Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość takajakaś18

Toksyczni ludzie

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Czesc..Chcialabym dziś spytac czy spotkaliscie toksycznych ludzi,czyli takich ktorzy za wszelka cene usiłuja Wam zniszczyc zycie,wprowdzic w poczucie winy,kompleksy? Moze ja Wam powiem o takiej "kolezance z klasy" ..Na poczatku liceum doczepila sie mnie,niby obie nie jestesmy jakies super pewne siebie ,ale ja mimo wszystko ,choc niezbyt do gustu mi przypadła zaczelam sie z nia kolegowac...Nie bylam za bardzo do niej przekonana,bo bardzo roznila sie ode mnie pogladami,spoosbem patrzenia na ludzi swiat,byla nieco wulgarna i egoistyczna czasem.Miała rowniez chwile kiedy dało sie z nia normalnie porozmawiac..,byla sympatyczna.Mimo ,ze w tym okresie mialamdosc zaawansowana depresje ,mozna powiedziec,ze mnie z niej wyciganela..Ciagle mowila mi komplementy,nie takie wymuszone -ale trafne...Naokrągło mi gadala ,ze mam dobry gust, jestem ładna ,ze mi zazdrosic i taki tam bzdety..W srodowisku tez duzo takich opin słyszałam od wielu osob -potwierdzaly jej zdanie..,i w koncu corz wiecej,podobalam sie chlopakom ,a ona caly czas byla miła ,chodzilysmy razem gdzies,kolegowalismy sie...Zawsze byka bardzo szczera,mozna bylo na niej polegac..Wiem ,ze mowila to co myslala.

Po jakims czasie znow odmienilo sie jej o 360 stopni,nawet nie macie pojecia jak grala mi na nerwach, czepiala sie doslownie o wszystko , szukala wad we mnie ,niedoskonalosci, wysmiewała mnie jak źle sie wyrazilam (czasem niepoprawna polszczyzna) i probowala mi wmowic ,ze robie to caly czas ,wymsylila sobie,ze jestem brudasem ,bo kilka razy znalazła malenkie ubrudzenie na bluzce czy butach, źle mi doradzala na zakupach,wysmiawala moje poglady, a na przyklad ,gdy mowilam ,ze cos czytalam to odpowidaala:'Ty i czytanie ? Jakis zart" ?" Wmawiala mi ,ze jestem glupia i ,ze nie potrafie sie nic nauczyc.Porownywala mnei z moja siostra ,ze niby zdolniejsza ,chociaz prawie jej nie zna.Ciagle narzekala ,ze nie ma pieniedzy ,a mi mowila ,ze z taka praca jak moj tata to sei zarabia kokosy...Chociaz to nie prawda...Zaczela sie smiac ,z moich czesci ciala,ze niby za gruba jestem(a waze 2 kg wiecej) , z mojego miejsca zamieszkania.., mojego charakteru pisma,wszystko jej sie nie podobało.Czasem wyrazala sie nawet niemilo przy kolezankach..Raz przesadzila zdecydowanie -powiedziala wprost ,nawet nie chce moiwc co,obrazila mnie bardzo poszlam do domu i plakałam...Poczulam sie naprawde źle,bardzo urazona..

...A przeciez o to jej chodzilo...Nie wiem ajk mozna tak diamentralnie zmienic do kogos stosunek i jaki jest cel osoby,ktora tak bardzo chce kogos zniszczyc ? Dlaczego to robila? krytykowala ciagle? na szczescie po jakims czasie poznalo sei an niej wiele osob,z inych powodow i ja to wykorzystalam lekko przeciwko jej...Kiedsy gdy mnie poprawila znow (jak niby zle sie wyrazilam) powiedzialam jej :"ostatni raz mnie poprawials"niby sie tlumaczyla ...,ze niby ja to drazni ,bo sama sie tak uczy...Sama tez popełnia bledy -ale jej nie poprawiam? uwaza sie za strasznie elokwentna ,a polowe jej slow to wulgaryzmy? uwaza ,ze moj brzydki charakter pismy jest gorszy od jej bledow ortogramicznych(pisze Mój przez "U")...Naprawde nie wiem co mam z nia zrobic..mam do niej zal,niby nadal gadamy,ale czuje ,ze czeka na szanse aby mi zaszkodzić..dzis tez mi cos probowala wmowic..Nie wiem jak do niej trafic? najgorsze ,ze niby jest moja kolezanka ,nie wiem jak sie od niej uwolnic,ciagle narzeka,nic i nikt jej nie pasuje...:)

co myslicie na ten temat?czuje ,ze ta relacja jest dla mnie zla...nie iem czemu chce mi tak zaszkodzić?? :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Oj tak, znam kilka takich osób... :roll: Moja przyjaciółka (przyjażnimy się od 16 lat) też miała taki okres ale wzięłam ją na poważną rozmowę i zapytałam wprost. Nie napiszę co jej napisałam bo to były bluzgi, ale cóż... pomogło.

Powiedz jej szczerze że nie życzysz sobie takiego traktowania a skoro jej nie pasujesz to nie spada- to jest opcja jeśli Ci na niej zależy. Bo może wtedy opamięta się, przemyśli i Wasze relacje się uzdrowią- tak jak się stało w przypadku moim i mojej przyjaciółki.

 

Natomiast jeśli czujesz że przesadza na maksa, że nie szanuje Cię a Ty wiesz że poradzisz sobie bez niej i np znajdziesz nową koleżankę- to kopnij ją w tyłek. Zerwij wszelkie kontakty z nią i zacznij się spotykać z inną koleżanką.

 

Dlaczego ludzie tacy są? Odpowiedz jest jedna- z zazdrości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Magda ma racje kolezanka sie tak zachowuje bo jest zazdrosna nie przejmuj sie i nawet nie mysl ze cos z Toba jest nie tak :):) glowa do gory. Sa niestety takie typy przyjaciolek "bluszczy".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

no niby tak mozna to zinterpretowac,ale nie wiem czy to prawda..Jakby bylo mi czego zazdrosic to raczej by tak sie do mnie nie odzywala,moze by miala troche szacunku , z reszta nie uwazam sie za osobe ,ktorej mozna czegos zazdroscic..

A to jak ona sie do mnie odzywała -troszke obnizylo mi samoocene.Wszystkich traktowala normalniea mnie wyjatkowo? Jakim prawem ona sie do mnei porownuje jak jest zupelnie inna?

powinna sie porownywac do ludzi takich jak ona...A ona za wszelka cene chce mi zmienic poglady, mam wrazenie,ze chcialaby zebym calkiem juz przestala wierzyc w siebie...jak ona mnie drazni,

wiem ,ze powinam sie odczepic od kogos takiego,ale jakos nie wiem jak ...przeciez troche ja lubie.jest strasznie zazdrosna o wiele rzezcy :oceny ,ciuchy,kase(jets bardzo cyniczna) ...ale zeby mi cos konkretnie zazdroscila to nie wiem , nie mam ani ciuchow ,ani kasy .po prostu ma cos do mnie ... i uwaza mnie za zero.?.., nie widze we mnie zadnych zalet , same wady..ciekawe..

wiem ,ze tak ztego co mowi postrzega siebie -marudzi,ze jest brzydka czy cos ,biedna itd...,ze nie ma przyjaciół..I z takim zachowaniem -to nic dziwnego.Ale to ,ze ona nie lubi siebie dlaczego akurat mnie sie czepia? Przeciez ma tyle oosb wkoło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja matka jest nadopiekuńcza. Mam 25 lat i nie wolno mi właściwie nic, od wyjeżdżania we wakacje, po spotykanie się swobodnie ze znajomymi. Zawsze muszę się tłumaczyć gdzie byłam, jeśli już uda mi się wyjść (bo wcześniej skłamię z kim jestem umówiona, bo nie ze wszystkimi mi wolno), to dzwoni co kilka godzin, żeby skontrolować, pokrzyczeć, skarcić, czasami już mam dosyć i nie odbieram, to mam conajmniej 30 połączeń nieodebranych. Wie co robię w każdej minucie mojego życia, ze wszystkiego muszę sie zwierzać przymusowo, bo jak nie, to zaraz coś podejżewa i robi piekielne awantury, razem z babcią.

 

To krudki wstęp;P Chciałabym zapytać, jak najlepiej zachowywać się podczas takiej kłutni (dziś mnie to czeka, bo wczoraj wyszłam z kolegami). Niestety jest dwie na jedną, bo moja babcia też jest toksyczna i wychowywała mnie. Obie wymyślają niestworzone rzeczy, posądzają mnie o jakieś cuda, krzyczą, szlochają i udaja zawał serca. Nie daję rady siedzieć cicho i puszczać tego mimo uszu, one wciągają mnie w te pyskówki, zadają pytania, karzą mi mówić, jeśli się nie odzywam jeszcze bardziej je to rozjusza. Zazwyczaj tłumaczę im mozolnie, że nie jestem wielbłądem, staram się zachowywać spokój i równowagę, ale po kilku godzinach wrzasków poprostu pękam i zaczynam im dosrywać, kpić, przedrzeźniać, na końcu wybucham płaczem, bo czuję, że zrobiłam źle nabijając sie z nich. Oczywiście wina potem spada na mnie, bo "obrażam je".

Nie wiem jak można przetrwać takie burze, staram sie być jak najcichsza, spokojna, by ich nie urazić, chociaż one obrażają mnie i robią ze mnie puszczalską. We śnie ciągle powtarza mi sie taki sam motyw, że wybucham, normalnie puszczają mi chamulce i wydzieram sie na nie przeklinając, że NIE MAJA PRAWA! TO MOJE ŻYCIE! Ale w rzeczewistości nie chcę doprowadzić do takiego ekstremum, bo nie miałabym już dalej życia.

 

Czasem staram się (jak radzą wszyscy psychologowie) "spokojnie porozmawiać" powiedzieć mamie, żeby aż tak bardzo sie nie interesowała, że jak będe potrzebowała porady, to się spytam, ale choćby nie wiem jak łagodnie i pokornie to zostało wypowiedziane, zawsze jest to dla niej potwarz.

 

Rozpisałam się :roll: Ale chodzi mi tylko o poradę jak rozmawiać, jaką stategię przyjąć.

Wyprowadzka narazie nie wchodzi w gre (kasa).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze kilka pytań mam:

-pracujesz?

-utrzymujesz się sama?

-jeśli idzie o przeprowadzkę - nie ma nawet opcji żebyś wynajeła pokój, na stancji gdzieś?

 

Moim zdaniem - absolutnie nic nie da się z tym zrobic - tylko wyprowadzka wchodzi w grę, twoja mama była wychowywana pewnie tak samo i jej matka nie zmieniła się pomimo, ze ona też pewnie walczyła o samodzielność. Nie popełniaj tego samego błędu co ona i odetnij jak najszybciej pępowinę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

onanek, myślałaś otym ,żeby się wyprowadzić? miałabyś taką możliwość? Jeżeli nie przerwiesz tej pępowiny to będzie tak przez całe Twoje życie. Mój wujek mieszka z mają babcią i ona też jest toksyczna. Wujek ma dobrze po 40 a słucha mamy bardziej niż własnej żony :roll::shock:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

OMG - ja mam tak samo z moją matką i ostatnio z siostrą. Zawsze muszą wiedzieć, gdzie wychodzę i z kim. Jak ostatnio ubrałam spódnicę, to już snuto domysły, że pewnie się z jakimś chłopem umówiłam. A wcale nie... Choć nawet, jakby tak było, to w końcu chyba mi wolno. Trzeba było mnie zamknąć w klasztorze, wtedy wiadomo że byłabym pod strażą. XD

 

Jaki sposób - sikiem prostym, olać po prostu i dajmy na to, wyjść nie mówiąc dokąd się udajesz. :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiedziałam, że będą rady tylko żeby sie wyprowadzić, ale narazie to niemożliwe! Nie pracuję, uczę sie dziennie, jeszcze conajmniej kilka lat tak będzie, a nie chcę się zadłużać na starcie żeby coś na siłę wynajmować. Wiem, że jak będę niezależna finansowo, to nie będą mi mogły podskoczyć, ale puki co, to niestety muszę znosić to traktowanie.

Dlatego chciałabym wiedzieć, jak najłagodniej znieść to zło, skoro nie można się go pozbyć narazie:/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wiem, że jak będę niezależna finansowo, to nie będą mi mogły podskoczyć,

Oj uważaj uważaj im dłużej z nimi mieszkasz tym bardziej jesteś zależna.....twoja mam mimo, że w pewnym momencie była niezależna finansowo nigdy jak widać nie wydostała się spod opieki własnej matki. Radzę sie dobrze zastanowić nad trybem nauki, już masz 25 lat i żadnego doświadczenia zawodowego, piszesz, ze potrwa to jeszcze kilka lat - szukać pracy bez doświadczenia w wieku lat 30 ...ciężka sprawa. Może warto by iść do pracy, na studia zaoczne - nie koniecznie od razu się wyprowadzać, może wtedy miałabyś jakieś argumenty na odparcie ataku, zyskałabyś więcej niezależności.

 

ale puki co, to niestety muszę znosić to traktowanie.

Niestety i rady na to nie ma, bo jak ktoś od kilkudziesięciu lat się nie zmienił - to takie pogaduszki nic nie dadzą, tu by sie przydała terapia rodzinna......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chciałam nawet iść na zaoczne i pracować, ale mama z babcią nie pozwalają mi, i tutaj może nawet maja rację, bo pracodawcy często patrzą na studia dzienne bardziej przychylnym okiem...

Chociaz z drugiej strony i tak nie będę pracować w tym zawodzie, zamierzam robić co innego... Juz sama nie wiem. Czy to by cokolwiek zmieniło, jakbym tych kilka groszy miała dla siebie? I tak wtedy musiałabym mamie oddawać część jakby "za mieszkanie", podejżewam, że nic by to nie zmieniło, a przyniosło potężne awantury i stratę nerwów. Ja naprawdę nie mogę za dużo im fikać, bo te awantury, co one robia wykańczają mnie psychicznie, ja się czuję po czymś takim jak wrak conajmniej przez kilka tygodni. Im więcej tego, tym bardziej czuję się nikim, szmatą do pomiatania. Dlatego albo wóz albo przewóz- jak mam kiedyś pracować to już na dobre, nie takie półśrodki:/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

onanek, hmmm pracodawcy nie tylko patrzą na szkołę ,ale również na doświadczenie i tak jak linka zauważyła w wieku 30 lat cięzko bedzie Ci znaleźć pracę bez jakiegokolwiek doświadczenia.

Jeśli czegoś nie zrobisz - to będziesz w tym tkwiła do końca życia... niestety ale tak jest - ...jak pisałam wcześniej, widzę to u mojego wujka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszyscy mi mówią: musisz się uniezależnić, wyprowadzić, znaleźć pracę... Ale to jest cholernie ciężkie w naszym kraju :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pewnie ale łatwiej jest narzekać i nic nie robić.

 

Babcia z mamą ci nie pozwalają....hmmmm.....skleć porządne CV i list motywacyjny - powysyłaj (one o tym nie muszą wiedzieć) i jak tylko ewentualnie będą szanse na pracę przenieś sie na iny tryb studiów - dowiedzą się po fakcie.

 

Co do pracodawców - w sumie zwisa im i powiewa czy masz studia dzienne czy zaoczne - ważne co umiesz i jakie masz doświadczenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No Linka ma rację,najłatwiej jest narzekać i nic nie robić z sytuacją.

A teraz nawet ja powoli będę się usamodzielniał finansowo,może jeszcze nie będzie mnie stać przez jakiś czas na wyprowadzkę....ale powoli powoooli i będzie ok:)

 

Przepraszam nie mogłem się powstrzymać:info dla autora-pisze się krótki a nie krudki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

W wieku 25 lat jeszcze studiujesz na dziennych studiach? :shock: To chyba pozno je zaczelas :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To i ja się dołączę w sprawie "onanek". Powiem wam tylko, że dobrymi radami jest piekło wybrukowane. Nie podoba mi się trochę wasz ton do koleżanki. :? Pewnie, że w życiu nic się samo nie zrobi i nie zmieni i trzeba samemu troszkę chcieć ale ja odnoszę wrażenie, że "onanek" o tym wie. Być może oczekuje od nas jakiegoś wsparcia i motywacji. Nie ma potrzeby na nią naskakiwać bo to jest naprawdę "baaardzo motywujące". Już pisałem, że przypadek przypadkowi nierówny. Ciężko jej się wyrwać z tego błędnego koła. Z drugiej strony wie, że to powinna zrobić. Napisała o tym, żeby się jakoś wyżalić . Jeszcze ktoś powyżej koleżance dopisał: "Oo, w takim wieku nic nie znajdziesz", jeeju, naprawdę. :evil: Tam tylko była jedna sensowna rada aby jednak jakoś skleciła te CV (może z czyjąś pomocą) i jakoś starała się przełamywać te opory. Być może wizyta u terapeuty by się przydała aby odnaleźć lęki i przezwyciężyć, odnaleźć motywację, może jakieś tabletki na wzmocnienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Amen Lubomir. Łatwo się ocenia. Czasem trafia się na kogoś tak toxycznego, że ciężko żyć bez tej toksyny. Jest jeszcze kwestia powielania szablonów życiowych... tak czy siak - skoro się ciągle je powiela i uzależniło od toksyny - samemu niewiele się zdziała, chyba, że los tak zrządzi - ale szkoda czasu na czekanie i gdybanie - od tego jest terapia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że powinnaś się uniezależnić od nich emocjonalnie.

Jeżeli ich zachowanie wywołuję u ciebie reakcję, znaczy że ci na nich zależy. Musisz to zmienić.

Uświadom sobie, że nie potrzebujesz ich, ani ich "miłości". Nie są ci potrzebni. Odrzuć ich.

Kontrolują ciebie poprzez emocję, kiedy zauważą, że nic sobie nie robisz z tego co mówią, stracą kontrolę. A ty będziesz wolna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za wszystkie rady. Żeczewiście ciężko mi będzie sie uniezależnić, ale może za kilka, kilkanaście lat się uda...

Jakby nie było, pozdro dla wszystkich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
krudki
Żeczewiście

 

Z taką ortografią możesz skończyć nawet najlepsze studia (jeśli Ci się uda) a dobrej pracy i tak nie dostaniesz. Sorry ale taka prawda. Masz 25 lat, jakieś podstawy trzeba mieć, tym bardziej jeśli studiujesz. Piszesz, że jak masz pracować to 'na dobre' a nie takie półśrodki w czasie trwania studiów... Zastanów się nad tym. A czy po studiach dostaniesz tak dobrze płatną pracę że będzie Cię stać na wyprowadzkę?

Wg mnie Tobie tak jest po prostu wygodnie. Pracodawca nie patrzy czy studia były dzienne czy zaoczne- na dyplomie nie jest to napisane! Patrzy na to co umiesz i czy gdzieś już pracowałaś. Ty masz 25 lat, studiujesz... Kiedy skończysz? Wtedy zaczniesz szukać pracy? I co, myślisz że 5000tys netto od razu dostaniesz ? Wynajęcie pokoju to koszt ok 300zł, nawet jak zarobisz 1200zł (studiując zaocznie i pracując) to się sama utrzymasz. Nie, bo boisz się matki i babci? To w końcu chcesz się od nich wyrwać? Nie wydaje mi się...

 

ciężko mi będzie sie uniezależnić, ale może za kilka, kilkanaście lat się uda...

 

Za kilkanaście lat to Ty będziesz mieć 40stkę. Powodzenia więc...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja miałem trochę podobnie z matką, ale nie było aż tak ciężko. w pewnym momencie zacząłem ja ignorować kiedy zaczynała nawijać. co prawda szlag mnie trafiał jak się mnie uczepiła, bo rzucała tekstami w stylu: "taką przyjemność sprawia ci ignorowanie matki? tylko tą matkę psychicznie wykończyć chcesz!". (przy okazji: czy takie mówienie o sobie w trzeciej osobie może o czymś świadczyć?) a czasami po prostu wychodziłem z domu, no a jak wróciłem to też były jazdy ("jak cie się nie podoba, bo matka taka zła to wypierdalaj! proszę bardzo! nikt cię tu nie trzyma!"). ale ostatnio zmieniłem taktykę. jak zaczyna nawijać to jej patrzę w oczy i jak tylko walnie coś głupiego to jej mówię że to jest głupie, jak palnie bzdurę to jej mówię że to bzdura itp. ona wtedy zaczyna nawijać że wie że jej nienawidzę, że mam ją w dupie i uważam za gówno, to się na nią patrzę z politowaniem, mówię że tak nie jest, że po prostu jej zwracam uwagę bo powiedziała coś głupiego. wtedy zazwyczaj odpuszcza i odchodzi pobąkując pod nosem że nie można się ze mną dogadać, czy jakieś inne pierdoły. i wtedy mówię to co ona wiele razy powtarzała: "bo jak ktoś prawdę w oczy powie to najprościej się obrazić i odejść".

na razie tak postępuję, zobaczymy co z tego wyniknie. rozmawiałem ostatnio z jedną znajomą psycholożką mamy, i moją w sumie też, która wogóle nie miała o jazdach matki pojęcia i chciałbym żeby może z kiedyś porozmawiały, jak się spotkają, a wiem że się będą widzieć w najbliższej przyszłości. może jak ktoś inny do matki przemówi, tym bardziej psycholog, to do niej dotrze że zachowuje się jak się zachowuje.

tez możesz tak spróbować. tylko pamiętaj: nie ofensywnie, ale też nie defensywnie, spokojnie, bez zbędnego obrażania, bez zbędnych dwuznaczności, imputacji.

 

możesz też spróbować tak: jak się zaczną wydzierać to im powiedz że nie będziesz z nimi teraz rozmawiała, najpierw niech się uspokoją i wtedy porozmawiacie, powiedz że teraz wychodzisz, spytaj o której masz być tak żeby już były spokojne, jak się dalej będą wydzierały to powiedz że mają X godzin, "wychodzę, porozmawiamy jak wrócę, pa", a jak wrócisz i dalej będą Cię tłukły to powiedz że teraz też nie nadają się do rozmowy i porozmawiacie jutro. oczywiście wszystko mów spokojnie, no bo racja jest po twojej stronie. a tak już jest na tym świecie że najwięcej i najgłośniej mówią ci co mają najmniej do powiedzenia. a jak się wogóle nie uspokoją to im powiedz żeby list napisały, i zamknij się w pokoju. u mnie w rodzinie tak było że do siebie listy pisano bo się dogadać nie mogło...

 

możesz też się dostosować a potem jak już skończysz studia i zaczniesz pracować wyprowadzić i zerwać kontakt. to by było wredne...

 

albo sama coś wymyśl bo Ty je znasz najlepiej.

 

a co do pracy to faktycznie powinnaś coś znaleźć, jakieś praktyki może, zależy co studiujesz, no i masz wakacje żeby sobie popracować, odłożyć trochę kasy. tylko pamiętaj: nie nastawiaj się że teraz jest źle a wtedy będzie dobrze. tak będzie ale nie nastawiaj się tak, bo jakby nie było to nie będzie miło... jak powiedział Budda, "nie ma drogi do szczęścia. szczęście jest drogą".

 

pozdrawiam

Kuba

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
j"taką przyjemność sprawia ci ignorowanie matki? tylko tą matkę psychicznie wykończyć chcesz!". (przy okazji: czy takie mówienie o sobie w trzeciej osobie może o czymś świadczyć?)

 

mam takich znajomych co piszą o sobie na facebooku w 3 osobie... i w sumie nie wiem czy się śmiać czy załamać, ale wydaje mi się, że to nie jest normalne. to robienie z siebie i ze swojego życia teatrzyku. przedstawienia.

 

może jak ktoś tak ciągle krzyczy, ględzi, nawija o niczym to chce jakoś zwrócić uwagę NA SIEBIE i na swoje potrzeby? tak mi przyszło do głowy, może się mylę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

 

Obecnie w pracy spotkałem toksycznego osobnika. Na poczatku zaczął wypytywać czy mam dziewczynę (on oczywiście był żonaty i miał dwójkę dzieci). Od razu mi sie to nie spodobało, bo koleś zaczął ingerować w moje życie prywatne chociaż znałem go bardzo krótko. Później gdy coraz gorzej wiodło mi się w pracy, pytał się kiedy zrezygnuję z pracy. W czasie przerwy śniadaniowej sugerował mi że bardzo mało jem i nie podobało mu się że mam w menu słodkie bułki. Oczywiście się nie dawałem, ciąłem mu ostre riposty. Czasem próbowałem się z nim jakoś dogadać, on chwalił się że kupił sobie komputer, to pożyczałem mu różne programy, mp3, itp. koleś zamiast robić w pracy to bawił się swoim telefonem, co jakiś dzień nie przychodził do pracy i musiałem wykonywać jego obowiązki. Oczywiście czułem się bardzo zmęczony. Apogeum nastało gdy w pracy popełniłem błąd (bardzo stresująca praca) to zaczął robić mi głupie kawały, dokuczać, gdy widział moje zdołowanie. Zareagowałem agresją przystąpiłem dwa kroki i powiedziałem mu że dostanie wpier..... Może nie było to najlepsze rozwiązanie, ale trochę odreagowałem. Gościu próbował kontratakować i powidział że podniosłem na niego rękę, (chociaż tego nie zrobiłem, przyparłem go tylko do muru) to pożałuję. Spławiłem delikwenta słowami żeby wypierd. na swoje stanowisko i tak powtórzyłem kilka razy i frajer o dziwo sie oddalił coś tam odgrażając się,ale był to już tylko bełkot człowieka zakompleksionego. Teraz postanowiłem już nie odzywać się do niego prywatnie tylko w sprawach służbowych. To jest przykład toksycznego człowieka. Ja też nie jestem święty i czasami moge być nieprzyjemny dla kogoś w pracy bo stres się nagromadza ale takich kolesi trzeba się wystrzegać bo są jak rak, zabijaja twoja całą radość życia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,temat założyciele po to abyśmy mogli napisać tutaj jakkie macie podejście do toksycznych ludzi którzy jak to śmiesznie można nazwać ''zieją kwasem'' i chcieli by nas wyprowadzić z równowagi.Proszę pisać,pośmiejemy się trochę.Może ktoś się czegoś nauczy-jak zdrowo podchodzić do niezdrowych wypowiedzi.Pozdrawiam :smile:

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×