stare ślady bola ?...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

stare ślady bola ?...

Avatar użytkownika
przez a5b4c3d2e1 05 sty 2011, 00:58
witam. Jestem całkiem nowy na tym forum. Jednak czuje mus wygadania się.. w końcu. Po prostu potrzebuje to powiedziec. Czuje sie coraz gorzej. Mam 19 lat. Jednak uważam ze kochałem juz w zyciu.. chodzi o to że okolo 3 lata temu bylem z dziewczyna. Dokładnie 3lata temu..czas moich 16 urodzin.. no tak, wiem to dziwne.. 16 lat i kochac.. ale jednak ta kobiete znalem od 11 roku zycia..była to internetowa znajomosc.. przez dlugi czas..byla to moja bratnia dusza. rozmowa z ta osoba dawala mi wiele razy ucieche.. radosc..mieszkala 100km odemnie..wydawaloby sie ze taki mlody taka odleglosc..jednak im dluzej sie znalismy tym na wiekszy etap przechodizlismy... od zwykllych rozmow z nieznajomym przez internet po najszczersze rozmowy zycia..po pewnym czasie czulem sie wrecz uzalezniony od tego milego uczucia ktore dawala mi zwykla rozmowa z nią. aż doszedłem do wniosku (majac dokładnie 16lat.) ze musze sie zaczac z nia spotykac. Rodzice mi pomagali z tą znajomością. dawali mi pieniądze na moje wycieczki do niej..bardzo im za to dziekuję. bo sam watpie ze pozwolilbym 16latkowi jezdzic pociagami przez 3h w jedna strone.. niestety 2 przesiadki po trasie.. autobus brak na tej trasie..ja pochodze z malego miasteczka ona z duzego miasta.a niby tylko 100km roznicy.. zaczelismy byc parą.. bardzo ja kochałem.. bylismy razem 1rok i 10mscy. minelo wiec 1rok i 2 msce od naszego rozstania..dlaczego sie rozstalismy ? to nie byla kwestia odleglosci.. co gorsze.. zaczalem robic wszyskto by zaczela szkole srednia w innym miescie..i mieszkala w internacie. wszystko wyszlo cudnie i tak sie stalo.. juz tylko 1h trasy do ukochanej.. bylem szesliwy..jednak pierw byly wakacje.. najgorsze w moim zyciu! pojechala nad morze.. bylo spoko..jednak z rodzicami takze wyjezdzalem nad morze. namowilem ich bez trudu abysmy pojechali do tej samej miejscowosci co ona.. wszystko wydawaloby sie super.. jednakw wtedy sie cos sypnelo.. tylko ze wydaje mi sie ze nie z mojej winy.. kiedy chcialem sie z nia spotkac..ona szla do nowo poznanych znajomych..wogole nie chciala spedzac ze mna czasu.. bylem zly, wkurzony, nie raz.. wtedy sie poklocilismy 1 raz powazniej..przeszlo mi..z milosci chyba.. poprostu niep otrafilem sie na nia gniewac..jednak po 2 dniu od sprzeczki pojechala.. mowiac mi w ten sam dzien smsem. o 15wyjezdzam...mowie dobra mamy gorsze dni.. zawsze tak jest.. przez reszte wakacji bylo okay..sypiala u mnie na weekendy.. bylem do niej bardzo przywiazany... jednak gdy tylko zamieszkala w internacie gdy zaczela sie szkola.. nie chciala ze mna rozmawiac..bylem zalamany.. az pewnego razu po mscu nie rozmawiania.. tzn pazdziernik.. bylem zazdrosny.. jak cholera.. poprostu widzialem wiele wpisow chlopcow na jej profilu.. wybuchlem, rozmawiajac na gg z nia.. powiedziala ze konczy ze mna.. bo ma nowe zycie i nowych znajomych.. od wtedy sie wszystko zaczelo..
przez 6 godzin nie moglem przestac plakac.. dopoki nie dostalem zastrzyku na sen.. doslownie.. bylem wsciekly na siebie.. na nia.. kazda kolejna rozmowa konczyla sie kolejnymi klotniami.. wielu z mo0jej winy.. stalem sie bardzo wybuchowy.. bardzo nerwowy... to mi zostalo.. zrobilem pare bledow w zyciu pod wzgledem agresji..wzbudzilo sie to dopiero we mnie po tych naszych klotniach..teraz wystarczy jedno slowo 'zle' a konczy sie to zadyma jednak tylko slowna..nie potrafie sie ogarnac pod tym wzgledem.. czesto probuje nie wybuchac fizycznie... poprostu jak ktos mnie bardzo zdenerwuje probuje myslec "nie zrob niczego glupiego"...pomaga.. pewnie sila autosugestii. Kolejnym moim problemem sa sny.. sni mi sie ona odkad pamietam.. nie potrafie przestac snic o niej.. snia mi sie nasze dobre chwile z nia.. budze sie z lzami na policzku.. w srodku nocy// i nie jest to raz na czas.. lecz bardzo czesto.. zauwazcie ze minal ponad rok.. a wciaz mi sie sni.. lecz ostatni czasy oprocz jej zaczelo mi sie snic koszmary..jakies morderstwa, krew, psychodelizm doslownie.. ze snami jest coraz gorzej..problem tez jest w mojej gorzkosci.. ale glownie z tym ze mam kobiete.. inna..jestem z nia..spotykamy sie.. mowie jej ze ja kocham.. a co czuje patrzac na nia? wyobrazam sobie poprzednia.. wszystko mi przypomina poprzednia.. z ta nie lubie sie nawet calowac.. bo gdy zamkne oczy marze by to byla ta wczesniejsza..dlaczego wiec z nia jestem? bo to dobra dziewczyna.. traktuje mnie bardzo dobrze..zerwac nie potrafie.. nie moge jej zranic.. tym bardziej ze to ja odmienilem jej zycie na lepsze.. lecz ja tak naprawde czuje ze udaje rpzed nia.. gram.. tylko w co?.. ta gorzkosc jaka we mnie sie zrobila jest nie do zniesienia.. nie rusza mnie niczyje cierpienie..nie czuje potrzeby okazywania uczuc.. kompletnie..ogolnie mowie ze nie potrzebuje dzieci,slubu, ze tego nie chce..terazniejszej dziewczynie mowie ze nie moge w tym wieku niczego jej obiecac.. ale ja wiem ze nic do niej nie czuje.. poprostu sympatie.. duzo mi dala radosci..ale ja nie potrafie jej dac milosci.. taka jakas blokada.. zaczynam miec dosyc nie jej.. lecz samego siebie.. poprostu nie potrafie juz dusic tego w sobie..a robie to ciagle.. nigdy z nikim nie porozmawialem o wczesniejszej kobiecie szczerze.. ze nie moge przestac o niej myslec.. raz sie z nia spotkalem po dlugim czasie.. jest piekna..cudowna.. nie moglem przestac o niej myslec.. jednak cos sie spieprzył*.. nie rozmawiamy przez pol roku.. ani na slowo.. i dzis w dzien moich urodzin napisala..zyczenia z przeprosinami.. ona nie wie ile lez przez nia poszlo..nie ma pojecia jak zgorzknialem, i jaki stalem sie nerwowy.. po za tym jestem zadowolony ze swojego zycia..nie jestem zly na nikogo procz tamtej dziewczyny..probuje sobie ja tlumaczyc.. ze to platoniczna milosci byla.. ale to nie prawda.. to byla najczystsza milosc z mojej strony.. i nie potrafie tego zmienic.. nie potrafie dac uczucia nikomu innemu kto na to zasluguje..nie mam pojecia jak sie to nazywa "ksiazkowo".. ale przed innymi gram uczucia.. a osoba ktora kocham nigdy tego juz nie uslyszy.. nie mam pojecia za co juz mialbym jej to powiedziec.. za tyle ran ?!... nie moge z nia byc.. ani sie przyjaznic.. ale pragnalbym tego.. jednak mam teraz dziewczyne przeciez.. z ktora nie zerwe bo nie moge.. ale tez nie kocham alen igdy mnie nie skrzywdzila i nie zrobilaby tego.. a ta przez ktora mam chore sny, agresje, i chore mysli.. i bardzo gorzki uczuciowo...nie mam pojecia jak to wszystko nazwac.. chcialbym sie dowiedziec..moze to wszystko to moj umysl ? ktory wykreowal sobie takie cos.. brak jej, zle samopoczucie.. po dluzszym czasie stalo sie to trwalym uczuciem wewnetrznym.. dodam ze zachorowalem fizycznie.. na cisnienie tetnicze.. lekarze twierdza ze jestem za mlody na to.. po specjalistycznych badaniach lekarze uznali ze wina jest stres.. ja mowie jaki stres.. czy to stres? mam momenty ze gdy o niej pomysle zaczynam sie dziwnie czuc.. ale moje zycie nie jest stresowe. prawde mowiac jak mam sie stresowac skoro wszystko olewam..chodze do szkoly, ale gdy np. dostane jedynke i inni "o kurde bla bla srednia etc." ja to olewam.. radze sobie bez wiekszych problemow w szkole.. a wszystko olewam.. zostalo mi to od mojego rozstania.. wszystko wtedy olewalem.. olewam i teraz.. poprostu czuje sie zle i glowne problemy to chore sny, chore mysli, i nadcisnienie na tle (moim zdaniem na jej tle,od kiedy nie rozmawiamy sie nie denerwuje az tak bardzo i cisnienia nie ma..)... i agresywnosc.. szybka nerwowosc..
wiem moze napisalem to troche po chinsku.. jednak gdy dzis do mnie napisala musialem wkoncu sie wygadac.. poprostu wkoncu musialem.. oczywiscie jej nie odpisalem.. nie chce wracac jeszcze bardziej.. ale gdy tylko widze jej zdjecie chce plakac.. zaczyna mnie cos sciskac i mam zal.. chociaz chcialbym tego nie czuc.. nie bylem moze najlepszym chlopakiem ale sie staralem.. jak tylko potrafilem.. teraz sie nie staram jak wtedy lecz tylko udaje a mam madra i wspaniala dziewczyne.. nie rozumiem tego parabolizmu.. chcialbym pozbyc sie tych negatywnow czynnikow ze mnnie.. tak poprostu.. wydaje mi sie ze wiedza o swoim problemie jest 1 krokiem.. lecz co dalej.. do psychiatry nie pojde.chociaz moze powinienem.. mama mi proponowala.. mowila ze to nic zlego.. jednak nie poszedlem.. wydagalem sie.. to moze pomoze.. moze nie.. nie wiem.. ale jesli ktos to przeczyta i cokolwiek odpisze. to dzieki.
Ostatnio edytowano 07 sty 2011, 13:34 przez Anonymous, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesiono do "problemów w związkach i rodzinie"
Myślę, że niejednokrotnie przestajemy cenić coś dla nas bardzo ważnego, tylko dlatego, że spowszedniało nam to. Dopiero utrata tej wartości uświadamia nam, jak wiele zostało nam dane i jak mało potrafimy to doceniać i cieszyć się tym...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
04 sty 2011, 23:59

Re: stare ślady bola ?...

Avatar użytkownika
przez soulfly89 06 sty 2011, 01:36
Wiesz, bardzo Ci współczuję. Czasem myślę, że najlepiej by było, gdybym mogła umrzeć z miłości za pierwszym razem i mieć spokój zamiast żyć dalej. Ale tak nie jest. Żyjemy po coś na tym świecie. Masz jakieś zadanie do wykonania przed sobą. Przyszłość. Jeszcze sporo fajnych rzeczy przed Tobą, chociaż niefajnych pewnie też się trochę trafi. Ale dla tych fajnych warto się jednak starać.

Przede wszystkim, nikogo nie rań i nie oszukuj. Jeśli nie kochasz swojej obecnej dziewczyny, nie bądź z nią. Wierz mi, że im dłużej z nią będziesz, tym bardziej ona potem będzie się czuła oszukana przez Ciebie. Brak miłości prędzej czy później wyjdzie na jaw.

Chyba nie musisz iść od razu do psychiatry. Za to do psychologa by nie zaszkodziło. Najgorsze to dusić emocje w sobie. Myślę, że żeby się pogodzić z tą sytuacją, możesz spróbować opowiadać różnym osobom o Twojej pierwszej dziewczynie, nie wiem, z rodzicami o tym rozmawiać, z kumplami, babcią, z kimkolwiek zaufanym, z psychologiem. To, że tutaj napisałeś to bardzo dobrze. Takie rzeczy trzeba wyrzucać z siebie.

Co do złych emocji, może zapisz się na jakieś karate czy coś, poznasz nowych ludzi, a przy okazji wyładujesz smutek i złość. Jeśli jesteś wierzący, może spróbuj się modlić, jeśli nie, może medytować? Zapełnij sobie jakoś czas, żeby nie myśleć za dużo o Twojej byłej. Twoje sny powoli wypełnią się sprawami codziennymi. Wyrzuć jej zdjęcia, wykasuj jej numer. To niby banalne sposoby, ale spróbuj.

Trzymam kciuki za Ciebie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
775
Dołączył(a)
06 lut 2010, 02:23

Re: stare ślady bola ?...

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 06 sty 2011, 03:55
Po raz kolejny dowód na to,ze milosc to przerąbane uczucie..
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: stare ślady bola ?...

Avatar użytkownika
przez a5b4c3d2e1 07 sty 2011, 12:42
milosc to wspaniale uczucie.. ale wiedza o tym tylko nieliczni.. jedna milosc do konca zycia jest najwspanialsza.. ta jedyna..ktora sie nigdy nie sypnie.. taki czlowiek ktory tak kochal lub kocha.. tylko mu pogratulowac.. jednak prawdopodobienstwo na taka milosc jest nikle..i to jest przerabane..


"gdybym mogła umrzeć z miłości za pierwszym razem i mieć spokój zamiast żyć dalej. "
piekne slowa..
zadanie przed soba mam.. mam postawione cele.. wiem ze zyje.. tylko zostalo mi duzo sladow z tamtego momentu mojego zycia ktorych sie nie moge pozbyc.. tak gdy sie wygadalem tu czuje sie troszke lepiejj wkoncu.. super ze istnieja tacy ludzie jak wy tutaj.. rozmawiacie.. jednak nikomu z realnego zycia nie moge mowic takich rzeczy..poprostu nie potrafilbym. zajecie mam.. silownia.. jednak jest to moja prywatna silownia,wiec zadnych nowych twarzy tamn ie spotkam.. czy przy tym wyladowuje smutek i zlosc ?wlasnie wydaje mi sie ze gdy nawalam w ten worek bokserski to jeszcze bardziej mysle o niej.. i mam ochote wtedy go rozniesc.. wyladowuje sie ale przy tym mysle tez o niej jednoczesnie.. ;) modlitwa tu nie pomoze.. przestalem byc wierzacy.. ale nie bede tu wywodzil moich teorii na temat kosciola ;).. medytacja.. lubie chwile wyciszenia i spokoju.. poczytam o tym.

dziekuje wam bardzo za odpowiedzi
dla mnie jestescie wielcy! ;)) dobrzy z was ludzie.
Myślę, że niejednokrotnie przestajemy cenić coś dla nas bardzo ważnego, tylko dlatego, że spowszedniało nam to. Dopiero utrata tej wartości uświadamia nam, jak wiele zostało nam dane i jak mało potrafimy to doceniać i cieszyć się tym...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
04 sty 2011, 23:59

Re: stare ślady bola ?...

Avatar użytkownika
przez Tajemniczy Pan 07 sty 2011, 14:17
Najlepiej się nie żenić.
Ostatnio edytowano 07 sty 2011, 14:25 przez Gość, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Zdublowany post.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
174
Dołączył(a)
20 paź 2010, 17:37

Re: stare ślady bola ?...

przez montechristo 07 sty 2011, 14:24
Tajemniczy Pan napisał(a):Najlepiej się nie żenić.

[Dodane po edycji:]

Najlepiej się nie żenić.



A co to za różnica czy się żenisz czy jesteś z babą??? to to samo mam tak od wielu lat. I tak i tak
Offline
Posty
753
Dołączył(a)
08 gru 2009, 15:27

Re: stare ślady bola ?...

Avatar użytkownika
przez Tajemniczy Pan 07 sty 2011, 14:31
A taka różnica, że jak Ci się coś odwidzi to możesz normalnie odejść, a jak po małżeństwie to nie za bardzo takie proste.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
174
Dołączył(a)
20 paź 2010, 17:37

Re: stare ślady bola ?...

Avatar użytkownika
przez Tajemniczy Pan 07 sty 2011, 14:38
Tak czy siak różnica jest :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
174
Dołączył(a)
20 paź 2010, 17:37

Re: stare ślady bola ?...

przez montechristo 07 sty 2011, 14:51
Tajemniczy Pan napisał(a):Tak czy siak różnica jest :D



Żadnej. Uwierz mi.
Offline
Posty
753
Dołączył(a)
08 gru 2009, 15:27

Re: stare ślady bola ?...

Avatar użytkownika
przez Tajemniczy Pan 07 sty 2011, 15:24
montechristo napisał(a):
Tajemniczy Pan napisał(a):Tak czy siak różnica jest :D



Żadnej. Uwierz mi.


Jest jest. Niby czemu jakiś miliard mężczyzn jest żonatych ? Chodzić ze sobą a być małżeństwem to 8 różnych rzeczy...;p
Avatar użytkownika
Offline
Posty
174
Dołączył(a)
20 paź 2010, 17:37

Re: stare ślady bola ?...

Avatar użytkownika
przez a5b4c3d2e1 07 sty 2011, 15:55
słuchajcie.. wg mnie dyskusja ta jest mało ważna na temat malzenstwa i narzeczenstwa.. temat postu jest inny...
uważam ze nie mozna podchodzic do tematu zwiazkow w sposob ze najlepiej aby ich wogole nie bylo.. prawde mowiac to co opisalem, najchetniej bym wymazal z pamieci tamta dziewczyne.. ale nie chcialbym nie czuc milosci NIGDY.. juz lepiej wogole nie zyc jesli sie nie kocha.. niektorzy dopiero beda kochac.. niektorzy sa po.. a niektorzy w trakcie.. ale prawda jest taka ze badzcie szczesliwi poki mozecie..
a roznica miedzy malzenstwem a narzeczenstwem jest.. formalna i uczuciowa.. formalna bo na papierku. a uczuciowa bo malzenstwo to pieczec waszej milosci.. ale czy to nie jest zle podejscie gdy sie mysli "nie mam slubu moge robic co mi sie chce, mmozemy sie rozstac kiedy mi sie chce.." ale majac slub mozna dokladnie to samo.. tylko jest trudniej to zmienic formalnie(na papierku).starajcie sie podejsc do tego rozwaznie.. ja zostalem zraniony przez kobiete.. bardzo.. opisalem wszystko wyzej jak teraz sie to na mnie odbija.. bo odbija i to mocnym echem..
bedac z kims w narzeczenstwie traktujmy go tak samo jak po slubie..

ps. dostalem edita ze zdublowany post;p.. wiem ze chodzi o to ze 2 w jednym temacie.. ale nigdy nie pisuje na forach. wytlumaczy ktos jak robic aby nie bylo dublow ?;] z gory thx.

[Dodane po edycji:]

proszę powiedzcie mi coś.. mam problem na temat 2 dziewczyny,. tej teraźniejszej.. co waszym zdaniem powiniennem zrobić?.. cały dzień zaprząta mi to głowę..
Myślę, że niejednokrotnie przestajemy cenić coś dla nas bardzo ważnego, tylko dlatego, że spowszedniało nam to. Dopiero utrata tej wartości uświadamia nam, jak wiele zostało nam dane i jak mało potrafimy to doceniać i cieszyć się tym...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
04 sty 2011, 23:59

Re: stare ślady bola ?...

Avatar użytkownika
przez soulfly89 08 sty 2011, 02:39
Ja już napisałam co o tym myślę. Powinieneś szczerze z nią porozmawiać na temat tego co czujesz (i czego nie czujesz do niej). Może po prostu jest Ci wygodnie z kimś być. A ona pewnie ma nadzieję, że ją kochasz... Mój były chłopak też nie mógł zapomnieć o swojej byłej i to był jeden z powodów dla którego nasza znajomość zakończyła się hukiem, tak myślę. To naprawdę nie jest fajne uczucie być na miejscu "tej drugiej". Chyba powinieneś uporządkować swoje emocje zanim z kimś zachcesz być.

W ogóle to trudna sytuacja... Ale na pewno to złe być z kimś kto ma nadzieję na miłość, której tej osobie nie możesz dać. Nie powinno się robić takich rzeczy.

A tak trochę z innej beczki :)
Ja się wyleczyłam ze złamanego serca, jakoś zupełnie lekko, niespodziewanie i przypadkowo, sama nie wiem jak to się stało. Na pewno ma to związek z moimi nowymi znajomymi, których niedawno poznałam i wydaje mi się, że nieszczęśliwą miłość można wyleczyć tylko miłością, którą się dostaje od innych - po prostu pozwolić innym, żeby byli dla Ciebie dobrzy, nie izolować się, nie udawać, że jest ok, być otwartym na życzliwość i sympatię ze strony innych. Ja mam charakter małego bohatera i lubię pokazywać jaka to nie jestem dzielna, a chyba nie tędy droga... :) Po prostu bycie i rozmawianie z innymi ludźmi mnie wyleczyło. Pewnie to nie jest sposób dla każdego, ale a nuż ktoś to przeczyta i chociaż trochę mu pomoże. No i jeszcze... wybaczyć sobie wszystko - i wtedy można też wybaczyć tej drugiej osobie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
775
Dołączył(a)
06 lut 2010, 02:23

Re: stare ślady bola ?...

Avatar użytkownika
przez a5b4c3d2e1 08 sty 2011, 16:21
no tak.. ale ciężko mi z nią porozmawiać.. chodzi o to że nie chce jej zranić.. i zniszczyć jej planów.. no nie wiem np moja studniówka.. jest niedługo.. ona bardzo długo szukała sukieneczki i strasznie się szykowała..studniówka dopiero pod koniec stycznia.. głupio mi tak nagle powiedzieć ze to koniec..i wtedy po wspólnej studniówce..tym bardziej ze jej koleżanki idą także z moimi kolegami... wiec może lepiej poczekać na koniec studniówki?..zresztą jestem za dobry żeby komuś łamać serce.. wrr to jest trudniejsze dla mnie niż mogłoby się wydawać..no i do tego to takie koło sie robi.. bo każdy moment bedzie zly zeby jej to powiedzieć jeśli w ten sposób bede do tego podchodził.. nie chce jej zranic napewno przed studniówką.. tak wiem to złe ze wogole do tego dopusciłem.. otworzenie sie do innych.. jestem kontaktowy.. ale nie rozmawiam na temat moich problemow ktore tu opisalem.. to jest tylko dla mnie.. i dla was tutaj.. nie dam rady nikomu mowic takich rzeczy.. a tu mnie rozumiecie..

wybaczyc sobie wszystko zeby jej wybaczyc...
to jest cholernie trudne.. poniewaz przez tyle czasu nie potrafie wybaczyc samemu sobie.. klocilismy sie kiedy sie z tamta rozeszlem.. nie wiem z zalu.. zrobilem glupstwa.. jak mam to sobie wybaczyc skoro mysle ze gdyby nie te moje mocne emocje po rozstaniu sie pewnie bysmy sie znowu zeszli.. tylko ze bylem za ostry.. ona tez wybuchala i klotnie były.. tylko jak mam to sobie wybaczyc skoro mozliwe ze to moja wina ze teraz z nia nie jestem.. uwazam ze wina rozstania sie jest jej..ale wina tego ze nie mamy kontaktu..ze nic nie sprobowalismy zeby cos naprawic..jest moja..
Myślę, że niejednokrotnie przestajemy cenić coś dla nas bardzo ważnego, tylko dlatego, że spowszedniało nam to. Dopiero utrata tej wartości uświadamia nam, jak wiele zostało nam dane i jak mało potrafimy to doceniać i cieszyć się tym...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
04 sty 2011, 23:59

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do