Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
ComfortablyNumb

Tak więc 3/4 mojego życia to śmietnik.

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć,

 

Wrzucam ten temat do tego działu, gdyż jest to chyba najbardziej ogólne i odpowiednie określenie tego, o czym będzie mój wpis.

Piszę, bo pewnie za parę godzin przyjdzie moment, gdzie wszystko zbagatelizuję i uznam, że nie ma co zawracać sobie głowy takim przecież "błahym" problemem. Zaraz, właściwie jakim problemem?

Od dawna zauważam ogromne błędy w moim zachowaniu, myślach, odbieraniu rzeczywistości i po wczorajszej kłótni rodzinnej uznałem, że nie mogę być już dłużej bierny, nie mogę sobie pozwolić na pogorszenie wszystkiego, chociaż wiem, że łatwe to nie będzie.

Zacznijmy więc od początku, bo raczej tylko w ten sposób będę w stanie jakoś przyzwoicie ogarnąć i przekazać problem.

 

Mogę śmiało powiedzieć, że moje problemy zaczęły się od początku mojego życia.

Ojciec - niezrównoważony typ. Bardzo bogaty człowiek, zdradzający matkę, nie utrzymujący rodziny, skory do bicia. Zniszczył tę kobietę doszczętnie. Zniszczył jej ambicje zawodowe, życiowe...

Matka - w gruncie rzeczy dobra kobieta, ma w sobie dużo empatii, chętna do pomocy ludziom. Schorowana fizycznie i psychicznie. Zasługuje na dobre rzeczy w życiu, ale nie ma wiary na ich otrzymanie.

 

Ja - mam z mamy jedną rzecz, którą zauważam dość wyraźnie. Jestem inny na zewnątrz, gdy jestem wśród ludzi, a inny, gdy jestem w domu, gdzie nie muszę udawać...

 

Od kiedy pamiętam, miałem problem z okazywaniem uczuć, funkcjonowaniem między ludźmi.

W podstawówce dawałem innym spuszczać sobie wpierdol i miałem metkę frajera aż do końca gimnazjum. 90% czasu, jaki tam spędzałem, był horrorem. Po powrocie do domu siadałem zwykle ze łzami w oczach do nauki. Wmawiano mi przecież w szkole, że jeśli nie mam ojca (bo przecież nigdy go nie miałem - fakt), to nie jestem nic wart, że mieszkam w malutkim mieszkaniu razem z mamą, że nie umiem się postawić, że na nic nie zasługuję.

Czerwone paski na świadectwach zmieniały się na mierne oceny.

Z gimnazjum wyciągnąłem kilka lekcji. Ze prawdziwi przyjaciele pojawiają się, gdy widzą jak leżysz na ziemi, ale nie odwracają się, tylko przy tłumie ludzi, którzy się gapią i wytykają palcami, podają rękę i zabierają w lepsze miejsce. W przenośni i dosłownie.

Mało kogo potrafię nazwać przyjacielem. Nie ufam raczej ludziom, ale tego gościa mogę śmiało nim nazwać.

Teraz się śmieję z tego, ale w kwestii dziewcząt w tamtym okresie byłem dość... specyficzny. Koleś mający 15 lat, robił z siebie proszącego na dwóch łapkach pieska, noszącego co chwilę jakieś zasrane błyskotki, żeby finalnie pani mogła napuścić na mnie jej kumpli, od których prawie dostałem wpierdol :D.

Miałem codziennie myśli samobójcze.

 

Liceum wspominam o wiele lepiej, co nie znaczy, że było super. Wiadomo, że nigdy nie będzie wszystko szło w myśl utopijnej doskonałości, ale nadal patrząc z perspektywy czasu widzę w sobie brak odwagi do życia. Mam stamtąd świetnego kumpla, z którym jak się idzie na piwo pogadać, to później ma się zakwasy ze śmiechu.

W tamtym okresie sporo się zmieniłem. To sporo dotyczy raczej "zewnątrz". Zadbałem o siebie. Zacząłem przywiązywać wagę do tego, jak wyglądam, jak się ubieram. W środku dalej byłem niepewnym, nieśmiałym dzieciakiem.

A jak niepewnym i nieśmiałym, to i z dziewczynami dalej słabo szło. Tutaj właśnie widzę doskonale moje dwa światy. W szkole, kiedy ją widziałem (wiem, że w szkole i w pracy się nie startuje, bo później można sobie nieźle życie pokomplikować, ale wiem to TERAZ :)), to zatrzymywałem się na cześć i krótkiej, gównianej rozmowie. Nie czułem też większej potrzeby interakcji.

W domu rozgrzewałem klawiaturę do czerwoności i byłem na facebooku taki, jaki chciałem być - zabawny, uwodzicielski - pieprzony ideał. Chore.

Kiedy miała problem w domu, oczywiście ja - Super Kretyn, byłem zawsze na posterunku. Zawsze idealna rada, szybko trafia w źródło bólu. Od poniedziałku do piątku od 7:00 do 23:59.

Piszę to z przekąsem nie dlatego, że jej mam to za złe, że jej nie cierpię. Mam żal do siebie, że krzywdziłem siebie takim postępowaniem.

Krzywdziłem, bo zależało mi na niej, a stawałem się coraz bardziej jej przyjacielem. To droga w przepaść.

 

Kontakt z nią urwał się po półtora roku, z dwóch powodów: Raz - ja zmieniałam szkołę na zaoczną, żeby iść do roboty i pomóc w utrzymaniu domu, a dwa - jej chłopak zabronił jej się ze mną kontaktować, bo czuł się zazdrosny. Ona posłuchała. Też miała problemy w domu, chodziła do psychiatry. Tak to tłumaczę.

Po roku spotkałem ją na rynku, spotkaliśmy się po jakimś tygodniu.

 

Ten rok przerwy dużo mi dał. Pewnie dlatego, że częściowo zmieniłem otoczenie i zacząłem nowe życie chociaż w połowie. Zacząłem czuć chęć rozmowy z nią w normalny sposób. W sumie fajnie, można by pomyśleć. Fajnie, bo między ludźmi rozmowa to ważny element, ale jeśli się oczekuje od kogoś czegoś więcej, niż przyjaźń, to nie można być przyjacielem. Nie na starcie. Chwilowa -słowo klucz- wartość przeciwbólowa takiego przyjaciela jest za duża, żeby się angażować w coś tak ryzykownego jak związek.

 

Tym sposobem doszliśmy do czasów obecnych. Wreszcie.

 

Ostatnio nasz kontakt zanika mimo, że niedawno się odezwała. Zakończę tę znajomość, bo ona tylko budzi stare wspomnienia, które będą się ciągnąć jeszcze długo.

 

A ja... Ja jestem kłębkiem nerwów.

Nie mam chęci poznawania nowych ludzi, nie mam chęci flirtować. To też budzi moją frustrację. Czuję olbrzymią pustkę w moim życiu. Oglądając "Dzień Świra" widziałem siebie. Ojciec mi nie daje spokoju, ciągle nowe rozprawy w sądzie. O zrzeczenie się ojcostwa, o wydziedziczenie. Średnio co miesiąc widzę na sali jego kobietę, która mnie okrada. Widzę, jak ma ciągle nowe rzeczy, wiem za czyje pieniądze się utrzymuje.

 

Siedząc w domu, większość dnia spędzam przy komputerze. Wczoraj była awantura i matka, mając do mnie o to pretensje zaczęła mnie szturchać, pić pięściami po plecach. Chwyciłem mocno jej rękę i krzyknąłem, żeby uważała, bo kiedyś oddam.

 

Wiem, że najlepiej będzie, jeśli wyjadę i zacznę od nowa. Wszystkie moje kontakty co do pracy za granicą są niepewne, mogą nawalić.

Jeśli zostanę tutaj, to będzie jeszcze gorzej. Muszę coś zrobić, żeby w przyszłości było lepiej, ale chwile bezsilności dopadają mnie coraz częściej.

Wiem, że nie dam nikomu szczęścia, jeśli sam nie będę szczęśliwy.

Muszę czuć, że zarabiam, że odkładam kasę na własny biznes, że mam kogoś. W tej kolejności.

 

Tak więc moje życie z mojego punktu widzenia było gówno warte przez 3/4 jego dotychczasowego trwania. Z małymi urywkami, ale ich suma zmieściłaby się w filmie krótkometrażowym.

 

Napisałem to, bo czuję, że musiałem to z siebie wyrzucić, a o niektórych rzeczach wstydziłbym się komukolwiek opowiadać.

 

Rady i sugestie mile widziane :).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No nie wiem... Zależy, czy chciałabyś zakładać taki klub, żeby celebrować takie słabe życie, czy żeby coś polepszyć :). Co w Twoim jest nie tak?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wiem, że najlepiej będzie, jeśli wyjadę i zacznę od nowa. Wszystkie moje kontakty co do pracy za granicą są niepewne, mogą nawalić. Jeśli zostanę tutaj, to będzie jeszcze gorzej. Muszę coś zrobić, żeby w przyszłości było lepiej, ale chwile bezsilności dopadają mnie coraz częściej. Wiem, że nie dam nikomu szczęścia, jeśli sam nie będę szczęśliwy. Muszę czuć, że zarabiam, że odkładam kasę na własny biznes, że mam kogoś. W tej kolejności.

Ludzie tak radzą, ale czy naprawdę w to wierzysz? Że będziesz mieć siłę uparcie iść przeciwko całemu światu, by w pewnym momencie "się uszlachetnić" i od tego momentu być wart czasu innych ludzi? Ten cel jest tak odległy, że przez lata możesz go nawet nie zobaczyć na horyzoncie. I czy wtedy w ogóle będzie warto? Nie wiem ile masz lat. Wyobrażam sobie że mija kilka i wtedy masz powiedzmy 30. Jesteś stabilny finansowo, w pewien sposób zaczynasz się spełniać. Kobiety w Twoim wieku mają już 2 dzieci, a jedyne samotne osoby w Twoim targecie to samotne matki. Wtedy można śmiało rzecz, że i kolejne lata poszły wpiz*u.

 

Łączą nas dwa te same punkty: brak szczęścia i brak pieniędzy. Ludzie radzą mi bądź szczęśliwy, bądź finansowo stabilny i będzie ok. Za dużo już miałem rozczarowań. Jestem studentem, dziewczyna na pierwszej randce pyta czy mam prawo jazdy i własny samochód. Mówię tak, wtedy okazuje się być bardzo zainteresowana. Mówię nie, wówczas widzę jak dalsza rozmowa wydaje się w jej oczach niepotrzebna. Swiat jest niesamowicie pojeb*ny. Czy ja na pierwszym spotkaniu każę jej pokazać piersi? Czy ma solidne, jędrne cyce jak na zdrową kobietę przystało? :great: Pewnie jak ktoś to czyta, to sobie myśli jaki ze mnie gbur. Jakie cycki na wierzchu... no ale wskazać palcem że jestem zły bo mój portfel jest za szczupły to ok.

 

Ech, ponury ten mój post. Ja bym radził, abyś próbował żyć jak chcesz i szukać co Ciebie interesuje. Rozwijać swoje pasje, a najlepiej obrócić pasję w biznes, tyle że jest to szalenie trudne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Barbieturan

 

Nie wiem, czego najbardziej. Serio. Może poczucia tego, że coś mi wychodzi. Widocznych efektów, czegoś namacalnego. Otwarcia się do ludzi, a nie odczucia, jakbym stał za szybą zablokowany przed okazywaniem tego, co czuję czasem w środku - radości. Jak mam dobry dzień, to jest ok, ale niestety bardzo często mam kilkudniowe napady depresji, braku motywacji, chęci do czegokolwiek...

 

Yumekui

 

Ważną sprawę poruszyłeś. Nie mogę przewidzieć, czy w przyszłości będę szczęśliwy. Mogę jedynie stwierdzić, czy ruszyłem dupę TERAZ, żeby było lepiej jutro, pojutrze, za tydzień, czy w 2030 (jeśli nie zdechnę wcześniej :D). Taki już ten świat jest. Pieniądze nim rządzą, ale mogą być dobrym talizmanem. Mogą spełnić masę pasji, mogą pomóc poznać nowe pasje, mogą uratować komuś życie, można za nie kupić Ballantines'a i zalać się słuchając dobrej muzyki... ;)

Prawda jest taka, że bez nich nikt nie poradzi sobie bez rodziny, ani jej nie stworzy tak, żeby nie budziło to w przyszłości kwaśnej sytuacji.

A współczesne kobiety... No cóż. Jesteśmy w podobnym wieku, więc mamy podobne doświadczenia. 9/10 to szukające przygody i kasiastego gościa idiotki.

Nie ma co mieć im tego za złe. Po prostu nie widzą potencjału, tylko to, co widzą w danym momencie. Telewizja, internet i inne syfy wciskają im te bzdury do głowy. Taki jest już ten kraj - krótkowzroczny. Splendor musi być!

Wolę dać sobie spokój z podrywaniem na siłę i "miłością" na siłę, żeby tylko wyrwać młodą szparkę z jeszcze małym przebiegiem, ale jakże pojebaną psychiką (Nie generalizuję. Nadal jest proporcja 9/10).

Najwyżej będę płakał grzejąc dupsko w starym Mustangu podziwiając fiordy. Oczywiście, jeśli ruszę dupę.

 

Miss Presley

 

Nie namawiaj mnie do złego, bo kusisz doskonale. Jeszcze dadzą lokal na biuro w centrum miasta i kasę na rozruch, żebyśmy mogli siadać swobodnie w kółku i odświeżać wspólnie historię ;).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A współczesne kobiety... No cóż. Jesteśmy w podobnym wieku, więc mamy podobne doświadczenia. 9/10 to szukające przygody i kasiastego gościa idiotki.

Nie ma co mieć im tego za złe. Po prostu nie widzą potencjału, tylko to, co widzą w danym momencie. Telewizja, internet i inne syfy wciskają im te bzdury do głowy. Taki jest już ten kraj - krótkowzroczny. Splendor musi być!

Wolę dać sobie spokój z podrywaniem na siłę i "miłością" na siłę, żeby tylko wyrwać młodą szparkę z jeszcze małym przebiegiem, ale jakże pojebaną psychiką (Nie generalizuję. Nadal jest proporcja 9/10).

Najwyżej będę płakał grzejąc dupsko w starym Mustangu podziwiając fiordy. Oczywiście, jeśli ruszę dupę.

 

no cóż, jak ktoś tak mówi, to az się prosi, zeby mu odpowiedzieć, że 9/10 współczesnych facetów, to szukający przygód i biuściastych modelek idioci. Czy to nieprawda? A Ty do której grupy należysz? Czy przypadkiem nie do tych 9/10? Jaki masz żal do kobiet? Nie lubisz ich, bo Cię nie zauważają? Stad taka opinia? Dość niesprawiedliwa zresztą, bo ja wcale nie zauważam, żeby tak właśnie było. Ale jak szukasz tylko wśród takich "mlodych szparek z małym przebiegiem", to sorry, ale czemu się dziwisz? Co masz kobietom do zaoferowania? I nie o kase mi chodzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bo taka jest prawda. Mało ludzi na tej planecie chce być z kimś bezinteresownie, z uczucia. Kobiety i mężczyźni. Piszę w ten sposób, dosadnie (może za bardzo, może w sam raz), żeby jasno wytłumaczyć jak ja to widzę, jakie wnioski wysnuwam.

Nie mam żalu do kobiet. Śmieję się tylko z tych, których kobietami nie można nazwać, bo szukają kogoś, żeby je bzyknął, zapłacił i dał się przetrzymać na tyle długo na łańcuchu, aż sobie znajdzie takiego model lepszego. Wiem z doświadczeń i takiego zdania będę się trzymał, bo jest ono poparte doświadczeniem.

 

A co mam do zaoferowania... Coś czym nie mam zamiaru się dzielić. Podzielę się tym z tą osobą w odpowiednim czasie i miejscu. Teraz nie mam zamiaru niszczyć komuś życia. Sobie również.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Bo taka jest prawda. Mało ludzi na tej planecie chce być z kimś bezinteresownie, z uczucia. Kobiety i mężczyźni. Piszę w ten sposób, dosadnie (może za bardzo, może w sam raz), żeby jasno wytłumaczyć jak ja to widzę, jakie wnioski wysnuwam.

Nie mam żalu do kobiet. Śmieję się tylko z tych, których kobietami nie można nazwać, bo szukają kogoś, żeby je bzyknął, zapłacił i dał się przetrzymać na tyle długo na łańcuchu, aż sobie znajdzie takiego model lepszego. Wiem z doświadczeń i takiego zdania będę się trzymał, bo jest ono poparte doświadczeniem.

 

A co mam do zaoferowania... Coś czym nie mam zamiaru się dzielić. Podzielę się tym z tą osobą w odpowiednim czasie i miejscu. Teraz nie mam zamiaru niszczyć komuś życia. Sobie również.

 

a ja jednak myślę, że Twoje podejście do życia i do kobiet związane jest z niepowodzeniami w tej sferze życia. Trochę w życiu widziałam i mogę stwierdzić, że owszem, istnieją pewne typy, którym zalezy na kasie, czy to wśród kobiet, czy to wśród męzczyzn, ale wniosek, ze mało ludzi chce być z kimś bezinteresownie jest, moim zdaniem, bezpodstawny. wiem, ze złe doświadczenia moga wpłynąć na sposób postrzegania świata i przypisywania innym samych negatywnych zachowań. Pewnie na tym etapie jesteś i duzo w Twoich wypowiedziach żalu związanego z finansami, itp. A ja widzę dookoła, nawet wśród tych młodych kobiet, mnóstwo dziewczyn, które są z facetami ani specjalnie urodziwymi, ani kasiastymi, takimi przeciętnymi, jakich pełno (swoich obserwacji nie prowadzę w klubach i dyskotekach, więc może dlatego wnioski mam inne). I chociaż piszesz, ze nie masz żalu do kobiet, to trudno w to uwierzyć, bo własnie w przypisywaniu im tych negatywów widać ten żal.

Wątpię, czy znajdziesz tę odpowiednią osobe, jeśli będziesz się obracał w towarzystwie, w którym sa tylko takie kobiety, i jeśli będziesz miał o kobietach taką własnię opinię. I warto też poszukać błędów i problemów w sobie, a nie tylko w innych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dyskotekach nie bywam, bo to zupełnie nie mój klimat. Raz czy dwa w życiu może mi się przydarzyło, bo ktoś tam miał urodziny. Raczej były to osoby z tzw. dobrych domów, poznane przypadkiem.

Jak to mówią "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". A tego, że nie próbuję szukać błędów w sobie, to mi nie wmówisz ;).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak to mówią "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". A tego, że nie próbuję szukać błędów w sobie, to mi nie wmówisz ;).

 

Tak jak Ty nie wmówisz mi, ze 9/10 kobiet jest takich, jak je opisałeś :D A punkt widzenia często zależy nie od punktu siedzenia, ale myślenia. kiedyś miałam bardzo podobne myslenie i też tak oceniałam ludzi. Ale kiedy i sposób myślenia był inny, to okazało się, że proporcje sa znacznie inne, a przecież ludzie dookoła mnie wcale się nie zmienili, tylko ja. Jesli tak nie jest w Twoim przypadku, to warto się zastanowić, co cię przyciaga własnie w takich kobietach, albo co Ty w sobie masz, ze własnie takie kobiety przyciągasz :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba sprowokowałem subdyskusję, wiecie, to był tylko taki przykład zepsutego człowieka, ja nie mówię że jedna z płci jest zepsuta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po prostu gdy nieodpowiednie charaktery się spotykają, to wychodzą takie syfiaste wnioski. Mnie to się przytrafiło sporo razy pod rząd. Na pewno z mojej winy i z winy niektórych też na bank. Mówię to z perspektywy gościa, który musi włożyć sporo pracy we własne zachowanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W Twoim przypadku może związane jest to w jakiś sposób z zachowaniem Twojego ojca. Być może jakoś wkurza Cię to, ze mając pieniądze sterował zapewne życiem rodziny, matki, a teraz stać go na "trophy wife", bo dużo w Twoich tekstach nacisku na pieniądze. może też chcesz mu pokazać, ze jak będziesz bogaty, to będziesz mógł robić to samo, co on, będziesz kimś ważnym, a póki tak nie jest, to czujesz się gorszy. chyba wzorów kobiecych nie mialeś zbyt dobrych. Z jednej strony podległa matka, która byla chyba uzależniona finansowo od ojca, a z drugiej jego nowa partnerka, która, jak twierdzisz, jest na jego utrzymaniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sprawa z moim ojcem jest o wiele bardziej skomplikowana...

Ma 70 lat, jest po dwóch wylewach i udarze. Mimo to jest nie do zajechania, kontaktuje się ze swoimi znajomymi, a ode mnie nie odbiera telefonu.

To nie pieniądze tutaj są problemem. Po prostu on jest złym człowiekiem. Matka, kiedy zaszła w ciążę, straciła pracę, później szanse na jej znalezienie, bo 10 lat była bezrobotna. Była zajęta ciągłymi wizytami na policji, w sądach, u lekarza, bo się mało nie przekręciłem z powodu choroby, która na szczęście została zaleczona.

Nigdy nie będę taki jak on. Nie ma takiej opcji.

Matce zawdzięczam wszystko, co mam. Jedynie mam do niej żal o to, że była zbyt nadopiekuńcza i później odbiło się to w problemach szkolnych, a co za tym idzie miałem problemy z odnalezieniem się między ludźmi. Mówię "miałem", bo teraz nie ma porównania z tym jaki byłem jeszcze kilka lat temu. Byłem po prostu zastraszony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×