Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano (edytowane)

Trudno jest mi określić czy to zajadanie depresji czy może zaburzenia odżywiania. Trzy lata odwiedzin u różnych psychiatrów, ,, eksperymenty" z lekami oraz niezażywanie ich, wizyty u psychologa które nic nie powiedziały a tylko albo się pogrążam albo wypijam ,,naważone piwo". 

 

To się zaczęło w liceum. Doszło na obozie wakacyjnym do przykrej sytuacji z płaczem i koniecznością odebrania mnie przez rodzica. Kilka osób nieodpowiedzialnych zraziło mnie do innych. Z osoby oszczędnej i gospodarnej stałem się w ciągu miesiąca e marnotrawną. Wydawanie kasy na słodycze i przekąski, w końcu nakrycie przez rodziców i zamrożenie kieszonkowych. Po maturze automatycznie ,,wolny" od  zajadania się. Aż do studiów. Gdy zacząłem mieć trudności z otoczeniem (konflikty z kolegami i koleżankami z ich inspiracji) oraz psychicznie byłem w stanie wegetatywnym to codziennie przekąski, pizze, chipsy, lody do oporu aż pieniądze mi się kończyły. Przytyłem sporo przez co rodzice zaczęli mnie wytykać palcami i wręcz bez zrozumienia ,, zachęcać" do odchudzania. Niby leczyłem się u psychiatrów ale to nic mi nie pomagało. W końcu zmieniłem uczelnię bo skutki tej sytuacji odbijały się na wynikach w nauce. Po powrocie do domu co prawda stan psychiczny się poprawił i odzyskałem utracone poczucie wartości. Na uczelni nowej zacząłem układać relacje przyjacielskie. Jednak obżarstwo zostało do tej pory. Znowu powtarzam schemat z liceum że ukrywam to że jem słodycze i słone przekąski a rodzice odkrywają to zawieszając mi kieszonkowe a w końcu po miesiącu przywracają bo wierzą że tego nie robię. Dla nich najważniejsza jest masa ciała i żebym schudł. Nawet uzależniali od tego środki na ważny dla mnie cel. Ja próbowałem to robić, ale bez skutku.  Żaden sport czy powstrzymanie się od jedzenia nie wyszło. Teraz jak nie mogę wychodzić z domu do sklepu po ,, czekoladę lub słone paluszki" z powodu koronawirusa albo nie ma jak ukraść coś ze spiżarni bo jestem pilnowany by też nie jeść kolacji (jem oficjalnie tylko dwa razy dziennie lub trzy) po prostu się nudzę. Najgorzej że jestem praktycznie sam bo nie mam bliskich znajomych lub ci pracują i mają swoje życie i nie odpowiadają na mój kontakt. Z rodzicami już nie rozmawiam bo ten sam schemat: odebranie kieszonkowego, bulwersowanie się a nawet kary. A jeszcze jak pomyślę że ja nie mam jeszcze wyższego wykształcenia przez zmianę uczelni a dopiero zaś rok obrona pracy dyplomowej, nie udało mi się znaleźć pracy dorywczej przez okres od kiedy ,, wróciłem do domu" a przez to brakuje mi środków pieniężnych bo ,,przejadamy i tak koło...". Do tego czasami nie robię rzeczy które mnie interesują typu czytanie książek lub nauka języków obcych. Potrafię spać na łóżku bez celu w dzień. Ale nie odczuwam jednocześnie tego co wcześnie czyli takiej ,, autodestrukcji".

 

Sorry że tak długo ale naprawdę już się boję że to jedzenie mnie niszczy albo coś innego. Również mam dość tego że ani psychiatrzy ani psycholog mi nie pomogli (ten z łaski jednego z członków rodziny był opłacany przez jakiś czas za plecami rodziców, ale chyba mnie porzucił niedawno bo nie mam kontaktu z nim od dwóch miesięcy z propozycją spotkania) a na rodziców liczyć nie mogę. 

Edytowane przez WolfTCH97

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz 23 lata a zachowujesz sie jakbyś miał 13 -kieszonkowe,oskarżanie innych że się nie starają dbać o ciebie.

 

Masz pretensje do innych że nie pomagają a jak już to robią to nazywasz to łaska. Rodzice ci pomagają ale ty nie chcesz tej pomocy,nawet opłacili psychologa ale ty masz to gdzies.

 

Naprawdę myślisz że psycholog będzie cię błagać abyś go odwiedzil? Jeśli sam nie chcesz to nikt ci nie pomoże w zaburzeniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, ja powoli chyba wychodzę z zaburzeń odżywiania. Ogarniam się tak od lutego i dzięki Bogu, bo jakbym zaczęła później, albo w ogóle nie spróbowała rzucić obżarstwa to teraz chyba przytyłabym ze 20 kg jak siedzę całe dnie w domu, tylko bym żarła.

Od lutego wróciłam do liczenia kalorii tak, żeby siebie kontrolować. Bardzo polecam Ci tę metodę- aplikacja Fitatu jest pomocna. Nie musisz od razu ustawiać sobie trybu odchudzania, tylko najpierw liczyć,żeby sprawdzić, ile kalorii jesz normalnie, a dopiero potem przejść na redukcję.

Ja ćwiczę tylko i wyłącznie w domu, więc dla mnie ta epidemia nie ma znaczenia. Na siłkę bym nie poszła, a biegać już nie mogę po kontuzji. Polecam choćby jogę na początek- już po kilku dniach człowiek lepiej się czuje, pomaga na bóle kręgosłupa, szyi itd.

Ja jakoś powstrzymuję u siebie napady obżarstwa, bo teraz biorę leki, które masakrycznie obciążają wątrobę i jak się nażrę, to mnie strasznie brzuch napierdala i po prostu wiem, że nie mogę się obżerać, bo potem się męczę parę godzin i nie jestem w stanie nic zrobić (tak jak teraz, bo masła orzechowego się nażarłam-idiotka).

Ja jem 2/3 razy dziennie i każdy posiłek zapijam ogromną ilością wody,żeby już nie mieć miejsca na dalsze jedzenie. Miedzy posiłkami popijam kawę, herbatę, czy sok.

Życzę powodzenia w walce, wiem co przechodzisz :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×