Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez ComfortablyNumb 25 kwi 2014, 13:34
Cześć,

Wrzucam ten temat do tego działu, gdyż jest to chyba najbardziej ogólne i odpowiednie określenie tego, o czym będzie mój wpis.
Piszę, bo pewnie za parę godzin przyjdzie moment, gdzie wszystko zbagatelizuję i uznam, że nie ma co zawracać sobie głowy takim przecież "błahym" problemem. Zaraz, właściwie jakim problemem?
Od dawna zauważam ogromne błędy w moim zachowaniu, myślach, odbieraniu rzeczywistości i po wczorajszej kłótni rodzinnej uznałem, że nie mogę być już dłużej bierny, nie mogę sobie pozwolić na pogorszenie wszystkiego, chociaż wiem, że łatwe to nie będzie.
Zacznijmy więc od początku, bo raczej tylko w ten sposób będę w stanie jakoś przyzwoicie ogarnąć i przekazać problem.

Mogę śmiało powiedzieć, że moje problemy zaczęły się od początku mojego życia.
Ojciec - niezrównoważony typ. Bardzo bogaty człowiek, zdradzający matkę, nie utrzymujący rodziny, skory do bicia. Zniszczył tę kobietę doszczętnie. Zniszczył jej ambicje zawodowe, życiowe...
Matka - w gruncie rzeczy dobra kobieta, ma w sobie dużo empatii, chętna do pomocy ludziom. Schorowana fizycznie i psychicznie. Zasługuje na dobre rzeczy w życiu, ale nie ma wiary na ich otrzymanie.

Ja - mam z mamy jedną rzecz, którą zauważam dość wyraźnie. Jestem inny na zewnątrz, gdy jestem wśród ludzi, a inny, gdy jestem w domu, gdzie nie muszę udawać...

Od kiedy pamiętam, miałem problem z okazywaniem uczuć, funkcjonowaniem między ludźmi.
W podstawówce dawałem innym spuszczać sobie wpierdol i miałem metkę frajera aż do końca gimnazjum. 90% czasu, jaki tam spędzałem, był horrorem. Po powrocie do domu siadałem zwykle ze łzami w oczach do nauki. Wmawiano mi przecież w szkole, że jeśli nie mam ojca (bo przecież nigdy go nie miałem - fakt), to nie jestem nic wart, że mieszkam w malutkim mieszkaniu razem z mamą, że nie umiem się postawić, że na nic nie zasługuję.
Czerwone paski na świadectwach zmieniały się na mierne oceny.
Z gimnazjum wyciągnąłem kilka lekcji. Ze prawdziwi przyjaciele pojawiają się, gdy widzą jak leżysz na ziemi, ale nie odwracają się, tylko przy tłumie ludzi, którzy się gapią i wytykają palcami, podają rękę i zabierają w lepsze miejsce. W przenośni i dosłownie.
Mało kogo potrafię nazwać przyjacielem. Nie ufam raczej ludziom, ale tego gościa mogę śmiało nim nazwać.
Teraz się śmieję z tego, ale w kwestii dziewcząt w tamtym okresie byłem dość... specyficzny. Koleś mający 15 lat, robił z siebie proszącego na dwóch łapkach pieska, noszącego co chwilę jakieś zasrane błyskotki, żeby finalnie pani mogła napuścić na mnie jej kumpli, od których prawie dostałem wpierdol :D.
Miałem codziennie myśli samobójcze.

Liceum wspominam o wiele lepiej, co nie znaczy, że było super. Wiadomo, że nigdy nie będzie wszystko szło w myśl utopijnej doskonałości, ale nadal patrząc z perspektywy czasu widzę w sobie brak odwagi do życia. Mam stamtąd świetnego kumpla, z którym jak się idzie na piwo pogadać, to później ma się zakwasy ze śmiechu.
W tamtym okresie sporo się zmieniłem. To sporo dotyczy raczej "zewnątrz". Zadbałem o siebie. Zacząłem przywiązywać wagę do tego, jak wyglądam, jak się ubieram. W środku dalej byłem niepewnym, nieśmiałym dzieciakiem.
A jak niepewnym i nieśmiałym, to i z dziewczynami dalej słabo szło. Tutaj właśnie widzę doskonale moje dwa światy. W szkole, kiedy ją widziałem (wiem, że w szkole i w pracy się nie startuje, bo później można sobie nieźle życie pokomplikować, ale wiem to TERAZ :)), to zatrzymywałem się na cześć i krótkiej, gównianej rozmowie. Nie czułem też większej potrzeby interakcji.
W domu rozgrzewałem klawiaturę do czerwoności i byłem na facebooku taki, jaki chciałem być - zabawny, uwodzicielski - pieprzony ideał. Chore.
Kiedy miała problem w domu, oczywiście ja - Super Kretyn, byłem zawsze na posterunku. Zawsze idealna rada, szybko trafia w źródło bólu. Od poniedziałku do piątku od 7:00 do 23:59.
Piszę to z przekąsem nie dlatego, że jej mam to za złe, że jej nie cierpię. Mam żal do siebie, że krzywdziłem siebie takim postępowaniem.
Krzywdziłem, bo zależało mi na niej, a stawałem się coraz bardziej jej przyjacielem. To droga w przepaść.

Kontakt z nią urwał się po półtora roku, z dwóch powodów: Raz - ja zmieniałam szkołę na zaoczną, żeby iść do roboty i pomóc w utrzymaniu domu, a dwa - jej chłopak zabronił jej się ze mną kontaktować, bo czuł się zazdrosny. Ona posłuchała. Też miała problemy w domu, chodziła do psychiatry. Tak to tłumaczę.
Po roku spotkałem ją na rynku, spotkaliśmy się po jakimś tygodniu.

Ten rok przerwy dużo mi dał. Pewnie dlatego, że częściowo zmieniłem otoczenie i zacząłem nowe życie chociaż w połowie. Zacząłem czuć chęć rozmowy z nią w normalny sposób. W sumie fajnie, można by pomyśleć. Fajnie, bo między ludźmi rozmowa to ważny element, ale jeśli się oczekuje od kogoś czegoś więcej, niż przyjaźń, to nie można być przyjacielem. Nie na starcie. Chwilowa -słowo klucz- wartość przeciwbólowa takiego przyjaciela jest za duża, żeby się angażować w coś tak ryzykownego jak związek.

Tym sposobem doszliśmy do czasów obecnych. Wreszcie.

Ostatnio nasz kontakt zanika mimo, że niedawno się odezwała. Zakończę tę znajomość, bo ona tylko budzi stare wspomnienia, które będą się ciągnąć jeszcze długo.

A ja... Ja jestem kłębkiem nerwów.
Nie mam chęci poznawania nowych ludzi, nie mam chęci flirtować. To też budzi moją frustrację. Czuję olbrzymią pustkę w moim życiu. Oglądając "Dzień Świra" widziałem siebie. Ojciec mi nie daje spokoju, ciągle nowe rozprawy w sądzie. O zrzeczenie się ojcostwa, o wydziedziczenie. Średnio co miesiąc widzę na sali jego kobietę, która mnie okrada. Widzę, jak ma ciągle nowe rzeczy, wiem za czyje pieniądze się utrzymuje.

Siedząc w domu, większość dnia spędzam przy komputerze. Wczoraj była awantura i matka, mając do mnie o to pretensje zaczęła mnie szturchać, pić pięściami po plecach. Chwyciłem mocno jej rękę i krzyknąłem, żeby uważała, bo kiedyś oddam.

Wiem, że najlepiej będzie, jeśli wyjadę i zacznę od nowa. Wszystkie moje kontakty co do pracy za granicą są niepewne, mogą nawalić.
Jeśli zostanę tutaj, to będzie jeszcze gorzej. Muszę coś zrobić, żeby w przyszłości było lepiej, ale chwile bezsilności dopadają mnie coraz częściej.
Wiem, że nie dam nikomu szczęścia, jeśli sam nie będę szczęśliwy.
Muszę czuć, że zarabiam, że odkładam kasę na własny biznes, że mam kogoś. W tej kolejności.

Tak więc moje życie z mojego punktu widzenia było gówno warte przez 3/4 jego dotychczasowego trwania. Z małymi urywkami, ale ich suma zmieściłaby się w filmie krótkometrażowym.

Napisałem to, bo czuję, że musiałem to z siebie wyrzucić, a o niektórych rzeczach wstydziłbym się komukolwiek opowiadać.

Rady i sugestie mile widziane :).
Avatar użytkownika
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
25 kwi 2014, 10:47
Lokalizacja
Wrocław

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez Miss Presley 26 kwi 2014, 15:35
Może załóżmy jakiś klub zmarnowanych żyć?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
15 lut 2014, 01:29

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez ComfortablyNumb 26 kwi 2014, 15:58
No nie wiem... Zależy, czy chciałabyś zakładać taki klub, żeby celebrować takie słabe życie, czy żeby coś polepszyć :). Co w Twoim jest nie tak?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
25 kwi 2014, 10:47
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez barbieturan 26 kwi 2014, 16:22
ComfortablyNumb, Czego brakuje Tobie najbardziej?
Jestem pod nieustannym gradem niepokojów. Czego chcę teraz, tego już nie chcę za chwilę. Gdy wszedłem już po schodach na górę, nie wiem jeszcze, w jakim będę nastroju, gdy wejdę do mieszkania. Muszę nagromadzić w sobie niepewności, zanim staną się one jakąś małą pewnością.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1268
Dołączył(a)
15 wrz 2013, 08:35

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez Yumekui 26 kwi 2014, 16:42
Wiem, że najlepiej będzie, jeśli wyjadę i zacznę od nowa. Wszystkie moje kontakty co do pracy za granicą są niepewne, mogą nawalić. Jeśli zostanę tutaj, to będzie jeszcze gorzej. Muszę coś zrobić, żeby w przyszłości było lepiej, ale chwile bezsilności dopadają mnie coraz częściej. Wiem, że nie dam nikomu szczęścia, jeśli sam nie będę szczęśliwy. Muszę czuć, że zarabiam, że odkładam kasę na własny biznes, że mam kogoś. W tej kolejności.

Ludzie tak radzą, ale czy naprawdę w to wierzysz? Że będziesz mieć siłę uparcie iść przeciwko całemu światu, by w pewnym momencie "się uszlachetnić" i od tego momentu być wart czasu innych ludzi? Ten cel jest tak odległy, że przez lata możesz go nawet nie zobaczyć na horyzoncie. I czy wtedy w ogóle będzie warto? Nie wiem ile masz lat. Wyobrażam sobie że mija kilka i wtedy masz powiedzmy 30. Jesteś stabilny finansowo, w pewien sposób zaczynasz się spełniać. Kobiety w Twoim wieku mają już 2 dzieci, a jedyne samotne osoby w Twoim targecie to samotne matki. Wtedy można śmiało rzecz, że i kolejne lata poszły wpiz*u.

Łączą nas dwa te same punkty: brak szczęścia i brak pieniędzy. Ludzie radzą mi bądź szczęśliwy, bądź finansowo stabilny i będzie ok. Za dużo już miałem rozczarowań. Jestem studentem, dziewczyna na pierwszej randce pyta czy mam prawo jazdy i własny samochód. Mówię tak, wtedy okazuje się być bardzo zainteresowana. Mówię nie, wówczas widzę jak dalsza rozmowa wydaje się w jej oczach niepotrzebna. Swiat jest niesamowicie pojeb*ny. Czy ja na pierwszym spotkaniu każę jej pokazać piersi? Czy ma solidne, jędrne cyce jak na zdrową kobietę przystało? :great: Pewnie jak ktoś to czyta, to sobie myśli jaki ze mnie gbur. Jakie cycki na wierzchu... no ale wskazać palcem że jestem zły bo mój portfel jest za szczupły to ok.

Ech, ponury ten mój post. Ja bym radził, abyś próbował żyć jak chcesz i szukać co Ciebie interesuje. Rozwijać swoje pasje, a najlepiej obrócić pasję w biznes, tyle że jest to szalenie trudne.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
71
Dołączył(a)
08 paź 2012, 20:23
Lokalizacja
podlaskie

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez Miss Presley 26 kwi 2014, 16:53
Zacznijmy od celebrowania może jako stowarzyszenie państwo nam zaoferuje jakieś bonusy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
15 lut 2014, 01:29

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez ComfortablyNumb 26 kwi 2014, 17:19
Barbieturan

Nie wiem, czego najbardziej. Serio. Może poczucia tego, że coś mi wychodzi. Widocznych efektów, czegoś namacalnego. Otwarcia się do ludzi, a nie odczucia, jakbym stał za szybą zablokowany przed okazywaniem tego, co czuję czasem w środku - radości. Jak mam dobry dzień, to jest ok, ale niestety bardzo często mam kilkudniowe napady depresji, braku motywacji, chęci do czegokolwiek...

Yumekui

Ważną sprawę poruszyłeś. Nie mogę przewidzieć, czy w przyszłości będę szczęśliwy. Mogę jedynie stwierdzić, czy ruszyłem dupę TERAZ, żeby było lepiej jutro, pojutrze, za tydzień, czy w 2030 (jeśli nie zdechnę wcześniej :D). Taki już ten świat jest. Pieniądze nim rządzą, ale mogą być dobrym talizmanem. Mogą spełnić masę pasji, mogą pomóc poznać nowe pasje, mogą uratować komuś życie, można za nie kupić Ballantines'a i zalać się słuchając dobrej muzyki... ;)
Prawda jest taka, że bez nich nikt nie poradzi sobie bez rodziny, ani jej nie stworzy tak, żeby nie budziło to w przyszłości kwaśnej sytuacji.
A współczesne kobiety... No cóż. Jesteśmy w podobnym wieku, więc mamy podobne doświadczenia. 9/10 to szukające przygody i kasiastego gościa idiotki.
Nie ma co mieć im tego za złe. Po prostu nie widzą potencjału, tylko to, co widzą w danym momencie. Telewizja, internet i inne syfy wciskają im te bzdury do głowy. Taki jest już ten kraj - krótkowzroczny. Splendor musi być!
Wolę dać sobie spokój z podrywaniem na siłę i "miłością" na siłę, żeby tylko wyrwać młodą szparkę z jeszcze małym przebiegiem, ale jakże pojebaną psychiką (Nie generalizuję. Nadal jest proporcja 9/10).
Najwyżej będę płakał grzejąc dupsko w starym Mustangu podziwiając fiordy. Oczywiście, jeśli ruszę dupę.

Miss Presley

Nie namawiaj mnie do złego, bo kusisz doskonale. Jeszcze dadzą lokal na biuro w centrum miasta i kasę na rozruch, żebyśmy mogli siadać swobodnie w kółku i odświeżać wspólnie historię ;).
Avatar użytkownika
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
25 kwi 2014, 10:47
Lokalizacja
Wrocław

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez zmęczona_wszystkim 26 kwi 2014, 17:43
ComfortablyNumb napisał(a):A współczesne kobiety... No cóż. Jesteśmy w podobnym wieku, więc mamy podobne doświadczenia. 9/10 to szukające przygody i kasiastego gościa idiotki.
Nie ma co mieć im tego za złe. Po prostu nie widzą potencjału, tylko to, co widzą w danym momencie. Telewizja, internet i inne syfy wciskają im te bzdury do głowy. Taki jest już ten kraj - krótkowzroczny. Splendor musi być!
Wolę dać sobie spokój z podrywaniem na siłę i "miłością" na siłę, żeby tylko wyrwać młodą szparkę z jeszcze małym przebiegiem, ale jakże pojebaną psychiką (Nie generalizuję. Nadal jest proporcja 9/10).
Najwyżej będę płakał grzejąc dupsko w starym Mustangu podziwiając fiordy. Oczywiście, jeśli ruszę dupę.


no cóż, jak ktoś tak mówi, to az się prosi, zeby mu odpowiedzieć, że 9/10 współczesnych facetów, to szukający przygód i biuściastych modelek idioci. Czy to nieprawda? A Ty do której grupy należysz? Czy przypadkiem nie do tych 9/10? Jaki masz żal do kobiet? Nie lubisz ich, bo Cię nie zauważają? Stad taka opinia? Dość niesprawiedliwa zresztą, bo ja wcale nie zauważam, żeby tak właśnie było. Ale jak szukasz tylko wśród takich "mlodych szparek z małym przebiegiem", to sorry, ale czemu się dziwisz? Co masz kobietom do zaoferowania? I nie o kase mi chodzi.
Posty
1210
Dołączył(a)
01 sie 2013, 16:53

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez ComfortablyNumb 26 kwi 2014, 17:52
Bo taka jest prawda. Mało ludzi na tej planecie chce być z kimś bezinteresownie, z uczucia. Kobiety i mężczyźni. Piszę w ten sposób, dosadnie (może za bardzo, może w sam raz), żeby jasno wytłumaczyć jak ja to widzę, jakie wnioski wysnuwam.
Nie mam żalu do kobiet. Śmieję się tylko z tych, których kobietami nie można nazwać, bo szukają kogoś, żeby je bzyknął, zapłacił i dał się przetrzymać na tyle długo na łańcuchu, aż sobie znajdzie takiego model lepszego. Wiem z doświadczeń i takiego zdania będę się trzymał, bo jest ono poparte doświadczeniem.

A co mam do zaoferowania... Coś czym nie mam zamiaru się dzielić. Podzielę się tym z tą osobą w odpowiednim czasie i miejscu. Teraz nie mam zamiaru niszczyć komuś życia. Sobie również.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
25 kwi 2014, 10:47
Lokalizacja
Wrocław

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez zmęczona_wszystkim 26 kwi 2014, 18:03
ComfortablyNumb napisał(a):Bo taka jest prawda. Mało ludzi na tej planecie chce być z kimś bezinteresownie, z uczucia. Kobiety i mężczyźni. Piszę w ten sposób, dosadnie (może za bardzo, może w sam raz), żeby jasno wytłumaczyć jak ja to widzę, jakie wnioski wysnuwam.
Nie mam żalu do kobiet. Śmieję się tylko z tych, których kobietami nie można nazwać, bo szukają kogoś, żeby je bzyknął, zapłacił i dał się przetrzymać na tyle długo na łańcuchu, aż sobie znajdzie takiego model lepszego. Wiem z doświadczeń i takiego zdania będę się trzymał, bo jest ono poparte doświadczeniem.

A co mam do zaoferowania... Coś czym nie mam zamiaru się dzielić. Podzielę się tym z tą osobą w odpowiednim czasie i miejscu. Teraz nie mam zamiaru niszczyć komuś życia. Sobie również.


a ja jednak myślę, że Twoje podejście do życia i do kobiet związane jest z niepowodzeniami w tej sferze życia. Trochę w życiu widziałam i mogę stwierdzić, że owszem, istnieją pewne typy, którym zalezy na kasie, czy to wśród kobiet, czy to wśród męzczyzn, ale wniosek, ze mało ludzi chce być z kimś bezinteresownie jest, moim zdaniem, bezpodstawny. wiem, ze złe doświadczenia moga wpłynąć na sposób postrzegania świata i przypisywania innym samych negatywnych zachowań. Pewnie na tym etapie jesteś i duzo w Twoich wypowiedziach żalu związanego z finansami, itp. A ja widzę dookoła, nawet wśród tych młodych kobiet, mnóstwo dziewczyn, które są z facetami ani specjalnie urodziwymi, ani kasiastymi, takimi przeciętnymi, jakich pełno (swoich obserwacji nie prowadzę w klubach i dyskotekach, więc może dlatego wnioski mam inne). I chociaż piszesz, ze nie masz żalu do kobiet, to trudno w to uwierzyć, bo własnie w przypisywaniu im tych negatywów widać ten żal.
Wątpię, czy znajdziesz tę odpowiednią osobe, jeśli będziesz się obracał w towarzystwie, w którym sa tylko takie kobiety, i jeśli będziesz miał o kobietach taką własnię opinię. I warto też poszukać błędów i problemów w sobie, a nie tylko w innych.
Posty
1210
Dołączył(a)
01 sie 2013, 16:53

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez ComfortablyNumb 26 kwi 2014, 18:16
W dyskotekach nie bywam, bo to zupełnie nie mój klimat. Raz czy dwa w życiu może mi się przydarzyło, bo ktoś tam miał urodziny. Raczej były to osoby z tzw. dobrych domów, poznane przypadkiem.
Jak to mówią "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". A tego, że nie próbuję szukać błędów w sobie, to mi nie wmówisz ;).
Avatar użytkownika
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
25 kwi 2014, 10:47
Lokalizacja
Wrocław

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez zmęczona_wszystkim 26 kwi 2014, 20:01
ComfortablyNumb napisał(a):Jak to mówią "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". A tego, że nie próbuję szukać błędów w sobie, to mi nie wmówisz ;).


Tak jak Ty nie wmówisz mi, ze 9/10 kobiet jest takich, jak je opisałeś :D A punkt widzenia często zależy nie od punktu siedzenia, ale myślenia. kiedyś miałam bardzo podobne myslenie i też tak oceniałam ludzi. Ale kiedy i sposób myślenia był inny, to okazało się, że proporcje sa znacznie inne, a przecież ludzie dookoła mnie wcale się nie zmienili, tylko ja. Jesli tak nie jest w Twoim przypadku, to warto się zastanowić, co cię przyciaga własnie w takich kobietach, albo co Ty w sobie masz, ze własnie takie kobiety przyciągasz :D
Posty
1210
Dołączył(a)
01 sie 2013, 16:53

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez Yumekui 26 kwi 2014, 20:41
Chyba sprowokowałem subdyskusję, wiecie, to był tylko taki przykład zepsutego człowieka, ja nie mówię że jedna z płci jest zepsuta.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
71
Dołączył(a)
08 paź 2012, 20:23
Lokalizacja
podlaskie

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Avatar użytkownika
przez ComfortablyNumb 26 kwi 2014, 20:54
Po prostu gdy nieodpowiednie charaktery się spotykają, to wychodzą takie syfiaste wnioski. Mnie to się przytrafiło sporo razy pod rząd. Na pewno z mojej winy i z winy niektórych też na bank. Mówię to z perspektywy gościa, który musi włożyć sporo pracy we własne zachowanie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
25 kwi 2014, 10:47
Lokalizacja
Wrocław

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 23 gości

Przeskocz do