A więc, jednak... Dałam radę, i co z tego...?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

A więc, jednak... Dałam radę, i co z tego...?

Avatar użytkownika
przez Mallu 30 paź 2009, 14:42
Dzień dobry.
A więc, jednak... Dzisiaj o wpół do czwartej, powinnam udać się razem z mamą na umówioną wizytę u psychologa. Bardzo, się boję... Mam ochotę zwinąć się w kłębek, i płakać. Płakać ze strachu, z poczucia bezradności. Nie chcę wychodzić z domu... Ani spotykać się, z innymi ludźmi. Tutaj jest najbezpieczniej... Choć nawet wyjście na korytarz, udanie się do łazienki czy jedzenie wiąże się z natręctwami... Na zewnątrz będzie jeszcze gorzej. Kiedy pomyślę o zbliżeniu się do nieznanych mi osób, o wymijaniu pęknięć, łączeń czy przebarwień płyt chodnikowych albo przechodzeniu przez ulicę... Zatłoczonym budynku liceum... (Bo tam znajduje się poradnia.) Tak bardzo, nie chcę tego robić. Co pomyślą ludzie, widząc mnie chuchającą na dłonie albo w niezidentyfikowany sposób skaczącą po korytarzu? Nienawidzę ich, nienawidzę siebie. Z jednej strony do tego dążyłam, z drugiej mam tego dosyć...

W szkole, wpadłam w histerię... Najwyraźniej strach przed nimi wszystkimi, a jeszcze dodatkowo konieczność publicznego wystąpienia, wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem... Dlaczego oni wszyscy, starają mi się pomóc na siłę? Nie chcę ich widywać... Nie chcę aby cokolwiek do mnie mówili, ani mnie dotykali... Boje się... Boję się, przebywać z nimi, boję się rozmów i tego co mogłoby w skutek nich wyniknąć...

Wracając do domu, zatrzymałam się uliczkę wcześniej i rozpłakałam... Nie mogłam wrócić, w takim stanie do domu, więc zadzwoniłam do... Do przyjaciółki. Myślę, że mogę ją nazywać, w ten sposób. Zanim cokolwiek powiedziałam, długo płakałam... A potem, zwierzyłam się jej ze wszystkiego. Tak bardzo nie chciałam, a żeby nie wzięła mnie za kogoś kto ma 'nierówno pod sufitem'. Zapewniła mnie, że nigdy w ten sposób nie pomyślała, ani nie pomyśli. (Następnie, analizy tego spotkania nie dawały mi spokoju... Nie dają do tej pory... Nie mogę przestać myśleć o tym, co zrobiłam albo powiedziałam źle. Moja znajoma, cierpi na zespół Alagille'a... Nigdy mi się nie skarżyła. Nie zwierzała. Ja też nie powinnam. Mój problem w porównaniu z jej, jest niczym... Więc...)

Z jednej strony potrzebuje kogoś bliskiego, a z drugiej chciałabym zostać całkiem sama, tak aby nikt nie powtarzał mi 'zejdź na dół, dotrzymam ci towarzystwa', 'wystarczy nie myśleć o takich rzeczach i wszystko minie samo'... Tak abym nie musiała udawać w ich towarzystwie, kogoś innego... Nie zauważenie wykonywać swoich natręctw i bać się, że mogę wydać im się kimś dziwniejszym niż do tej pory...


Tym razem postarałam się nie powtarzać. I... Obiecuję odpisać. To znaczy... Jeśli będę, miała komu postaram się to zrobić. Dziękuję za poświęcenie mi swojej uwagi. Wiem, że wiele osób ma kłopot znacznie większy od mojego, tak więc... Przepraszam...
We're all mad here~
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
11 paź 2009, 21:47

Re: A więc, jednak... Dałam radę, i co z tego...?

Avatar użytkownika
przez scrat 30 paź 2009, 14:51
Słuchawki na uszy i spróbuj jakoś się oddzielić od tego świata, zamknąć na ten czas w swoim, łatwo nie będzie.

Co więcej powiedzieć... Powodzenia.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do