kolegów/koleżanki mamy i jak ogół ludzi do tego podchodzi. Ja dlatego swoim powiedziałem bajbaj. Wiem (a raczej podejrzewam na podstawie opinii jakie głosili na te tematy), że reakcja byłaby podobna. Smutne. :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje za wszelkie rady i odpowiedzi.

 

Mialam odpisac na kilka, ale calkiem sie w tym wszystkim pogubilam. Napiszę ogolnikowo.

 

Wiem jak wazne zeby pracowac, przynajmniej odgoni sie te okropne mysli od siebie gdy sie czyms zajmie [dlatego w domu robie wszystko co moge byle by nie siedziec i nie myslec o swojej bezndziejnej sytuacji]. Nie chodzi o pieniadze. Poza tym nie musze pisac jak co o mnie sadza inni, ze nie pracuje... Wiem mi tez jest okropnie wstyd. Ale ten wstyd jest slabszy niz strach. Juz nawet potencjalny telefon od pracodawcy wywoluje u mnie paralizujacy lek.

 

To, ze nie znalazlam pracy,a pozniej szybko ja stracilam potwierdzilo moje wczesniejsze przypuszczenia, ze jest nic nie warta, niepotrzebna, po prostu zbedny element. Idz sie dziewczyno utop lepiej niz obrzydzaj innym otoczenie swoja obecnoscia, jestes niepotrzebna - tak mysle.

 

Jak wiecie pewnie z takim nastawieniem trudno jest udowodnic komukolwiek, ze zasluguje sie jakakolwiek prace. Czuje sie niemal jakbym klamala gdyby miala mowic jakim to jestem/bede dobrym pracownikiem. Myslalam o wlasnej firmie, ale zaden dobry biznes do glowy mi nie przychodzi. Niestety.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dobrze Cię rozumiem z tym, że nie chcesz iść do psychiatry/psychologa. Ja też nie chcę, bo się boję. Mam o tyle gorzej, że mój problem to chyba tylko lęk społeczny. Więc bardzo, bardzo boję się "otwierania się" przed psychologiem. Na razie jestem na etapie szukania specjalisty w Poznaniu. Ale wiem, że aby z tego wyjść muszę iść na terapię. Mam nadzieję, że szybko się zdecyduję, bo mam problemy w pracy. Pamiętaj to tylko lęk, dasz radę iść na terapię, ja mam nadzieję że mi też się uda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a mnie ścieeło z namiaru pracy, wiec chyba praca nie jest lekiem na nerwice.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poczytaj wczorajsza wyborcza - liczby sa duże

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak to nie tylko depresja ale głównie nerwica lękowa, wiem bo sama tak mam i też kiedyś pracowałam a teraz d..., jak mam iść na rozmowę to strach, więc pomyślałam że przełamię się i pójdę do lekarza do przychodni i trafiłam na super specjaliste w tych sprawach. A jak wychodzę mam mp3 w uszach aby gdziekolwiek dojść, teraz biorę leki ale one pomagają mi na inną chorobę ważniejszą z którą się zmagam. Bo nie ma leku na wszystko :-(. Ale wiem że samemu siedząc w domu tylko się pogarsza, może masz jakąś koleżankę która mogłaby iść z Tobą?

 

-- 07 lis 2013, 20:55 --

 

A i tak najważniejsza jest terapia. pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tak to nie tylko depresja ale głównie nerwica lękowa, wiem bo sama tak mam i też kiedyś pracowałam a teraz d..., jak mam iść na rozmowę to strach, więc pomyślałam że przełamię się i pójdę do lekarza do przychodni i trafiłam na super specjaliste w tych sprawach. A jak wychodzę mam mp3 w uszach aby gdziekolwiek dojść, teraz biorę leki ale one pomagają mi na inną chorobę ważniejszą z którą się zmagam. Bo nie ma leku na wszystko :-(. Ale wiem że samemu siedząc w domu tylko się pogarsza, może masz jakąś koleżankę która mogłaby iść z Tobą?

 

-- 07 lis 2013, 20:55 --

 

A i tak najważniejsza jest terapia. pozdrawiam

 

Wiesz nie o to chodzi, że ktoś musi mnie tam zaprowadzić. Jestem samodzielna i jakbym chciala pewnie sama bym poszła ;D

Ale nie chce, bo chyba głownie w tym lezy problem, ze nie mam w naturze zeby sie komus zwierzac. Nigdy nikomu nie powiedzialam jak podle sie czuje - raz probowalam to tylko wybuchalam placzem i na tym sie skonczylo, bo nie bylam w stanie tego kontynuowac. Od kilku lat wiem, ze jestem przypadkiem do leczenia psychiatrycznego, ale to nic nie zmienia.

 

Jako tako funkcjonuje, ale ciazy mi to bezrobocie, bardzo mi wstyd, ale tu tez nic nie potrafie zmienic choc bym bardzo chciala - gdyby np. ktos zaprooponowal mi prace nawet do sprzatania chetnie bym poszla [to nic, ze skonczylam 2 kierunki]. Obecnie uwazam, ze chyba tylko jako sprzataczka bym sobie poradzila ... Ale pracy (nawet sprzataczki) nikt od tak mi nie da, trzeba ja zdobyc, walczyc. Ja nie mam sily na to. Gdy widze jakakolwiek oferte mysle sobie tylko, ze nikt madry mnie zatrudni, ze nie mam zadnych szans.

 

Bledne kolo, bo rownie boje sie psychiatry co ewentualnego pracodawcy. Poziom stresu, nerwów, leku podczas rozmowy w obu przypadkach identyczny :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej predicament - mam tak samo jak TY! Tez nie umiem komuś się zwierzać, a szczególnie w grupie oooo nieeeee.

A tez raz byłam na NFZ w przychodni i babka potraktowano mnie koszmarnie, że wyszłam z płaczem z gabinetu i teraz mam uraz. W biurze nijako praca bo boje się że znowu ktoś na mnie nakrzyczy, przeszłam sporo prac na różnych stanowiskach (jaka ja wtedy byłam dzielna + Anglia sama - teraz to dla mnie szok!) i też mam 2 kierunki ale niestety sam lekarz powiedział mi, że dopóki się nie pozbieram to nie powinnam iść do pracy bo może ze mną być gorzej :-(. I koło się zamyka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
hej predicament - mam tak samo jak TY! Tez nie umiem komuś się zwierzać, a szczególnie w grupie oooo nieeeee.

A tez raz byłam na NFZ w przychodni i babka potraktowano mnie koszmarnie, że wyszłam z płaczem z gabinetu i teraz mam uraz. W biurze nijako praca bo boje się że znowu ktoś na mnie nakrzyczy, przeszłam sporo prac na różnych stanowiskach (jaka ja wtedy byłam dzielna + Anglia sama - teraz to dla mnie szok!) i też mam 2 kierunki ale niestety sam lekarz powiedział mi, że dopóki się nie pozbieram to nie powinnam iść do pracy bo może ze mną być gorzej :-(. I koło się zamyka.

 

Jak dla mnie to jest wielki postep isc do lekarza...Zrobilas przynajmniej spory krok do przodu. A ja dalej tkwie w tej beznadziei i nie jestem w stanie nic z tym zrobic. Nie wiem co dalej za mna bedzie. Dwie rzeczy, ktore mogly stanowic jakis ratunek sa dla mnie nieosiagalne. Oszaleje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×