Nie wiem.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Nie wiem.

Avatar użytkownika
przez White Rabbit 10 gru 2014, 22:18
.....
... Nie wiem, co napisać, bo jstem w strasznym stanie. Cały czas walcze o przetrwanie, mam strasznie ciężka sytuacje... Przezywam traumy, ktore niejednego wpedziłyby do piachu. Nie mam rodziny. Nikogo nie obchodze. Czuje, ze nie wytrzymam, nie mowie o samobójstwie, bo nie mam narzędzi, a przewracam sie. Przewracam sie od cierpienia. Codziennie bol rozrywa moje cialo. Codziennie zwijam sie z bolu, a staram sie walczyc i wykonywac swoje obowiazki. Mowie o bolu fizycznym, psychiczny anie nikogo nie obchodzi, ani ja juz nie zwracam na niego uwagi. Do tego stany lękowe non stop, bez przerwy, nawet minuty. Ktos ze mnie najwyraźniej teraz zrezygnowal. Moze nie mogl zniesc tego, ze mozna tak cierpiec, więc wolal odwołac się do mechanizmów psychologicznych: nie lubimy pechowców, nie lubimy ludzi chorych, bardzo szybciutko stwierdzimy, ze sami sa sobie winni. Kiedyś byłam świadkiem sytuacji, w której ktoś opowiadał o kobiecie, która stracila w nocy wzrok. Obudzula się slepa. Trwoga na twarzach. Dorosła kobieta. a więc to moze zdarzyc sie i tobie i tobie. Szybko ktos sie odezwał: ale ona czasem chodzila na solarium (wtf??), więc jest sama sobie winna, w tym momencie atmosfera lęku i obezwladniającej trwogi zostala rozladowana. Wszyscy spokojni. Wszyscy szczesliwi. Trzeba bardzo szybciutko zagonic pechowca w poczucie jego własnej winy i sprawstwa, żeby większość mogła poczuć sie dobrze. opisywane zjawisko w literaturze przedmiotu. Nie mam komu powiedzieć, jak cierpie.... Nie mam komu powiedziec, jak sie boje.. Chocbym umarla na srodku pokoju, rodzina nie zareaguje. Lód. Nie wiem, co robic... Ta sytuacja sie przedluza, to juz kilka lat cierpienia, kazdy zobojetnial. potrzebuje pomocy... zabijaja mnie wlasne stany, ktorych nie moge wypowiedziec glosno. zabija mne samotnosc i obojetnosc.
......
..........

Nie wiem. czy ktos z Was dzwonil na telefon zaufania.
Ja sie przewroce z cierpienia. To nie jest krzyk egzystencjalny, to nie jest nastręctwo myslowe... ja nie spedzam dni w domu, gapiac sie na sciany. Walcze z potwornym bolem, zaburzeniami osobowosci, badzo glebokimi i ciezka choroba..
Chyba nie ma sensu pisac, ze chce umtrzec, bo to jest chyba dla wszystkich jasne...
Pisze to, bo trace orientacje, zmysly, poczucie realnosci sytuacji....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
524
Dołączył(a)
31 lip 2013, 20:00

Nie wiem.

przez vifi 11 gru 2014, 00:51
White Rabbit, kto Cię tak ocenił? Od siedzenia w domu i patrzenia w ściany i zdrowa osoba by dostała jazd. Nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale cierpisz na derealizację i jakieś dolegliwości fizyczne. Może spróbuj pójść do szpitala.
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Nie wiem.

Avatar użytkownika
przez White Rabbit 13 gru 2014, 15:32
vifi, dziękuję, że odpowiedziałeś na moją wiadomość. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, żałuję, że nawał zajęć nie pozwalał mi wcześniej tutaj zasiąść. Wbrew pozorom, mam jednak jaśniejszy umysł niż ostatnio, jednak nadal trudno jest mi się skupić. Czuje ogromny chaos, więc nie wiem, czy ta odpowiedź będzie jasna i zrozumiała dla Ciebie i dla kogokolwiek. Przepraszam tez z góry, że pojawię się tu następny raz za dzień lub parę dni.
Nie, nie mam derealizacji. Tak myślę, bo trochę inaczej odczuwam nerwicową derealizację, częściej teraz towarzyszy mi taka schizofreniczna. Zdarza mi się mówić i myśleć rzeczy, nad którymi nie mam kontroli, bardzo często, na tyle, że mam wrażenie, że rozpadam sie na kawalki. Jednak jest to dysocjacyjne, jest to mi znany stan od dawna. On też dokłada się do mojego cierpienia, bo jest przerażający i nie mam wątpliwości, że straumatyzowałoby każdego doświadczenie kompletnej desynchronizacji myśli i mowy, mówienia rzeczy, których się nie planowało, które nawet nie są prawdą, i nie da się nad tym nijak zapanować, luki czasowe, dziury w historii, nagłe zmiany poczucia tożsamości, powodujące straszny lęk, jednak nie to, nie dezorganizację wewnętrzną miałam na myśli. Chodziło mi o to, że od cierpienia dzień w dzień,
od ciągłej walki,
od kolejnych druzgoczących ciosów,
od sytuacji, w których widzę, jak to wszystko, co mnie otacza, włącznie z tą rodzinką ureligijnioną jest kompletną iluzją, odrażająca obłudą, w ich przypadku ma miejsce egoistyczne kupowanie sobie wybawienia, kiedy widze, jak pozaburzani są ci ludzie wokół, bez świadomości i woli zmiany,
od bólu fizycznego większych partii ciała, intensywnego..,
od świadomości i doświadczenia, że ludzie są do czasu > do czasu kiedy pasujesz do ich idyllicznego obrazka,
że panuje w ogóle powszechna zgoda na pielęgnowanie urojeń, jeśli pozwalają funkcjonować,

kiedy nie widze możliwości ucieczki, czy wyjścia, pomimo, że nie rozłożylam sie, nie zaczełam - tam bardzo dawno temu lamentować, tylko walczyć, a teraz widzę, i to już jest absolutnie klarowne, że ta walka nie miała zakończyć sie moim zwycięstwem -> wtedy trace poczucie realności sytuacji, czuje się jak w klatce bez wyjścia, zaczynam sie dusic powietrzem i nie mam na mysli ataku paniki. Nie umiem ubrac w słowa tego, co czuje.

Nie dawałam za wygraną, z uporem maniaka walczyłam, gdy stawiano na mnie krzyzyk. Podnosiłam się z najgorszego bagna. Czołgałam się choćby, ale posuwałam się do przodu, w raz obranym celu, nie gubiąc go z oczu, tęskniąc za prostymi rzeczami.
Tonęłam i wynurzałam się. Stało się po drodze tak bardzo dużo złych rzeczy.. Ale byłam odważna, jak zawsze, zdecydowana, zorganizowana, konsekwentna. Od dziecka miałam silny charakter i spory temperament, wytrzymała, uparta. Ale przegrałam.
I teraz widzę, że ta historia nie miała się dla mn,ie zakończyć dobrze. z tej historii nie mialam wyjść zywa. i n i c j u ż s i ę n i e d a z r o b i ć.

Jeśli chodzi o zdrowie, ono jest nie do odzyskania, pomimo walki, pogrzebane. Szpital jest złym pomysłem, dlatego, że leki kompletnie na mnie nie działaja. Przestało mnie to dziwić jakieś półtora roku temu, kiedy każdy psychiatra odniósł fiasko, byłam też już po tej wizycie, kiedy wzrok psychiatry mówił sam za siebie. Zaczęłam bardzo wyraźnie dostrzegać, że to, na co cierpie jest osobowościowe i choleeeeeernie głębokie. Nauczyłam się sama pracować nad sobą, tak, jak z żadnym terapeutą mi nie wychodziło. Niestety, pojedynczymi siłami nie dało się zrobić wszystkiego. Siła jednej osoby też nie jest wieczna, ani odnawialna, jeśli cały czas cierpi się potworną mekę. Moje zycie bylo bardzo trudne, dlatego już od najwcześniejszego dzieciństwa, potem przez okres dorastania, kiedy bylam kompletną wariatką, młodą, cierpiącą wariatką, z dysocjacjami, zaburzeniami lękowymi, urojeniami, depresjami, myślami, planami samobójczymi i samooakelczaniem sie, potem próbą dokonaną, ale nieudaną. Potrzebuję drugiego człowieka do pomocy.. Nie stać mnie na terapię teraz, ani za rok. Obdzwoniłam ośrodki, nie przyjma mnie na nfz. Kwota 120zł za 50 minut.
Kolejnym problemem w terapii jest to, że mam zaburzenia, które przerastają wielu terapeutów. No i w tym temacie, o ktorym wspominam zaledwie, nie da się juz nic zrobic.

Wiem, że piszę bardzo zawile, przepraszam za tę enigmatyczność, ale obawiam się powiedzieć wszystko. Myślę, że wiele można wyczytać, co zdejmuje ze mnie pośrednio poczucie wstydu.
Moim bolem jest teraz stan bezsilności, poniżenia, deptania godności, nadmierny wysiłek i walka o przeżycie, choć wiem, ze to sie skonczy marnie, rozczarowanie, ogromne, przytłaczające i wyciskajace ze mnie ostatnia łzę, rozczarowanie ludźmi, którzy w podskokach znikają, kiedy okazuje się, że Twoja sytuacja psuje im wyśmienity nastrój, samotność, fakt, że już bardzo niewiele zostało mi wspólnych rzeczy z innymi, że całego ogromu, całych połaci mojego doświadczenia nie mogę dzielić, że one są tylko moje i tak niewygodne tym obcym, zamkniętym ludziom. Funkcjonowanie w świecie cieni, co jest jakimś przedpokojem smierci.

I właściwie chciałam spytać, czy ktoś z Was dzwonił na telefon zaufania, bo nie wiem już, co zrobić.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
524
Dołączył(a)
31 lip 2013, 20:00

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nie wiem.

Avatar użytkownika
przez tahela 13 gru 2014, 20:27
a niby dlaczego ie przyma cie na NFZ, napisz na kartce dlaczego odmowiono i podjecia terapii w danym osrodku, idx do kieorwnika tego osrodka, niech ci podbije pieczatke i nastepnie do oddzialu NFZ i tam to złóz za potwierdzenieem, bedzie postępowanie bo nie maj prawa odmowic tak naprawde, ja kiedys miałąm poodbna sytuacje z ginekologiem przyszłam po rcepte i wcale nie miałam ochoty bulic prywatnie za wypisanie recepty tylko, oni ze limit sie skończyl, ja powiedziałam ze che na pismie ze odmawiaj mnie przyjac i jade do odzialu ze skarga , i przyjeli, bo co by nie mowic prawa odmowic nie maja chociaz limity sie kończą itp.to sa trudne sytuacje ,ale naprawde nie moga
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10992
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Nie wiem.

Avatar użytkownika
przez agusiaww 13 gru 2014, 22:53
White Rabbit, tak zerknelam na Twoje wczesniejsze posty, wydaje mi sie ze glownie w Twoim przypadku chodzi o chec terapii i brania lekow. Niestety Ty sama nie dajesz sobie pomoc, przynajmniej tak odczytalam z tego co napisalas. Wg mnie powinnas sie postarac o skierowanie do szpitala, przejsc dlugotrwala terapie, brac leki. Piszesz ze szpital złym pomyslem ze leki nie dzialaja itd ale z drugiej strony oczekujesz ze ktos bedzie trwal przy Tobie, to niestety takiej osoby nie bedzie. Wiem bo sama kiedy mialam ciezka depresje tez zostalam z tym sama i nawet obecnosc drugiej osoby nic nie pomaga, to Ty musisz chciec sie leczyc i wprowadzac w swoje zycie krok po kroczku zmiany.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Nie wiem.

Avatar użytkownika
przez jetodik 14 gru 2014, 00:52
White Rabbit,

a czego oczekujesz, to znaczy czego chcesz, na co masz nadzieje.
napisz w kolejności od najważniejszych do najmniej i napisz też czy bierzesz jakieś leki, jeśli tak to jakie?
bo trudno się jakoś odnieść, a tel. zaufania, zadzwoń co szkodzi, ja nie dzwoniłem nigdy jakby co.
http://www.poomoc.pl/beta.php - na jednej stronie wszystkie kółeczka do klikania (pajacyk, pusta miska itd.)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8163
Dołączył(a)
27 sie 2013, 21:06

Nie wiem.

przez vifi 16 gru 2014, 00:47
White Rabbit, jeśli masz stan podchodzący pod psychozę (derealizacja schizofreniczna), to potrzebujesz na pewno leczenia farmakologicznego. Znam przypadek, gdzie leki udało się dobrać dopiero po 8 latach. Jeśli jeszcze tylu nie wyrobiłaś to nie trać nadziei i podejmij leczenie na nowo.
Nie dzwoniłem nigdy na telefon zaufania, ale myślę że możesz śmiało próbować tam się dodzwonić.
Zwłaszcza że chyba bardziej niż choroba dobija Cię samotność.
j e s z c z e c o ś d a s i ę z r o b i ć
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Nie wiem.

Avatar użytkownika
przez White Rabbit 27 lut 2015, 21:43
Przepraszam, że nie kontynuuję tego wątku, ale to nie ten czas. Przyjdzie moment, że poproszę znajomą o zrobienie "up" i wtedy tu wrocę. Dziękuje wszystkim za odpowiedzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
524
Dołączył(a)
31 lip 2013, 20:00

Nie wiem.

Avatar użytkownika
przez jetodik 28 lut 2015, 03:07
okej, trzymaj się
http://www.poomoc.pl/beta.php - na jednej stronie wszystkie kółeczka do klikania (pajacyk, pusta miska itd.)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8163
Dołączył(a)
27 sie 2013, 21:06

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do