Skocz do zawartości
Nerwica.com

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!


magdasz

Rekomendowane odpowiedzi

Pewnie niektórzy mają,ale wiesz mało kto nie może sobie dać rady z życiem bez brania tabletek i zwierzania się psychologowi a ja nie mogę.Sam generuje sobie problemy jakich inni nie mają,nie wiem co jest nie tak,co robie źle,ale bilans jest zawsze ten sam,ja staram sie staram,a potem okazuje się że i tak jestem najgorszy.Nie rozumiem,to jak klątwa jakaś i dotąd nie wiem jak sobie z tym poradzić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja takie niepowodzenia zyciowe zrzucalam na los...ktory akurat dla mnie mial same zle niespodzianki,zakrety, niepowodzenia, nerwice lekowe ,ale juz wiem,ze to moja wina w wielkiej mierze, ale i mojego ojca. Jego alkoholizm tak wypaczyl moje widzenie swiata i problemow. Ciagle chcialam pokazac temu pijakowi ze nie jestem beznadziejna i na sile znajde szczescie meza rodzine- za te glupie myslenie place wiele lat i pewnie jeszcze dlugo bede cierpiala. nie nauczono mnie ze mam zyc dla siebie i byc szczesliwa i kochana rowniez dla siebie, teraz zaczynam to rozumiec...w wieku 34 lat, nie moze byc za pozno!!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Szukałam jakiś stron, opowieści ludzi, którzy wygrali z autoagresją (przynajmniej nie robią tego - uzależnionym jest się przecież całe życie...), każdy z nich miał KOGOŚ. Nawet, jeśli pisali o samotności, to jednak ZAWSZE był jakiś przyjaciel, kolega, rodzic etc.. Walczą dla siebie i dla NICH. A ja nie mam NIKOGO. Tkwię sama w swoich lękach i uzależnieniach. Chciałabym walczyć, ale nie mam sił. NIE MAM. Nie chce mi się walczyć dla samej siebie - bo jestem nic niewarta i NIENAWIDZĘ siebie.

Co się ze mną dzieje, gdzie zgubiłam kontrolę... :why::why:

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, trafilem tu, bo musze sie komus wyzalic. Wokol mnie nie ma moich bliskich.

Zawsze bylem szczesliwym facetem, zdobywalem co chcialem i kiedy chcialem. Ze znajomymi mielismy swoja paczke, sztywno trzymajaca sie razem. Zeby sie dolaczyc do naszego grona, trzeba bylo sie sprawdzic w wielu sytuacjach. Jakies 3 lata temu wszyscy rozjechalismy sie po swiecie, szukajac lepszego zycia. Przez 3 lata tulalem sie po Europie szukajac swojego miescja, zarabialem kase, poznawalem kobiety, kochanki. Ale czegos mi brakowalo, czulem sie samotny. Zalapalem porzadnego dola. W styczniu postanowilem wrocic na stale do kraju. Pomyslec o rodzinie(mam 28 lat), ulozyc sobie zycie. Dopadla mnie jeszcze wieksza samotnosc. Tak naprawde oprocz rodzicow nie mialem tu nikogo. Bardzo chcialem sie zakochac.

Wkoncu poznalem ja, byla inna niz wszystkie moje dotychczasowe kobiety. Jako, ze jestem podobno bardzo przystojny i zawsze mialem pieniadze, krecily sie wokol mnie solary i blachary. Ona byla inna. Wyksztalcona z dusza artystki. Skromna a zarazem powalajaco piekna. Opowiadala jak to nie miala w zyciu ciezko, wychowywala sie bez ojca. Od 15 roku zycia oplacala sobie wszystko sama. Zaimponowalo mi to. Zaczelismy sie spotykac, zauroczylem sie w niej od pierwszego spotkania. Opowiadala mi czesto o swoim przyjacielu, byl to ksiadz. Opowiadala o wycieczkach z nim, ze czesto jej pomaga i bardzo go lubi. Sotykalismy sie 3 miesiace. Pewnego razu zalogowala sie na facebooka z mojego komputera. Wieczorem odwiazlem ja do domu, a po powrocie zauwazylem, ze komp jest dalej wlaczony i zostawila zalogowane swoje konto na fb. Nie mam w zwyczaju zagladac w czyjes prywatne rzeczy, tym bardziej wiadomosci. Gdy sie spotykalismy, ani razu nie pomyslalem, zeby przejzec jej komorke. Tym razem cos mi podpowiadalo zebym zerknal w jej wiadomosci... Wmawialem sobie "wejde we wiadomosci i zobacze tylko z kim pisze"... Zdziwilem sie jak okazalo sie, ze wszystkie konwersacje sa z facetami. No i stalo sie. Zaczalem czytac... Po pol godzinie lektury, nie mialem juz ochoty na wiecej. Zrobilo mi sie slabo, zaczalem wymiotowac, okropny pisk w uchu i bol glowy naszedl mnie nagle. Okazalo sie, ze ten ksiadz jej rowniez jej kochankiem!... Pisal do niej teksty w stylu "malutka szkoda, ze skonczyly nam sie kondomy wczoraj" Ten ksiadz jest nawet znany w mojej okolicy. Bardzo angazuje sie w rozne akcje charytatywne, sportowe i kulturowe. Nigdy bym sie tego nie spodziewal. Malo tego. On nie byl jej jedynym kochankiem. Miala ich kilku.

Wpadlem w totalna depresje. Chcialem popelnic samobojstwo. Planowalem jak to zrobie i kiedy. Spotkalem sie z nia, ale nie mialem odwagi powiedziec, ze czytalem jej wiadomosci. Powiedzialem tylko, ze wiecej sie nie zobaczymy. Plakala strasznie. Do dzis nie wiem, czy to bylo czyste aktorstwo czy rzeczywiscie cos tam czula. Ale napewno nie bylo to uczucie jakim ja ja dazylem.

Zaczalem pic, cpac, dwa tygodnie bez snu na kokainie. Bladzilem po miescie. Mialem wszystko gdies, chcialem zniknac. Poszedlem do kasyna. Stracilem caly swoj dorobek. Ogromne i ciezko zarobione pieniadze. Starczylo by na dom i jakis wlasny biznes.... Nie wiedzialem co robie. Mialem gdzies czy przegram wszystko, bo wmawialem sobie, ze i tak sie zabije.

Okropna depresja, dolek, czulem sie jak frajer, jak zbity wygnany pies. Obudzilem sie rano. Zadzwonilem do znajomego. Zamowilem pistolet. Pojechalem do rodzicow. Chcialem ich zobaczyc ostatni raz. Ojca nie bylo, tylko matka. Nic nie mowilem, nie bylem w stanie wyksztusic z siebie slowa. Odrazu zorientowala sie, ze cos jest nie tak. Juz nie dawalem rady powstrzymac lez wiec szybko wyszedlem z domu. Wtedy peklo cos we mnie. Mysl jaka krzywde zrobilbym moim rodzicom wygrala. Przestraszylem sie, ze mogliby tego nie przezyc.

Matka czula, zaczela wydzwaniac do mnie. Wszystko jej opowiedzialem. Odrazu zaoferowala pomoc. To dzieki niej jeszcze zyje. Choc zastanawiam sie czy dobrze zrobilem. Zostlem bez grosza, a jeszcze niedawno nie wiedzialem co z pieniedzmi robic. Mam straszna depresje, zal do siebie i do wszytkiego i o wszytko. Zaczely wracac mysli samobojcze.

 

W miniona sobote kolega wyciagnal mnie na impreze. Krazylismy po klubach, poznalem kilka osob, dziewczyn, ale zadna mi sie nie podobala. Nad samym rankiem postanowilismy odwiedzic jeszcze jeden klub. Wszedlem do srodka, zamawiam drinka i wlasnie przechodzi ona. Wspaniala uroda, zero sztucznych makijazow, naturalna, najpiekniejsza dziewczyna na tej imprezie. Ubrana z klasa. Barman jeszcze nie skonczyl nalewac mi drinka, gdy podeszla do mnie. Mowi, ze jest tu z kolezankami na panienskim i wlasnie szuka przystojnego faceta, ktory zatanczy z jej kolezanka, ktora bierze niedlugo slub. Zgodzilem sie, pod warunkiem, ze kolejny taniec bedzie z nia. Co tu duzo mowic. Wpadlismy sobie w oko odrazu. Niestety, okazalo sie, ze jest z daleka. Przyjechala tu tylko na panienskie. Minely trzy dni, piszemy do siebie i dzwonimy. Opowiada mi, ze jeszcze w zyciu nie poczula takiej chemi i motylkow w brzuchu, ze nic ja nie trzyma w miescie gdzie mieszka i przyjedzie do mnie. To cudowne uczucie kiedy oboje odwzajemniacie emocje, uczucia, mega chemie. To sie poprostu czuje.

Ale co z tego. Walsnie sie obudzilem. Znowu mam dola. Dopadla mnie depresja, Ona tam ja tu. Bez grosza, perspektyw, checi, motywacji, dol maksymalny. Prawdopodnieobnie trafilem na ta jedyna, w momencie kiedy moje zycie to jedno wielkie bagno. Mam ja wciagac do tego? nie chce...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×