potrzeba czasu ale ile?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

potrzeba czasu ale ile?

przez mimetka 11 mar 2011, 11:52
Witam
Nie wiem co robić, czuję, że po prostu wypadam:/
Zacznę może od początku. Od dwóch lat byłam (jestem) w zawiązku z facetem. Mam 27 on 40 i zobowiązania. Dwa lata temu zaczęliśmy sie spotykać to był jak grom z jasnego nieba. Miłość taka prawdziwa co przetrwa wszystko. On nie żył już ze swoją żoną, byli w trakcie sprawy rozwodowej. Ja wiedziałam od początku, że będzie to trudny związek. Mają wspólne dzieci, z którymi on spędza dużo czasu. Nigdy to nie było dla mnie problemem, zawsze wiedziałam, ze dzieci będą dla niego najważniejsze i nie przeszkadza mi to. Od pół roku mieszkalismy razem, to był tak piękny czas. Były momenty złe ale to z mojej winy. Od jakiegoś czasu leczę się u psychiatry ponieważ mam nerwicę lękową i epizod depresyjny(jakoś tak to się nazywa). Jestem strasznie nerwowa i wybucham przy byle okazji o byle co. Nieraz mówił mi , że czasem ma tego już dość bo w jednej chwili jest ok a za chwilę mi coś odbija. Zawsze po takim wybuchu miałam wyrzuty sumienia, czułam się tak potwornie źle. Wierzyłam, że to jeszcze trochę potrwa, bo teraz kończę studia więc ogólnie nerwowa atmosfera, ale niestety stało się. Dziec zaczęły go namawiać żeby wrócił, że poprawią oceny, że chcą się obudzić i żeby on był. Na to wszystko nałożyła się ta sprawa rozwodowa na której jego żona cały czas mówiła, że chce rozwodu a na ostatniej 3 dni temu powiedziała, że jest może szansa spróbować jeszcze raz i o nie wiedział co powiedzieć tak go zatkało. Niecałe trzy tygodnie temu wyprowadził sie ode mnie i zamieszkał z nimi, mają duże mieszkanie, więc on ma swój pokój, sam sobie robi zakupy, gotuję, pierze. Ona cały czas robi mu na złość, w ogóle nie chce powiedzieć dlaczego zdecydowała, że nie chce rozwodu. Jak on mi powiedział o swojej decyzji to całą noc żeśmy przepłakali choć wiedzieliśmy ,że na razie tak musi być. Powiedział, że zawsze będzie przy mnie cokolwiek sie wydarzy. I faktycznie rozmawiamy przez telefon, przyjezdża do mnie, całujemy się na przywitanie, przytulamy. dużo rozmawiamy ale za wcześnie na jakiekolwiek decyzje. Za świeża jest ta sprawa. mnie to tak podłamało, że przestałam chodzic do pracy, zawaliłam semestr na uczelni. siedzę w domu cały czas, nie jem nie śpię, nie potrafię sobie znaleść miejsca. Czuję, że dostaję jakegoś obłędu, mam tak wszystkiego dość. Ja dla niego z całym światem sie pokłóciłam on dla mnie zresztą też (róznica wieku) Nadal mnie kocha, widze to i czuję w każdym jego gescie i słowie. Ja również czuję to samo, mielismy masę planów, marzeń a teraz nie wiem co robić. Wiem, że naprawdę warto poczekać, dać sobie trochę czasu ale to jest tak ciężkie
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 mar 2011, 08:09

potrzeba czasu ale ile?

Avatar użytkownika
przez Ahmed 11 mar 2011, 12:53
...no toś sie wkopała dziwczyno.
Nie mam pojęcia co Ci doradzić. Ale widać że facet woli kochać Cię na odległość bo byc może przy Tobie nie czuł sie bezpiecznie - sama piszesz że miałaś rózne wybuchy i nie raz były kłótnie. Róznica wieku raczej nie ma tu znaczenia ... chociaż byc może zainteresował sie Twoja osobą z racji przechodzenia kryzysu wieku średniego (cokolwiek to oznacza) :D. Sam mam 4o lat i nie zuważyłem jeszcze czegos takiego u siebie chociaż pojawiaja sie wzmianki że może sie pojawić u facetów już w wieku od 35 lat.
Jednym słowem przestraszyłaś go sobą i swoimi zachowaniami. Pytanie tylko czy uda CI sie go przekonać spowrotem do siebie. jeżeli mam być szczery to watpie... facet rzucił dla Ciebie dom, rodzinę i przykro to mówić ale zawiódł się nie znadując tego co szukał więc wrócił do bezpiecznej przystani. Oczywiście możemy przyjąć że on nadal kocha Ciebie ale czy ta miłość przetrwa ??? czy może Twoja rola zostanie sprowadzona do roli np. kochanki. Musisz niestety sama przeanalizować to co się u Was dzieje. No i rozmowa.... przedewszystkim rozmowa.
Ja tu jeszcze wrócę ;))))))))))))))))))))))))))))))))
K.
Avatar użytkownika
Offline
Kwadratullah
Posty
1437
Dołączył(a)
18 lis 2010, 21:36
Lokalizacja
Panjshir

potrzeba czasu ale ile?

przez mimetka 11 mar 2011, 13:46
Dziękuję Ci Allah za odpowiedź. Wiem, też tak czuję, że się przestraszył mojego zachowania, nie czuł się pewnie. Nie masz pojęcia jak żałuję, że tak się stało:/ Nigdy, przenigdy nie przypuszczałam, że się rozstaniemy i to w taki sposób. Wiadomo czasem miłość się wypala i wtedy najlepiej rozstać się w miarę koleżeńskich stosunkach. Tylko, że tu się nic nie wypaliło. Ja nadal tak Go kocham, że nie potrafię tego ogarnąć. Wiem, że dla niego to też nie jest łatwa sytuacja bo mnie kocha także. On jest tak skołowany, że ma wszystkiego dość. Jego żona mu dogryza a z drugiej strony całe popołudnia obsiadają go dzieci, tak się cieszą z jego powrotu. Nie rozumiem dlaczego jego żona chciała cały czas rozwodu a teraz nagle nie? Nie wiem co ona chce ratować, między nimi już dawno nie ma uczucia, są dzieci i to jest straszna sytuacja. Jedyny pozytywny aspekt tego to to, że dzieci nie są takie małe 13, 15 i 17 lat. Najgorzej z tą najmłodszą bo z nią jest najsilniej związany. One wiele rozumieją i przecież widzą, ze rodzice razem nie śpią, prawie nie rozmawiają. Bardzo ciężka sytuacja. Ja nadal wierzę, że jak to wszystko się trochę uspokoi, minie trochę czasu to będziemy razem. mój wcześniejszy związek trwał 7 lat i rozstaliśmy się w przyjaźni. Nie było w nim takich planów jak teraz. Nigdy nie rozmawialiśmy na temat dzieci, wspólnego domu. a tu było wszystko. Za kilka miesięcy po skończeniu moich studiów planowaliśmy dziecko, że kupimy ogródek i psa. w każdym jego słowie widziałam i czułam jego miłość do mnie. Wierzyłam, nadal wierzę że on jest miłością mojego życia. Zresztą on również mówi, że w życiu nie czuł się z kimś tak jak ze mną. Rozmawiałam z koleżanką, która go poznała, widziała nas razem, jacy dla siebie jesteśmy i ona również twierdzi, że potrzeba czasu, że będziemy razem bo taka miłość jak nasza się zdarza raz na sto lat. Piszesz, że może będę kochanką?. Nie wiem, odkąd się wyprowadził nie kochaliśmy się, wystarczało nam przytulanie, czułe gesty, rozmowa. Cały czas mnie zastanawia co sobie myśli jego żona? pytał ją dlaczego nie chce rozwodu a ona mówi że nie chcę o tym gadać:/ i ucina rozmowę. Przecież oni się wykończą takim życiem. w zeszłym tygodniu podczas rozmowy powiedział mi coś w tym stylu, ze chciałby się poświęcić dla dzieci, powiedziałam mu, że lepiej będzie jak z nimi porozmawia, zapewni, ze to one nikt inny będą dla niego zawsze najważniejsze. On dzwoni do mnie często, długo rozmawiamy, przyjeżdża choćby na 10 minut żeby tylko mnie zobaczyć. Jak myślisz co z tego będzie? Jak mogę go przekonać, że już nigdy nie będe zachowywać się w ten sposób? Wiem, że na razie tak musi być, że nagle znowu do mnie nie wróci. On też cały czas mi mówi, żebym myslała pozytywnie, że nikt przecież nie powiedział, że nie kupimy tego ogródka i psa ale na razie inaczej być nie może. Nie chcę go naciskać, nie mówię mu żeby do mnie wrócił.Widzę, że on tą sytuacją jest tak samo przerażony jak ja i nie wie co robić. Cieszymy sie tym co na razie mamy. Jak myslisz jak ta sytuacja się rozwinie? Naprawdę uważam, ze warto trochę poczekać, przeczekać bo to co nas połączyło jest tak czymś pięknym, że aż boli
pozdrawiam
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 mar 2011, 08:09

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

potrzeba czasu ale ile?

Avatar użytkownika
przez Ahmed 11 mar 2011, 14:56
Wierzyłam, nadal wierzę że on jest miłością mojego życia.

i ona również twierdzi, że potrzeba czasu, że będziemy razem bo taka miłość jak nasza się zdarza raz na sto lat.

oj tez to słyszałem - a dzisiaj ta druga osoba jest juz daleko i z kim innym. To jest życie a nie książka ... wiem że takich rzeczy od przyjaciół fajnie sie słucha i bardzo długo w to wierzy ....ale nie jest tak kolorowo.
Piszesz, że może będę kochanką?. Nie wiem, odkąd się wyprowadził nie kochaliśmy się,

własnie....nie dziwi Cie to? Może osiągnąl juz swój cel .. jakim było zdobycię Cię i teraz pomalutku sie wycofuje...
Chciałbym Ci powiedzieć coś naprawde podbudowującego ale nie bardzo mam Ci co powiedzieć.
Wszystkie sygnały wskazuja na to że jednak coś się kończy - wiem brutalna prawda.
Jak myslisz jak ta sytuacja się rozwinie? Naprawdę uważam, ze warto trochę poczekać, przeczekać bo to co nas połączyło jest tak czymś pięknym, że aż boli

Nadziei nikt Ci nie może odebrać a ta jak wiadomo umiera ostatnia.
Walcz dziewczyno póki sie da ... może się myle ...może Ty masz racje i Twoja miłość wygra. Oby tak było.
Ja tu jeszcze wrócę ;))))))))))))))))))))))))))))))))
K.
Avatar użytkownika
Offline
Kwadratullah
Posty
1437
Dołączył(a)
18 lis 2010, 21:36
Lokalizacja
Panjshir

potrzeba czasu ale ile?

przez mimetka 11 mar 2011, 17:13
dzięki bardzo za takie zainteresowanie. Ja po prostu mam tak mieszane uczucia. Z jednej strony wierzę w nas bardzo mocno a czasami mam wrażenie, że już nigdy się nie zobaczymy:/ nie dziwi mnie to, że się nie kochamy, bo z jednej strony czuję, że bardzo byśmy tego chcieli obydwoje ale coś nas powstrzymuje. Kurczę to jest straszne, w życiu nie przypuszczałam że spotka mnie coś takiego. Mówią, że co nas nie zabije to nas wzmocni ale ja czuję, że mnie to zabija. Nie mam już siły walczyć, za wcześnie zostałam...
Wiem, ze nie da się cofnąć czasu ale jak iść dalej kiedy ciągle jest się w przeszłości? Mam wrażenie, że się cofam. Zaczęłam znowu palić, piję do upadłego żeby w ogóle zasnąć, i nic więcej nie robię. Zapieprzyłam wszystko : uczelnię, pracę, nawet koty zaniedbuję, które kocham bo zawsze były ze mną. I to właśnie te koty sprawiają, że dźwignę się z łóżka. Siedzą teraz przede mną i patrzą na mnie, tymi swoim wszystkowiedzącymi oczami. Wiem, że one są ode mnie zależne, że nie poradzą sobie beze mnie. A to same takie nieszczęścia wzięte z ulicy.
Cholera to jest takie ciężkie, tak trudne do zrozumienia. Wiem, będę walczyć na tyle na ile starczy mi sił ale ten czas płynie tak powoli, ze nie wiem jak długo wytrzymam. Rozumiem, że mu też jest ciężko tylko, że to ja zostałam w tym mieszkaniu gdzie tyle wspomnień, planów i marzeń. On ma przynajmniej jakąś odskocznię, dzieci go absorbują a ja? siedzę sama cały czas i patrzę na telewizor. Nie potrafię wziąść się do nauki, iść do pracy. Czuję się strasznie, niemal odczuwam fizyczny ból. Chyba na razie tyle pisania bo mam taki mętlik w głowie, że zaczynam pisać bzdury. O posprzątam mieszkanie, nie ruszyłam tu nic odkąd zamknął za sobą drzwi. Może coś teraz przez weekend się wyjaśni
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 mar 2011, 08:09

potrzeba czasu ale ile?

Avatar użytkownika
przez Ahmed 11 mar 2011, 18:26
Spokojnie... miałem podobne przejścia i to ja byłem tym który uciekł bo się przestraszył, który dał dyla w bezpieczne mury. Dlatego moge sie domyślać jak to może byc tam u Was z perspektywy faceta.
Wiesz to nie jest tak że facet jest tchórzem i ucieka z podwinięta kitą ...nawet nie wiesz jakim uczuciem jest konieczność dokonania takiego wyboru gdy na jednej szali są dziciaczki a na drugiej ukochana osoba... to najgorsza rzecz na świecie...przechodziłem przez to 5 lat temu ..a wyleczyłem sie z tego stosunkowo nie dawno bo może z miesiąc temu ... chociaż wydawało mi sie że było to dużo wczesniej.
Osoba bezpośrednio zainteresowana (w tym przypadku Ty) nie musi dokonywać takiego wyboru ona mówi "daję Ci całą siebie a w zamian oczekuję abyś Ty mi dał to samo" ...to Ty jesteś na drugiej szali ...nie zazdroszczę ani Tobie ani Twojemu facetowi.
Z tego co opisujesz sprawa jest bardzo świeża...więc nie będe Cie wypytywał o szczegóły.Pamiętaj tylko i wyłącznie czas uleczy ból który dziś czujesz a alkohol go tylko pogłębi bo rano przecież problem jest nadal a do tego się niepotrzebnie upadlasz.
Sorki że pisze Ci tak prosto z mostu ale nie po to tu wszyscy jesteśmy na tym forum żeby sobie lać wodę.
Pogadaj z nim jeszcze... niech określi jaki status w jego życiu Ty pełnisz....ale niech to bedzie szczera rozmowa a nie rozmowa o tym co by sie chciało żeby było.
A mnie z mojego bólu wyleczyła do końca jedna osoba z tego forum. Spowodowała że zapomniałem, przestałem myśleć i sie zadręczać pytaniami jakby to było gdyby....
Jedyne co Ci mogę zaoferować to pomoc w zrozumieniu tego co kieruje Twoim facetem ... w końcu przez to przechodziłem.
Trzymam kciuki za Ciebie. Jakby co to jestem tu, na forum. A jak nie chcesz na forum to pisz na PW. W weekendy mam bardzo utrudniony dostęp do forum wiec nie stresuj sie jak bym długo nie odpowiadał.
Ja tu jeszcze wrócę ;))))))))))))))))))))))))))))))))
K.
Avatar użytkownika
Offline
Kwadratullah
Posty
1437
Dołączył(a)
18 lis 2010, 21:36
Lokalizacja
Panjshir

potrzeba czasu ale ile?

przez mimetka 12 mar 2011, 07:36
dzięki Ci bardzo. Wczoraj wieczorem dzwonił, długo rozmawialiśmy o takich codziennych sprawach. Powiedział, że z rana przyjedzie zawieść mnie na uczelnie bo pewnie sama tam nie pojadę:/. Ma rację, nie chciałam tam dziś jechać. Cholera całą noc nie spałam, dosłownie nie wiem jak się nazywam taki mam bajzel w głowie. Ale pojadę do szkoły, co będzie to będzie. Gorzej juz być nie może:/
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 mar 2011, 08:09

potrzeba czasu ale ile?

Avatar użytkownika
przez Ahmed 12 mar 2011, 12:37
Proponuję Ci też udać sie do lekarza. Niech Ci zapisze jakieś tabsy na spanie i poprawę nastroju ...bo inaczej sie wykończysz.
Trzymam kciuki i jakby co to pisz. W miarę możliwości cos doradzę :D
Miłego dzionka.
Ja tu jeszcze wrócę ;))))))))))))))))))))))))))))))))
K.
Avatar użytkownika
Offline
Kwadratullah
Posty
1437
Dołączył(a)
18 lis 2010, 21:36
Lokalizacja
Panjshir

potrzeba czasu ale ile?

przez mimetka 13 mar 2011, 18:39
cholera, najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja nic innego nie robię tylko odliczam czas do następnego spotkania, do telefonu:/ Boję się, że możemy już nigdy się nie zobaczyć, choć nie wiem dlaczego. Dziś koło południa napisał, że przyjedzie na chwilę przed pracą. po tym smsie tak mi się lepiej zrobiło, ale tylko na chwilę. Teraz znowu siedzę i myślę co z nami będzie, czy to wszystko ma jakąś przyszłość? Sądzisz, że idzie po jakimś czasie znowu do siebie wrócić? Wiesz czego się boję najbardziej, że on odkryje na nowo czym jest stabilizacja jaką daję żona z dziećmi, choć z drugiej strony na razie się na to nie zapowiada. Ona cały czas się go czepia. Boję się również tego, że nie będzie miał wtedy siły żeby walczyć o nas, że tak będzie mu wygodniej. Nie wiem skąd mi takie myśli przychodzą do głowy. pisałeś, ze miałeś sytuację podobną, że uciekłeś bo Cię to wszystko przerosło ale powiedz i proszę jak ja mam się zachowywać? Jak mam się odnaleźć w tej sytuacji? Jak wczoraj rano do mnie przyjechał to doszło do tego, że prawie kochaliśmy się ale było bardzo mało czasu bo musiałam jechać na uczelnię. wiem, że takie sytuacje będą się powtarzać, i co wtedy? Wiesz można być jakiś czas tą drugą jak się ma pewność, że jest to tymczasowe. A teraz? Ja nie wiem, ja nic cholera nie wiem:/ Jutro rano ma przyjechać do mnie, teraz tylko na to czekam. Wyobrażam sobie, że on teraz siedzi z dziećmi i żoną przed telewizorem , albo są gdzieś razem na spacerze choć nie mam podstaw zeby tak myśleć. Nie potrafię sobie znaleźć miejsca. Wiem, że może to zabrzmi po świńsku ale chciałabym żeby ona się dowiedziała że dalej mamy ze sobą tak dobry kontakt( nie wiem czy wie), żeby porozmawiali i coś ustalili, bo na razie jak on się pytał czemu nie chce rozwodu to ona mówi, że nie chce o tym gadać. Co ja mam robić/ Co mam o tym wszystkim myśleć? Przecież jak dwoje ludzi sie kocha to może znieść wszystko, prawda? Ja w to wierzę. Cały czas wierzę i chyba to jest najgorsze:/
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
10 mar 2011, 08:09

potrzeba czasu ale ile?

Avatar użytkownika
przez Ahmed 13 mar 2011, 20:36
odpowiedziałem i na PW bo temat zaczyna byc zbyt intymny.
Ja tu jeszcze wrócę ;))))))))))))))))))))))))))))))))
K.
Avatar użytkownika
Offline
Kwadratullah
Posty
1437
Dołączył(a)
18 lis 2010, 21:36
Lokalizacja
Panjshir

potrzeba czasu ale ile?

Avatar użytkownika
przez lost_anika 21 mar 2011, 23:40
Droga mimetka czytam to co piszesz i nie zrozum mnie źle ale musze to napisać.
Pytasz dlaczego jego żona zmieniła zdanie co do rozwodu, być może było to dlatego, że zrozumiała, że nie chce tracić tego co wspólnie budowali przez kilkanaście lat. Gdy zaczęłaś się z nim spotykac on nadal był w związku, w związku, który przechodził problemy ale jednak związku.
Wasza znajomość i Twoje nazwijmy to "złe" zachowanie dało mu powód do zastanowienia się, do dokonania wyboru.
Było mu źle z żoną - wybrał Ciebie, zaczęło mu doskwierać Twoje zachowanie - wybrał żonę i absolutnie nie winie tutaj nikogo.

Nie jestem zwolennikiem sztucznego podtrzymywania życia martwego już związku ale póki coś dwoje ludzi łaczy warto próbować.
Piszesz, że żona się go ciągle czepia, a skąd wiesz? byłaś świadkiem? czy to tylko jego relacja? może on to mówi aby nie sprawiac Ci przykrości a tym czasem może żona chce naprawić swój błąd i jest teraz do rany przylóż.

Pozwoliłam sobie napisać bo niestety miałam znikomą przyjemność być taką właśnie żoną.
Moje małżeństwo przechodziło kryzys, mąż kogoś poznał i odszedł. Przechodziłam różne fazy rozstania i była także taka, że byłam idealną wręcz żoną ... na szczęście dla mnie On do mnie nie wrócił ;P

Głowa do góry :) Będzie co ma być i niestety, wiem, ze to przykre a Ty w tej sytuacji masz najmniej do powiedzenia. To ON musi podjąć męską decyzję. A TY jedynie możesz dać mu jakiś zapas czasu i pokazać jak bardzo go kochasz pozwalając na to aby On sam tą decyzję podjął.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
20 mar 2011, 16:31

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do