Skocz do zawartości
Nerwica.com

Zespół PSSD-dysfunkcje seksualne spowodowane zażywaniem SSRI


media

Rekomendowane odpowiedzi

Miastenia to choroba immunologiczna ale na moje można mieć też podobne objawy po lekach SSRI:

"W miastenii problemem jest przekazywanie informacji z nerwu do mięśnia. Prawidłowo w tym połączeniu informację przenosi acetylocholina, doczepiając się do odpowiednich miejsc (receptorów) w komórce mięśniowej. U chorych na miastenię receptory te są blokowane i niszczone. Dochodzi do tego w wyniku reakcji autoimmunologiczną organizmu – specyficzne przeciwciała wytwarzane przez organizm traktują receptory dla acetylocholiny za elementy „obce” i je uszkadzają."

Możliwe całkiem że leki przeciwdepresyjne też coś uszkadzają, wyczuwam początkowe objawy- głównie problemy z przełykaniem, szybsza męczliwość mięśni, czasami problemy z wymową, problemy z pamięcią.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Możliwe że Twoje objawy też mają związek z acetylocholiną

"Miastenia jest chorobą rzadko spotykaną, a co za tym idzie mało znaną w społeczeństwie. Choruje na nią ok. 8 do 12 osób na 100.000. Nie jest chorobą dziedziczną. W ok. 15 % przypadków miastenia występuje łącznie z innymi chorobami autoimmunoligicznymi, takimi jak: reumatoidalne zapalenie stawów, toczeń rumieniowaty, nadczynność tarczycy, pęcherzyca, łuszczyca, zapalenie wielomięśniowe lub stwardnienie rozsiane."

 

Być może te nasze problemy mamy po lekach lub jakieś podłoże genetyczne dlatego jesteśmy bardziej narażeni na powikłania polekowe (PSSD) moja babcia z tego co wiem miała problemy z łuszczycą ja kiedyś miałem atopowe zapalenie skóry na stopie czyli coś podobnego, co ciekawe związek DMAE deanol który kiedyś zajadałem na podnoszenie acetylocholiny i który po poprawiał objętość spustu ! dodawany był również do kremów w celu regeneracji skóry czyli coś jest na rzeczy, ale bez dokładnych badań możemy tylko gdybać na podstawie naszych własnych doświadczeń :-(

 

Troszkę tę układankę mi psuje fakt że niby miastenia nie jest dziedziczona ale może to błąd mądrali w białych fartuszkach tak jak obiecanki że SSRI nie szkodzi :-)

I jeszcze jeden fakt na temat DMAE deanol moja córka miała kiedyś na twarzy czerwoną plamkę i po wcieraniu DMAE zrobiło się blade i zeszło także na moje niedobory ACh mogą powodować takie problemy skórne i całą masę innych dolegliwości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Panowie, piszecie tutaj głównie o acetylocholinie i dopaminie, a próbowaliście innego podejścia, np. Tongkat Ali (Eurycoma Longifolia) / Longjack ? https://examine.com/supplements/Eurycoma+Longifolia+Jack/

 

W badaniach wychodzi całkiem nieźle:

https://examine.com/rubric/effects/view/73/Erections/all/

https://examine.com/rubric/effects/view/73/Libido/all/

https://examine.com/rubric/effects/view/73/Seminal+motility/all/

https://examine.com/rubric/effects/view/73/Sperm+Quality/all/

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24386995

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26899442

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24318772

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23810842

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23261482

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21485695

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19703544

 

Wiem, że to temat o PSSD, ale podczas leczenia escitalopramem stosowałem mocny ekstrakt Tongkat Ali (1:200, Sumatra Pasak Bumi) + do tego Resveratrol jako antyestrogen i przy dawce 10 mg esci nie było problemów ze współżyciem, natomiast przy 15 mg już nieco ciężej, ale na pewno lepiej niż bez tych supli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć. Nie sądziłem, że kiedyś zarejestruje się na forum na impotentów. Nie obrażając nikogo z tutaj obecnych. Po prostu dla mnie słowo "dysfunkcja" jest w moim przypadku wysoce niestosowne. Pozwólcie, że przytoczę Wam swoją historię.

 

Ja - 23 lata. Młody, wydawałoby się zdrowy chłopak. Jakieś 5 lat temu rozmawiałem ze znajomą i w trakcie rozmowy wyszło, że ona jest socjofobem. Zaciekawiony, wypytuję ją o to i w między czasie zdałem sobie sprawę, że ta przypadłość idealnie opisuje to, co czułem od początków gimnazjum. Opisywać objawów fobii nie będę, bo większość zapewne dobrze wie, z czym to się je.Siadłem do książek, doczytałem, zdiagnozowałem się. I w sumie tyle. Radziłem sobie z tym na własną rękę. Miałem samochód - przebywanie w tłumie zatem odpadało. W pracy miałem własne biuro, więc najgorszym momentem było przebiegnięcie przez korytarz do swojego office'a. Ew. wyjście na papierosa. Zatem jako tako dawałem sobie radę. Jednak w styczniu mój luby dostał pracę w Londynie, więc chcą nie chcą pół roku później w czerwcu wyprowadziłem się tam. I przez pierwszy tydzień ekstaza. Potem zaczęły się schody. nowa praca, nowi ludzie, nowy język - to chyba najbardziej namieszało mi w głowie. Rozmawiając po angielsku z ludźmi, dla których nie jest to język narodowy, codzienny, nie miałem problemów ze zrozumieniem i odpowiedzeniem. Gdy jednak brytyjskość tego języka na wyspach uderzyła mnie prosto w pysk po prostu spanikowałem. Zacząłem usuwać się w cień. Od nie odzywania się do współpracowników w pracy, poprzez przestanie chodzenia do jakichkolwiek sklepów, kończąc na tym, że przestałem palić, bo wyjście na ogród przez mieszkanie, w którym zawsze ktoś jest, było nie do przeskoczenia. Wróciłem do Polski i opisując sytuacje błagałem go o coś, co pozwoli mi znów normalnie funkcjonować. napomknę, że od czasu kiedy zdiagnozowałem u siebie fobię społeczną tj. 5 lat z premedytacją nie poszedłem do psychiatry. bedąc "hobbystycznym farmakologiem" dużo czytam o leczeniu generalnie wszystkiego. Wiem jak działają leki na przeróżne schorzenia, więc chcąc niechcąc wiedziałem co nieco o najcześciej stosowanych SSRI. Uznałem, że nie zgłoszę się po żadne tabletki, dopóki stan mojej choroby umożliwia mi jako takie funkcjonowanie. Jest - paroksetyna. Stopniowo zwiekszając dawkę przez 1,5 miesiąca osiągnąłem swój pułap 30 mg/ dobę. Efekty? Są lęki zniknęły, wychodzę na zewnątrz, zaczepiam czasem nawet ekspedientki w sklepie. Gotuję w domu i nie uciekam, gdy ktoś spojrzy mi się na ręcę podczas robienia czegoś. Jest dobrze. Jednak zauważyłem, że w tych sprawach coś jest nie tak. Najpierw wydłużony stosunek, co mnie nawet cieszyło, bo nie lubiłem tego, że jestem krótkodystansowcem. Jednak tak się wydłużało, że przestało się dziać cokolwiek. Najpierw zniknął orgazm, potem wzwód. Do póki udawało mi się to jakoś maskować było ok. Jednak ostatnio nadszedł czas, gdy w lustrze musiałem sobie powiedzieć w twarz - jesteś 23-letnim impotentem. W miedzy czasie u mojego partnera zdiagnozowano raka jądra (tu paroksetyna chyba pomogła mi to w miarę gładko przetrwać) jednak, gdy on wrócił do sprawności ja nie mogę już nic. Ciężko jest opisać to uczucie komuś, kto nigdy tego nie doświadczył.

 

Przyznaje, nie czytałem całego wątku, więc nie wiem czy ktoś tłumaczył zasadę na jakiej SSRI prowadzą do tych "dysfunkcji".

otóż biorąc SSRI nie tylko zwiększa się poziom serotoniny, ale również zmniejsza dopaminy. Dzieje się tak ponieważ, SSRI zmieniają aktywność receptorów serotoninowych, co prowadzi też do tego, że transportery dopaminowe zwiększają ilość dopaminy do ponownego wychwytu. Skutkiem tego jest mniejszy poziom dopaminy dostępnej dla receptorów. Jednak SSRI zdaje się "oszukiwać" transportery dopaminowe aby produkowały sygnały serotoninowe, co skutkuje większą ilością serotoniny. Mózg w celu nadrobienia mniejszej ilości dopaminy, nasila jej receptory. Sprawia to, że są bardzo czułe, zwłaszcza D2 i D3.

Kiedy odstawia się SSRI, jest mniejsza aktywność w transporterach dopaminy, prowadzi to do tego, ze mniej dopaminy jest ponownie wychwytywana, co powoduje zwiększenie jej poziomu. Dlatego zwiększa się popęd płciowy w pierwszym okresie odstawienia. Z czasem, mózg stabilizuje poziom dopaminy i skutkuje to niskim jej poziomem, jednak co gorsze, z braku SSRI, mniejsza jest aktywność receptorów dopaminowych.

Mimo, że SSRI nie są bezpośrednimi antagonistami dopaminy, to odstawienie może mieć duży wpływ na jej receptory.

Dopamina również zmniejsza poziom prolaktyny czyli zabójce libido, dlatego u osób z PSSD jej poziom jest wysoki.

 

Pierwsze wyjście - czas. Po zaprzestaniu leczenia PSSD powinno ustąpić. Jednak byłem w poradniach, rozmawiałem z dziesiątkami chorych. jedni czekają rok, inni już 4 lata temu przestali brać SSRI, a funkcji seksualnych jak nie było tak nie ma.

Drugie - dieta i ćwiczenia. Sam próbowałem, efekty są niewielkie jednak zauważalne.

Nr trzy - kolejne leki.

 

Jednak mój lekarz w UK, gdy przyszedłem z opisem efektów ubocznym, różnymi próbami zaradzeniu temu i prośbie o przepisanie mi np. Ropinirolu (lek na parkinsona, zmniejsza niedobór dopaminy) odesłała mnie z kwitkiem. Przyznała mi rację, że działanie mogłoby coś zaradzić, ale bez stwierdzenia Parkinsona leku na parkinsona ona mi nie przepiszę, bo nie może. Taki system.

 

W głębokiej desperacji zacząłem szukać na własną rękę. Metylofendiat - stosowany w leczeniu ADHD, inhibitorem zwrotnego wychwytu dopaminy. Ciężko dostępny mimo, że na receptę. Dalej zostało tylko to, czego nie dostanę w aptece. Próbowałem "leczyć się" afmetaminą - niestety pomagała tylko w subiektywnym odczuciu. Seks był przyjemny, niestety bez wzwodu, a jeśli po długim męczeniu udało się kompana ustawić to utrzymanie tego stanu było po prostu nie osiągalne. W dodatku jej działanie utrzymywało się za długo, więc dochodziły nieprzespane noce etc. Próbujemy kokainy - póki co się udaje. Czuję się tam bardziej, o ile można tak powiedzieć. Potrafię doprowadzić do wzwodu i przy trochę większym wysiłku niż przed rozpoczęciem leczenia, ale jednak mogę ten stan utrzymać! A, że i narkotyk też trochę działa jako afrodyzjak i przy jego pomocy jestem w stanie dotrzeć do końca.

 

Nie zachęcam nikogo do szukania rozwiązania tą drogą. Moja decyzja spowodowana była totalnym brakiem alternatywy. lLeki "pomocnicze" jak buspiron dorzucały tylko swoje skutki uboczne niczego nie poprawiając. Lekarze rozkładali ręce nie potrafiąc mi pomóc, a ja totalnie zagubiony jestem tu gdzie jestem. Jak seks to tylko z kokainą - przecież wiemy, że to nie wyjście. (Poza tym - nie polecam. Drogie to jak pieron)

 

Moja wypowiedź miała na celu wylanie swojej frustracji i ostrzeżeniem, szczególnie mężczyzn - zastanówcie się kilkukrotnie, nim sięgniecie po SSRI. Może się okazać, że pozbędziecie się jednego problemu, a w prezencie dostaniecie kolejny, który nie jest powiedziane, że można pokonać.

 

Pamiętajcie - terapia, terapia, terapia. Zamiast SSRI proście lekarza o IMAO. Nie dają szczęścia takiej dawki na zawołanie jak SSRI, ale zawsze możecie wszystko odkręcić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz rację ElliotArc leki SSRI powinny być brane w ostateczności i lekarze powinni informować pacjentów o tym że skutki uboczne mogą być nieodwracalne, mi paroksetyna pomogła bardzo na fobię chwała jej za to ale bardzo nie wkurza podejście lekarzy do tego tematu, ja po długich bojach z tym PSSD już prakytcznie wróciłem do formy i uważam że jak na swój wiek to z libido mogę być zadowolony, zażywam cdp-cholinę plus inozytol i od czasu do czasu końskie dawki l-argininy żeby odblokować do końca organizm, a efekty są naprawdę widoczne odczuwam już pożądanie jak za starych czasów są dni gdzie nie mogę wytrzymać i muszę sobie ulżyć jak za kawalera:-) a jak zrobię kilka dni przerwy co wg mnie jest zalecane to jest taka chcica że masakra i dzięki temu w psychice się utrwala pozytywna myśl że nie jest tak żle ze mną:-) i w końcu mogę dojść w trakcie lodzika co kiedyś było nie do pomyślenia ! dodatkowo żeby w psychice podbudować swoje ego pykam sobie czasami w second life gdzie można uprawiać sex virtualny i stać się samcem alfa :-) jedynie co mogło być lepsze to ilość nasiena mam trochę mało ale na poziom przyjemności odczuwanej nie ma to wpływu orgasmy są często mega pomimo małych ilości spermy, od czasu do czasu sporadycznie jeszcze biorę ladasten i ziółka mój sprawdzony mix na testosteron plus dopaminka czyli niepokalanek mnisi z muira puama, zacząłem się odchudzać i zdrowo odżywiać żeby zwalić sadło i być bardziej atrakacyjnym, a brałem dwa lata paro ! także głowa do góry będzie dobrze tylko trzeba czasu :yeah:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Więc chojrak... cdp choline najlepsza wg ciebie?

 

I trochę propagandy - jak ktoś ma ochotę może po udostępniać tu i tam ku przestrodze

 

https://www.flickr.com/photos/147261892@N07/with/31512498230/

 

Większość ludzi i tak uparcie twierdzi że to nie możliwe.....żenada

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mogę uczciwie polecić cdp-cholinę wg mnie jest super na te sprawy a brałem już sporo różnych wynalazków, tak mi libido podskoczyło w ostatnim czasie że muszę się opanowywać :-) myślę że to ona w głównej mierze mi pomogła, zeżarłem już tego około 30g może troszkę więcej nie pamiętam dokładnie ale nie biorę dzień w dzień tylko tak co 2-3 dni 1/3 małej łyżeczki górna chyba granica zalecanej dawki odczuwa się lekkie na początku mdłości ale potem jest super koncentracja jakby lepsza i z czasem konkretna chcica się pojawia :-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja biorę ssri od ponad roku i na początku był problem z erekcją ,ale minął po 3 miesiącach i teraz jest ok ,a nawet lepiej bo nie dochodzę tak szybko i łatwo

 

niech zgadnę bierzesz sertralinę ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja biorę ssri od ponad roku i na początku był problem z erekcją ,ale minął po 3 miesiącach i teraz jest ok ,a nawet lepiej bo nie dochodzę tak szybko i łatwo

 

niech zgadnę bierzesz sertralinę ?

 

Paroksetynę walę od ponad roku ,początki były złe ,ochoty na seks w ogóle ,ale potem wszystko wróciło do normy i jest ok

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Panowie wiem ze nikt nie podejmie za mnie decyzji bo zacząłem brać patogen na leki i zastanawiam się czy nie odstawić z związku z PSSD. Czy ludzie wypowiadający się z początku tematu się wyleczyli ? Jaki procent ludzi dostaje tego czy to jest dużo czy odosobnione przypadki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szanse są 50/50 (choć mówią ze to mały procent ludzi dotyka nigdy nie wiadomo kogo dopadnie).....ja kiedy byłem na ssri to nie było kolorowo ale dramat się zaczął po odstawieniu....choć nie od razu.....2 tyg......i wszystko umarło :/

Dodam ze za pierwszym razem gdy zazyłem ssri.....wszystko było ok.....i to była pułapka......teraz samotnoś do końca życia.....w depresji......której wcześniej nie było bo leki miały być "bezpiecznymi tabletkami na uspokojenie".....zamiast pomóc....zniszczyły moje życie....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wellbutrin to jest jednak zajebisty lek na PSSD! 3 lata męczenia się, kombinowania z różnymi dziwnymi substancjami, a wystarczyło załatwić sobie ten cudowny lek :) Biorę jak na razie nie całe dwa tygodnie a już widzę zdecydowaną poprawę czego nie miałem nawet na takich lekach jak Pirybedyl czy Metylo. Własnie dlatego nie próbowałem Wellbutrinu bo myślałem sobie "skoro tak mocne leki nie dają rady to nawet nie warto próbować" a tu proszę ;) Pałka stoi tak pięknie że aż postanowiłem się z Wami tym podzielić :mrgreen: A pomyśleć że tyle czasu się męczyłem, stresowałem czy mnie panienka nie wyśmieje jak nie dam rady (obowiązkowo zawsze viagra przed akcją a mam 22 lata), a można było już dawno sobie z tym poradzić. Dlatego moja rada dla wszystkich - zanim zaczniecie kombinować tak jak ja z różnymi dziwnymi lekami, spróbujcie najpierw Wellbutrinu :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja brałem Coaxil parę miesięcy i choć z początku libido miałem wręcz większe, tak po paru miechach spadło i ogólnie byłem zamulony. Postanowiłem odstawić bez decydowania czy całkiem czy po prostu dłuższa przerwa. I jakoś tak to się zbiegło z tym, że nabawiłem się nagle lekkiej anorgazmii. Obojętnie w zasadzie czy solo czy z dziewczyną, jest po prostu męka, żeby dojść.

 

Wiem, że tianeptyna tak nie działa jak SSRI i raczej nie powinna powodować takich problemów. Ale jednak coś tam wali w serotonine, glutaminian więc może jakiś wpływ jednak ma. Daleki jestem od jej obwiniania. Momentami wsparłem się sildenafilem 25 mg i owszem penis stoi, jest nawet jakby bardziej gruby, ale wydaje mi się ta erekcja jakaś sztuczna, tak jakby przy okazji oprócz członka pęczniała też skóra wokół niego, co wręcz zmniejsza moje doznania. Na następny dzień też jest jakiś jakby gumowy. Ogólnie to brałem, bo nowa dziewczyna = stres + prezerwatywa, która powoduje mięknięcie narządu.

 

I teraz zastanawiam się jak sobie pomóc - wracać na tianeptynę, spróbować z Wellbutrinem? Myślałem też o johimbinie, która podobno zwiększa doznania. A tego mi właśnie brakuje - lepszego czucia i większych doznań. Wiem, że to nie PSSD, ale tak się właśnie czuję, jakby blokada jakiegoś receptora częściowo znieczuliła fiuta. Mam nadzieję, że to przejściowe, choć trwa już ze 3 tygodnie. Może za wysoki kortyzol? Testosteron, prolaktynę mam w porządku, estradiol trochę wysoki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A nie macie właśnie wrażenia, że viagra - mimo że powoduje twardą erekcję - jeszcze bardziej utrudnia dojście? Ja tak mam, niby penis twardy, ale jakby znieczulony. I tak jakby ten stan się utrzymał długie dni po wzięciu... a brałem dotychczas tylko 25 mg. Ostatnio nawet to nie pomogło, jak już w niej byłem to opadł po parunastu ruchach i się zastanawiam, czy to bardziej lęk przed samym faktem i spisaniem się czy co.

 

Ale prawda jest taka, że nawet jak się budzę z poranną erekcją, to kiedyś samo leżenie na brzuchu i sprawiało mi tę seksualną przyjemność. Teraz to czuję jakby coś mnie po prostu uwierało i tyle. I nie wiem skąd nagle ten stan. Od coaxilu? Jego odstawienia? Tej pieprzonej viagry? Dziwna sprawa, bo kiedyś nawet działając własnoręcznie, potrafiłem balansować na tej granicy orgazmu jak długo tylko chciałem, a teraz się męczę żeby dojść. Mówicie, że ta cholina może pomóc? Dzisiaj idę do psycho i spytam go o ten wellbutrin. Zastanawiam się tylko, czy długofalowo nie będzie tylko gorzej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tianeptyna wyrzuca dopamine, co przy dlugotrwalym stosowaniu moze prowadzic do downregulacji receptorow dopaminowych. Uklad dopaminowy i jej receptory (zwlaszcza D2 i D3) sa mocno zwiazane z libido i odczuwaniem przyjemnosci, wystapila po prostu tolerancja. Taka odpowiedz pierwsza sie nasuwa na usta. Tianeptyna nie smyra serotoniny, wiec to nie jest PSSD. Zas CDP-Choline lub forskolina upreguluja receptory D2, a tym samym odwracaja efekt tianeptyny i przyspieszaja proces powrotu do normalnosci (o ile odlozy sie stosowanie tianeptyny na jakis czas). Zastosowanie stymulantow tez byloby rozsadnym wyjsciem, bo odwroci ewentualna tolerancje na DAT (bialku transportowym dopaminy).

 

Probowalem oba srodki, ale u mnie problem lezy gdzie indziej. Nie mniej wiele osob poleca te srodki przy problemach erekcji zwiazanych z nalogowa masturbacja i pornografia, a to tez w mocnym stopniu wyrzuca dopamine.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ricach, czyli co mi radzisz? Tę cholinę? Widzę, że ta CDP-Choline jest dostępna np. w muscle-zone (nie wiem czy tutaj można wklejać linki - regulamin) 120 kapsułek, 250 mg, po 2x dziennie. Takie coś może być?

 

Mówisz o stymulantach, jakie konkretnie masz na myśli, bo dla mnie to szerokie pojęcie? Wellbutrin czy amfetamina?

 

Nadmienię, że u mnie te kłopoty z ciężkim dojściem i ogólnie słabszym czuciem pojawiły się (chyba) po odstawieniu Tianeptyny. Nie jestem w stanie ustalić czy to było przed czy po, ale mniej więcej zbiegło się w czasie. Tianeptynę odstawiłem, bo wydawało mi się, że mnie strasznie zamulała i odbierała chęci do czegokolwiek (także libido, ale np. siłownia, robienie czegoś po pracy itd.) po dłuższym czasie, a efektu pozytywnego i tak za wiele nie czułem.

 

Dodam, że tę tianeptynę, to ja brałem jedynie 3 miesiące, a odstawiłem jakoś miesiąc temu. I nawet mi przeszło przez myśl, żeby do niej nie wrócić, (mam jeszcze kilka paczek tego), bo pamiętam pierwszy miesiąc fajnie działała, nakręcająco, ale potem jakby tolerancja i już czułem bardziej senność, zamulenie i zniechęcenie do aktywności.

 

Też zaznaczę, że nie ma tragedii, dojść potrafię, ale własnoręcznie zajmuje mi to o wiele więcej czasu. A z dziewczyną, to właściwie tylko gdy mnie pieści oralnie albo ręką. O dojściu w niej raczej mogę zapomnieć. I zastanawiam się to czy nie jest po prostu wynik tego, że miałem długą (jakieś 2 lata) przerwę w kontaktach damsko-męskich i za bardzo mózg przyzwyczaiłem do pornosów i własnej ręki. Może to tutaj trzeba szukać przyczyny, a nie w tianeptynie, zwłaszcza, że nigdzie na polskich czy anglojęzycznych stronach nie znalazłem, żeby ktoś miał po niej/jej odstawieniu takie kłopoty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×