Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
onanek

Jak poprawić swoją samoocenę?

Rekomendowane odpowiedzi

Nienawidzę siebię, swojego charakteru, sposobu bycia, zachowania, swojego ciała (jestem przeciętna, choć nie całkiem brzydka).

Byłam wychowywana w typow "poczciwy" sposób, czyli: bądź grzeczna, słuchaj się mamy (ojciec nas opuścił), jak ktoś ci dokucza, to odejdź, wszystko musiało być grzecznie, pod linijeczkę, do tego moja mama była (jest- nadal z nią mieszkam mimo 25 lat) nadopiekuńcza i bardzo ograniczała mi kontakt z dziećmi, potem młodzierzą, nigdzie mi nie pozwoliła samej wychodzić, nie miałam przjaciół, zresztą nikt mnie nie lubiał, przez wszstkie lata szkolne byłam kozłem ofiarnym, niemiłosiernie dręczonym przez rówieśników. Zresztą do dzisiaj nikt mnie nie szanuje.

 

Myślę o sobię jak najgorzej, nienawidzę siebię, nie szanuję, uważam za ostatnie dno. Jak przypomnę sobię co ze mną robiono przez te wszystkie lata, ile obelg, szykan, naśmiewania się, do dziś czepiają się mnie i wyśmiewają nie wiem nawet za co, chyba mam poprostu taki charakter, że pasuję na kozła ofiarnego.

 

Nie wytrzymuję już, chcę z tym skończyć, zasypiając znęcam się sama nad sobą w myślach. Nie wiem już co mam zrobić, proszę poradźcie jak podnieść swoją samoocenę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wizyta u dobrego psychiatry oraz psychoterapia u dobrego psychologa-psychoterapeuty.

 

Co do samooceny - w normalnym zyciu, w spoleczenstwie 90 % zalezy od Twojego nastawienia - tzn. jak sie czujesz , jak sie zachowujesz i za kogo sie uwazasz determinuje w wiekszosci jak ludzie Cie odbieraja. Mozesz byc piekna , zgrabna i bogata a jak bedziesz sie uwazala za g*wno- to tak bedziesz traktowana i na odwrot.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajnie, tylko że ja poprostu NIE MAM PIENIĘDZY na psychologa, a nawet jak coś zarobie, to muszę wydawać na coś innego (mieszkanie) i ta opcja nie wchodzi w grę. Jeśli ktoś zna jakieś sposoby jak zatuszować tą nienawiść do siebie, tak, żeby inni jej nie widzieli i żeby zapomnieć o niej na chwilę... Wyleczyć się nie da, za darmo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale Tobie sa najprawdopodobniej potrzebne leki antydepresyjne i antynerwicowe (o tym musi zdecydowac lekarz), wiec nie rozumiem PO CO sie meczyc - skoro jest spora szansa, ze leczenie pomoze ?

 

Idz do psychiatry NFZ i on tez ewentualnie przydzieli Cie na psychoterapie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pójdę do psychiatry, w papierach będe miała zapisane, potem jak będe chciała podjąć pracę, to będą na mnie patrzeć jak na wariata... Zresztą to nie jest najważniejsze, co powiedzą inni ludzie, mnie najbardziej przeraża to, że mama się dowie, a to już b było dla mnie nie do zniesienia. Gdybym poszła na NFZ, to przecież gdzieś by bło to zapisane, że byłam , prawda?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aha rozumiem to lepiej miec nerwice, meczyc sie, miec natretne mysli itp itd dlatego, zeby mama sie nie dowiedziala tak ?

 

W taki sposob nigdy sie nie wyleczysz.

 

Jedyna szansa poprawy nastroju jest podjecie leczenia u psychiatry plus psychoterapia.

 

To raz a dwa nikt nie bedzie patrzyl jak na wariata bo nikt nie bedzie wiedzial.

 

Wariatem to bys byla jakby Cie ubezwlasnowolnili , w zadnym wypadku nikt nie bedzie wiedzial, ze sie leczysz psychiatrycznie nawet na NFZ.

 

Nie ma innej drogi jak terapia plus farmakologiczne leczenie.

 

Po co sie meczyc ? Nie lepiej nawet jak juz cos to zdobyc te 200 zl na dwie prywatne wizyty u psychiatry (z reguly tyle wystarcza do okreslenia jakiegos leczenia ) ? Przeciez 200 zl to mozna zdybac. Lepiej chodzic w starych butach, ale podjac leczenie , niz trwac w stanie agonalnym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale ja byłam, chyba na 3 czy 4 wizytach u psychoterapeutki, ale poprostu mi się już kasa skończyła, a ona powiedziała, że leczenie może potrwać nawet pół roku do 2 lat. Więc zrezygnowałam, bo ciężko zdobyte pieniądze a jedna czy dwie wizty w te czy w te to już nie ma znaczenia.

 

A po drugie- niestety nie pracuję bo studiuję dziennie i pieniądze musiałabm wziąść od mamy, gdybym sama rozporządzała kasą, to jasne, że wybrałabym leczenie zamiast nowych butów, ale mną rządzi mama (nadopiekuńcza, musi wiedzieć gdzie się podziewa kasa, którą mi daje).

 

Jeszcze takie pytanie: jak bym się zdecydowała iść do psychutry na NFZ to gdzie najpierw trzeba uderzyć? Rodzinny? I co ze sobą zabrać? Z góry dzięki za rady.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Idziesz do psychiatry, bierzesz książeczkę zdrowia studenta i już. Prosto do celu, a w papierach u rodzinnego i dalej nie będzie się to za Tobą ciągnęło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miniaa, jesteś pewna, że nie będzie to nigdzie zapisane? Jeżeli to by się wydadało, to ja nie wiem co bym zrobiła... Jak dotąd do każdego lekarza chodziła ze mną mama i ona również przechowywuje moją ksiązeczkę (nawet nie wiem gdzie prawdemówiąc). Boję się strasznie ruszyć...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zrozum prosze - bez pomocy fachowej, dobrej pomocy lekarskiej i psychoterapii masz bardzo nikle szanse na dojscie do rownowagi. Co gorsza takie stany lubia sie nasilac nieleczone.

 

Nie warto unosic sie duma. Wizyta u psychiatry to zaden wstyd.

 

Bu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem, czy Ciebie to dotyczy, ale powiem, coś co zauważyłam i może Ci to pomoże troszkę (nie zastąpi wizyty u specjalisty).

moja niska samoocena żywi się porównywaniem do innych. pomaga mi na krótką metę, byleby przetrwać kontakty międzyludzkie, stopowanie porównywania. Widzę dziewczynę przy której mam okrutne kompleksy i włączam panel w głowie: nic nie mów, nic nie myśl o niej.

 

Ponoć pomaga hobby, które daje satysfakcję. Zajęcie się czymś (najlepiej by w bliskim towarzystwie nikt się tym nie zajmował). Z czasem pojawia się zastysfakcja i nawet chwile zadowolenia z siebie. I ma się pewne oparcie - śmieją się ze mnie, ale to ja potrafię np. tak zfilcować wełnę, ze zrobię kapelusz.

 

Ale - powtarzam - nie zapewni to wizyty u specjalisty. Nie wyzbędzie myśli samobójczych. Ale da małe promyki uśmiechu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Miniaa, jesteś pewna, że nie będzie to nigdzie zapisane? Jeżeli to by się wydadało, to ja nie wiem co bym zrobiła... Jak dotąd do każdego lekarza chodziła ze mną mama i ona również przechowywuje moją ksiązeczkę (nawet nie wiem gdzie prawdemówiąc). Boję się strasznie ruszyć...

 

 

Tak, kochana, jestem tego 100% pewna. Nie potrzebujesz żadnego skierowania i nigdzie w papierach nie będzie to zapisane. Na uczelni tez nic nie będą wiedzieć. Przy rejestracji podpisuje się takie pisemko, że inni nie mają wglądu w Twoją historie choroby, jakby np Twoja mama chciała się dowiedzieć coś od psychiatry o Tobie, to bez twojej zgody nie uzyska nic.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziéki za odpowiedzi, rozważę pujście do psychiatry. Boję się że sama nie będę umiała załatwić i będę się plątać, ale może dam rade. Tylko potem jak ja się wytłumaczę mamie z brania leków? Albo może nic nie mówić i brać potajemnie? Ale jakby mi się coś stało po tych lekach, jakieś skutki ubocze, to wtedy to się wyda i ona się dowie... A jak jej powiem że byłam i że mi leki przepisali, to będzie na mnie już do końca życia patrzeć jak na wariata a leków oczwiście nie pozwoli brać, bo ona się boi wszystkiego. Dziwne to wszystko. Odechciewa mi się gdziekolwiek ruszać. Ale może spróbuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jak rejestrowałam się do psychiatry to byłam tak zestresowana, ze zamiast Joanna kobieta zapisała Janina i nic się nie odezwałam. Uwierz mi, że w poradniach tego typu pracują ludzie wyrozumiali i będziesz dla nich zupełnie normalna.

 

Co do leków, to lekarz/lekarka Ci wszystko powie, wytłumaczy i pewnie będzie w kontakcie przez najbliższe tygodnie. Lekarz wyjaśni Ci wszystko od A do Z. Razem się zastanowicie czy mówić mamie czy nie. Nie myśl co powie, pomyśli, zrobi Twoja mama, bo teraz musisz myśleć o sobie. Chyba Twoja mama chce żebyś była szczęśliwa, mogła realizować pasje, studiować, pracować, a to bez fachowej pomocy może nie być możliwe. Tak na prawdę chce Ci się, bo piszesz tu ;) Wiesz, że będzie lepiej...

 

Pisz tu jeśli masz jakikolwiek problem, pytanie czy cokolwiek. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miniaa dzęki za zainteresowanie. Wiesz, pytań mam calą mase i strachów też.

Zaczynam się zastanawiać- jak już tak ta wizyta u psychiatry staje się powoli realna- czy wogóle warto z czymś takim tam chodzić. Przecież nienawidziłam siebie od dzieciństwa, najwcześniejsze wspomnienia jakie mam to pamiętam, że swoim prostym dziecinnym umysłem nie lubiłam siebie. Zawsze mi dokuczano, a raczej znęcano się nade mną i dziś też łażą za mną jakieś małolaty z osiedla i wyśmiewają (a ja dorosła kobieta nie potrafię się bronić). Przecież tak było zawsze, to chyba nie choroba a taki charakter, co mi da psychiatra i leki jak ja poprostu jestem niedołęgą i kozlem ofiarnym- to cała ja! Nikt nie zrobi ze mnie przecież na stare lata przebojowej pewnej siebie kobiety. Poza tym nie mam tak jak większość z was (często czytam to forum) ogromnych problemów, jak wyjście z domu, strach przed ludźmi, niemożność pracowania, uczenia się... Ja żyję normalnie, w domu jestem zadowoloną, roześmianą dziewczyną, w szkolę trochę wycofaną ale zdrową. W gruncie rzeczy to chyba nie powinnam brać leków bo jeszcze tylko zaszkodzą. Każdy ma jakieś problemy w życiu, ja akurat nie potrafię się bronić i jestem nielubiana. Może to kwestia charakteru i trzeba się z tym pogodzić. Chyba będziecie zaprzeczać, ale musicie przyznać, że jest w tym co napisałam ziarenko prawdy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo pozytywny wpływ przy problemie samooceny ma walka z własnym egocentryzmem, zwalczanie nawyku skupiania uwagi na własnej osobie - i to niezależnie w jakim kontekscie - tak pozytywnym jak i negatywnym. Długofalowo człowiek może osiągnąć równowagę poprzez akceptację swojej własnej osoby i dostrzec - że samoocena to tak naprawdę sprawa marginalna. Lepiej bowiem BYĆ SOBĄ, niż marnować czas na OCENIANIE SIEBIE.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko co, jak nawet najmądrzejsze argumenty do ciebie nie trafiają i czujesz obezwładniającą nienawiść??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdybym była sobą, wątpię czy ktoś o zdrowych zmysłach by to zaakceptował. :? Możemy dziękować naszym rodzicom, że takie coś z nas zrobili, ale to nie ich wina...chcą zawsze dobrze i wiedzą lepiej, wszystkie nasze aktywy zaraz wyciszają słowami, a po co, a na co, nie masz sił i zdrowia, bo coś się stanie itp. Im jestem starsza tym coraz gorzej i wątpię w jakąkolwiek pomoc specjalistów, to już jest w charakterze tego się nie zmieni...tu potrzeba cudu, wyprowadzki usamodzielnienia i nauki na własnych błędach, dodam, że pieniądze :?: I koło się zamyka.

 

onanek, w pewien sposób Cię rozumiem bo początek Twojego postu odbieram podobnie co do swojej osoby i też nie było ciekawie w dorastaniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To tak jak powiedzieć chłopakowi, jesteś fajny byłabym z Tobą, gdybyś tylko zachowywał się w ten a nie inny sposób, reagował tak na daną sytuację, on się stara zmnienić ale jakoś mu to nie wychodzi... no wytężoną pracą można ponoć wszystko, plus może psychoterapia, z nastawieniem, że zmnieniamy zapisy w podświadomości i patrzymy na siebie z metapoziomu, są szanse zawsze....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ale jak to u ciebie jest? Podobny problem i nie możesz sié z tego wyleczyć? Czy tak tylko spekulujesz? Może napisz coś więcej?

Na czym są oparte twoje przekonania, że samonienawiści nie da się wyleczyć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam takie przekonanie, że to jest tak głęboko zakorzenione, że szanse są słabe, dostępuję się ciągłej degeneracji osobowościowej, jak ząb jest chory to go się wyrywa i po problemie, tu musiałby mi ktoś ukraść duszę. :oops:

 

Za każdym razem próba - dosiągnięcia ideału perfekcjonisty legnie pod koniec wspinaczki, czuje się jak Syzyf czasami, ale mam tę nadzieję, że kiedyś mi to minie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

onanek,

Pomoc możesz uzyskać od specjalistów współpracujących z NFZ .

Jeśli masz krucho z pieniędzmi ( na leki) zgłoś się do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej...możliwe że zdołasz zdobyć pomoc ,w formie finansowej. Pisze z doświadczenie ..kiedyś było krucho u mnie ,i przez prawie pół roku MOPS pomagał mi wykupić leki.

 

Pozdrawiam i powodzenia

 

 

O kurcze chyba mi się tematy pomyliły ...proszę niech mi ktoś napisze na PW jak się usuwa do kosza post ?

 

 

Na Boga ..zero koncentracji ..totalne rozkojarzenie ,temat dobry . ...a ja w panikę wpadam :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×