Moja historia

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Moja historia

przez Amigo007 18 gru 2013, 01:27
Maciek-zsm dzięki za rady, już kiedyś coś podobnego mówiła mi jedna mądra pani psychiatra, ze Szczecina (byłem na 2 wizytach u niej). Ale dzięki. Tak jak mówisz krok po kroku. Tylko że ja jestem na prawdę specyficzną osobą. To jest wszystko bardzo skomplikowane. Violet_hair_ i tu właśnie wychodzi to, z czym mnie przejrzał jeden mądrzejszy psycholog (też ze Szczecina). Za 1-szym razem, od razu powiedział "ty mi nigdy nie powiesz prawdy". Chociaż do niego akurat zostałem posłany trochę wbrew sobie. I bardzo się u niego pilnowałem (czyli wizyta bez sensu). Za to w swojej miejscowości miałem gdzieś z 10 wizyt u jednej psycholożki. I nie mogła mnie rozgryzć 100%. Pod koniec mówiła, że sprowadzi jakiegoś innego psychologa specjalistę. Ale dalej to się rozmyło, bo to był jakiś taki program z urzędu pracy. I później to się skończyło. A ja jak mówię, nic pani psycholog nie ściemniałem. Unikałem tylko jak ognia tematu jakiegokolwiek alkoholu. Omijałem to, i wszystko z nim związane. Wszystko przez to, że boje się odrazu skierowania do jakiegoś ośrodka zamkniętego. Zresztą kiedyś mój psychiatra, też mi proponował jakiś ośrodek wśród młodzieży. Nie wiem czy coś się domyślał, ja mu słowa nie pisnąłem. Ale ten państwowy lekarz jest facetem przemęczonym. No dzisiaj nas pacjentów było koło 40. A lekarz przyjmuje gdzieś od 08:00 do 11:00. Zwykle szybciej, no to widać jakie musi być tempo. Maszynowo idzie. Ale też nigdy go nielubiłem, facet nigdy nie był i nie jest miły. Z musu do niego chodzę, u mnie w miejscowości jest tylko on. Zresztą ta wizyta była 1-szą gdzieś od 2 lat.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
16 gru 2013, 20:15

Moja historia

Avatar użytkownika
przez violet_hair_ 18 gru 2013, 14:02
Amigo007 napisał(a):Unikałem tylko jak ognia tematu jakiegokolwiek alkoholu. Omijałem to, i wszystko z nim związane. Wszystko przez to, że boje się odrazu skierowania do jakiegoś ośrodka zamkniętego.


Jeśli się tego boisz to z tym powinieneś się zmierzyć. Jak długo będziesz od tego uciekał, tak długo będzie Cię to gonić. Może warto powiedzieć psychoterapeucie o swoich obawach? Nikt na siłę Cię nie zamknie, a jedynie może zaproponować taką drogę. Przecież to dla Twojego dobra. A nuż się zdziwisz i psycho zaproponuje inne rozwiązanie, które będzie Ci odpowiadać...
violet_hair_*4w5*INFJ*
Avatar użytkownika
Offline
Posty
327
Dołączył(a)
05 gru 2013, 19:35
Lokalizacja
niebyt

Moja historia

przez ewa3700 18 gru 2013, 14:49
Witaj amigon. Nie obraż się, ale jesteś uzależniony. Jakbym siebie widziała. Trudne dzieciństwo, bo ojciec-psychol. Póżniej w dorosłym życiu-nerwica depresyjna czyli lęk, bezsenność...myśli samobójcze. Leczenie-szpital, psychiatra...i między tym...piwko. Tyle, że narkotyków nie tknęłam. Leki zawodziły. Doszło uzależnienie od Lorafenu-też benzodiazepiny. tak to sobie trwało przez 12 lat. Dokładnie w sierpniu, powiedziałam -dość. Odrzuciłam leki-od razu...i piwko. Najgorzej było z Lorafenem. Przeżyłam koszmar. obecnie jestem wolna od psychotropów...i piwka. Nawet mnie nie ciagnie. Stosuję tylko suplementy przeciwdepresyjne. Są kryzysy, czyli niepokoje atakują...ale odchodzą. Można z tym żyć. Wiem, że nie mam już przymusu na wypicie piwa...aby świat był kolorowszy i żeby poprawić sobie nastrój. Myślę, że to jest możliwe , by cieszyć się życiem bez tego piwa. Postaraj się sam powalczyć bez ośrodka odwykowego. .na początek ogranicz, wyznacz limit wypicia piwa. chociaż uważam, że decyzje trzeba podjąć natychmiast i przestać pić od razu. Jak tego nie rzucisz, to do usr.... śmierci to będzie trwalo. Zmarnujesz sobie najlepsze lata życia. Pozdrawiam.
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
28 paź 2011, 14:47

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Moja historia

przez Amigo007 19 gru 2013, 02:48
Kurczę Ewcia (mam nadzieję, że nie obrazisz się za to zdrobnienie) jak się cieszę że spotkałem kogoś z tymi samymi problemami. No ja od benzo (zomiren) byłem uzależniony jeszczę parę lat temu. Teraz już nie. Znam koszmar ich odstawienia, pamiętam w pierwszy dzień nie wychodziłem z domu. Chyba z 10 dni dochodziłem do siebie. Lęk wcześniej tak zajebiś*** tłumiony, nagle powrócił ze 100-krotną siłą. Pomagało wtedy alko, tylko był problem z wyjściem i jego zakupem. Pamiętam jeszcze kiedyś w Szczecinie na terapii stacjonarnej, miałem tylko opakowanie 0,25mg. A wtedy brałem końskie dawki 2mg, przy opakowaniu 0,25mg to 8 tabletek. Były kłopoty z szybkim połknięciem tego. Raz wyszedłem już na zajęcia. I przy tych dawkach, zapomniałem czy połknąłem wszystko. Wróciłem do ojczyma (na czas terapii mieszkałem u niego, byli już w separacji z matką), i pytam czy nie widział gdzieś na stole tabletki :-) Z perspektywy czasu, wiem jakie to było głupie. Wracać się, i pytać o tabletki. No ale uzależnionego tylko uzależniony zrozumie :roll:
I nie obrażam się że mi mówisz, że jestem uzależniony. Bo ja to generalnie wiem. Co do myśli samobójczych, to poważnych u mnie nigdy nie było. Są te o bezsensowności mojego życia, ale targnąć na siebie jeszcze bym nie mógł. Co do piwka, to myślę że u ciebie było ono tylko dodatkiem. Ja po skutecznym odstawieniu zomirenu, w pełni przeżuciłem się na piwo właśnie. Co do ograniczania, to właśnie to robię. Właśnie piję "podpiwek" alk. max 0,50%. Jedno normalne piwo chyba wypiję, ale to już będzię 50% mniejsza dawka. Zawsze były 2 piwa. Też bardzo bym chciał cieszyć się życiem jak ty. Bardzo bym chciał znaleźć osobę, którą pokocham. Nawet o tym marzyłem, że znajdę drugą połówkę. Będę ją kochał, i dzięki niej wyjdę z uzależnienia. I będę szczęśliwym człowiekiem. Nawet próbowałem to usilnie wykonać, przez wiele miesięcy próbując "zdobyć" pracownicę mojego sklepu monopolowego. Ona ma chłopaka, i taki straceniec jak ja jej nie interesował. W sumie nic z tego nie wyszło, jest to bardzo długa historia ale bez happy endu. Ok może coś jutro dopiszę, dzisiaj już bardzo późno. Ale generalnie super, że odpisał ktoś z bardzo podobnymi przeżyciami. Bardzo się cieszę :papa:
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
16 gru 2013, 20:15

Moja historia

przez ewa3700 19 gru 2013, 14:05
Amigon, super, że masz lepszy nastrój. :papa: Do zolafrenu nie wracaj. Benzo...to bagno. Dobrze, że starasz się ograniczać piwo. :great: A dziewczynę poznasz na pewno. Zapomnisz o ojczymie i innych problemach. Miłość to najlepszy antydepresant. Życzę ci z całego serca, aby coś ci się udało w życiu zrobić fajnego i spotkać nie tyle piękną co rozsądną dziewczynę. Trzymaj się ciepło. :great:
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
28 paź 2011, 14:47

Moja historia

przez Amigo007 19 gru 2013, 20:38
Ewa o ojczymie już zapomniałem bo od 1,5 roku nie żyje. Zresztą bałem się go za młodzika. A gdzieś od 2002/3 roku nie mieszkał już z nami. Z dziewczyną to obawiam się, że może coś być dopiero kiedy sam uporam się ze swoimi problemami. Czyli i tak najgorszy okres muszę sam pokonać. A marzyłem o tym, że właśnie dzięki miłości pokonam problemy. Ale nie jest to takie proste. A powiedz mi co cię skłoniło, do całkowitego rzucenia leków i piwka. Leki (uzależniające benzo) to rozumiem. Po sobie wiem że długotrwałe stosowanie benzo, uodparniało nas na nie. Organizm się przyzwyczajał, i i tak te tabletki już tak nie działały. Pomimo końskich dawek. Co się u ciebie wydarzyło, że tak w jednym dniu wszystko odrzuciłaś? Zrobiłaś to całkiem sama, czy miałaś jakieś wsparcie? Ja prawdę mówiąc nie wiem, czy dam radę sam. Potrzebna jest żelazna silna wola, bez niej ciężko na dłuższą metę. Poza tym organizm sam się domaga "odstresowywacza". Dzisiaj jeszcze wziąłem 1-szą dawkę paroksetyny, i prawdę mówiąc tak sobie się po niej czuję. Nie wiem czy te leki teraz to dobry pomysł. Tym bardziej że istnieje ryzyko, że zmieszam je z alko. Już kiedyś pamiętam zażywałem paroksetyne. To ileś dni całkiem na abstynencji. Jednak później, już piwkowałem. Przez to też nigdy za długo nie brałem paroxetyny. Na dłuższą metę za bardzo kolidowała ona z piwem. Teraz też zbytnio nie mam ochoty jej brać, chociaż dopiero zażyłem 1-szą tabletkę.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
16 gru 2013, 20:15

Moja historia

przez maciek-zsm 19 gru 2013, 22:01
No jak jej nie weźmiesz to będziesz dalej w tym samym miejscu. Szukasz pomocy a nie chcesz nic zmieniać. Nikt Ci nie każe tego brać, ale miej świadomość, że tylko naiwni robią po raz szósty to samo spodziewając się innych efektów niż poprzednio. Chyba lepiej pół roku pocierpieć teraz i się wyleczyć niż cierpieć całe życie? Pozdrawiam
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
13 lis 2009, 19:54
Lokalizacja
Gdańsk

Moja historia

przez ewa3700 20 gru 2013, 17:43
Witaj ponownie, amigo. Rzuciłam wszystko od razu, bo za mną została ściana.Antydepresanty i neuroleptyki nie działały, albo działały za krótko. Masz rację, piłam piwko dla polepszenia nastroju...bo przeciwlękowo alkohol na mnie nie działał. Własnie dlatego, że leki działały słabo...posiłkowałam się tym piwem. Jak miałam poważne kryzysy nie piłam, a nawet miałam wstręt do alkoholu. Być może dlatego z łatwością zrezygnowałam z piwa. Po namyśle stwierdzam, że lekooporność powoduje palenie papierosów. Z papierosów nie rezygnuję, choć to też świństwo. Owszem , mam wsparcie. Jestem szczęśliwą mężatką. Z tym to mi się od początku udało. Jak by nie mój mąż...to pewnie...by mnie tu nie było. Soi za mną murem i do dziś mnie wspiera. Jestem mu za to dozgonnie wdzięczna ...i życie ma sens.
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
28 paź 2011, 14:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do