nieakceptacja fizycznej płci?

Inne zaburzenia.

nieakceptacja fizycznej płci?

Avatar użytkownika
przez onions 03 paź 2010, 19:02
okey. no więc mam ochotę to z siebie wyrzucić. jeżeli ktoś z Was ma podobnie a może jest troche bardziej świadomy podłoża problemu, to chętnie przyjmę wszelkie porady. prosze o nie wrzucanie tu postów z domysłami osób które nie wiedzą ' o co kaman' i - bez urazy - chcą się powymądrzać na temat.

jestem w trakcie terapii, z wielu powodów. poniższe jest jednym z moich ostatnich 'odkryć'.
zarys sytuacyjny: jestem DDRR , moi rodzice rozwiedli sie jak miałam 5 lat, wychowałam sie bez ojca (zero kontaktu, pamietam może ze 3 sytuacje z nim) za to z silnie wyrażoną zapracowującą się dla mnie na amen kochającą matką która nieświadomie pogrubiła metaforyczną pępowine ze 3 razy. rózne rzeczy z tego wynikają, ale do rzeczy...
podejrzewam że nie akceptuje swojej kobiecości, gdyż jako smarkacz przyjełam na siebie role 'męską w rodzinie' świadoma nieobecności pierwiastka męskiego w domu.
a więc: zawsze byłam 'chłopaczarą' bawiącą się w wojne, motocykle, walki na miecze, wspinaczki po drzewach itp, utożsamiałam sie z grupą chłopaków bardziej. zabawy z dziewczynami w dom, szycie, gotowanie, sklep byly dla mnie dużo mniej wkscytujące.
uczeszczalam do szkoly sportowej ponad 12 lat. zawsze bylam/jestem nadal mocno rywalizacyjna, posiadam mocną inicjatywe itp.
określam sie jako biseksualna - pociągają mnie kobiety, z nimi nawiązuje więzi emocjonalne. w zwiazkach z męzczyznami jest mi zle, czuje sie nie w swojej roli, trwają bardzo krótko, seksualnie jest ok, ale fajerwerków nie ma, o wiele lepsze orgazmy osiągam sama niz z mezczyzną. z kobietą jeszcze nie spałam, fantazjuje o kobietach i bardzo brakuje mi silnych wiezi z kobietami. w stosunku do kobiet mam silne instynktu opiekuńcze, do poświęceń, do 'dostarczania' itp.
niedawno odkrylam ze jestem autoagresywna - mam kilka kompulsji, z czego 'główna' jest skierowana przeciwko okolicom intymnym. zauwazylam takze ze - zupelnie nieswiadomie - zawsze sie 'tam' gole mocno podrazniając calą okolice. ze wstydem dodam, ze zawsze masturbuje sie 'ostro' z krótką grą wstępną i bywam zaskoczona jesli facet piesci mi te okolice delikatnie i szczerze nie odpowiadało mi to. nigdy tez nie lubiłam własnych piersi , zawsze chcialam zeby byly mniejsze i wymyslalam w ramach racjonalizacji mnóstwo powodów dla których mi przeszkadzają i dla których nie należy ich lubić. duża część kompulsji rozpoczeła sie w okresie dojrzewania. nie znosze tez miesiączek.
moja maskulinizacja przejawia sie również fizycznie : jestem atrakcyjna, maluje sie itp ale ubiorem nie podkreslam atrybutow kobiecosci, nie nosze sukienek spódnic itp. jakbym ukrywala troche kobiecą stronę siebie. żenują mnie sytuacje kiedy faceci próbują ze mną flirtowac. jestem z kolei zazdrosna o kobiety ( o ich uwage spojrzenia itp) i to w kobietach zauważam 'to coś'

moje domyslne wnioski sa takie, ze przyjęłam role męską za dzieciaka przez co mój 'animus' bardzo sie nasilił. pytanie co dalej. jak wspomnialam jestem w trakcie terapii i zamierzam o moim odkryciu poinformować kogo trzeba.
czy ktoś z Was ma podobnie?
co robic? czy na terapii spróbować się 'znormalizowac' odkopać swoją kobiecość ci próbować ją reanimować, czy zaakceptowac i zyc z kobietą? pogubiona jestem, bo przecież seksualności się nie wybiera.

bede wdzieczna za rzeczowe opinie.
sory za dlugosc posta staralam sie strescic.
pozdrawiam.
No one forgets the truth, they just get better at lying.
Those who care don't mind and those who mind don't care.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
21 wrz 2010, 14:27

Re: nieakceptacja fizycznej płci?

Avatar użytkownika
przez szklanyczlowiek 03 paź 2010, 21:01
Temat jest tak dlugi ze praktycznie nie da sie opisac tego na raz. Znam osoby z takimi problemami i jeszcze chcesz wymienic uwagi na gg pw to smialo pisz bo to sa dosc prywatne sprawy i raczej nie chcialbym nic pisac na forum takiego.

Wszystko to co opisujesz to wlasnie przyczyny roznych stanow, obawiam sie jednak ze terapia zwyczajna moze tu nie spelnic swojej roli. Pomysl nad TRANSGENDERYZMEM, cos pomiedzy tv a ts.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
167
Dołączył(a)
15 wrz 2009, 00:46

Re: nieakceptacja fizycznej płci?

Avatar użytkownika
przez marcja 04 paź 2010, 21:22
A ja widzialabym to troche inaczej, niz poprzedniczka/poprzednik...

Czy nie jest w istocie tak, ze jestes lesbijka (badz jestes biseksualna) i przy okazji mozna Cie okreslic, jako tak zwana "meska kobiete" (co moglo uksztaltowac wychowanie...?)

Pomijajac te szczegoly, ktore napisalas, bez rozkladania wszystkiego na czynniki pierwsze, generalnie czujesz sie ok, jako kobieta?

Niektore rzeczy, ktore uwazasz za dziwne, sa wg. mnie norma u wielu kobiet...

Fascynacja kobietami, pociag do innych kobiet...Zalezy jak to rozumiesz... Cos takiego przezywa na pewnych etapach zycia wiele kobiet...
Lepsze wiezi z kobietami to raczej standard, bo kobiecie lepiej zrozumiec inna kobiete, kobiety w ogole tworza mocniejsze wiezi, latwiej tez nawiazac z nimi wiez, bo sa bardziej emocjonalne i otwarte. Ale mozesz tez spotkac kiedys faceta, z ktorym nawiazesz gleboka wiez...:)
Niektore cechy charakteru, ktore wypisalas to po prostu... cechy charakteru. Ani kobiece, ani meskie w dzisiejszych czasach.

Ostra masturbacja, jak to nazywasz to tez raczej standard. Przeciez kobiety w ogromnej wiekszosci masturbuja sie podrazniajac lechtaczke i tylko to! Jakies seksowne glaskanie sie po cyckach, jezdzenie po ciele rekami itp. to atrakcje filmow porno przeznaczone dla widzow plci meskiej;) W zyciu to wyglada zupelnie inaczej! Orgazm lepszy bez faceta...Moze zwyczajnie facet piescil nie to, co trzeba, a Ty przywyklas do takiej a nie innej techniki. Z czasem uwazam, przestawilabys sie;)
A faceci Cie w ogole nie pociagaja? Nigdy nie zwrocilas uwagi, ze ktorys jest fajny, oblednie pachnie, ma super tylek, jest swietnie umiesniony itp?

Nie znosisz miesiaczek... Nie znam zadnej kobiet, ktora to znosi;)

Jezeli chodzi o Twoje pytanie koncowe, to uwazam, ze i reanimowac i jednoczesnie w razie czego, zyc z kobieta, skoro ma Ci tak byc lepiej:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: nieakceptacja fizycznej płci?

Avatar użytkownika
przez szklanyczlowiek 05 paź 2010, 00:23
Byc moze masz racje Marcja...

wydaje mi sie ze to w duzym stopniu zalezy czy stan opisany przez autorke to cos stalego czy sytuacja przejsciowa bo pewne rzeczy opisane nie sa norma u wielu kobiet, moze jej to wszystko przejsc z czasem a moze ta sytuacja jest strasnzie meczaca iw arto cos z tym zrobic? Jesli jest to stan staly i trwa dlugo to moze byc cos innego niz tylko klopoty przejsciowe dlatego przyszlo mi do glowy to co napisalem wyzej bo znam ta tematyke.

Moze poczekamy az kolezanka cos odpisze i nam rozjasni nieco sytuacje...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
167
Dołączył(a)
15 wrz 2009, 00:46

Re: nieakceptacja fizycznej płci?

Avatar użytkownika
przez onions 05 paź 2010, 11:34
dziekuje Wam za zainteresowanie i odpowiedzi.

czuje sie dobrze w kobiecym ciele - tak generalnie- lecz nie jestem z niego zadowolona - wolałabym zeby było bardziej metro (mniejszy biust, mniej zaznaczone biodra itp) lubie za to u siebie umięśnione wysportowane okolice. z wiekiem jak to z wiekiem - moje ciało sie troche zmienia i zdecydowanie mi to przeszkadza. nie mam mysli w stylu 'chcialabym zamiast tego co mam mieć coś innego ' mam za to obawy i strach ze to co mam może nie być wystarczające (gorsze od tego co daje facet?) i stąd chyba podświadomie wyhamowywałam z kobietami zanim w gre wchodziło łóżko.
do tego zasmażka ze skłądników typu: poczucie gorszości, perfekcjonizm, paniczny strach przed odrzuceniem (głównie przez kobiety, bo mężczyzn potrafie baaardzo skutecznie negatywizować, a jak na kimś nie zależy to nie bedzie tez i strachu przed odrzuceniem przez takiego osobnika), dźgający potylice lęk przed samotnością i voila.... siedze na dupie i nic nie robie zamiast żyć, co paradoksalnie sprawia że jestem sama.

wiem ze wychowanie mnie ukształtowało tak a nie inaczej - na 'męską' mentalnie kobiete. okreslam sie jako bi, w zwiazkach z facetami zawsze bylo mi zle, czulam sie podporzadkowana, pasywna, bardziej biorąca niż dająca a 'otrzymywanie' chyba nie wychodzi mi za dobrze. o wiele bardziej wole sie opiekować, dostarczać itp..

tak, spotkałam w życiu interesujących facetów. w przypadku tych 'wolnych' byłam pasywna, okazywalam sympatie, ale nie flirtowalam (strach przed odrzuceniem + dosyć szybkie recovery po 'stracie').
kobietom za to daje baaardzo duzy kredyt na wejście (no, poza a-intelektualnymi plastikowymi lalami).
ewidentny wplym feminizowanego domu. dodam ze wzorce facetów w moim domu (dziadek wujek ipt) są negatywne.

i jeszcze jedno: matka fundowala mi mieszanke jesli chodzi o facetów: z jednej strony bardzo silny przekaz ze faceci to dranie, wielokrotnie widzialam ja placzaca bo ojciec znowu kasy nie wyslal, bo costam zrobil, widzialam jak jej ciezko samej z 1.5 etatu zaharowującą sie na amen itp, złorzeczącą w żartach na facetów, ze wszyscy tacy sami, patrzaca zazdrośnie na sąsiadki z mężami itp.
Z druiej powtarzala ze powinam trzymac kontakt z ojcem (czego nigdy nie robilam i bylam zla ze wysyla m nie do faceta, któy jest przecież 'najgorszy z wszystkich'). dodatkowo czulam ze gdzies tam jest wdzieczna ze nie chce z ojcem gadać (ze stoje po jej stronie lojalnie). do tego byl sprzeczny przekaz ze faceci są porządani itp co wnikalo z jej potrzeb psychicznych.
wiec jako dzieciak postanowilam przejąc role faceta zeby mama byla szczesliwa. jak bylam w okresie dojrzewania matka zaczela mnie 'stylizować' na kobiete krytykując mój sportowy styl bycia i ubierania sie, wypychać w strone facetów, randek itp (normalnie w rodzinie czyni to bardziej ojciec), to sie nasilalo az do dzis, dzis jest juz wiecej pretensji (czemu jeszcze nie masz rodziny meza, stabilizacji to wszystko moja-matki to pewnie przez rozwód itp) niz mobilizowania. i dalej jest nieszczesliwa ze cyt 'dziecku zycie nie wychodzi i ona bedzie musiała sie z tym pogodzić'.
spędziłam prawie 2 lata w zwiazku z facetem BEZ miłości z mojej strony próbując jej dostarczyć idealnego zięcia byl idealny pod każdym względem). byłam jak w tunelu z pieknym wachlarzem somatyzacji - ale to inny temat.
do rodziny męża itp mi sie absolutnie nie spieszy. juz nie. nie chce zyć dla matki tylko po to zeby jej udowodnic ze rozwód nie mial na m nie wplywu i zeby poczuła sie happy.


będe wdzięczna za uwagi, może czegoś nie widzę, a Wy tak.
pozdrawiam.
No one forgets the truth, they just get better at lying.
Those who care don't mind and those who mind don't care.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
21 wrz 2010, 14:27

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 20 gości

Przeskocz do