Skocz do zawartości
Nerwica.com

Historia Kryształ40


Kryształ40

Rekomendowane odpowiedzi

Nie mogę spać. Jest mi bardzo ciężko. Dzisiaj czeka mnie kolejny dzień na terapii. Czego się boję? Rozdrapywania wszystkich ran. Tylko, że to jest klucz do tego żeby sobie wszystko poukładać. Czy tęsknię za mężczyzną z którym byłam? Tak, bardzo. To silniejsze niż myślałam. Czy koleżanka wyciąga mnie gdziekolwiek i daje wsparcie? Owszem. Kiedy zostaję sama ze swoimi myślałami to pierwsza jest córka, później mężczyzna o którym wspomniałam. Zadaje sobie milion pytań...Dlaczego tak się dzieje, że on jest tak bardzo dla mnie ważny? Nie da się tego zapomnieć ot tak po prostu. Próbuję ułożyć sobie wszystko w głowie, ale nachodzą mnie myśli, że mam ochotę się do niego przytulić i usnąć w jego ramionach jak kiedyś, jak dawniej.  Czy pojawiają się łzy jak to piszę? Tak. Czy myślę o tym co u niego, jak się czuje itp.? Tak. Czy się martwię o to, że piętrzą się jego nieopłacone rachunki? Tak.  Czy pojawiał się u mnie uśmiech kiedy dostawałam od niego wiadomość z zapytaniem co u mnie? Tak. Czy pragnę dążyć do tego żeby żyć inaczej? Tak. Czy boję się przyszłości? Owszem ponieważ  nie nauczyłam się z tym radzić. Kolejny raz wylewam to na papier. Może jest wtedy łatwiej? Nie. Gów...no prawda. Zanim nauczę się samej siebie to nie wiem ile minie czasu...  Zawsze to maskowałam żeby nikt nie zauważył. Ciągle mam nasze wspólne zdjęcie z tym mężczyzną- zostawiłam je...  Jestem w środku zmęczona. Tyle wystarczy ponieważ będę jeszcze gorzej rowalona po dzisiejszej sesji na terapii plus to, że moje błędy są okropne i z tym trzeba się zmierzyć.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 18.06.2026 o 05:57, Kryształ40 napisał(a):

Nie mogę spać. Jest mi bardzo ciężko. Dzisiaj czeka mnie kolejny dzień na terapii. Czego się boję? Rozdrapywania wszystkich ran. Tylko, że to jest klucz do tego żeby sobie wszystko poukładać. Czy tęsknię za mężczyzną z którym byłam? Tak, bardzo. To silniejsze niż myślałam. Czy koleżanka wyciąga mnie gdziekolwiek i daje wsparcie? Owszem. Kiedy zostaję sama ze swoimi myślałami to pierwsza jest córka, później mężczyzna o którym wspomniałam. Zadaje sobie milion pytań...Dlaczego tak się dzieje, że on jest tak bardzo dla mnie ważny? Nie da się tego zapomnieć ot tak po prostu. Próbuję ułożyć sobie wszystko w głowie, ale nachodzą mnie myśli, że mam ochotę się do niego przytulić i usnąć w jego ramionach jak kiedyś, jak dawniej.  Czy pojawiają się łzy jak to piszę? Tak. Czy myślę o tym co u niego, jak się czuje itp.? Tak. Czy się martwię o to, że piętrzą się jego nieopłacone rachunki? Tak.  Czy pojawiał się u mnie uśmiech kiedy dostawałam od niego wiadomość z zapytaniem co u mnie? Tak. Czy pragnę dążyć do tego żeby żyć inaczej? Tak. Czy boję się przyszłości? Owszem ponieważ  nie nauczyłam się z tym radzić. Kolejny raz wylewam to na papier. Może jest wtedy łatwiej? Nie. Gów...no prawda. Zanim nauczę się samej siebie to nie wiem ile minie czasu...  Zawsze to maskowałam żeby nikt nie zauważył. Ciągle mam nasze wspólne zdjęcie z tym mężczyzną- zostawiłam je...  Jestem w środku zmęczona. Tyle wystarczy ponieważ będę jeszcze gorzej rowalona po dzisiejszej sesji na terapii plus to, że moje błędy są okropne i z tym trzeba się zmierzyć.  

Jak się czujesz po kolejnej sesji na terapii? Myślisz, że idzie to w dobrym kierunku?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 16.06.2026 o 08:19, Kryształ40 napisał(a):

Opowiem o początkach swojej terapii. Wychodzę z niej i czuję się jakbym pracowała w kopalni. Chce mi się płakać, czuję się wyczerpana, zmęczona i nie mam chęci ani ochoty na nic. Najpierw zaczęło się omawianie mojego dzieciństwa- w wieku 9 lat mój ojczym mnie dotknął- kiedyś to był dla mnie wstyd, dzisiaj już mówię o tym otwarcie, to nie moja wina. W dorosłym życiu miałam przez to problemy ze współżyciem, ale udało się wszystko rozwiązać. Mam córkę, która mieszka z tatą. Dlaczego? Przegrałam sprawę w Sądzie. Córka ma dobrego ojca. Wiem, że się nią dobrze opiekuje i nigdy jej niczego nie zabraknie. Widujemy się kiedy chcemy i jak długo. Tata mojej córki nie robi z tego tytułu żadnego problemu. Kolejny mój błąd to okłamywanie mężczyzny, że pracowałam. Prawda jest taka, że nie mogłam przez nerwicę rok czasu pracować. Mogłam powiedzieć prawdę, a nie perfidnie kłamać. Dlaczego tak? Czułam się gorsza, że może mnie nie doceni, że mnie nie zechce, że uzna za nieroba itp. Na tym nie koniec. Starałam się bardzo zrozumieć jego zaburzenie, ale najwyraźniej nie wszystko rozumiałam jak należy. Wiem, że w przypływie gniewu, frustracji itp.nie powinien nazywać mnie głupią babą, że mam się puknąć w łeb, że mam zryty łeb itp. Tylko, że może on tak bardzo starał się pokazać co przechodzi, jak sobie nie radzi i czego ja nie rozumiem. Na terapii omawiamy też kwestię narcyzmu- po wnikliwej obserwacji, rozmowach itp. wyszło, że nie jestem narcyzem. Problem tkwi gdzieś indziej. To, że się często ostatnio kłóciłam z mężczyzną... Dlaczego? Dlatego, że pragnęłam i pragnę poczucia bezpieczeństwa i prawdziwej miłości. Za co powinnam przeprosić? Za to, że nie słuchałam jak należy, za to, że on się starał, a ja? Bałam i boję się odrzucenia. Dlaczego? ponieważ w dzieciństwie zabrakło mojego ojca, który zmarł na raka i nie miałam prawdziwego wzorca. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Teraz już wiem skąd bierze się u mnie ten mechanizm. Nie mam możliwości żeby jego przeprosić i wytłumaczyć o co chodzi i dlaczego tak mam. Czy czuję się gorsza od innych? Tak. Czy czuję, że nie jestem wystarczająca? Tak. Czego się uczę? Przyznawać szczerze do swoich błędów. Nie myślałam, że terapia może tak zacząć zmieniać człowieka. Leżę w łóżku i lecą mi łzy bo jeszcze wiele przede mną żeby przyznać jak bardzo mam dużo błędów. To jest chol...ernie ciężkie, ale potrzebne. Słowo PRZEPRASZAM ma być szczere i wiązać się z czynami i poprawą samej siebie. Wylewam to na papier żeby nie trzymać tego w sobie. Nie bójcie się terapii. Ona jest po to żeby zmienić wiele w życiu, żeby zrozumieć i odnaleźć siebie. Wierzę w to, że odnajdę dawną siebie- kobietę, która zazna w życiu spokoju, szczęścia, miłości i przede wszystkim zrozumienia potrzeb drugiego człowieka. Czego oczekuję? Raczej niczego. Chciałam tylko podzielić się moją drogą związaną z terapią. Przyjmę każdą krytykę. Życzę Wam powodzenia na terapii. Trzymajcie się bo wiem jakie to bardzo trudne.  

Trzeba byc cholernie odwaznym, aby zdobyc sie na taka szczerosc ze soba samym ❤️

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 minut temu, Kryształ40 napisał(a):

 

Coś mi się tam przycisnęlo nie tak... Wracając do tematu terapii...Nie poddaję się. Ciężka walka.  Uczucie jakbym stała na ringu bijąc się sama ze sobą.  Wychodzę z terapii i często mam łzy, ale nadal czuję, że jestem w dobrym miejscu. Za to mogę podziękować sobie i przede wszystkim koleżance, która mnie tam zaprowadziła.  Koleżanki (ich grono się powiększyło) zabierają mnie w różne miejsca żebym za dużo nie myślała albo po prostu któraś dzwoni lub pisze żebym do niej przyszła do domu. Koleżanka zna wszystko- nie ocenia, stoi obok i podaję rękę. Dlaczego się dziwię, że tak można? Ponieważ dawno nie widziałam czegoś takiego żeby ktoś pomimo tych wszystkich moich błędów stał przy mnie i dawał mi czas na płacz, złość i wściekłość na samą siebie. Poukładać sobie wszystko w głowie to dopiero sztuka. Myśl która mnie trzyma? Masz córkę, nie możesz się poddać, walcz. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Kryształ40 napisał(a):

Coś mi się tam przycisnęlo nie tak... Wracając do tematu terapii...Nie poddaję się. Ciężka walka.  Uczucie jakbym stała na ringu bijąc się sama ze sobą.  Wychodzę z terapii i często mam łzy, ale nadal czuję, że jestem w dobrym miejscu. Za to mogę podziękować sobie i przede wszystkim koleżance, która mnie tam zaprowadziła.  Koleżanki (ich grono się powiększyło) zabierają mnie w różne miejsca żebym za dużo nie myślała albo po prostu któraś dzwoni lub pisze żebym do niej przyszła do domu. Koleżanka zna wszystko- nie ocenia, stoi obok i podaję rękę. Dlaczego się dziwię, że tak można? Ponieważ dawno nie widziałam czegoś takiego żeby ktoś pomimo tych wszystkich moich błędów stał przy mnie i dawał mi czas na płacz, złość i wściekłość na samą siebie. Poukładać sobie wszystko w głowie to dopiero sztuka. Myśl która mnie trzyma? Masz córkę, nie możesz się poddać, walcz. 

Obudziłaś wszystkich w domu, mam powiadomienia podpięte pod siatę rupieci i blaszane wiadro. Jak to wszystko pizło... x)

 

A tak poważnie to wszystko co piszesz wygląda dobrze, sobie bym więcej uwagi poświęcił. Jesteś matką, nie znam tego instynktu, ale jesteś też człowiekiem a jako drugi człowiek wiem, że miłość do samego siebie jest ważnym elementem istnienia. Bardzo dobrze, że obok są ludzie. Walczysz ;)

Edytowane przez Nie lubię świtu

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Kryształ40 napisał(a):

Koleżanki (ich grono się powiększyło) zabierają mnie w różne miejsca żebym za dużo nie myślała albo po prostu któraś dzwoni lub pisze żebym do niej przyszła do domu. Koleżanka zna wszystko- nie ocenia, stoi obok i podaję rękę.

Ale Ci zazdroszczę koleżanek, tylko ja jestem z tego rodzaj ludzi, że mnie nie da się wyciągnąć na siłę. Nawet jak tę osobę uwiebiam, to jak sobie ustanowię zabakarydowanie w domu, to nigdzie nie pójdę. Chociaż jest taka jedna osoba, która po prostu wymyśli coś i idziemy, ale wchodzi do domu bez pukania. Ale to kuzynka, więc może, bo znam ją od 21 lat :D 

 

Ale ogólnie na pewno dobrze mieć ludzi wokół siebie. Ja czasem narzekam, że jest ich niewielu, ale sama popaliłam wiele mostów, no i tak.

Myślę, że normalność to najnudniejsza rzecz, jaką człowiek może być.

Otaczam się dziwnymi ludźmi, bo dzięki nim życie jest mniej nudne.

Fascynują mnie ludzie, którzy żyją poza zasadami.

Najciekawsi ludzie to ci, którzy nie starają się wpasować.

Lubię ludzi, którzy są trochę szaleni, bo inaczej patrzą na świat.

Andy Warhol

Andy Warhol (1986)_Easy-Resize.com (1).jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

12 godzin temu, Nie lubię świtu napisał(a):

Obudziłaś wszystkich w domu, mam powiadomienia podpięte pod siatę rupieci i blaszane wiadro. Jak to wszystko pizło... x)

 

A tak poważnie to wszystko co piszesz wygląda dobrze, sobie bym więcej uwagi poświęcił. Jesteś matką, nie znam tego instynktu, ale jesteś też człowiekiem a jako drugi człowiek wiem, że miłość do samego siebie jest ważnym elementem istnienia. Bardzo dobrze, że obok są ludzie. Walczysz ;)

To prawda. W końcu trzeba zacząć stawiać siebie na pierwszym miejscu.     Jak to powiadomienie walnęło to wszystkich postawiłam na równe nogi. 

11 godzin temu, Verinia napisał(a):

Ale Ci zazdroszczę koleżanek, tylko ja jestem z tego rodzaj ludzi, że mnie nie da się wyciągnąć na siłę. Nawet jak tę osobę uwiebiam, to jak sobie ustanowię zabakarydowanie w domu, to nigdzie nie pójdę. Chociaż jest taka jedna osoba, która po prostu wymyśli coś i idziemy, ale wchodzi do domu bez pukania. Ale to kuzynka, więc może, bo znam ją od 21 lat :D 

 

Ale ogólnie na pewno dobrze mieć ludzi wokół siebie. Ja czasem narzekam, że jest ich niewielu, ale sama popaliłam wiele mostów, no i tak.

To jest dopiero od niedawna, że mam wokół siebie koleżanki. Wcześniej tak nie było i bardzo mi tego brakowało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

50 minut temu, Kryształ40 napisał(a):

 

To jest dopiero od niedawna, że mam wokół siebie koleżanki. Wcześniej tak nie było i bardzo mi tego brakowało.

Znajomi, koledzy, koleżanki to bardzo ważny aspekt i ogromnie potrzebny dla dobrego funkcjonowania człowieka. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 godzin temu, brum.brum napisał(a):

Znajomi, koledzy, koleżanki to bardzo ważny aspekt i ogromnie potrzebny dla dobrego funkcjonowania człowieka. 

Tak, wiem. Dlatego dobrze, że teraz mam przy sobie takie osoby. Inaczej było gorzej, a tak zawsze mogę się wygadać.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem już co zrobić...Najlepiej zniknąć z tej planety czy jak??? Budzę się i nic mi się nie chce.  Pisałam wcześniej, że mam więcej błędów w życiu. Kolejny mój błąd to taki, że mam męża- owszem żyjemy jak tzw. lokatorzy, ale to niczego nie usprawiedliwia, że w tym czasie przez prawie 2 lata spotykałam się z innym mężczyzną i co? Jestem taka super? Nic nie jest kurw...a w porządku.  Nie wiem jak żyć. Brakuje mi już sił na samą siebie.. Chodzę do lekarza- mam nerwicę lękową, ale o tym wspominałam. Chodzę na terapię.  Czuję się okropnie z tym wszystkim. Nie ma na mnie żadnego usprawiedliwienia bo niby jakie? Żadne. Mogłabym jeszcze wiele pisać o moich błędach. Nie wiem w  którym momencie pogubiłam się sama ze sobą, ale dowiem się na terapii. Czuję się tragicznie. Na własne życzenie mam takie samopoczucie.Może chodziło o to żeby w końcu stworzyć związek w którym będę czuła poczucie bezpieczeństwa, że jestem kochana, że w końcu poczuję spokój i , że to będzie właśnie ta odpowiednia osoba. Płaczę jak to piszę...Co się stało z kobietą którą byłam iks lat temu...??? Na to nikt mi nie da odpowiedzi, jedynie zaś terapia. Dlatego pisałam, że błędów mam tyle, że nawet nie zliczę...Nie potrafię na dzień dzisiejszy żyć tak żeby czuć spokój... bo jak mam czuć coś takiego skoro prawda jest jaka jest...???  Mam ochotę walnąć przysłowiowo głową w ścianę żeby nabić sobie odpowiedniego rozumu do łba.  Jestem świadoma tego, że będzie ogromna lawina negatywnych komentarzy, ale po to to przelewam zaś na papier żeby nie dusić tego w sobie. Modlę się żeby dotrwać do końca terapii i wyciągnąć z niej lepszą wersją siebie.Na dzisiaj to chyba tyle i aż tyle. 

 

Edytowane przez Kryształ40

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Kryształ40 napisał(a):

Nie wiem już co zrobić...Najlepiej zniknąć z tej planety czy jak??? Budzę się i nic mi się nie chce.  Pisałam wcześniej, że mam więcej błędów w życiu. Kolejny mój błąd to taki, że mam męża- owszem żyjemy jak tzw. lokatorzy, ale to niczego nie usprawiedliwia, że w tym czasie przez prawie 2 lata spotykałam się z innym mężczyzną i co? Jestem taka super? Nic nie jest kurw...a w porządku.  Nie wiem jak żyć. Brakuje mi już sił na samą siebie.. Chodzę do lekarza- mam nerwicę lękową, ale o tym wspominałam. Chodzę na terapię.  Czuję się okropnie z tym wszystkim. Nie ma na mnie żadnego usprawiedliwienia bo niby jakie? Żadne. Mogłabym jeszcze wiele pisać o moich błędach. Nie wiem w  którym momencie pogubiłam się sama ze sobą, ale dowiem się na terapii. Czuję się tragicznie. Na własne życzenie mam takie samopoczucie.Może chodziło o to żeby w końcu stworzyć związek w którym będę czuła poczucie bezpieczeństwa, że jestem kochana, że w końcu poczuję spokój i , że to będzie właśnie ta odpowiednia osoba. Płaczę jak to piszę...Co się stało z kobietą którą byłam iks lat temu...??? Na to nikt mi nie da odpowiedzi, jedynie zaś terapia. Dlatego pisałam, że błędów mam tyle, że nawet nie zliczę...Nie potrafię na dzień dzisiejszy żyć tak żeby czuć spokój... bo jak mam czuć coś takiego skoro prawda jest jaka jest...???  Mam ochotę walnąć przysłowiowo głową w ścianę żeby nabić sobie odpowiedniego rozumu do łba.  Jestem świadoma tego, że będzie ogromna lawina negatywnych komentarzy, ale po to to przelewam zaś na papier żeby nie dusić tego w sobie. Modlę się żeby dotrwać do końca terapii i wyciągnąć z niej lepszą wersją siebie.Na dzisiaj to chyba tyle i aż tyle. 

 

We wcześniejszych postach własnoręcznie napisałaś co robić: "szczerze przeprosić się ze sobą i światem i zmienić zachowanie" Nie mnie oceniać Twoje wybory, ale Tobie samej jest z nimi ciężko, więc były nietrafione. Wyciągnij wnioski, pomyśl jaką osobą chciałabyś być i działaj tak żeby możliwie zbliżyć się do tego obrazu. Każde z nas napierdoliło w życiu głupot, większość skrzywdziła przy tym ludzi i cóż. Należy to przyjąć jako część swego człowieczeństwa. Po niewinności nie ma co płakać.

 

I btw trochę słabo to wygląda, że Czarna Rzodkiew zakłada swój temat a Ty go przejmujesz^^ dziewczyna aktywnie i merytorycznie tu pisze, może pomyśl nad własnym tematem - zwłaszcza, że awersji do psychoterapii to Ty nie masz ;) pozdrawiam

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 godzin temu, Kryształ40 napisał(a):

Pisałam wcześniej, że mam więcej błędów w życiu. Kolejny mój błąd to taki, że mam męża- owszem żyjemy jak tzw. lokatorzy, ale to niczego nie usprawiedliwia, że w tym czasie przez prawie 2 lata spotykałam się z innym mężczyzną i co? Jestem taka super? Nic nie jest kurw...a w porządku

I się dziwisz, że się źle czujesz? Ja nie. Istnieje coś takiego jak karma. Słyszałaś o tym? I co z tego, że żyliście obok, zamiast razem. Najpierw kończysz związek, dopiero potem wchodzisz w jakąś inną relację. NIe trawię zdrad i nie rozumiem jak można tak robić. Nie jestem święta. Potrafię wygarnąć ukochanej osobie/przyjacielowi/bliskiemu z rodziny. Potem przepraszam, bo wiem, że źle zrobiłam. NIe mam z tym problemu. Praca nad sobą to żmudny proces. A Ty... nie wiem. Ja jestem zła, gdy to czytam. Może mam jakąś nadwrażliwość na zdrady. Mój kompas morlany akurat w tym przypadku pokazuje lojalność. To się nazywa lojalność, wiesz? I nie jestem w szoku, że tak się miewasz. Nawet nie mam ochoty szukać rozwiązania dla Ciebie. Robiłam wiele złych rzeczy w swoim życiu, czasem niepoczytalnie. A potem wiesz co się działo? Karma. I to kurewsko straszna, chora, zła i przerażająca, która się ciągnęła i pewnie ciągnie w mniejszym stopniu nadal. Nie musisz wierzyć w to. Możesz sobie to tłumaczyć tym, że przez to co zrobiłaś, czujesz się źle. Szukaj rozwiązań. A najlepiej chociaż przeproś. Nie wiem jakie macie teraz relacje, może nie doczytałam, ale jak widzę hasło "inny facet", to mnie mdli. Pod tym kątem jestem wykreowana świątecznie, jak kolęda.

Myślę, że normalność to najnudniejsza rzecz, jaką człowiek może być.

Otaczam się dziwnymi ludźmi, bo dzięki nim życie jest mniej nudne.

Fascynują mnie ludzie, którzy żyją poza zasadami.

Najciekawsi ludzie to ci, którzy nie starają się wpasować.

Lubię ludzi, którzy są trochę szaleni, bo inaczej patrzą na świat.

Andy Warhol

Andy Warhol (1986)_Easy-Resize.com (1).jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Nie lubię świtu napisał(a):

We wcześniejszych postach własnoręcznie napisałaś co robić: "szczerze przeprosić się ze sobą i światem i zmienić zachowanie" Nie mnie oceniać Twoje wybory, ale Tobie samej jest z nimi ciężko, więc były nietrafione. Wyciągnij wnioski, pomyśl jaką osobą chciałabyś być i działaj tak żeby możliwie zbliżyć się do tego obrazu. Każde z nas napierdoliło w życiu głupot, większość skrzywdziła przy tym ludzi i cóż. Należy to przyjąć jako część swego człowieczeństwa. Po niewinności nie ma co płakać.

 

I btw trochę słabo to wygląda, że Czarna Rzodkiew zakłada swój temat a Ty go przejmujesz^^ dziewczyna aktywnie i merytorycznie tu pisze, może pomyśl nad własnym tematem - zwłaszcza, że awersji do psychoterapii to Ty nie masz ;) pozdrawiam

Z tym masz, rację powinnam ogarnąć jak wstawić swój własny post żeby nikomu nie robić żadnego zamętu. 

Edytowane przez Kryształ40

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

28 minut temu, Verinia napisał(a):

I się dziwisz, że się źle czujesz? Ja nie. Istnieje coś takiego jak karma. Słyszałaś o tym? I co z tego, że żyliście obok, zamiast razem. Najpierw kończysz związek, dopiero potem wchodzisz w jakąś inną relację. NIe trawię zdrad i nie rozumiem jak można tak robić. Nie jestem święta. Potrafię wygarnąć ukochanej osobie/przyjacielowi/bliskiemu z rodziny. Potem przepraszam, bo wiem, że źle zrobiłam. NIe mam z tym problemu. Praca nad sobą to żmudny proces. A Ty... nie wiem. Ja jestem zła, gdy to czytam. Może mam jakąś nadwrażliwość na zdrady. Mój kompas morlany akurat w tym przypadku pokazuje lojalność. To się nazywa lojalność, wiesz? I nie jestem w szoku, że tak się miewasz. Nawet nie mam ochoty szukać rozwiązania dla Ciebie. Robiłam wiele złych rzeczy w swoim życiu, czasem niepoczytalnie. A potem wiesz co się działo? Karma. I to kurewsko straszna, chora, zła i przerażająca, która się ciągnęła i pewnie ciągnie w mniejszym stopniu nadal. Nie musisz wierzyć w to. Możesz sobie to tłumaczyć tym, że przez to co zrobiłaś, czujesz się źle. Szukaj rozwiązań. A najlepiej chociaż przeproś. Nie wiem jakie macie teraz relacje, może nie doczytałam, ale jak widzę hasło "inny facet", to mnie mdli. Pod tym kątem jestem wykreowana świątecznie, jak kolęda.

Ja Ci przyznam z tym wszystkim rację. Najpierw jeden temat zamknąć całkowicie, a później kolejny rozdział w życiu. W ogóle się Tobie nie dziwię, że masz taką opinię. Uważam, że każdy będzie miał taką samą. Trzymaj się i dziękuję pomimo tego za Twoją wypowiedź.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Nie lubię świtu napisał(a):

A i nie wiem dlaczego spodziewasz się lawiny negatywnych komentarzy, raczej się zaskoczysz:p

Nie wiem czy się zaskoczę bardziej to będą negatywne wypowiedzi i nie ma co się w ogóle dziwić. Kto by się miał dziwić skoro takie coś było? Niby żyjemy obok jak lokatorzy, nie ma współżycia, mało rozmów, ale to nie jest żadne usprawiedliwienie i będzie mnie bolał taki błąd i pełno innych na swoje własne życzenie.  Cóż z tego, że mężczyznie to nie przeszkadzało, że mam męża? Żadne usprawiedliwienie. Nic tutaj nie jest w porządku. Może próbujesz w jakiś sposób wytłumaczyć mi różne błędy innych osób, ale to nie ma usprawiedliwienia. Bo niby jakie? Żadne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

41 minut temu, Kryształ40 napisał(a):

Nie wiem czy się zaskoczę bardziej to będą negatywne wypowiedzi i nie ma co się w ogóle dziwić. Kto by się miał dziwić skoro takie coś było? Niby żyjemy obok jak lokatorzy, nie ma współżycia, mało rozmów, ale to nie jest żadne usprawiedliwienie i będzie mnie bolał taki błąd i pełno innych na swoje własne życzenie.  Cóż z tego, że mężczyznie to nie przeszkadzało, że mam męża? Żadne usprawiedliwienie. Nic tutaj nie jest w porządku. Może próbujesz w jakiś sposób wytłumaczyć mi różne błędy innych osób, ale to nie ma usprawiedliwienia. Bo niby jakie? Żadne.

Tego, co sie stalo nie zmienisz, najwazniejsze zeby uczyc sie z bledow i juz ich nie powtarzac. Sytuacje z mezem powinnas wyjasnic, dobrze wiedziec na czym sie stoi. Zamiast sie biczowac, poszukaj powodow dlaczego tak robilas i jak temu zapobiec w przyszlosci. To najlepsze co mozesz zrobic, kazdy popelnia bledy i kazdy skrzywdzil kogos w zyciu. Nie mowie, ze to dobrze, ale najwazniejsze jest to, czy wyciagniemy z tego jakies wnioski, czy bedziemy sie usprawiedliwiac lub udawac, ze nie ma sprawy, albo ciagle robic to samo.

Edytowane przez Żaba Monika

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

36 minut temu, Kryształ40 napisał(a):

Może próbujesz w jakiś sposób wytłumaczyć mi różne błędy innych osób, ale to nie ma usprawiedliwienia. Bo niby jakie? Żadne.

Nie próbuję, zdrada i manipulacje nad lojalnością bardzo mnie odrzucają. To jest chyba jedna z brudniejszych rzeczy jaką możemy zrobić a nad którą ludzie jakoś dziwnie przechodzą do porządku dziennego. Mierzi mnie straszliwie. Po prostu trzeba naprawić co się jeszcze da, prawdę, szczery żal, dopuścić, że zrobiło się komuś krzywdę i żyć. Lepiej. Zdrowiej.

4 minuty temu, Żaba Monika napisał(a):

Tego, co sie stalo nie zmienisz, najwazniejsze zeby uczyc sie z bledow i juz ich nie powtarzac. Sytuacje z mezem powinnas wyjasnic, dobrze wiedziec na czym sie stoi. Zamiast sie biczowac, poszukaj powodow dlaczego tak robilas i jak temu zapobiec w przyszlosci. To najlepsze co mozesz zrobic, kazdy popelnia bledy i kazdy skrzywdzil kogos w zyciu. Nie mowie, ze to dobrze, ale najwazniejsze jest to, czy wyciagniemy z tego jakies wnioski, czy bedziemy sie usprawiedliwiac lub udawac, ze nie ma sprawy, albo ciagle robic to samo.

O to to

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, Kryształ40 napisał(a):

Ja wiem, że ona stwierdziła, że jej to nie przeszkadza. Tylko pomimo tego raczej powinnam założyć swój własny temat i po kłopocie. Spróbuję to ogarnąć. Ech...Dziwię się,  że po przeczytaniu czegoś takiego jeszcze mi piszesz i pomagasz jak mam to zrobić. Dzięki. 

Nie przesadzaj, dałaś dupy dosłownie i w przenośni 🙃 ale jesteś człowiekiem, zrób coś z tym. Monikę poczytaj, pisze zwięźle i mądrze. To nie chodzi o to żeby się teraz upodlić z tego wszystkiego i wyjechać w bie.... Na forum dla czubków.

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

17 minut temu, Nie lubię świtu napisał(a):

Nie przesadzaj, dałaś dupy dosłownie i w przenośni 🙃 ale jesteś człowiekiem, zrób coś z tym. Monikę poczytaj, pisze zwięźle i mądrze. To nie chodzi o to żeby się teraz upodlić z tego wszystkiego i wyjechać w bie.... Na forum dla czubków.

Tak, czytałam Monikę. Wasze wszystkie krytyki przyjmuję tak jak powinnam przyjąć. Bardziej się boję sama siebie, że z tego wszystkiego można oszalec i to tak dosłownie, ale jak się tak wybrało to tak się ma. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

27 minut temu, Nie lubię świtu napisał(a):

Nie próbuję, zdrada i manipulacje nad lojalnością bardzo mnie odrzucają. To jest chyba jedna z brudniejszych rzeczy jaką możemy zrobić a nad którą ludzie jakoś dziwnie przechodzą do porządku dziennego. Mierzi mnie straszliwie. Po prostu trzeba naprawić co się jeszcze da, prawdę, szczery żal, dopuścić, że zrobiło się komuś krzywdę i żyć. Lepiej. Zdrowiej.

O to to

Dokładnie tak jak jest to przez Was  napisane.  Jeżeli nie będzie to szczere to niestety nic z tego nie wyjdzie. Poszłam na terapię żeby zrozumieć siebie, cały mechanizm tego wszystkiego i jak mogę stać się lepszą wersją siebie plus naprawić to co mogę.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

34 minuty temu, Żaba Monika napisał(a):

Tego, co sie stalo nie zmienisz, najwazniejsze zeby uczyc sie z bledow i juz ich nie powtarzac. Sytuacje z mezem powinnas wyjasnic, dobrze wiedziec na czym sie stoi. Zamiast sie biczowac, poszukaj powodow dlaczego tak robilas i jak temu zapobiec w przyszlosci. To najlepsze co mozesz zrobic, kazdy popelnia bledy i kazdy skrzywdzil kogos w zyciu. Nie mowie, ze to dobrze, ale najwazniejsze jest to, czy wyciagniemy z tego jakies wnioski, czy bedziemy sie usprawiedliwiac lub udawac, ze nie ma sprawy, albo ciagle robic to samo.

Dokładnie tak. Jest mi ciężko, ale to moje błędy, a nie czyjeś. To ja mam brać za nie odpowiedzialność.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×