Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
sfolen

Przeczytajcie i pomóżcie.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Mam problem. Nie wiem czy w dobrym dziale pisze. Otóż trafiłem do nowej szkoły. Ale coś się nie dobrego dzieje. Dopiero jestem tam dwa dni a już mam dosyć. I mam wrażenie że jeżeli się przeniosę do innej szkoły to dalej tak będzie. Siedzę na lekcji i mam jakieś takie ataki emocjonalne. Tak mi się nie chce tam okropnie siedzieć, mam ochotę z tamtąd wyjść i pójść sobie i nigdzie nie wracać, nie raz chce mi się płakać, serce mam w przełyku i mnie boli głowa. Na myśl o tym że mam tam chodzić 4 lata mam po prostu ochotę dać sobie spokój ze wszystkim, rzucić wszystko i uciec gdzieś daleko. Inni tego nie mają. A poza tym to bardzo tęsknie wtedy za swoją dziewczyną (ona jest w innej szkole). Tak bardzo, że bardzo bardzo. Po prostu mi strasznie ciężko. Proszę pomóżcie bo oszaleję. Jak nie pomożecie to chyba wybiorę się do psychologa bo ja tak nie wytrzymam. To jest na prawdę straszne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

sfolen, możesz mieć początki nerwicy lękowej bądź fobii społecznej. Udaj się do psychiatry, a ten niech Cię skieruje do psychologa. To powinno pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale nie chce od razu zaczynać od psychiatry i psychologa. Nie da się tego w jakiś inny sposób załatwić przynajmniej spróbować coś? Jeżeli nie będzie innego wyjścia to spróbuje do psychiatry ale na razie nie chce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

sfolen, a masz coś przeciw psychologowi/psychiatrze? Lekarz jak każdy inny.

Masz cukrzyce - idziesz do diabetologa, boli Cię serce - idziesz do kardiologa, złamiesz rękę - idziesz do ortopedy, masz problemy natury psychicznej - idzies do psychiatry/psychologa. :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak myślę że mam tam wrócić do tej szkoły w poniedziałek to aż mi się słabo robi. Zaczynam dużo myśleć i w ogóle przeżywać to bardzo. To jest straszne. Jak ja mam tam usiedzieć na lekcjach?

 

[Dodane po edycji:]

 

No niby tak, ale ja jestem ciekawy czy są jakieś inne sposoby. Takie żeby chociaż spróbować.

 

[Dodane po edycji:]

 

A i jest jeszcze jedna sprawa. Rodzice. Jak im powiem że chce iśc do psychologa to mnie mogą wyśmiać że nic mi nie jest że po prostu świruje. Dlatego piszę o tym tutaj a nie rozmawiam z nimi bo oni stwierdzą "że to moje lenistwo", że mi się nie chce uczyć i wgl. A ja wiem kiedy mi się nie chce uczyć. To jest kompletnie inny stan, o wiele gorszy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Boziu, czy strach przed czymś nowym musi być odrazu fobią czy innym cholerstwem ?

Poprostu staraj sie zaakceptować to jak jest, zrozumieć dlaczego nie chcesz tam być itp.

 

btw, słyszałem o tym że po okresie wakacyjnym spora liczba osób idących do pracy czy tez do szkoły ma objawy depresjii poprzez zmiany, może to być to.

 

Powodzonka :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To normalne, że nie czujesz się dobrze w nowej szkole. Możesz poczekać aż to minie samo, ale jest to ryzykowne, bo może przekształcić się np w nerwicę lękową, czy fobię szkolną. Tak sobie pomyślałam - może pójdziesz do psychologa szkolnego, wszystko mu opowiesz, a rodziców poinformujesz dopiero po fakcie, albo wcale :smile: Myślę, że jesteś wyjątkowo wrażliwym człowiekiem, o czym świadczy to, że w tak młodym wieku tęsknisz za ukochaną. Niejedna dziewczyna byłaby zachwycona :105:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No więc słuchajcie. Ja o tym cały czas myślę. I zastanawiam się czy zmiana szkoły pomoże. Wiem że inni też tak mają. Nie chce znać niczego co się wiąże z moją aktualną szkołą - a więc psycholog odpada (zresztą chyba nawet nie ma tam psychologa). Musicie mi jakoś pomóc. Co pomyślę o tym że mam tam wrócić w poniedziałek po prostu mnie rozwala. Zaczyna mi się chcieć płakać, serce mi telepie. Wiem że nie którzy w klasie też nie reagują na nową szkołę dobrze, ale ja to po prostu jestem masakra. Nie wiem czemu tak jest. Myślę że jak pójdę do innej szkoły (do jutra muszę się zdecydować czy chcę iść do innej ;ccccc) to będzie tak samo. Jeżeli tak ma wyglądać moje życie to ja dziękuję. Cały czas problemy i stres. A poza tym jestem dość nerwowy. Jak ktoś coś zrobi (na przykład moja dziewczyna) a nawet nie jest to złe to mam nie raz takie odpały że się na nią denerwuje bardzo. Nie wiem dlaczego tak jest. To chyba rodzinne. Moja rodzina jest nerwowa. A więc połączenie mnie wrażliwego z nerwami = masakra. Nie raz tak się denerwuje że aż ciężko mi oddychać (i tak mam od długiego czasu) ale to się nie zdarza tak bardzo bardzo często. Ostatnio mniej. No i teraz ta szkoła... Widzę że moim jedynym ratunkiem jest zawodówka - tylko 2 lata nauki, 3 dni zajęć szkolnych w tygodni. Ale idąc do zawodówki zawiodę wszystkich. Całą rodzinę, dziewczynę i przede wszystkim siebie. Zawsze marzyłem o tej szkole do której się dostałem, a teraz takie cyrki. I wierzcie mi że to wszystko pisze ze łzami w oczach. No więc zamierzam się zapisać do psychologa w poniedziałek, ale nie wiem na kiedy będzie termin i jak ja mam wytrzymać ten czas do tej wizyty. Proszę pomóżcie. A poza tym rodzice już wiedzą że zamierzam iść do psychologa, ale nie wiedzą, że jest tak źle jak jest. Pomóżcie mi przetrwać chociaż te parę dni. Bardzo proszę. Jest bardzo źle ;c. Zrobię wszystko, aby było dobrze. Tylko powiedzcie co.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sfolen, jeśli tak źle reagujesz na szkołę, rozważ możliwość kształcenia w trybie indywidualnego nauczania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sfolen, podpisuję się pod tym co post wyżej napisała GreenEye. Ja też w tym roku CHYBA będę miała indywidualne. Chyba, bo nie miałam w wakacje sił szukać nowej szkoły a poprzedni rok w LO zawaliłam, z powodu stanu psychicznego. A w ogóle nie wiem, czy i na indywidualnych dam radę.

Co ty z tą zawodówką chłopie? Posłuchaj co ci chojrakowa powie: chojrakowa ZAWSZE chciała być weterynarzem, a to oznacza dobre liceum, dobrą maturę i ciężkie studia. Teraz wiem, że dupa blada z tego wyjdzie. Ta część rodziny, którą zawiodłam nie rozumie problemu, ale to już ich sprawa, rodzice powinni zrozumieć. Życie nie jest kwestią katorżniczej realizacji postawionych sobie kiedyś zamiarów bez względu na wszystko. Zawsze potem możesz pójść do eksternistycznej i napisać maturę, bo nie wiem czy w zawodówce jest. Nie ma, powtarzam NIE MA sytuacji bez wyjścia, a jeśli chodzi o zdrowie, to chyba jest hen przed nauką, co? Tylko szkołę skończysz zdążyć zawsze, a im bardziej się zrujnujesz psychicnzie, tym cieżej będzie żyć wogóle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale wcześniej tak nie miałem. Nie wiem dlaczego teraz tak jest. Może mi po jakimś czasie przejdzie? Ale ja nie wytrzymam tego czasu... ale też nie chce tracić tej szansy którą dostałem. Gdzie mogę się dowiedzieć więcej o trybie indywidualnego nauczania? Jak dużo się płaci? Gdzie tego szukać? Czy można po tym maturę pisać?

 

[Dodane po edycji:]

 

Proszę spieszcie się z odpowiedziami, bo jutro kolejny dzień szkoły którego mogę nie wytrzymać.

 

[Dodane po edycji:]

 

Kupię sobie tabletki uspokajające i może jakoś przeżyje. Jeżeli one nie pomogą to będzie bardzo lipa. Ja nadal liczę na Was. Pomóżcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kup sobie tabletki (np.Validol). Jeśli jest Ci naprawdę źle to nie idź do szkoły, no chyba, że psycholog będzie dopiero później, za duzo opuszczać nie możesz, bo nie tędy droga.

I pamiętaj, że Cię rozumiem, i że to wszystko może minąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Validol to chyba za mocne i hormonalne o ile się nie myle. Kupiłem na razie Labofarm - taki ziołowy jakiś zobaczymy.

Druuugi właściwie najważniejszy problem. Czy mam zmieniać szkołę? Myśl o tym że moje technikum ma trwać 4 lata dobija mnie. Chętnie poszedł bym do liceum ale nie wiem jak tam sobie poradzę. Podobno jest strasznie trudno. Dużego wyboru nie mam, a muszę się szybko decydować. Proszę pomóżcie. Moi rodzice nie rozumieją tego problemu. Są za tym że po prostu mi się ciężko przyzwyczaić do nowej szkoły i żebym został w technikum bo w lo będzie mi za trudno. Pomóżcie ;c

 

[Dodane po edycji:]

 

Proszę powiedzcie mi gdzie mogę się dowiedzieć więcej o indywidualnym nauczaniu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tu masz rozporządzenie na ten temat: http://lex.pl/serwis/du/2008/1086.htm . Według niego powinieneś mieć orzeczenie z poradni psychologiczno-pedagogicznej o potrzebie indywidualnego nauczania na określony czas. Jednakże takie orzeczenie nie jest wydawane od ręki. Skontaktuj się napierw z psychologiem szkolnym, myślę, że on pomoże podjąć Ci decyzję i fachowo poradzi, co z tym dalej robić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Validol to same ziółka. Brać można na potęgę bez obaw. Bez recepty. Pomaga często, gdy atak zbliża się wielkimi krokami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Takowego orzeczenia pewnie nie dostane... ale chyba nawet nie chce. Zresztą pewnie nawet rodzice by się na to nie zgodzili. Muszę zostać tam gdzie jestem i się jakoś przyzwyczaić... do psychologa chce się jeszcze dzisiaj zapisać.

 

[Dodane po edycji:]

 

Jest coraz gorzej. Chyba pójdę do zawodówki ;c. Tylko muszę znaleźć zawodówkę związaną jakoś z informatyką.

 

[Dodane po edycji:]

 

No więc tak... jest coraz coraz gorzej. Psycholog dopiero w czwartek. Pomóżcie bo albo mi w końcu serce stanie, albo... albo co innego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No więc tak. Myślę że chcielibyście wiedzieć... byłem u psychologa. I teraz czeka mnie psychiatra i leczenie. Powiedzieli mi że podtrzymuje się u mnie stan nerwowy cały czas. Że mam to wrodzone czy coś takiego tylko że teraz to się bardzo objawiło i trwa nieprzerwanie. :(. Boję się o leki które może mi dać psychiatra. Że mogą mieć jakieś skutki uboczne i wgl.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nikt mi jeszcze nic nie poradzi? Leki tymczasowe przestają działać a do wizyty jeszcze trochę jest ;c

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Leków się nie bój. Nawet nie wiemy, co Ci przepiszą. Skutki uboczne zależą od rodzaju leku i ... Twojego nastawienia. Bez leków nie dasz rady, ale bez pracy nad sobą też nic z tego nie będzie. Nie warto wg mnie zmieniać szkoły, bo jak Ci wszystko przejdzie to będziesz żałować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pomóżcie. Zaczyna być coraz gorzej. Psychiatra i psychologowie nie pomagają :c

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej. Mam 16 lat. No więc mam duży problem. Problem jest związany z moim poprzednim problemem, który opisywałem tutaj: przeczytajcie-i-pomo-cie-t23022.html . Od tamtej pory zmieniło się to że mam psychiatrę i dwóch psychologów, którzy mi nic właściwie nie pomagają. Chodzenie do nich uważam za absurd, bo gadanie psycholog nic nie poprawia. Dostałem jakieś słabe tabletki uspokajające - pramolan, nie długo mam mieć niby mocniejsze jakieś. Te tabletki pomagają, ale jestem po nich strasznie senny i śpię w szkole i i tak jest źle z moją psychiką, ale jeszcze gorzej jest bez nich. Mniejsza. Wróćmy do tego tematu. Otóż nie dawno (prawie 3 tygodnie temu) zerwałem z dziewczyną (nie był to pierwszy raz jak z nią zerwałem), z tego powodu że mnie strasznie oszukiwała. Zawsze mówiła, prosiła, przekonywała mnie żebym jej zaufał, a później się okazywało, że jednak i tak kłamie... tak strasznie się po tym załamałem, że masakra... mówiła że mnie kocha, że zrobi dla mnie wszystko, że jest dla mnie wszystkim... a jednak nie byłem wszystkim. Wszystkim dla niej byli jej "przyjaciele". Do tej pory od kiedy z nią zerwałem słyszałem o 4 chłopakach z którymi kręci (wiem to od jej znajomych, są to wiarygodne informacje). Nie dawno napisała do mnie żebym do niej wrócił, że jednak zrobiła błąd że wolała innych, że mnie nadal kocha, że jestem dla niej wszystkim i wgl... takie kłamstwa. Dwa dni później, czyli dzisiaj dowiedziałem się o chłopaku z którym niby będzie chodzić... Czyż nie jest to poje***e? Okazała się że przez cały czas jak ze mną była coś przede mną ukrywała, albo kłamała. Dowiedziałem się tylko o niektórych rzeczach, ale jestem pewien, że ich było dużo więcej... jestem teraz strasznie załamany po tym. Była dla mnie wszystkim, na prawdę. Nie umiem już nikomu ufać przez to. Uważam że miłości nie ma, to jest tylko moje odczucie. Ja jej byłem zawsze "wierny", ona mi nie, ona wolała innych. Cały czas się dołuje przez to. Słyszę też że zaczęła palić i wgl. Nie wiem co robić. A teraz dalej. Psycholog stwierdziła że mam lęk przed ludźmi. W sensie że jak ich jest więcej to się tak jakby boję... owszem to jest racja. Chciałbym być normalny. Chciałbym jak normalny człowiek nie stresować się tak, olać to wszystko... Na luzie pójść na jakąś imprezę, czy coś... a nie tak jak teraz że cały czas siedzę w domu, mam bardzo wąską grupę znajomych, dołuje się cały czas i nie potrafię się wyluzować. Cały czas mi serce ledwo nie wyskakuje z klatki. Uważam się za takiego a-społecznego. Nie rozumiem dlaczego rówieśnicy mnie nie lubią... bo nie pale? bo nie pije tak dużo jak oni? bo się denerwuje cały czas i cały czas jestem zamknięty, nie potrafię zaakceptować - myślę że dlatego. Uważam że jestem inteligentną osobą, ale jestem nienormalny. Nie wiem jak to opisać. Boję się tego wszystkiego... nerwowo reaguje (w środku) jak ktoś mnie obrazi, nigdy nie byłem jakimś przywódcą grupy, nigdy nikt w klasie nie słucha mojego zdania, tylko większość obrażać potrafi. Wiem że są to kretyni którzy pewnie w życiu nic nie osiągną, ale dlaczego reagują tak na mnie. Cały czas odczuwam lęk że ktoś mnie obrazi, a ja sobie nie potrafię radzić w takich sytuacjach - po prostu to ignoruje, ale wewnątrz przez to cierpię. Każdy dzień to jest dla mnie męka. Chciałbym być wyluzowany, spotykać się ze znajomymi, chodzić na jakieś koncerty ze znajomymi, o nic się nie martwić, ufać wszystkim.... Wiem że to co napisałem jest skomplikowane i pewnie większości osób nie będzie się chciało tego czytać, ale jak ktoś już doszedł to tego momentu i czegoś nie rozumie to proszę zadawać pytania. Chętnie odpowiem, byle mi ktoś pomógł. I zapraszam do zapoznania się z tematem który podałem na początku tego opowiadania.

 

Proszę o pomoc : (

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem co czujesz. Niestety prawda jest taka ze wszystko co dzieje sie w Twoim zyciu jest spowodowane dziecinstwem i sposobem w jaki Cie wychowano i tym co przezyles. Leki i psychoterapia jak najszybciej. Ja sie przed tym wzbranialam a mam 21 lat i teraz musze zaczynac na nowo leczenie. Nie boj sie leczenia bo cierpisz i zaslugujesz na pomoc od ludzi i świat Cie potrzebuje. Buzka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sfolen, MOżliwe,że reagujesz tak na utratę w szerokim sensie znaczenia tego słowa. Utrata szkoły, dziiewczyny, trudności adaptacyjne z tym związane.Te Twoje zaburzenia powodują emocje....te wyparte, nieświadome i te świadome również. Na terapię uczęszczaj bo dużo Tobie uświadomi. To nie kwestia paru tygodni, to może potrwać trochę dłużej, ale warto.

Trzymam kciuki!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale słuchajcie... te wizyty u psychologa/psychiatry są tak rzadko że masakra i uważam że to mi w ogóle nie pomaga. Psycholog coś gada, co mnie w ogóle nie interesuje (uważam że głupoty gada). Szkoły nie straciłem, tylko mam problemy z nią związane. A wizyty mam rzadko, ponieważ terminy mają takie lekarze. A co mam zrobić z dziewczyną? Właściwie nie mam przyjaciół, prawie nikt nie pomaga. O dziewczynie nie mogę zapomnieć. Miesiąc z nią nie jestem, cały czas cierpię. Uważam że ją kocham i tyle... Ona twierdzi że przez cały czas jak z nią byłem to wolałem być z kimś innym (z przyjaciółką swoją). Nie dawałem jej wcześniej żadnych powodów do zazdrości, a i tak była zazdrosna. Kiedy mnie okłamywała, mówiła żebym sobie szedł do niej (w sensie że przyjaciółki), mówiłem wtedy że ona by mnie przynajmniej nie okłamała. Nie chce być z tą przyjaciółką, ale ze swoją byłą też nie chce być. Za dużo kłamstw... nie zniósł bym tego. Dla niej wierność jest nudna. Ona teraz wg. mnie zaczęła się staczać. I twierdzi że to moja wina że ją zostawiłem, bo podobno wolałem kogoś innego... jak to ona wolała... Męczę się cały czas z tym i jeszcze szkołą. Jak mam sobie, albo jak ma mi ktoś pomóc? Co zrobić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×