Skocz do zawartości
Nerwica.com

Co jak ty okazujesz się osobą nie w porządku?


katia010

Rekomendowane odpowiedzi

Wpisałam sobie w google, jak radzisz sobie z tym, gdy to ty jesteś toksykiem. W odpowiedziach wyszukiwarki znalazłam artykuły: jak rozpoznać toksyka, jak radzić sobie z toksykiem, toksycy są wśród nas. Ale wiadomo, co złego to nie my 😏.

 Natomiast może tutaj znajdę odpowiedź jak wy sobie radzicie z wiadomością zwrotną, że to wy byliście tą osobą nie w porządku? Że z waszych pojebanych domów wyrośliście na takich dzikusów, że to zupełnie normalne, że tyle osób się od was odwróciło w życiu? Że racja w tych konfliktach była po ich stronie? Są tacy wśród nas? Czy tylko ja jestem tą czarownicą, na którą wszyscy łącznie z wyszukiwarką polują?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem już na trzeciej w mojej życiu terapii. I czuję, że stoi ona w miejscu jak z resztą moje życie. Miałam raz taką myśl, po jednej z sesji, gdzie okazało się, że chcąc rozwiazać pewną relacyjną sytuację, postanowiłam, że w końcu SOBIE zaufam. Mam już 30chę na karku, to wydawać by się mogło, że mogę. I powiedziałam swojej znajomej szczerze co o niej myślę. Asertywnie, tak mi się wydawało, że stanęłam po swojej stronie. Skończyło się tak jak przewidywałam, zerwaniem znajomości. Jednak ta nasza ostra wymiana zdań nie dawała mi do końca spokoju. Podzieliłam się tym z moją psychoterapeutką. To co mnie ruszyło w słownym przysrywie mojej eks-koleżanki były słowa: " myślałam, że mogę Ci ufać i na tobie polegać". No i terapeutka na spokojnie wyjaśniła mi, że rozminęłyśmy się w tej rozmowie, wyjasniła mi drugą stronę. Okazało się, że ZNOWU zareagowałam niepotrzebnie defensywnie. I był to dla mnie cios. Tyle lat tkwić w tym samym. Po tylu terapiach, scieżkach duchowych, 12 tu krokach. Pamiętam jak wracałam z gabinetu na dworzec. Bo do mojej terapeutki , jak nie łączę się online, to dojeżdżam pociągiem. Podjeżdżał mój pociąg i pomyślałam, że gdyby tak się pod niego rzucić to w końcu byłby to prawdziwy ruch w moim życiu, prawdziwa transgeniczna podróż na drugą stronę. Cudowna odmiana i uwolnienie. 

Ale jak widać dalej tkwię w tym coraz pojebanym świecie, pojebana ja. Jestem na lekach. Może i jestem terapiodporna , ale lekooporna już nie. Nie mam.motywacji by się zabić, ale też nie mam motywacji do niczego, po prostu sobie tkwię. 

Tamtym fantazjowaniem nie podzieliłam się z moją terapeutką, nie chciałam jej przestraszyć. Zastanawiam się czy w ogóle, się z tym z nią dzielić. Tutaj się dzielę, bo jestem anonimowa. 

Antydepresanty zostały mi przypisane w związku z moim diagnozowaniem się na ADHD. ADHD jednoznacznie mi nie wykryto, wykryto natomiast depresję. Terapeutka też mnie wcześniej długo namawiała na farmokologię, by ustabilizować mój nastrój, który mocno wplywał na przebieg mojej terapii. W tym tygodniu nie mamy spotkania, bo o przekrętny losie, ma ona teraz szkolenie z maszynistami 🤣

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam ogólnie na swoj temat raczej dobre zdanie, ale też popelnilam w zyciu różne błędy, zachowałam się nie tak jak należy.

Jeśli zauważyłaś u siebie tendencje do bycia toksyczną osobą to już jest krok w strone by to zrobić. Może uda wam sie z terapeutką to ogarnąć. Ja uważam że terapeuci powinni mieć taki warsztat, żeby sobie radzić z tym co się im mówi. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pokaż mi tego kto nie jest toksyczny, i niech pierwszy rzuci kamieniem w ciebie, że ty jesteś 🙂

 

Co możesz z tym zrobić? 
Może najlepiej nic, nie oceniać się. Chociaż czasami można pewne rzeczy obrócić w żart, a są tacy co tak to dobrze potrafią i potem coś im uchodzi całkowicie na sucho.
Ale, tak zwyczajnie to rozwijać się jak najlepiej możesz, potrafisz, korzystać z energii czasu i możliwości danego dnia, by stawać się trochę innym, jakim chcesz być.


 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Toksyczny jest raczej ten kto się narzuca, jest nachalny. Ja w sumie lubię pisać w internecie, ale poza nim, mogłabym przebywać najlepiej w swoim towarzystwie czy zwierząt, dzieci. Nie mam potrzeby np. iść do kogoś i tak się wprosić na kawę, herbatkę i opowiadać jakieś pierdoły. Czy np. obgadywać się w jakimś gronie za czyimś plecami, jak już to wolę napisać publicznie, ogólnie, co o kim myślę, wtedy każdy wie i zwykle jest to sprawiedliwa ocena. Nie patrzę na miłość, sympatię tylko na uczynki, zachowanie i też tego samego oczekuję. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

20 godzin temu, katia010 napisał(a):

Jestem już na trzeciej w mojej życiu terapii. I czuję, że stoi ona w miejscu jak z resztą moje życie. Miałam raz taką myśl, po jednej z sesji, gdzie okazało się, że chcąc rozwiazać pewną relacyjną sytuację, postanowiłam, że w końcu SOBIE zaufam. Mam już 30chę na karku, to wydawać by się mogło, że mogę. I powiedziałam swojej znajomej szczerze co o niej myślę. Asertywnie, tak mi się wydawało, że stanęłam po swojej stronie. Skończyło się tak jak przewidywałam, zerwaniem znajomości. Jednak ta nasza ostra wymiana zdań nie dawała mi do końca spokoju. Podzieliłam się tym z moją psychoterapeutką. To co mnie ruszyło w słownym przysrywie mojej eks-koleżanki były słowa: " myślałam, że mogę Ci ufać i na tobie polegać". No i terapeutka na spokojnie wyjaśniła mi, że rozminęłyśmy się w tej rozmowie, wyjasniła mi drugą stronę. Okazało się, że ZNOWU zareagowałam niepotrzebnie defensywnie. I był to dla mnie cios. Tyle lat tkwić w tym samym. Po tylu terapiach, scieżkach duchowych, 12 tu krokach. Pamiętam jak wracałam z gabinetu na dworzec. Bo do mojej terapeutki , jak nie łączę się online, to dojeżdżam pociągiem. Podjeżdżał mój pociąg i pomyślałam, że gdyby tak się pod niego rzucić to w końcu byłby to prawdziwy ruch w moim życiu, prawdziwa transgeniczna podróż na drugą stronę. Cudowna odmiana i uwolnienie. 

Ale jak widać dalej tkwię w tym coraz pojebanym świecie, pojebana ja. Jestem na lekach. Może i jestem terapiodporna , ale lekooporna już nie. Nie mam.motywacji by się zabić, ale też nie mam motywacji do niczego, po prostu sobie tkwię. 

Tamtym fantazjowaniem nie podzieliłam się z moją terapeutką, nie chciałam jej przestraszyć. Zastanawiam się czy w ogóle, się z tym z nią dzielić. Tutaj się dzielę, bo jestem anonimowa. 

Antydepresanty zostały mi przypisane w związku z moim diagnozowaniem się na ADHD. ADHD jednoznacznie mi nie wykryto, wykryto natomiast depresję. Terapeutka też mnie wcześniej długo namawiała na farmokologię, by ustabilizować mój nastrój, który mocno wplywał na przebieg mojej terapii. W tym tygodniu nie mamy spotkania, bo o przekrętny losie, ma ona teraz szkolenie z maszynistami 🤣

Cześć, jeżeli masz myśli samobójcze to powiedz o tym terapeutce (a skoro bierzesz antydepresanty to pewnie masz też wizyty u psychiatry, jeżeli tak to koniecznie powiedz o tym lekarzowi). Od prawie 4 lat leczę się na ciężką depresję, nie uczestniczyłem w terapii chociaż miałem takie zalecenia (sam zdecydowałem - nie chciałem po raz kolejny/z kolejną osobą wchodzić w bagno moich myśli). Leki w końcu zaczęły działać ale zmieniłem też radykalnie moje życie. Obecnie jest ok, znalazłem sens życia, mam nowe pasje/zainteresowania... żyję. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

56 minut temu, Maat napisał(a):

A jak to jest, że są ludzie, którzy mi nic złego nie zrobili,a nie trawię ich na sam widok ☹️

Nie znoszę ich głosu,sposobu chodzenia, wyglądu, żołądek mnie nieraz aż boli.☹️

Też jestem jakiś taki toksyk.☹️

Podświadomość? Może ci kogoś przypominają, albo wywołują jakieś skojarzenia. Mi sie wydaje, że same odczucia nie swiadczą o toksyczności, bo ważne jest to co z nimi się robi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Maatja nie uważam żeby pisanie o sobie było zaśmiecaniem wątku założonego przez inną osobę. Nie wiem co myśli autorka, ale  ja myślę że pisząc o sobie dajemy komuś szanse na zobaczenie tego że ktoś inny ma/miał podobnie. Mi osobiscie to pomaga i duzym przełomem było dla mnie odkrycie,  że "nie tylko ja tak mam". Sama opisuje jak coś wyglądało u mnie. Może kogoś to wkurzyć bo pomyśli że nie jestem nim, ale może kiedyś komuś to pomoże.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

5 godzin temu, Verinia napisał(a):

 

Mówisz terapeutce, że obiłbyś jej ryj? WTF...

😂😂 dobre haha. To znaczy na pewno nie wskazane

 

@Cień latającej wiewiórkiddlaczego zmieniłeś awatara ten też fajny Ale tamta wiewiórka zawsze mi się podobało jak ja widziałam 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

59 minut temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

Mam swoje domysły, ale każdy może być tak samo błędny, jak pozostałe. Nie mam konkretu, więc nie wiem, co stało za jej decyzją. Napisałem jej, chyba po roku czy półtora, maila, zamykającego z mojej strony ten rozdział. Nie raczyła odpowiedzieć (a dalej kontynuuje praktykę, choć tego też nie chciała mi na początku zdradzić, gdy spytałem, czy po prostu zamyka praktykę, czy jedynie kończy terapię ze mną).

Nie wiem dlaczego nie podała powodu zakończenia, może z jakiegoś powodu nie mogła, a nie chciała kłamać i czegoś wymyślać. Widocznie supervisor zwrócił jej na coś uwagę. To była terapia w nurcie psychodynamicznym? 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 minut temu, Mic43 napisał(a):

Ale powód nie ma żadnego znaczenia. Pacjent ma prawo znać przyczynę, a terapia nie może się zakończyć nagle, z dnia na dzień, chyba, że w wyniku zdarzeń losowych.

Tmczyli terapeuta ma obowiazek mówić o swoich prywatnych sprawach zeby wytłumaczyć zakończenie terapi? Może choćby ze wzgledow zawodowych nie mogła powiedzieć, bo to bylo cos czego nie mogla ujawnic jako terapeuta choćby ze wzgledu na innych pacjentów.

23 minuty temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

Skończyliśmy na elementach trójfazowego podejścia do leczenia zaburzeń dysocjacyjnych, które zasugerowałem po przeczytaniu paru książek na ten temat (z jakiegoś powodu wiedza na temat dysocjacji strukturalnej, czy ogólnie zaburzeń dysocjacyjnych, nadal jest w Polsce niewielka nawet wśród profesjonalistów).

Dziwna sytuacja,że pacjent uczy specialiste sposobów leczenia. Tak jakbyście się zamienili rolami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W życiu czasami trzeba się z czymś po prostu pogodzić. Jakby nie było ona nie ślubowała, że nie opusci pacjenta aż do śmierci. Zarówno pacient jak i terapeuta mają prawo w każdej chwili zrezygnować. 

Ona pewnie to przepracowała ze swoim supervisor, ty nie miałeś pewnie okazji z nikim tego przepracować. 

Mi też kiedyś terapeutka podziękowała w trakcie jednej wizyty. To nie było do końca to samo, co u ciebie, bo nie spotykałam się z nią tak długo, ale i tak to przeżywałam.  Czasami myśle czy nie próbować dostać się do nie jeszcze raz, bo to bylo ponad 10 lat temu, ale liczyłabym sie z tym że mogłaby powiedzieć nie.  Niedawno ja też zrezygnowałam z terapi, bo dostałam sie na NFZ. Prywatnie, może to nie była do konca taka terapia bo spotkania były co 2-3, a zdarzyło sie pewnie i co 4 tygodnie jak coś wypadło, ale chodziłam tam chyba ponad 2 lata. Terapeuta mi podziękował że przyszłam na tę sesje w ogóle, a nie że zniknęłam bez słowa. Terapeuta teoretycznie bez słowa nie znika, chociaż ja też miałam taka sytuacje, że zadzwonili do mnie z przychodni, że terapeuta do którego u nich chodziłam już dla nich nie pracuje i że proponuja innego terapeutę. Tam też niewiadomo jakiej więzi miedzy nami nie bylo, ale w ogóle nic z tego nie wyszło bo do innej terapeutki poszłam u nich chyba tylko raz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, acherontia styx napisał(a):

Moja terapeutka jak rezygnowała z pracy w jednej przychodni, to tych pacjentów, którzy chcieli, "zabierała ze sobą" do nowego miejsca.

Tylko, że on w przychodni przyjmował na NFZ, a potem chyba już nie. Wiem, że teraz przyjmuje prywatnie bo jest na znanymlekarzu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

21 minut temu, acherontia styx napisał(a):

A no u mnie terapeutka przyjmowała prywatnie i po zmianie nadal przyjmowała prywatnie 😅

Za to jak psychiatra odchodziła z przychodni gdzie przyjmowala na NFZ to mi powiedziała, że teraz bedzie przyjmować prywatnie i wtedy dalej do niej chodziłam w innym miejscu. Różnica taka, że do tej psychiatry chodziłam już pewnie kilka lat,a u tego terapeuty nawet nie pamiętam ile razy byłam, ale niewiele. Może komuś innemu powiedział.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

53 minuty temu, Mic43 napisał(a):

Nie musi mówić o szczegółach. Mogła powiedzieć ogólnikami, właśnie np. że to coś w niej poruszyło i nie może kontynuować. 

A jak nic w niej nie poruszyło tylko powód był inny? Zresztą stwierdzenie, że ją coś poruszyło nie tlumaczy powodu. Pewnie przez czas terapi nie raz coś ją poruszało. Mogła równie dobrze go nie lubić i stwierdzić, że nie chce z nim już pracować jak i się zakochać. Nie wiem czy powiedzenie ani o jednym ani o drugim byłoby dobrym pomysłem. Mogła powiedzieć też coś uniwersalnego w stylu "nie umiem panu pomóc". Mam wrażenie, że to wszystko i tak mogłoby być za mało i nie zapobiegłoby poczuciu porzucenia.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 minuty temu, Mic43 napisał(a):

Przecież to był tylko przykład, można było to skwitować przyczyny osobiste etc, cokolwiek. 

Jak tobia by wystarczylo zeby powiedziala cokolwiek to ok, mi by takie stwierdzenie raczej nic nie dało i pewnie dalej bym rozkminiala "dlaczego."

 

6 minut temu, Mic43 napisał(a):

To jak bronicie tych terapeutów jest dla mnie szokujące, to jakaś niewolnicza mentalność? 

Wątpię. Czsami ktoś może mieć inne zdanie niż ty i to nie oznacza, że jest z tą osobą jest coś nie tak. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 14.06.2025 o 23:30, Mic43 napisał(a):

Masz na myśli jakiego twierdzenia? Zła odmiana 😜 Nie, chodziło o pokazanie granic akceptacji. 

To był zarcik. Zła odmiana, owszem słownik nieraz w telefonie, Ale ja robię dziwaczne błędy. Kiedyś tak nie miałam

Możesz cytować odpowiedź albo tagować "@+nazwa konta" bo nie pokazują się powiadomienia że odpowiadasz, bez tego nie odpowiem. Chyba ze to taka taktyka na minimum zbędnych dyskusji, to jest ona sprytna!  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale co wy gadacie tu wszyscy. @Cień latającej wiewiórkiwustaw jej opinię, przecież to anonimowe. Dzięki temu wielu jak przeczyta że typiara po kilkanastu latach terapii przerwała ja i powiedziała że nie może podać powodu. To nawet nie jest ocena to jest fakt.

Masz zab dysocjacyjne też? Jakbyś miał notatki z tych książek to może bym kupiła xd

Szkoda że nie pomogły terapię. Mi też nie, wydaje mi się że to trochę zależy od osobowości, ktoś bardziej podatny popłynie ktoś z naturą pod prąd nie.

4 godziny temu, bei napisał(a):

Tmczyli terapeuta ma obowiazek mówić o swoich prywatnych sprawach zeby wytłumaczyć zakończenie terapi?

Mówienie o prywatnych sprawach A mówienie że powód dotyczy prywatnych spraw to 2 inne rzeczy hejjj

 

4 godziny temu, bei napisał(a):

Może choćby ze wzgledow zawodowych nie mogła powiedzieć, bo to bylo cos czego nie mogla ujawnic jako terapeuta choćby ze wzgledu na innych pacjentów.

Ja myślałam i nie wymyśliłam przykładu do tego. Miałaś na myśli coś konkretnego?

@acherontia styxnnaprawdę pacjent nie ma prawa znać przyczyny zakończenia terapii? ;o

Ja na koniec i tak wręczyłam czekoladki w podziece i bullshit rzuciłam że mi tak pomogła. Pamiętam że się wzruszyła aż oczy jej się zaszklily. Niech myśli że wyszłam na prostą lepiej..

😛

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

28 minut temu, Dalja napisał(a):

 

4 godziny temu, bei napisał(a):

Może choćby ze wzgledow zawodowych nie mogła powiedzieć, bo to bylo cos czego nie mogla ujawnic jako terapeuta choćby ze wzgledu na innych pacjentów.

Ja myślałam i nie wymyśliłam przykładu do tego. Miałaś na myśli coś konkretnego?

Nic konkretnego. Bardziej chodziło mi o to że terapeuci często nie ujawniają różnych informacji. Jak coś komuś powiedzą to muszą się liczyć z tym, że to może wypłynąć na zewnatrz. Ponoć szczególnie psychoterapeuta w nurcie psychodynamicznym mało mówi na swój temat, dlatego zapytałam wcześniej czy to był ten nurt. 

Podjęła decyzję jaką podjęła. Uznała, że powód nie nadaje się do powiedzenia, a widocznie nie chciała kłamać.

 

Ja nie piszę, że terapeutce nie można niczego zarzucić, nie wiem tego. Nie znam ani przebiegu całej terapie, ani tej ostatniej sesji. Nie jestem też specjalista od terapii. Jestem jednak daleka np. od tego:

21 godzin temu, Mic43 napisał(a):

No ja bym tak tego nie zostawił, choćby napluć na twarz na koniec by wypadało, potem tacy ludzie myślą, że są bezkarni. 

 

 

Edytowane przez bei

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

6 godzin temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

Zakładam (może błędnie), że był jakiś istotny powód, choć każdy mój domysł jest równie bezsensowny co nieprawdopodobny.

 

Może zadzwonię do niej za 10 lat i wtedy się dowiem. A może lepiej nie wiedzieć (mózg podpowiada różne scenariusze).

Nie. Skończyliśmy na elementach trójfazowego podejścia do leczenia zaburzeń dysocjacyjnych, które zasugerowałem po przeczytaniu paru książek na ten temat (z jakiegoś powodu wiedza na temat dysocjacji strukturalnej, czy ogólnie zaburzeń dysocjacyjnych, nadal jest w Polsce niewielka nawet wśród profesjonalistów). Pełne tytuły, jakby kogoś interesował ten temat (niestety tylko po angielsku):

The Haunted Self: Structural Dissociation and the Treatment of Chronic Traumatization
Treating Trauma-Related Dissociation: A Practical, Integrative Approach
Healing the Unimaginable: Treating Ritual Abuse and Mind Control

Czytałam te dwie pierwsze i są mega dobre, według mnie to najlepsze książki na temat zaburzeń dysocjacyjnych po traumie jakie powstały. Szkoda, że jeszcze nie są przetłumaczone na Polski, bo też  jestem zdania, że wiedza wśród psychologów, terapeutów czy psychiatrów jest na ten temat mała. Ja mam takie przemyślenia, że gdybym nie była lekarzem, nie wiedziała dokładnie co mi jest ani nie miałabym trochę więcej możliwości niż przeciętny człowiek to szansa na to, że ktoś by rozpoznał co mi jest byłaby znikoma. Nie mówiąc już o znalezieniu jakieś realnej pomocy. Musiałabym mieć jakieś mega szczęście...

Też mam takie doświadczenie, że terapeutka mnie zostawiła z dnia na dzień samą po 4 latach. Było to dla mnie straszne doświadczenie, bo było mi ciężko wtedy, cały czas myślałam o odejściu a tu nagle jeszcze zostałam sama z tym. Nie dostałam namiaru na kogoś innego, chociaż to takie minimum co terapeutka powinna była zrobić. Nie mówiąc już o tym, że zostawienie kogoś z dużym ryzykiem samobójstwa samego jest bardzo wątpliwe etycznie. No ale nie roztrząsałam tego, też nie pisałam złych opinii. Chciała mi pomóc ale nie umiała, zdecydowanie ją to przerosło. Do obecnej terapeutki dostałam namiar przez kogoś z uczelni, to pani profesor  zajmującą się traumą i dysocjacją. Ją też czasami moja terapia przerasta ale próbuje i się nie poddaje. Niestety przez to, że dwie osoby do których poszłam po pomoc mnie "porzuciły" to zastało mi coś takiego, że boję się, że obecna terapeutka też mnie zostawi także powinnam podziękować tym osobom:/ za każdym razem jak mam odwołaną sesję to jest dla mnie trudne, nie ważne ile razy terapeutka powiedziała mi, że nie zrobi tak samo.

 

A Ty jak długo chodziłeś do tej terapeutki, która Cię tak z dnia na dzień zostawia jak mogę zapytać?

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, bei napisał(a):

Nic konkretnego. Bardziej chodziło mi o to że terapeuci często nie ujawniają różnych informacji. Jak coś komuś powiedzą to muszą się liczyć z tym, że to może wypłynąć na zewnatrz. Ponoć szczególnie psychoterapeuta w nurcie psychodynamicznym mało mówi na swój temat, dlatego zapytałam wcześniej czy to był ten nurt. 

Podjęła decyzję jaką podjęła. Uznała, że powód nie nadaje się do powiedzenia, a widocznie nie chciała kłamać.

 

Ja nie piszę, że terapeutce nie można niczego zarzucić, nie wiem tego. Nie znam ani przebiegu całej terapie, ani tej ostatniej sesji. Nie jestem też specjalista od terapii. Jestem jednak daleka np. od tego:

 

 

No tak, gdyby np podała powód który by mógł być wykorzystany przeciwko niej choćby w sieci

19 minut temu, 123she napisał(a):

Czytałam te dwie pierwsze i są mega dobre, według mnie to najlepsze książki na temat zaburzeń dysocjacyjnych po traumie jakie powstały. Szkoda, że jeszcze nie są przetłumaczone na Polski, bo też  jestem zdania, że wiedza wśród psychologów, terapeutów czy psychiatrów jest na ten temat mała. Ja mam takie przemyślenia, że gdybym nie była lekarzem, nie wiedziała dokładnie co mi jest ani nie miałabym trochę więcej możliwości niż przeciętny człowiek to szansa na to, że ktoś by rozpoznał co mi jest byłaby znikoma. Nie mówiąc już o znalezieniu jakieś realnej pomocy. Musiałabym mieć jakieś mega szczęście...

Też mam takie doświadczenie, że terapeutka mnie zostawiła z dnia na dzień samą po 4 latach. Było to dla mnie straszne doświadczenie, bo było mi ciężko wtedy, cały czas myślałam o odejściu a tu nagle jeszcze zostałam sama z tym. Nie dostałam namiaru na kogoś innego, chociaż to takie minimum co terapeutka powinna była zrobić. Nie mówiąc już o tym, że zostawienie kogoś z dużym ryzykiem samobójstwa samego jest bardzo wątpliwe etycznie. No ale nie roztrząsałam tego, też nie pisałam złych opinii. Chciała mi pomóc ale nie umiała, zdecydowanie ją to przerosło. Do obecnej terapeutki dostałam namiar przez kogoś z uczelni, to pani profesor  zajmującą się traumą i dysocjacją. Ją też czasami moja terapia przerasta ale próbuje i się nie poddaje. Niestety przez to, że dwie osoby do których poszłam po pomoc mnie "porzuciły" to zastało mi coś takiego, że boję się, że obecna terapeutka też mnie zostawi także powinnam podziękować tym osobom:/ za każdym razem jak mam odwołaną sesję to jest dla mnie trudne, nie ważne ile razy terapeutka powiedziała mi, że nie zrobi tak samo.

 

A Ty jak długo chodziłeś do tej terapeutki, która Cię tak z dnia na dzień zostawia jak mogę zapytać?

 

Taka sytuacja że ja przerosło to tym bardziej powinna się postarać o wskazanie dalszej drogi opieki. No pacjentowi z myślami s....

Godzinę temu, acherontia styx napisał(a):

@Dalja podam Ci przykład z mojej terapii. Superwizorka mojej terapeutki uważała długo, że u mnie terapia nie przyniesie efektów i doradzała jej zakończenie współpracy ze mną. Moja t. tego nie zrobiła co prawda, ale terapię raz, nagle w ciągu jednej sesji zakończyła w ramach "prezentu" bożonarodzeniowo-noworocznego (co prawda z innego powodu). I rzeczywiście, przez kilka miesięcy się nie spotykałyśmy. Czy byłam wręcz wk*****a, rozczarowana, poczułam się olana i odrzucona? Oczywiście, że tak, bo każdy by się tak poczuł jak po 3-4 latach terapii, nagle w ciągu 10 min. terapeuta zakańcza terapię.
Ale teraz załóżmy, że posłuchałaby rady superwizorki i z tego powodu wtedy zakończyła terapię podając mi jako powód to, że nie rokuje. Czy taki powód zmotywowałby kogokolwiek do szukania dalej pomocy u kogoś innego? No nie. Wręcz przeciwnie. 
A skąd ja to wiem? T. mi to powiedziała dopiero niecały rok temu, jak wiedziała już na pewno, że superwizorka nie miała racji w moim przypadku i wiedziała, że teraz taką informację "udźwignę" i nie spowoduje ona jakiejś załamki czy czegoś. Jak ja na to zareagowałam? Kazałam t. pozdrowić superwizorkę od nie rokującej pacjentki :P kiedyś taki news skończyłby się pewnie szpitalem co najmniej.

Zaznaczam jednak, że moja t. akurat mimo, że jest psychodynamiczna bardzo dużo mówiła mi otwarcie. Jak czuła się bezradna i nie wiedziała co robić, to mi to mówiła przeważnie wprost (w takich sytuacjach przeważnie też kontaktowała się z moim lekarzem). Na jakieś moje głupie manipulacje, jak raz w złości na nią, powiedziałam że się zabiję, to mi walnęła prosto z mostu "pani A., głupi powód do samobójstwa"
Zresztą raz kiedyś wspomniała, że w moim przypadku wszelkie zasady kontraktu terapeutycznego zostały złamane i przekroczone, ale cieszy się, że finalnie wyszło to mimo wszystko na dobre, bo w danych momentach wcale nie była przekonana czy dobrze, że na to pozwoliła.

Dzięki za historię. Ale kim do uja są ci supervisorzy, nie znają pacjenta A mogą nakazać skończenie tterapii komuś. I to w prywatnych, grosza nie tracą na nikim i takie rzeczy

Nie no czaję że pewnie kontrolują czy taki psycholog umie poprawnie ocenić, no ale ja bym prędzej zaufala im  haha. I pewnie sprawdzana jak przypadku naszej wiewiórki że już nie mogą pracować z tym pacjentem bo pani się zakochała np oczywiście 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×