Ja w ten sposob zrazilam troche do siebie chłopaka. Nie potrafiłam powstrzymac złości, płaczu, wszystkie negatywne mysli wylewalam na niego. Dopiero gdy mnie postraszył ze nie wytrzyma tego dłuzej, opamietałam sie, ale chyba za pozno troche, bo juz nie jest jak kiedys. On teraz nie chce słyszec totalnie nic o mojej depresji, lękach, obawach. NIe dziwie mu sie. Ale to jest tylko moja wina. Nie mogę sobie darowac, ze doprowadzilam do takiej sytuacji. Czasem mi sie wydaje ze mnie juz nie szanuje. Wszystkich dookola traktuje normalnie tylko nie mnie.
To był duzy kop w tylek dla mnie bo troszke sie uspokoilam z tym wylewaniem zali, ale co straciłam w moim zwiazku to juz nie odzyskam. Cierpliwosc kazdy ma ograniczoną, wiec jesli mozecie moje drogie, starajcie sie choc troszke ukryc to co w was siedzi negatywnego, bo moze zaszkodzic milosci.