Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez dumps 24 mar 2014, 19:30
hania33, no niby mi kazała brać 2 razy dziennie teraz, ale nie moge się wgl przyzwyczaić do tego, no nie ma opcji nawet budziki mi nie przypominają, ze mam drugi raz wziąć w ciągu dnia....tego jebanego psychola ;/

nerwa ale to jest takie dla mnie załamujące, bo ja wiem, że gdyby nie ta głupia choroba to bym miała dobre oceny, normalnie żyła i mature bym zdała z palcem w dupie ;/ a przez to gówno za przeproszeniem no nie moge mam dosc po prostu ;/ czemmu ja ;/

-- 24 mar 2014, 18:30 --

hania33, no niby mi kazała brać 2 razy dziennie teraz, ale nie moge się wgl przyzwyczaić do tego, no nie ma opcji nawet budziki mi nie przypominają, ze mam drugi raz wziąć w ciągu dnia....tego jebanego psychola ;/

nerwa ale to jest takie dla mnie załamujące, bo ja wiem, że gdyby nie ta głupia choroba to bym miała dobre oceny, normalnie żyła i mature bym zdała z palcem w dupie ;/ a przez to gówno za przeproszeniem no nie moge mam dosc po prostu ;/ czemmu ja ;/
Bo każdy walczy tu o przetrwanie
w świecie gdzie nic nie jest pewne
bądź pewien swojej woli walki
zbieraj siły, dąż do tego by coś zmienić!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
05 mar 2013, 10:25

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez DżejnRołs 24 mar 2014, 19:34
hej wiem, że trochę nie w temacie ale jakby ktoś był z Was tak dobry i pomógł mi w uratowaniu dupska przed obroną licencjatu byłoby miło:) A mianowicie chodzi o wypełnienie ankiety o badaniach prenatalnych link podaję niżej, z góry dziękuję za wypełnienie i poświęcony czas;) http://www.interankiety.pl/interankieta ... 2c41e4.xml
"W życiu piękne są tylko chwile"||••
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1740
Dołączył(a)
18 lis 2013, 23:25
Lokalizacja
Tarnów

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez AddictGirl21 24 mar 2014, 22:39
Może ataku lękowego nie mam ale dopadł mnie taki dół, że się w nim topię. Nawet prochy nie pomagają. Płaczę, wszystko wydaje się być takie ciemne bez światełka w tunelu. Czemu Ja? Czemu taki stan?.................Boję się samej siebie. Czuję się tak jakbym za chwilę miała oszaleć. Masakra. Dupa blada. Totalny wkurw i bezradność :silence:
...and I will pay for my sanity...<Efevelon 75mg, Perazin 200mg>
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1354
Dołączył(a)
21 sty 2014, 23:24
Lokalizacja
Nibylandia

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez wieslawpas 24 mar 2014, 22:42
DżejnRołs, jak tam na Ciebie dziala chloropixen?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7735
Dołączył(a)
06 maja 2009, 18:35

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez AddictGirl21 24 mar 2014, 23:11
wieslawpas, Chlorprotinxen jest słabiutki. Na mnie działał straszliwie. Nie dość, że nic nie dawał to jeszcze pogarszał mój stan :twisted:
...and I will pay for my sanity...<Efevelon 75mg, Perazin 200mg>
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1354
Dołączył(a)
21 sty 2014, 23:24
Lokalizacja
Nibylandia

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez wieslawpas 24 mar 2014, 23:39
mam te czerwne pigulki ale tez mam wrazenie ze jakies porazajaco mocne to one nie sa.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7735
Dołączył(a)
06 maja 2009, 18:35

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez evvelinka 25 mar 2014, 01:12
O matko co za dzień. Ja dziś do innego miasta jechałam pociągiem, po mieście autobusami.. żyję, ale jestem załamana. Endokrynolog mnie dziś zapytała co mi najbardziej dokucza, powiedziałam, że chwiania i bujania jak chodzę, powiedziała żeby sprawdzić kręgosłup szyjny. Pod koniec dnia tak mnie napier%$ał dolny odcinek kręgosłupa i nogi, że nie wiem. Non stop mnie bujało na wszystkie strony. W autobusie, pociągu, na spotkaniu super.. mogę się odprężyć, zrelaksować, a jak tylko zaczynam chodzić masakra. Dziś jak już wysiadłam z autobusu i szłam do domu myślałam, że już nie dojdę.. powoli, małymi kroczkami doczołgałam się jakoś, ale to była straszna tortura. Łzy mi ciekły po policzkach, w domu dostałam spazmów, że nie jestem w stanie normalnie funkcjonować jak człowiek, że nie jestem w stanie przejść kilku metrów.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
401
Dołączył(a)
31 lip 2013, 12:55
Lokalizacja
WWA

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Lisa_ 25 mar 2014, 09:48
evvelinka, Ja wczoraj dostałam jazd na to, że drżą mi palce i to na pewno ucisk jakiegoś krążka międzykręgowego na nerwy rdzeniowe, więc też kręgosłup... A chwiać mną też zawsze chwiało, ale po esci jest jakoś lżej mi chodzić... Więc u mnie chyba było to nerwicowe.
F41.0
Od 17.11.2014 bez leków.
27.03.2014 - 17.11.2014 - escitalopram 10 mg
Offline
Posty
322
Dołączył(a)
11 mar 2014, 14:37

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez evvelinka 25 mar 2014, 14:14
A ja nie wiem czy u mnie jest. Wiem, że przez ten 1km miałam z 10 razy ochotę stanąć i dzwonić żeby ktoś po mnie wyjechał. Bałam się, że się tak zatrzymam już i nie będę mogła zrobić kroku dalej :( Gdyby nadjeżdżał autobus, a ja musiałabym podbiec w życiu bym tego nie zrobiła.. czułam jakby zblokowało mi nogi. Do tego ten ból kręgosłupa i całych nóg. A najgorzej mi się robi jak postoję trochę i zaczynam iść.. zawsze mówię w myślach "o jezu" takie to straszne uczucie.. buja mnie wtedy niesamowicie.

Po wczorajszym dzisiaj czuję się znacznie gorzej, jakby mi się coś wczoraj nadwyrężyło/przestawiło w tym kręgosłupie znowu. Jestem jakaś przymroczona, dzwoni mi w uszach, mam napięciowe bóle głowy i szyi.. dopiero wstałam, a już chce mi się spać, czuję się jak wrak. Pojechaliśmy na chwilę do sklepu i od razu chciałam wracać tak dziwnie się czuję dziś. Już nie mogę się doczekać rezonansu, zapłacę tego tysiaka i będę miała spokój.. albo jakaś rehabilitacja albo terapia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
401
Dołączył(a)
31 lip 2013, 12:55
Lokalizacja
WWA

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez AddictGirl21 25 mar 2014, 18:26
Wracając z pracy dopadł mnie tak gówniany atak, że myślałam, że nie dojdę do domu. Serce podchodziło mi do gardła, tysiące okropnych myśli. Spocone ręce. Nogi jak z waty. Seryjnie myślałam, że zwariuję. Szłam tak i szłam a w środku jedna wielka masakra. Nienawidzę tych ataków, ślę je w diabły. Dodatkowo to uczucie chwiania się. Koniecznie muszę zrobić rezonans szyjnego odcinka kręgosłupa. Jak najszybciej bo jak tak dalej będzie sama się unicestwię. Szczerze mam totalnie dosyć siebie i swojej połamanej psychiki. Jak tylko weszłam do domu, wzięłam garść klonów i bromazepam. Jest lepiej ale co z tego. Całe życie na prochach?!? Piekielna wizja przyszłości. Już teraz się boję jutra, nie wiem jak dojdę do pracy, chyba się teleportuje :why:
...and I will pay for my sanity...<Efevelon 75mg, Perazin 200mg>
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1354
Dołączył(a)
21 sty 2014, 23:24
Lokalizacja
Nibylandia

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nerwa 25 mar 2014, 19:32
AddictGirl21, ehh wspolczuje :( pamietam jak jeszcze niedawno mialam non stop ataki w drodze do pracy, kazde dotarcie tam i powrot kosztowalo mnie naprawde duzo wysilku i nerwow - i ogolnie walki z samą sobą. Ale minie Ci, ja teraz, po kilku miesiac - jadac do pracy juz nawet nie mysle nigdy o atakach :) W ogole zadnego napiecia nie odczuwam po drodze, prawie jak kazdy normalny czlowiek ;)

Za to nie moge sie jeszcze przemoc zeby chodzic gdzies na imprezy itd. No i w sklepach bywa roznie, raczej staram sie nie brac zbyt duzych zakupow, bo jak mam duzo i wiem ze bede stac w kolejce dlugo, to juz generuje takie napiecie, i pewnie do ataków blisko..
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Offline
Posty
3823
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez evvelinka 25 mar 2014, 21:08
No ja też kiedyś miewałam atak za atakiem np. w autobusie, a teraz sobie siedzę i się "relaksuję" tzn. zwykle myślę od czego mnie tak chwieje ciągle i jak temu zaradzić. Nikt nie wie jakie to okropne uczucie i to trzymające non stop. Oczywiście zdarzają się zawroty głowy, uciski, szybkie bicie serca i poty, ale mam to już w dupie, wiem, że przejdzie i sobie po prostu siedzę spokojnie. Wiem, że to nerwowe. Gorzej z tym pieprzonym chodzeniem, które ni cholery nie wiem czy jest pozostałością nerwicy czy jakimiś dolegliwościami związanymi z kręgosłupem.. nawet w domu to mam jak chodzę, buja mnie i chwieje non stop, masakra :( Czuję się takim klocem bezwartościowym i że mam bardzo poważnie uszkodzony kręgosłup wymagający już tylko operacji.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
401
Dołączył(a)
31 lip 2013, 12:55
Lokalizacja
WWA

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez lony 25 mar 2014, 23:26
Zwykle nie miewam raczej ataków paniki. Pierwszy miałam kilka lat temu, dość poważny, na tyle, że zostało wezwane pogotowie, jest mi za to cholernie wstyd, ale naprawdę wtedy byłam pewna, że to coś poważnego. W każdym razie po przebadaniu okazało się, że wszystko w porządku. Po tym czasem mnie łapały słabsze i silniejsze ataki, ale na tyle na ile wiedziałam, że to tylko panika, tak dawałam sobie radę, np. chodząc po domu w tą i z powrotem albo po prostu przeczekując. Zwykle nie trwały one długo, ani nie były jakoś specjalnie uciążliwe. Dosłownie kilka razy w ciągu tych kilku lat musiałam zrezygnować przez nie z czegoś ważnego. I tak mi się żyło... Nie leczyłam się. Aż do tego dnia, mniej więcej tydzień temu, kiedy byłam dosłownie pewna, że umieram, że już po mnie, praktycznie żegnałam się już z całą moją rodziną. Leżałam sobie w łóżku, próbowałam zasnąć, czułam, że jestem za jakąś barierą, co było dziwne. Nigdy nie miałam takiego uczucia. Zaczęła mi mrowić twarz. Pomyślałam sobie, że wezmę laptopa i spróbuję się uspokoić. Tak też zrobiłam. Ale zaczęłam się jeszcze bardziej nakręcać. Czułam, że mrowi mi już nie tylko twarz, ale też ręce, ogólnie czułam się bardzo słabo. Pies leżał ze mną w łóżku. Nigdy tego nie robił, nie wieczorem. Pomyślałam sobie wtedy, że to pewnie dlatego, że umieram, przyszła się ze mną pożegnać. Czułam, że to prawda. Wtedy wstałam, próbowałam odgonić od siebie te myśli, zaczęłam chodzić po domu, ale nie pomagało. Czułam, że mrowią mi też nogi, a ja chodziłam w tą i z powrotem, jak zwykle. Zero poprawy. Czułam, że mam problem z oddychaniem, kręciło mi się w głowie, traciłam grunt pod nogami, postawiłam cały dom na nogi, panikowałam, byłam pewna, że oto koniec mojego żywota. Czułam, że to dlatego, że obiecałam Bogu, bądź innej sile wyższej, że poradzę sobie ze swoim życiem, 3 lata temu, a do tej pory nie zrobiłam nic i oto moja kara. No i cóż, wyszło jak wyszło. Mój ojciec wezwał pogotowie. Zalecono mi telefonicznie, żebym oddychała w jakiś worek, także usiadłam na pufie i oddychałam. I czekałam. Gibałam się w tył i w przód, trzęsłam się jak galareta, cały czas coś bełkotałam, kręciłam głową, czasem wstawałam i wychodziłam na balkon. Czułam, że jest odrobinę lepiej, ale tylko odrobinę. Pogotowie przyjechało i panika odeszła jak ręką odjął.
Czułam się strasznie. Już nigdy więcej nie chcę czuć czegoś takiego. Przynajmniej do zdarzenie zmotywowało mnie do pójścia do lekarza. Podstawowe badania krwi mam zrobione, wszystko ok. Na wynik EKG czekam, w piątek ma być (mam niby jakieś szmery w sercu - kolejny powód do nakręcania się).

Często też mam tak, że jak chodzę, czuję, że nie do końca panuję nad moimi członkami albo miewam wrażenie, że zaraz odlecę, jakby mój mózg nie był kompatybilny z resztą mojego ciała. Chciałabym dostać skierowanie do neurologa.

Do psychiatry mam wizytę za 2,5 miesiąca.
Mam nadzieję, że będzie lepiej.

Cholernie to wszystko żałosne.
Nie ma wolności dla człowieka, jak długo nie pokonał on strachu przed śmiercią.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
95
Dołączył(a)
23 maja 2011, 14:10

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Tenobcy 26 mar 2014, 15:47
Witam po raz kolejny. Właśnie wróciłem z wizyty u swojego psychiatry. Odbyliśmy dzisiaj długą rozmowę. Przypomnę, pojechałem do niego, z derealizacją dziwnym widzeniem, hipochondrią, depresją, bólami w jamie brzusznej i nie tylko. Dostałem elicee, po której czułem się o wiele lepiej, poźniej actavis mimo że to ten sam lek zaszkodził mi, lekarz powiedział że i tak byłem cierpliwy, normalni ludzie odstawili by ten lek po 5 dniach a ja brałem go 25 dni. Ogólnie hipochondria wyleczona prawia, czasami sobie jeszcze wkręcam, że mam raka czy coś. Bóli w jamie brzusznej trochę mniej. OD tego activisu dziwne widzenie pogorszone, uciski i bóle głowy, otępienie. Kazał odstawić powoli actavis i wypisał Moklar. Co sądzicie o tym leku? Brał lub bierze może ktoś? Na co zwracać uwagę, co może się dziać na początku? Cały czas też się zastanawiam nad terapią, bo mój psychiatra także jest terapeutą. Mam do niego zaufanie dlatego chciałbym iść chyba do niego. Spotkanie u niego są troszeczkę inne trwają aż 3 godziny, ciężko mi się zdecydować ale wiem, że chyba tylko odwlekam czas i to jest nieuniknione. Pozdrawiam czekam na odpowiedzi.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
14 gru 2013, 12:31

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 47 gości

Przeskocz do