Skocz do zawartości
Nerwica.com

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!


magdasz

Rekomendowane odpowiedzi

24 minuty temu, RefleXia napisał(a):

Nie kocha się za coś tylko wbrew, pomimo...

Nooo, myślę że tu by się wiele takich „pomimo” znalazło. Aż muszę ją spytać.

52 minuty temu, Verinia napisał(a):

i w końću koniec. czuję się lepiej bez neigo

I właśnie tego nie chciałbym nigdy usłyszeć. Tzn. słyszałem nie raz. Ale nie chciałbym tego usłyszeć od niej.

Nazywała go tatusiem, bo zawodził ją tak samo, jak prawdziwy ojciec.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

13 minut temu, MicMic napisał(a):

Miłość jest tak szerokim terminem, że w zasadzie nie ma po co go definiować. Każdy uważa za miłość co innego. Mamy dostępne tylko swoje doświadczenie miłości, nasze prywatne, intymne. W sumie możliwe, że każda osoba doświadcza miłości inaczej. Nigdy nie będziemy pewni, czy to czego doświadczyliśmy, to była prawdziwa miłość. A może zauroczenie? Może zakochanie? Może jakaś toksyczna relacja? Może podziw? Może przywiązanie? Może przyjaźń? Namiętność? 

Wspólne jest chyba to, że każdy by chciał owej miłości doświadczyć, czymkolwiek by ona nie była. Więc może tym właśnie prawdziwa miłość jest. A więc tym, czego najbardziej byśmy chcieli doświadczyć, czymś, co chcielibyśmy żeby trwało wiecznie. 

A ja mam zdanie przeciwne. Ten cytat tłumaczy dobrze. Będzie Cię wiedzieć o co chodzi jak będziecie wiedzieć. W cytacie mowa raczej o miłości romantycznej czy seksualnej, nie wiem jak się mówi xd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

32 minuty temu, RefleXia napisał(a):

"Kochanie kogoś za jego urodę to nie miłość , tylko zauroczenie. Kochanie kogoś za inteligencję to nie miłość, to podziw. Wręcz przeciwnie – kochać kogoś, nie wiedząc dlaczego, to właśnie jest miłość" 

To prawda. Ja bym znalazł wiele powodów, za które mógłbym ją kochać, ale nie kocham jej „za coś” tylko po prostu za to, że jest, i jaka jest. I kim ja się przy niej czuję. I że mnie zaakceptowała z bagażem, który mało kto by udźwignął, a o którym wie, bo wcześniej przez wiele lat się przyjaźniliśmy. I że przy mnie jest mimo tego jak ch…owy czasem jestem.

Nazywała go tatusiem, bo zawodził ją tak samo, jak prawdziwy ojciec.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

50 minut temu, Verinia napisał(a):

Ale widzisz te złe zachowania u siebie..to już naprawdę dużo.

Widzę, chyba że się odpalę, to wtedy nie widzę. I potem widzę i przepraszam, ale jest już za późno.

Nazywała go tatusiem, bo zawodził ją tak samo, jak prawdziwy ojciec.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, RefleXia napisał(a):

Miłość z przyjaźni czy można lepiej trafic? 

No właśnie… Myślę że nie. Tzn. romansów może jest wiele, ale to nie to samo.

 

2 godziny temu, RefleXia napisał(a):

Poza tematem. Kolejny raz obala tezę, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Wcześniej lub później skończy się to pociągiem fizycznym. 

Nie zawsze. Mam / miałem przyjaciółki, które faktycznie były tylko przyjaciółkami. Ale to były dziewczyny, które zupełnie nie były w moim typie. Mówię „miałem” bo jakoś się to wszystko z czasem pourywało, jedna urodziła dziecko i nie ma już czasu, inna się przeprowadziła i też jakoś jest ciężko z tym kontaktem.

 

1 godzinę temu, little angel napisał(a):

moją ciekawość też, ale od razu się zgadzam, znać kilka lat człowieka, przyjaźnić się i magicznie po latach coś klika? z czego to kliknięcie wynika?

Tu zawsze była taka damsko-męska dynamika, tylko przez lata jej nie rozwijaliśmy, nie na tym ta relacja polegała. Był niewykorzystany potencjał.

 

A w temacie – pojęczę na dietę, dziś pierwszy dzień. Przejadłem się i mi teraz niedobrze, leczę się monsterkiem.

Edytowane przez Doktor Indor

Nazywała go tatusiem, bo zawodził ją tak samo, jak prawdziwy ojciec.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

36 minut temu, MicMic napisał(a):

Chyba nie umiałbym się przyjaźnic z dziewczynami, które by mnie jakoś pociągały fizycznie.

Takie przyjaźnie zwykle były wystawiane na próbę jak sobie dziewczyna kogoś znajdowała :D Więc w sumie nie była to czysta przyjaźń. Ale oprócz tych damsko-męskich tematów to jednak była.

 

38 minut temu, MicMic napisał(a):

Ale mam wrażenie, że w moim zjebanym przypadku jedyna możliwośc związku, to z kimś, kto nie będzie mnie aż tak mocno pociągał. Bo jak mnie ktoś tak romatycznie pociąga (nie tylko fizycznie), to już wielki chuj z tego jest. Za dużo w tym bólu, smutku i lęku, żebym normalnie mógł taką osobę poznać.

Może to jest jakiś sposób – miłość z wyboru, budowana powoli i świadomie, a nie związek oparty na fascynacji, która prędzej czy później gaśnie.

 

W sumie przypomniało mi się, że ja byłem moją obecną dziewczyną na tyle zafascynowany, że zacząłem pisać książkę bazującą na jej życiu. Ale po 60 stronach straciłem wenę :D 

Nazywała go tatusiem, bo zawodził ją tak samo, jak prawdziwy ojciec.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, Catriona napisał(a):

Nie będę tu opisywać całej historii, bo to już tylko dość dawna historia (już z 10 lat minęło prawie a znamy się od podstawówki praktycznie z widzenia, a 17-18 lat z większym kontaktem?).  Powiem tyle, że były różne nieciekawe akcje i finalnie ani przyjaźni, ani miłości. To też nie jest tak, że w ogóle ze sobą nie rozmawiamy, bo jak się widujemy gdzieś na ulicy to normalnie mówimy sobie cześć (z tym, że widujemy się bardzo rzadko bo obecnie mieszkamy w różnych miastach). Zresztą jeszcze z 5 lat temu jego obecna żona, była o mnie zazdrosna podobno, mimo że tego kontaktu już wtedy praktycznie nie mieliśmy poza zwykłym "cześć" przy mijaniu się na ulicy :lol: (to mnie akurat bawi mocno z całej tej historii bo ja laskę może z 2x na żywo widziałam przypadkiem, nie pisałam nigdy do gościa sama później ani nie szukałam kontaktu i w sumie laska tak trochę zazdrosna o "ducha" była/jest?).
Dodam tylko, ze zakończenie jakichkolwiek bliższych czy dalszych relacji odbyło się z mojej inicjatywy.

Ok dzięki. No myślę że i tak pewnie to zależy każdy związek się inaczej rozwija, może są te co z przyjaźni się dobrze rozwiną. Ale też mi bliżej do tego co powiedziała Little angel. Chociaż np ktoś kogoś zna 20 lat i z nim przebywa i pewnego dnia zacznie się zakochiwac... hm też możliwe. No ale ja mam tak jak aniolek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, brum.brum napisał(a):

Nie koniecznie musiał/musiała się zawsze podobać, skrycie. Znam przypadek gdzie wręcz ktoś nie lubił tej drugiej strony i z czasem, jak zaczął poznawać osobę się zakochał. Teraz są małżeństwem 🙂

Czyli przypadek jak ten 1, miłość po latach;3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, brum.brum napisał(a):

Znam przypadek gdzie wręcz ktoś nie lubił tej drugiej strony

Nie trzeba kogoś lubić żeby chcieć go przelecieć :D A jak jest ta iskra seksualna to relacja też się może zmienić, i wtedy bum.

Edytowane przez Doktor Indor

Nazywała go tatusiem, bo zawodził ją tak samo, jak prawdziwy ojciec.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedy minął czas, gdy pływaliśmy w rzece... gdy do rana siedzieliśmy przy ognisku, leżesliśmy beztrosko na trawie. Tyle wspomnień, godzin, dni. Ile bym dała, żeby wrócić do tamtych chwil...

Mam nadzieję przyjacielu, że będziesz spokojny, tam gdzie jesteś, nie pogubisz się kolejny raz... 

Przepraszam Cię. Śpij dobrze... 

 

Twoje własne oczekiwania ranią cię bardziej niż cokolwiek innego. 

 

Dbanie o siebie jest największym wyrazem dbania o najbliższych. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, Illi napisał(a):

Kiedy minął czas, gdy pływaliśmy w rzece... gdy do rana siedzieliśmy przy ognisku, leżesliśmy beztrosko na trawie. Tyle wspomnień, godzin, dni. Ile bym dała, żeby wrócić do tamtych chwil...

Mam nadzieję przyjacielu, że będziesz spokojny, tam gdzie jesteś, nie pogubisz się kolejny raz... 

Przepraszam Cię. Śpij dobrze... 

 

😢💔

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 10.01.2026 o 05:11, Verinia napisał(a):

Muszę się wyżalić, bo Kot imieniem Gośka już mnie nie odwiedzi. Niestety ostatnio za dużo tu siedziała, i poroznosiła dużo alergenów, a ojciec i brat są uczuleni. Wcześniej siedziala tylko u mnie i dopóki brat jej nie głaskał było ok. No ale cóż. podobno wkurza wszystkich w domu ten kot. No trudno...

Nieeeeeeeee

I co teraz z nim? Gdzie Małgorzata się teraz ogrzeje?

🗨️ Dołącz do naszej grupy na czacie:

💬 Discord

 

 

neptron.pl

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość cynthia

Pojęczę sobie trochę. (bez podtekstów proszę).

Wróciłam z miasta i kosztowało mnie to dużo sił psychicznych, które w tej chwili są na wyczerpaniu.

Ale mama, kochana, zawsze we mnie wierzyła i nie dała benzo, które to tylko ona trzyma i mi wydziela. No i powiedziała, że poradzę sobie bez, bo jestem silna. No i powoli emocje ze mnie schodzą, już mogę kubek utrzymać. Czy to forma siły? Jestem przyzwyczajona, bo gdyby nie mama to benzo bym brała codziennie. Ale ona zawsze we mnie wierzy i tak nauczyłam się radzić bez i brać tylko w naprawdę kryzysowych chwilach. A ostatnio bardzo dużo tego biorę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość cynthia
2 minuty temu, Verinia napisał(a):

i wyglądam wtedy jak ćpun.

To ja tak zawsze na oddziale. Pakują tyle tego we mnie, że mam dziury w pamięci. Pamiętam jak teraz byłam to tak mnie naćpali, że jak szłam w nocy do kibla to zemdlałam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×