Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
ewaryst7

Jak to się zaczęlo...nasze przygody z nerwicą

Rekomendowane odpowiedzi

U mnie zaczęlo się dość dawno...Najpierw problemy z żołądkiem , póżniej kołatania serducha , następnie duszności , biegunki...itd itd Zaczynałam leczenie i przerywałam . I to był błąd . cholerny błąd. Jak było z Wami? piszcie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

u mnie od marihuany, zapalilem, wpadlem w panike, na drugi dzien zamułka, derealizacja, w nocy paniczne lęki, a teraz to juz w dzien sie boje nawet, taki niepokoj....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

alepysiak5, rozumiem , że już nie palisz , tego świństwa??? A o lęku , wiem wszystko.... Też tak mam. Codziennie.Jeeezu ...ale jazda. Gorąco - zimno , senność - bezsenność, pobudzenie- otępienie , zaparcie - biegunka...itd itd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nerwice mam od kilku lat przez problemy rodzinne,wszystko zaczeło się w dzieciństwie wtedy nie mogłam od nich uciec i musiałam w tym uczestniczyć.Teraz to już przeszłość której skutkem jest ta choroba, od niej też nie ma ucieczki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja nerwice mam od kilku lat przez problemy rodzinne,wszystko zaczeło się w dzieciństwie wtedy nie mogłam od nich uciec i musiałam w tym uczestniczyć.Teraz to już przeszłość której skutkem jest ta choroba, od niej też nie ma ucieczki.

jest kochanie. Jest ! zależy to , od naszej determinacji..Wiem , jak niszczy nas to choróbsko , jak eksploatuje nasz organizm...Jka czesto , nie mamy po prostu siły aby coś zrobić..Ale , na Boga nie pozwolmy , aby nami zawładnęla !!!!!! Nie leczona , rujnuje nasze życie , związki , kontakty towarzyskie....nie pozwalajmy na to !!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ewaryst7, nie pale już. nie wyobrazam sobie jak moglbym teraz zapalic, na pewno wpadlbym w paranoje, to wcale mnie nie uspokaja, to cos zjebalo mi wakacje ktore przezywam w lęku;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ewaryst7 ale ja się leczę tylko poprostu bezskutecznie,niektórych ran poprostu nie da się zagoić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

alepysiak5, wiesz , w pewnym sensie , to niesamowite , ze tak zareagowałeś...kurcze , może to glupio zabrzmi , ale chyba byloby o wiele gorzej gdybyś się wtopił w marychę.Z lękami się uporasz , tylko idz do lekaarza....pozdrawiam cię . I nie eksperymentuj już więcej . A ja masz doła to pisz...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

summer, kochanie , każda rana się zabliżni... Uwierz mi każda . Poszukaj pomocy u psychologa. Wylej z siebie cały ten bród , który Cię zatruwa.Albo pisz tutaj . Nie jesteś sama .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

summer, Ja też mialam , baaardzo różne przygody w życiu . I jestem pewna , że to kim ( czym) dzisiaj jestem ,jest efektem mojego popapranego życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ewaryst7, masz racje- nie wiadomo co by bylo gdyby mi sie to spodobalo, moze to i dobrze, teraz juz nie pale, nie eksperymentuje z zadnymi dragami bo wiem ze to nie dla mnie... co do tego ze tak zareagowalem to powiem ci ze na forum o derealizacji/depersonalizacji( http://www.derealizacja.abc.pl/ ) u duuuuzej ilosci osob zaczyna sie od marychy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć!

U mnie to już 14 lat "balu"... Gdy miałam 14 lat znalazłam martwego Tatę - ogromna trauma, samotne przeżywanie cierpienia, Matka wpadła w alkoholizm. Oprócz tego, że jestem DDA, to mam nerwicę lękowo-depresyjną i nerwicę wegetatywną. Na koncie mam próbę samobójczą, dziecko z MPD i rozwód. Nie leczyłam się do zeszłego roku. Rok temu trafiłam na Dzienny Oddział Leczenia Nerwic - trzy miesiące pracy nad sobą i efekt raczej marny... W tamtym tygodniu dostałam skierowanie na oddział zamknięty, ale to dwa miesiące odcięcia od świata, a ja mam dwoje dzieci.

Moja nerwica to: drętwienie rąk, skurcze w nogach, koszmarne bóle głowy trwające po kilka tygodni non stop, bóle brzucha, bezsenność. Najgorsze są jednak lęki napadowe, które trwają po kilka godzin często mnie "paraliżując". Generalnie nie bawię się najlepiej

Pozdrawiam!!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Morgana69, witaj ...wiem pzrzez co przechodzisz...mam to samo.Też od wielu , wielu lat.Też mialam popaprane życie. Czy leczysz się ? bierzesz jakieś lekarstwa?pozdrawiam cię cieplutko. Trzymaj się....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Morgana69 - skomplikowane to wszytko ale wierzę że znajdziesz dobrego terapeutę i bedziesz mogła z tego wyjść - wiem że jest Tobie trudno i nawet nie jestm w stanie sobie wyobrazić co czujesz - mój stan jest odmienny - depresja. Wychodzę powolutku - może nie tak szybko jakbym chciał ale wierzę że TY znajdziesz w sobie siłę - aby pokonać tą chorobę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Amonre, a ja wierzę w ciebie.Depresje już mialam.Sama nie wiem , co jest gorsze...I to daje popalić , i to .Słuchaj z calego serducha ,życzę ci abyś z tego wyszedł.To potrwa.Już o ty wiesz.Pisz , jak będzie ci smutno.pa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak od ponad roku leczę się farmakologicznie. Najpierw brała Asentrę, później Paxtin20, na okres ciąży znów Asentrę, a teraz od niecałego tygodnia przeszłam na Coaxil. Jak już wspominałam rok temu przeszłam 3-miesięczną terapię na Oddz. Dziennym Leczenia Nerwic. Teraz mam skierowanie na Oddział zamknięty na 2 miesiąca, ale ze względu na dzieci nie mogę dać się zamknąć. Będę próbowała w tym szpitalu leczyć się na Oddziale Dziennym. Generalnie ciężki temat - nie jest łatwo, ale to sami wiecie z własnego doświadczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie o tyle jest fajny bal, że oprócz lęków napadowych mam nawracające depresje i to do tego stopnia, że nie jestem w stanie z łóżka wyjść, także Amonre, doskonale wiem co czujesz i Ty ewaryst7 również. Przez 14 lat sobie na to pracowałam i teraz nie wyleczę tego ot tak. Nawet na wypisie ze szpitala z oddziału dziennego dostała zalecenie do terapii długoterminowej. generalnie jestem przypadkiem beznadziejnym i zdaję sobie z tego sprawę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Morgana69 - nie jesteś przypadkiem beznadziejnym - dopóki żyjesz a warto żyć - mozesz to zmienić - nie poddawaj się tylko- warto -Uwaga banał - życie jest tak pełne niespodzianek że warto podjąć to ryzyko - teraz zmoe być tylko lepiej - wiem jakie piekło przechodzisz ale Ty z tego wyjdziesz -bo podsaidomie tego pragniesz potrzbujesz tylko czasu aby podjąć walkę. Ty to powłałaś do życia Ty to mozesz zmienić TY to mozesz pokonać - uwierz ogromna siła drzemie w nas - cholera tylko ciężko ją wydobyć, ciężko znależć sens, cel walki. DZiś mam kiepski nastrój ale coś mi mówi że jestem na dobrej drodze że jest to etap do wyjścia na drogę szczęscia. Staram się cieszyć z małych rzeczy - z kąpieli, z posiłku. Za parę miesiecy o tym wszystkim zapomnę tak jak i Ty - wbrew pozorom to nas też wzmacnia - nie poddawaj się na starcie - wygrasz tą walkę - masz dzieci - sens życia. Nie jesteś sama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Amonre- wiem, że z depresji można wyjść, choć ciężka to droga. Niestety z nerwicą nie jest tak prosto. Do kompletu mam nerwicę wegetatywną - nieuleczalna. Jeśli chodzi o lękową, to jeszcze bardzo długa droga przede mną - niestety... Ubiegłoroczne leczenie nie przyniosło żadnych efektów - a na oddziale byłam przeszło 3 miesiące, codziennie. Obecnie depresji nie mam, więc chociaż tyle dobrze. Jednak doskonale znam Twój stan i wiem czasem, jak trudno zacząć dzień i przeżyć go jakoś - nic nie ma sensu, chciałoby się skończyć ze sobą, ogólnie jest kiepsko. Ale to mija - na szczęście. Bierzesz jakieś leki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zotral - 4 tygodnie - dziś idę do lekarza na kolejną wizytę. Na początku 1 godzina a teraz po 30 minut - i to mam mi pomoc? - wiem zbyt dużo moze oczekuje od lekarza - a tak naprawde to sam od siebie powinienem coś oczekiwać. Chyba też mam nerwice lekową albo też lęk jest w moim przypadku elementem towarzyszącym depresji- po jednej wizycie nie mógł lekarz tego zdiagnozować. Trzy lata temu też przez to przechodziłem - ale jak się lepiej poczułem to przestałem brać leki i omijałem łukiem każdego lekarza. Pojachałem sobie na wycieczkę życia - na Krym i po powrocie dopadło mnie to draństwo - może zbyt dużo żyłem w napięciu. W pracy nie mam dużo stresu ale sam sobie o stwarzam - zbyt poważnie podchodze do pracy, do tego co mówią ludzie, zbyt dużo oczekuję od życia, a jak mi się nie udaje to dopada mnie frustracja. Zjadają mnie moje wygórowane aspiracje- pochodze z rodziny patalogicznej - Tata alkoholik majaćy problemy z wyrazeniem swoich emocji, Mama typ histeryczki, bez aspiracji, bez woli zmian - w takim bagnie wyrastałem - udało mi się skończyć dobre studia, za chlebem wyjechałem do Warszawy - mam cudowną żonę. Nie wiem gzie jest zródło mojej choroby - w podejsciu do swiata, w tym ze czasami nudze się w pracy, ze lubie tylko pracować jak się coś dzieje. Przerasta mnie to ale wierzę ze mi się uda jak każdemu z Forumowiczek i Forumowiczów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Amonre - jak widzę też mieszkasz w Warszawie. Jak coś to napisz do mnie na pryw., a podam Ci namiary na Centrum Psychoterapii i może też Cię skierują na Dzienny Oddział. Normalnie dostaniesz zwolnienie. Na początku to trudno przełknąć, że leczy się w szpitalu, ale możesz na takiej grupowej terapii poznać ludzi, którzy też mają problemy i z nimi o tym porozmawiać pod okiem terapeutów. Tam pomagają, szczególnie ludziom z takimi problemami jak Ty. Ja to za ciężki kaliber i mnie się nie udało. Trochę oczywiście wyniosłam z tej terapii, ale za mało...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Morgana69, witajcie. powiem tak. Podobno bardzo ważna jest wiara w uzdrowienie.Ja też miewam myśli, i zdaje mi się , że z tego nie wyjdę.....Ale do cholery jasnej , coś wemnie krzyczy ;NIE!!!!!!!!!!!!!!!! . chcę być zdrowa .Pragnę być zdrowa..I tego wam życzę . Pragnienia i wiary.A uzdrowienie przyjdzie. NA PEWNO.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Morgana69, Nie poddawaj się kochanie...tyle smutku jest w twoich wypowiedziach.Jesteś pewnie bardzo zmęczona???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Drogie Panie - wierzę że przyjdzie chwila - że bedziecie łukiem omiały to forum że bedziecie siedziały na forum Szczescie.pl albo Usmiechoduchadoucha.pl. Wiem że napisałem nie w pięć ni w dziesięć ale siła drzemie w nas - dziś się śmieje chociaż wiem ze droga bedzie długa ale chce żyć - patrzeć łakomym wzrokiem , konsumować, rozrabiać - popełniać błędy , naprawiać je, spełniać marzenia. Co jutro mnie czeka nie wiem - ale wydaje mi się że mogę z tego dnia uczynić przygodę. To była nutka optymizmu - niech ogrzeje Wasze serca.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochani!

Tak, jest wiele smutku, rozczarowania i żalu we mnie. Do tego dochodzi jeszcze pewna beznadzieja, zrezygnowanie i uczucie zamkniętego koła. Nie jest to brak chęci do życia o nie. Jednakże codzienność bardzo mnie przytłacza i cierpią na tym moi bliscy. A ja nie radzę sobie ze sobą. I cały problem polega na tym, że nie potrafię sobie pomóc. Innym udzielam wspaniałych rad i im pomagam. A sama? Sama dostaję po dupie i nic na to nie potrafię poradzić. Ostatnio czytałam mój wypis ze szpitala po ubiegłorocznej terapii. najciekawsze i najbardziej beznadziejne jest to, że napisali tam, że nie chciałam dać sobie pomóc, że innym świetnie pomagałam, ale nie sobie. Podświadomie się odcinam od pomocy. Przez 14 lat życia z lękami i depresją nauczyłam się wszystko spychać w głąb podświadomości - bo tak łatwiej, bo tak lepiej. I teraz za każdym razem włącza mi się tzw. "spierdalacz" (sorki za wyrażenie!). I choć chcę sobie pomóc, to nie mogę. Moja podświadomość wypycha świadomość i przegrywam już na starcie. A życie trwa dalej. wszystko jakimś tam biegnie torem, a ja stoję z boku i tępo się na to wszystko gapię...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×