Skocz do zawartości
Nerwica.com

Awersja do psychoterapii. Jak się przełamać?


czarna rzodkiew

Rekomendowane odpowiedzi

18 godzin temu, Nie lubię świtu napisał(a):

Sposób bycia terapeutki - Może wytłumacz jej kulturalnie - tak kiedy skończy już swoją myśl, że szanujesz, słyszysz, może nawet rozumiesz ale zdarzają się jej wycieczki do nikąd co powoduje w Tobie napięcie, niechęć, poczucie straty czasu, whatever wpisz tu swoje. Lepiej ją z tym zderzyć niż np z nagła przestać do niej chodzić. Nie miej litości, wybrała sobie trudną pracę za którą dostaje dobre pieniądze. Chyba nie powinno być tak, że w tym miejscu napotykasz nowe trudności związane stricte z osobą terapeuty. To powinien być Twój czas.

 

Zlewające się dni - terapia to krok, a dni pomiędzy sesjami to już inna para kaloszy. Wiem, że chorując bywamy w kiepskiej formie i czasem potrzebujemy złapać oddech. Tylko niech to będzie etap, potrzebny i skończony. Na przykładzie dnia wczorajszego: nie jestem w dobrym stanie, często nie wiem co ze sobą zrobić, szukanie motywacji jest bezcelowe, po prostu podejmuje małe decyzję i się ich trzymam. Wczoraj był to spacer, wybrałem się w bliżej nieokreślonym kierunku, ostatnio często zaglądam do pobliskiego parku więc tam skręciłem. No i tak, pierwsza przyszła ulga, lekki chłód wywiany z pod drzew, schronie przed słońcem. W taki upalny dzień jak wczoraj miałem szczere poczucie spełnienia, że dotarłem do konkretnego, sensownego miejsca. Drugi był zając. Początkowo policzyłem ile ja tych leków zjadłem, czy nie zafundowałem sobie razy dwa:p Ale nie to był mały zajączek z białą dupcią i ogonkiem. Ze 20 metrów w głąb drzew jesze kilka i wyraźnie widoczny cud zajęczej inżynierii czyli dziura. Nie podchodziłem jakoś specjalnie blisko, żeby nie straszyć zwierząt, klapnąlem troszkę bliżej. Może z 10 metrów, po zającach było widać, że zaczynają się niepokoić i to była nasza granicą. Posiedziałem tam chwilę, w zasadzie to ciesząc się z cholera wie czego. A te zajączki to jak zobaczyły, że nie jestem głody i nie wykonuje gwałtownych ruchów to w moment były wszędzie dookoła. Później polazłem na ławkę. Rozwaliłem się po całej długości. Zauważyłem, że jestem dobrze wychowany bo buty jednak miałem w powietrzu x) napiłem się, zapaliłem papierosa, poszperałem za muzyką, popatrzyłem na aranżację alejki wokół. Już miałem się zbierać kiedy zagadnęła mnie jakaś laska, na oko rocznik 2023/24 😁 a rudy taki rozczochraniec w wielkich okularach. Rodzice coś tam ją strofowali ale takie miny, spojrzenia i uśmiechy trzaskała, że w moment wszyscy się żeśmy śmiali. Wróciłem do domu kilkukrotnie jeszcze uśmiechając się do swoich myśli. Czy zrobiłem coś co robią ludzie zdrowi? Czy lubię spacery? Czy lubię obserwować? Nawet nie wiem. Ale kiedy dzisiaj to piszę, cieszę się, że nie przewracałem się tamtego dnia w pościeli upoconej tym całym gównem które mnie zwykle trawi. Życie jest jakie jest. Ale często sobie nie pomagamy.

 

Nom nie tylko terapeutka lubi gadać i musi skończyć 😁

 

Tradycyjnie fajnie, że jesteś w ruchu, trzymam kciuki.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 minut temu, Kryształ40 napisał(a):

 

Coś mi się tam przycisnęlo nie tak... Wracając do tematu terapii...Nie poddaję się. Ciężka walka.  Uczucie jakbym stała na ringu bijąc się sama ze sobą.  Wychodzę z terapii i często mam łzy, ale nadal czuję, że jestem w dobrym miejscu. Za to mogę podziękować sobie i przede wszystkim koleżance, która mnie tam zaprowadziła.  Koleżanki (ich grono się powiększyło) zabierają mnie w różne miejsca żebym za dużo nie myślała albo po prostu któraś dzwoni lub pisze żebym do niej przyszła do domu. Koleżanka zna wszystko- nie ocenia, stoi obok i podaję rękę. Dlaczego się dziwię, że tak można? Ponieważ dawno nie widziałam czegoś takiego żeby ktoś pomimo tych wszystkich moich błędów stał przy mnie i dawał mi czas na płacz, złość i wściekłość na samą siebie. Poukładać sobie wszystko w głowie to dopiero sztuka. Myśl która mnie trzyma? Masz córkę, nie możesz się poddać, walcz. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Kryształ40 napisał(a):

Coś mi się tam przycisnęlo nie tak... Wracając do tematu terapii...Nie poddaję się. Ciężka walka.  Uczucie jakbym stała na ringu bijąc się sama ze sobą.  Wychodzę z terapii i często mam łzy, ale nadal czuję, że jestem w dobrym miejscu. Za to mogę podziękować sobie i przede wszystkim koleżance, która mnie tam zaprowadziła.  Koleżanki (ich grono się powiększyło) zabierają mnie w różne miejsca żebym za dużo nie myślała albo po prostu któraś dzwoni lub pisze żebym do niej przyszła do domu. Koleżanka zna wszystko- nie ocenia, stoi obok i podaję rękę. Dlaczego się dziwię, że tak można? Ponieważ dawno nie widziałam czegoś takiego żeby ktoś pomimo tych wszystkich moich błędów stał przy mnie i dawał mi czas na płacz, złość i wściekłość na samą siebie. Poukładać sobie wszystko w głowie to dopiero sztuka. Myśl która mnie trzyma? Masz córkę, nie możesz się poddać, walcz. 

Obudziłaś wszystkich w domu, mam powiadomienia podpięte pod siatę rupieci i blaszane wiadro. Jak to wszystko pizło... x)

 

A tak poważnie to wszystko co piszesz wygląda dobrze, sobie bym więcej uwagi poświęcił. Jesteś matką, nie znam tego instynktu, ale jesteś też człowiekiem a jako drugi człowiek wiem, że miłość do samego siebie jest ważnym elementem istnienia. Bardzo dobrze, że obok są ludzie. Walczysz ;)

Edytowane przez Nie lubię świtu

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Kryształ40 napisał(a):

Koleżanki (ich grono się powiększyło) zabierają mnie w różne miejsca żebym za dużo nie myślała albo po prostu któraś dzwoni lub pisze żebym do niej przyszła do domu. Koleżanka zna wszystko- nie ocenia, stoi obok i podaję rękę.

Ale Ci zazdroszczę koleżanek, tylko ja jestem z tego rodzaj ludzi, że mnie nie da się wyciągnąć na siłę. Nawet jak tę osobę uwiebiam, to jak sobie ustanowię zabakarydowanie w domu, to nigdzie nie pójdę. Chociaż jest taka jedna osoba, która po prostu wymyśli coś i idziemy, ale wchodzi do domu bez pukania. Ale to kuzynka, więc może, bo znam ją od 21 lat :D 

 

Ale ogólnie na pewno dobrze mieć ludzi wokół siebie. Ja czasem narzekam, że jest ich niewielu, ale sama popaliłam wiele mostów, no i tak.

Otwórz się na swój najgłębszy lęk; po tym lęk straci moc, a lęk przed wolnością skurczy się i zniknie. Jesteś wolny.

 

Jim Morrison_Easy-Resize.com (1).jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

12 godzin temu, Nie lubię świtu napisał(a):

Obudziłaś wszystkich w domu, mam powiadomienia podpięte pod siatę rupieci i blaszane wiadro. Jak to wszystko pizło... x)

 

A tak poważnie to wszystko co piszesz wygląda dobrze, sobie bym więcej uwagi poświęcił. Jesteś matką, nie znam tego instynktu, ale jesteś też człowiekiem a jako drugi człowiek wiem, że miłość do samego siebie jest ważnym elementem istnienia. Bardzo dobrze, że obok są ludzie. Walczysz ;)

To prawda. W końcu trzeba zacząć stawiać siebie na pierwszym miejscu.     Jak to powiadomienie walnęło to wszystkich postawiłam na równe nogi. 

11 godzin temu, Verinia napisał(a):

Ale Ci zazdroszczę koleżanek, tylko ja jestem z tego rodzaj ludzi, że mnie nie da się wyciągnąć na siłę. Nawet jak tę osobę uwiebiam, to jak sobie ustanowię zabakarydowanie w domu, to nigdzie nie pójdę. Chociaż jest taka jedna osoba, która po prostu wymyśli coś i idziemy, ale wchodzi do domu bez pukania. Ale to kuzynka, więc może, bo znam ją od 21 lat :D 

 

Ale ogólnie na pewno dobrze mieć ludzi wokół siebie. Ja czasem narzekam, że jest ich niewielu, ale sama popaliłam wiele mostów, no i tak.

To jest dopiero od niedawna, że mam wokół siebie koleżanki. Wcześniej tak nie było i bardzo mi tego brakowało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

50 minut temu, Kryształ40 napisał(a):

 

To jest dopiero od niedawna, że mam wokół siebie koleżanki. Wcześniej tak nie było i bardzo mi tego brakowało.

Znajomi, koledzy, koleżanki to bardzo ważny aspekt i ogromnie potrzebny dla dobrego funkcjonowania człowieka. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

21 minut temu, brum.brum napisał(a):

Znajomi, koledzy, koleżanki to bardzo ważny aspekt i ogromnie potrzebny dla dobrego funkcjonowania człowieka. 

A kto tak powiedział? :D 

Otwórz się na swój najgłębszy lęk; po tym lęk straci moc, a lęk przed wolnością skurczy się i zniknie. Jesteś wolny.

 

Jim Morrison_Easy-Resize.com (1).jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, brum.brum napisał(a):

Nie rozumiem o co pytasz 

Kto powiedział, że znajomi to ważny aspekt w życiu?

Otwórz się na swój najgłębszy lęk; po tym lęk straci moc, a lęk przed wolnością skurczy się i zniknie. Jesteś wolny.

 

Jim Morrison_Easy-Resize.com (1).jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

44 minuty temu, brum.brum napisał(a):

Aha o to chodzi. A czy ja nie mogę mieć podobnego zdania?

Ciekawi mnie, co takiego ważnego jest w posiadaniu znajomych i kolegów. Są ludzie, którzy nie potrzebują do szczęścia znajomych z którymi powinni robić rzeczy i utrzymywać kontakt. Są tacy, wiesz? I mają się dobrze. Zatem ciekawi mnie Twoje zdanie, skąd ta wiedza, skąd tę wiedzę czerpiesz? Z własnego życia, czy jakiegoś filozofa. Rozwiń myśl...

Otwórz się na swój najgłębszy lęk; po tym lęk straci moc, a lęk przed wolnością skurczy się i zniknie. Jesteś wolny.

 

Jim Morrison_Easy-Resize.com (1).jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 godzin temu, brum.brum napisał(a):

Znajomi, koledzy, koleżanki to bardzo ważny aspekt i ogromnie potrzebny dla dobrego funkcjonowania człowieka. 

Tak, wiem. Dlatego dobrze, że teraz mam przy sobie takie osoby. Inaczej było gorzej, a tak zawsze mogę się wygadać.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 godzin temu, Verinia napisał(a):

Ciekawi mnie, co takiego ważnego jest w posiadaniu znajomych i kolegów. Są ludzie, którzy nie potrzebują do szczęścia znajomych z którymi powinni robić rzeczy i utrzymywać kontakt. Są tacy, wiesz? I mają się dobrze. Zatem ciekawi mnie Twoje zdanie, skąd ta wiedza, skąd tę wiedzę czerpiesz? Z własnego życia, czy jakiegoś filozofa. Rozwiń myśl...

Przede wszystkim w własnego doświadczenia, z własnych przeżyć. Zauważyłem, że mając kilka lat wstecz, sporo znajomych całkowicie inaczej funkcjonowałem na codzień. Wewnętrznie byłem bardziej spokojny, zadowolony z życia. Relacje bardzo dużo wnosiły do mojego życia. 
Piszesz, że nie potrzebujesz do szczęścia innych ludzi - okej możesz tak mieć. Sam jestem introwertykiem i cenię sobie bycie samemu ze sobą. Ja mam troszeczkę inne zdanie na temat kolegów/znajomych i podobnie jak Tobie, jest mi z tym dobrze 🙂 ( tutaj powinienem wrzucić jakiś mądry cytat najlepiej z Junga czy Baumana, ale tego nie zrobię )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×