Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
talulah

Problem w związku - kolejna przerwa

Rekomendowane odpowiedzi

Nigdy nie pisałam na żadnych forach, ale przyszedł taki czas, że muszę…

Mam problem w swoim związku. Od 7 lat jestem z chłopakiem, z roczną przerwą. On ma 26 lat, ja 25. On choruje na nerwicę natręctw, leczy się farmakologicznie i chodzi na terapię. Ja z kolei jestem lękowa, czasem depresyjna (ogólnie nerwica lękowa), od roku uczęszczam na terapię dda, od 4 tygodni biorę Asentrę. Roczną przerwę, którą uzgodniliśmy wspólnie, aczkolwiek mieliśmy wtedy kontakt ze sobą (gł. telefoniczny) mieliśmy z powodu naszych problemów psychicznych, każde zdecydowało, że zajmie się sobą i własną terapią. Przerwa trwała do kwietnia tego roku, podjęliśmy decyzję, że się schodzimy, spróbujemy jeszcze raz, że on się czuje już dobrze, że nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. Wszystko się układało, zamieszkaliśmy razem w lipcu w drugim, przeznaczonym pierwotnie na wynajem, mieszkaniu moich rodziców. Wydawało się, że wszystko jest ok, spędzaliśmy razem czas, ale też osobno, była czułość, fizyczność, dobry podział obowiązków. Wyjechaliśmy na tydzień na wakacje. Przez cały ten czas miałam pracę, jednak musiałam pójść na zwolnienie, nie mogłam znieść atmosfery w firmie i swojej przełożonej, wpędziło mnie to w nerwicę. Starałam się jednak nie załamywać kompletnie i nie obciążać tym partnera, mimo że odczuwałam dużo objawów somatycznych, silny lęk w klatce piersiowej, duszności, problem ze snem i chwilowe poczucia derealizacji. Mimo bycia na zwolnieniu, zajmowałam się wszystkim w domu, miałam może jeden dzień, w którym z racji rozpoczęcia brania leku źle się czułam, większość dnia przeleżałam w łóżku płacząc. Później starałam się w miarę normalnie funkcjonować, po 2 tyg. Brania leku lęk zaczął odpuszczać, poprawił mi się znacząco nastrój. Mój chłopak zapewniał mnie, że wszystko się ułoży, że znajdę inną pracę, twierdził, że kocha. W zeszłym tygodniu chodził trochę smętny, ale nie chciał rozmawiać co jest tego przyczyną. W czwartek powiedział, że potrzebuje odpoczynku, musi przemyśleć wszystko, bo chyba go przerosło (wspólne mieszkanie?), nie powiedział dokładnie o co chodzi. Wyraził, że nie wie do końca co czuje, ma mętlik, że ma wrażenie, że jego uczucie do mnie osłabło i że nie sądzi, aby był dla mnie dobrym wsparciem w trudniejszych chwilach, boi się, że się mu pogorszy. Stwierdził, że musi się wyprowadzić. Mówił, że on nie wie czy to wszystko ma sens, nie chce mnie sobą obciążać, że lepiej mi będzie samej bądź z kimś innym. Ja wszystkiemu zaprzeczałam, kocham go bardzo, nie czułam się obciążona, prosiłam, żeby nie robił nic pochopnie, że nie chcę, żeby odchodził. Mówiłam, że chcę jeszcze zawalczyć, zaproponowałam wspólną terapię, bo możliwe, że mamy nieskuteczne formy komunikacji ze sobą (bywa, że ja mam fochy, choć nigdy nie trwa to dłużej niż kilka godzin, on natomiast nie rozmawia za wiele, wycofuje się, ciężko przychodzi mu mówienie o uczuciach). Bardzo płakałam na to co powiedział, zareagowałam wręcz histerycznie. Nie rozumiem, dlaczego taka szybka zmiana uczuć, choć nic nie wskazywało na taki obrót sprawy, a przynajmniej ja tego nie widziałam.

Teraz jestem chwilowo u rodziców, ale zamierzam wrócić do mieszkania. Umówił się ze mną, że potrzebuje przerwy na 2 tygodnie, bez kontaktu, żeby mógł wszystko przemyśleć i porozmawiać z terapeutką. Nic mi nie obiecuje, ale też nie mówi nie.

Czuję się z tym bardzo źle, nie znoszę niepewności, ale daję mu tę przerwę. Czuję nasilenie depresji, dostałam myśli samobójczych, muszę iść do lekarza, bo zamierzam zwiększyć sobie dawkę, bo boję się samej siebie. Boję się też, że to jednak koniec, że po 2 tygodniach powie, że już nie chce związku… Nie wiem czy to przetrwam, bo odechciewa mi się żyć już teraz.

Nie wiem co o tym wszystkim myśleć… czy da się tak nagle stwierdzić, że nie wie co się czuje? Bardzo go kocham, myślałam, że wspólnie damy radę przezwyciężać problemy… że żadne z nas nie będzie się wycofywać… Dla kogoś z zewnątrz taki związek może się wydawać od razu spisany na straty, bo to tak, jakby ślepy prowadził kulawego i odwrotnie. Może tak jest… Może jestem tą ślepą i nie chcę czegoś zauważyć. Czy słabszy psychicznie może stworzyć udany związek tylko z osobą silną, która będzie dla niego filarem? Wybaczcie tak długi post.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć ;)

Wydaje mi się, że pomimo tak długiego bycia razem macie problem z komunikacją na poważniejsze tematy,

nie chodzi mi tu o to, że się nie możecie porozumieć, bo macie inne zdanie na jakiś temat,

bardziej bym powiedział, że za bardzo nie wiecie jakie druga osoba ma to zdanie.

 

Jasne, że dużo łatwiej jest pośmiać się i powygłupiać,

jednak to normalne, że prędzej czy poźniej każda osoba ma jakiś problem, który może nawet ją przerasta.

W takich trudnych chwilach najbardziej potrzeby bliskiej osoby, które wespre, doradzi jak najlepiej, zrobi wszystko, żeby pomóc na ile może.

Jednak trzeba wiedzieć w czym pomóc, żeby zrobić to skutecznie.

 

Na pewno Twój chłopak przeżywa teraz ciężkie chwile,

jestem przekonany, że też Cię kocha i chce dla Ciebie jak najlepiej i pewnie dla tego, nie chce żebyś patrzyła na niego w takim stanie,

ma gdzieś z tyłu głowy wyzję, że może się to odbić na Twoim zdrowiu.

Może i mówi, że potrzebuje pobyć troche sam, ale jestem przekonany, że tak na prawdę chciałby, żebyś mu pomogła,

porozmawiała z nim szczerze i poważnie.

Na pewno potrzebuje teraz wsparcia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Superb, dzięki za odpowiedź. Wydaje mi się, że zrodziło mu się nowe natręctwo pod tytułem ROCD - czyli dotyczące relacji, prawdziwości uczuć itp., ale mogę się mylić.

W tej chwili niestety on nie chce rozmowy, nie chce mieć zupełnie kontaktu przez dwa tygodnie. Staram się to uszanować, choć jest mi potwornie ciężko, ale chcę mu dać jeszcze trochę czasu na przemyślenia. Jednak w głębi przeczuwam, że przerasta go nasz związek, to, że zaczął być poważniejszy, bo mieszkanie ze sobą oznacza większe zaangażowanie. Najgorsze jest to, że już było ze mną lepiej, lek zaczął działać, zaczęłam mieć więcej ochoty na działanie, lepszy nastrój. A teraz wszystko się wali, nie chce mi się nawet jeść. Mam wątpliwości czy mnie kocha. Nie wiem czy w ten sposób zachowuje się osoba, która kocha. Nie wiem czy osoba która kocha, może mówić, że nie wie jednak co czuje, nie chcieć zupełnie kontaktu przez jakiś czas...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×