Skocz do zawartości
Nerwica.com

Głęboka woda Polski wschodniej a może Polski w ogóle


Przemek_Leniak

Rekomendowane odpowiedzi

Od maja circa czuję się coraz lepiej...
Zaczeło się to od dołka i myśli s na które zareagowałem dzwoniąc pod 112 
w efekcie trafiłem na izbę przyjeć lubelskich Abramowic
tam mnie nie przyjeto ale dostałem receptę na preato które zdziałało cuda

we wrześniu poszedłem do szkoły i ucze się na opiekuna medycznego
w grudniu byłem na praktykach w DPS gdzie poszło mi nader dobrze - tak dobże że od 13 stycznia tampracuję jako młdszy opiekun (takie stanowisko dla wciąż przecie ucznia)
ale hmm nasz kraj i region to raczej depresyjne miejsce
pisowcy z samorządu województwa postanowili zniszczyć szkołe w której się uczę - uniemozliwiając mi dokończenie nauki 
niestety bez tytułu opa stracę równiez i pracę
oczywiście bronię się praw moich
ale i pisowcy atakują dość personalnie
np. urząd zarządał od dyrektor mojej szkoły bym został ukarany za obrone tej szkoły
i tak dostałem oficjalną naganę

kombinacja tej nagany (a właścviwie lekko antydatowanych trzech kar regulaminoiwych szkoły) i dość przykrej sesji sejmiku na której pisowcy olali moje szkolne kolezanki w sposób nader bucowaty spowodowały że całkiem powaznie pomyslałem o proteście w formie samospalenia i nieco niebacznie o pomyśle napisałem na facebooku

w efekcie następnego dnia ekipa policji i erka zwineły mnie z dyżuru w DPS na konsultacje we wspomnianych już Abramowicach

mało fajna sytuacja gdy odrywają Cię od mycia komuś pupy...
ale z drugie strony cóż policja i erka były wyjatkowo profesjonalne - co musze docenić
po 2 godzinach wróciłem zresztą do pracy i co miałem zrobić zrobiłem...

ale ale hmm tak się zastanawiam czy u nas w tej Polszcze da się kuźwa w ogóle wyzdrowieć?
przecie to wielki dom wariatów...

tak zupełnie poważnie to zastanawiam się czy ja jestem gotów na życie w tym kurwidołku - czy faktycznie nie pęknę i nie zrobię jakiejś głupoty???
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

Jesteś gotów, Polacy to twardziele👍;) 

Śmieszna historia z tym zawinieciem, jakby ktoś z pracy czytał Twojego Facebooka?

Z pracy raczej nie.

Znam przebieg sytauacji która doprowadziła do zawinięcia.

Jest on taki - Zarząd Województwa niezadowolony z mojej krytyki i działań wysłał oficjalne pismo do dyrektor mojej szkoły żądając by mnie ukarała. To oczywiście raczej przestępcze wykorzystanie zależności służbowej...
Nie mniej cóż dyrektor jest zastraszona więc rob to co jej politycy dyktują
Tak się złożyło że 29 stycznia odebrałem te nagany (wychodząć w tym celu zresztą na chwilę z pracy)
I tegoż dnia była akcja w sejmiku i dość przykre dla uczniów szkoły zachowanie polityków.
Do mnie docierają opinie uczniów - zdecydowanie mocno negatywnie emocjonalne.
tak więc wieczorem komentując sprawę zamachu na szkołę napisałem o pomyśle protestu w stylu Thích Quảng Đứca - który to hmm chyba wiecie że w 1963  roku zaprotestował przeciwko temu że katolicy dyskryminowali buddystów 
jak nie wiecie to hmm poczytajcie https://pl.wikipedia.org/wiki/Thích_Quảng_Ðức#:~:text=1897 w Hội Khánh%2C zm. 11 czerwca,przez rząd katolickiego prezydenta Ngô Đình Diệma.

jak wiekszość moich wpisów w internecie i ten miał sens co najmniej podwójny...
ale nie przeczę że nie chodziło mi bynajmniej o czczą pogrózkę 
w tamym momencie uważałem że tak w sumie wypadałoby zrobić
i to sobie omówię z moim psychiatrą

W każdym razie dyrektor przeczytała ten wpis i stwierdziła że musi zadzwonić na policję
co prawda było to po kilkunastu godzinach - kiedy reakcja ta była już bardziej dupochronem niż czym innym ale cóż - lepiej na zimne dmuchać
z drugiej strony hmm kto wie czy eskalacja tej sytuacji a szczególnie dalszy przewidywalny stalking ze strony urzędników może jednak doprowadzić do jakiejś tragedii...
także i mnie wypada powiadomić prokuraturę o sytuacji wnosząc o zbadanie sprawy tego co wyczynia marszałek województwa i jego ludziki

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chyba jednak głęboka woda życia po prostu...
takie mnie wnioski po rozmowie z lekarzem naszły
cóż life is full of zasadzkas 
najważniejsze jednak by pamiętać że sens życia to... 42

hmm a czemu nie 69???

ps jakby kto nie wiedział czemu akurat 42 to https://www.niegowic.edu.pl/dlaczego-liczba-42-jest-odpowiedzia-na-wszystko

Edytowane przez Przemek_Leniak

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

16 godzin temu, Doktor Indor napisał(a):

Dlaczego?

Dobre pytanie - wszak tłuszcz jest potrzebny, w tym niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT), jak Omega-3 i Omega-6.

Szkodliwe są natomiast tłuszcze nasycone i tłuszcze trans.

Najlepsze źródła tłuszczu to oliwa z oliwek, olej lniany, olej z wiesiołka i orzechy, m.in. włoskie, laskowe, brazylijskie i nerkowce. Zdrowe są też niektóre ryby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

31 minut temu, Kiusiu napisał(a):

Dobre pytanie

Bardzo dobre pytanie o bardzo szkodliwy i często powielany mit. Chcesz być chudy to jedz chudo. A to niestety tak nie działa (wręcz działa odwrotnie) i pokazuje zupełne niezrozumienie problemu, i widzę po sobie, jak organizm reaguje na jedzenie (i na głód) w ketozie a jak reagował na „węglozie”.

 

Wagi nawet nie sprawdzam, spadło 7 kilo w tym miesiącu ale to woda schodzi, więc nie patrzę na to. Ale jak jem raz dziennie to jak ma nie spadać (a częściej nie jem bo nie jestem głodny, tzn. jestem ale to jest inny głód niż na „węglozie”, nie jest uciążliwy, nie ma ssania w żołądku, itd). Na węglozie ciągle tym ryjem coś memłałem bo ciągle byłem głodny, zjadłem coś i za 2 godziny znowu jakaś przekąska, i to taki głód że aż mnie skręcało. A teraz… jak ręką odjął. Chyba po prostu organizm przerzucony na ketony spala sobie powoli zgromadzony tłuszcz i tyle, a na węglozie ma ten tłuszcz, ale krzyczy o węgle, bo tak jest nauczony.

Cukry też zamiast spoczynkowego 110-120 skaczącego do 200 po jedzeniu mam na poziomie 75-80, skaczącego do 95-98 po jedzeniu. A jem bardzo tłusto (jak to na keto), w zasadzie to głównie tłuszcz.

 

Energii też mam dużo więcej, podobno dlatego że spalanie ketonów jest czystsze niż węgli i potrzebuje mniej tlenu, ale nie zagłębiałem się aż tak – po prostu wiem że nie dostaję już zadyszki tak szybko jak dostawałem, że od razu po obiedzie jestem w stanie pracować fizycznie, a wcześniej musiałem chwilę odpocząć, że budzę się wyspany po mniejszej ilości snu, itd.

 

Nie mówiąc już o tym, że khm, nie pamiętam kiedy ostatnio pierdziałem :D Jakoś to trawienie zupełnie inaczej przebiega, dużo lepiej mam wrażenie.

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

18 minut temu, Doktor Indor napisał(a):

Na węglozie ciągle tym ryjem coś memłałem bo ciągle byłem głodny, zjadłem coś i za 2 godziny znowu jakaś przekąska, i to taki głód że aż mnie skręcało.

Moja dieta akurat składa się głównie z węglowodanów, a jednak nie mam problemów z podjadaniem ani napadami głodu. Cukier na czczo miałem 91, gdy ostatnio sprawdzałem. Pewnie dlatego, że nie jadam "czystych" węglowodanów, tylko łączę je z tłuszczem, a nieraz również z białkiem. I dbam o regularne nawodnienie. Ogólnie, jem posiłki złożone z wszystkiego po trochu.

 

Na diecie ketogenicznej bym nie wytrzymał - musiałbym zrezygnować niemal z wszystkiego, co lubię, i zmuszać się do jedzenia rzeczy, których nie lubię. Ogólnie, keto to zupełnie nie dla mnie. Nie wspominając już o tym, że naprawdę wkurzający potrafią być różni keto-sekciarze, którzy za swój życiowy cel wybrali sobie szkalowanie i demonizowanie węglowodanów, i z których wypowiedzi można wywnioskować, że bilans kaloryczny nie ma znaczenia, że ludzie tyją wyłącznie od węglowodanów, albo że węglowodany mają znacznie więcej kalorii niż tłuszcze (mimo że jest odwrotnie) i że ogóle to kilogram smalcu ma tyle samo albo mniej kalorii co kilogram buraków. :D 

Dieta śródziemnomorska jest łatwa w prowadzeniu i utrzymaniu, nie jest restrykcyjna, a jej naruszanie nie powoduje jakichś wyraźnych przeszkód. Jest też dobra jako dieta na całe życie. Czyli całkiem inaczej niż ketogeniczna, która została opracowana jako dieta lecznicza, którą należy stosować przez określony czas, np. kilka miesięcy, a nie przez całe życie ani lata.

 

Chleb, banany, jabłka, pomarańcze, mandarynki, arbuzy, mango, marchew, makaron, kasza gryczana, soczewica, hummus, czarna czekolada - trudno mi sobie wyobrazić bez tego życie. A na diecie ketogenicznej nie mógłbym tego jeść. Bym się katował.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, Kiusiu napisał(a):

Moja dieta akurat składa się głównie z węglowodanów, a jednak nie mam problemów z podjadaniem ani napadami głodu. Cukier na czczo miałem 91, gdy ostatnio sprawdzałem. Pewnie dlatego, że nie jadam "czystych" węglowodanów, tylko łączę je z tłuszczem, a nieraz również z białkiem. I dbam o regularne nawodnienie. Ogólnie, jem posiłki złożone z wszystkiego po trochu.

 

Na diecie ketogenicznej bym nie wytrzymał - musiałbym zrezygnować niemal z wszystkiego, co lubię, i zmuszać się do jedzenia rzeczy, których nie lubię. Ogólnie, keto to zupełnie nie dla mnie. Nie wspominając już o tym, że naprawdę wkurzający potrafią być różni keto-sekciarze, którzy za swój życiowy cel wybrali sobie szkalowanie i demonizowanie węglowodanów, i z których wypowiedzi można wywnioskować, że bilans kaloryczny nie ma znaczenia, że ludzie tyją wyłącznie od węglowodanów, albo że węglowodany mają znacznie więcej kalorii niż tłuszcze (mimo że jest odwrotnie) i że ogóle to kilogram smalcu ma tyle samo albo mniej kalorii co kilogram buraków. :D 

Dieta śródziemnomorska jest łatwa w prowadzeniu i utrzymaniu, nie jest restrykcyjna, a jej naruszanie nie powoduje jakichś wyraźnych przeszkód. Jest też dobra jako dieta na całe życie. Czyli całkiem inaczej niż ketogeniczna, która została opracowana jako dieta lecznicza, którą należy stosować przez określony czas, np. kilka miesięcy, a nie przez całe życie ani lata.

 

Chleb, banany, jabłka, pomarańcze, mandarynki, arbuzy, mango, marchew, makaron, kasza gryczana, soczewica, hummus, czarna czekolada - trudno mi sobie wyobrazić bez tego życie. A na diecie ketogenicznej nie mógłbym tego jeść. Bym się katował.

Bo to może dzięki naszej wątłej budowie ciała i zawsze jesteśmy nie głodni prawie :D ja bym się odnalazła w diecie makaronów mogę jeść cały czas pyszności pizzę ojej lazzanie warzywka warzywka owoce A mięsa to kurczaczka i to tylko do smaku. I twarogi mnjam no i muszę zjeść to wasza wina A jadłam coś o 16!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Kiusiu napisał(a):

Moja dieta akurat składa się głównie z węglowodanów, a jednak nie mam problemów z podjadaniem ani napadami głodu.

No moja relacja z jedzeniem zdrowa nie była na pewno. Jeśli twoja jest zdrowa to super.

 

3 godziny temu, Kiusiu napisał(a):

Na diecie ketogenicznej bym nie wytrzymał - musiałbym zrezygnować niemal z wszystkiego, co lubię, i zmuszać się do jedzenia rzeczy, których nie lubię. Ogólnie, keto to zupełnie nie dla mnie.

Też tak myślałem, dlatego długo na niej nie byłem, choć chciałem. Raz już byłem, ale miałem catering, dawali jakieś paskudztwa typu pizzę na spodzie z kalafiora, dałem sobie spokój.

 

Oczywiście dieta jest bardzo restrykcyjna, ale nie jest tak źle, jak myślałem. Tym bardziej że wszystkie jej zalety rekompensują mi tę restrykcyjność.

 

3 godziny temu, Kiusiu napisał(a):

Nie wspominając już o tym, że naprawdę wkurzający potrafią być różni keto-sekciarze, którzy za swój życiowy cel wybrali sobie szkalowanie i demonizowanie węglowodanów

Ja to trochę rozumiem, bo im więcej o tym wszystkim czytam tym bardziej dochodzę do wniosku, że to ketoza jest naszym naturalnym stanem, do którego jesteśmy przystosowani, a nie „węgloza”. Natomiast ewangelizowanie jest złe 🙂 Bo i co mi do tego, co ktoś je.

 

3 godziny temu, Kiusiu napisał(a):

Dieta śródziemnomorska jest łatwa w prowadzeniu i utrzymaniu, nie jest restrykcyjna, a jej naruszanie nie powoduje jakichś wyraźnych przeszkód.

I to wbrew pozorom jest dla mnie problem. Bo jak sobie zjem batonika to się przecież nic nie stanie, to tylko jeden batonik. A na keto nie ma tak lekko. Zjem batonika to mnie z ketozy wywali i będę zdychał parę dni (podobno – jeszcze nie próbowałem i na razie nie zamierzam, choć będę chciał sobie powoli zbudować elastyczność metaboliczną). A ja nie umiem poprzestać na jednym. Przed przejściem na keto żarłem 30 batoników tygodniowo. Słyszałem „nie jesteś psem, nie nagradzaj się jedzeniem”, ale nie mogłem przestać. Więc zmiana była drastyczna. Wszystko albo nic.

 

3 godziny temu, Kiusiu napisał(a):

Czyli całkiem inaczej niż ketogeniczna, która została opracowana jako dieta lecznicza, którą należy stosować przez określony czas, np. kilka miesięcy, a nie przez całe życie ani lata.

Znam osoby, które są na keto na stałe, i czują się świetnie. Ja zamierzam wytrzymać ile się da. Idealnie byłoby na stałe. Nie przeszkadza mi monotonne jedzenie, byle było smaczne. Do cukru też już aż tak mnie nie ciągnie, a pewnie będzie jeszcze mniej, jak mi się flora na dobre wymieni.

 

Generalnie jestem w wieku, w którym chyba trzeba podjąć decyzję, ile i w jakim zdrowiu chcę jeszcze pożyć. Wizja, że zostało mi jeszcze 20 lat życia, bo umrę w wieku 60 lat na zawał, a do tego czasu będę wrakiem człowieka, jakoś mnie nie przekonuje. Więc u mnie to jest tak naprawdę kwestia zachowania zdrowia, które przy takich cukrach prędzej czy później (i raczej prędzej niż później) by się posypało – a póki co nie mam cukrzycy i nie chcę się jej dorobić bo to jest straszna choroba, więc mam nadzieję, że lata zaniedbań zdrowia da się jeszcze cofnąć.

Edytowane przez Doktor Indor

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×