Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Relief

Użytkownik
  • Zawartość

    32
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Czy ktoś zauważył zmianę koloru stolca podczas przyjmowania Wellbutrinu? Biorę trzeci dzień i od dwóch dni widzę, że kolor zmienił się na jaśniejszy/bledszy. Co by świadczyło o jakimś szkodliwym działaniu na wątrobę, ale żadnych innych objawów nie mam.
  2. Nasennie działał na mnie w miarę nieźle. Przeciwdepresyjnie w ogóle. Dodatkowo czułem się jakby mi dodawał 20 lat życia. Byłem słabszy, mniej witalny itd. Jako, że chodzę na siłownię, to było to jak najbardziej mierzalne, żadne placebo, widziałem po prostu spadki siły po ciężarach. Do tego lek niby poprawia libido, a u mnie przeciwnie - jak na libido nigdy nie narzekałem, tak na trittico było z tym kiepsko, erekcja powiedzmy z 10/10 spadła do 7/10, mimo że to nie SSRI. W końcu na tyle mnie to martwiło, że odstawiłem w cholerę. I po kilku dniach wszystko wróciło do normy, dodatkowo miałem odbicie idące w aktywizację na granicy mini hipomanii. Co było nawet przyjemne, pomijając bezsenność. Nawet sobie mówiłem, że warto było to brać, żeby odstawić i popaść w tę miłą hipomanię. Przy czy zaznaczam, że to efekt bardziej swoisty dla mnie niż dla leku. Mam tak samo jak np. palę marihuanę przez 10 dni i odstawiam.
  3. Po ilu tygodniach to się powinno wkręcić? Biorę już jakiś miesiąc (3 tygodnie 150, od trzeciego - 300) i specjalnie poprawy humoru nie czuję. Jedyne co, to czasem głupoty w internecie, który zwykle powodowały uśmiech teraz sprawiają, że śmieję się z nich bardziej przez parę sekund na głos. Ale poza tym czuję wręcz spadek samopoczucia. Na początku spałem po tym jak suseł, a teraz zasypiam w miarę łatwo, ale za szybko się wybudzam. Tego pobudzenia też niespecjalnie mimo wszystko czuję - coś jakby wypić kawę kiedy się jest niewyspanym i styranym - niby sprawi, że nie zaśniesz, ale nie sprawi, że poczujesz się świeży i skory do życia. Dodatkowo raz miałem imprezę - upiłem się dość szybko, wydaje mi się, że szybciej niż zwykle, rzygałem, co mi się raczej nie zdarza po wódce i film mi się urwał szybko. Rano kac psychiczny - lęki i smutek. I to był jeden dzień, kiedy nie wziąłem dawki, bo stwierdziłem, że na kacu z bólem głowy to wellbutrinowe pseudopobudzenie to ostatnie czego mi trzeba. Ile jeszcze poczekać zanim to odstawię? Już tianeptyna wydaje mi się lepsza, bo chociaż też z niej dość szybko zrezygnowałem, to muszę przyznać, że miała swoje momenty. Tutaj jest gorzej. Ale może też za mało zwracam uwagę na czynniki zewnętrzne - typu sytuacja w życiu, pracy itd. Dodatkowo zdaje mi się, że brain fog po tym bywa nieziemski, miałem momenty w pracy, że można było do mnie mówić, a ja nie potrafiłem utrzymać koncentracji na prostych - zdaje się -zdaniach. Oczywiście nie chodzi mi tu o rozmowę o tym, że ktoś zjadł zupę i ma sraczkę, tylko tłumaczenie jakichś zagadnień w pracy czy coś w tym stylu. Nie wiem czy jest się sens męczyć kolejny miesiąc - jakaś szansą na odwrócenie karty i pozytywny efekt? Jak nie zaskoczy, to wypróbowania zostanie już tylko Valdoxan. Coś czuję, że jednak serotoninowce byłyby dla mnie najlepsze, ale ich za bardzo się cykam, jak to młodzież mówi. Z tych trzech - tianeptyna/bupropion/agomelatyna - którykolwiek ma jakiś profil przeciwlękowy? Potrzebuję wyluzowania i wyjebania na codzienne sprawy. Praca w korpo zabija duszę, a w głowie "Uciec, ale dokąd" jak film z Van Dammem. Heh, pozdrawiam.
  4. A widzisz, ja to positivum odstawiłem - po prostu skończyło mi się opakowanie i nie kupiłem kolejnego. Co do wellbutrinu to biorę 150 przez tydzień, ale dalej nie widzę efektu, którego bym oczekiwał, czyli większa motywacja, energia i pobudzenie. Powiedziałbym, że działa wręcz odwrotnie, paradoksalnie szybciej zasypiam i przesypiam w ciągu 7-8 godzin. Około 22-23 jestem już ululany, gdzie jeszcze miesiąc temu potrafiłem się męczyć do 3 w nocy, żeby usnąć. Poza tym zero efektów, ani negatywnych, ani pozytywnych. W pierwszy dzień tylko głowa mnie bolała, ot co. Dzisiaj mam sajko, spytam czy czekać czy zwiększać do 300.
  5. Czy przejście ze 150 mg na 300 xr mg mogę zrobić biorąc dwie tabletki 150 mg, skoro są one o uwalnianiu zmodyfikowanym? Co prawda biorę dopiero 3 dni, ale póki co poza pierwszym dniem, kiedy do południa czułem się jak po 2 kawach i bolała mnie głowa cały dzień, w dzień drugi i trzeci nie czułem zupełnie nic. Zero jakiegokolwiek pobudzenia, a po pracy to chętnie bym się położył spać. Wydaje mi się, że dawka 150 jest za mała (miałem po miesiącu przejść na 300), zwłaszcza, że jestem wielki chłop prawie 2 metry i ponad 100 kg. Co radzicie, poczekać jeszcze na 150 czy przejść na 300? A jeśli na 300 to szukać w aptece dawki 300 czy na jedno wyjdzie jak zacznę łykać 2x150? Mam wątpliwości przez to, że to są XR. I nie wiem czy to jest takie przełożenie 1 do 1.
  6. Ja Ci nie pomogę, bo dopiero mam zamiar zacząć to brać. Niestety tak to już jest, że więcej tutaj pytań niż odpowiedzi. Pewnie warto przetrzymać, bo tak na chłopski rozum, to tylko lek, który cudów nie sprawi i zawsze będą dołki. Wniosek nasuwa się z Twojej wypowiedzi taki, że ogólnie jest lepiej, a teraz zdarzył się spadek. Więc chyba za wcześnie wyrokować. Pewnie bardziej to pisałeś, bo szukasz pocieszenie niż wyjaśnienia, bo dla tych leków nie ma prostych wyjaśnień. W gruncie rzeczy, co za różnica z czego wynika ten dołek, zastanawianie się nad tym to para w gwizdek. Nie chcę się zresztą głupio mądrować, bo każdy jest inny, ale wydaje mi się, że tutaj panuje tendencja do zbytniego skupiania się na lekach i rozkładaniu stanów emocjonalnych na neurony i dopamin, serotonin na atomy, co w gruncie rzeczy do niczego zbytnio nie prowadzi. Moje zdanie. To teraz pozwolę sobie zadać swoje pytanie, bo z lektury tematu wynika, że można trafić na Wellbutrin w dużo niższej cenie niż 200 zł. Ktoś wie gdzie w dużych miastach najtaniej mogę to "cudo" kupić? Chodzi mi zarówno o 150, jak i 300 mg. Konkretnie chodzi o Łódź.
  7. Cześć, chciałbym spróbować z wellbutrinem. Mój cel to szeroko pojęta aktywizacja, więcej motywacji do zadań codziennych, łatwiejsze wstawanie do pracy, większa chęć wyjścia po pracy, zarówno na spotkanie towarzyskie, jak i na trening, siłownię. Wybór padł na wellbutrin. Trochę mnie niepokoją efekty uboczne. W związku z tym mam pytań kilka: - czy ktoś łączył z propranololem? Wyczytałem, że propranolol może zwiększać biodostępność wellbutrinu, ale ogólnie nie ma przeciwwskazań. Zważywszy na takie efekty uboczne bupropionu jak - fizycznie odczuwane poddenerwowanie, wzrost ciśnienia, kołatanie i inne objawy sercowe, ta kombinacja powinna się dobrze uzupełniać. Ale jak jest w praktyce? - czego się można spodziewać przy odstawieniu? - czy pojawia się odwrotny efekt, czyli z braku leku aktywizującego, mogę się spodziewać senności i zamulenia? Wzrostu wagi? - ostatnio odkryłem, że dość odczuwalnie pomagają mi tabletki Positivum - mniej się stresuje (rzadziej powracam myślami do tego co stresujące), przejmuję i jakoś pozytywniej jestem nastawiony (wiem, szczęściarz ze mnie, jak ziółka pomagają). Czy ktoś myśli, że takie lekkie ziółka mogą w ogóle zredukować te wszystkie spodziewane nieprzyjemności wywołane przez wellbutrin? Tj. nerwowość, rozdrażnienie itd?
  8. Ricach, czyli co mi radzisz? Tę cholinę? Widzę, że ta CDP-Choline jest dostępna np. w muscle-zone (nie wiem czy tutaj można wklejać linki - regulamin) 120 kapsułek, 250 mg, po 2x dziennie. Takie coś może być? Mówisz o stymulantach, jakie konkretnie masz na myśli, bo dla mnie to szerokie pojęcie? Wellbutrin czy amfetamina? Nadmienię, że u mnie te kłopoty z ciężkim dojściem i ogólnie słabszym czuciem pojawiły się (chyba) po odstawieniu Tianeptyny. Nie jestem w stanie ustalić czy to było przed czy po, ale mniej więcej zbiegło się w czasie. Tianeptynę odstawiłem, bo wydawało mi się, że mnie strasznie zamulała i odbierała chęci do czegokolwiek (także libido, ale np. siłownia, robienie czegoś po pracy itd.) po dłuższym czasie, a efektu pozytywnego i tak za wiele nie czułem. Dodam, że tę tianeptynę, to ja brałem jedynie 3 miesiące, a odstawiłem jakoś miesiąc temu. I nawet mi przeszło przez myśl, żeby do niej nie wrócić, (mam jeszcze kilka paczek tego), bo pamiętam pierwszy miesiąc fajnie działała, nakręcająco, ale potem jakby tolerancja i już czułem bardziej senność, zamulenie i zniechęcenie do aktywności. Też zaznaczę, że nie ma tragedii, dojść potrafię, ale własnoręcznie zajmuje mi to o wiele więcej czasu. A z dziewczyną, to właściwie tylko gdy mnie pieści oralnie albo ręką. O dojściu w niej raczej mogę zapomnieć. I zastanawiam się to czy nie jest po prostu wynik tego, że miałem długą (jakieś 2 lata) przerwę w kontaktach damsko-męskich i za bardzo mózg przyzwyczaiłem do pornosów i własnej ręki. Może to tutaj trzeba szukać przyczyny, a nie w tianeptynie, zwłaszcza, że nigdzie na polskich czy anglojęzycznych stronach nie znalazłem, żeby ktoś miał po niej/jej odstawieniu takie kłopoty.
  9. A nie macie właśnie wrażenia, że viagra - mimo że powoduje twardą erekcję - jeszcze bardziej utrudnia dojście? Ja tak mam, niby penis twardy, ale jakby znieczulony. I tak jakby ten stan się utrzymał długie dni po wzięciu... a brałem dotychczas tylko 25 mg. Ostatnio nawet to nie pomogło, jak już w niej byłem to opadł po parunastu ruchach i się zastanawiam, czy to bardziej lęk przed samym faktem i spisaniem się czy co. Ale prawda jest taka, że nawet jak się budzę z poranną erekcją, to kiedyś samo leżenie na brzuchu i sprawiało mi tę seksualną przyjemność. Teraz to czuję jakby coś mnie po prostu uwierało i tyle. I nie wiem skąd nagle ten stan. Od coaxilu? Jego odstawienia? Tej pieprzonej viagry? Dziwna sprawa, bo kiedyś nawet działając własnoręcznie, potrafiłem balansować na tej granicy orgazmu jak długo tylko chciałem, a teraz się męczę żeby dojść. Mówicie, że ta cholina może pomóc? Dzisiaj idę do psycho i spytam go o ten wellbutrin. Zastanawiam się tylko, czy długofalowo nie będzie tylko gorzej...
  10. Ja brałem Coaxil parę miesięcy i choć z początku libido miałem wręcz większe, tak po paru miechach spadło i ogólnie byłem zamulony. Postanowiłem odstawić bez decydowania czy całkiem czy po prostu dłuższa przerwa. I jakoś tak to się zbiegło z tym, że nabawiłem się nagle lekkiej anorgazmii. Obojętnie w zasadzie czy solo czy z dziewczyną, jest po prostu męka, żeby dojść. Wiem, że tianeptyna tak nie działa jak SSRI i raczej nie powinna powodować takich problemów. Ale jednak coś tam wali w serotonine, glutaminian więc może jakiś wpływ jednak ma. Daleki jestem od jej obwiniania. Momentami wsparłem się sildenafilem 25 mg i owszem penis stoi, jest nawet jakby bardziej gruby, ale wydaje mi się ta erekcja jakaś sztuczna, tak jakby przy okazji oprócz członka pęczniała też skóra wokół niego, co wręcz zmniejsza moje doznania. Na następny dzień też jest jakiś jakby gumowy. Ogólnie to brałem, bo nowa dziewczyna = stres + prezerwatywa, która powoduje mięknięcie narządu. I teraz zastanawiam się jak sobie pomóc - wracać na tianeptynę, spróbować z Wellbutrinem? Myślałem też o johimbinie, która podobno zwiększa doznania. A tego mi właśnie brakuje - lepszego czucia i większych doznań. Wiem, że to nie PSSD, ale tak się właśnie czuję, jakby blokada jakiegoś receptora częściowo znieczuliła fiuta. Mam nadzieję, że to przejściowe, choć trwa już ze 3 tygodnie. Może za wysoki kortyzol? Testosteron, prolaktynę mam w porządku, estradiol trochę wysoki.
  11. Na dniach minie 6 tydzień na coaxilu w dawce 12,5mg x 3. Moje dotychczasowe wnioski - jeśli zauważyłem jakąś różnicę, to bardzo subtelną w działaniu przeciwlękowym. Bynajmniej nie jest to jednak ten poziom, jaki chciałbym uzyskać. Zdarzają się fajne dni na leku, ale zdarzają się też takie, kiedy wracam do domu przybity, rozdrażniony. Do tego nie pomógł zbytnio tam, gdzie chciałem, żeby pomógł - to jest większa otwartość wobec ludzi, nawiązywanie kontaktów etc. Budzę się praktycznie każdej nocy po paru godzinach snu i fajnie jest, jak mogę od razu z powrotem zasnąć. W dzień chodzę ostatnio strasznie senny, przymulony. Działanie poprawiające koncentrację działało może przez pierwsze 2 tygodnie, teraz tego nie czuję. Wręcz od pracy (umysłowej) odpycha mnie jeszcze bardziej, mam rzeczy do zrobienia, a ja zamiast się nimi zająć, to w pracy zagadam tu do jednego, tu do drugiego i tak mija dzień za dniem. Jeśli chodzi o poprawę nastroju, też raczej słabo zauważalna. Wydaje mi się, że lek działa, jak się samemu działa, coś robi. Jak się siedzi w domu przed komputerem, to żadnej zmiany nie widać. No może bardziej mnie rozśmieszają różne rzeczy, typu komedie, które wcześniej mnie nie śmieszyły. Podsumowując, coś tam działa, ale to nie jest to. Dam mu jeszcze z miesiąc i jak nie będzie większej poprawy, to dam sobie spokój, ewentualnie spróbuję wellbutrin.
  12. Dzięki za odpowiedzi. Może właśnie to chciałem usłyszeć, próbowałem już terapii, ale sam lekarz powiedział, że bez leków będzie mi ciężko ruszyć. On cały czas mnie na nie namawia. Ta psychoterapia przyniosła pewne skutki, ale wtedy miałem inny cel i, gdy go osiągnąłem, to jej zaprzestałem. Teraz może jednak pora by wrócić. A ze sobą, to akurat dużo robię, bo na siłowni jestem co najmniej 2-3 razy w tygodniu, raczej dbam o siebie i na zainteresowanie płci przeciwnej też nie narzekałem nigdy, ale co z tego, skoro w sytuacji powiedzmy już kierującej się w stronę flirtu od razu cały sztywnieję emocjonalnie, tracę całą spontaniczność i ostatecznie robię z siebie debila. Zwłaszcza w stosunku do zupełnie nowych dziewczyn, które dopiero co chcę poznać. Ogólnie im dalej w las ze znajomością, tym jest mi łatwiej się otworzyć i być po prostu sobą, dlatego wszystkie moje dziewczyny wywodziły się raczej z koleżanek. Inna sprawa, że jaranie sprawiło, że na wszystkie wyjścia ze znajomymi, imprezy miałem totalnie wyłożone, bo wolałem się zjarać i sobie posiedzieć przy kompie albo pograć na konsoli. Teraz jak się człowiek ogarnął, wybudził z letargu, to zdał sobie sprawę, że właściwie jest totalnie sam. Ta tianeptyna nawet sprawia, że gdzieś bym ruszył, coś zrobił ze sobą, ale jednak coś nie pozwala się pierwszy odezwać do kogoś po tym, jak się właściwie wszystkie zaproszenia i próby wyciągnięcia mnie olewałem ciepłym moczem. Oczywiście co do depresji - humorem raczej nie tryskam, mam momenty zwątpienia i smutku, ale to są przyczyny raczej egzogenne, opisane powyżej. Ciężko być z siebie zadowolonym, jak się wraca do pustego mieszkania i nie ma co ze sobą zrobić. Podsumowując, na moje dolegliwości SSRI raczej nie pomoże. Dam szansę tej tianeptynie, zwłaszcza, że jakieś światełko w tunelu, co do jej działania, się właśnie zaświeciło. Tylko tak żeby jeszcze lepiej to uzmysłowić - dajmy na to siedzi sobie jakaś dziewczyna w barze/bibliotece/gdziekolwiek i wysyła sygnały, że jest mną zainteresowana, uśmiecha się, łapiemy kontakt wzrokowy. Co z tego, skoro nie ma siły, żebym się przemógł i do niej zagadał. A gdybym już został zmuszony, to próbowałbym być na siłę żartobliwy, co z moim ironicznym/dość osobliwym poczuciem humoru skończyłoby się mini tragedią :). Tak, boję się "kosza" odrzucenia, wiem, że to nieracjonalne, ale po prostu nie mogę się przełamać. I właśnie dlatego w ogóle rozważałem SSRI, bo wiem, że powodują pewne odhamowanie. Ale właśnie nie mam pojęcia, czy dobrze myślę, bo dużo osób pisze, że na nich zaczyna mieć wszystko w dupie. Plus dochodzi też ten problem libido i wszystko się zapętla, bo co z tego, że poznam dziewczynę, jak nie będę w stanie nic z nią zrobić . Pozdrawiam.
  13. Dzięki za konstruktywne odpowiedzi. O fluwoksaminie oczywiście słyszałem, ale bez sprawdzania w google, pierwsze skojarzenie jest takie, że jest przestarzała i mało wybiórcza jako inhibitor, ale może się mylę. one-half, ze swoimi propozycjami pięknie się wstrzeliłeś w moją rzeczywistość, bo mimo, że na pierwszej wizycie dawno temu lekarz zaproponował fluoksetynę, to ja odmówiłem, potem zaproponował valdoxan, spróbowałem, ale dolegliwości żołądkowe sprawiły, że zrezygnowałem, zanim w ogóle zaczęła na moją psychikę jakkolwiek działać. A teraz właśnie próbuję z tianeptyną, już prawie miesiąc, subtelne zmiany zauważam, ale nie jest to jeszcze coś, co bym chciał. Wyjątek był wczoraj w połączeniu z 1 (słownie: jednym) piwem zadziałała wręcz spidująco świetnie się bawiłem w towarzystwie parę godzin, buzia mi się nie zamykała i z gadatliwości, i ze śmiechu, co raczej mi się nie zdarza. A potem miałem jeszcze randkę, do której bez tej tianeptyny - czy raczej stanu, w jaki mnie wprowadziła - w życiu by nie doszło. Tylko to było takie parę godzin, że działała tak, że aż się przestraszyłem, bo to było jak narkotyk wręcz. Być może jest z nią tak, że widać jej działanie, kiedy się coś ze sobą robi, bo jak się siedzi przed komputerem samemu w domu, to trudno to działanie hmm rozkręcić. Na pewno jeszcze miesiąc na niej pobędę, zanim postanowię cokolwiek innego. A ten dylemat, czy na pewno chce się bawić w antydepresantyto "story of my life", bo jakbym widział świat w czarnych barwach, codziennie płakał, nie wstawał z łóżka i miał wiadome myśli na S, to decyzja by była oczywista. A mi po prostu potrzeba kilka subtelnych zmian w przekonaniach. Bo z drugiej strony moja bierność w relacjach z ludźmi sprawia, że jestem coraz bardziej samotny, a w wieku 30 lat żadna dziewczyna też mi z nieba sama nie spadnie. Czyli u mnie to bardziej taka anhedonia, wzmocniona/spowodowana może wieloletnim częstym jaraniem, które owszem rozwesela, ale sprawia, że czas ucieka przez palce i ma się wszystko w dupie, stojąc ze swoim życiem w miejscu :). Poczytam o tej fluwoksaminie, choć wydawało mi się, że jak SSRI to fluoksetyna to taki pierwszy, najbardziej oczywisty wybór.
  14. Cześć, mam dwa pytania odnośnie fluoksetyny, które - z uwagi na ich specyfikę - kieruję raczej do mężczyzn: 1) od dawna się noszę z zamiarem brania tego leku, ale od dawna powstrzymują mnie potencjalne skutki uboczne - chodzi mi o libido i ogólnie szeroko pojmowane sprawy seksu. Mam 30 lat libido raczej na b. wysokim poziomie i nie chciałbym tego zepsuć. Wiem, że to popularny ubok, ale czy ktoś może określić, jaka jest szansa jego wystąpienia? I jeśli już wystąpi, to czy naprawdę jest tragedia czy tylko np. można dłużej? Bardziej wpływa na czucie, erekcję czy orgazm? 2) Drugie pytania brzmi - czy jest sens brać to, jeśli głównym celem byłoby nie poprawa humoru itd., tylko poprawa relacja międzyludzkich, łatwiejsze nawiązywanie kontaktów, większa pewność siebie i odwaga w takich relacjach (zwłaszcza z płcią przeciwną). Byłby to mój pierwszy SSRI, wiem, że zapewne lepiej by tutaj zadziałała np. paroksetyna, ale też mocniej by walnęła skutkami ubocznymi. Będę wdzięczny za jakiekolwiek odpowiedzi. Rozumiem, że to dylemant na zasadzie bilansu korzyści/straty, dlatego pytam, czy z takim celem, jaki tu nakreśliłem warto rozważyć jej branie. Pozdrawiam i zdrówka życzę :)
  15. Jak najlepiej dawkować tianęptynę? Czyli w jakich godzinach brać te 3 tabletki na przestrzeni dnia? Czy raczej jest to u Was np. 8 :00 - 14:00 - 20:00 czy może 8:00 - 12:00 - 16:00? Lepiej nie brać przed snem czy nie ma różnicy? -- 31 paź 2016, 17:42 -- Na razie (ostatnie 3 dni) biorę po jednej tabletce wieczorem. Zgodnie z zaleceniami lekarza, żeby najpierw brać wieczorną dawkę, po paru dniach poranną i wieczorną i jeszcze po paru już normalnie 3x dziennie. Właśnie teraz połknąłem. Ogólnie nie czuję specjalnie żadnej różnicy, poza zasypianiem. Wczoraj połknąłem po 20 i próba zaśnięcia to była masakra. Praktycznie do 3 rano ni to spałem, ni to nie spałem, myśli cały czas kołatały się w głowie, takie na pograniczu snu i jawy, do tego rozdrażnienie. Akurat zacząłem kurację w okresie, kiedy w miarę dobrze się czułem, muszę coś jednak zmienić w swoim życiu i pomyślałem, że Coaxil mi w tym pomoże. Póki co czuję się gorzej niż przed, no ale to dopiero 3 dzień, do tego mogę to zwalić na niewyspanie. Ponawiam pytanie - w jakich godzinach najlepiej dawkować te 3 tabletki, żeby można się było wyspać. I czy to rozdrażnienie jest typowe i czy przejdzie w późniejszej fazie?
×