Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Holybreath

Brak tematów do rozmów

Rekomendowane odpowiedzi

Witam

 

Od roku regularnie uczeszczam na psychoterapie. Mniej wiecej moj problem jest rozpoznany jako fobia spoleczna-zaburzenie osobowosci. Pisze mniej wiecej gdyz ani z jednym ani z drugim problemem nie utozsamiam sie w pelni. To znaczy nie rozpoznaje tego jako faktyczne zrodlo mojego problemu.

 

Tutaj chcialbym zapytac Was - czy tez podobnie jak ja macie problem z takim zwyklym porozumiewaniem sie z ludzmi? Chodzi mi o to, ze ja najczesciej nie potrafie na dluzsza mete podtrzymac kontaktu. Po chwili rozmowy, po wymianie jakichs podstawowych stwierdzen na jakis temat w glowie pojawia mi sie pustka. Nie mam kompletnie o czym rozmawiac. I to niewazne czy jest to ktos bliski z mojej rodziny czy osoba ktorej nie znam zbyt dobrze. Moze to byc nawet ktos kogo lubie i z kim mam szczera ochote tak zwyczajnie porozmawiac.

Czasem usilnie szukam w glowie czegos o czym moglbym powiedziec albo zapytac ale nic sie nie pojawia. Jest to jeden z glownych powodow dla ktorych jestem sam, to znaczy nie w zwiazku. Kilka razy w przeszlosci kiedy bylem dluzej z dziewczyna zawsze wczesniej czy pozniej pojawial sie ten problem. Po kilku tygodniach wszystko o czym moglem powiedziec sie konczylo i znow pojawiala sie ta znana pustka. Klopotliwe milczenie i.. W konsekwencji rozpad zwiazku.

 

Tez problem wiaze sie z moim glownym problemem. Gdyz zeby miec o czym porozmawiac trzeba miec jakis przeplyw bodzcow z zewnatrz przez swiadomosc. Zazwyczaj jest tak, ze przezywamy rzeczywistosc zewnetrzna - tak ogolnie rzecz biorac. Jestesmy otwarci i niczego nie filtrujac pozwalamy temu co dzieje sie na zewnatrz nas a takze tego co dzieje sie w nas poprostu przeplywac przez nasza swiadomosc. Te tresci ktore jakos bardziej nas poruszaja gdzes zapamietujemy i mamy spontaniczna ochote zeby sie nimi podzielic. Taki jest jak mysle naturalny proces ktory umozliwia wlasnie takie ludzkie rozmowy.

 

W moim przypadku, jak mysle jest tak, ze nie pozwalam na swobodny przeplyw tych bodzcow z zewnatrz przez moja swiadomosc. Wydaje mi sie, ze gdzies bronie sie przed tym zeby cos co przychodzi z zewnatrz dotarlo do mnie na tyle gleboko zeby mnie poruszylo.

 

Czy ktos z Was ma podobnie?

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Moze po prostu jestes z natury wygodny i chcesz by za Ciebie prowadzic rozmowe, albo moze byc i tak ze moze to byc zwiazane z zaburzeniem osobowosci lub schizofrenia. Nie chce Cie straszyc ale moze tak byc. Bo nieumiejtnosc rozmow, odsuwanie sie od ludzi, itd to takze wystepuje w schizo. Moze nie chcesz lub nie umiesz nawiazywac kontaku blizszego z osoba, to takze wskazuje na to ze z rodzina nie masz o czym pogadac. Ja radzilabym wybrac sie do innego psychiatry i jeszcze raz opowiedziec o swoim problemie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psycholog wykluczył u mnie schizofrenie. Tak jak pisalem moja terapia trwa juz od roku a opisany przeze mnie problem trwa od kiedy pamiatam czyli pewnie kilkanascie lat albo i dluzej. Wiec jesli mialby to byc powod do rozpoczecia u mnie jakiejs powazniejszej choroby umyslowej to chyba juz by sie to stalo.

Oczywiscie to nie dlatego ze to ja jestem wygodny i ze chce zeby ktos za mnie rozpoczynal rozmowe i ja prowadzil. Jesli by tak bylo to po co bym o tym pisal. Jest to dla mnie ogromny problem i jesli bylbym w stanie to z przyjemnoscia zaczynalbym i prowadzil rozmowe. Zreszta mam w doswiadczeniu pewne przeswity normalnosci kiedy czuje pewne otwarcie na rzeczywistosc i wtedy sam chetnie wiele mowie i nie jestem bynajmniej leniwy.

 

Napisalem ze ten problem dotyczy tez bliskich po to zeby ktos nie odpisal ze jestem poprostu niesmialy i ze mam problemy z nawiazywaniem kontaktow.

 

Mysle ze ten problem o ktorym pisze jest bardzo mocno powiazany z moim glownym problemem i jest tak naprawde tylko objawem tego co stanowi wlasnie zrodlo i zasade tego z czym sie borykam.

 

Dlatego tez licze na to ze moze znajdzie sie ktos kto odczuwa podobnie, dla kogo znalezienie tematu do rozmowy i podtrzymanie kontaktu tez jest problemem. Bo byc moze okaze sie ze mamy wiecej podobnych objawow co mogloby pomoc w ostatecznym zrozumieniu i ustaleniu tego co tak naprawde mi dolega.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Psycholog nie jest lekarzem, jak masz tylko diagnoze od psychologa to sorry ale to zadna diagnoza. Psycholog tylko wstepnie diagnozuje, opinie wystawia psychiatra.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:) Czyli psycholog dlatego ze nie jest lekarzem psychiatra nie potrafi zdiagnozowac choroby umyslowej po roku terapii? A kilka zdan z postu tak?

 

Bardziej prosilbym o konstruktywny przyklad z wlasnego zycia niz o proby diagnozy.

 

W kazdym razie dziekuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Holly ja tez jestem psychologiem i nigdy bym nie postawila diagnozy od tak sobie bez konsultacji z lekarzem psychiatra. Psycholog wstepnie diagnozuje, poza tym nie po roku terapii, ponadto zawsze jest wskazana konsultacja z lekarzem psychiatra, kiedy podejrzewa sie zaburzenia lub nieprawdilowsci psychiczne u danej osoby. Lekarz czyli psychiatra posluguje sie innymi testami niz psycholog, ma szersze pole do diagnozowania, takze dla mnie opinia psychologa nie jest do konca taka, zeby sie na niej wylacznie oprzec. Dodatkowo ja sie tez lecze i bylam badana zarowno przez psychologa jak i lekarza psychiatre, obydwaj sie porozumiewali, a u Ciebie mozna stwierdzic ze skoro terapia Ci nie pomaga to gdzies tutaj jest blad byc moze w terapii byc moze w diagnozie, lub wszystkim na raz, Taka jest moja opinia :) i zreszta mojego lekarza psychiatry z ktorym rozmawialam. Zreszta profesjonalny psycholog konsultuje sie z lekarzem psychiatra by wykluczyc czy potwierdzic inne mozliwosci. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, nie stasz chlopaka. A ciekawe czy jak walniesz trzy piwa na imprezie to ci mija ta pustka?

 

Wieslaw

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie mam takiego zamiaru aby straszyc, ale lepiej wykluczyc rozne mozliwosci :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To co opisujesz rzeczywiście występuje w fobii społecznej, sam takie cos przerabiałem kiedyś, i w sumie do tej pory to mam, ale już nie tak kompletnie pustoszejące, z tym, że u mnie było tak, iż miałem kłopoty z nawiązywaniem kontaktów i to bardzo duże, ale przy bliskich znajomych bez żadnych obcych osób, mogłem być dusza towarzystwa :)

A jak u ciebie z pewnością siebie??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W odpowiedzi do Agusi:

Widzisz, ja za wszelka cenę chce uniknąć psychiatry. Nie dlatego ze boje się diagnozy. Kilka lat temu bylem z wizyta właśnie u psychiatry i niestety po kilku spotkaniach skończyło się tym, ze zraziłem się całkowicie do środowiska (wtedy) i psychologów i psychiatrów.

Niestety ale ich metody leczenia najczęściej ograniczają się do zaaplikowania leku. Jest za dużo myśli - wiec trzeba podać lek żeby ograniczyć wydzielanie płynu który te myśli powodują. Występuje lęk - ok, ograniczmy go lekiem na uspokojenie. Niestety, przejrzyj czasem fora gdzie ludzie piszą, że idą bo psychiatry tylko po receptę.

Bardzo łatwo jest zobaczyć szybki efekt podając lek. Niestety, najczęściej w ten sposób można wyleczyć tylko objawy, nie przyczyny choroby.

 

Jeśli przychodzi się do dobrego psychologa to on próbuje się dowiedzieć - skąd ten lęk? Jak postrzegamy siebie w świecie, jak myślimy, że ludzie nas widza. Psycholog wierzy, że to w nas jest odpowiedź. Nie w diagnozie która jest w głowie psychiatry. Trzeba nam tylko dodać motywacji i bodźców aby ja odnaleźć. Nie próbuje za wszelka cenę zaszufladkować problemu od razu do konkretnej choroby umysłowej. Tak jak to robi najczęściej psychiatra, który potrzebuje nas tylko po to żeby usłyszeć kilka objawów które przypisze do czegoś co już zna pod nazwa - schizofrenia, autyzm itp.

Oczywiste jest, że jeśli jest to dobry psycholog to on konsultuje się z psychiatra. Podobnie jest w moim przypadku. Nawet na początku naszych spotkań moja Pani psycholog miała dziwne podejrzenia w stosunku do obrazowego i symbolicznego sposobu opisywania niektórych problemów przeze mnie. I właśnie konsultowała się z psychiatra w tym celu aby sprawdzić czy nie jest to właśnie początek schizofrenii. Zostaliśmy z ta teza przez jakiś czas. Aż po jakimś okresie, poznając mnie bliżej Pani psycholog dowiedziała się, że jest to właśnie specyficzny i mój sposób opisu problemu. W myśl zasady ze jeden obraz znaczy więcej niż tysiąc slow. I teraz pomyśl, ze jeśli poszedłbym za radą aby odwiedzić wtedy psychiatrę to najpewniej dostałbym leki i znów odwróciłbym się od świata psychologów-psychiatrów bo potwierdziłoby się znowu to samo. Że nie słuchają.

Uważam ze leki są niezbędne w niektórych przypadkach. Ale jest o wiele więcej przypadków gdzie wręcz są niedozwolone. Niestety, czysto materialne ujecie człowieka przez większość psychiatrów jest zbyt często powielanym błędem.

 

Nie wiem dlaczego tak mocno obstajesz przy tym, że za wszelka cenę powinienem odwiedzić psychiatrę. Czy to, że ktoś ma problemy w kontakcie z ludźmi, że często brakuje mu tematu do rozmów, gdzie jest to powiązane z rozpoznaniem fobii społecznej jest aż takim wskaźnikiem poważnej choroby umysłowej? Czy swoich pacjentów też tak szybko kierujesz po diagnozę do psychiatry?

 

W odpowiedzi do Wieslawpas:

:) od kilku lat nie używam alkoholu. Penie dlatego że w przeszłości go nad-używałem. Głownie właśnie z takich powodów ze faktycznie, po wypiciu przysłowiowych trzech piw stawałem się aż zanadto rozmowny :)

 

W odpowiedzi do Victorek:

Z pewnością siebie jest u mnie dwojako. Z jednej strony mam bardzo niska samoocenę w bezpośredniej konfrontacji z ludźmi. Wydaje mi się ze jestem gorszy od wszystkich.

Z drugiej strony od jakiegoś czasu zauważyłem we mnie wielki egoizm. Zawsze wiem lepiej, naj-lepiej. Praktycznie każdy dłuższy kontakt z ludźmi kończy się konfliktem, który ja nauczyłem się obracać tak, że zawsze wychodzi, że to ta druga osoba jest winna. Nie ja. Ja jestem najlepszy i to tylko kwestia czasu żeby wszyscy się o tym przekonali.. :)

Niestety, albo na szczęście, zacząłem sobie uświadamiać ten problem. Wraz z tym powróciła moja nadzieja ze wreszcie uda mi się otworzyć na ludzi. Zniszczyć ten egoizm który jest moim kamieniem grobowym. Zobaczyć ze ludzie są TAM, w świecie a nie w mojej głowie, która ich przepoczwarza w karykatury i wywołuje niechęć i nienawiść do nich.

Myślę ze wewnętrznie jestem dobrym człowiekiem. Potrzebuje tylko umrzeć dla siebie. Zniszczyć swoje ja, które zawsze jest z przodu a w to miejsce wpuścić ludzi za którymi tak tęsknie.

 

Pozdrawiam i dzięki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

holy jak ci juz napisalem mam identyczny problem tak samo mam problem do nawiazania kontaktow tak samo trzuje sie niepotrzebny i tam samo mam problem z rozmowa z najblizszymi i przyjaciolmi tyle ze ja nie mam tego odkad pamietam jakies 2 lata temu bylem innym czlowiekiem otwartym buzia mi sie nie zamykala a teraz jestes wrakiem czlowieka w pierwszym poscie napisales ze chcialbys z taka osoba pogadac ja tez bym porozmawial z osoba ktora czuje to co ja bo przeciez takie osoby moga tylko tak naprawde zrozumiec czlowieka a propo lekarzy tez bym sie niepchal do psychiatry bylem pare razy dostalem leki i nic mi to niepomoglo w reczy odwrotnie , psycholog z reszta nie byl lepszy ale moze poprostu zle trafilem nie wiem w kazdym razie ciezko teraz o dobrego lekarza jestesmy za bardzo zachlannym narodem ktoremu sie nic niechce wiekszosc lekarzy moim przynajmniej zdaniem patrzy na kase a nie zeby pomoc oczywiscie nie urazacjac udciwych lekarzy ktorych niestety jest za malo , w najblizszym czasie mam w sumie wizyte u nowego profesjonalisty 3 misiace czekalem na jego pomoc ponoć jest dobry ludzie do niego wala dzwiami i oknami takze zobaczymy a jak chcesz pogadac to pisz gg albo na privatnej wiadomosci albo tu trzymaj sie i walcz ;]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.Problem bardzo złożony-strzelam- główna przyczyna to.....poczucie winy.

.Mi się wydaje-stwierdzam obserwując siebie-że ta kwestia związana jest z niską oceną siebie,przygnębieniem dot.swojej osoby tzn.że jestem chory,a ktoś inny nie(ale powiedz o swoim problemie jakimś i jak ktoś się otworzy to rozmowa pociągnie),zamrożeniem emocji,myślami no bo co tu mówić wolę słuchać-zamknięcie się w sobie ,swoim świecie.,no bo co ktoś pomyśli o mnie jak to powiem-wybieranie lekkich tematów nie angażujących mocnych emocji(na spokojnie),i to że zawsze muszę powiedzieć coś ciekawego,czymś się wykazać(np.zloty absolwenckie,po latach, są organizowane przez osoby które" czegoś dokonały w świecie","są kimś"w ich mniemaniu-mają świetną pracę,karierę,pieniądze,poczucie humoru,stabilizacji,prestiż,piszą książki,są spełnieni na wielu polach tych bądź innych -no i łatwo im się chwalić...)

Ja osobiście mam myśli paniczno-ucieczkowe-lepiej nikogo tutaj znajomego nie spotkać-no bo co tu mówić,jak jest mi kiepsko,nie mam czym się pochwalić,bo często rozmowa idzie tak :co tam u ciebie?a jakoś leci i jest wyliczanka ..wiesz skończyłem studia tu i tu,albo wiesz mam niezłą pracę,albo wiesz byłem na super wakacjach-a ja nic z tych rzeczy..u mnie lipa w tych kwestiach-relaksacyjno-sukcesowo-przebojowych-szarzyzna...wstaję rano ledwo przymusem,wypijam kawę nie chce mi się odzywać,trzeba gdzieś jechać,coś załatwiać,nie mam wakacji od wielu lat,pracy też nie,a jak mam to nie biurową-o nie nie nie,potem coś przekąszę,coś popyram(tzn pokręcę się,posiedzę,ponudzę)nigdzie nie wychodzę(typu bary,kino itd),pełen marazm i osamotnienie-a nawet "posiadanie "żony i 2 ślicznych dzieci wydaje mi sięczymś nie na miejscu...

 

A co do braku tematów pomogło mi jedno zdanie gdzieś usłyszane:"skoro zalega krępująca cisza to też jest "wina" tej drugiej osoby "no bo ja milczę i ktoś milczy i też się krępuje-też nie wie co powiedzieć,tematy mu się skończyły i od tamtej pory jak zalega krępująca cisza to czuję spokój-poważnie!,a nawet się uśmiechnę,zadumię w środku.

 

czasem myślę że ta krępująca cisza to jest początek szczerej rozmowy-tzn.płytkie tematy się kończą(pogoda,dzieci,praca),każdy czuje wewnętrznie że to lipa no i jest cisza....i co teraz....no to mamy kłopot...

1.rozchodzimy się-no to część,wiesz muszę lecieć,bo się spóźnie albo inne kłamstewko

2.albo zaczynamy coś powolutku ale szczerze przebąkiwać o sobie,o tym co mnie dotyka i dotyczy no i rozmowa może się rozkręcić...

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja również korzystam z pomocy psycholog i psychiatry to pomaga , naprawdę ! U mnie jest te ta sytuacja gdzie nie mam o czym rozmawiać . Głupio mi zabierać głos w sprawie wychowywania dzieci bo ich nie mam . O polityce też nie rozmawiam , gdyż ludzie ( ci których znam ) tego nie lubią . Kiedyś próbowałem porozmawiać z koleżanką na temat podwyżek cen paliw , to mało ją to zaciekawiło . Też nie chodzę na zjazdy klasowe , bo i po co ? O czym mam rozmawiać z człowiekiem , którego ostatnią widziałem w 1996 roku , który zresztą w szkole nie był moim kolegą . Moje hobby to zoologia i książki . Niestety większość znanych mi osób ty się nie zajmuję . Wiadomo mają rodzinę , pracę , płacą rachunki . Nie mają czasu , jak się mówi na "pierdoły " . Może ja po prostu jestem nudny ? Alkoholu nie piję , nie mam zamiaru tym się podbudowywać . Także w przypadku rodzinny nie mam o czym rozmawiać . Ostatnio ( sierpień ) była u nas ciocia , gdy mnie spytała co u mnie słychać powiedziałem , to co zwykle . Lubię ciocię , lecz nie miałem o czym rozmawiać . Bo chyba nie o tym ,że mój czas upływa mi właściwie tylko na czytaniu . Chyba należę to tych ludzi , co to lubią słuchać i odpowiadać na pytania .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.dochodzę do wniosku że będę kończył tak częstą"przygodę"z forum(przez ostatni miesiąc,logowałem się codziennie po kilka razy,odpowiadałem,czytałem dużo-koniec- choć różnie to w życiu bywa...).początkowy entuzjazm zresztą jak z wieloma podobnymi "rzeczami", odpisywanie,zajawka ,łał otworzę się,ktoś mnie przeczyta,może się spotkam,poczytam jakie są problemy moje w innych i innych wogóle.nie neguję-człowiek wszędzie musi zajrzeć.powochać,doświadczyć.-ale wydaje mi się że niewiele to zmienia(oczywiście dla paru wyjątków warto...)doświadczenie bezpośrednie,życie,to nie komputer,ekran,teoria,choć ważne...wiem,wiem - jest ciężko...

 

Widzę strach,lęk,złość,wiele cynizmu,ironii,postaw różnych,wywodów śmiesznych,przeplatanych z intuicyjnie mądrymi.zróbcie tak-nie tak nie-idź do psychologa koniecznie-nie to na nic tylko leki.nie nie same leki itd..itp...-szukałam w internecie wszędzie--pomóżcie mam problem--czytałem o tym sporo i już wiem--moja koleżanka ma problem--to jest jak z tym no wiecie--spójrzcie na mnie--oo tak fajnie--wiesz ja też to mam--ale super--no nie nic mi się nie chce nawet żyć--na terapię!--to pomaga--a wy jaki bierzecie--szukam takiej samej żeby raźniej takie 2 osoby z depresją to coś,łatwiej--cicho...pomału...w odurzeniu...smutku...umieramy...wegetujemy...ciii...

To ja i to wy-nasze spojrzenie-żałuję wielu swoich wypowiedzi tak nieporadnych i tak podszytych lękiem i poczuciem wyższości...

 

Prawda,Bóg,Śmierć,Kim jestem,gdzie jestem,Co się dzieje ze mną-wydaje mi się że każdy z nas wie o co w tym wszystkim chodzi...,to sie czuje-przeczuwa-zastanówcie się wszyscy,którzy to czytacie-czy trzeba więcej czytać-o tak,tak niektórzy powiedzą-ale czy naprawdę nie wiem,nie wiesz ty czytelniku co trzeba zrobić w mojej,twojej sytuacji?-nie,nie-tego jeszcze nie wiem,o,o!o tym muszę jeszcze przeczytać,o ten temat jest ciekawy itd...itd

boimy się,wiemy co robic...może da się to jakoś obejść-ten,ten -mój dylemat-mój problem-może lżej tędy,może jak się naczytam,może jeszcze książka,temat w internecie o tak-o to będzie to wystarczająco to się zdobędę na odwagę -wtedy zacznę...wtedy to zrobię...WSTAŃ!...WSTANIESZ?...człowieku!przecież jestem chory,co on bredzi,myśli że to tak łatwo...WSTANIESZ?jeśli nie chcesz nie oszukuj siebie...wiem co robić...nie robię...to boli...a życie ucieka...

Coraz więcej rozumiem,coraz mniej umiem,czy zechcę wstać,podnieść się,zaryzykować,wiem co trzeba zrobić -wydaje mi się że każdy wie...zacząć walkę...tak to boli...często samo wstanie z łóżka-ale nie da się czy się już nie chce?...a może-zwracam się do Panów- "Dzikie serce" Eldredge postawi kropkę nad i...i co dalej?czy będzie następna książka,odpowiedź -może coś się zmieni w międzyczasie...wszyscy wiemy co robić ale wolelibyśmy najpierw się oswoić...pomału...powoli...może kiedyś...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×