Skocz do zawartości
Nerwica.com

Dręczące wspomnienia


mocarz

Rekomendowane odpowiedzi

Pisałem wcześniej już w temacie"Czytanie ze zrozumieniem" i wracam z tym problemem.

Nie mogę już tak żyć.Ciągle wracam myślami do przeszłości, do tych przykrych wydarzeń i czynności (dziwnych).Ja już na to nerwicę to cierpię od początku szkoły średniej:ciągle byłem nieobecny, twarz zasmucona ale często też wpadałem w ogromną radość.Nawet nie wiem z czego sie śmiałem.Śmiech nie do powstrzymania.Nie miałem kolegów.Jeśli już coś, to tylko spotykałem się z nimi w szkole.Nie lubiłem towarzystwa...cierpiałem w ich obecności i nie jednokroś byłem upokarzany i nie przejawiali do mnie szacunku.podali tylko ręce mi, a potem odchodzili, a ciągle w snach i wkurzony na wszystko co tam się działo.Chciałem być z nimi i rozmawiać a mnie głowa bolała od natłoku myśli.Obecnie, czytając cokolwiek lub oglądają cokolwiek w TV, moje myśli wędrują do przeszłości.Jakie to natrętne.Teraz już wiem na newno, że ze mną było wtedy bardzo niedobrze :( Obecnie normalnie jestem wkurzony na moich bliskich, dlatego że nie widzieli mojego samopoczucia, moich dziwnych zachowań. A o nerwicy sam się dowiedziałem, że coś takiego istnieje i zmaga sie z tym wielu ludzi zarówno starszych i młodszych. Normalnie nie wiem co z tym??psychoterapeutce musze o tym powiedzieć, koniecznie. a leki nie pomagają mi z tym kłopotem.Jak tu żyć chwilą obecną, jeśli ciągle powracam do przykrych wspomnień. jednym słowem "uspienie" :(

oj, ze mną to będą w przyszłości same problemy :( chyba poddam się chorobie ;(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

stary.. ja tez nie bylem lubiany w PODSTAWOWCE ... ale wziolem sprawe w swoje rece i juz w gimnazjum bylem lubiany znany w całej szkole itd.. nikogo sie nie balem itd.. liceum tez zajebiscie ...po tylu latach bycia kims w szkolach wrcam znow do czasow podstawoki gdzie bylem biednym cichy chlopcem ktory bal sie spedziciw silniejszym kolegom albo cos takiego... dopiero jak podroslem to wszystkich zaczolem lac i zyskalem szacunek :) tak sie zdobywa go.. no ale i tak pamietam wracam do przeszlosci to jest straszne bo te mysli sa natretne .... !! tylko antydepresanty pomagaja na takie cos..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sam często miewam sytuacje kiedy myślę sobie że już nie wytrzymam. Mam do tego zupełne prawo. Tak jak mam prawo do tego by czuć się źle i mówić sbie że jestem beznadziejny. Mam przwo do tego by sądzić o sobie i o ludziach w moim życiu że są okrutni, niewyrozumiali i bezwzględni. Jenak dochdzi do mnie głos że tak naprzwdę nie ma niczego bezwzglednego w ich słowach. Mają oni odmienne zdanie ode mnie co nie jest koniecznie złe. Jednak na jakiej podstawie mam wnioskować że to oni są źli? Przecież nawet nie pozwalam im na to by mnie zrozumieli. Nie daję im szansy na to by mnie zrozumieć. Nie dzieląc się z nimi moimi spostrzeżeniami nie daję szansy samemu sobie. Bez ludzi można zginąć i to mi właśnie daję siłę zrozumieć, że bez uzewnętrzniania siebie nie mogę w pełni egzystować. Powtarzam sobie, że obojętnie co nie yślę muszę zdobyć się na odwagę by sobie powiedzieć, że koniec. Koniec z poniewieraniem samym sobą. Nie mogę pozwolić na to bym sam miał siebie alienować. Kocham siebie do cholery i każdy mam prawo siebie kochać choćby nie wiem co takiego strasznego się działo. Choćby nie wiem jak mną szargano i tak wiem że posiadam wartość większą od każdego który mną "poniewiera". Kochanie siebie daje wiele do myślenia. Czyż nie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja bylam uwazana w szkolach za osobe wycofana,wyniosla,wszystkich dziwilo ze mozna lubic czytac ksiazki,zachwycac sie pieknem gor czy pisac pamietnik. Inni grali w butelke,pili piwsko,ja zawsze bylam z dala od tego.Nikt nie traktowal mnie jak oryginalnego wrazliwca tylko jak dziwaka.Stopniowo sie zaczelam przyzwyczajac,ze w kazdym nowym otoczeniu i tak nie znajde przyjaciol.Dopiero w liceum znalazlam 3 cudowne przyjaciolki,z ktorymi jestem do dzisiaj.Wiemy o sobie wszystko i czesto robimy babskie noce.Czuje,ze one mnie rozumieja.Wybaczaja i wspieraja zawsze i wszedzie, wiec jednak mozna..A podstawowka,studia czy jakies kolonie,obozy w dziecinstwie to byl koszmar samotnosci i niezrozumienia.Meza tez poznalam na necie po paru nieudanych innych probach z facetami.Ale takie bywa szczescie.Wiem,ze jestem osoba o kruchej konstrukcji psychicznej rozpaczliwie szukajaca wsparcia u innych...Tylko,ze trudno znalesc kogos na kim mozna sie wesprzec.Myslicie,ze my mamy przez te wrazliwosc trudniej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz Moniczko, dokladnie tak mysle, ze mamy trudniej przez ta wrazliwosc... bo cierpimy, bo jestemy nie rozumiani, bo ciezko nam z tego wyjsc...itd itd.

ALE!!!

po pierwsze zazdroszcze Ci tych przyjaciolek, bo to wazne miec kogos takiego i ciesz sie z tego faktu...

 

NO I TERAZ TE PIEKNE SLOWA............. ja uwazam, ze w tym naszym cierpieniu jestesmy wybranymi ludzmi. Dzieki naszej wrazliwosci potrafimy naprawde CZUC. Wielu ludzi popelnia bledy w swoim zyciu, ale nie wielu je dostrzega, my mamy ten dar, ze nasze cialo sygnalizyje nam o naszych bledach. Inni tego nie czuja i podazaja dalej droga nie nalezaca do nich, zyja powierzchownie i moze im sie tylko wydawac, ze sa szczesliwi...

My dzieki temu, ze szukamy przyczyn, mozemy zmienic nasze zycie, mozemy z tym wygrac, a wtedy poczujemy sie naprawde silni i szczesliwii juz twedy nikt nam nie podskoczy... to powoduje, ze my nie przejdziemy przez zycie ot tak...ale przezyjemy je doglebnie... i popatrzmy na to z tej strony.... :D:D:D

(Moniczko napisze Ci cos prywatnie)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kazdy z nas miewa chwile zwatpienia.ALe zawsze trzeba przynajmniej probowac,odrobine woli z siebie wykrzesac.Jednym slowem nie mozna sie poddawac.Wspomnienia maja to do siebie,ze powracaja jak bumerang w najmniej odpowiednim momencie ale czy tego sie da uniknac chyba nie wiec trzeba po czesci przywyknac.Ja czasem staram sie wylaczyc myslenie i to pomaga.Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Betty,moze to cudownie byc wrazliwym,odczytywac sygnaly otoczenia,miec to COS,wnetrze,oryginalnosc,nieuchwytny indywidualizm tylko pytanie-kom u to potrzebne?Chyba tylko nam samym,bo to nas dzieki temu,ze jestesmy tacy wrazliwi dopadla nerwica lekowa,silny stres,brak nadziei-to wszystko co potrafi zniszczyc kazda chwile zycia.I co nam wtedy po tej wrazliwosci skoro nawet nie wyjdziemy z domu,nic nie osiagniemy...No po co???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moniczko czasami tez mysle sobie, ze lepiej by bylo byc takim jak pewne osoby, ktore znam, zyjacy powierzchownie, przechodzacy przez zycie bez odczucia niczego, bo takim nic nie dolega....

ale nie jestem taka, mam taki charakter jaki mam, mam ta wrazliwosc i tego nie zmienie... a po pierwsze musze to zaakceptowac, co jest chyba najtrudniejsze w tym wszystkim... a potem jedyne co moge zrobic to sprobowac zmienic cos z moim zyciu co mi nie odpowiada, i rowniez moje nastawienie do pewnych spraw czy wydarzen, po to aby nie cierpiec... to co napisala swiadczy o tym, ze probuje po prostu doszukac sie lepszych stron w tym cierpieniu, bo i tak to mam, z tym walcze, i wierze, ze wyjde z tego...czego wam wszystki zycze :) :) :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A czy podczas wspominek odczuwacie klucie i bol serca?ja czesto budze sie w nocy,nie wiem co sie dzieje,gdzie jestem,wszystko lacznie ze mna sama wyglada nierealnie,nieprawdziwie,jakby dopadla mnie jakas schizofrenia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie zaczęło się to jakieś dwa lata temu - najpierw ni z tąd ni z owąd w szkole zaczął doskierać mi przerażliwy stres, nagle zacząłem rozpamiętywać i przejmować się każdą nieudaną sytuacją. Odbiło się to właśnie na czytaniu - bardzo lubiałem czytać, pochłaniałem spore ilości książek, gazet czasopism, ale z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej... Stopniowo najpierw podczas czytania odpływałem myślałem o czymś przyjemnym np. wyobrażałem sobie że jestem nad morzem, pięknie świeci słońce itd. (Teraz sobie uświadomiłem, że to były moje początki depresji...) potem podczas czytania czegokolwiek za nic nie mogłem się skupić, rozpamiętywałem wszystkie stresujące mnie sytuacje... w pewnym momencie całkowicie się odciąłem, dopadła mnie głęboka depresja, wpadłem w marazm, całymi dniami(i nocami) spałem, nie wychodziłem w ogóle z domu zero aktywności. Pamiętam jak w wiosnę wyszedłem do sklepu na spacer, na następny dzień miałem olbrzymie zakwasy.... a dziś... dziś jest tak samo źle a problem z czytaniem ma nieco inne podłoże... :( kiedy tak denerwowało mnie to "odpływanie" postanowiłem całkowicie zaprzestać rozmyślać o tych nieudanych sprawach i niby powiodło się, bo teraz podczas czytania nie myślę o tym, tyle że to wyewoluowało... kiedy zaczynałem 'odpływać' starałem się jak najbardziej skupić na tekście który czytam, na każdym zdaniu. Zaczełem rozmyślać o tym czy na pewno zapamiętałem to co czytam

zobacz sam http://www.forum.nerwica.com/nie-wiem-nawet-jak-to-opisa--vp32940.html?highlight=#32940

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×