Skocz do zawartości
Nerwica.com

moja niska samoocena niszczy mi zycie


Rekomendowane odpowiedzi

a zaczelo sie lata temu,cale wieki,juz w podstawówce,nie macie nawet pojecia jak ja nienawidzilam szkoly,nie myslalam nawet o studiach,nie dalabym rady znosic tych upokorzen...teraz zaluje,bo powinnam przelamac swoje leki,nie zrobilam tego,a to tylko pogorszylo mój stan.bylam prymusem,musialam byc najlepsza,srednia 5.0,czerwone paski,nagrody,stypendia,...a mieszkalam w jednopokojowym mieszkaniu z rodzicami(ojcem alkoholikiem) i starszym bratem.kuchnia,i pokój,i tyle.uczylam sie przy kuchennym stole,przy slabym swietle,stad moja wada wzroku,powaznie utrudniajaca zycie.cale zycie czulam sie gorsza,beznadziejna,nadwaga i klopoty z zawieraniem przyjazni.

bardzo kochalam swego ojca.nawet gdy byl pijany,nigdy mnie nie skrzywdzil,skrzywdzil moja mame i siebie....,a potem zmarl,nagle,w pewien listopadowy wieczór ,gdzies na melinie.

Czasem ogarnia mnie takie poczucie beznadziejnosci,....widze jak zyja inni,pra do przodu,osiagaja sukcesy,a ja stoje w miejscu.mam marzenia,mam plany ale jesli nie uwierze w siebie,to tak zostanie,bede marzyc i tyle...nie chce tak,a z kazdym dniem czuje sie gorzej....

mam synka,kocham go ponad wszystko,jest cudowny,ale przylapuje sie na tym,ze porównuje go z reszta dzieci,wydaje mi sie,ze rozwija sie wolniej,a wiem,ze tak nie jest.nienawidze sie za te mysli,nie okazuje mu tego,wiem jak to boli,powtarzam mu,ze jest wspanialy,cudowny,ze dla mnie zawsze bedzie najlepszy,ze moze wszystko,ze jesli tylko czegos zapragnie,spelni sie,....czemu mnie nikt,nigdy tak nie mówil,...a dzis zrozumialam,ze to czy mój maly bedzie umial czytac w wieku 4 lat,czy jeszcze przed trzecimi urodzinami wyrecytuje mi alfabet,wogle nie ma znaczenia....spójrzcie na mnie,taki geniusz,a utknelam na samym dnie,i nie potrafie sobie pomóc,bo zabraklo mi w zyciu pewnosci siebie i uporu,nie wierzylam,ze moge wygrac,nikt we mnie nie wierzyl...a szkoda...a teraz mój apel,...mówcie dzieciom,ze sa wspaniale,dzielne,kochane,ze bedziecie je kochac,zawsze,bez wzgledu na wszystko,,i ze szkola,dziecinstwo przemija,ze wszystko przemija,smutki tez,ale wasza milosc jest wieczna,wtedy beda silne i spelnia marzenia swoje,a moze i wasze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No wszystko OK, ale zakladam, ze widzisz gdzies problem i chcialabys znalezc jego rozwiazanie. Rozwiniesz to? Jak na razie wiemy tylko, ze masz fajne dziecko, mialas trudne dziecinstwo ktore niestety jeszcze krwawi i blizej nieokreslone wizje przyszlosci. Jest jakich tata Twojego synka? Jakas praca? Plany? Pozdrawiam ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj.Smutne to co piszesz.Jesteś mądra , wrazliwą dziewczyną .Szkoda , że pisesz o sobie , niejako w czasie przeszłym.Jestes młoda.Nie myśl o sobie tak żle.Chociaż spróbuj..Jeśli będzisz taka zalekniona i niepewna , będziesz wciaż nieszczesliwa.Walcz o siebie.Nie poddawaj się.Nie mów o sobie "jestem gorsza"!! Bo nie jesteś!! Powtarzaj to sobie codziennie.Pisz do mnie na priva jeśli chcesz pogadać.Pracujesz? Jak sobie radzisz ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rozwinac temat?

w wieku 16 lat zakochalam sie bez pamieci w pewnych facecie,starszym od mnie o prawie 6 lat.ideal,student,przysojny,wyluzowany,....mój Krzysiek.wszytsko bylo takie piekne,namietne,tajemnicze,on ,nasze tajemnice,dyskretny seks w niedyskretnych miejscach....bylo wspaniale.Zanim skonczylam 20 lat,zamieszkalismy razem,200 km od domu,zdala od mojje rodziny,która nigdy go nie zaakceptowala i od jego rodziców,którzy uwazali go za smiecia.bylo fajnie,pierwsza wspólna gwiazdka,nasza ostatnia zarazem,...balam sie odezwac,balam sie oddychac,gdy byl w gorszym nastroju,balam sie go,...krzyczal ,wyzywal,ranil,potem przepraszal,by ranic jeszcze bardziej.....a potem go zdradzilam,z kims przypadkowym....dowiedzial sie i to byl koniec.potem bylo kilku,moze kilkunastu facetów,kilku naprawde dla mnie waznych,...wszystko bylo takie beznadziejne,zpieprzylam sprawe,....kiedy juz przegralam wszystko brat kupil mi bilet na samolot do uk...cztery lata temu.Tu poznalam Piotra,zamieszkalismy razem,....potem, milosc sie skonczyla,....i kiedy planowalam sobie przyszlosc bez niego,okazalo sie,ze jestem w ciazy.I kocham swojego synka,ale z Piotrem nie jestem szczesliwa,nic nas nie laczy,nie dogadujemy sie w lózku,dla mnie seks móglby nie istniec,a on tego nie próbuje zrozumiec.ciezko pracuje by zapewnic mi i naszemu synkowi dostatnie zycie,nie pije,nie zdradza mnie,jest porzadnym facetem,i przez to czuje sie jak niewdzieczna suka.On mnie nie zna,wysmiewa sie z moich uczuc ,leków i obaw.dla niego zycie jest czarno biale,,wszystko jest jasne i proste,nie rozumie,ze moge czuc sie samotna,nawet gdy on jest obok.Pogmatfane to wszystko.zal mi mojej przeszlosci,ciagle do niej wracam,kazdego dnia.chce zapomniec ale nie potrafie zyc chwila,wszystko byloby wtedy prostsze.Smieje sie do ludzi,patrze prosto w oczy,ostatnio uslyszalam,ze jestem szczesciara,ze tak odwaznie brne przez zycie,nie rozzalam sie nad soba.zabawne moze naprawde tak to wyglada z zewnatrz,....musze byc swietna aktorka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

całe życie słyszałam wyłącznie krytyke od strony mamy nigdy słowa pochwały. Przekładała na mnie swoje niezadowolenie z życia. jak czytam twój post to jak bym słyszała samą siebie. Do tego stopnia brakowało mi miłości w domu, że chciałam jako 8 letnie dziecko uciec nawet się spakowałam. Nigdy mnie nikt nie chciał w tym domu... A jak moja strasza siostra urodziła dziecko to obie zaczeły się na mnie wyżywać do granic możliwośći. NIe potrafiłam się bronić przed nimi. Słyszałam, że jestem jebnięta, ułomna, pierdol.. gupia i wiele gorszych, że wszystkie dzieci są lepsze odemnie i zadziałała samo spełniająca się przepowiednia. Dorosłam i zbudowałam swój nędzny obraz siebie jak chciała kurw.. mamusia. Cierpie nie prezciętnie z powodu przemocy słownej jaką doznałam. Skończyłam liceum super wyniki i co i nie usłyszałam od mamy słowa pochwały tylko 100 zł za licencjat też dostałam pieniążki i zero dobrego słowa... tylko krytyke, która mnie biczowała do krwawych ran. Róznież stoje w miejscu jeżeli chodzi o życiowe sukcesy. Nie wiem czy dam radę skończyć tego magistra.

I podobnie apeluje do wszystkich mam żeby mówiły dziecią, że potrafią, że są zdolne że są grzeczne i że jesteście nich dumne jakie by nie były. Bo każde dziecko patrzy póżniej na siebie przez pryzmat dorosłych.

Mi psycholg poiedziała że przeżywam depresje za matke. Nie mogłam tego zrozumieć przez długi czas.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Droga Kasiu, chyba trzeba być zupełnie nie czułym, żeby już w pierwszym Twoim poście nie widzieć problemu. No bo życie z rodzicem alkoholikiem, to przecież żaden problem?!!!!. Ja sama miałam taką sytuację mój ojciec pił, znęcał się psychicznie nie tylko nad mamą, ale i nade mną. I ja też mam 4-letniego synka, i też jest moją radością i szczęściem. Od kiedy pamiętam miałam objawy nerwicy, tylko jeszcze wtedy nie wiedziałam jak się fachowo nazywa moja choroba. Doszła też potem depresja. Brałam leki, chodziłam do psychiatry. Nie wiem czy powinnaś iść do takiego lekarza, ale na pewno powinnaś pójść do psychologa. Terapia, terapia i jeszcze raz terapia, rozliczenie się z dziecinstwem, o którym tak częto myślisz. Przeczytaj też książkę TOKSYCZNI RODZICE Susan Forward i zrozumiesz, że niska samoocena to efekt Twojego dzieństwa.

Piszesz, że miałaś same piątki i ciągle dążyłaś by być najlepsza, super się uczyć. Ja też tak miałam, bo liczyłam, że w ten sposób mój chory na alkoholizm ojciec zwróci wreszcie na mnie uwagę i powie mi coś miłłego. Niestety tak nie było.

Obecnie jesteś nieszczęśliwą osobą, tkwisz w jakiejś próżni, bez miłości, co myślę, że powinnaś zmienić. Niska samoocena mówi Ci, że nie zasługujesz na nic lepszego, na kogoś, kogo kochasz. A tak przecież nie jest. Cytat z książki: Dorosłe dzieci alkoholików otrzymują w spadku po rodzicach niepohamowany gniew, przygnębienie, brak radości, podejrzliwość, chore związki i przerost poczucia odpowiedzialności...... . Trzymaj się!!! M.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie ma czegos takiego jak niska samoocena. to jest tylko zludzenie, ale dosc realne. chodzi o percepcje, postrzeganie swiata. mozg przetwarza swiadomosc tak samo jak transformator prad elektryczny. to jest takie proste. jak dobrze ustawisz transformator to bedziesz mial napiecie jakiego chciales i tak samo jest z mozgiem,zeby dobrze funkcjonowal musisz zadbac o odpowiednie dobranieleku, dawek. lek wplywa na mozg, a mozg na percepcje. a percepcja na cale twoje zycie. wiec lepiej szukaj kumatego psychiatre, ale sam sie tez interesuj tym co bierzesz, a nie tylko zdawaj sie na laske lekarza, bo on to tylko dla kasy robi, a czy ciebie to wyleczy to juz totolotek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

oj nie zgodze sie z Toba zupelnie. Wlasnie jakos na tym forum dominuje tendencja, ze na kazdy problem najlepsze jest lekarstwo. Sluszna uwaga, ze umysl mozna zaprogramowac, jednak po co od razu lekami. czy nie lepiej skupic sie na tym, zeby popracowac nad swoim spostrzeganiem siebie, swiata, innych ludzi. Nie mozna brac leku w nieskonczonosc, poza tym to nie ma co sie oszukiwac - maja duze skutki uboczne. Oczywiscie, ze sa sytuacje kiedy nie ma wyjscia, jednak mysle, ze to naprawde gdy nie ma wyjscia powinnismy siegac po leki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

p. Marto -skoro wypowiada sie tutaj Pani jako psycholog, to chyba powinna Pani zauwazyc ze dlatego tyle osob bierze leki bo ma czesto dosc powazne (objawy somatyczne i inne, ktore uniemozliwiaja normalne funkcjonowanie) zaburzenia/choroby psychiczne. Dlatego tez na początek leki to podstawa w jakis (90%) tutaj przypadkow. W powyzszych postach takze ludzie wcale nie sugeruja brania leków a jedynie, wizyte u lekarza, wiec prosze nie odradzac ludziom takiej wizyty. Co do leków sa rozne opinie, sa badania które pokazuja że leki sprawdzaja się swietnie, sa badania ze lepiej sie sprawdza psychoterapia, wszystko zalezy od indywidualnego przypadku, ktory powinien rozwazyc lekarz osobiscie, który pozniej pokieruje leczeniem pacjenta (odesle ewentualnie do psychologa).

Kaska coz...trzeba poukladac swoje zycie. Po 1) zdecyduj czy chcesz byc z Piotrem, a jak nie to odejdz. Po 2) nie pakuj sie znowu w przelotne zwiazki, bo skonczy sie podobnie, daj sobie czas na przemyslenia, naucz sie byc sama. I skorzystaj z pomocy psychologa/badz psychiatry, bo potrzebujesz wsparcia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

też mam totalnie niską samoocenę, od lat, z wiekiem niestety nic się nie zmienia, poza tym, że się do tego przyzwyczaiłem, że jestem do dupy.

Da się z tym żyć, pewnie, że czasem nachodziły mnie wątpliwości, ogarniał jakiś smutek, miałem w pewnym okresie pragnienie bycia docenionym przez kogoś, przez już byłych najbliższych......

 

Ale to tak, jak z chęcią posiadania dziecka. Gdy się przejdzie ten moment, okres, gdy chcica na macierzyństwo jest największa, to potem ona zanika, u mnie instynkt macierzyński zanikł w ciągu pół roku, od momentu, gdy się pojawił. Też można przez to przejść, w końcu jeszcze żyję, pomimo ciągłych niepowodzeń, życia na czyjś koszt, pewnej beztroski życiowej, ale wynikającej z bezradności i braku talentu, a nie z lenistwa.

 

-- 11 maja 2011, 23:41 --

 

całe życie słyszałam wyłącznie krytyke od strony mamy nigdy słowa pochwały. Przekładała na mnie swoje niezadowolenie z życia. jak czytam twój post to jak bym słyszała samą siebie. Do tego stopnia brakowało mi miłości w domu, że chciałam jako 8 letnie dziecko uciec nawet się spakowałam. Nigdy mnie nikt nie chciał w tym domu... A jak moja strasza siostra urodziła dziecko to obie zaczeły się na mnie wyżywać do granic możliwośći. NIe potrafiłam się bronić przed nimi. Słyszałam, że jestem jebnięta, ułomna, pierdol.. gupia i wiele gorszych, że wszystkie dzieci są lepsze odemnie i zadziałała samo spełniająca się przepowiednia. Dorosłam i zbudowałam swój nędzny obraz siebie jak chciała kurw.. mamusia. Cierpie nie prezciętnie z powodu przemocy słownej jaką doznałam. Skończyłam liceum super wyniki i co i nie usłyszałam od mamy słowa pochwały tylko 100 zł za licencjat też dostałam pieniążki i zero dobrego słowa... tylko krytyke, która mnie biczowała do krwawych ran. Róznież stoje w miejscu jeżeli chodzi o życiowe sukcesy. Nie wiem czy dam radę skończyć tego magistra.

I podobnie apeluje do wszystkich mam żeby mówiły dziecią, że potrafią, że są zdolne że są grzeczne i że jesteście nich dumne jakie by nie były. Bo każde dziecko patrzy póżniej na siebie przez pryzmat dorosłych.

Mi psycholg poiedziała że przeżywam depresje za matke. Nie mogłam tego zrozumieć przez długi czas.

 

 

bo często rodzicami zostają osoby, nie mające predyspozycji do bycia ojcem, matką, stąd to wyżywanie się psychiczne na dziecku, brak zrozumienia, nieumiejętność postawienia się w sytuacji dziecka, doceniania jego choćby najmniejszych sukcesów, dopingowania go do rozwoju pasji, zainteresowań, do posiadania kolegów, zawiązywania przyjaźni. Są rodzice, którzy to doskonale rozumieją i ich dzieci są w dorosłym życiu szczęśliwe. Ale jeżeli dziecko przechodzi przez podstawówkę samotnie, nikt go w domu nie odwiedza, on nie odwiedza innych nigdzie ie bywa z kimś, wszędzie sam, to jest to nienormalne i tylko żal, takie samotnictwo bardzo się odbija na późniejszym dorosłym życiu.

 

-- 11 maja 2011, 23:48 --

 

oj nie zgodze sie z Toba zupelnie. Wlasnie jakos na tym forum dominuje tendencja, ze na kazdy problem najlepsze jest lekarstwo. Sluszna uwaga, ze umysl mozna zaprogramowac, jednak po co od razu lekami. czy nie lepiej skupic sie na tym, zeby popracowac nad swoim spostrzeganiem siebie, swiata, innych ludzi. Nie mozna brac leku w nieskonczonosc, poza tym to nie ma co sie oszukiwac - maja duze skutki uboczne. Oczywiscie, ze sa sytuacje kiedy nie ma wyjscia, jednak mysle, ze to naprawde gdy nie ma wyjscia powinnismy siegac po leki.

 

 

i ja jestem w takiej sytuacji, wiem, że leki będę przyjmował do śmierci.

A tak na marginesie, to zastanawiam się, skąd w wielu poglądach, jak u ciebie, występuje pewnego rodzaju afirmacja życia /działania uboczne leków, itp/. Nie lepiej krótko, a dobrze? Co ma z życia człowiek dbający o jego jakość non stop, gdy w pewnym momencie staje przed lustrem pomarszczony, schorowany, niepełnosprawny, gdzie wyjście do sklepu stanowi nie lada wyzwanie. Długość życia ma być wg ciebie priorytetem? Dla mnie jakość.

 

-- 11 maja 2011, 23:52 --

 

nie ma czegos takiego jak niska samoocena. to jest tylko zludzenie, ale dosc realne. chodzi o percepcje, postrzeganie swiata. mozg przetwarza swiadomosc tak samo jak transformator prad elektryczny. to jest takie proste. jak dobrze ustawisz transformator to bedziesz mial napiecie jakiego chciales i tak samo jest z mozgiem,zeby dobrze funkcjonowal musisz zadbac o odpowiednie dobranieleku, dawek. lek wplywa na mozg, a mozg na percepcje. a percepcja na cale twoje zycie. wiec lepiej szukaj kumatego psychiatre, ale sam sie tez interesuj tym co bierzesz, a nie tylko zdawaj sie na laske lekarza, bo on to tylko dla kasy robi, a czy ciebie to wyleczy to juz totolotek.

 

 

ależ naturalnie, że jest coś takiego, jak niska samoocena.winni są rodzice, sposób nagradzania, karania, rozmowy z dzieckiem, często sprowadzające się do zdołowania dzieciaka, zamiast pocieszenia i znalezienia wyjścia z sytuacji.

 

-- 12 maja 2011, 00:22 --

 

Witaj.Smutne to co piszesz.Jesteś mądra , wrazliwą dziewczyną .Szkoda , że pisesz o sobie , niejako w czasie przeszłym.Jestes młoda.Nie myśl o sobie tak żle.Chociaż spróbuj..Jeśli będzisz taka zalekniona i niepewna , będziesz wciaż nieszczesliwa.Walcz o siebie.Nie poddawaj się.Nie mów o sobie "jestem gorsza"!! Bo nie jesteś!! Powtarzaj to sobie codziennie.Pisz do mnie na priva jeśli chcesz pogadać.Pracujesz? Jak sobie radzisz ?

 

mówienie za kogoś, pocieszanie na ślepo? nie tędy droga.

To nie dziecko, które wierzy w św. mikołaja.

Każdy z czasem dostrzega, że faktycznie jest nie taki błyskotliwy jak Kuba Wojewódzki, czy Maria Czubaszek.

Widzi, że nie ma talentu, jaki mają być może jego znajomi, nie ma formy, nie ma auta, ledwo wiąże koniec z końcem, również uczuciowo, mentalnie.

Moim zdaniem, żeby nie oszaleć ani zawczasu i być może niepotrzebnie, nie odebrać sobie życia, trzeba do własnej ułomności przywyknąć, oswoić się ze sobą, z tym, że jestem taki i się nie zmienię. Być może zaakceptuje mnie kiedyś ktoś, jakim jestem, a może nie, może zawsze będę w dole, sam z sobą, ze swoją pustką i niepewnością.

Gdy się ludzie z tym nie godzą, gdy mają dość, to dzieje się różnie; ucieczka w alkohol, dragi, samobójstwo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam!

 

Niska samoocena funkcjonuje na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Niskiej samooceny nie wolno mylić z wyrażaniem krytyki na swój temat lub przyznaniem się do jakiejś swojej słabości. Osoba o niskiej samoocenie ma tendencję do uogólniania: „Jestem do niczego”, „Nic mi nie wychodzi”, „Nikt mnie nie lubi” itp. Niska samoocena jest czymś destrukcyjnym, mającym wpływ na całe życie. Niszczy powoli od środka. Skrajnie niska, nieadekwatna samoocena, ignorująca osobiste sukcesy, może doprowadzić do rozwoju pełnoobjawowego zaburzenia, np. depresji czy alkoholizmu. Zaniżone poczucie własnej wartości funkcjonuje trochę na zasadzie źle wyregulowanej lornetki - umysł każe skupiać się tylko na porażkach, na beznadziejności, każe stawiać sobie coraz wyżej poprzeczkę, nie akceptować błędów, karać się za niepowodzenia, samo-krytykować się, zaniedbywać siebie, ignorować swoje potrzeby itp. Kiedy człowiek ma niską samoocenę, wykazuje tendencje do zaniżania prawdopodobieństwa odniesienia sukcesu, nie wierzy we własne możliwości, co przekłada się na mniejsze zaangażowanie i mniejszy wysiłek podczas wykonywania zadań, faktycznie prowadząc do spadku uzyskiwanych wyników i potwierdzając i tak już niską samoocenę.

 

To prawda, że fundamenty poczucia własnej wartości budują przede wszystkim rodzice i to, co przydarza nam się w okresie wczesnego dzieciństwa. kasia070283, myślę, że twoje problemy, brak pewności siebie, pesymizm, smutek i niska samoocena wynikają nie tylko z agresji słownej matki, jej braku szacunku do ciebie, ale także z choroby alkoholowej ojca oraz przeżyć z okresu dorastania, które mogły być wtórne do trudności rodzinnych. Nie bez znaczenia może być tu również syndrom DDA. Za radą marlena1977, polecam książkę "Toksyczni rodzice" Susan Forward oraz coś bardziej optymistycznego "6 filarów poczucia własnej wartości" Nathaniela Brandena. Dla zainteresowanych polecam linki:

http://portal.abczdrowie.pl/niska-samoocena

http://portal.abczdrowie.pl/toksyczni-rodzice

http://portal.abczdrowie.pl/dorosle-dzieci-alkoholikow

 

Pozdrawiam wszystkich

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×