Skocz do zawartości
Nerwica.com

Awersja do psychoterapii. Jak się przełamać?


czarna rzodkiew

Rekomendowane odpowiedzi

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Korzystając więc z pełnej godziny opowiedziałam bardzo dużo rzeczy, trochę przy tym płacząc na początku, może ze stresu, może z przypomnienia sobie pewnych wydarzeń, jako że na co dzień duszę wszystko w sobie i nie konfrontuję się z własną głową, tylko wiecznie się rozpraszam - oglądaniem filmów, scrollowaniem.

Ja nawet lubię popłakać na terapii, to jest dla mnie ok i daje trochę takie uczucie jakbym się czegoś pozbywała. 

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Miałam nadzieję na dużo wnikliwych pytań, a dostałam tezy i porównania do postaci fikcyjnych, życia jej i pacjentów, na których się wyłączałam.

Tak to już jest, że jak mamy pewne oczekiwania to możemy czuć się rozczarowani. Dlatego ja do ostatniej terapii podeszłam bez większych oczekiwań, zresztą chyba trochę bardziej zdaje sobie sprawę z tego czego mogę się spodziewać i od czego to zależy. Co do odwołań do innych pacjentów to osobiście przyznaje że to lubię, mogę wtedy się dowiedzieć że nie jestem sama, że ktoś ma podobnie, że ktoś sobie z czymś poradził więc jest to możliwe itd.

 

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Miałam nadzieję na dużo wnikliwych pytań, a dostałam tezy i porównania do postaci fikcyjnych, życia jej i pacjentów, na których się wyłączałam. Nie podobało mi się to. Czułam, że znowu nie jestem sobą, pomimo tego, jak się otworzyłam, czułam, że mam maskę na sobie. Gotowały się we mnie myśli, że to głupie, co robię, że to wszystko jest nierealne, że siedzi sobie starsza pani przede mną i odpowiada mi w taki sposób, w jaki ja odpowiadałam innym w kryzysie psychicznym, mając 14 lat.

 

Teoretycznie może to jest dobry temat na terapię, ale nie daje gwarancji że powiesz to terapeutce to usłyszysz coś w stylu "to po co Pani do mnie znowu przyszła jak się pani nie podoba, proszę sobie poszukać kogoś innego". Ja swojego terapeutę trochę  "przetestowałam" i mam do niego zaufanie.

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

A ona na następnej wizycie chce wracać do dzieciństwa, które mam już dawno przepracowane, zamknięte i zapomniane. Jedyną nierozwiązaną zagadką jest palące się we mnie uczucie nienawiści do wszystkich i wszystkiego odkąd pamiętam, ale nawet jeśli winni temu byli moi rodzice i otoczenie, to już dawno im wybaczyłam i nie ma do czego wracać.

Ja na swojej ostatniej terapii miałam pełna wolność w tym co przerabiamy. Tak chyba działa terapia psychodynamic na, że to pacjent narzuca temat.

 

Czasami myślimy, że coś mamy przepracowane a potem okazuje się, że jednak nie do końca.

 

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Myślę, że otworzyłam za dużo wątków na pierwszym spotkaniu, nie chciałam jednak zmarnować pieniędzy i żałować, że o czymś nie powiedziałam.

Ja też tak mam że często na terapii prywatnej skupiałam się na kasie i szczerze mi to przeszkadzało w terapii. Nie dawałam sobie prawa do myślenia, obwiniałam się  sie gdy nie chciałam o czymś mówić, bo miałam wrażenie, że marnuje w ten sposób pieniądze.

 

Terapia to często bieg długodystansowy. Nie bez przyczyny NFZ refunduje chyba coś ok. 70 sesji za jednym razem.

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Dziękuję wszystkim za komentarze i podzielenie się swoją historią. Dały mi wiele do myślenia.

 

Po kilku dniach bezczynnego leżenia w łóżku w końcu się przełamałam i postanowiłam, że muszę przynajmniej spróbować. Oceniając wyłącznie po profilach na znanym portalu, z całej puli specjalistów w mojej okolicy tylko dwóch przypadło mi do gustu. Jeden w nurcie CBT - ten nurt został mi zlecony przez psychiatrę, drugi z podejściem integracyjnym, którego finalnie wybrałam ze względu na wolne terminy w przeciwieństwie do pierwszego. Obie kobiety. No i cóż… Nie wiedziałam czego się spodziewać, przygotowałam sobie mniej więcej co powiedzieć, miałam zapisane notatki, żeby się nie pogubić, ale z nich nie skorzystałam na wizycie. Dano mi do zrozumienia, że lepszy jest chaos myślowy. Korzystając więc z pełnej godziny opowiedziałam bardzo dużo rzeczy, trochę przy tym płacząc na początku, może ze stresu, może z przypomnienia sobie pewnych wydarzeń, jako że na co dzień duszę wszystko w sobie i nie konfrontuję się z własną głową, tylko wiecznie się rozpraszam - oglądaniem filmów, scrollowaniem. Miałam nadzieję na dużo wnikliwych pytań, a dostałam tezy i porównania do postaci fikcyjnych, życia jej i pacjentów, na których się wyłączałam. Nie podobało mi się to. Czułam, że znowu nie jestem sobą, pomimo tego, jak się otworzyłam, czułam, że mam maskę na sobie. Gotowały się we mnie myśli, że to głupie, co robię, że to wszystko jest nierealne, że siedzi sobie starsza pani przede mną i odpowiada mi w taki sposób, w jaki ja odpowiadałam innym w kryzysie psychicznym, mając 14 lat. O stresie w pracy praktycznie nie było rozmowy, raz powiedziała, że nie zawsze dobrze jest zmienić pracę, a gdy dodałam więcej kontekstu, to powiedziała, że jednak lepiej zmienić. Wspominała o zapisywaniu myśli w dzienniku, metodzie starej jak świat, którą praktykowałam w przeszłości jako formę autoterapii i to mi faktycznie pomagało, ale od kilku lat nie jestem w stanie do tego wrócić, chyba mi nie uwierzyła, że naprawdę ogarnia mnie bezsilność, że stres i wypalenie zawodowe pogłębiły moje problemy. A ona na następnej wizycie chce wracać do dzieciństwa, które mam już dawno przepracowane, zamknięte i zapomniane. Jedyną nierozwiązaną zagadką jest palące się we mnie uczucie nienawiści do wszystkich i wszystkiego odkąd pamiętam, ale nawet jeśli winni temu byli moi rodzice i otoczenie, to już dawno im wybaczyłam i nie ma do czego wracać. I mam teraz dylemat czy zapisywać się na drugą wizytę czy sobie odpuścić. Nie bardzo chce mi się szukać kogoś innego, przeszło mi nawet przez myśl, że może wyolbrzymiam, ale jednak nawet psychiatra mi powiedział, że już dawno nie miał tak roztrzęsionego pacjenta jak ja, a potem psychoterapeutka też potwierdziła, że miałam objawy ekstremalnego stresu zagrażające życiu. Myślę, że otworzyłam za dużo wątków na pierwszym spotkaniu, nie chciałam jednak zmarnować pieniędzy i żałować, że o czymś nie powiedziałam. Wyszłam z gabinetu bez emocji, jakbym wyszła ze sklepu. Mam dużą samoświadomość, wiem z czego wynikają moje zachowania, niczego nowego się nie dowiedziałam i pewnie nie dowiem, nawet w przypadku tego stresu domyślam się, jakie czynniki zagrały tu rolę. Może zapiszę się na drugą wizytę dla zasady, ale nie spodziewam się przełomu. Jest mi teraz bardziej wszystko jedno niż przedtem i wciąż czuję niechęć do psychoterapeutów, nawet jeśli pani była sympatyczna.

To nie brzmi zachęcająco do terapii. W moim mieście przerobilam każdego terapeutę i się poddaje. No jedynie nie chodziłam do przychodni. Ale szczerze mówiąc pewnie się nie zdecyduję.

Otwórz się na swój najgłębszy lęk; po tym lęk straci moc, a lęk przed wolnością skurczy się i zniknie. Jesteś wolny.

 

Jim Morrison_Easy-Resize.com (1).jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Dziękuję wszystkim za komentarze i podzielenie się swoją historią. Dały mi wiele do myślenia.

 

Po kilku dniach bezczynnego leżenia w łóżku w końcu się przełamałam i postanowiłam, że muszę przynajmniej spróbować. Oceniając wyłącznie po profilach na znanym portalu, z całej puli specjalistów w mojej okolicy tylko dwóch przypadło mi do gustu. Jeden w nurcie CBT - ten nurt został mi zlecony przez psychiatrę, drugi z podejściem integracyjnym, którego finalnie wybrałam ze względu na wolne terminy w przeciwieństwie do pierwszego. Obie kobiety. No i cóż… Nie wiedziałam czego się spodziewać, przygotowałam sobie mniej więcej co powiedzieć, miałam zapisane notatki, żeby się nie pogubić, ale z nich nie skorzystałam na wizycie. Dano mi do zrozumienia, że lepszy jest chaos myślowy. Korzystając więc z pełnej godziny opowiedziałam bardzo dużo rzeczy, trochę przy tym płacząc na początku, może ze stresu, może z przypomnienia sobie pewnych wydarzeń, jako że na co dzień duszę wszystko w sobie i nie konfrontuję się z własną głową, tylko wiecznie się rozpraszam - oglądaniem filmów, scrollowaniem. Miałam nadzieję na dużo wnikliwych pytań, a dostałam tezy i porównania do postaci fikcyjnych, życia jej i pacjentów, na których się wyłączałam. Nie podobało mi się to. Czułam, że znowu nie jestem sobą, pomimo tego, jak się otworzyłam, czułam, że mam maskę na sobie. Gotowały się we mnie myśli, że to głupie, co robię, że to wszystko jest nierealne, że siedzi sobie starsza pani przede mną i odpowiada mi w taki sposób, w jaki ja odpowiadałam innym w kryzysie psychicznym, mając 14 lat. O stresie w pracy praktycznie nie było rozmowy, raz powiedziała, że nie zawsze dobrze jest zmienić pracę, a gdy dodałam więcej kontekstu, to powiedziała, że jednak lepiej zmienić. Wspominała o zapisywaniu myśli w dzienniku, metodzie starej jak świat, którą praktykowałam w przeszłości jako formę autoterapii i to mi faktycznie pomagało, ale od kilku lat nie jestem w stanie do tego wrócić, chyba mi nie uwierzyła, że naprawdę ogarnia mnie bezsilność, że stres i wypalenie zawodowe pogłębiły moje problemy. A ona na następnej wizycie chce wracać do dzieciństwa, które mam już dawno przepracowane, zamknięte i zapomniane. Jedyną nierozwiązaną zagadką jest palące się we mnie uczucie nienawiści do wszystkich i wszystkiego odkąd pamiętam, ale nawet jeśli winni temu byli moi rodzice i otoczenie, to już dawno im wybaczyłam i nie ma do czego wracać. I mam teraz dylemat czy zapisywać się na drugą wizytę czy sobie odpuścić. Nie bardzo chce mi się szukać kogoś innego, przeszło mi nawet przez myśl, że może wyolbrzymiam, ale jednak nawet psychiatra mi powiedział, że już dawno nie miał tak roztrzęsionego pacjenta jak ja, a potem psychoterapeutka też potwierdziła, że miałam objawy ekstremalnego stresu zagrażające życiu. Myślę, że otworzyłam za dużo wątków na pierwszym spotkaniu, nie chciałam jednak zmarnować pieniędzy i żałować, że o czymś nie powiedziałam. Wyszłam z gabinetu bez emocji, jakbym wyszła ze sklepu. Mam dużą samoświadomość, wiem z czego wynikają moje zachowania, niczego nowego się nie dowiedziałam i pewnie nie dowiem, nawet w przypadku tego stresu domyślam się, jakie czynniki zagrały tu rolę. Może zapiszę się na drugą wizytę dla zasady, ale nie spodziewam się przełomu. Jest mi teraz bardziej wszystko jedno niż przedtem i wciąż czuję niechęć do psychoterapeutów, nawet jeśli pani była sympatyczna.

Jest Ci ciężko, sama wspomniałaś, że zwykle dusisz problemy w sobie - teraz zapewne zmęczona tym stanem, szukasz przełamania, nie wiem czy się ze mną zgodzą inni "doświadczeni" ale brak komfortu i pełnej wewnętrznej zgody to dobry kierunek.

 

Terapeuta - ta Pani musi Cię poznać, potrzebuje czasu żeby się dostroić, przecież nie wie, że jesteś inteligentna, że próbowałaś sama i coś wiesz, dziś choć słabo to brzmi jesteś tam randomem, z którym trzeba delikatnie popatrzeć co jest grane. Dobrze, że jest sympatyczna, więcej bym się na początku nie spodziewał.

 

Samoświadomość - ciężko przyznać ale akurat w terapii pomaga tak samo często jak przeszkadza, to bardzo proste, zobacz jak jesteśmy w niej osadzeni na co dzień w codzienności która nas ostatecznie boli i sprawia, że chorujemy.

 

Emocje - łap każdy moment, płacz, może się śmiej, pozwól sobie na zadumę - nie ma nic cenniejszego za pieniądze a ewentualny plan zostaw terapeucie, może nigdy go nie poznasz i to jest zupełnie ok.

 

Dostępność leczenia - na pierwszą terapię jeździłem ponad 100 km w jedną stronę, po 2 latach kończyłem ją zdalnie. To już do szerszego grona: możecie szukać dalej niż w swojej małej bańce. Dziś zaczynam drugą, mam za sobą dwa spotkania z dawną terapeutką i sobie dyskutujemy czy to ma sens, jak to oboje widzimy i co ewentualnie możemy. Na dobrą sprawę to jeszcze nie jest terapia, płacę, skupiam się, ona słucha i ogarnia - bo też chcę przełamać schemat który dla mnie nie działał (a wszystko przez telefon ponieważ dzieli nas 300km, uważam, że to co o mnie wie z poprzednich lat jest na tyle wartościowe, iż warto).

 

Kończąc cieszę się na Twoją próbę: wyszłaś z łóżka, podjęłaś działanie, chcesz czy nie to już jesteś w procesie innym niż zwyczajne nieradzenie sobie ze sobą, aktywnie szukasz kierunku i pomocy, brawo.

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem, czy takie analizowanie każdej emocji, każdego swojego zachowania, czy zdarzenia jest... Pomocne? Na pewno nie dla każdego. Mówiłam już nie raz, że już trzech psychiatrów odradzało mi kategorycznie terapię. Ci, którzy mi polecało to byli... Terapeuci zajęciowi. A co oni robili? No, dzisiaj sklejamy kwiatki potem gramy w bingo. Super! Osoby, tak kreatywne, tak doświadczone i obdarzone wiedzą... Pracują z ludźmi DOROSŁYMI W SZPITALU! Czy to nie daje Wam do myślenia? Personel, który traktuje pacjentów jak gorszy sort. Do lekarzy akurat nic nie mam. Zrobili robotę dobra. Na przestrzeni lat moje zdrowie poprawiło się znacznie. Nie mam urojeń od długiego już czasu, co dla mnie jest zbawienne, bo było to wyniszczające. Pierwszy rok od wielu lat w którym nie miałam psychozy. Okej. Idę dalej. Nastrój jest przeważnie na dobrym poziomie. I nie potrzebuję gadać i płacić babie, żeby mi dała kilka tekstów z podręcznika, którego się uczyła, albo ściągała na studiach

 No, to jest poziom terapii. Jacyś tam terapeuci istnieją z powołania i pasji. Ale nie zamierzam ich szukać. Wolę przeczytać. Można przecież nawet zrobić kursy. Ja robię. Można pracowC ze sobą na milion sposobów. Polecam. Za mną też fobia społeczna. Także czaicie. Nie wyolbrzymiam. Da się.

 

Ze mną choroba na całe życie z którą się pogodziłam. Czasem korzystam z elementów tej choroby, bo ma ona swoje plusy, takie jak duża kreatywność. I można się na tym skupić..znaleźć pasje. Może fajnych ludzi. Wszystko na raz i w chaosie 

 Jak chcesz. Dbaj o siebie. Rób jak chcesz. Jeżeli czujesz tę pani terapeutkę to chodź do niej, ale jeżeli czujesz, że masz przy niej maskę.

. To dla mnie duży alert. Ja bym uciekała

Otwórz się na swój najgłębszy lęk; po tym lęk straci moc, a lęk przed wolnością skurczy się i zniknie. Jesteś wolny.

 

Jim Morrison_Easy-Resize.com (1).jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@czarna rzodkiew no nie ma co oczekiwać przełomów po pierwszej konsultacji. To dopiero sam początek. Terapeuta Cię poznaje, Ty ją też. Przełomy przychodzą po jakimś czasie- raczej liczonym w tygodniach/miesiącach niż początkowych spotkaniach. Ja bym jeszcze poczekała. A jak faktycznie nie ma to sensu- to trzeba będzie zmienić. Ale uwierz- terapia sporo daje. Nie ten nurt, to inny. Ja ze swojego doświadczenia polecam CBT/DBT. A, jeszcze- dobrze, jeśli terapeuta uczestniczy w superwizji.

 

@Verinia terapeuta to nie to samo, co terapeuta zajęciowy. Terapeutą zajęciowym możesz zostać po krótkim kursie. Natomiast psychoterapeutą zostajesz dopiero po odpowiednich studiach. Do niedawna było to nieuregulowane ustawą, ale wiem, że był czas, kiedy taka ustawa powstawała- teraz nie wiem nawet czy przeszła, czy co się z nią stało- przestałam śledzić temat. 

 

Poza tym- nie w każdym zaburzeniu terapia jest polecana i stosowana. Przy ChAD czy schizofrenii raczej najważniejsza jest farmakoterapia. Terapia polega raczej na edukacji na temat choroby pacjenta. 

 

Co do samoleczenia- no wszystkiego sama ze sobą nie przerobisz. Czasami nie da się dotrzeć do wszystkich swoich mechanizmów, wiele rzeczy wychodzi podczas rozmowy, często przypadkiem. I myślę, że nie warto uogólniać i od razu zarzucać każdemu terapeucie pełnienia funkcji robota który korzysta tylko ze swoich "wgranych" danych z książek, czy jak to napisałaś "ściągania" na egzaminach. No tak to nie działa, to nie jest "poziom terapii". Bardzo ważne są też doświadczenia własne. Swoją drogą terapeuta musi przejść także przez swoją terapię.

 

Jeśli faktycznie pogodziłaś się ze swoją chorobą i dajesz radę- super, dobrze dla Ciebie. Ale nie zniechęcaj innych do różnych form pomocy. 

"Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,
Za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
I mija tak człowiek, i już zapomina,
O co miał walczyć i po co."

 

Walc, Czesław Miłosz

 

Как страшно жизнь.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Heledore wybaczcie. Nie chciałam napisać to tegow taki sposób. To co ja zaobserwowałam to osoby nastawione na hajs. Ale może to tylko moje obserwacje. NIe chcę pisać, że terapie są złe i niepotrzebne. Chciałabym jednak mieć u siebie większy wybór psychoterapeutów. NIe ufam, bo nie miałam okazji, by zaufać.Ale po coś jest ta psychologia. I tak, terapeuta powinien przejść terapię własną, ale czy musi? Bo nie znam się akurat jak działa ten "biznes". Bo właśnie czasem jest to biznes, a czasem prawdziwa pomoc. W wielu zaburzeniach jest nastawienie na terapię, np. w borderline. I to jest dopiero hardkor, bo trzeba przejść setki spotkań, z fachowcem, żeby zaczęło się poprawiać. Ja często myślę o terapii, ale też mam awersję. No ale... nie odradzam. NIe chcę, żeby moje doświdczenia wpływało na wybór innych. Tylko zalecam, żeby być ostrożnym. Ja straciłam kiedyś 2 lata i kasy też sporo, ale wtedy ceny były dużo niższe, no ale jednak. Nic mi to nie dało. Ale to może tylko moje miasto jest jakieś słabe pod kątem leczenia chorób, mimo że mamy popularny szpital. Jego ocena jest coś koło 2,1 xD także no. 

Otwórz się na swój najgłębszy lęk; po tym lęk straci moc, a lęk przed wolnością skurczy się i zniknie. Jesteś wolny.

 

Jim Morrison_Easy-Resize.com (1).jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@czarna rzodkiew z Twoich postów odnoszę wrażenie, ze Ty masz chyba trochę złe oczekiwania wobec terapii. Na pierwszym spotkaniu oczekujesz przełomu jakiegoś? Do tego potrzeba często tygodni/miesięcy terapii i pracy. 
Pierwszych kilku spotkań z nowym terapeutą nawet jeszcze nie można nazwać typową pracą terapeutyczną, często jest to poznawanie historii pacjenta, wsparcie psychologiczne, ale jeszcze mało w tym typowej pracy terapeutycznej. Pierwsze 2-3 spotkania to często są bardziej konsultacje po odbyciu których dopiero terapeuta i pacjent podejmują decyzje czy chcą ze sobą pracować.
Terapia to nie sprint, raczej maraton, albo i nawet ultramaraton w niektórych przypadkach.
 

Edytowane przez Noire Panthere

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Verinia poniżej wymagania aby zostać psychoterapeutą:

image.png.c3db41c767e67cad542a996e1676e38a.png

 

za: https://psych.org.pl/certyfikaty-i-rekomendacje/certyfikaty-psychoterapeutyczne

"Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,
Za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
I mija tak człowiek, i już zapomina,
O co miał walczyć i po co."

 

Walc, Czesław Miłosz

 

Как страшно жизнь.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Noire Panthere napisał(a):

Pierwszych kilku spotkań z nowym terapeutą nawet jeszcze nie można nazwać typową pracą terapeutyczną, często jest to poznawanie historii pacjenta, wsparcie psychologiczne, ale jeszcze mało w tym typowej pracy terapeutycznej.

W sumie tak. 

 

@czarna rzodkiew jesteś zapisana na kolejną sesje?

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, bei napisał(a):

@czarna rzodkiew jesteś zapisana na kolejną sesje?

Tak, zapisałam się.

 

Macie rację, zbyt pochopnie do tego podeszłam. Nie spodobało mi się u niej parę rzeczy, ale nie na tyle by ją całkowicie skreślić, w końcu jednak stworzyła dla mnie bezpieczną przestrzeń od samego początku. Maskę noszę zawsze przy obcych ludziach, z czasem może ją zrzucę. Sama zauważyła, że z jednej strony mówię straszne rzeczy, a z drugiej nie wyglądam, jakby mnie one dotyczyły. Zobaczę, jak potoczy się kolejne spotkanie, i czy w ogóle ona będzie chciała ze mną pracować czy odeśle mnie dalej, bo widać było, że zszokowałam ją niektórymi wątkami, a mam ich jeszcze trochę w zanadrzu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Macie rację, zbyt pochopnie do tego podeszłam. Nie spodobało mi się u niej parę rzeczy, ale nie na tyle by ją całkowicie skreślić, w końcu jednak stworzyła dla mnie bezpieczną przestrzeń od samego początku.

Tutaj będzie trudno coś doradzić bo tak naprawdę tylko ty tam byłaś i tylko ty wiesz jak się czujesz w jej towarzystwie. Może warto z nią przegadać to co ci się nie podobało, ale musisz się liczyć z tym, że może to też oznaczać koniec współpracy z nią, jeśli naprawdę do siebie nie pasujecie. 

 

Ja ostatnio np. trochę bardziej polubiłam swojego psychiatrę. Ogólnie chodzenie do niego na trochę plusów, ale na pierwszej wizycie mnie strasznie zniechęcił do siebie. Mimo to postanowiłam dać temu szansę i na ostatniej wizycie trochę bardziej zyskał moja przychylność. 

 

Z kolei czasami mam tak, że to pierwsze złe przeczucie się sprawdza. Miałam tak z nauczycielem angielskiego, nie polubiłam go, nie nadawaliśmy na tych samych falach, a pomimo tego zdecydował się na lekcje z nim i zanim zrezygnowałam to się męczyłam. Teraz mam nowego nauczyciela, od początku mam inne odczucia względem niego, przypomina mi byłego terapeutę i na razie mam pozytywne nastawienie do przyszłych lekcji.

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 21.06.2026 o 08:59, czarna rzodkiew napisał(a):

Jak się czujesz po kolejnej sesji na terapii? Myślisz, że idzie to w dobrym kierunku?

Witam. Jest bardzo, bardzo ciężko, ale wiem, że po to tutaj jestem. Jeżeli najdą Ciebie jakiekolwiek wątpliwości co do terapii to pomyśl sobie, że może właśnie warto dać sobie szansę. To nie jest lekka praca nad sobą. Dużo zauważam, inaczej podchodzę do niektórych spraw, uczę się siebie od nowa. W trudnych chwilach pomaga mi koleżanka, bieganie, spacery i czytanie książek- co do tych książek- powróciłam do tego. Właśnie teraz czytam "Moc dobrych wibracji". Nie jest mi lekko, ale to nie oznacza, że terapia na mnie nie działa. Uważam, że to był bardzo dobry wybór. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 21.06.2026 o 14:46, Noire Panthere napisał(a):

@czarna rzodkiew z Twoich postów odnoszę wrażenie, ze Ty masz chyba trochę złe oczekiwania wobec terapii. Na pierwszym spotkaniu oczekujesz przełomu jakiegoś? Do tego potrzeba często tygodni/miesięcy terapii i pracy. 
Pierwszych kilku spotkań z nowym terapeutą nawet jeszcze nie można nazwać typową pracą terapeutyczną, często jest to poznawanie historii pacjenta, wsparcie psychologiczne, ale jeszcze mało w tym typowej pracy terapeutycznej. Pierwsze 2-3 spotkania to często są bardziej konsultacje po odbyciu których dopiero terapeuta i pacjent podejmują decyzje czy chcą ze sobą pracować.
Terapia to nie sprint, raczej maraton, albo i nawet ultramaraton w niektórych przypadkach.
 

Jak złe? Większość z nas miała błędne oczekiwania, byli pewnie i tacy którzy w ogóle nie mieli oczekiwań :D ja się tam jej nie dziwię, dopytuje, rozmawia, kombinuje - po mojemu jest ołrajt. U mnie był przełom już na pierwszym spotkaniu, oto nogi moje zaprowadziły mnie gdzieś w jakimś celu i dla mnie to było dużo 🙂

 

Co do reszty komentarza, bez zarzutu.

 

Czepiam się z nudów 🙃

Edytowane przez Nie lubię świtu

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 16.06.2026 o 08:19, Kryształ40 napisał(a):

Opowiem o początkach swojej terapii. Wychodzę z niej i czuję się jakbym pracowała w kopalni. Chce mi się płakać, czuję się wyczerpana, zmęczona i nie mam chęci ani ochoty na nic. Najpierw zaczęło się omawianie mojego dzieciństwa- w wieku 9 lat mój ojczym mnie dotknął- kiedyś to był dla mnie wstyd, dzisiaj już mówię o tym otwarcie, to nie moja wina. W dorosłym życiu miałam przez to problemy ze współżyciem, ale udało się wszystko rozwiązać. Mam córkę, która mieszka z tatą. Dlaczego? Przegrałam sprawę w Sądzie. Córka ma dobrego ojca. Wiem, że się nią dobrze opiekuje i nigdy jej niczego nie zabraknie. Widujemy się kiedy chcemy i jak długo. Tata mojej córki nie robi z tego tytułu żadnego problemu. Kolejny mój błąd to okłamywanie mężczyzny, że pracowałam. Prawda jest taka, że nie mogłam przez nerwicę rok czasu pracować. Mogłam powiedzieć prawdę, a nie perfidnie kłamać. Dlaczego tak? Czułam się gorsza, że może mnie nie doceni, że mnie nie zechce, że uzna za nieroba itp. Na tym nie koniec. Starałam się bardzo zrozumieć jego zaburzenie, ale najwyraźniej nie wszystko rozumiałam jak należy. Wiem, że w przypływie gniewu, frustracji itp.nie powinien nazywać mnie głupią babą, że mam się puknąć w łeb, że mam zryty łeb itp. Tylko, że może on tak bardzo starał się pokazać co przechodzi, jak sobie nie radzi i czego ja nie rozumiem. Na terapii omawiamy też kwestię narcyzmu- po wnikliwej obserwacji, rozmowach itp. wyszło, że nie jestem narcyzem. Problem tkwi gdzieś indziej. To, że się często ostatnio kłóciłam z mężczyzną... Dlaczego? Dlatego, że pragnęłam i pragnę poczucia bezpieczeństwa i prawdziwej miłości. Za co powinnam przeprosić? Za to, że nie słuchałam jak należy, za to, że on się starał, a ja? Bałam i boję się odrzucenia. Dlaczego? ponieważ w dzieciństwie zabrakło mojego ojca, który zmarł na raka i nie miałam prawdziwego wzorca. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Teraz już wiem skąd bierze się u mnie ten mechanizm. Nie mam możliwości żeby jego przeprosić i wytłumaczyć o co chodzi i dlaczego tak mam. Czy czuję się gorsza od innych? Tak. Czy czuję, że nie jestem wystarczająca? Tak. Czego się uczę? Przyznawać szczerze do swoich błędów. Nie myślałam, że terapia może tak zacząć zmieniać człowieka. Leżę w łóżku i lecą mi łzy bo jeszcze wiele przede mną żeby przyznać jak bardzo mam dużo błędów. To jest chol...ernie ciężkie, ale potrzebne. Słowo PRZEPRASZAM ma być szczere i wiązać się z czynami i poprawą samej siebie. Wylewam to na papier żeby nie trzymać tego w sobie. Nie bójcie się terapii. Ona jest po to żeby zmienić wiele w życiu, żeby zrozumieć i odnaleźć siebie. Wierzę w to, że odnajdę dawną siebie- kobietę, która zazna w życiu spokoju, szczęścia, miłości i przede wszystkim zrozumienia potrzeb drugiego człowieka. Czego oczekuję? Raczej niczego. Chciałam tylko podzielić się moją drogą związaną z terapią. Przyjmę każdą krytykę. Życzę Wam powodzenia na terapii. Trzymajcie się bo wiem jakie to bardzo trudne.  

Trzeba byc cholernie odwaznym, aby zdobyc sie na taka szczerosc ze soba samym ❤️

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 17.06.2026 o 05:33, bei napisał(a):

Ja się bardzo tego boje. Jak próbowałam pierwszy raz w wannie to dostałam drgawek i bałam się, że zemdleje. Jak udało mi się go włożyć na leżąco to zajęło mi to prawie godzinę. Teraz boje się nawet próbować, używam tylko podpasek.

Gdy bylam dziewica to tez nie moglam wcisnac tampona, dopiero gdy rozpoczelam aktywnosc seksualna to sie udalo.

Nic na sile, tampony sa wygodne w uzyciu, ale podpaski tez sa spoko, teraz nawet je wole.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Żaba Monika napisał(a):

Gdy bylam dziewica to tez nie moglam wcisnac tampona, dopiero gdy rozpoczelam aktywnosc seksualna to sie udalo.

Nic na sile, tampony sa wygodne w uzyciu, ale podpaski tez sa spoko, teraz nawet je wole.

Tak naprawdę to podpaski przeszkadzają mi głównie jak chciałabym popływać (nie umiem pływać, ale wiadomo o co chodzi 😅).

Ewentualnie fajne wydają się te kubeczki menstruacyjne, ale myślę że tego ani tyle bym nie potrafiłam użyć.

 

 

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, bei napisał(a):

Tak naprawdę to podpaski przeszkadzają mi głównie jak chciałabym popływać (nie umiem pływać, ale wiadomo o co chodzi 😅).

Ewentualnie fajne wydają się te kubeczki menstruacyjne, ale myślę że tego ani tyle bym nie potrafiłam użyć.

 

 

Jesli tampon Ci nie wchodzi, to kubeczek tez raczej nie wejdzie.

Ja uzywam tamponow z aplikatorami, najlepsze sa z plastikowymi niestety, bo te z tekturowymi czasem zaginaja sie i drapia. Taki aplikator jest sliski i latwiej wchodzi do srodka. Musisz sie rozluznic i wkladac go zgodnie z kierunkiem pochwy, czyli troche pod katem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem po drugim spotkaniu z psychoterapeutką. Tym razem nie przygotowywałam się, nie miałam ze sobą notatek, nie planowałam co powiedzieć, jedynie próbowałam sobie przypomnieć, jak mi minął tydzień, ale długo myśleć nie musiałam. Dni mi się zlewają, bo nic nie robię, dalej tylko leżę, siedzę, coś pooglądam, coś poczytam, pogotuję i przejadę się do sklepu. Dalej nic mi nie sprawia radości, tylko zapełnia czas. Dalej nie widzę dla siebie przyszłości, dalej boję się o niej decydować i nawet nie chcę. Psychoterapeutka zanotowała moje poczucie pustki i braku sprawczości, notuje bez przerwy. Momentami wracałyśmy do dzieciństwa, ale skupiałyśmy się też na tu i teraz, na moich wybuchach, nieradzeniu sobie z napięciami psychicznymi. Miała kilka trafnych, dawno znanych mi, wniosków, ale zdarzało się również, że musiałam wyprowadzać ją z błędnego toru myślowego. Po raz kolejny przywoływała historie innych pacjentów i seriali. Zrozumiałam, że taki ma styl prowadzenia rozmowy, która dzięki temu cały czas się klei, ale potrafi za bardzo się rozgadywać, za wszelką cenę chce dokończyć te historie, swoje myśli i daje dużo szczegółów, które są zbędne i marnują mi czas, a więc i pieniądze. Znów parę razy się wyłączałam, raz nawet osunęłam się na fotelu, chcąc dać jej niewerbalnie znać, żeby skończyła i wróciła do mnie. Nie mam odwagi jej przerywać, byłoby to niekulturalne, nie w moim stylu, ale nie chcę pogawędek, tylko terapii. Nie wiem w jakim kierunku to zmierza. Mimo wszystko całkiem dobrze czuję się w tym gabinecie i chcę jeszcze przekonać się, co przyszłość przyniesie. Nie chciałoby mi się otwierać po raz kolejny przy kolejnym i kolejnym terapeucie i szukać tego idealnego. W każdym zapewne coś by mi nie pasowało, a do niej nie mam rażących zastrzeżeń. I tak jak daliście mi do zrozumienia - pierwsze spotkania są zapoznawcze, dopiero później zaczyna się praca terapeutyczna. Umówiłam się więc na kolejną sesję. Dam temu szansę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 21.06.2026 o 22:17, bei napisał(a):

Ja ostatnio np. trochę bardziej polubiłam swojego psychiatrę. Ogólnie chodzenie do niego na trochę plusów, ale na pierwszej wizycie mnie strasznie zniechęcił do siebie. Mimo to postanowiłam dać temu szansę i na ostatniej wizycie trochę bardziej zyskał moja przychylność. 

 

Ja raczej zawsze lubię, ale wiem, że ma swoje dni, problemy, humory i bywa w nastroju "nieprzyjemnym". Wchodzę zwykle z uśmiechem, mówię o problemach i ewentualnie, co chciałabym, żeby mi zmieniła. I wtedy zaczynamy rozmawiać. Jest sztywno, ale już przywykłam, że takie dni się zdarzają. Ludzie w większości się jej boją, niektórzy lubią i szanują. Zdania podzielone, jednak ma taki vibe - konkretnej osoby. Pod koniec wizyty czasem zahaczam o jakiś luźniejszy temat i  chwilę rozmawiamy w lepszej atomsferze. Tego dnia miała zapisać mnie na badanie litu na kolejny dzień. Poszłam, zbadali mi i znaleźli, ze jednak mnie nie ma w systemie na badanie. Trzeba było iść do recepcji i prosić panią, żeby do niej poszła jak przyjdzie (później) i by to jakoś "zrobić", żeby mi zbadano na legalu. Dwa dni potem jest git, badanie ---> lipa, ale to mniejsza. No ona często zapomina się. Czasem w dwakowaniu w recepcie też. Potrafię to zrozumieć, bo jest szefową wszysytkiego i ma różne sprawy, niekoniecznie przyjemne, więc wybaczam. A szanuję, że się zawsze interesuje i bierze pod uwagę moje zdanie odnośnie jakichś leków, a nie jak kiedyś INNY psychiatra powiedział, że się wymądrzam, gdy powiedziałam mu, że mam derealizację. No hello, ludzie mają internet, więc mogą czerpać wiedzę. Pierwsza i ostatnia wizyta u tego gbura była. :D 

Otwórz się na swój najgłębszy lęk; po tym lęk straci moc, a lęk przed wolnością skurczy się i zniknie. Jesteś wolny.

 

Jim Morrison_Easy-Resize.com (1).jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Po raz kolejny przywoływała historie innych pacjentów i seriali.

Miałam taką lekarkę psychiatrę, która gadała o innych pacjentach. No niektóre hisotrie były ciekawe, ale... ona zapominałam w tym wszystkim o mnie. NIe mówiła o mnie, tylko o innych. Wtedy jeszcze byłam młoda bardzo, więc udawałam, że słucham. Ale jak poszłam do niej po latach niechodzenia do niej, to gdy DALEJ  gadała o innych (chyba jej sposób na wizytę), to ja się nie odzywałam. Byłam zażenowana, ale już nie udawałam, że jej słucham. Raczej dałam jej do myślenia, że jak ma tak gadać, to niech lepiej nic nie mówi i wypisuje jakąkolwiek receptę i elo. Najgorsza moja lekarka. Leczyła mnie od gimnazjum benzo i antydepresantem, twierdząc wtedy, że to dwubiegunówka. To są leki na ChAD? No chyba nie bardzo. Wtedy nic nie wiedziałam...

Otwórz się na swój najgłębszy lęk; po tym lęk straci moc, a lęk przed wolnością skurczy się i zniknie. Jesteś wolny.

 

Jim Morrison_Easy-Resize.com (1).jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Jestem po drugim spotkaniu z psychoterapeutką. Tym razem nie przygotowywałam się, nie miałam ze sobą notatek, nie planowałam co powiedzieć, jedynie próbowałam sobie przypomnieć, jak mi minął tydzień, ale długo myśleć nie musiałam. Dni mi się zlewają, bo nic nie robię, dalej tylko leżę, siedzę, coś pooglądam, coś poczytam, pogotuję i przejadę się do sklepu. Dalej nic mi nie sprawia radości, tylko zapełnia czas. Dalej nie widzę dla siebie przyszłości, dalej boję się o niej decydować i nawet nie chcę. Psychoterapeutka zanotowała moje poczucie pustki i braku sprawczości, notuje bez przerwy. Momentami wracałyśmy do dzieciństwa, ale skupiałyśmy się też na tu i teraz, na moich wybuchach, nieradzeniu sobie z napięciami psychicznymi. Miała kilka trafnych, dawno znanych mi, wniosków, ale zdarzało się również, że musiałam wyprowadzać ją z błędnego toru myślowego. Po raz kolejny przywoływała historie innych pacjentów i seriali. Zrozumiałam, że taki ma styl prowadzenia rozmowy, która dzięki temu cały czas się klei, ale potrafi za bardzo się rozgadywać, za wszelką cenę chce dokończyć te historie, swoje myśli i daje dużo szczegółów, które są zbędne i marnują mi czas, a więc i pieniądze. Znów parę razy się wyłączałam, raz nawet osunęłam się na fotelu, chcąc dać jej niewerbalnie znać, żeby skończyła i wróciła do mnie. Nie mam odwagi jej przerywać, byłoby to niekulturalne, nie w moim stylu, ale nie chcę pogawędek, tylko terapii. Nie wiem w jakim kierunku to zmierza. Mimo wszystko całkiem dobrze czuję się w tym gabinecie i chcę jeszcze przekonać się, co przyszłość przyniesie. Nie chciałoby mi się otwierać po raz kolejny przy kolejnym i kolejnym terapeucie i szukać tego idealnego. W każdym zapewne coś by mi nie pasowało, a do niej nie mam rażących zastrzeżeń. I tak jak daliście mi do zrozumienia - pierwsze spotkania są zapoznawcze, dopiero później zaczyna się praca terapeutyczna. Umówiłam się więc na kolejną sesję. Dam temu szansę.

Sposób bycia terapeutki - Może wytłumacz jej kulturalnie - tak kiedy skończy już swoją myśl, że szanujesz, słyszysz, może nawet rozumiesz ale zdarzają się jej wycieczki do nikąd co powoduje w Tobie napięcie, niechęć, poczucie straty czasu, whatever wpisz tu swoje. Lepiej ją z tym zderzyć niż np z nagła przestać do niej chodzić. Nie miej litości, wybrała sobie trudną pracę za którą dostaje dobre pieniądze. Chyba nie powinno być tak, że w tym miejscu napotykasz nowe trudności związane stricte z osobą terapeuty. To powinien być Twój czas.

 

Zlewające się dni - terapia to krok, a dni pomiędzy sesjami to już inna para kaloszy. Wiem, że chorując bywamy w kiepskiej formie i czasem potrzebujemy złapać oddech. Tylko niech to będzie etap, potrzebny i skończony. Na przykładzie dnia wczorajszego: nie jestem w dobrym stanie, często nie wiem co ze sobą zrobić, szukanie motywacji jest bezcelowe, po prostu podejmuje małe decyzję i się ich trzymam. Wczoraj był to spacer, wybrałem się w bliżej nieokreślonym kierunku, ostatnio często zaglądam do pobliskiego parku więc tam skręciłem. No i tak, pierwsza przyszła ulga, lekki chłód wywiany z pod drzew, schronie przed słońcem. W taki upalny dzień jak wczoraj miałem szczere poczucie spełnienia, że dotarłem do konkretnego, sensownego miejsca. Drugi był zając. Początkowo policzyłem ile ja tych leków zjadłem, czy nie zafundowałem sobie razy dwa:p Ale nie to był mały zajączek z białą dupcią i ogonkiem. Ze 20 metrów w głąb drzew jesze kilka i wyraźnie widoczny cud zajęczej inżynierii czyli dziura. Nie podchodziłem jakoś specjalnie blisko, żeby nie straszyć zwierząt, klapnąlem troszkę bliżej. Może z 10 metrów, po zającach było widać, że zaczynają się niepokoić i to była nasza granicą. Posiedziałem tam chwilę, w zasadzie to ciesząc się z cholera wie czego. A te zajączki to jak zobaczyły, że nie jestem głody i nie wykonuje gwałtownych ruchów to w moment były wszędzie dookoła. Później polazłem na ławkę. Rozwaliłem się po całej długości. Zauważyłem, że jestem dobrze wychowany bo buty jednak miałem w powietrzu x) napiłem się, zapaliłem papierosa, poszperałem za muzyką, popatrzyłem na aranżację alejki wokół. Już miałem się zbierać kiedy zagadnęła mnie jakaś laska, na oko rocznik 2023/24 😁 a rudy taki rozczochraniec w wielkich okularach. Rodzice coś tam ją strofowali ale takie miny, spojrzenia i uśmiechy trzaskała, że w moment wszyscy się żeśmy śmiali. Wróciłem do domu kilkukrotnie jeszcze uśmiechając się do swoich myśli. Czy zrobiłem coś co robią ludzie zdrowi? Czy lubię spacery? Czy lubię obserwować? Nawet nie wiem. Ale kiedy dzisiaj to piszę, cieszę się, że nie przewracałem się tamtego dnia w pościeli upoconej tym całym gównem które mnie zwykle trawi. Życie jest jakie jest. Ale często sobie nie pomagamy.

 

Nom nie tylko terapeutka lubi gadać i musi skończyć 😁

 

Tradycyjnie fajnie, że jesteś w ruchu, trzymam kciuki.

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

12 godzin temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Jestem po drugim spotkaniu z psychoterapeutką. Tym razem nie przygotowywałam się, nie miałam ze sobą notatek, nie planowałam co powiedzieć, jedynie próbowałam sobie przypomnieć, jak mi minął tydzień, ale długo myśleć nie musiałam. Dni mi się zlewają, bo nic nie robię, dalej tylko leżę, siedzę, coś pooglądam, coś poczytam, pogotuję i przejadę się do sklepu. Dalej nic mi nie sprawia radości, tylko zapełnia czas. Dalej nie widzę dla siebie przyszłości, dalej boję się o niej decydować i nawet nie chcę. Psychoterapeutka zanotowała moje poczucie pustki i braku sprawczości, notuje bez przerwy. Momentami wracałyśmy do dzieciństwa, ale skupiałyśmy się też na tu i teraz, na moich wybuchach, nieradzeniu sobie z napięciami psychicznymi. Miała kilka trafnych, dawno znanych mi, wniosków, ale zdarzało się również, że musiałam wyprowadzać ją z błędnego toru myślowego. Po raz kolejny przywoływała historie innych pacjentów i seriali. Zrozumiałam, że taki ma styl prowadzenia rozmowy, która dzięki temu cały czas się klei, ale potrafi za bardzo się rozgadywać, za wszelką cenę chce dokończyć te historie, swoje myśli i daje dużo szczegółów, które są zbędne i marnują mi czas, a więc i pieniądze. Znów parę razy się wyłączałam, raz nawet osunęłam się na fotelu, chcąc dać jej niewerbalnie znać, żeby skończyła i wróciła do mnie. Nie mam odwagi jej przerywać, byłoby to niekulturalne, nie w moim stylu, ale nie chcę pogawędek, tylko terapii. Nie wiem w jakim kierunku to zmierza. Mimo wszystko całkiem dobrze czuję się w tym gabinecie i chcę jeszcze przekonać się, co przyszłość przyniesie. Nie chciałoby mi się otwierać po raz kolejny przy kolejnym i kolejnym terapeucie i szukać tego idealnego. W każdym zapewne coś by mi nie pasowało, a do niej nie mam rażących zastrzeżeń. I tak jak daliście mi do zrozumienia - pierwsze spotkania są zapoznawcze, dopiero później zaczyna się praca terapeutyczna. Umówiłam się więc na kolejną sesję. Dam temu szansę.

Też uważam, że dwa spotkania to za mało żeby jakieś sensowne wnioski wyciągnąć . Czasem ta „gadanina” której nie rozumiemy po co, po kiego grzyba i ogólnie: what? to właśnie jest terapia 😄

Edytowane przez brum.brum

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 godzin temu, brum.brum napisał(a):

Też uważam, że dwa spotkania to za mało żeby jakieś sensowne wnioski wyciągnąć . Czasem ta „gadanina” której nie rozumiemy po co, po kiego grzyba i ogólnie: what? to właśnie jest terapia 😄

Dokładnie tak to wygląda. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×