[Białystok]

Szukasz kogoś, z kim mógłbyś porozmawiać w cztery oczy? Myślisz, że w Twojej miejscowości tylko Ty masz nerwicę/depresję czy inne zaburzenia? Teraz masz okazję odnaleźć bratnią duszę w Twojej okolicy.

[Białystok]

Avatar użytkownika
przez eliza_w3 04 lip 2013, 18:00
W Centrum Zdrowia Psychicznego przy Leszczynowej oprócz psychiatrów są też psychoterapeuci, ale żeby skorzystać z ich pomocy to chyba trzeba najpierw odbyć wizytę u któregoś z psychiatrów, którzy pracują w Centrum, bo to chyba oni decydują czy jest ci potrzebna psychoterapia czy nie. Pewności jednak nie mam. ;) Mnie do psychoterapeuty skierował właśnie psychiatra. :P Miałam dwie wizyty u jednej z pań psychoterapeutek (nie wiem czy mogę tak publicznie podac jej nazwisko, więc go nie podaję :P) z tego ośrodka i jestem zadowolona. :)

Edit: Widzę, że ktoś juz podał w tym dziale nazwisko psychoterapeutki do ktorej chodze. :D Chodziło mi o Annę Zawistowską. :P
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
16 maja 2013, 12:01

[Białystok]

przez jupiler 15 lip 2013, 22:10
Witam jest to mój pierwszy post.Mam następujący problem od czasu gdy żona powiedziała że rozstaje się ze mną zacząłem mieć dziwne bóle duszności w klatce piersiowej i w okolicach kręgosłupa prawdopodobnie z nerwów .Lekarz rodzinna przypisała mi Lorafen 1 mg 2x dziennie ale po skończeniu poszedłem po jeszcze i poprosiłem o większe dawki dała mi 2,5 mg ale tylko raz dziennie a ja biore go dwa razy dziennie bo inaczej nie wytrzymuje tych dziwnych stanów któt=re ze mną się dzieja raz jestem w euforii raz jestem teak zdołowany że siedzę i płaczę jak dziecko.Wczoraj byłem prawie pewien że będę sie wieszać już próbowałem wykorzystać hak w suficie ale podejrzewam że był za słaby.Prosze poradźcie mi gdzie mam sie udac bo jużtak dłużej nie dam rady żyć.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
15 lip 2013, 22:00

[Białystok]

Avatar użytkownika
przez Chaotic 22 lip 2013, 22:39
Udaj się jak najszybciej do psychiatry, wydaje mi się, że w tej sytuacji rodzinny raczej nic nie zdziała. I jak najszybciej zrezygnuj z Lorafenu- mimo,że to "cudowny" lek, w który kiedyś tez wpakował mnie lekarz rodzinny to bardzo szybko uzależnia i później niestety jest dużo, dużo gorzej. Ale taką decyzje najlepiej podjąć po konsultacji z psychiatrą bo gwałtowne odstawienie Lorafenu narobi sporo problemów. Biegiem do psychiatry, to jedyne wyjście w tej sytuacji wg mnie.
Szaleństwo to niemożność przekazania swoich myśli...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
294
Dołączył(a)
09 mar 2013, 15:18

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

[Białystok]

przez siwulec 22 sie 2013, 14:07
Witam. Patrze, że troszke Was tu jest :)
Mam 19 lat i w sumie nie mam stwierdzonej depresji ani nerwicy. Zainteresowałam się tym forum raczej dlatego, że jednak poszukuje jakiegoś dobrego psychologa oczywiście na fundusz. Nie moge sobie pozwolić, żeby iść prywatnie.
Od pewnego czasu, dokładniej od 4-5 miesięcy mam duszności, problemy z żołądkiem (okazało się, że to objaw somatyczny), kilka razy zdarzył się ścisk w gardle + kołatanie serca przy tym, ogólnie kłucie w sercu czasami (problemy z nim wykluczone), mega zmiany nastroju, potrafie cieszyć się a nagle płacz z byle powodu, czasami i bez powodu. Od lekarza rodzinnego dostałam pramolan, który mi pomaga. Biorę dwie tabletki dziennie. Dowiedziałam się od lekarza rodzinnego, że problem w moim stanie zdrowia może tkwić w emocjach, że przez to wszystko tak się dzieje, ponieważ miałam robione wszelkie badania i nic nie wykryło, wyniki są w porządku.

A więc polecacie jakiegoś dobrego psychologa na fundusz ? Myśle, że nadszedł czas by tam się wybrać.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
22 sie 2013, 13:59

[Białystok]

Avatar użytkownika
przez Chaotic 04 wrz 2013, 15:19
Zna może ktoś psychiatrę z Białegostoku, które przepisze leki bez zbytniego wnikania w szczegóły? Najlepiej na NFZ ale może być tez prywatnie. Zależy mi na czasie. Proszę o pomoc
Szaleństwo to niemożność przekazania swoich myśli...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
294
Dołączył(a)
09 mar 2013, 15:18

[Białystok]

Avatar użytkownika
przez true 04 wrz 2013, 15:55
kiedys mieszkalam w okolicach Bialego ... ;) pzdr
Avatar użytkownika
Offline
Posty
386
Dołączył(a)
11 sie 2013, 18:42

[Białystok]

Avatar użytkownika
przez Chaotic 04 wrz 2013, 16:00
Uciekłaś? To trochę przytłaczające miasto

-- 04 wrz 2013, 15:02 --

Potrzebowałabym lekarza, który nie będzie zadawał za dużo pytań i tylko przepisze leki
Szaleństwo to niemożność przekazania swoich myśli...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
294
Dołączył(a)
09 mar 2013, 15:18

[Białystok]

Avatar użytkownika
przez jatoja 16 wrz 2013, 12:17
czy ktos z was leczyl sie w choroszczy ?? jak wygalda odział czy jest wyremontowan jak traktuja pacjenta..??jak czuba?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
22 sie 2013, 19:58
Lokalizacja
Nibylandiaaa

[Białystok]

przez Immortal 19 wrz 2013, 02:41
Witam wszystkim jestem tu nowy
Potrzebuję fachowej porady - polecenia dwóch godnych terapeutów dla mnie i mojej żony. Myślałem o Pani Ani Zawistowskiej dla żony - ma dobre opinie na tym forum i kogoś dla mnie. Dodam, że rozpoczęliśmy także "terapię małżeńską" u Pani Oli Małus, odbywa się 1 na 3 tygodnie i jak na terapie małżeńską sądzę, że jest to właściwa "częstotliwość" bo zmiany zachodzą bardzo powoli, jednak ze względu głównie na stan mojej żony o którą się obawiam chciałbym wybrać dobrych specjalistów do równoległych terapii osobistych najlepiej psycholog i psychiatra w jednym. Powiedziano mi że była bardzo dobra osoba ale ta Pani wyjechała już jakiś czas do Suwałk.

W skrócie przybliżę swoje i nie tylko swoje problemy:
już ponad 20 lat jestem w związku z moją żoną, mamy dwójkę już prawie dorosłych i myślę pomimo tego całego naszego galimatiasu fajnych i inteligentnych dzieci, kochamy je bardzo mocno ale każde z nas wydaje mi się że na inny sposób
Na początku naszej znajomości byliśmy jak każdy związek w skowronkach i bardzo się kochaliśmy - mamy bardzo dużo listów pamiątek i zdjęć.

Jednak potem przyszła szara rzeczywistość. Po urodzeniu dzieci od początku to ja ciągnąłem wózek" zwany odpowiedzialną rodziną "na dobre i na złe" i "w zdrowiu i chorobie" twierdząc coś dla mnie oczywistego co wyniosłem ze swojego domu rodzinnego, że życie to nie bajka i zdarzają się wzloty i upadki i trzeba wspólnie - razem we dwoje sobie z tym radzić. Moja najbliższa rodzina zawsze była razem i pomimo przewlekłej choroby mojej mamy zawsze stawiała czoła temu czasami złemu losowi. Nie mam w najbliższej i dalszej rodziny przypadku rozwodów i poddania się, a zawsze dziadka czy babcię najbliżsi "dochowują" do śmierci a "nie oddaje" się ich do domu starców. Dla mnie Rodzina to jedność a dzieci są częścią nas samych i zawsze bez względu na swój wiek będą potrzebowały rodziców ale i także siebie nawzajem, chociaż jak sam byłem mały często "tłukłem się" ze swoją siostrą :angel:

Niestety moja druga połówka częściej "poddawała się i uciekała" twierdząc , że tam gdzieś są inne bardziej "szczęśliwe rodziny" często wskazywała konkretne pary znajomych, które prędzej czy później także przechodziły większy lub mniejszy kryzys małżeński. Zawsze niestety miała wyidealizowany obraz rodziny bo tak naprawdę jak sama często twierdziła w jej dzieciństwie w domu rodzinnym nigdy nie było miłości i od najmłodszych lat zawsze miała marzenie stworzenie idealnej rodziny. Niestety wśród rodzeństwa żony na chwilę obecną nikt nie zbudował szczęśliwego związku, a najstarszy brat choruje na CHAD oraz mama na od wielu lat zdjagnozowaną depresję.
Już po urodzeniu pierwszego dziecka w naszym domu wyglądało to mniej więcej tak, że ja się starałem i stawałem dosłownie "na głowie" by rodzinie nic nie zabrakło (pracowałem na 3 etatach i ciągnąłem studia) a ona pozostawała chłodna i wskazywała jak tam gdzieś inni tworzą "wspaniałą, idealną rodzinę" czym doprowadzała mnie często do szewskiej pasji. Po iluś takich jazdach, gdzie próbowałem na siłę tłumaczyć dla niej coś dla mnie "oczywistego" a ona na czasami wyprowadzać się z dziećmi "nie wiadomo gdzie" byłem na tyle niedojrzały, że nie wsparłem jej i nie zaproponowałem terapii dla każdego z nas, uciekłem w pracę i sukcesy zawodowe zdawały się "rekompensować" mi brak akceptacji zrozumienia ze strony żony a ona w tym czasie jak twierdzi "sama" wychowywała dzieci w czym ma dużo racji.

W międzyczasie przeżyłem "kryzys wieku średniego faceta" , którego w końcu ktoś "pokochał i zaakceptował" ale cały czas się źle czułem że zaniedbuję rodzinę bo w głębi wiedziałem, że najważniejsza jest rodzina i w końcu oprzytomniałem, a żona mi wybaczyła.

Od 3 lat okazało się obecnie, że cierpiałem na depresję związaną z problemami zawodowymi - pogłębiający się stres spowodował ucieczkę w internet (uzależnienie) i zaniedbanie dzieci, czy wręcz bardzo nerwowe moje zachowanie i częste napady złości. Doszło do tego że starsze prawie dorosłe dziecko z którym chodziliśmy do terapeuty ws uzależnienia od komputera (wiem wiem byłem hipokrytą) na okres wakacji "wyprowadziło się (uciekło)" na stancję. I w tym samym czasie w żonie nagle jak sama twierdzi coś pękło - stwierdziła że mnie nigdy nie kochała i dała dla nas (rodziny) 20 lat swojego życia i musi być teraz egoistką, stwierdziła, że dzieci to "oddzielne byty" i "może nawet lepiej że najstarsze dziecko mieszka na stancji bo może będzie jemu tam lepiej" oraz stwierdziła, ku mojemu osłupieniu że nie liczy że dzieci nas dochowają i zbiera środki by zapłacić za opiekę na starość. Nie ukrywam, że bardzo jej stanowisko mnie dziwiło bo pomimo tego że zawsze nas krytykowała to jednak dla dzieci zrobiła by wszystko a tu wyglądało że "na rękę" była wyprowadzka jednego z naszych dzieci i obóz wakacyjny drugiego. Twierdziła cały w tym czasi że nigdny mnie nie kochała i wyciągała tylko te złe wspomnienia, co wywołało u mnie niezwykłe poczucie winy i przez blisko miesiąc prosiłem, błagałem, obiecywałem poprawę zaczełem chodzić na terapię i rzeczywiście stosunek z dziećmi uległ wyraźnej poprawie na tyle, że zacząłem mówić ze starszym dzieckiem o powrocie jego do domu. Jednak nadal żona była bardziej odległa i wręcz powątpiewało w moją pracę nad sobą i dawała dobre rady abym nie "udawał" i dalej był sobą.
Przyczyną tych wszystkich zachowań okazało się niestety że zaczęła się spotykać z dawną swoją " młodzieńczą miłością" i ta wiadomość spadła mi jak grom z jasnego nieba. Otrzymałem całe dossier od "życzliwych" mi ludzi, którzy chcieli mnie złamać, co z resztą się udało, ze względu na funkcję społeczną jaką pełniłem.

Ja zawsze jej twierdziłem , że jeśli tylko kogoś "pokocha" ja ją na tyle kocham, że dla jej dobra usunę się. To przeświadczenie że "teraz" ONI stworzą nową "idealną i kochającą się rodzinę" RAZEM z moimi dziećmi sprawiło że się w jednej chwili "skończyłem" - widząc że nie mam z czego budować dla swoich dzieci , przedzwoniłem do faceta i grzecznie i kulturalnie chciałem potwierdzić że miał na uwadze i w planach nasze dzieci a następnie się pożegnać, a tu ..... niespodzianka oboje o tym nie myśleli ... z rozsypki po próbach samobójczych uratowała mnie najbliższa moja rodzina , którzy nie odstępując na krok załatwili lekarza , leki itd, teraz jestem ponad miesiąc od kryzysu , żona stwierdziła że z tym człowiekiem był to błąd i się z nim nie spotyka ale jest w rozsypce. Dalej uważa że coś w niej pękło. ..... Ja się pozbierałem b. szybko : z perspektywy czasu uważam że to co oni robili to była taka sama dziecinada jak niestety mój błąd . Obecnie intensywnie pracuje za nas dwoje, a fakt, że mi tak nie zależy podwaja efekty. Zależy mi żeby postawić ją na nogi, tym bardziej że została sama jak palec bo też przyczyną tego kryzysu jest zerwanie przez nią stosunków ze swoją rodziną. Co do uczuć niestety obawiam się że jej nie wybaczę ... ale czas pokaże

może ktoś się borykał z podobnymi problemami więc proszę o pomoc i podpowiedzenie czy do Meandry czy do Integry czy też na Leszczynową , może być na NFZ ale także i prywatnie cena nie gra roli

czekam na pilną odp

pdzr
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
19 wrz 2013, 01:16

[Białystok]

przez Immortal 19 wrz 2013, 02:41
Witam wszystkim jestem tu nowy
Potrzebuję fachowej porady - polecenia dwóch godnych terapeutów dla mnie i mojej żony. Myślałem o Pani Ani Zawistowskiej dla żony - ma dobre opinie na tym forum i kogoś dla mnie. Dodam, że rozpoczęliśmy także "terapię małżeńską" u Pani Oli Małus, odbywa się 1 na 3 tygodnie i jak na terapie małżeńską sądzę, że jest to właściwa "częstotliwość" bo zmiany zachodzą bardzo powoli, jednak ze względu głównie na stan mojej żony o którą się obawiam chciałbym wybrać dobrych specjalistów do równoległych terapii osobistych najlepiej psycholog i psychiatra w jednym. Powiedziano mi że była bardzo dobra osoba ale ta Pani wyjechała już jakiś czas do Suwałk.

W skrócie przybliżę swoje i nie tylko swoje problemy:
już ponad 20 lat jestem w związku z moją żoną, mamy dwójkę już prawie dorosłych i myślę pomimo tego całego naszego galimatiasu fajnych i inteligentnych dzieci, kochamy je bardzo mocno ale każde z nas wydaje mi się że na inny sposób
Na początku naszej znajomości byliśmy jak każdy związek w skowronkach i bardzo się kochaliśmy - mamy bardzo dużo listów pamiątek i zdjęć.

Jednak potem przyszła szara rzeczywistość. Po urodzeniu dzieci od początku to ja ciągnąłem wózek" zwany odpowiedzialną rodziną "na dobre i na złe" i "w zdrowiu i chorobie" twierdząc coś dla mnie oczywistego co wyniosłem ze swojego domu rodzinnego, że życie to nie bajka i zdarzają się wzloty i upadki i trzeba wspólnie - razem we dwoje sobie z tym radzić. Moja najbliższa rodzina zawsze była razem i pomimo przewlekłej choroby mojej mamy zawsze stawiała czoła temu czasami złemu losowi. Nie mam w najbliższej i dalszej rodziny przypadku rozwodów i poddania się, a zawsze dziadka czy babcię najbliżsi "dochowują" do śmierci a "nie oddaje" się ich do domu starców. Dla mnie Rodzina to jedność a dzieci są częścią nas samych i zawsze bez względu na swój wiek będą potrzebowały rodziców ale i także siebie nawzajem, chociaż jak sam byłem mały często "tłukłem się" ze swoją siostrą :angel:

Niestety moja druga połówka częściej "poddawała się i uciekała" twierdząc , że tam gdzieś są inne bardziej "szczęśliwe rodziny" często wskazywała konkretne pary znajomych, które prędzej czy później także przechodziły większy lub mniejszy kryzys małżeński. Zawsze niestety miała wyidealizowany obraz rodziny bo tak naprawdę jak sama często twierdziła w jej dzieciństwie w domu rodzinnym nigdy nie było miłości i od najmłodszych lat zawsze miała marzenie stworzenie idealnej rodziny. Niestety wśród rodzeństwa żony na chwilę obecną nikt nie zbudował szczęśliwego związku, a najstarszy brat choruje na CHAD oraz mama na od wielu lat zdjagnozowaną depresję.
Już po urodzeniu pierwszego dziecka w naszym domu wyglądało to mniej więcej tak, że ja się starałem i stawałem dosłownie "na głowie" by rodzinie nic nie zabrakło (pracowałem na 3 etatach i ciągnąłem studia) a ona pozostawała chłodna i wskazywała jak tam gdzieś inni tworzą "wspaniałą, idealną rodzinę" czym doprowadzała mnie często do szewskiej pasji. Po iluś takich jazdach, gdzie próbowałem na siłę tłumaczyć dla niej coś dla mnie "oczywistego" a ona na czasami wyprowadzać się z dziećmi "nie wiadomo gdzie" byłem na tyle niedojrzały, że nie wsparłem jej i nie zaproponowałem terapii dla każdego z nas, uciekłem w pracę i sukcesy zawodowe zdawały się "rekompensować" mi brak akceptacji zrozumienia ze strony żony a ona w tym czasie jak twierdzi "sama" wychowywała dzieci w czym ma dużo racji.

W międzyczasie przeżyłem "kryzys wieku średniego faceta" , którego w końcu ktoś "pokochał i zaakceptował" ale cały czas się źle czułem że zaniedbuję rodzinę bo w głębi wiedziałem, że najważniejsza jest rodzina i w końcu oprzytomniałem, a żona mi wybaczyła.

Od 3 lat okazało się obecnie, że cierpiałem na depresję związaną z problemami zawodowymi - pogłębiający się stres spowodował ucieczkę w internet (uzależnienie) i zaniedbanie dzieci, czy wręcz bardzo nerwowe moje zachowanie i częste napady złości. Doszło do tego że starsze prawie dorosłe dziecko z którym chodziliśmy do terapeuty ws uzależnienia od komputera (wiem wiem byłem hipokrytą) na okres wakacji "wyprowadziło się (uciekło)" na stancję. I w tym samym czasie w żonie nagle jak sama twierdzi coś pękło - stwierdziła że mnie nigdy nie kochała i dała dla nas (rodziny) 20 lat swojego życia i musi być teraz egoistką, stwierdziła, że dzieci to "oddzielne byty" i "może nawet lepiej że najstarsze dziecko mieszka na stancji bo może będzie jemu tam lepiej" oraz stwierdziła, ku mojemu osłupieniu że nie liczy że dzieci nas dochowają i zbiera środki by zapłacić za opiekę na starość. Nie ukrywam, że bardzo jej stanowisko mnie dziwiło bo pomimo tego że zawsze nas krytykowała to jednak dla dzieci zrobiła by wszystko a tu wyglądało że "na rękę" była wyprowadzka jednego z naszych dzieci i obóz wakacyjny drugiego. Twierdziła cały w tym czasi że nigdny mnie nie kochała i wyciągała tylko te złe wspomnienia, co wywołało u mnie niezwykłe poczucie winy i przez blisko miesiąc prosiłem, błagałem, obiecywałem poprawę zaczełem chodzić na terapię i rzeczywiście stosunek z dziećmi uległ wyraźnej poprawie na tyle, że zacząłem mówić ze starszym dzieckiem o powrocie jego do domu. Jednak nadal żona była bardziej odległa i wręcz powątpiewało w moją pracę nad sobą i dawała dobre rady abym nie "udawał" i dalej był sobą.
Przyczyną tych wszystkich zachowań okazało się niestety że zaczęła się spotykać z dawną swoją " młodzieńczą miłością" i ta wiadomość spadła mi jak grom z jasnego nieba. Otrzymałem całe dossier od "życzliwych" mi ludzi, którzy chcieli mnie złamać, co z resztą się udało, ze względu na funkcję społeczną jaką pełniłem.

Ja zawsze jej twierdziłem , że jeśli tylko kogoś "pokocha" ja ją na tyle kocham, że dla jej dobra usunę się. To przeświadczenie że "teraz" ONI stworzą nową "idealną i kochającą się rodzinę" RAZEM z moimi dziećmi sprawiło że się w jednej chwili "skończyłem" - widząc że nie mam z czego budować dla swoich dzieci , przedzwoniłem do faceta i grzecznie i kulturalnie chciałem potwierdzić że miał na uwadze i w planach nasze dzieci a następnie się pożegnać, a tu ..... niespodzianka oboje o tym nie myśleli ... z rozsypki po próbach samobójczych uratowała mnie najbliższa moja rodzina , którzy nie odstępując na krok załatwili lekarza , leki itd, teraz jestem ponad miesiąc od kryzysu , żona stwierdziła że z tym człowiekiem był to błąd i się z nim nie spotyka ale jest w rozsypce. Dalej uważa że coś w niej pękło. ..... Ja się pozbierałem b. szybko : z perspektywy czasu uważam że to co oni robili to była taka sama dziecinada jak niestety mój błąd . Obecnie intensywnie pracuje za nas dwoje, a fakt, że mi tak nie zależy podwaja efekty. Zależy mi żeby postawić ją na nogi, tym bardziej że została sama jak palec bo też przyczyną tego kryzysu jest zerwanie przez nią stosunków ze swoją rodziną. Co do uczuć niestety obawiam się że jej nie wybaczę ... ale czas pokaże

może ktoś się borykał z podobnymi problemami więc proszę o pomoc i podpowiedzenie czy do Meandry czy do Integry czy też na Leszczynową , może być na NFZ ale także i prywatnie cena nie gra roli

czekam na pilną odp

pdzr
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
19 wrz 2013, 01:16

[Białystok]

Avatar użytkownika
przez jatoja 19 wrz 2013, 15:42
Pipole czy ktos z was chodził na terapie grupowa na dziennym odziale leczenie nerwic?? jestem ciekawa czy psychoterpia pomogła?

-- 19 wrz 2013, 16:34 --

straszna tu cisza, a widze ze przedtem bylo duzo nerwusow. czyzby wszysyc juz sie ogarneli.. mysle nad terpia na odziale dziennym na leszczynowej ale wiaze sie to z tym ze strace praca( w sumie i tak w niej nie funkcjonuje,nie moge jesc, cigale mnie mdli,wymiotuje).co sadzicie o tej terpi warto zaryzykowac?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
22 sie 2013, 19:58
Lokalizacja
Nibylandiaaa

[Białystok]

przez plaulinal 20 wrz 2013, 21:11
Immortal napisał(a):Potrzebuję fachowej porady - polecenia dwóch godnych terapeutów dla mnie i mojej żony. Myślałem o Pani Ani Zawistowskiej dla żony - ma dobre opinie na tym forum i kogoś dla mnie.


Polecam Panią Anię. Zakończyłam terapię jakieś 5 miesięcy temu i w końcu po wielu próbach w różnych terapiach i latach czuję się dobrze:)Cóż za ulga!
Co do terapii małżeńskiej nie mam doświadczenia, ale na pewno warto i tak samo z indywidualną, choć to ciężka praca, nie raz może się pogorszyć, warto czekać na efekty!
A dla Ciebie może Pan Marek Dawidowicz?


może ktoś się borykał z podobnymi problemami więc proszę o pomoc i podpowiedzenie czy do Meandry czy do Integry czy też na Leszczynową , może być na NFZ ale także i prywatnie cena nie gra roli


Mnie z Meandry na Leszczynową kierowano, a większość specjalistów z obu poradni na Ciołkowskiego pracowali, więc myślę, że istotne jest jakie gdzie mają terminy i iść tam gdzie mogą zapewnić szybką pomoc.

jatoja napisał(a):Pipole czy ktos z was chodził na terapie grupowa na dziennym odziale leczenie nerwic?? jestem ciekawa czy psychoterpia pomogła?


byłam na dwóch takich terapiach i uważam, że bardzo pomagają!
Co z tego, że możesz stracić pracę, jak jeśli będziesz pracować stracisz życie?!!!

jatoja napisał(a):czy ktos z was leczyl sie w choroszczy ?? jak wygalda odział czy jest wyremontowan jak traktuja pacjenta..??jak czuba?

jest tam mnóstwo oddziałów, zależy o który Ci chodzi...?
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
11 mar 2011, 22:47
Lokalizacja
białystok

[Białystok]

Avatar użytkownika
przez eliza_w3 26 wrz 2013, 18:44
jatoja - ja prawdopodobnie od pazdziernika bede sie leczyla na oddziale dziennym leczenia nerwic na Leszczynowej ;) moge Ci zdac relacje jesli chcesz :D

***

ta terapia grupowa troche mnie przeraza, bo nie naleze do zbyt wylewnych ludzi ;) moze ktos juz leczyl nerwice w takiej grupie i moglby mi przyblizyc jak to wszystko wyglada :P
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
16 maja 2013, 12:01

[Białystok]

przez kratka123 06 paź 2013, 15:43
Cześć,

jak długo trzeba czekać na wizytę do psychologa/psychoterapeuty na oddziale dziennym na fabrycznej? Jak długo trwa czekanie na terapię grupową? Czy terapia trwa 6 m-cy? W jakich godzinach jest prowadzona terapia i po ile godzin?
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
06 paź 2013, 15:38

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do