Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Liber8

Psychiatria dziecięca w Polsce nie istnieje

Rekomendowane odpowiedzi

Moja córka chorowała. Po wyjściu ze szpitala popełniła samobójstwo. Błagam o to, żeby zmienić te szpitale” – napisała do mnie kobieta, która mieszka na drugim końcu Polski. Tyle że nie bardzo jest co zmieniać. Psychiatria dziecięca to coś, czego w Polsce właściwie nie ma. Trzeba ją zbudować, stworzyć od podstaw.

Kilka stołów za gęstą siatką, trochę taką jak wybiegi w zoo – tak wygląda oddział dla dzieci i młodzieży w szpitalu psychiatrycznym na Sobieskiego w Warszawie. Ta jego część, którą widzi się podczas spaceru wokół głównego budynku z oddziałami całodobowymi dla dorosłych. Reszta to korytarz, kilka sal, w nich 28 miejsc, świetny personel.

 

Dzieci wozi się od szpitala do szpitala

 

Wiem, że świetny, bo znam ich z konferencji „Nie bój się psychiatry”. Leczy się tu dziewczynki z anoreksji, dzieci po próbach samobójczych, z depresją i innymi problemami psychicznymi. Z tej konferencji pamiętam wystąpienie pani doktor, która opowiadała o zaburzeniach jedzenia u dzieci. O tym jak się tu je karmi walcząc o każde kilka dekagramów. Mózg osób wygłodzonych nie pracuje. Trzeba dziecko podkarmić, żeby móc zacząć z nim rozmawiać, podjąć działania terapeutyczne, bardzo ważne w przypadku tej choroby, jednej z najtrudniejszych chorób psychicznych do leczenia.

 

Podobała mi się ta pani, podobał mi się lekarz mówiący o uzależnieniach u dzieci. Pomyślałam, że gdyby moje dziecko było chore, chciałabym, żeby trafiło do nich. Co z tego, że dzieci wychodzą na dwór za siatkę jak w zoo i że oddział jest mały i ciasny? We wracaniu do zdrowia najważniejsi są specjaliści, którzy mają doświadczenie w leczeniu, diagnozowaniu, dobieraniu leków i rozmawianiu z chorymi. Byłoby świetnie, gdyby oddział był duży, ładny, żeby dzieci miały tam bibliotekę, świetlicę, salę gimnastyczną, zajęcia z tańca, śpiewu, zajęcia plastyczne, mindfulness, żeby uczyły się gotować, by była taka możliwość, żeby mogła z dzieckiem przenocować mama, przynajmniej przez kilka pierwszych dni. No dobrze, to takie marzenia. Po pierwsze dobry lekarz, troskliwi pielęgniarza, dobrzy terapeuci. Na resztę na razie machnijmy ręką.

 

Prawda jest taka, że moje dziecko do tych dobrych specjalistów z Sobieskiego najprawdopodobniej by nie trafiło. W tej chwili na oddziale jest 40 dzieci czyli 12 więcej niż miejsc. Część z nich leży na korytarzu bo w salach się nie mieszczą łóżka dla wszystkich. Więcej przyjąć się nie da. Od roku nie zdarzyło się, by na tym oddziale było wolne miejsce. Jeśli coś się zwalnia, przyjmuje się dziecko, które na leczenie czekało w domu, czasem kilka miesięcy. Ostatnio widziałam jak z izby przyjęć odprawiono karetkę, która przywiozła 16-letniego chłopca i jak pół godziny później odesłano mamę, która przyszła z córką. Te dzieci trafiły do Józefowa. Kogo to obchodzi, że mamie będzie je tam trudniej odwiedzać, niż gdyby były bliżej domu?

 

W innych miejscach w Polsce jest podobnie, dzieci wozi się od szpitala do szpitala lub rodzice walczą o ich zdrowie w domu czekając aż coś się zwolni.

Na konsultację z psychiatrą w przychodni czeka się kilka miesięcy

 

Z danych podawanych przez dr hab. Barbarę Remberk, konsultant krajową w dziedzinie psychiatrii dziecięcej, obłożenie w szpitalach wynosi 150–160 proc. W tym roku już na planowane leczenie dzieci nie przyjmuje już szpital Jonschera w Poznaniu. W wojewódzkim szpitalu psychiatrycznym w Gdańsku przyjęto dzieci na oddział dla dorosłych żeby tam czekały na miejsce na takim dla siebie. To wszystko pilne przypadki – przyjęte dzieci w sytuacji zagrożenia ich życia, głównie te, które próbowały się zabić lub w chorobie mają myśli samobójcze.

 

„Spotkałam panią na konferencji dla psychoterapeutów rok temu. Moja córka wtedy chorowała. Po wyjściu ze szpitala popełniła samobójstwo. Błagam o to, żeby zmienić te szpitale” – napisała do mnie rok temu kobieta, która mieszka na drugim końcu Polski. Niemal codziennie dostaję na Facebooku listy od znajomych i nieznajomych z prośbą o namiar na dobrego terapeutę dla dzieci, na przychodnię, gdzie można pójść na konsultację.

 

Tyle że nie bardzo mam co odpowiedzieć. Psychiatra dziecięca to coś czego właściwie nie ma – brakuje lekarzy, terapeutów, psychologów, pedagogów, brakuje miejsc na oddziałach dla dzieci, brakuje tych oddziałów. Na konsultację z psychiatrą w przychodni czeka się kilka miesięcy, czasem nawet pół roku. Pozostaje leczenie prywatnie, ale nie każdy może sobie na nie pozwolić.

 

Dalej: https://igimag.pl/2018/03/brakuje-lekarzy-terapeutow-miejsc-na-oddzialach-dla-dzieci-psychiatria-dziecieca-w-polsce-nie-istnieje/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
:cry::cry::cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ten tekst jest równie smutny, jak i prawdziwy. Szkoda dzieciaków. Szkoda, żeby powtarzały los wielu z nas, żeby te wszystkie problemy ciągnęły się za nimi latami, zmieniały ich dogłębnie, zabierając te lata, które powinny być najłatwiejsze, najprzyjemniejsze.

 

Ale czy lepiej jest w kwestii psychiatrii dorosłych? Kolejki też są wielomiesięczne, jeśli doczeka się wizyty, to jest to sukces sam w sobie. W szpitalach, w których naprawdę pomagają miejsc brak, kolejki również liczone w miesiącach. Nie wspominając już o psychoterapii, która czasami jest niezbędna- tu mowa już właściwie o co najmniej roku oczekiwania.

 

I skoro nam, dorosłym jest tak ciężko przetrwać, to co dopiero, jeśli chodzi o dzieci?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×