Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

lalalolo, też mam takie wrażenie po kilku pobytach na różnych rodzajach oddziałów.

 

Mimo wszystko wybieram się na dzienny, chociaż przez kilka ostatnich dni myślę o zamknietym. Sęk w tym, że u nas w Płocku ten całodobowy jest kieeepski, psychiatrów znam, bez szału, psychoterapeuci bez komentarza. I co zrobić? Przynajmniej by mi leki ustawili, ale znów zostawić K samego... Ani w te ani wewte. :cry:

Nie mam już siły, znów się pogarsza i zaczynam niszczyć to wszystko, co udało mi się zbudować (niewiele, spokojnie).

Rzygam tymi modami, ja mogę komuś mojego bordera oddać do adopcji, jeszcze dopłacę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chojrakowa, a nieee, chodziło mi o te posty jak przez kalke nowych osób w stylu "jestem taki, taki i taki, czy to znaczy że mam bordera?!" takich postów jest pełno, a odpowiedź zawsze jedna i ta sama: nikt cie tu nie diagnozuje, idź do specjalisty. kolejne osoby zamiast przeczytać odpowiedzi zadają dokładnie takie same pytania :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jesli chodzi o uzaleznienie, to calkiem dobrze sobie radze. Nastapila pomylka, gdyz ordynatorka z 7f zdiagnozowala uzaleznienie od alkoholu i substancji psychoaktywnych, ktorego zwyczajnie nie mam! Poszlam na konsultacje po dwoc tigerach, telepalo mnie jak cholera wiec ona stwierdzila, ze powinnam isc na odwyk. :-) owszem, moim zdaniem naduzywam tych substancji, ale napewno nie jestem uzalezniona.

Jesli chodzi o szkodliwosc terapii psychoanalitycznej, to pisalam juz o tym w innym poscie:

 

"4 lata temu bylam na 7f, nie wytrzymalam terapii, przeniesiono mnie na zamkniety. Nie liczcie na cuda, jeśli macie zbyt glebokie zaburzenia. Nie wiem jak tam pacjenci z innymi zaburzeniami, wiem jednak, ze z boderlinem jest bardzo ciezko. Nie wszyscy nadaja się na psychoanalize, nie wszyscy maja wglad w siebie gleboko… sa ludzie, którym psychoanaliza może zaszkodzic, należy z tym również się liczyc. Mnie 7f zaszkodzilo, ale to tylko moje zdanie...."

 

"tak samo skonczylam - z psychoza na zamknietym. mam uraz do terapii, zreszta nie ma sie co dziwic. nie wiem, jak jest z innymi przypadkami, tj. zaburzeniami osobowisci, wiem, ze sytuacje u borderlinow wygladaly podobnie: znajoma z oddzialu skonczyla na odwyku, inna po wyjsciu takze wyladowala na zamknietym, nastepna rzucila rodzine dla pacjenta, a kumpel popelnil samobojstwo... trzeba uwazac z ta terapia, zwlaszcza u borderow..."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No wlasnie tu wychodzi na jaw moja borderowa niekonsekwecja ;| jesli chodzi o uzaleznienia... mam dlugie okresy abstynencji, potrafie nie brac, nie pic przez dluzszy czas.... nie mam ciagow narkotycznych i alkoholowch... psychiatra stwierdzil uzaleznienie na podtsawie zapasci tramalowej i kilku utrat przytomnosci po alkoholu.... owszem, mam cechy uzaleznienia, ale gdyby tak kazdy mial wykonac test na uzaleznienia, to okazaloby sie, ze 80% Polakow jest uzaleznionych od alkoholu. Dopoki nie odczuwam przymusu i bolu psychicznego, nie bede uwazac sie za osobe uzalezniona....

Na 7 f zbyt latwo daja plakietke uzaleznionego, znam kilka osob z borderem, ktore z tego powodu nie dostaly sie na oddzial

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bo znaczna część społeczeństwa jest od czegoś uzależniona, tylko o tym nie wie, albo nie chce wiedzieć. Nie można mieć cech uzależnienia i nie być uzależnionym :D przymus psychiczny i ból to już wysoki level uzależnienia. Ok, czyli czekasz na wielki finał, żeby pogodzić się z tym faktem. Może musisz sobie jeszcze trochę poćpać, popić, jeszcze się trochę upodlić i zniszczyć sobie życie, żeby to przyznać. Standard.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja się dziś dowiedziałam, że po prostu jestem uzależniona, co tam border. co tam lata brania leków na schizofrenię i innego syfu, co tam, że mi tą diagnozę siłę wciskano przez lata: pani ma borderlajn, proszę się przygotować na kilkuletnią terapię, bo to jest przeje bana sprawa. dziś słyszę, że nie no jaki border, po prostu mnie się po jebało w głowie przez alkohol i narkotiki i leki, pani wyjdzie z odwyku, pani se pójdzie na treningi asertywności i luzik, pani już wiele przepracowała, indywidualna terapia wglądowa to może już byc nie potrzebna. no po pierdoli mnie.

 

no przecież jak ja słyszę takie coś to myślę: a zobaczą jeszcze dziady co we mnie siedzi, zachciało im się minimalizować problemy, ja tu cierpię, a oni to bagatelizują, ja im pokażę na co mnie stać!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tez myslalam, ze mozna miec cechy uzaleznienia i nie byc uzaleznionym.... ale tak mam napisane przy wypisie z 7f.... roznie to bywa, bo na 7c (rowniez w Kobierzynie) "wcisnieto" mi na wypisie uzaleznienie.... wiec jak zwal tak zwal.

Jesli chodzi o stany psychotyczne to takze zgadzam sie z Wami w 100%... to jest wlasnie efekt uboczny niewlasciwie przeprowadzonej psychoanalizy i do tego wlasnie pisemnie dazylam... sory za chaotyczne pisanie, wiem, ze pisze niejasno i wiele ludzi nie rozumie o czym pisze, ale to wlasnie defekt tego calego chaosu, ktory siedzi we mnie...

dla mnie najlepsza terapia jest terapia podtrzymujaca, chce do niej wrocic, do swojej pani psycholog, u ktorej leczylam sie od paru lat...

obawiam sie jednak, ze nawet kilkuletnie leczenie nie pomoze niektorym borderom wyjsc z tego go..wna.

jesli border wystepuje rownoczesnie z chad to leczenie i terapia moze trwac nawet do konca zycia...

ale tak jak mowie, mi pomagaja leki najbardziej... i bede je brala chocby do konca zycia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam pewien problem, z ktorym borykam sie juz dluzszy czas. Uczeszczam na terapie juz 4 miesiace, w nurcie integratywnym, dwa razy w tygodniu. Mam zdiagnozowanego bordera. Problem polega na tym, że nie potrafie sie odnalezc w tej terapii. Za kazdym razem, kiedy wchodze tam i siadam na tym fotelu nagle we mnie wszystko sie zamyka, cala burza i gonitwa mysli, scenariusze o czym bede rozmawiac, moje chciejstwa i niechciejstwa usypiaja. Nie ma ich. Nigdy nie potrafie zaczac, zawsze terapeutka ciagnie cos ze mnie zazwyczaj bladzi po omacku i za kazdym razem ciagle rozmawiamy na zupelnie inne tematy niz ja pierwotnie, za drzwiami chcialam omawiac. Malo tego, zaden z rozpoczetych tematow, nie jest kontynuowany na nastepnej sesji. Za kazdym razem terapeutka pyta, z czym dzisiaj Pani przychodzi, o czym by chciala Pani rozmawiac a ja zawsze jej odpowiadam, ze z niczym i milcze. Czasem przez chwile pomilczymy razem a czasem ona cos tam probuje ze mnie wyciagnac. Meczy mnie to cholernie. Wiem, powiecie, ze to moja wina bo powinnam zaczynac, takie sa reguly gry. Niestety nie potrafie i nie wiem z czego to wynika. Ruszalam ta kwestie na terapii, terapeutka wie, ze za drzwiami snuje te scenariusze tematow do rozmowy i wie, ze one tam pozostaja, ze nie wnosze ich ze soba.

Kolejnym problemem jest to, ze wchodzimy coraz glebiej w moja przeszlosc i zwiazki jej z terazniejszoscia. BYlam uzalezniona od srodkow psychoaktywnych. nie biore juz 10 lat, wyszlam z tego dzieki mojemu owczesnemu chlopakowi, obylo sie bez pomocy terapeuty. Teraz odkad zaczelam terapie, glod pojawil sie dwa razy. Zapomniany przez lata, glod psychiczny powrocil. Dziwne jest to, ze pojawil sie on wtedy kiedy wspomnialam lub nawiazalam w jakims minimalnym stopniu do tego uzaleznienia, do tamtej przeszlosci. Pojawil sie i dzis, efektem koncowym bylo wyslanie smsa do terapeutki, ze odwoluje przyszlotygodniowe spotkania. Nie odpisala.

Meczy mnie to, ze nie potrafie zapanowac nad soba, niby mam bardzo silnie wyksztalcone poczucie samokontroli a jednak w takich momentach nie panuje nad soba. Nie potrafie sie odnalezc w tej terapii... DLACZEGO??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

legero, mam podobnie. Poza tym, podświadomie zdaję sobie sprawę z tego, że wszystko co powiem, podlegnie w jakimś stopniu ocenie, a ja nie chcę, boję się być oceniana.

W każdym geście terapeuty, w każdym słowie znajduję domniemaną negatywną ocenę i czuję nienawiść do terapeuty.

Jeśli jakimś cudem uda się kontynuować terapię przez kilka sesji, albo nienawidzę terapeuty tak, że muszę przerwać chodzenie, bo to nie ma sensu, albo, co gorsza, uznaję, że możemy kontynuować, bo np babka jest dla mnie ok.

Niestety, jedno źle sformułowane zdanie, przełożenie wizyty, ocena, lub niewygodne dla mnie pytanie i czuję się odrzucona, ominięta bądź oszukana.

Odchodzę.

I tak w koło macieju...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bittersweet, ja oglądałam niedawno "October baby" (nie polecam. tandetna, ckliwa i smutna jak pizda propaganda antyaborcyjna). w każdym razie na samym początku jest powiedziane że główna bohaterka oprócz innych problemów zdrowotnych ma bpd. kompletnie, ale kompletnie nie widać tego na filmie. ktoś kto to wymyślił był totalnym ignorantem, wszystkie zachowania tej postacji są w opozycji do klasycznych zachowań bpd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×