Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Witam w sumie jestem tu początkujący i mam problem z dziwnym natręctwem natomiast stwierdzono u mnie nerwice natręctw 2 lata temu nie łatwo sie mi o tym pisze wieć z góry dziekuje za zrozumienie i nie wysmianie,

a ów problem związany jest ż takim natręctwem

- Mianowicie zostałem wychowany w rodzinie katolickiej i matka nauczyła mnie pacierza który muwie do dziś , pod koniec pacierza zawsze prosze boga

o rózne rzeczy O zdrowie dla ukochanej itp itd albo żeby nasza miłość trwała wiecznie do smierci

i pózniej jak przeklne albo coś wiadomo jestem normalnym nastolatkiem wiec tez czasem mi sie zdarza albo wyraze zły pogląd o wierze albo nie wiem np o jakims księdzu badz zrobie czasem cos złego (tez sie moze ) kazdemu zdarzyc . To pózniej mi sie wydaje że bóg mnie ukarze mianowicie nie spełni moich prośb o to sie mniej martwie bardziej że mnie ukarze np jak

modle sie zeby mi sie z dziewczyną układało to sprawi że mi nie bedzie sie układać i sie wszystko popsuje

Wiem że moze to wszystko brzmi jakbym był jakis nienormalny i troszke głupio ale nie muwie o tym nikomu bo sie wstydze... Z góry dzieki za odpowiedz jesli ktos ma tak samo i prosze o wymienienie innych natrectw religijnych u was . Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, czytając to co napisałeś mam wrażenie jakbyś żył w Kościele przedsoborowym. Nie tak dawno na Eucharystii na kazaniu ksiądz powiedział, że on nie zna Boga, który jest groźny i czycha tylko na to żeby człowiek zgrzeszył, zeby go za to ukarać. Po prostu nie ma, nie istnieje, a przynajmniej nie w Kościele Katolickim. Paweł o tym siwietnie pisze, że chcialby robić to co dobre i co chce robić, ale robi to czego nienawidzi i czego nie chce. Również kiedyś słyszałem, że święty to ten, który zdaje sobie sprawę ze swojej nie doskonałości i jej nie neguje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wajchowski Ci to dobrze wytlumaczyl w sensie praktycznym :) Ja bym chciał natomist troche powiedziec o natrectwach z tym zwiazanych bo co do wypowiedzi mojego poprzednika nie chce nic dodawac i nic odejmowac ;) Ja doszedlem do wniosku ze moje lęki i natrectwa wziely sie z tego ze wiedzialem ze jakas czynnosc jest zla a mimo to ją wykonywalem. W tym momencie powstawal konflikt wewnetrzy miedzy tym co chce a co powinienem. Chcialbym przy tym zaznaczyc ze bardzo cenilem sobie dobroć. Mysle ze w Twoim przypadku jest podobnie... nie chce zebys schodzil na zla droge bron Boże. Ale niektore rzeczy nalezy zaakceptowac poprostu ze tak jest bo to ludzkie odczucia... A co do tego ze boisz ze sie jak prosisz o cos i Bog tego nie spelni to tez normalne... przynajmniej jak u mnie... bo jesli masz poczucie ze zawodzisz Boga to niedziwne jest ze moze on nie spelnic Twoich próśb. Ale to nie jest tak, bo mimo ze zle czasami dzialasz to mimo wszystko wierzysz i o jest najwazniejsze... Nikt nie jest doskonaly i kazdy ma jakies swoje slabosci pamietaj o tym. pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pabloooo1892 człowiek nie jest doskonały i czasem zdarza mu się zgrzeszyć. Jeżeli żałujesz za grzechy, to Bóg ci je odpuszcza. Uświadom sobie, że ludzie popełniają dużo cięższe grzechy, a czasem nie żałują swoich czynów. Boga nie należy się bać, bo jest dobry i sprawiedliwy.

Mamy różne natręctwa, ty masz natręctwo na punkcie grzechu i kary Boga. Więc nie bój się że cię ktoś tu wyśmieje, wręcz przeciwnie znajdziesz tu zrozumienie, bo są tu ludzie do ciebie podobni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znam to az za dobrze. Jezeli chodzi o konflikt to zgadzam sie z Mafju88. tez to mam.

Pabloooo1892 nie musisz czuc sie glupio piszac to. bardzo wielu ludzi tutaj tez cierpi z tego powodu. Niestety nie potrafie Ci powiedziec co z tym zrobic-sama nie potrafie. doskonale Cie rozumiem. ale czasami strach tego ze Bog nas ukarze, ze jestesmy wyjatkowo grzeszni jest cena za to ze robimy to czego pragniemy, cena wysoka ale tyle placimy ze dazenie do szczescia. szkoda tylko ze NN nam to uniemozliwia. wole lądować u psychiatry z tego powodu niz gdybym miala znalezc sie tam z powodu niezrealizowania swoich pragnien.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Musisz walczyć o swoje życie nie daj się tej cholerze mi zabrała ona 2 lata i nie pozwolę aby zabrała więcej traktuj NN jak raka którego musisz zwalczyć. Pokonasz to: wierze w ciebie!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miałem kiedyś takie natręctwo religijne, że coś mi w myślach mówiło że Bóg to ch** itd. Pamiętam, że potem płakałem i mówiłem po sto razy ojcze nasz i zdrowaś Maryjo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Miałem kiedyś takie natręctwo religijne, że coś mi w myślach mówiło że Bóg to ch** itd.

 

to typowe natręctwa bluźniercze. na wszystkie natręctwa wobec Boga jest jedna dobra rada: trzeba sobie pomyśleć, że Chrystus jest tak poteżny, że te bluźnierstwa wcale go nie dotykają. Poza tym on wie, że to nerwica natręctw i wybacza nam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokładnie też mialem natrectwa religijne :/ Zawsze Podczas Modlitwy wieczornej. To bylo glupie i nie wiedzialem co o tym myslec... czy naprawde tak myśle o Bogu? Doszedlem do wniosku ze nie jest tak bo chce sie modlic i nawet pomimo tych natrectw bede sie modlic. Z czasem zniknely i coraz rzadziej je mam:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
czy naprawde tak myśle o Bogu?

 

Trzeba sobie uświadomić, że to po prostu zaburzenie i że wcale tak nie myślimy :)

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:04 am ]

czy naprawde tak myśle o Bogu?

 

Trzeba sobie uświadomić, że to po prostu zaburzenie i że wcale tak nie myślimy :) No a poza tym: leki antydepresyjne i psychoterapia :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Miałem kiedyś takie natręctwo religijne, że coś mi w myślach mówiło że Bóg to ch** itd. Pamiętam, że potem płakałem i mówiłem po sto razy ojcze nasz i zdrowaś Maryjo.

 

tez tak miałam, tylko nt. Maryji. I zeby "zwalczyc" cos takiego, 'musiałam' (cos mi kazało;P) przydepnąć ziemie albo puknąć w coś.. tak, jakbym próbowała miazdzyc te myśli...;P na szczescie wiem,z e to NN i kiedy taka mysl sie pojawia, to ją ignoruje (albo mówie jej, zeby spieprzala) i jest łatwiej:)

 

a tak poza tym Pablo, zajrzyj to tematu "mania na temat Boga".... podobne tresci tam poruszalismy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich.Ccierpie na natręctwa na pukcie religijnym stale wymyślaja mi się grzechy nie moge sie wyspowiadać bo wydaje mi sie że spowiedzi będą niewarzne i będę popełniał swiętokractwa.chodze do lekarzy biore leki które mi wogóle nie pomagają czy ktoś zna jakiegos dobrego psychiatre kt óry mógłby mi pomóc?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witam wszystkich.Ccierpie na natręctwa na pukcie religijnym stale wymyślaja mi się grzechy nie moge sie wyspowiadać bo wydaje mi sie że spowiedzi będą niewarzne i będę popełniał swiętokractwa.

 

Jak to dobrze znam... cos sobie pomyslalem, to nie jest grzech mowie sobie, a jesli jednak... nie jest!! Pojde do Komuni Św. A pozniej a jezeli sie myliles?? Potem nastepne Komunie św, Spowiedzi , Komunie św, i na koncu zycia okaze sie ze to byl jednak grzech i wszytko Komunie św byly swietokradzkie, a spowiedzi niewazne, I kazda z nich zwiekszala moj grzech, moja kare, coraz bardziej oddalala od Boga. W chwili śmierci juz nie moge niczego zmienic A najgorsze jest to ze to stalo sie zmojej winy, gdybym wtedy bardziej sie zastanowil i lepiej sie temu przyjrzal, albo pozniej do tego wrocil... I sam sobie jestem winien ze zostane na wiecznosc potepiony.

 

Mam jakis podwojny obraz Boga, z jednej strony mnie kocha a z drugiej strony Jezus gardzi mna i wcale mu na mnie nie zalezy, mu to bez roznicy czy dobrze sie wyspowiadam czy nie. Gdy przystapie do spowiedzi moge czegos zapomniej itp. a wtedy spowiedz stanie sie nie wazna. I to z mojej winy bo czegos nie dopilnowalem. Jezus przed Ojcem powie ze bardzo chcial mi wybaczyc grzechy, ale ja sie nie postaralem, i nie mogl tego zrobic i ze to nie jest Jego wina ale moja.

 

Cos takiego blaka mi sie po glowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podobny temat już był na forum :-)

 

Po długich rozważaniach nad istotą mojego zaburzenia doszłam do wniosku, że w moim przypadku jest to nerwica eklezjogenna połączona z nerwicą natręctw.

 

Wg regułki: "Nerwica eklezjogenna to nazwa grupy zaburzeń psychicznych wytwarzanych przez religie i kościoły (z gr. ecclesiae – kościół, gignomani – być wytworzonym). Ze względu na to, że źródłem nerwicy kościelnej są głębokie przekonania religijne pacjenta, choroba ta jest bardzo trudna do leczenia."

 

źródło: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,6191 (gorąco polecam tę stronkę jest tam wiele informacji, które mogą pomóc wielu osobom w zrozumieniu swojego postępowania)

zapraszam również na mojego bloga → http://nerwusek.blog.pl/

 

Jest to zaburzenie, którego podstawą jest religia oraz nakazy i zakazy religijne. Elementy wiary są sprzeczne z niektórymi obszarami struktury osobowości każdego chorego, powodują wystąpienie objawów nerwicowych, najczęściej jest to forma lękowa.

Na którejś stronce przeczytałam, że występują częściej w tych religiach, gdzie życie religijne jest bardzo zrytualizowane i w których nakazy i zakazy mocno ingeruję w życie codzienne ludzi.

 

Aby pojawiła się nerwica eklezjogenna "nie wystarczy" sama wiara religijna. Elementy religijne bądź dogmatyzmy religijne muszą dodatkowo natrafić na specjalną osobowość, która będzie podatna na ten konfliktu.

 

Długo w swoim życiu zastanawiałam się co właściwie mi jest. Nigdy nie byłam u specjalisty, natomiast rozmawiałam z pedagogiem przez GG który wręcz nakazał mi zgłosić się na wizytę. Nawet poszukałam specjalistów w moim mieście, ale jakoś nie wyszła mi ta wizyta.

W młodości miałam zupełne inne objawy nerwicy (typowe objawy NN) Od jakiegoś czasu przybrały one inna formę. Zaczęły wiązać się z religią i z wszystkim co jest związane z nią. Czułam ciągły przymus czytania Pisma Świętego, nie chcę pisać,że nie chciałam go czytać ale „schizy” mnie bardzo zmuszały do czytania, co wzbudzało we mnie lęk i strach. Każde zdanie przeczytane wzbudzały we mnie dodatkowy lęk gdyż myślałam, że te słowa są prawdą dosłowną i nawet nie zastanawiałam się czy to wierze czy nie tylko się tego bałam. Myślałam że muszę wszystko zostawić i nie wiem pójść do zakonu czy coś takiego, aby wyrzec się swojego dotychczasowego życia. Oczywiście bardzo tego nie chciałam. Zależało mi na studiach i na przyszłości tzn na założeniu rodziny. I tak przez około pół roku mnie męczyły te myśli. Prześladowały dzień w dzień. To było potworne, nie mogłam żyć, bałam się cokolwiek zrobić tzn. bałam się zgrzeszyć do takiego stopnia, że bałam się zjeść coś dobrego, ubrać się ładnie. Nie potrafiłam normalnie funkcjonować a tu sesja się zbliża. Oczywiście mega ogromne wyrzuty sumienia nie pozwalają mi ściągać na żadnych kolokwiach, testach więc na wszystko się uczyłam, co było niesamowitym wysiłkiem (bo jak wiadomo na studiach nie wszystkie przedmioty są „przydatne” :-P ) Czułam przymus dawania jakiejkolwiek jałmużny itp. Odczuwałam nacisk żeby w ogóle wszystko oddać biednym. I tak mijały mi miesiące do wakacji. Jedyną ucieczką był komputer i jak coś ciekawego znalazłam to zapominałam o schizach, oczywiście na krótko.

Pisałam na innych forach do księży aby mi coś poradzili ale ich odpowiedzi były mało „zaspokajające”. Pisali żeby się udała do psychologa, który mi powie co i jak ze mną. Mówili też żebym stosowała zasadę AGERE- CONTRA, ale tez się tego bałam więc nic nie zrobiłam.

Przez ten cały czas troszkę moje „schizy” się uspokoiły ,ale nadal są praktycznie codziennie i to coraz nowe :/ W chwili obecnej nie lubię chodzić do kościoła gdyż już nawet nie symbole wzbudzają we mnie lęk (co kiedyś było) teraz to już boję się, że jak np. zawieje wiatr to jest jakiś znak albo jakiś prąd mnie przejdzie to też jest jakiś znak i przez całą msze wstrzymuje oddech aby nic nie czuć. Potem w domu jestem jakaś nieprzytomna i zamulona. Ten sposób jest skuteczny gdyż nie mam „schizów”. Bardzo często nie mam ochoty na nic

Wg. Dwighta W. Cumbee przyczynami nerwic eklezjogennych są:

1)chorobliwe poczucie winy

2) niemożność sprostania naukom kościelnym bez względu na wysiłki

3) strach przed piekłem i wiecznym potępieniem

4)brak wsparcia we wspólnocie kościelnej

5)religijny seksizm

(Depresion as an ecclesiogenic neurosis, „The Journal of Pastoral Care”, 4/1980).

Chyba wszystkie wymienione czynniki są źródłem mojego lęku, który nadal trwa. Sama sobie staram z tym poradzić, ale bardzo mi ciężko. Jak na razie nadal studiuję i nawet moje życie osobiste zaczęło się rozwijać więc to mi przynosi szczęście i nadzieję, ale nie wiem czy długo tak będzie.

Ponoć możliwe jest wyleczenie gdy się zostanie ateistą i przyjmie racjonalizm a odrzuci dogmaty religijne, tylko jak się wierzy to jak to zrobić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zostać ateistką? - zwariowałaś dziewczyno chyba :) To głupi pomysł (delikatnie mówiąc) poza tym niczego nie rozwiązuje. Ciesz się że masz dar wiary! Wiem że natręctwa religijne są trudne ale musisz zrozumieć że to tylko natręctwa. Nie wiem skąd jesteś ale w większych miastach np. w Warszawie są Chrześcijańskie ośrodki pomocy psychologicznej i moze tam znajdziesz pomoc. Poza tym nie sądzę żeby ksiądz Cie wyśmiał z powodu tych problemów. Poszukaj jakiegoś duszpasterstwa akademickiego - tam często są księża z dużym doświadczeniem spowiednika.

Jeżeli twoje problemy to forma natręctw to najlepiej rozwiązać je na terapii bo sama nie jesteś chyba w stanie właściwie ich osądzić. Nie warto się z tym męczyć i wierz mi że takie zachowania nie są obce księżom, psychologom itd. trzeba tylko trafić na osobę z którą będzie Ci się dobrze współpracowało - nie za każdym razem wychodzi. Staraj się nie poddawać i nie tkwić w uporze "nikt mi nie pomoże, nie mogę przestać" - to bez sensu!

 

Życzę Ci dużo odwagi i siły.

 

Z Bogiem!!!!!!!!!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zwariowałam? bardzo możliwe :) aczkolwiek taki wniosek nie ja wysnułem, ale wyczytałam na stronce do której podałam link wyżej

myślę że całkowite wyrzeczenie się dogmatów religijnych może być pomocne gdyż chora osoba przestanie tak się tym zamartwiać a będzie patrzyła realnie na świat...

 

co do znalezienia odpowiedniej osoby to bardzo trudno mi jest się przemóc przed kimś :/ zanim bym znalazła odpowiednią osobę ilu psychologom bym musiała opowiadac o moich problemach :/ nie mam na to czasu ani pieniędzy w tej chwili

dziękuje, że zainteresowałaś się moim postem :)

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

nie jestem katoliczką i przeraża mnie to, jak na was wpływa wasza wiara w Boga. Boga,który jest MIŁOŚCIĄ i jest większy niż nasze serca.

nie cierpię na nerwicę ale na depresję i leczę się od 2 lat.

traktuję to jako chorobę i nie uważam,że ma to coś wspólnego z Bogiem. wprost przeciwnie... oczekuję od niego pomocy w przetrwaniu trudnych chwil i otrzymuję od niego niezbędne siły.

skoro wiara w Boga ma na was tak straszny wpływ... to przepraszam...ale zastanówcie się dobrze czy jesteście po właściwej stronie...

zbadajcie przede wszystkim i zastanówcie się jaki jest Bóg... jakie ma cechy...jaki ma sposób myślenia i postępowania... poczytajcie Biblię nie po to ,żeby szukać tego w czym nie domagacie ale po to,żeby dobrze poznać osobowość cudownego kochanego tatusia Boga,który troszczy się o nas, kocha nas,interesuje się nami i chce dla nas jak najlepiej i nie oczekuje od nas tych wszystkich obrządków wymyślonych przez ludzi...

pomyślcie o tym....

pozdrawiam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam tak, że pomaga mi wiara w Boga. Nie lubię i nie mogę modlić się niektórymi modlitwami katolickimi, ani rozważać męki Chrystusa bo się boję za dużo skupiać na cierpieniu, wydaje mi sie że je wtedy wymodle i w ogóle drastyczne sceny mnie stresują i pogłębiają problem . Często taka osobista modlitwa jest dla mnie czymś miłym , ale miałam tak że wymyślały mi się różne głupoty zboczone albo zupełnie durne ktoś święty się wydurnia, pajacuje i nie wiem skąd takie szalone niekontrolowane bzdury. Czytałam teksty na temat wiary i kiedy cos bylo o cierpieniu na przyklad swietych to juz sie buntowalam i balam , odrzucalam Boga bo jezeli ma komus krzywde robic to ja go nie lubie . Wiem ze Bóg jest dobry , raczej nam pomaga jak mu pozwalamy , jestesmy bezradni a on zawsze moze wszystko dla nas zrobic . Robi to co dla nas dobre . Jezus uzdrawial i wybaczal nikt kto go poprosil nie byl porzucony , Bóg zawsze byl dobry i uczciwy , wiec nie ma co sie bac . Ludzie sobie wymyslają rozne rzczy zamiast skupic sie na Bogu znaja Jego wyobrazenia .

Okropne sa leki przedtym drugim ''zlym'' boje sie uzywac tego imienia . Kiedys moje mysli wzywaly a ja nie chcialam a ciagle mi sie powtarzaly straszne jakies w glowie slowa i chore modlitwy . Wtedy wolalam do Boga i na pewno ze mna byl , lepiej znosilam te mysli tylko dwie rzeczy przeciwne naraz w efekcie slyszalam i mialam w glowie .

przepraszam za pisownie nie moge teraz uzywac polskich znakow , cos oczywiscie to natrectwo .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Maice czasami wrażenie że każe was Pan Bóg za swoje zachowanie i wogóle za grzechy i przez to mamy nerwice za kare zaczynacie sie wtedy modlić przepraszać i chodzic do kościoła

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdzieś do 15 r.ż. byłam bardzo wierząca, chciałam zostać zakonnicą, biegałam codziennie na mszę św. W pewnym momencie jednak odeszłam od Kościoła, bo męczyło mnie, że nie mogę być tak idealna jak powinnam, że nie spełniam i w zasadzie nie chcę spełniać wszystkich przykazań, zakazów i nakazów. Uważałam, że prawdziwy katolik powinien być nieskazitelnie czysty, a skoro ja tak nie potrafię to muszę odejść. W tym czasie poważnie zachorowała moja młodsza siostra i bardzo winiłam tamtego Boga o to, że pozwolił, aby stała się niepełnosprawna. Jednak od pewnego czasu kwestia religijna jest dla mnie nie do zniesienia. Już nie chodzę do kościoła, właściwie nie mam z nim wiele wspólnego, ale przecież otaczają mnie sami katolicy. I tu pojawia się problem, bo gdy ktoś tylko wspomni o Bogu - ja wpadam we wściekłość, bluźnię, obrażam wszystkich i nie potrafię nad sobą panować. Już nawet doszło do konfliktu z moim chłopakiem (ślub czy ochrzczenie dzieci). Sama nie rozumiem skąd się we mnie bierze taka nienawiść. Po takich wybuchach mam potem poczucie winy, ale przy następnej okazji schemat się powtarza. Już nie wiem, co z tym robić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co jest najgorsze w "naszej" (już nie mojej) wierze to to, że cały czas jesteśmy ściągani w dół.. tu jesteś prochem, tu jesteś brudny, tu grzeszysz, tam grzeszysz.. myślą, mową i uczynkiem.. bla bla bla.. najtrudniejszą rzeczą jest wyzwolić się z okowów naszego umysłu w które nam spycha religia.. gdy zaczynasz trzeźwo i obiektywnie na wszystko patrzeć, życie jest o wiele piękniejsze.. cały ciężar mentalny z Ciebie schodzi..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bóg jest Człowiekiem w Jezusie Chrystusie. Cierpi i czuje Wasz ból w wiekszym stopniu niż Wy sami w Was. Jeżeli zaczynacie się bać Boga to popotrzcie na kenoze Trójcy w bobasie który rodzi się w stajni(grota skalna). Żyje jako zwykły człowiek w Nazarecie pracując jako cieśla. Potem daje się przybić do Krzyża przez ludzi. Żydzi zabili Boga własnymi rękami i nikogo piorun nie trafił(piorunem miota Zeus a nie JAHWH) . Bóg jest zawsze po waszej stronie. Bóg nie jest formalistą, policjantem ani pedantem. Ma też duże poczucie humoru. Na stronie www.wdrodze.pl polecam książkę Skrupulantom na ratunek. Co do piekła to napewno do niego nie traficie bo ono jest dla chętnych.

 

Prawo, uczynki nie dają zbawienia bo inaczej Jezus umarł na darmo. Zbawienie jest łaską wysłużoną nam przez Jezusa. Każdy dobry uczynek jest dziełem łaski a nie nas. Z wdzięczności za łaskę zbawienia rodzą się dobre czyny które są dziełem łaski. Zbawienie odbywa się przez wiare w Jezusa jako swego zbawiciela i Pana/mistrza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nerwusss mysle, ze mamy podobny problem. Ale zaczne od poczatku. Moja nerwica zaczela sie jakies 2 miesiace temu po obejrzeniu jakiegos okropnego filmu, w ktorym znecali sie nad dziecmi. Nie wiem dlaczego ale zaczelam sobie wtedy wkrecac, ze jestem zla, ze tez bym mogla skrzywdzic dziecko chociaz zawsze uwielbialam dzieci brzydzilam sie przemoca nigdy zadnemu nie moglabym zrobic nic zlego. W mojej glowie zaczely powstawac okropne obrazy jak sie nad tymi dziecmi znecam i to bylo tak straszne, ze chcialam umrzec wierzcie mi. Od tamtej pory nie moglam patrzec na dzieci wywolywaly we mnie paniczny lek wiedzialam, ze nic im nie zrobie balam sie po prostu ze znowu przyjda te mysli. Pozniej torche sie uspokoilo chociaz lek pozostal i pewnego dnia przyszla mi do glowy mysl, ze moze to znak od Boga, jakas kara za to, ze uprawialam seks przed slubem i ze jesli dalej bede to robic i np zajde w ciaze przed slubem to dziecko bedzie jakos "przeklete" w tym sensie, ze bedzie mi sie zawsze kojarzylo z tymi okropnymi myslami. I ze moze Bog w ten sposob chce mi pokazac, ze nie nadaje sie do macierzynstwa, ze mam jakies powolanie zakonnne. Wogole tego nie chce i nigdy nie chcialam mimo, ze uwazalam sie za osobe wiarzaca, katoliczke to jak zaczelam analizowac moje zycie duchowe to doszlam do wniosku ze moja wiara to byla jedna wielka obłuda. Niby chodzilam do Kosciola modlilam sie czasem ale w zasadzie nie przestrzegalam wiekszosci przykazan i nigdy nie mialam z tym jakiegos wiekszego problemu. I od tamtej pory zaczelam kwestionowac pod tym wzgledem cale moje zycie, ktore zawsze bylo wg mnie normalnym zyciem mlodej osoby czyli imprezy, picie i wiele innych ktore robi kazdy. Nikogo raczej nie krzywdzilam nie kradlam staralam sie byc w miare dobrym czlowiekiem a teraz na kazdym kroku widze grzech wszystko wydaje mi sie zle i boje sie zrobic cokolwiek bo to bedzie grzech i skoro zdaje sobie z tego sprawe to nie moge tego zrobic. Jest mi strasznie ciezko bo z jednej strony chce byc znowu ta osoba ktora bylam wczesniej normalna dziewczyna, cieszaca sie zyciem ale z 2 czuje ze to juz nie mozliwe, ze moze przez ta nerwice Bog jakos do mnie przemawia zebym sie "nawrocila" starala sie zyc zgodnie z jego wymogami a ja tak na prawde nie umiem to wszystko jest wbrew mojej dotychczasowej naturze i nie wyobrazam sobie nagle wszystkiego zmienic nie chce tego. Z drugiej strony jednak czuje, ze jesli tego nie zrobie to skaze sie dobrowolnie na potepienie na kare i jest mi ztym bardzo zle :( w tym tygodniu zaczynam terapie i wierze, ze moze cos to da. Napiszcie co sadzicie wiem, ze ten post jest nieco chaotyczny z gory przepraszam ale pisalam pod wplywem emocji. Pozdrawiam wszystkich forumowiczow ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pisałem Ci już trochę w innym temacie:) Moje natręctwa religijne doprowadziły mnie do tego, że Bóg traci dla mnie znaczenie. Nie jest to świadomy rewolucyjny bunt, lecz stopniowe oddalanie się. Przestawał mnie stopniowo obchodzić Bóg, który jest głuchy na moje cierpienia i dopuszcza, by dziecko, jakim byłem, gdy zachorowałem, musiało przez to wszystko przechodzić i rozwijać się w sposób spaczony. W przeciwieństwie do niektórych, tutaj się wypowiadających, nie chcę upokarzać siebie jeszcze bardziej, dodając sobie otuchy nadzieją, że miłosierny Pan mnie kocha i przebaczy mi straszne myśli, za które w ogóle nie jestem odpowiedzialny. Pozostała jednak gorycz po tym niepełnym odejściu.

Nie pogodzisz seksu przedmałżeńskiego z ortodoksyjnym katolicyzmem i nie licz na to, że psycholog jednoznacznie powie Ci, co masz z tym fantem zrobić. Z tego, co czytam w Twoim poście, seks musiał jeszcze niedawno stanowić dla Ciebie jakąś pozytywną wartość, a wiara służy głównie jako pożywka dla nerwicy i nie ma samoistnej wartości. Ostatnio czytałem wspomnienia Jacka Kuronia (,,Wiara i wina. Do i od komunizmu"). Opisuje w nich m.in. swoją rozmowę z hm. Aleksandrem Kamińskim na temat ,,czystości" w prawie harcerskim. Kuroń uważał, że od czystości ważniejsza jest szlachetność i podał następujący przykład: 16-latka zachodzi w ciążę ze swoim rówieśnikiem. Chłopak wynajmuje mieszkanie i znajduje pracę. Zamieszkują razem. Oboje nie są czyści, ale są szlachetni. Kamiński zgodził się z nim ostatecznie. I ja się z tym zgadzam.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×