Witam...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam...

przez Destroyer 21 lut 2013, 16:06
Zaglądam na to forum już dość długo, jednak jeszcze nigdy nic nie napisałam.
Kilka razy się za to zabierałam, ale zawsze jednak rezygnowałam.
Ale dziś może zaryzykuję, potrzebuję się gdzieś chociaż wyżalić.

Jestem osiemnastoletnią dziewczyną. Nie radzę sobie kompletnie z życiem, czuję się zagubiona, wszystko wymyka się spod mojej kontroli. Do tego mam duże trudności w relacjach z ludźmi i ze szkołą. W sumie to życiem bym tego nie nazwała, tak po prostu wegetuję sobie, nie robiąc nic, czekając na cud, bo sama boję się zrobić jakiś krok na przód w sumie nie wiem od czego zacząć ewentualne zmiany. Każdy mój dzień wygląda tak samo, ta cholerna monotonia. Często żałuję, że w ogóle żyję, ale śmierci boję się jeszcze bardziej niż życia, więc raczej ze sobą nie skończę. I tak tkwię zawieszona...

Tak z nawiązywaniem do przeszłości, bo nie umiem tak po prostu wypisać o co chodzi. A to wszystko zbiera się latami...
Przepraszam, że w ogóle tu piszę, ale potrzebuję tego...

Moje problemy ze sobą trwają już kilka lat, z roku na rok jest chyba coraz gorzej nawet...
Zaczęło się od podstawówki, gdzie byłam ofiarą klasową. Niby z perspektywy czasu wygląda to tak: 'ot kilka dzieciaków rzucających w twoją stronę przezwiska i śmiejących się. i ty się tym tak przejmujesz?' Gdyby to się działo dziś to pewnie bym się tak nie przejęła, ale będąc dzieckiem, chyba inaczej podchodzi się do takich rzeczy. Teraz widzę, że to wpłynęło znacznie na moją psychikę... Jeszcze pewnie zależy od charakteru, jak ktoś do siebie przyjmie różne zachowania, ja zawsze byłam słaba, nieśmiała, czułam się gorsza od innych - chociaż dawniej się tych cech wypierałam.
Później,w gimnazjum uwolniłam się od tych osób, poszłam gdzieś gdzie nikt mnie nie zna. Jednak tutaj się okazało, że bałam się zbliżyć do ludzi z obawy, że znowu mnie to spotka, że znowu będę ofiarą, że znowu będę skazana na to wszystko przez 3 lata. W spojrzeniach i gestach innych doszukiwałam się często czegoś, co potwierdzi, że coś do mnie mają, coś we mnie im się nie podoba... W efekcie początkowo miałam tylko jedną koleżankę, też wyobcowaną, a później i ona mnie opuściła, a ja zostałam sama do końca gimnazjum. Przerwy spędzane samotnie, zero rozmów z innymi. Jestem taką osobą, że pierwsza nie zrobię roku w czyjaś stronę, tylko czekam... W gimnazjum po raz pierwszy pojawił się epizod, kiedy przez jakieś 2/3 miesiące nie pojawiałam się w ogóle w szkole, przez to odizolowanie nie miałam siły tam być, w głowie pojawiały się te wszystkie negatywne myśli na swój temat i ogólnie o bezsensie życia. Wolałam zanurzać się w wirtualnym świecie. Chociaż w sumie nawet w internecie zawsze ciężko rozmawiało mi się z ludźmi, niewiele pomaga mi ta anonimowość i tak mam jakieś bariery, zahamowania.
Gimnazjum jakoś skończyłam, z całkiem niezłym świadectwem.


Jednak później zaczyna się liceum, czyli okres obecny.
Jestem rocznik 94', powinnam być w klasie maturalnej, a ledwo co jestem w drugiej, po drodze zaliczyłam 4 różne licea...
W wakacje przed pierwszym liceum postanowiłam sobie, że tym razem zbliżę się do ludzi, nie pozwolę sobie na bycie odizolowaną. Jednak to nie jest przecież takie proste. Pomiędzy pomyśleniem, a zrobieniem czegoś jest wielka przepaść...
Zawsze boję się zagadywać do ludzi... Zazwyczaj nawet nie wiem jak zacząć rozmowę, taka pustka w głowie. Do tego boję się, że ktoś sobie o mnie pomyśli coś złego, przykładowo, że jestem nudna, niewarta poznania. No i jeszcze często myślę: 'dlaczego to ja mam zagadywać do innych ludzi? jakoś do innych ktoś zawsze zagaduje, a do mnie nikt. pewnie coś ze mną nie tak'
Początkowo nawet jakieś tam osoby były, ale później wystarczył jeden dzień kiedy ktoś wolał inną osobę ode mnie, a ja już całkiem się odsuwałam, już ten kontakt starałam się niszczyć, myślałam, że ktoś ma mnie dość, więc ja się pierwsza odsunę, bo wolę tak niż zostać porzuconą. W efekcie zostałam w końcu jedna sama, na własne życzenie. A do tego doszły problemy z nauką, początkowo zwykłe lenistwo, ale później nawet jak chciałam to mi nie wychodziło, nie potrafiłam się skupić, do tego doszedł dziwny lęk - 'a co jeśli pouczę się, a i tak zawalę kolejny sprawdzian, nic mi nie wejdzie do głowy. po co więc tracić czas'
No więc 2 zagrożenia na semestr, uznałam, że w tym liceum dłużej nie pociągnę, a więc zmiana...
Tam schemat z ludźmi zaczyna się powtarza, zawsze tak jest, chociaż poznałam tam osobę, z którą kontakt utrzymuję do dziś, ona nawet darzy mnie przyjaźnią (ale to jak ja ją traktuję... z lęku przed ludźmi, nawet jeśli mam dowodu, że im zależy... czasem się zastanawiam czy ja w ogóle mam uczucia). Jednak z powodu tych zagrożeń, poprawa się nie udało chociaż czasu trochę na to poświęciłam, uznałam, ze nie ma dla mnie nadziei, po co mam chodzić do szkoły, skoro i tak zawalę rok. Ta więc całkiem się poddałam, przez kilka miesięcy nie chodziłam do szkoły, nikt nie był mnie w stanie do tego zmusić no i klasę zawaliłam. Teraz już widzę, że w dużej mierze na własne życzenie, nie byłam jedyną osobą z zagrożeniami, inni jakoś poprawili Tylko kiedy właśnie coś mi się nie udaje, to zamiast walczyć, naprawiać, ja się poddaję, załamuję, uciekam od problemu.
A więc po wakacjach 3 szkoła. Tu miałam już zostać, tu miało być inaczej. I przez pół roku było dobrze, nawet nie czułam się tak nieszczęśliwa. Udało mi się zbliżyć do kilku osób, wiedząc już o swojej tendencji do odrzucania ludzi zanim oni odrzucą mnie, walczyłam z tym. Codziennie musiałam walczyć, żeby z nimi rozmawiać, żeby się nie odsuwać, z czasem było coraz łatwiej. A do tego po raz pierwszy w życiu spotykałam się z kilkoma osobami tak poza szkołą, w tym udało mi się zaprzyjaźnić z tą osoba z drugiego liceum. Chociaż nie było dnia, żebym nie myślała o sobie źle, że jestem gorsza itd.
A kiedy zaczęłam się czuć na prawdę szczęśliwa zaczęły się dziać dziwne rzeczy i posypało się.
Najpierw niemożność panowania nad swoimi emocjami, w sumie kilka sytuacji w których zachowałam się jak nie ja, potem w domu raz się zdarzyły halucynacje i nie wiem jak to nazwać, psychoza? Pojedynczy epizod na szczęście... Ale przeraziło mnie to... A że ujawniła się grupka nieżyczliwych mi osób, to przez te moje lęki i akurat, że wszystko do siebie pasowało - uroiłam sobie coś, przemilczę lepiej co... Nienawidzę siebie za to, że tak zareagowałam... Wszystko wyolbrzymiłam, ale dopiero teraz to widzę, wcześniej myślałam, że to ja mam rację (często tak bywa ze mną, dopiero po czasie do mnie dociera) No ale cóż... Moją reakcją obronną było niechodzenie do miesiącami do szkoły, znowu... Odcinanie się od wszystkich ludzi, samoocena spadła jeszcze niżej, czułam się jak zero, śmieć, nieudacznik życiowy (i codziennie ostatnio tak się czuję). Od zawalenia kolejnego roku uratowało mnie to, że miałam lekcje indywidualne.
Ale chciałam wrócić do ludzi, tylko nie tu. A więc 4 szkoła...
Pierwszy semestr zaliczony całkiem przyzwoicie, ale znowu spędzam każdą przerwę samotnie, ze słuchawkami na uszach. Cierpię bez ludzi, ale nawet boję się próbować cokolwiek robić w tym kierunku... W sumie aż tak mi się pogorszyło, że nawet boję się kontaktu wzrokowego z ludźmi.
No i siły na chodzenie do szkoły coraz mniej...
Czasem rano mam tak, że po prostu mogę być już nawet ubrana, wymalowana, a tu nagle dostaję napadu płaczu jak myślę o szkole, o tym, że znowu mam tam siedzieć tyle godzin, sama, potem wracać do domu 2 godziny... I zostaję w domu.
W tym tygodniu było tak w poniedziałek i cały czas siedzę w domu. Płaczę po kilka razy dziennie.
Jeszcze znowu pomimo dobrze zaliczonego pierwszego semestru boję się, że zawalę kolejny rok, teraz trochę gorzej mi idzie z nauką. Nawet żałuję, że nie chodzę do jakiegoś liceum zaocznego czy coś...

Ja doskonale wiem, że wiele ludzi ma poważniejsze problemy ode mnie, ale ja sobie nie radzę z takimi najprostszymi.
I musiałam się tu wygadać, chcoiaż pewnie jeśli ktokolwiek by to przeczytał, to wyda mu się to śmieszne.


Chciałabym być jak inni ludzie, chciałabym wziąć się w garść, ale nie potrafię...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
21 lut 2012, 23:22

Witam...

przez xxxl96 21 lut 2013, 16:21
Nie przejmuj się :) Też sobie nie radzę , z nauką , ledwo zaliczyłem pierwszy semestr (1liceum) ale teraz moje szanse na zdanie są równe zeru ://// A co do kontaktu z ludźmi , to hmm ja również nie należałem do wielce otwartych , ale idąc do liceum pierwsze kilka dni , byłem samotny a potem zacząłem mówić znajomy z klasy "cześć" , jedno słowo , a działa cuda ! :) Spróbuj ,uda Ci się , jestem tego pewien :) Warto też pytać o bzdury , w stylu " Z czego dziś mamy spr , albo co było zadane " nawet nie zauważysz , jak ludzie zaczną sami z tobą gadać ! Trzymam kciuki , jak chcesz to możesz pisać na PW , w razie ewentualnych pytań :) Jesteś dziewczyną , co bardziej Ci ułatwia zdobycie pewności siebie ! Makijaż , fryzura , uśmiech i zero stresu , w liceum wszyscy są w twoim wieku , lub zblizonym i tutaj już nikomu w głowie dziecinne wyzwiska , a Ci cię wyzywali w podstawówce to na pewno jakieś , żałosne zakompleksione osoby , a ty jesteś wartościową osobą i nie przejmuj się ! Głowa do góry ! Pomyśl o pozytywach , jesteś młoda , zdrowa ! :)
Śmierć jest wiecznym schroniskiem, w którym nic się nie odczuwa
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
10 lut 2013, 20:46
Lokalizacja
Wielkopolska

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do