N i e w i e m... .

Inne zaburzenia.

N i e w i e m... .

przez Dhioe 23 kwi 2012, 10:50
To mój pierwszy, i myślę, że nie o ostatni post na tym forum. Właściwie nie wiem od czego zacząć, ponieważ moje problemy... albo też urojone... problemy (nie wiem, nie wiem), nakładają się warstwowo i przeplatają wzajemnie.
W tym roku skończę 20 lat. Mieszkam z rodzicami. Rozpoczęłam studia, i równie szybko je przerwałam. Powód? Wg. psychiatry i moich rodziców - depresja. Zainteresowano się mną, kiedy odmówiłam wychodzenia z domu i leżałam całe dnie przykryta kołdrą, placząc i nic nie jedząc. Pojechaliśmy do lekarza. Rozmawiał ze mną niespełna 10 minut i wydał swój "wyrok". Przepisał mi Cital. Wcale nie bylo mi po nim lepiej (tak, wiem, że na efekty trzeba czekać długo). Po miesiacu wrociłam do gabinetu pana doktora, który irytowal mnie niesamowicie swoim wiecznym usmiechem i wszystkowiedzącym tonem. Opowiedzialam mu szczerze, że podczas prostych czynności tj. prysznic załóżmy, etc.; odczuwam lęk, który otulony jest jakimś dziwnym zjawiskiem omamu słuchowego? A może raczej myślowego? Mam świadomość tego, że mamrotanie to (ponieważ nie jest to żaden konkretny głos) istnieje w mojej głowie. Ale...mimo tego, boję się tego, co żyje we mnie i to mówi. Dostalam Rispolept. Otumaniał mnie. Niesamowicie. Nocne koszmary, które były następstwem leku mogę przyrównać do wycia w mojej głowie. Do psychiatry już nie chodzę. Dlaczego? Po pierwsze....nienawidzę go. Wyzyskiwacz, a nie specjalista. Po drugie...chciałam znalezc innego, ale moi rodzice po kilku tygodniach brania moich lekow stwierdzili, ze jest juz o wiele lepiej, tymi słowami: wychodzę z lozka i usmiecham sie ciagle. Ale...od czego to wszystko się zaczęło? Punkt kuliminacyjny nastąpił dziesięć miesięcy temu, kiedy to zostawił mnie mój mężczyzna. Trzy lata związku. Powód rozstania? Niby żaden. Po prostu: "już nie chcę". Hmm. Ta sprawa ciągnie się za mną cały czas. Ponadto wciąż mam nadzieję, że On do mnie wróci. Tak sobie myslę... że będziemy razem. Podczas naszego związku (właściwie tuz na poczatku) rozpoczeła się u mnie okrutna zazdrosć... Nie była ona nomalna i wzrastala wraz z upływem czasu. Wydawało mi się, ze moja Miłość jest idealna. Wciąż Go idealizuję. Wyklinałam partnera, sprawdzalam co chwilkę, zakazywałam wszystkiego, dostawalam szału, furii, jesli nie pisał do mnie cały czas, jesli nie mowil co kilka minut co robi, cięłam się, probowalam popełnic kilkakrotnie samobójstwo, ale nic z tego nie wyszło (chyba za mało chciałam; ]). Hahaha...tak, zabawne. Nie, to nie jest zabawne. A propos śmierci. Rozmyslam o niej co dzien od...no to będzie juz - dwóch lat mniej wiecej. A moze mniej, a moze wiecej? Myślę, że chcialabym utopic sie w rzece. Jestem rzeką. Płynę. Często widzę cienie. Ale myslę, że to iluzja, jakas projekcja, którą funduje mi moja głowa.
Kilka lat temu prowadziłam dosc jednostajny, acz zdrowy tryb zycia. Do niedawna, głodziłam sie, naprzemiennie z objadaniem. Na chwilę obecną objadam się jedynie do bólu. Nie potrafię wymiotowac, ale zazywalam wielokrotnie środki przeczyszczajace. Nie wiem dlaczego jem. Po prostu jem. Do bólu. Dni upływaja mi na niczym. Chciałam znaleźć sobie pasje, probowalam nawet... Czytałam, uczyłam sie, pisalam, ale nie mogłam się skupić. Skoncentrować. Moje mysli zostają jakby rozbite. Czasem także nie potrafię nawet myśleć. Tzn... nie wiem jak to ująć - po prostu "nie wiem, nie wiem"...nie mam mysli w głowie. Istnieje tylko taka pustka. Wówczas uciekam do mojego brata, ktory takze ma mnie dosc. I wtedy...zaczyna sie. Atak głupoty. Śmieje sie ze wszystkiego. To powtarza sie co dzien. Zadaje idiotyczne pytania, odpowiadam rownie głupkowato. Najgorsze jest to, ze mam tego wszystkiego swiadmosc. Moze byc tak, ze chwile pozniej bede zalewac sie łzami. Nienawidze moich rodziców, a paradoksem jest, ze do nich lgne. Duzo u nich przesiaduje i rozmawiam, choc wewnatrz któreś moje "ja" mówi mi: idź stad, nie chce, nienawidze. Moja mama mnie kontroluje. Tak mysle. Ojciec tez, ciagle śle podejrzenia. W dodatku...trzymaja mnie w złotej klatce. Własciwie to jestem nieudacznikiem i zapewne to tylko moja wina. Głownie moja. Zbyt duzo mowie, i mysle, a zbyt mało robie. Jestem taka mila dla ludzi. Ale ich nienawidze. Nie cierpię tłumów. Przebywania wsrod gatunku ludzkiego. I znow...paradoksem jest, ze jestem tu...z Wami i pisze "to", czymkolwiek to jest. Pewnie zapomniałam o mnóstwie rzeczy, ktore powinnam zawrzec jeszcze w "tym czyms", ale...z pamiecią takze mam problemy. Czego oczekuje od Was? Nie wiem... nie wiem, nie wiem. Nie wiem. Niewazne. Boli mnie to, ze jestem...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
23 kwi 2012, 09:40

N i e w i e m... .

Avatar użytkownika
przez amelia83 23 kwi 2012, 12:01
Dhioe, witam, myślę, że powinnaś poszukać lekarza ( innego) i może terapia, ja też jestem po nieudanej próbie s. i biorę leki, znalazłam świetna psychiatrę 2 tyg. temu z polecenia pani psycholog, którą poleciła mi kumpela. Tez miałam wszystkiego dość. Buziaki. walcz o siebie kochana!!! ;)
zobaczysz będzie dobrze
'Jeśli nie umiesz latać, biegnij. Jeśli nie umiesz biegać, chodz. Jeśli nie umiesz chodzić czołgaj się. Ale bez względu na wszystko- Posuwaj się naprzód '
M. Luther King

'jak o mnie ktoś zapyta powiedzcie mu że znikam, za równoległym światem, gdzie liczby nie są ważne'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13390
Dołączył(a)
17 mar 2011, 16:01
Lokalizacja
daleko czasem blisko

N i e w i e m... .

Avatar użytkownika
przez Artemizja 26 kwi 2012, 19:05
Dhioe, bardzo poruszył mnie Twój post.Wiem,że niektórzy lekarze traktują pacjentów z góry,tak naprawdę nie słuchając,co mówią.Ale nie wszyscy tacy są.Warto jest szukać kogoś innego.Do skutku.Polecam również spróbowanie psychoterapii.Pomaga odnaleźć siebie w bałaganie myśli i uczuć.Pamiętaj również,że zawsze możesz tutaj napisać.Przynajmniej wirtualnie Cię wysłuchamy.Może choć trochę Ci to pomoże...
Trzymaj się ciepło...
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44134
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

N i e w i e m... .

Avatar użytkownika
przez zielona miętowa 05 maja 2012, 12:25
Chciałam znaleźć sobie pasje, probowalam nawet... Czytałam, uczyłam sie, pisalam, ale nie mogłam się skupić. Skoncentrować. Moje mysli zostają jakby rozbite. Czasem także nie potrafię nawet myśleć. Tzn... nie wiem jak to ująć - po prostu "nie wiem, nie wiem"...nie mam mysli w głowie. Istnieje tylko taka pustka
znam, znam. okropne to jest. mogę siedzieć i patrzeć się w przestrzeń całymi godzinami, nie znudzi mi się. nudzi mnie za to wszystko inne; książka nie skupia mojej uwagi, filmu nie dokończę, bo nudny (choć jeszcze 10 minut temu był ciekawy) do ludzi nie wyjdę, bo po co się fatygować? nic nie ma sensu, bo po co coś robić skoro można posiedzieć i potrwać?
Every time of midnight
Every time we muddle again
Call and hold flash memory



Posty
717
Dołączył(a)
06 mar 2012, 00:21
Lokalizacja
Krk

N i e w i e m... .

Avatar użytkownika
przez Figlid 05 maja 2012, 13:44
Też mam podobnie, potrafię przerwać czynność, patrzeć się i nie wiem, o czym myślałam, jak się 'ocknę'. Jak nie chodzę do szkoły często nie wiem jaka jest data i dzień tygodnia, dopóki nie sprawdzę w telefonie, kalendarz potrafię przełożyć dopiero tydzień-dwa po tym, jak powinnam to zrobić. A książki czytam bez zrozumienia często :/ Mam swój własny, fikcyjny świat, wymyślonych ludzi, ich charaktery, miejsca są prawdziwe, wolę tam siedzieć.
F84.5
A "wyjdź do ludzi" to strasznie tępa i bezużyteczna rada. Dla kogoś kto nigdy nie był osobą towarzyską jest to stwierdzenie równie jasne i proste co budowa czołgu T-34.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
03 maja 2012, 16:45

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do