Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Orlando

Prosze O pomoc ,i Rady :((

Rekomendowane odpowiedzi

Witam Wszystkich Forumowiczów...

 

Na Początku chcialbym sie przywitac , z wszystkimi...

 

I prosić was o pomoc,i rady co mam dalej począc :((

 

Nie wiem zabardzo od czego zacząć...yyy no więc przedstawie jasno sytuacje..Jestem od 4 miesięcy z wspaniałą dziewczyną ,którą bardzo kocham i Ona mnie też..Problem polega na tym iż Ciągle ja ją zawodze ;( mieszka ona 15km odemnie ,i kłopot zaczyna sie juz od pierwszego kroku..przyjazd Do niej..Nie Daje rady ,Cierpię na nerwice natrectw od 1.5 roku..towarzyszą temu objawy takie jak ,nudności,zawroty głowy,wymioty,pocenie się..i nagłe poczucie dyskomfortu..nagle chce mi sie kupe...;/.Byłem U niej zaledwie 4 razy..a potem juz nie dałem rady,poniewaz te objawy są tak silne że ja juz sam nie potrafie nad nimi kontrolowac,czy to autem czy też autobusem..objawy sie pojawiaja..Tak samo pujscie gdzies w publiczne miejsca..nie daje rady poprostu.i bardzo mi z tym źle wiem ze ją tym ranie i kiedys pewnego dnia strace :(((( a tego bym nie chcial doswiadczyc,pije jakis syrop który mi przepisał lekasz hydroxynium czy jakos tak ,i biore doksepin niestety objawy nic a nic ,sie nie zmniejszyły.

Obwiniam ,się za to iż Ona musi do mnie jechac i niekiedy są z tego powodu kłutnie..A ja nie chce jej ranic i stracic..nie wyobrazam sobie zycia bez niej.Jest wspaniala i jedyna moja nadzieją.dodam iz probowalem roznych metod wmawiania sobie cudy nie widow,i nadal nic ;((( zalamka..

 

Czasami mam ochoty sie zabic ,bo nic tylko same problemy ze mna

 

 

Pozdrawiam Orlando :((

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj!

po pierwsze nie jest ona, ta dziewczyna twoją jedyną nadzieją. Miłość to wielka siła ale nie wkładaj na tę dziewczynę tak wielkiego ciężaru, jak twoja choroba. A jeśli to jest choroba, to niech się z nią mierzą lekarze - masz już leki, teraz czas na terapię u psychologa. A z dziewczyną radzę porozmawiać i wyjawić jej, że miewasz przykrą przypadłość - razem będzie łatwiej szukać rozwiązań z kłopotliwych sytuacji. I uszy do góry, na to się nie umiera, to nie nowotwór.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hello.

 

Wsumie zgodze się z przed mówcą, powinieneś z nią porozmawiać szczerze. Powiedzieć że jesteś chory i co za tym idzie... Ona to przetrawi i ci sama zacznie też jakoś pomagać. Wzmocni was to napewno.

Umnie wyszło inaczej ale to już inna sprawa.

Życze powodzenia.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witam Wszystkich Forumowiczów...

 

Na Początku chcialbym sie przywitac , z wszystkimi...

 

I prosić was o pomoc,i rady co mam dalej począc :((

 

Nie wiem zabardzo od czego zacząć...yyy no więc przedstawie jasno sytuacje..Jestem od 4 miesięcy z wspaniałą dziewczyną ,którą bardzo kocham i Ona mnie też..Problem polega na tym iż Ciągle ja ją zawodze ;( mieszka ona 15km odemnie ,i kłopot zaczyna sie juz od pierwszego kroku..przyjazd Do niej..Nie Daje rady ,Cierpię na nerwice natrectw od 1.5 roku..towarzyszą temu objawy takie jak ,nudności,zawroty głowy,wymioty,pocenie się..i nagłe poczucie dyskomfortu..nagle chce mi sie kupe...;/.Byłem U niej zaledwie 4 razy..a potem juz nie dałem rady,poniewaz te objawy są tak silne że ja juz sam nie potrafie nad nimi kontrolowac,czy to autem czy też autobusem..objawy sie pojawiaja..Tak samo pujscie gdzies w publiczne miejsca..nie daje rady poprostu.i bardzo mi z tym źle wiem ze ją tym ranie i kiedys pewnego dnia strace :(((( a tego bym nie chcial doswiadczyc,pije jakis syrop który mi przepisał lekasz hydroxynium czy jakos tak ,i biore doksepin niestety objawy nic a nic ,sie nie zmniejszyły.

Obwiniam ,się za to iż Ona musi do mnie jechac i niekiedy są z tego powodu kłutnie..A ja nie chce jej ranic i stracic..nie wyobrazam sobie zycia bez niej.Jest wspaniala i jedyna moja nadzieją.dodam iz probowalem roznych metod wmawiania sobie cudy nie widow,i nadal nic ;((( zalamka..

 

Czasami mam ochoty sie zabic ,bo nic tylko same problemy ze mna

 

 

Pozdrawiam Orlando :((

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje wam za cenne ,rady.Ona Juz wie o mojej ,chorobie..ale czasem to naprawde ona niema sił juz..dobija ją tesknota..A wszystko przez to że sie czesto nie spotykamy..dziewczyna tez nie zawsze moze przyjezdzac ,a ja daje plamy.Jak Sobie z tym poradzic ,i przekonac ja by z tego powodu sie nie rozstawalismy..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz jesli to jest juz ta prawdziwa milosc to sobie poradzicie z tym napewno. Przeciez powinna to zrozumiec i przyjac to do swej swiadomosci ze jestes bardzie wrazliwy itd bo przeciez ludzie z deprecha tak maja. A co do spotkan no to juz na to ja nic nie moge doradzic. Ty musisz starac sie przelamac dla niej i dla waszego zwiazku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje wam ,pieknie za porady..Troszke podnieśliscie mnie na duchu.Oczywiscie musze coś z tym zrobic ,nie pozwole na to by ją stracić.Jeszcze raz dziękuje ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam sie z przedmowcami, Orlando, teraz czas na psychologa, jesli nie chodzisz to powinienes sie zglosic, nic nie tracisz a mozesz sobie pomoc, wam pomoc, jesli ona Cie kocha, powinna zrozumiec. Jesli nigdy nie miala stycznoci (posrednio lub bezposrednio) z taka dolegliwoscia to jest jej na pewno ciezko, ale wierze ze dacie rade :D Powodzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A co myślisz o przyszłości ?

Nie mów, że jej się boisz, że nie wiesz co będzie - bo na pewno coś sobie wyobrażasz.

Jakieś plany ze swoją dziewczyną ?

Chcesz z nią zamieszkać, stworzyć rodzinę, dzieci ?

A studia ? Praca ?

 

Musisz przede wszystkim uświadomić to sobie - nie przekonywać, nie wmawiać - uświadomić.

Po prostu musisz zdawać sobie sprawę z tego, że kiedyś będzie za późno na zmiany, bo stracisz wiele cennych dla Ciebie rzeczy - a co najśmieszniejsze i jednocześnie najgorsze - przez siebie samego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

K. ma rację. Świętą ;)

Psycholog, z którą nota bene mam dziś spotkanie, na początku pytała mnie, jak wyobrażam sobie jakieś dni w przyszłości - dzień obrony mgr, dzień ślubu - dni superszczęśliwe. Teraz ta kobieta pokazuje mi, jak budować REALNY plan, na miarę moich możliwości i jak dążyć do celu. Orlando, raz dwa na terapię !!! Psycholog dlatego studiował tyle lat, żeby teraz pomagać ludziom, więc rąk nie załamuj tylko daj sobie pomóc tym, którzy umieją to zrobić. I uszy do góry !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A co myślisz o przyszłości ?

Nie mów, że jej się boisz, że nie wiesz co będzie - bo na pewno coś sobie wyobrażasz.

Jakieś plany ze swoją dziewczyną ?

Chcesz z nią zamieszkać, stworzyć rodzinę, dzieci ?

A studia ? Praca ?

 

Musisz przede wszystkim uświadomić to sobie - nie przekonywać, nie wmawiać - uświadomić.

Po prostu musisz zdawać sobie sprawę z tego, że kiedyś będzie za późno na zmiany, bo stracisz wiele cennych dla Ciebie rzeczy - a co najśmieszniejsze i jednocześnie najgorsze - przez siebie samego.

 

Na dzień ,dzisiejszy straciłem wiare w wszystko..Miałem Konkretne plany na przyszłość.Ale oczywiście standart życie mnie nie oszczędza..jakby to powiedziec wiecznie robi ,coś na przekór by sie z nią nie spotkac,czy tez z nia porozmawiac.....Codziennie nad tym główkuje i nie potrafie tego przełknąc.Co to Jakas Patologia czy co ! ? No ileż mozna miec takich sytuacji..Chciałem z nią zamieszkać ,miec dzieci..A od Samego chcialem (do czynu)jeszcze daleka droga.Ale Czasami mi się wydaje że mam marzenia "świni z ściętej Głowy".Widze że dziewczyna juz nie wytrzymuje psychicznie,nie daje rady..i wątpie że dlużej ze mna zostanie.Mam Wrażenie że sie do tego nie nadaje i wciąz daje ciała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Orlando, uspokój się i posłuchaj: CAŁE ŻYCIE PRZED TOBĄ, masz dopiero 16 lat, więc uwierz mi - to co ciebie spotyka nie jest ostateczne - czyli że twoja ukochana nie jest ostatnią kobietą na świecie, twój dom to nie jest ostatnie miejsce, w którym będziesz mieszkał. Uwierz mi. A teraz skup się i zastanów, kiedy odniosłeś ostatni sukces życiowy. To może być cokolwiek - przebiegłeś 5 kilometrów, rozpaliłeś ognisko z mokrego chrustu lub zdałeś egzamin. Znajdź takie sukcesy za wszelką cenę i napisz je. Na tym forum. Potem pokażę ci, dlaczego. I jeszcze jedno mam pytanie - jak wygląda twoja relacja z Najwyższym? Pozdrawiam, Coltrane.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj postanowiłam napisać do Ciebie.Ja mam taki problem ż ew ogóle nie wychodzę sama z domu. Każdy kto chce się ze mną spotkać musi przyjechać pod mój dom i odprowadzić mnie do domu. Dodatkowo na ulicy gdy widzę psa zachowuje się dość dziwnie gdy widze psa.Mam wtedyatak ilęku panicznego.Mało kto to rozumiał.Nie oplacało się ludziom spotylkać się ze mną.Tak było całą podstawówkę ,całe liceum i całą policealną.Byłam bardzo samotna i panicznie balam sie facetów,

Dopiero w 2007 roku znalazłam jednego faceta który to zrozumiał a potem drugiego.I mam znajomego i mam kolege bardzo późno ale jednak.

To co chcę Ci powiedzieć to to że jeśli ktos naprawdę Cię polubi/ pokocha to zaakceptuje Twoją chorobę w pełni.

Każda relacja powinna być oparta na jakbnajwiększej akceptacji drugiej osoby a zwłaszcza w miłości tak być musi.

A jeśli tak nie jest? Trzeba rozmawiać tłumaczyć drugiej osobie. A jak to nie pomaga?Trzeba szukać dalej...

Kogoś innego..

Nikogo nie zmusimy do tego aby nas akceptował.

A jest to konieczne jeśli chcemy zbudować dobrą, zdrową relację.

Powodzenia Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, nie wiem do kogo mam się zwrocic z pomoca, dlatego tu jestem. Widzę, że jest tu wiele życzliwych osób, które dotknął podobny problem. Chodzi o to, że mój mąż ma depresję, wciąż nie ma na nic ochoty, stracił pracę, ciagle krzyczy na mnie i synka, wciaz choc bardzo sie staram, nie jest tak jak on chce. Ja już po prostu nie daję rady temu, też zrobiłam się nerwowa, stracilam chęć do życia. Mój Mąż zaczął leczenie, ale po jednej wizycie stwierdził, że to nie dla niego, namawiam go ale się uparł. ze mną nie chce rozmawiać, twierdzi, że nie potrafi, a ja go podobno nie rozumiem. Faktycznie, może czasem nie nadaję się do rozmowy, po całym dniu zajmowania się dzieckiem, domem, jestem wykończona. i chociaż chcę z nim porozmawiać, to po kilku zdaniach wybuchają kłótnie. Dla mnie nerwy wysiadły doszczętnie. Dziś dobiło mnie to, że odkryłam, że za moimi plecami smsuje z jakas dziewczyna, niby nic, tylko smsy, ale zabolalo mnie to bardzo. tłumaczył, że chce porozmawiac z kims postronnym.rozumiem, ja tez czasem mam potrzebe wygadania się, ale nigdy nie robie z tego tajemnicy przed Nim. błagam pomóżcie mi, podpowiedzcie, co mam zrobić, żeby było tak jak kiedyś... Dziękuję... A.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Orlando, uspokój się i posłuchaj: CAŁE ŻYCIE PRZED TOBĄ, masz dopiero 16 lat, więc uwierz mi - to co ciebie spotyka nie jest ostateczne - czyli że twoja ukochana nie jest ostatnią kobietą na świecie, twój dom to nie jest ostatnie miejsce, w którym będziesz mieszkał. Uwierz mi. A teraz skup się i zastanów, kiedy odniosłeś ostatni sukces życiowy. To może być cokolwiek - przebiegłeś 5 kilometrów, rozpaliłeś ognisko z mokrego chrustu lub zdałeś egzamin. Znajdź takie sukcesy za wszelką cenę i napisz je. Na tym forum. Potem pokażę ci, dlaczego. I jeszcze jedno mam pytanie - jak wygląda twoja relacja z Najwyższym? Pozdrawiam, Coltrane.

 

Może i Poniekąd masz racje nie twierdze,że nie:).Ale Ja jestem stanowczym i konsekwetnym człowiekiem , jak sobie postanowie to tak musi być i już.Hmm sukcesy ? Moim najwiekszym Sukcesem jest Moja Dziewczyna!Bardzo dużo mi pomogła i nadal to robi,Dzięki Skarbie Ci Za to :** !Czy jeszcze jakies ,no nie wiem ;)Ja tam skromny czlowiek i nie postrzegam sukcesow,bo nie uważam sie za jakiegos karierowicza.Ale można powiedziec ze 1 sukces ktory mi utkwił to to że dostałem sie do szkoly ,której chciałem i moge sie kształcić w swojej dziedzinie.

 

 

I jeszcze jedno mam pytanie - jak wygląda twoja relacja z Najwyższym?

 

A tego Pytanka ,nie pojmuje ;) Najwyższym czyli kim.

 

 

 

Dziękuje Wszystkim ,osobą Siedzacym tutaj na forum i udzielajacy wsparcia.

 

Pozdrawiam Orlando

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

z Najwyższym, czyli z Panem Bogiem.

 

Fajnie, że jesteś konsekwentny i uparty, bardzo dobre cechy, których ja się dopiero uczę. Co do sukcesów, to nie chodziło mi o karierę, ale o poczucie własnej wartości - najpierw musisz sam dla siebie być kimś ważnym, dbać o siebie i pragnąć dla siebie dobra. Z twoich poprzednich wypowiedzi wynika, że masz sobie za złe, że jesteś chory. Choroba stoi ci na przeszkodzie, a ponieważ to twoja choroba, to ponosisz za nią odpowiedzialność. Też tak myślałem, ale się pomyliłem - ponoszę odpowiedzialność za leczenie, za chorobę nie, bo gdybym mógł, to bym nie chorował (proste, prawda?). Sukcesy w moim życiu podnoszą moją wartość w MOICH oczach - od małych, stopniowo do dużych - zaczynam w siebie wierzyć, wierzyć, że mi się uda i bedę szczęśliwym szczęściarzem.

Masz bardzo ładne dwa sukcesy, myślę o szkole i miłości. Pracuj nad następnymi. Cieszę się i pozdrawiam.

P.S. Pytanie o Boga w twoim życiu jest o tyle istotne, że jest to Ktoś, dla kogo tak ja, jak i ty i każdy inny człowiek ma wartość tak wielką, że trudno jest to opisać. Dlatego między innymi dbam o tą relację, żeby Bóg pokazywałł mi, jak wiele dla Niego znaczę, to działa silniej niż psychotropki, które mi przepisano :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
z Najwyższym, czyli z Panem Bogiem.

 

Fajnie, że jesteś konsekwentny i uparty, bardzo dobre cechy, których ja się dopiero uczę. Co do sukcesów, to nie chodziło mi o karierę, ale o poczucie własnej wartości - najpierw musisz sam dla siebie być kimś ważnym, dbać o siebie i pragnąć dla siebie dobra. Z twoich poprzednich wypowiedzi wynika, że masz sobie za złe, że jesteś chory. Choroba stoi ci na przeszkodzie, a ponieważ to twoja choroba, to ponosisz za nią odpowiedzialność. Też tak myślałem, ale się pomyliłem - ponoszę odpowiedzialność za leczenie, za chorobę nie, bo gdybym mógł, to bym nie chorował (proste, prawda?). Sukcesy w moim życiu podnoszą moją wartość w MOICH oczach - od małych, stopniowo do dużych - zaczynam w siebie wierzyć, wierzyć, że mi się uda i bedę szczęśliwym szczęściarzem.

Masz bardzo ładne dwa sukcesy, myślę o szkole i miłości. Pracuj nad następnymi. Cieszę się i pozdrawiam.

P.S. Pytanie o Boga w twoim życiu jest o tyle istotne, że jest to Ktoś, dla kogo tak ja, jak i ty i każdy inny człowiek ma wartość tak wielką, że trudno jest to opisać. Dlatego między innymi dbam o tą relację, żeby Bóg pokazywałł mi, jak wiele dla Niego znaczę, to działa silniej niż psychotropki, które mi przepisano :)

 

Mimo iż nie przychodzi mi to łatwo , staram się siebie jakoś zaakceptować z moja chorobą i jej nie zauważać w życiu codziennym.Nie zawsze zdołam nad nią zapanowac ,ale staram sie unikać jak dotąd sytuacji pod bramkowych.Co Do Mojego dobra i własnej wartości -to prawda mam o sobie niskie mniemanie,no bo pocóz prostemu człowiekowi sie wywyższać ? Mnie tam dobrze ,jest taki jaki jestem i Pnąc do góry pod tym wzgledem nie zamierzam :)).Moja Dziewczyna podnosi moje ego do góry i poczucie własnej wartosci..przedstawia mi mój świat z jej oczu.A to naprawde pomaga,bo sam to raczej nie zdołał bym dostrzec swojego zachowania.Masz rację choroby się nie wybiera,no ale teraz najważniejsze by z tego wyjść mam wsparcie u najbliższych i u swej 2 połówki więc sądze że jestem na dobrej drodze do sukcesu.(od pukać nic niema co zachwalać).

 

Kontakt z Najwyższym ,mam dobry :) codziennie go prosze o lepszy dzień i nadzieje na lepsze życie.

 

Dziękuje Ci ,Kolego za Rady i twą chojną Pomoc

 

Pozdrawiam Orlando

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×