Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
komosa

wsparcie... brak wsparcia :(

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem czy w dobrym miejscu o tym pisze, ale... spróbuje...

 

Człowiek w każdej chwili swojego życia potrzebuje wsparcia, czy to jawnego, czy też ukrytego... Nawet jak sobie nie zdaje z tego sprawy, że za tym tęskni, że tego mu potrzeba... Chciałabym w końcu normalnie cos zrobić (nie moge wychodzić z domu, dostaje ataku paniki), ale otoczenie, ludzie mi teoretycznie najbliźsi odwrócili sie ode mnie... Mój lęk tłumaczą jako lenistwo, że mi sie nie chce. Nie rozumieją, jak bardzo chciałabym wyjść, zrobić zakupy, pracować! Żeby to jakoś im udowodnić, wykonuję jak najwięcej prac domowych... nie odzywają się do mnie :cry: Tak, jakbym im coś zrobiła :cry:

Mama powtarzała, że siedzi to tylko w mojej głowie. Ja wiem to doskonale, ale jak to wyeliminować!! Nie ma w moim domu zrozumienia, nie ma wsparcia... Tylko przyglądam sie jak rozmawiają z moim bratem, przyjemnie, z miłością (brat ma 24 lata), śmieją się...

Prawie w ogóle na mnie nie patrzą, zachowują sie jakby mnie nie było :cry: A to mi naprawde nie ułatwia sytuacji, tylko coraz bardziej brnę w negatywne myśli :cry:

w tajemnicy biore tabletki, które ponad rok temu odstawiłam. Boję sie że domownicy się w końcu o tym dowiedzą, że znajdą tabletki w szufladzie...

 

Gdy ktoś proponuje mi wyjście, robię się agresywna, samej sie nie poznaję! Nie mam nawet gdzie pójść, zaznać spokoju, bo mam małe mieszkanko, i wszędzie gdzie nie pójde, któś zawsze jest. Nawet w moim pokoju, gdzie jest jedyny komputer w domu.

 

Brak wsparcia naprawde nie ułatwia życia i wykulania sie z choroby... Jeszcze bardziej postępuje, coraz bardziej sie w niej zatraca... To tyle z mojej strony.

 

Moge zadać pytanie, jeśli ktoś chcialby odpowiedzieć, jak to było/jest u Was moi kochani... Czy byliście wspierani przez najbliższych? Co Wam to dawalo? Czy jest to nieodłączny element leczenia?

 

Pozdrawiam, a nawet tulę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tutaj istotną kwestią jest,co kto uwaza za wsparcie.

Przykład moich rodziców wygląda tak iż oni są przekonani pełni wsparcia dla mojej osoby, ponieważ potrafią powiedzieć że będzie dobrze hehe że wiedzą co czuje i że mi współczują. Do tego przesadnie co chwile pytają czy się czuje dobrze, gdy zdycham co chwile pytają czy sie może juz czuje lepiej, albo tworzą nieraz wokół grobową atmosfere chyba aby utożsamić się ze rownież cierpią ze mną.

 

Więc dla mnie to ŻADNE WSPARCIE

W chwili kiedy czegoś niewykonam ponieważ dostaję ataku paninczego bądz dusznosci czy kołatania serca i tak dostaję opierdol i słyszę pretensje że czegoś nie zrobiłem, ze jestem warzywem

 

Dla mnie wsparciem jest to forum, rozmowa z osobami o podobnych problemach, rozmowa z osobami którę mają wiedzę poświadczyć że nie oszalałem, ostatnio bardzo wiele wsparcia daje mi książka łapińskiego o nerwicach (chcesz to dam ci ebooka)

 

Ja wsparcia z prawdziwego zdarzenia nie otrzymałem i nauczyłem się bez niego walczyć. To nic strasznego. Nie będę jednak wątpił że samo odczucie cudzego wsparcia może być tutaj butelką zimnej wody w czasie męczącej długiej drogi na tej upalnej pustyni

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może i masz rację Arciu...

Wczoraj doszło do maksymalnego spięcia w moim domu, gdy mama kazała mi gdzieś wyjść... Gdy jej powiedziałam że nie mogę, dostała ataku szału, zaczęła mną szarpać, wykrzykiwać mi prosto w twarz, że co ja sobie wyobrażam... Krzyczała że jestem wariatką i opętana przez diabła. Wpadłam w taką panikę i histerię, że nie potrafiłam oddychać. Tata przyszedł i ją odciągnął ode mnie, wypychając z mojego pokoju.

Moja mama tez ma dużo problemów na głowie, zdrowie itd. Troche ją rozumiem

 

Gdy porozmawiałam z tatą po tej kłótni sam na sam, powiedział ze rozumie mnie...

Ale teraz nie daje mi spokoju... faktycznie :( Ciągle mówi, ubierz sie ładnie, pójdziemy tam i tam... pójdziemy tylko na ławkę itp. Powtarza, że tak sobie nie pomoge... Ciągle do mnie mówi... Zaczęłam być traktowana przez niego jak małe dziecko... Fakt, że pojęcie wsparcia jest pojęciem względnym. Nie wiem tylko czy on robi dobrze, a ja tego nie zauważam... bo wyobrażenie wyjścia gdzieś, mnie przerasta, serce nie wyrabia :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No cóż matka kompletnie nie ułatwia Ci doprowadzenia się do stanu uspokojenia:)

Jesteś bardzo dobrze wychowana świadczy o tym sam fakt że ją bronisz (piszesz że ją rozumiesz), jednak powinnaś w sobie na czas choroby wytworzyc przekonanie że tylko TY jesteś najważniejsza, nie mowa tu o egoizmie hehe, aczkolwiek o przyzwoleniu sobie na decyzje których skutek będzie najlepszy dla Twojego poczucia psychicznego i spokoju, nie egoistycznych w tym przypadku zachowań Twojej mamy.

 

napisałas:

"nie odzywają się do mnie Tak, jakbym im coś zrobiła" - napewno nie do tego dążysz ale skoro rozmowa nie pomogła jedynym rozwiązaniem jest unikanie, jesli slyszysz ze nadchodzą ,odwróć się w drugą, stronę jeśli coś powiedzą, odpowiedz jednosłowem; po co? z czasem takie zachowanie narodzi w nich poczucie winy i to dopiero skutecznie zmieni ich zachowanie według Twojej osoby. Pozatym takie zawężenie i zminimalizowanie emocji w relacji ochroni Cie przed wieloma smutkami które następnie wpływają na Twoją kondycje psychiczną - i stąd objawy nerwicowe nie maleją a czasem wręcz sie nasilają

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Elo wszystkim.

Choruję na nerwice od dłuższego czasu. Wielu sie ode mnie odwróciło, jednak nie zdziwiłam sie tym, tak to już w życiu bywa. Liczcie przede wszystkim na siebie, pierwszym krokiem jest zaufanie sobie i bycie pewnym swoich poglądów i przekonań. Rolą przyjaciół i znajomych z prawdziwego zdarzenia jest nie litowanie sie nad choroba, tylko zachowanie zimnej krwi podczas ataku chorego. Kiedy robi sie słabo, pojawia sie lęk, niech to brzydko ujmując 'oleją' wkręcając w temat lub odciągną nas od nieracjonalnych myśli. One sa tylko błędnym złudzeniem, wiec nie można sie uginać ich fałszerstwu. Porozmawiajcie z nimi o tym! Zdarzają się sytuacje wyjątkowe np. praca czy szkoła, ale po to są psychiatrzy i psycholodzy żeby udowodnić naszą niezdolność do koncentracji i problemy lękowe utrudniające robienie codziennych czynności. Silna osobowość potrafi zdziałać cuda, pamiętajcie - co nas nie zabije to wzmocni!

Jeśli ktoś chciałby porozmawiać zawsze może liczyć na moją uwagę, w razie chęci proszę napisać na priv, wymienimy sie gg. Dla informacji mam 20 lat, jestem z zach-pom.

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Brak wsparcia i brak zrozumienia wynikają często z niewiedzy; o chorobach psychicznych nie mówi się zbyt wiele (ani tym bardziej głośno) w społeczeństwie, a krążące stereotypy jeszcze pogłębiają problem.

 

Pomóc może wspólna rozmowa z psychoterapeutą, który będzie w stanie wytłumaczyć twoim rodzicom, dlaczego twoje zachowanie to nie lenistwo a choroba i na czym ta choroba polega, że nie jest to tylko kwestia braku chęci z twojej strony itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gdy porozmawiałam z tatą po tej kłótni sam na sam, powiedział ze rozumie mnie...

Ale teraz nie daje mi spokoju... faktycznie :( Ciągle mówi, ubierz sie ładnie, pójdziemy tam i tam... pójdziemy tylko na ławkę itp. Powtarza, że tak sobie nie pomoge... Ciągle do mnie mówi... Zaczęłam być traktowana przez niego jak małe dziecko... Fakt, że pojęcie wsparcia jest pojęciem względnym. Nie wiem tylko czy on robi dobrze, a ja tego nie zauważam... bo wyobrażenie wyjścia gdzieś, mnie przerasta, serce nie wyrabia :(

 

Teraz to doczytałem, jest w tym jeden niepodważalny fakt, ze tym zamknięciem się w domu zdecydowanie sobie nie pomożesz. Są rzeczy których nie idzie przeskoczyć, mowiąc najprościej bez przezwycieżenia "lęku wyjścia z domu" nerwicy nie pokonasz, conajwyzej zminimalizujesz tymczasowo jej objawy. Innego sposobu również próżno szukać, tylko kilkakrotna konfrontacja z sytuacją lękową obudzi w Tobie przekonanie że nie taki diabeł straszny, a Twoja walka z nerwicą wtedy nabierze nowej siły.

 

Podkreślę jeszcze tylko, że skoro ktoś oferuje Ci swoje towarzystwo i możesz wyjść do świata wiedząc że ktoś jest przy Tobie w razie gdy coś Ci się stanie (chodź oczywiście i tak się nic nie stanie:D) to szczęsciara z Ciebie:) i zakładając butki do wyjścia przypomnij sobie moje słowa że ja musiałem ten lęk przezwyciężać z przekonaniem ze nikt mi nie pomoże - ale się udało:). Jesteś na wygranej pozycji!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no umnie jest podobnie te zasrane lęki ,nic mi sie niechce i wgl te ataki paniki to szok nigdy bym niepomyslął że człowiek może sie tak czuć ale cóż musiało kur** na mnie trafic jak coś to przepraszam za wulgaryzmy ale teraz jestem tak wkur*** źe musze sie wyryczeć jednym słowem mam dośc tego kures*** a w dodatku jak prubuje skims otym porozmawiac to ten ktoś odrazu mówi że ja jestem leniwy że musze sie z domu ruszyc że ja sobie to wymyślam tak ku*** sbie to wymyślam ale oni tego nie potrafia zrozumieć że ja nadtym niepanuje jednym słowem to kures**** trzeba zlikwidować czasami sobie tak tumacze to wszystko że jednak mam wyjscie ztej sytuacji bo moge np niewiem skasować sobie pamięc albo cos i nonstop ten pierdo*** napływ mysli mam i w dodatku same negatywne nonstop dzien w dzienjuz od trzech tygodni dzisiaj pojechałem z szwagrem i siostra na chechło myślałem że bezie fajnie a tu ciu*** nagle atak paniki że sie utopie że ludzie bendą namnie patrzec jak na świra jak zzaczne sie dusci i karetka przyjedzie jednym słowem MASAKRA .!!!!!!!! jak cós to sory za słownictwo ale juz nieumie innaczej to mnie niszczy fizycznie i psychicznie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzisz Adam, dzisiejsi ludzie w większości patrzą tylko na swoje problemy. Strach ich oblatuje kiedy mają do czynienia z przypadkami jakie nas spotkały. Dlatego myśle, że tłumaczą sobie że chory na nerwice to 'sierota' która sobie po prostu nie radzi w życiu. A tak naprawde jest odwrotnie, bo jak kazdy z nas wie, to co czujemy i myślimy nie zawsze zależy od naszej wlasnej woli. Oni mają wolne umysły, wiec uciekanie od tego daje świadectwo jacy są słabi. Ale to jest wyłącznie moje zdanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mon08, ja bym nawet powiedział że ludzie którzy przejmują się tak naprawdę innymi to gatunek niemal wymarły. Ze wszystkich moich znajomych, wliczając także rodzinę (czyli jest tych ludzi naprawdę wiele), mogę tak naprawdę liczyć na 2-3 osoby. Wiem, że cokolwiek bym nie zrobił i cokolwiek by się nie stało, będą przy mnie. Niestety nie widuję ich często a i nie chcę obarczać ich swoimi problemami zbyt często bo po prostu nie umiem tak... Musiałbym codziennie pieprzyć jakie to życie jest beznadziejne. A mi, poza tym forum głupio tak mówić o moich nastrojach itd.

adam 18, to o czym napisałeś przechodziłem swego czasu dzień w dzień. Lęki i ataki paniki w miejscach publicznych a i nie tylko.. To była masakra. Przeszło w sumie samo, ataki pozostały tylko w określonych miejscach (szkoła). Do dziś nie czuję się też pewnie w zatłoczonych autobusach i ogólnie w skupiskach ludzi. Ale to już nie to co było kiedyś. Umiem powiedzieć swoim myślom 'stop' zanim się rozkręce całkiem. Tobie też życzę żeby szło już lepiej.

Pozdrawiam :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

adam_s dzieki za slowa otuchy wiem trzeba ztym walczyc ale ostatnio mam nowe lęki jeden ze kogos zabije ze co smu zrobie a drugi ze zwariowałem i to nonstop prubuje oty nie myslec robie cos nonstop pale 2 paczki papierosow dziennie a kiedys to nawet pól nie wypaliłem i zgadzam sie z wami ztym naszym społeczeństwem bo ludzie z reguły zawsze wybieraja te prosztrze rozwiązanie ,ale szczerze mowiąc jakby sie tak zastanowic czy gdybym ja byl zdrowy i niemial tych jazd czy ja bym komus pomógl,

 

 

człowiek docenia cos jak to już straci chore;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

adam 18, ja już nawet nie licze ile z nerwów wypalam fajek. Bo się tylko załamuję.

 

ale szczerze mowiąc jakby sie tak zastanowic czy gdybym ja byl zdrowy i niemial tych jazd czy ja bym komus pomógl

Heh.. to tez znam. a mogę przyznać, że gdyby mnie nie spotkało to co mnie spotkało ( lęki itd.) to z całą pewnością nie byłbym na tyle wrażliwy na krzywdę innych by im pomagać. Teraz, tak myślę jestem. Chociaż z drugiej strony, stałem się wredny do przesady przez to że mając 18 lat wiem że mam spieprzone życie chyba już na zawsze. Czasem trudno ze mną wytrzymać przez to wszystko. tak właśnie swoją frustrację wyładowuję na innych ludziach, najczęściej na tych na których mi zależy na dodatek. Masakra.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dokładnie mam to samo ale jak czuje ze zaraz sie wkurze i komus wygarne co myśle to automatycznie wychodze z domu na taras albo do ogródka a jak mi sie to zdarza na podwórku jak skims jestem to odrazu prubuje zmienic temat i sie uspokoic

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też się próbuję tak ograniczać z tym wyżywaniem się na innych ale to silniejsze ode mnie. Poprawia mi humor na chwilę a potem mam wyrzuty sumienia, więc to w sumie moja wina że nie mam za bardzo na kogo liczyć. Ale co tam, daję radę jeszcze więc się nie poddaję póki co.. Tylko szkoda że wszystkie czynności muszą kosztować tyle wysiłku, głupie wyjście do hipermarketu, zatłoczony autobus, o szkole nie mówiąc. Ciągła walka. To jest straszne i tak przytłacza..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dokładnie teraz normalnie mam takie malusienkie marzenie zeby chociaz jeden dzien przezyc bez lęku i moc normalnie isc spac i zeby mi to sprawiło radosc teraz jestem na etapie prawa jazdy skonczylem juz wyklady teroretyczne a teraz czekaja mnie 30 godzin jazd cos czuje ze bendzie hardcore jak juz naprawde niebede dawal sobie rady to chyba kupie sobie poł litra wypije na szybko i sam padne hehehe

 

wiara czyni cuda tylko trzeba wierzyc :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja juz dawno zauważyłam jedna rzecz a mianowicie ,że w dzisiejszych czasach ludzie nie potrafią słuchać drugiej osoby.Wolą sami się wyzalic i przelać swoje problemy na drugą osobę ale żeby wysłuchać to juz nie.

Wiadomo kazdy mysli ,że jego problemy sa najwazniejsze ale czasem kultura i dobre wychowanie wymaga abysmy wysłuchali tych którym sie wyzalilismy albo przynajmniej stworzyli wrazenie ze ich słuchamy.

Nie wiem czy ja mam na czole wypisane "zwierz mi się" ale tak właśnie jest że znajomi,przyjaciele czasem osoby których nie znam na tyle aby powierzac im swoje sekrety zaczynaja sie przede mna otwierać tak ,że czasem jestem zażenowana.Wygadają się ja ich wysłucham,czasem doradze,pocieszę i myślę sobie no to teraz ja....a tu nici.....nikt mnie juz nie chce słuchać albo "słucha" a ja widze w jego/jej oczach kompletny brak zainteresowania ,nieobecnośc.Potakiwanie głowa jakby chciał powiedzieć rozumiem ale oczy mówią całkiem co innego,nie ma ich przy rozmowie.

Myślę ,że ludzie chorzy nie tylko na nerwicę, potrafia słuchać ale mają problem z byciem wysłuchanym i z otrzymaniem zadawalajacego nas zrozumienia,moze współczucia(ale nie za duzo bo nie chodzi o to żeby sie nad soba uzalać)....wiecie o co biega...

To forum naprawde spełnia moje oczekiwania co wsparcia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Joasiu, zaczne od tego że juz od godziny 15stej próbowałem odpisać Ci jakąś konkretną i przydatną odpowiedź , nie będe ukrywał ze poruszyłaś niełatwy temat.

 

Na wstepie należaloby się zastanowić co w danej sytuacji jest dla Ciebie priorytetem

- walczyc o wsparcie bliskich, (dopiero potem podjąc walke z zaburzeniami)

- zwalczyc objawy (niezważając na brak wsparcia)

- udowodnić prawdziwosc Twoich doleglisowsci i prawa do nie najlepszego samopoczucia

- zakamuflować swoje dolegliwośći na poczęt polepszenia relacji

 

Z tego co napisałaś o swoim mężu, wniskuje że jest ignorantem, dlatego pole działania staje się bardzo ograniczone..

czekam na odpowiedz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje za odpowiedź :) Długo czekałam na jakąkolwiek odpowiedź . W końcu uznałam , że to nie ma najmniejszego sensu (skoro ja nie wiem co robić to skąd inni mają to wiedzieć ) i poprosiłam o usunięcie mojego posta.

Najważniejsze jest dla mnie żeby w końcu lepiej się poczuć , wtedy myśle ze wszystkim będzie lepiej i łatwiej.Na zrozumienie i wsparcie już nie liczę od nikogo , nikomu tez nie udowodnię jak źle sie czasami czuję bo nikt tego nie zrozumie .Trzeba to poznać na własnej skórze.Udawać nie dam rady , zresztą nie umiem :)

Jak widzisz nie mam wyboru i muszę wybrać punkt drugi.Z tym , że samej będzie o wiele trudniej.Musze nauczyć się ignorować jego pretensje , że jestem smutna , nic mi się nie chce , zmęczona , ze wszystko mnie boli .....itd.

Niestety jestem osobą wrażliwą (stąd chyba ta nerwica) i nie będzie mi łatwo.

Największy problem tkwi chyba w tym , że ja nie chcę tu być a on boi się powrotu do Polski.Ja tez mam obawy , tymbardziej teraz gdy ciągle słyszy się o kryzysie.Ja nie mam innego wyjscia , wrócić i spróbować ułożyć sobie życie w Polsce.Czy się uda to odrębny problem ale też powoduje u mnie stres.Zreszta powodów do stresów mam o wiele więcej ale nie bedę nudzić.Serdecznie dziękuje za odpowiedź i pozdrawiam.Joanna

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dziękuje za odpowiedź :) Długo czekałam na jakąkolwiek odpowiedź . W końcu uznałam , że to nie ma najmniejszego sensu (skoro ja nie wiem co robić to skąd inni mają to wiedzieć ) i poprosiłam o usunięcie mojego posta.

Co dwie głowy to nie jedna!:) Nie ma tez sytuacji bez wyjścia, jest to tylko poczucie dotknięte zrezygnowaniem.

 

Najważniejsze jest dla mnie żeby w końcu lepiej się poczuć , wtedy myśle ze wszystkim będzie lepiej i łatwiej.Na zrozumienie i wsparcie już nie liczę od nikogo , nikomu tez nie udowodnię jak źle sie czasami czuję bo nikt tego nie zrozumie .Trzeba to poznać na własnej skórze.Udawać nie dam rady , zresztą nie umiem :)

Jak widzisz nie mam wyboru i muszę wybrać punkt drugi.Z tym , że samej będzie o wiele trudniej.Musze nauczyć się ignorować jego pretensje , że jestem smutna , nic mi się nie chce , zmęczona , ze wszystko mnie boli .....itd.

Niestety jestem osobą wrażliwą (stąd chyba ta nerwica) i nie będzie mi łatwo.

Mnie również wrażliwość wpędziła w nerwicę.

 

No więc rozumiem, mnie również przesadzona wrażliwość wpędziła w nerwicę:)

Joasiu osoby wrażliwe to bez wątpienia osoby najbardziej bogate wewnętrznie. Nikt nie potrafi dostrzec tak wiele ,co potrafi wrażliwa osóbka. Poza tym te wszystkie horyzonty, niedostępne dla ludzi pozbawionych w dużym stopniu tego odczucia, zobacz najwięksi artyści, wynalazcy - byli osobami wrażliwymi z natury.

 

My oczywiście musimy skupić na tej wrażliwości, lecz na tym jej drugim, ciemniejszym obliczu.

Otóż problemem jest to, iż twoja wrażliwość dotyka niektórych sfer, myśli, odczuć, zdarzeń, takich, które na wrażliwość z Twojej strony kompletnie zasługiwać nie powinny i nie mogą! Odczuć które nigdy nie były, nie są, i nie będą warte Twojego najmniejszego zaangażowania i uwagi.

 

Na sam początek - na spokojnie ze dwa razy, przeczytaj sobie ten artykuł: http://www.diagnoza.waw.pl/gnoza-brydz-artykuly-5.html

Napewno otworzy Ci oczy na kilka spraw, poza tym powinien Ci ukazać przynajmniej część tych niedobrych wrażliwości, których to właśnie tylko i wyłącznie powinnaś zacząć się wyzbywać

 

 

Największy problem tkwi chyba w tym , że ja nie chcę tu być a on boi się powrotu do Polski.Ja tez mam obawy , tymbardziej teraz gdy ciągle słyszy się o kryzysie.Ja nie mam innego wyjscia , wrócić i spróbować ułożyć sobie życie w Polsce.Czy się uda to odrębny problem ale też powoduje u mnie stres.

Tutaj również jak najbardziej jestem skłonny przyznać ze ta sytuacja może budzić u Ciebie realny problem.

Sam fakt iż niektórzy psycholodzy są specjalistami d/s emigracji myślę iż daje to pewność iż problem jest powszechny i nie tylko Ty cierpisz z tego powodu.

Niestety nie zamieszkałem nigdy za granicą i z tym muszę najpierw doczytać w książkach aby wiedzieć jakie uczucia i obawy temu towarzyszą, żeby móc dopiero zastanowić się z Tobą nad jakąkolwiek solucją.

Co do kryzysu, osobiscie nie było dane odczuc mi go na własnej skórze. Rok temu przy najwiekszym wzroscie gospodarczym z trudem podjalem prace w zawodzie za 2 tysiace, Teraz w dobie "wielkiego kryzysu" mogę sobie wybierac w ofertach w zawodzie gdzie średnia płać to 2,7 tysiaca. tak samo znajomi, praca jest - płace rosną.

Dlatego to że się ciagle słyszy o tym całym kryzysie, dla mnie to zwykłe przeciaganie sznurka, aby pod kryzys podpisać jak nawięcej wynikłych strat wynikłych tak naprawde z czyjejs nieudolności i niekompetencji, rzadko mających jakikolwiek wpływ z takzwanym kryzysem.

 

Zreszta powodów do stresów mam o wiele więcej ale nie bedę nudzić.Serdecznie dziękuje za odpowiedź i pozdrawiam.Joanna

Po to są stresy abyśmy je zwalczali. Teraz skupimy się na tych najwiekszych, na te mniejsze tez przyjdzie czas. pozdrawiam Cie:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przede wszystkim dziekuję , że poświęcasz mi tyle czasu i uwagi :) Obawiam się tylko , że może to byc "walka z wiatrakami" .Nie jestem na szczeście osobą przesadnie wrażliwą .Wydaje mi się , że ta wrażliwość którą mam już na zawsze ze mną zostanie.Staram się oczywiście wyzbywać pewnych uczuć i czasem mi się to udaje.Z wrażliwością można żyć , cóż taka jestem a wolałabym byc inna bo kiedyś przez to miałam 15 kotów.Najgorsze są dla mnie problemy , które wynikają przede wszystkim z popełnionych przeze mnie błędów (począwszy od 1 klasy ogólniaka) .Staram się o tym nie myślec bo przeciez czasu nie cofnę :).Teraz walcze żeby to wszystko ponaprawiać , tylko szkoda że i wiek już niebardzo i ta nerwica trochę wszystko komplikują.

Przypadkiem weszłam na Twój profil.Z Twoim zawodem pewnie nietrudno znaleźć pracę , gorzej ze mną :)

Artykuł oczywiście przeczytam , teraz weekend i spróbuję trochę odpocząć jak się uda bo to też coś mi nie wychodzi.Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że "normalni" ludzie nie do końca potrafią zrozumieć, tak naprawdę, co my czujemy i jak się czujemy. Chyba,ze kiedyś przez to samo przeszli. Bliscy potrafią wspierać swoją obecnością. Często jednak nie wiedzą po prostu jak mają się zachować. Stawiam się w ich miejscu i też nie wiem, czy bym potrafił, gdybym nie miał takich przeżyć jak mam w czasie choroby. Warto dać im może taką chociaż informację-ulotkę:

http://pl.lundbeck.com/pl/PDF/Lexapro%20publications/poradnik_lek2007.pdf

 

http://pl.lundbeck.com/pl/PDF/Lexapro%20publications/LEX%20poradnik%202007).pdf

 

Swoją drogą mój ojciec przeczytał i nic z tego nie wyniósł. Moja Dziewczyna przeczytała i zrozumiała wszystko. Jest dużą podporą w chorobie.pozdr.pepik

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

i się okazało kim dla mnie są rodzice... Psycholog wywnioskowała, że emocjonalnie jestem uciskana, z jednej strony tak, a z drugiej inaczej... Typowa manipulacja mną przez rodziców. I tyle

 

Uzasadnione przez psychologa... O... I takie jest wsparcie u mnie

 

Jak powiedziałam ze jade na festiwal (nie mam pojęcia jak to zrobie, chyba sie zesram tam ze strachu!!) to siedo mnie przestali odzywać... uznając ze to jest zły pomysł... NIe wiem jaki to jest pomysł... Sama tego nie wiem... Ale ponownie manipulują. NIe odzywają sie. A potem,"kto jest ważniejszy? Festiwal, czy Twoje zdrowie? Znajomi, czy rodzice?"...

 

Szkoda słów

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

komosa hehe doskonale potrafię się poczuć w Twojej sytuacji , myslalem ze większego braku wsparcia z ich strony nie będzie mi dane odczuć, do momentu kiedy dowiedzialem się z ich ust o sobie kilka nowych rzeczy i zostalem wyrzucony z domu:) zajebiscie z mojego dziecinnego domu hehe. także jezeli oni nie wykazują inicjatywy , ty też jej nie wykazuj nie warto. jestesmy w stanie sobie sami poradzić bez jebanej łaski

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×