Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

talulah

Użytkownik
  • Zawartość

    12
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. talulah

    Facet nie chce dziecka.

    Nie zmuszaj go, bo inaczej zostaniesz samotną matką. Chyba, że tego chcesz. Są jeszcze banki spermy Musisz zastanowić się, co jest dla Ciebie ważniejsze. Posiadanie dziecka za wszelką cenę, czy bycie z nim. Co jest bardziej gratyfikujące. Jaka wizja jest dla Ciebie wprost nie do zniesienia - rozstanie z nim czy brak dziecka? Jak widzisz, nie pogodzisz tych dwóch rzeczy na raz. Rozumiem, że sytuacja jest bardzo trudna, niecodziennie stajemy przed takim wyborem. Masz 38 lat, czy do tej pory bardzo brakowało Ci dziecka, jest to Twoja potrzeba czy może taka trochę zewnętrzna, bo inni mają, bo koleżanki, rodzina wywiera presję? Na samotność po rozstaniu rady jakiejś specjalnej nie ma... Trzeba to przeżyć, żałobę po relacji, starać się znaleźć zajęcie i spotykać się z ludźmi, przyjaciółmi itp.
  2. talulah

    Witam Was kochani

    Witaj. Jest nas dużo, z jednej strony to budujące, a z drugiej straszne, że tyle ludzi się męczy. Na pewno to co robisz jest kompulsywne, może to być forma autoagresji i uzależnienie. Dobrze byłoby żebyś jednak zrobiła kroki w kierunku rozpoczęcia leczenia. Piszesz, że długo to trwa, więc samej będzie Ci bardzo trudno przestać się drapać.
  3. talulah

    Witajcie

    Cześć Lunaa :) Ja też ostatnio czuję się samotna.
  4. talulah

    Myśli samobójcze

    Zależy od intensywności myśli... Moje potrafią być silne, ale krótkotrwałe. Tzn, jak przeczekam, to potem jest lepiej. Pomaga mi taka głupota, jak naczytanie się o nieudanych próbach i co można w wyniku tego skopsać w swoim zdrowiu nieodwracalnie. Kiedyś miałam staż w klinice Budzik i zajmowałam się chłopakiem, który był w śpiączce, miał jakieś minimalne reakcje na bodźce, podobno słyszał co się do niego mówi. Był po próbie samobójczej, wyskoczył z 4 piętra. I do tej pory siedzi mi to w głowie i straszy konsekwencjami...
  5. talulah

    SSRI-temat ogólny

    Hej. Mam pytanie. Biorę od ok. 5 tyg. Asentrę w dawce 100 mg / dobe, gł. na nerwicę lękową, ale chyba i jakieś depresyjne jazdy. Już zaczynało być dobrze, zaczęłam być nieco bardziej aktywna i mniej się wszystkim przejmować, a o to głównie mi chodziło, chciałam mieć na wiele rzeczy wyrąbane, bo już nie mogłam znieść ciągłego zamartwiania się wszystkim dookoła... Zaczynało mi się chcieć jeść. No i wszystko szlag trafił w wyniku problemów w związku, a raczej tego, że wszystko zmierza ku rozpadowi. Dostałam myśli s, na razie trochę osłabły, ale jest ogólna apatia, brak apetytu, żarcie smakuje mi jak papier. Powinnam iść do psychiatry i prosić o zwiększenie dawki np. do 150? Czy to coś może dać, czy nastroju już nie poprawi, nie ma co panikować i poczekać? Chodzę na terapię, więc tam też staram się sobie radzić ale akurat kiedy teraz najbardziej tego potrzebuję, moja terapeutka jest chora.
  6. talulah

    Witam - Ogromna samotność.

    Ja bym się na pewno podjęła terapii, na której zastanowiłabym się głębiej jak chciałabym, żeby moje życie wyglądało. Ustaliła priorytety. Samemu ciężko jest dojść do tego, co się dla nas naprawdę liczy. Leki też mogą być pomocne. Piszesz, że praca utrudnia albo wręcz uniemożliwia znalezienie partnerki na stałe, dochodzi do tego trudna osobowość. Warto się zastanowić na ile ta praca daje Ci korzyści i czy nie lepiej zacząć powoli szukać pracy, którą mógłbyś wykonywać w jednym miejscu. Wiem, że łatwo mówić, bo pracę zmienić trudno i czasem ze względów finansowych trzymamy się tylko tej jednej, choćby rujnowała nam życie...
  7. Może to Ci trochę pomoże? Poczytaj: http://www.kobieceserca.pl/uzaleznienie-od-milosci/
  8. talulah

    ma ktos pomysl jak pomoc sobie i jemu?

    Myślę, że dobrze by było gdybyś spróbowała jednak dać mu więcej przestrzeni. Porozmawiaj z nim na pewno, ale wykorzystaj też fakt, że on chce nieco więcej swobody do tego, żeby pracować nad sobą i nie potrzebować aż tylu zapewnień o miłości. Wiem, że łatwo mówić, też mam ten problem, ale kiedyś był o wiele silniejszy, więc jakieś tam postępy da się robić. Nie jest możliwe być z kimś zawsze, cały czas, bo da to tylko odwrotny skutek, czyli osoba, którą kochamy, zacznie nam uciekać, bo zwyczajnie dusi się w związku. Jeśli Twój chłopak ma w dalszym ciągu spore problemy z radzeniem sobie ze stresem to raczej nie powinien rezygnować z terapii, tylko chodzić na nią póki nie utrwali sobie konstruktywnych sposobów radzenia sobie.
  9. Wydaje mi się, że dzisiejsze czasy niestety nie sprzyjają związkom. Ludzie się od siebie oddalają, mają bardzo dużo alternatyw, zajęć do realizowania poza związkiem. Bycie z kimś jest chyba najtrudniejszą rzeczą jaka może być, udany związek buduje się dość długo, wymaga pracy, zaangażowania, rozmów. Często ludzie wolą nie wchodzić w związki z lęku przed uwiązaniem bądź porażką, odrzuceniem. Seks można z łatwością realizować nie wchodząc w związek, to o wiele łatwiejsze, szybsze. Ludzie, choć nie wszyscy, w dzisiejszych czasach szukają szybkiej gratyfikacji, szybkiej przyjemności. Wygląd w poważnym związku nie powinien mieć dużego znaczenia, uroda przemija i ktoś kto szuka partnera, patrząc głównie na wygląd, wg mnie robi błąd. Sprawa też nigdy nie jest jednostronna, może jest coś w Tobie, co utrudnia wejście w związek? Nie mówię, że musi być coś takiego, ale warto pomyśleć, czy nie robisz czegoś, co może początkowo zniechęcać.
  10. talulah

    Problem w związku - kolejna przerwa

    Superb, dzięki za odpowiedź. Wydaje mi się, że zrodziło mu się nowe natręctwo pod tytułem ROCD - czyli dotyczące relacji, prawdziwości uczuć itp., ale mogę się mylić. W tej chwili niestety on nie chce rozmowy, nie chce mieć zupełnie kontaktu przez dwa tygodnie. Staram się to uszanować, choć jest mi potwornie ciężko, ale chcę mu dać jeszcze trochę czasu na przemyślenia. Jednak w głębi przeczuwam, że przerasta go nasz związek, to, że zaczął być poważniejszy, bo mieszkanie ze sobą oznacza większe zaangażowanie. Najgorsze jest to, że już było ze mną lepiej, lek zaczął działać, zaczęłam mieć więcej ochoty na działanie, lepszy nastrój. A teraz wszystko się wali, nie chce mi się nawet jeść. Mam wątpliwości czy mnie kocha. Nie wiem czy w ten sposób zachowuje się osoba, która kocha. Nie wiem czy osoba która kocha, może mówić, że nie wie jednak co czuje, nie chcieć zupełnie kontaktu przez jakiś czas...
  11. Nigdy nie pisałam na żadnych forach, ale przyszedł taki czas, że muszę… Mam problem w swoim związku. Od 7 lat jestem z chłopakiem, z roczną przerwą. On ma 26 lat, ja 25. On choruje na nerwicę natręctw, leczy się farmakologicznie i chodzi na terapię. Ja z kolei jestem lękowa, czasem depresyjna (ogólnie nerwica lękowa), od roku uczęszczam na terapię dda, od 4 tygodni biorę Asentrę. Roczną przerwę, którą uzgodniliśmy wspólnie, aczkolwiek mieliśmy wtedy kontakt ze sobą (gł. telefoniczny) mieliśmy z powodu naszych problemów psychicznych, każde zdecydowało, że zajmie się sobą i własną terapią. Przerwa trwała do kwietnia tego roku, podjęliśmy decyzję, że się schodzimy, spróbujemy jeszcze raz, że on się czuje już dobrze, że nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. Wszystko się układało, zamieszkaliśmy razem w lipcu w drugim, przeznaczonym pierwotnie na wynajem, mieszkaniu moich rodziców. Wydawało się, że wszystko jest ok, spędzaliśmy razem czas, ale też osobno, była czułość, fizyczność, dobry podział obowiązków. Wyjechaliśmy na tydzień na wakacje. Przez cały ten czas miałam pracę, jednak musiałam pójść na zwolnienie, nie mogłam znieść atmosfery w firmie i swojej przełożonej, wpędziło mnie to w nerwicę. Starałam się jednak nie załamywać kompletnie i nie obciążać tym partnera, mimo że odczuwałam dużo objawów somatycznych, silny lęk w klatce piersiowej, duszności, problem ze snem i chwilowe poczucia derealizacji. Mimo bycia na zwolnieniu, zajmowałam się wszystkim w domu, miałam może jeden dzień, w którym z racji rozpoczęcia brania leku źle się czułam, większość dnia przeleżałam w łóżku płacząc. Później starałam się w miarę normalnie funkcjonować, po 2 tyg. Brania leku lęk zaczął odpuszczać, poprawił mi się znacząco nastrój. Mój chłopak zapewniał mnie, że wszystko się ułoży, że znajdę inną pracę, twierdził, że kocha. W zeszłym tygodniu chodził trochę smętny, ale nie chciał rozmawiać co jest tego przyczyną. W czwartek powiedział, że potrzebuje odpoczynku, musi przemyśleć wszystko, bo chyba go przerosło (wspólne mieszkanie?), nie powiedział dokładnie o co chodzi. Wyraził, że nie wie do końca co czuje, ma mętlik, że ma wrażenie, że jego uczucie do mnie osłabło i że nie sądzi, aby był dla mnie dobrym wsparciem w trudniejszych chwilach, boi się, że się mu pogorszy. Stwierdził, że musi się wyprowadzić. Mówił, że on nie wie czy to wszystko ma sens, nie chce mnie sobą obciążać, że lepiej mi będzie samej bądź z kimś innym. Ja wszystkiemu zaprzeczałam, kocham go bardzo, nie czułam się obciążona, prosiłam, żeby nie robił nic pochopnie, że nie chcę, żeby odchodził. Mówiłam, że chcę jeszcze zawalczyć, zaproponowałam wspólną terapię, bo możliwe, że mamy nieskuteczne formy komunikacji ze sobą (bywa, że ja mam fochy, choć nigdy nie trwa to dłużej niż kilka godzin, on natomiast nie rozmawia za wiele, wycofuje się, ciężko przychodzi mu mówienie o uczuciach). Bardzo płakałam na to co powiedział, zareagowałam wręcz histerycznie. Nie rozumiem, dlaczego taka szybka zmiana uczuć, choć nic nie wskazywało na taki obrót sprawy, a przynajmniej ja tego nie widziałam. Teraz jestem chwilowo u rodziców, ale zamierzam wrócić do mieszkania. Umówił się ze mną, że potrzebuje przerwy na 2 tygodnie, bez kontaktu, żeby mógł wszystko przemyśleć i porozmawiać z terapeutką. Nic mi nie obiecuje, ale też nie mówi nie. Czuję się z tym bardzo źle, nie znoszę niepewności, ale daję mu tę przerwę. Czuję nasilenie depresji, dostałam myśli samobójczych, muszę iść do lekarza, bo zamierzam zwiększyć sobie dawkę, bo boję się samej siebie. Boję się też, że to jednak koniec, że po 2 tygodniach powie, że już nie chce związku… Nie wiem czy to przetrwam, bo odechciewa mi się żyć już teraz. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć… czy da się tak nagle stwierdzić, że nie wie co się czuje? Bardzo go kocham, myślałam, że wspólnie damy radę przezwyciężać problemy… że żadne z nas nie będzie się wycofywać… Dla kogoś z zewnątrz taki związek może się wydawać od razu spisany na straty, bo to tak, jakby ślepy prowadził kulawego i odwrotnie. Może tak jest… Może jestem tą ślepą i nie chcę czegoś zauważyć. Czy słabszy psychicznie może stworzyć udany związek tylko z osobą silną, która będzie dla niego filarem? Wybaczcie tak długi post.
  12. talulah

    Hej wszystkim.

    Cześć. Jestem Ada, mieszkam w Warszawie, mam 25 lat. Mam nerwicę lękową. Od 4 tygodni biorę Asentrę. Jestem też dda. Od roku chodzę na terapię dla dda. Oprócz tego, zmagam się z niską samooceną, nieśmiałością, lękiem przed popełnianiem błędów, niedoskonałością, brakiem kontroli i odrzuceniem. Forum śledzę od dawna, ale nie miałam jakoś odwagi zacząć się tu uzewnętrzniać :) Poza terapią, potrzebuję wsparcia ze strony osób, które przeżywają podobne stany, dlatego zdecydowałam się założyć tu konto. Potrzebuję też wsparcia w temacie związkowym, obecnie mam problem w swoim związku, o czym chcę napisać w innym dziale. Relacje międzyludzkie są często dla mnie źródłem stresu w związku z różnymi deficytami z dzieciństwa i błędami w myśleniu. Ciągle nad sobą pracuję, mam nadzieję, że w końcu dojdę do ładu i składu z moim życiem… I może też okaże się pożyteczna i będę w stanie coś komuś doradzić na tym forum
×